Oralność w Psalmodii swe znaczenie wywodzi nie tyle na podstawie tego, jak często w jej wersetach znajdziemy ślady „żywej mowy”, ile przede wszystkim stąd, kim są Bóg i Jezus Chrystus:
Wespazjan Kochowski : Trybut należyty wdzięczności […] Panu i Bogu albo Psalmodia polska: 369
Wespazjan Kochowski : Trybut należyty wdzięczności […] Panu i Bogu albo Psalmodia polska: 372
To właśnie wypowiadane Boże Słowo jest dwojakim „aktem założycielskim” świata: od stworzenia go aż po kres. Wpierw stworzyło świat i człowieka, następnie dało, daje i da światu odkupienie, a ludziom zbawienie. Ani Stwórca, ani jego Syn niczego nie napisali, niejako unaoczniając tym samym ograniczony status pisma. Jeśli jednak „księga ksiąg” powinna być otaczana czcią jako Słowo Boga, to owa cześć dla słów Pisma Świętego jest uwarunkowana głównie wypowiadanymi (!) słowami Bożego aktu stwórczego i żywą mową nauczania Jezusa z Nazaretu. Słowa wypowiadane przez Ojca i Syna jawią się jako oralność prymarna ze względu na swe znaczenie w dziejach świata i w życiu katolików (Kochowski nie wypowiada się w imieniu innych chrześcijan, tj. prawosławnych schizmatyków czy protestanckich heretyków). Zarazem Stwórca i Zbawiciel są tymi, którzy słuchają głosów ludzi. Należy dopowiedzieć: w Księdze Psalmów uszy Boga bywają zamknięte na błagania wykrzykiwane z ziemskiego padołu.
Oralność sekundarna to 1. słowa ludzi, którzy, rozdwojeni między „głosem” duszy a „głosem” cielska, wołają do Boga o zbawienie, 2. słowa autora Psalmodii, który mówi do czytelników niejako wbrew piśmiennemu statusowi swego tekstu, 3. głosy poparcia szlachty obierającej królem Jana Sobieskiego (Ps. IX 4 – zgromadzona na polu elekcyjnym szlachta wybierała króla, tzn. ucho prymasa określało siłę (głośność) wykrzykiwanego poparcia dla kandydatów do korony Rzeczpospolitej Obojga Narodów), 4. żywym słowem wypowiadają się również państwa: Ps. IX, 15, por. Ps. IX 16-17; Ps. XIV, 11; Ps. XXXVI, 6). Oczywiście takie wyróżnienie czterech form sekundarnej oralności pozostaje pewnym uproszczeniem, gdyż sam autor Psalmodii również pozostawał rozdwojony pomiędzy „głosem” duszy a „głosem” cielska (czy osobiście był obecny na polu elekcyjnym? – odpowiedzi w tekście Psalmodii nie znajdziemy).
Analogicznie do „kwestii Homeryckiej” przynajmniej w pewnym zakresie można mówić o „kwestii Dawidowej”. Oczywiście analogia taka pozostanie ograniczona choćby z tego powodu, że niepodobna automatycznie przenieść podstawowe założenie Milmana Parry’ego (o uzależnieniu wyboru słów i form słownych od kształtu, prymarnie oralnych, heksametrów) na Księgę Psalmów (z jej jakże odmienną kulturą). Zarazem trudno zaprzeczyć (może nawet ogromnej) nierównowadze między filologami klasycznymi (z ich sukcesami w poznawaniu tajemnic oralności heksametru daktylicznego) a biblistami (którzy potrafią jedynie stwierdzić, że zasadniczo psałterzowy werset dzieli się na dwa, niekiedy na trzy, a czasami nawet na cztery stychy). Również niepodobna podważyć fundamentalną analogię: pierwotnie oralny przekaz jednego i drugiego poety (upraszczając: Homera i Dawida) został niejako „dopełniony” wtórnym pismem. Stąd wyłania się pytanie: jeśli każdą wyrazistą cechę poezji Homera ostatecznie można wyprowadzić z ekonomii, jaką narzucają metody kompozycji oralnych (na tym polegało odkrycie Milmana Parry’ego), to czy podobna dominacja ekonomii oralności kształtowała psałterzowe wersety i stychy?
Księga Psalmów jawi się jako trudniejsze wyzwanie niż poematy przypisywane Homerowi, ponieważ np. jeśli o wyborze epitetów homeryckich rozstrzygały wymogi metryczne, to o takiej zależności psałterzowych epitetów mówić niepodobna (nie tylko dlatego, że jeśli już jakiekolwiek wymogi metryczne Dawida faktycznie obowiązywały, to jedynie w ogólnym zakresie, a i od przeciwieństw poetyk niepodobna abstrahować: czym innym homerycka amplifikacja, czym innym Dawidowe zdystansowanie od niej jako czegoś spoza hebrajskiej kultury literackiej). Zarazem paradoksalnie, gdyż wbrew temu przeciwieństwu, rysuje się perspektywa podobieństwa: jeśli standardowe formuły homeryckie grupowano wokół standardowych tematów (rada wojenna, koncentracja wojsk, profanacja pokonanego, tarcza bohatera), to czyż podobnie standardowych tematów nie można znaleźć w Księdze Psalmów? Natchnione Słowo Boże byłoby sekwencją klisz?! – jeśli kultura oralna musi wciąż powtarzać raz zdobytą wiedzę lub zostaje ona zapomniana (E.A. Havelock), wówczas również naród wybrany i jego natchnieni poeci powinni wytrwale powtarzać…
Przyjmowane przez biblistów założenie, że poetyckie księgi Pisma Świętego właśnie jako poezja powinny być oddawane zapisem znamiennym dla poezji, rozstrzyga o tym, że prymarnie śpiewany werset już jako wypowiedź pisemna otrzymuje postać wersów wiersza.
I tak pewne księgi posiadają status biblijnej poezji (np. Księga psalmów czy Pieśń nad Pieśniami), inne nie, przy czym zdawałoby się tak fundamentalna kwestia, jak kryteria podziału na księgi poetyckie oraz nie–poetyckie, jawi się jako materia na tyle bezproblemowa, że wręcz znikomo werbalizowana. Co więcej, podział na biblijną poezję i nie–poezję jako determinanta wierszowego lub prozaicznego zapisu wersetów pojawia się również wewnątrz poszczególnych części Pisma Świętego, np. kazanie na górze czy tzw. hymn o miłości św. Pawła to wierszowe fragmenty w prozaicznym kontekście. Zarazem niejako wbrew filologicznej postawie, nakazującej respektować podział na wiersz i prozę, niepodobna abstrahować od faktu, że rytm psałterzowych wersetów przynajmniej bywa uwarunkowany nie dźwiękiem (postrzeganym uchem), lecz… zapisem unaocznianym wzrokiem (Miłosz 1998: 49).
Czy Psalmodia (czytana jako tekst literacki!) jest wypowiedzią o rytmicznym uporządkowaniu naddanym? Odpowiedź twierdząca – przynajmniej w moim przekonaniu – wynika z porównania jej z wersetami staropolskich przekładów Księgi Psalmów (Obremski 2000 passim). Nie miejsce tu ani na przytaczanie wyników obliczeń statystycznych (średnie długości wersetów oraz ich odchylenia standardowe, unaoczniające tendencję do amplifikacji), ani tym bardziej na ponawianie np. sporu o funkcję dwukropka w tekście staropolskim – szczególnie w wersecie.
W kontekście wersetowej quasi-formularności należy podkreślić, że współczesne (niejako zwykłe) czytanie psalmów jest czymś wręcz ahistorycznym, tzn. jeszcze jednym następstwem piśmienności, która z czasem wręcz rewolucyjnie zmieniła ludzką świadomość. Przez wieki były one śpiewane i to śpiew pozostawał istotnym elementem wspomagania pobożnej pamięci. Również Psalmodia jako tekst jedynie czytany byłaby czymś ahistorycznym, niejako wypaczeniem uwarunkowanym piśmiennością: imitując Księgę Psalmów, jej autor wielokrotnie ponawia psałterzowe wezwanie „śpiewajmy!”.
„Figuralny realizm” i sprzężone z nim pojmowanie czasu jako „wielkiej teraźniejszości” sprawiały, że pamięć o przeszłości obydwu narodów wybranych (izraelskiego i sarmackiego) w niewielkim stopniu wymagała wzmacniania słowem pisanym. Ponieważ tę pamięć zachowywała i wciąż pobudzała niezmienna w swym najogólniejszym zarysie tzw. sytuacja geopolityczna. Izraelici byli wysepką wiary na morzu bałwochwalstwa, stąd między innymi wynikała świadomość bycia narodem wybranym – o Rzeczpospolitej zwanej „przedmurzem” też można powiedzieć, że niejako pozostawała wyspą: jako północno-wschodnie przedmurze Europy pierwsza walczyła, co więcej – często również w osamotnieniu. Żydowski naród wybrany zmagał się z poganami – Rzeczpospolita toczyła kolejne wojny tak z poganami, jak również z heretykami i schizmatykami. W pewnym stopniu (jakby nieustające) wojny, wiedzione przez sarmacki naród wybrany, jako stan zagrożenia państwa i jego obywateli utrwalały pamięć o takiej samej wojennej przeszłości nie gorzej niż rękopiśmienne czy drukowane kroniki. Więcej: niejako zastępowały je, wypierały. Czyż bowiem choćby najwspanialsze, ale tylko papierowe dzieło historiograficzne mogłoby równać się z trwałą realnością wojennego zagrożenia? Z pewną przesadą powiedziałbym: przeszłość jedynie czytana w poważnym zakresie pozostawała historyczną abstrakcją, konkretem była zaś opowiadana legendą herbową przeszłość własnego rodu oraz wielowiekowa sytuacja geopolityczna sprzężona z nakazem udziału w pospolitym ruszeniu. W świadomości panów braci skoncentrowana wobec heroicznej przeszłości szlacheckich rodów przeszłość pozostawała ahistoryczna, toteż dawne dzieje niejako tym samym jawiły się jako „teraźniejszość”. Przeszłość stawała się jakby skamieliną, uwarunkowaną wolą Pana Historii i przodków, którzy potomnym zostawili Rzeczpospolitą z jej ustrojem instytucjonalizującym szlachecką wolność i równość.
Teraźniejsza realność zagrożenia ze strony wrogów chrześcijańskiej // katolickiej wiary przez pogan // heretyków czy schizmatyków nie wymagała zawierzenia pismu jako gwarantowi pamięci, ponieważ ta pozostawała uwarunkowana poniekąd odwieczną trwałością takiej sytuacji, w której niemal każda wojna z państwem innej wiary (pogańskim, heretyckim czy schizmatyckim) przedstawiała się jako wojna wiedziona przez naród wybrany. Izraelici mieli swoje księgi historyczne, sarmacki naród wybrany w „Psalmodii” otrzymał ich ekwiwalent: swoją księgę psalmów pióra „najliższej kreatury”.
Czyż w ogóle można epokę Izraela Starego Testamentu i wieki dziejów Rzeczpospolitej wręcz postawić w jednym szeregu chronologicznym? Tj. jako bezpośrednie następstwo? Odpowiedź twierdząca wyłania się z teologii dziejów: tak ogólnie – linearna koncepcja czasu, jak szczególnie – opozycja chronos i kairos. W dziejach świata od początku czasów aż po ich kres każde wydarzenie można postrzegać i jako zapowiedź kogoś // czegoś przyszłego, i jako spełnienie kogoś // czegoś już zapowiedzianego. Zarazem kairos posiada naturę jakościową, toteż pytania związane z jego fizyczną miarą jawią się nieporozumieniem – w wymiarze jakościowym wszystko brzmi może nawet racjonalnie: tak dla Izraelitów, jak też dla Sarmatów czas zostaje im dany przez samego Boga po to, aby poprzez wojny z jego nieprzyjaciółmi mogli dowieść wierności przymierzu z Panem dziejów.
Jak długo Rzeczpospolita pozostawała przedmurzem, tak długo pamięć heroicznej przeszłości sarmackiego narodu wybranego trwała jako żywa pamięć, w ograniczonym zakresie potrzebująca „wsparcia” pismem. Dopiero początek osiemnastego stulecia, tj. początek wojny zwanej północną (a więc takiej, jaka dotąd jeszcze nie była dana Rzeczpospolitej) stał się końcem przedmurza, ale wówczas „Psalmodia” jako przypomnienie (już teraz poniekąd wstydliwej) przeszłości stawała się przypomnieniem tego, o czym potomkowie zwycięzców spod Wiednia najprawdopodobniej zapragnęli zapomnieć. Nie tylko dlatego bynajmniej, że wraz z pokojem karłowickim pogańskie zagrożenie zeszło na drugi czy jeszcze dalszy plan polityki zagranicznej Rzeczpospolitej.
Źródła
Źródła
- Kochowski Wespazjan, „Trybut należyty wdzięczności […] Panu i Bogu albo Psalmodia polska” (1695). Cyt. za: W: Kochowski Wespazjan, „Utwory poetyckie. Wybór”. Oprac. Maria Eustachiewicz. Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo. Wrocław 1991 cyt. na s. 369, 372.
Opracowania
- Dziechcińska Hanna, „Oglądanie i słuchanie w kulturze dawnej Polski”. Państwowe Wydawnictwo Naukowe. Warszawa 1987.
- Miłosz Czesław, „Przedmowa tłumacza”. W: „Księga psalmów”. Oprac. Czesław Miłosz, Józef Sadzik. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1998.
- Obremski Krzysztof, Powrót do oralności: „»Psalmodia polska« jako zapis pamięci sarmackiego narodu wybranego” (w druku).
- Obremski Krzysztof, „»Wiersz dzisia nieznajomy«. Rytm psałterzowego wersetu w kontekście staropolskiej interpunkcji”.Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Toruń 2000.
- Prejs Marek, „Oralność i mnemonika. Późny barok w kulturze polskiej”. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego. Warszawa 2009.