Iluzja wizualna polega na zniekształconej i nieadekwatnej interpretacji danych znajdujących się w polu postrzegania (Gregory 1971: 161-166). Występowanie takich zaburzeń percepcji wzrokowej jest przez literaturę pozytywizmu wyjaśniane za pomocą mechanizmów psychologicznych. W przeciwieństwie do halucynacji iluzje są tu uzależnione wyłącznie od stanów emocjonalnych bohaterów, które niemal zawsze mają charakter wyjątkowy, niecodzienny, a im bardziej są ekstremalne – zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym – tym większy wpływ wywierają na przebieg doświadczeń wizualnych.
Stosunkowo rzadko w literaturze pozytywizmu pojawiają się złudzenia wywołane ekscytacją lub innymi aprobatywnie przedstawionymi uczuciami. Reprezentatywny jest przykład z Listów z Afryki Henryka Sienkiewicza, opisujący zbliżającą się do liniowego okrętu łódź tubylców. Znajdujący się na statku pisarz widzi:
Somalisów, których połyskujące czarne grzbiety to zginają się, to prostują zgodnie z uderzeniami wioseł – z tyłu zaś koło rudla stoi na tle błękitnej roztoczy ni mniej, ni więcej, tylko biały posąg Pallas-Ateny.
Ma się już pod wieczór i słońce czyni się czerwonawe. W blaskach jego świeci hełm bogini i białe fałdy szaty spływające miękko do jej stóp. W ręku córy Zewsa nie widać, ściśle mówiąc, włóczni „o miednym ostrzu”, ale złożoną parasolkę, którą podpiera się jak laską. Wszystkie lornetki i wszystkie oczy z pokładu wpatrują się w nią jak w tęczę; ona zaś zbliża się, wysmukła, uśmiechnięta i wzrokiem wzniesionym w górę szuka jakiegoś szczęśliwego Odysa między podróżnymi.
Łódź staje wreszcie przy schodach, bogini wstępuje na pokład – i czar… nie pryska. Hełm bogini nie jest wprawdzie hełmem greckim, ale angielskim, fałdy szat nie załamują się w marmurze, ale we flaneli, bogini zaś okazuje się być „śmiertelną mieszkanką padołu” – ale zarazem paryżanką czystej krwi tak wykwintną i tak pełną uroku, że mniejsza o cały Olimp (Sienkiewicz 1956e: 329).
Złudzenie powstaje w wyniku fascynacji tym, co zarówno odległe, jak też inne – niecodzienne i nieoczekiwane. Zmiany percepcji są przez pisarza zaprezentowane trójfazowo: pierwszy ogląd dostrzega jedynie kontrast między murzyńskimi wioślarzami a białą, nieruchomą postacią, która utożsamiona zostaje z posągiem greckiej bogini. Drugie spojrzenie – już z nieco bliższej perspektywy – koncentruje się wokół detali, jakie częściowo podważają poprzedni, iluzyjny obraz. Niepewne, a nawet sprzeczne wrażenie zostaje usunięte dzięki trzeciemu ujęciu, dokonującemu właściwej identyfikacji osoby. Wszelako przejście od złudzenia do jego podważenia nie wywołuje rozczarowania: realna kobieta okazuje się równie intrygująca, jak jej metafizyczny fantazmat.
Standardowo jednak iluzja powstaje dzięki przeżyciom trudnym, niekiedy wręcz traumatycznym. Wśród nich dominuje doświadczenie nieobecności kogoś bliskiego, które spowodowane bywa tymczasowym brakiem kontaktu lub śmiercią. Bezpowrotna utrata dotyczy najczęściej relacji między rodzicami a dziećmi: w noweli Marii Konopnickiej Dym ginie Marcyś, syn wdowy; a w powieści Elizy Orzeszkowej Argonauci umiera Kara – córka milionera Alojzego Darwida. Zrozpaczeni rodzice ulegają złudzeniom, których funkcja jest ściśle związana z doświadczeniem temporalnym: iluzyjny obraz albo przenosi w przeszłość, albo jest zespolony z teraźniejszością. Konopnicka pokazuje pierwsze rozwiązanie: wdowa „widzi” w unoszącym się dymie postać tragicznie zmarłego syna, ponieważ pragnie powrotu do dawnej sytuacji, kiedy oboje wiedli ubogie i szczęśliwe życie (Konopnicka 1974: 275). Natomiast Orzeszkowa dokładnie analizuje aktualne doświadczenie bezsensu i zagubienia, jakie staje się udziałem ojca po starcie córki: pozbawiony najważniejszego celu Darwid kwestionuje wszystko, czym jest i nad czym właśnie pracuje. Dlatego spoglądając na chińską wazę, „dostrzega” jej szyderczy, ironiczny uśmiech, który prześladuje go, ilekroć skieruje on w tym kierunku swój wzrok (Orzeszkowa 1951: 221-222).
Krótkotrwałe zerwanie kontaktu jest natomiast charakterystyczne dla relacji miłosnych. Bohaterowie, którzy zostali w ten sposób opuszczeni przez swoje wybranki, znajdują się w stanie skrajnej desperacji, dlatego ich percepcja wizualna jest niestabilna i podlega zaburzeniom. Najczęściej przebiegają one według schematu qui pro quo: obca kobieta zostaje błędnie utożsamiona z tą ukochaną. Np. w Quo vadis Sienkiewicza przebywający na uczcie Winicjusz doświadcza osamotnienia i ataku tęsknoty za Ligią, zatem jest przekonany, że to właśnie ona pojawiła się przed nim w postaci przebranej za Dianę tancerki (Sienkiewicz 1977: 251).
Inaczej natomiast wygląda iluzja Wokulskiego w Lalce Bolesława Prusa. Czekający na przyjazd Izabeli bohater dokonuje specyficznej percepcji miejsca, w którym się znajduje:
I przywidziało mu się, że na próchniejących ławach zasiadają tu co noc wszyscy zmarli bankruci, pokutujące kokoty, wszelkiego rodzaju próżniacy i utracjusze, których wypędzono nawet z piekła, i przy smutnym blasku gwiazd przypatrują się wyścigom szkieletów koni, które poginęły na tym torze. Zdawało mu się, że nawet w tej chwili widzi przed sobą zbutwiałe stroje i czuje zapach stęchlizny (Prus 1998a: 408).
Jeżeli Prus przedstawiając ten dziwaczny obraz nawiązuje do motywu dance macabre,to dlatego, by pokazać, iż Wokulski znajduje się w przestrzeni opanowanej przez śmierć. Nicość zagraża przede wszystkim pragnieniu, które pozbawione zostało swojego celu. Dlatego pojawienie się Izabeli wywoła reakcję symetrycznie odwrotną. Obecność ukochanej sprawia, iż to, co było martwe – powraca do życia; to, co było naznaczone ułomnością – teraz osiąga najdoskonalszą formę istnienia.
Drugą grupą stanów, które szczególnie sprzyjają powstawaniu złudzeń, są doznania związane z lękiem o własne życie. Literatura pozytywizmu wprowadza przy tym wyraźne rozróżnienie dotyczące indywidualnego bądź kolektywnego charakteru tego typu reakcji. W pierwszym przypadku podkreślana jest projekcyjna natura iluzji: bohaterowie, którzy czują się zagrożeni, postrzegają neutralne realia jako potencjalne źródła niebezpieczeństwa, ewentualnie jako jego zapowiedzi. W Panu Wołodyjowskim Sienkiewicza uciekająca samotnie przed pościgiem Barbara doświadcza zaburzeń percepcji, w trakcie których:
przedmioty poczęły się zacierać, mącić, tracić określone kształty, a zarazem jakby się ożywiać tajemniczo i czaić. Nierówności na zrębach wysokich skał wyglądały jakby głowy poprzybierane w czapki spiczaste i okrągłe, które wychylają się zza jakichś olbrzymich murów i spoglądają cicho a złożyczliwie, kto tam przejeżdża dołem. Gałęzie drzew, poruszane powiewem, miały jakiś ruchy ludzkie: jedne kiwały na Basię, niby chcąc ją przywołać i tajemnicę jakąś straszną jej powierzyć; drugie zdawały się mówić i ostrzegać: „Nie zbliżaj się!” Skarpy przewróconych drzew podobne były do jakichś potwornych istot skurczonych do skoku [Sienkiewicz 1956d: 460].
Natomiast Józef Ślimak z powieści Prusa Placówka postrzega kolejowy nasyp w następujący sposób:
To zdawało mu się, że wał piaszczysty jest wysuniętym językiem olbrzymiego gadu, który siedzi w borze, na zachodniej granicy horyzontu i przypełznie tu lada dzień, aby mu pożreć chudobę. To znowu, że nasyp jest granicą, która jego wieś oddzieli od reszty świata. Roboty prowadzono już w pięciu miejscach, po obu stronach rzeki, sypiąc w jednej linii wzgórza mające kształt mogił. Ślimak dostrzegł to podobieństwo i marzył, że ukończony nasyp jest niby olbrzymim palcem, który ukazuje mu jeden za drugim – cztery groby… [Prus 1951: 178].
Przykłady te zawierają najważniejsze właściwości, jakimi odznaczają się złudzenia powstałe w wyniku doznawanego niebezpieczeństwa. Po pierwsze: następuje płynne i niekontrolowane przejście od wizualizacji adekwatnej, właściwej do – zdeformowanej. Ów brak wyraźnej cezury podkreśla rzeczywisty, niepodważalny status, który bohater przypisuje stworzonym przez siebie obrazom. Po drugie: iluzyjne przedstawienie jest niestabilne, dlatego pojawienie się pierwszego pociąga za sobą powstawanie następnych. Proces ten jest uzależniony od pola wizualnej percepcji: tam gdzie jest ono panoramiczne, metamorfozom podlegają kolejne jego elementy; tam natomiast, gdzie pojawia się punktowa koncentracja, różne iluzje wywołuje ten sam obiekt. Po trzecie: stopień doświadczanego lęku wywiera bezpośredni wpływ na poetykę złudzenia. Poczucie silnego oraz nieuchronnego zagrożenia deformuje percepcję wzrokową zgodnie z regułami antropomorfizacji. Przyroda uzyskuje wówczas ludzkie (albo nadludzkie) atrybuty, które odpowiadają cechom domniemanych prześladowców. Natomiast jeżeli samo niebezpieczeństwo wydaje się bohaterowi odległe czy zaledwie potencjalne, to iluzje zostają utworzone wedle reguł asocjacyjnych. Nie zawsze są one czytelne, dlatego powstałe w ich wyniku obrazy uzyskują niekiedy sens symboliczny, o prefigutatywnej – względem dalszego rozwoju fabuły – funkcji. W wizji z Placówki „potwór” oznacza tych, którzy zamierzają w jakikolwiek sposób skrzywdzić Ślimaka; „granica” – jego osamotnienie w konflikcie ze zbiorowością; a „groby” – zapowiadają skutki tychże antagonizmów.
Iluzje wytwarzane przez grupy czy rozmaite społeczności wykazują analogiczne tendencje z tą jednak różnicą, iż wymiar projekcyjny jest wyraźnie podporządkowany pragmatycznemu. Emocjonalna ekspresja dostarcza bowiem motywacji prowadzącej do podjęcia określonego rodzaju działań. W Mirtali Orzeszkowej przedstawione zostało zgromadzenie Rzymian, które nad brzegami Tybru obserwuje efekty wywołane niezwykłą burzą. Jednakże ogląd zjawisk atmosferycznych nie jest bezpośredni, gdyż biorą w nim udział także wróżbici i astrolodzy, dokonujący ich natychmiastowej interpretacji. Egzegeza okazuje się sposobem wytwarzania kolektywnych złudzeń zawierających antropomorficzne przedstawienia walk oraz najazdów. Przerażony, rozhisteryzowany tłum szuka winnych tego „gniewu bogów” – i znajduje ich w dzielnicy żydowskiej, dokonując pogromu mieszkającej tam ludności (Orzeszkowa 1950: 254-256).
Odwrotne postępowanie pokazane jest w Potopie Sienkiewicza. Oblegający Częstochowę Szwedzi tracą odwagę i zapał do dalszych walk pod wpływem iluzyjnych fenomenów. Mgła jesienna oraz dym z armat deformują wizualną percepcję żołnierzy, którym klasztor jawi się jako niedostępna, ogromna i zmieniająca miejsce położenia forteca. Ponadto jeden z obrazów przedstawiający kobietę w błękitnym płaszczu, którym osłania twierdzę, odczytany zostaje w kategoriach nadprzyrodzonych, wywołując panikę w wojskowych szeregach (Sienkiewicz 1956b: 257-258; 275-277).
Złudzenia indywidualne i kolektywne mają liczne podobieństwa dotyczące konstrukcji czy przebiegu, dlatego ich zasadniczy kontrast wynika z obecności pierwiastka religijnego. O ile jednostkowe zaburzenia percepcji są go pozbawione, o tyle reakcje zbiorowe pozostałyby bez niego niewytłumaczalne. Jego funkcjonowanie nie jest oczywiste, dlatego wymaga określonej – i wyraźnie subiektywnej – interpretacji, która nada pewnym zjawiskom sakralny sens. Nie bez znaczenia jest też fakt, że wyjaśnienia pozostające w obrębie religii pogańskich prowadzą do intensyfikacji prześladowań; natomiast odczytania chrześcijańskie powodują zaniechanie podobnych działań.
Swoistą syntezę obu tendencji zawiera Pan Balcer w Brazylii Konopnickiej. Wygnana ze swej osady grupa polskich emigrantów zmuszona zostaje do dalszej wędrówki, która odbywa się w skrajnie trudnych warunkach. Głód i wyczerpanie sprzyjają deformacjom wizualnej percepcji zwłaszcza wtedy, gdy jej obiektem są efektowne zjawiska pojawiające się na egzotycznym firmamencie. Narrator przedstawia najpierw iluzje, będące udziałem mężczyzn:
Więc coraz pilniej spieszyli my kroku,
Różne widzenia mający na niebie.
To o zachodzie, w ognicach obłoku,
Wielki się korab przed nami kolebie,
Skroś morza płynąc krwi… To znów, w otoku
Monstrancji jakby, zatajon Ów w chlebie
Chrystus Pan patrzy na nas z opłatka,
A łzy przez srebrne lico płyną z rzadka… (Konopnicka 2003: 193)
Poczucie lęku zostaje przezwyciężone przez doświadczenie religijne, dlatego konsekwencją doznanego złudzenia są pokutnicze praktyki wędrowców. Jednakże analogiczny proces jest nieobecny w przypadku kobiet:
Niewiasty zwłaszcza zachwycenia miały,
Co niosły dusze, niby pióra ptasie…
A to Jasieńko w płótniance swej białej
Na tych obłokach mglistych owce pasie.
To martwe główki dzieciątek usiały
Drogę przez niebo… To znowuż, po czasie,
Las sztyków księżyc wschodzący zapali,
A ćma kozactwa prościutko w nas wali! (Konopnicka 2003: 193-194)
Dialektyka złudzeń jest odwrotna: od sielankowego obrazu do eskalacji napięcia i panicznego strachu przed śmiertelnym zagrożeniem. Zastosowana przez pisarkę genderowa specyfikacja sugeruje, iż uleganie iluzjom umożliwia mężczyznom oczyszczenie i wyzwolenie, natomiast u kobiet prowadzi tylko do intensyfikacji negatywnych doznań. W kontekście przytoczonych powyżej przykładów rozróżnienie takie oznacza, iż złudzenia związane z egzystencjalnym niebezpieczeństwem wskazują na możliwość zajmowania obu – tj. zarówno zagrożonej, jak i zagrażającej – pozycji przez mężczyzn, podczas gdy dla kobiet dostępne jest wyłącznie jedno stanowisko.