Osiecka – plastyczka

O ile bikiniarz w latach 50. symbolizował obszar niezależności od stalinowskiej stylistyki, o tyle wizerunek plastyczki, który narodził się później (po Październiku’56) był już dowodem porażki komunizmu w walce wytoczonej „burżuazyjnej” modzie. Słowem: bikiniarz symbolizował walkę z estetyką komunistyczną, plastyczka zaś pieczętowała jego klęskę. Oczywiście style noszenia się nie zawsze przybierały postać świadomej kontestacji. Najczęściej wyrażały się w naśladownictwie, w którym tkwiła tęsknota za Zachodem, którą kultura polska po październiku wyrażała na różne sposoby.

Wdzięczna postać Margueritte, córki francuskiego dyplomaty (Teresa Tuszyńska) z filmu Janusza Morgensterna Do widzenia do jutra (rok prod. 1960 r.) w zwiewnych jasnych sukienkach, mówiąca po polsku z charakterystycznym francuskim akcentem to ikona zachodniej dziewczyny. W Niewinnych czarodziejach Andrzeja Wajdy (rok prod. 1960 r.) postaci kobiece są wyjęte jak z francuskiego katalogu mody; starannie wystylizowane od fryzur, sukienek, po torebki i czubki eleganckich czółenek. (Kurz 2005:77-79).

Ulica wielkomiejska z przełomu lat 50. i 60. dość mocno odbiegała od estetycznych standardów wyznaczanych przez kinowe przeboje. Gospodarka niedoboru narzucała liczne ograniczenia. W polskich i czeskich pończochach, jedynych dostępnych na rynku, pruły się oczka, w sklepach można było dostać jeden i ten sam krój sukienki, zdobycie właściwego rozmiaru butów było prawdziwym wyzwaniem. Czytelniczka „Kobiety i Życia” w połowie lat 50. skarżyła się:

Chodzę w pantoflach, które są o numer za duże. Gdy idę myślę tylko o tym, aby ich nie zgubić (…) Nie spostrzegam znajomych, nie odpowiadam na ukłony (…) Mogłabym wprawdzie zamówić prywatne pantofle [u szewca na miarę – M.G.] nr 35 , lecz nie stać mnie na zapłacenia tysiące złotych” (cyt. za: Brzostek Błażej Za progiem :268)

Komunistyczną siermięgę lat 50. kobiety przełamywały zakupami na bazarach używanej odzieży z Zachodu, dopiero pod koniec dekady pojawił się dom mody „Telimena”, który szył krótkie serie (50-200 sztuk) ubrań wzorowanych się na modelach paryskich. Oprócz pięknych ubranych po „parysku” kobiet pojawił się inny styl ubioru, dość słabo oddany przez sztuki audiowizualne (kino), a które za Agnieszką Osiecką nazwać można emploi: Plastyczki. Kim jest Plastyczka? Jest na pewno wytworem wielkomiejskim, artystowskim, awangardowym. Podczas gdy bohaterki Morgensterna, czy Wajdy przypominają swoje rówieśniczki z Paryża, czy Rzymu, estetyka Plastyczki jest inna, mniej imitacyjna, z pozoru bardziej niedbała, sugerująca odrzucenie mieszczańskich wartości. Plastyczka unikała standaryzacji, typowości, ślepego podążania za każdą modą. Kreatywność, niepowtarzalność, wyjątkowość, osobowość – przyświecały estetycznym kreacjom Plastyczek. W pewnym sensie gospodarka niedoboru otwierała pole do eksperymentów w tkaniną, kolorem, barwą, krojem. Agnieszka Osiecka wspomniała:

Umiejętne korzystanie z nielicznych farbiarni chemicznych, a także farbowanie własnoręczne – plastyczki miały w małym palcu. Były mistrzyniami farbowania. Gdyby nie to – nie miały co włożyć na grzbiet. Najważniejszą bodajże sprawą były spódnice. Otóż żadna z tych, które były dostępne na rynku, nie miały prawa zawisnąć na plastyczce. Ich jaskrawe socrealistyczne kolory, ceglasta czerwień, kapuściana zieleń, lub prześcieradłowa biel, obrażały po prostu gust, światopogląd i duszę plastyczki: były nie do przyjęcia. Należało zatem spódnicę kupioną na rynku najpierw wypruć z paska, pozbawić fałd, plis czy innych zaszewek, słowem doprowadzić do pożądanego kształtu luźnego wora, a następnie tak długo moczyć, prać i miętosić w rozmaitych cieczach i wywarach, aż zmaltretowany łachman osiągał upragniony bury, brunatny, siny lub czarniawy kolor. Dopiero w czymś takim plastyczka mogła pokazać się na ulicy. (Osiecka Agnieszka Szpetni czterdziestoletni: 146)

Nawet buty, które wkładały Plastyczki musiały być niestandardowe i poddane stosownej przeróbce. W zwykłych tenisówkach wycinano środek, czyli część sznurowaną, a następnie tak uformowane czółenka farbowano na sino-czarny kolor. Dopiero wtedy ubiór był kompletny. Ten surowy, abnegacki, a jednocześnie poddany estetycznym rygorom styl z późnych lat 50. okazał się ponadczasowy. W każdy mieście polskim, od Wrocławia, Szczecina, po Kraków, Warszawę, Łódź, do Białegostoku, po ulicach snują się Plastyczki zamotane w fantazyjne warstwy tkanin. Próżno szukać sukienek Plastyczek wśród obfitości ubrań w popularnych „sieciówkach”. Plastyczka od późnych lat 50. XX w. aż do dzisiaj jest indywidualistką. Kupuje, przerabia, farbuje, skraca, już od siedmiu dekad, zawsze inaczej i zawsze tak samo.

Źródła

  • Brzostek Błażej, „Za progiem. Codzienność w przestrzeni publicznej Warszawy lat 1955-1970”, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2007.
  • Chwalba Andrzej (red.), „Obyczaje w Polsce. Od średniowiecza do czasów współczesnych”, PWN, Warszawa 2005.
  • Kurz Iwona, „Twarze w tłumie. Wizerunki bohaterów wyobraźni zbiorowej w kulturze polskiej lat 1955-1969”, Świat Literacki, Warszawa 2005.
  • Szpakowska Małgorzata (red.), „Obyczaje polskie. Wiek XX w krótkich hasłach”, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2008.
  • Sulima Roch, „Antropologia codzienności”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000.
  • Osiecka Agnieszka, „Szpetni czterdziestoletni”, Wydawnictwo Iskry , Warszawa 1987.

Artykuły powiązane