Sensualne zwiastuny obecności zmarłych oraz śmierci

W światopoglądzie ludowym istniało bardzo silne przekonanie o stałej łączności między „tym” i „tamtym” światem oraz różnorodnych relacjach wiążących ludzi żyjących ze zmarłymi. Tym samym wierzono w to, że dusze przodków w określonych sytuacjach powracają do swych dawnych siedzib albo też ciągle przebywają na „tym świecie”, a ich obecność jest zmysłowo wyczuwalna {{ cite (’27284′) }}.

W kontaktach ze zmarłymi kluczową rolę odgrywały zmysły wzroku oraz słuchu, wydaje się przy tym, że ten ostatni zajmował pozycję dominującą. Choć wiara w możliwość widzenia zmarłych była powszechna, a w ludowym repertuarze funkcjonowało mnóstwo opowieści o spotkaniach z nimi, to jednak jeszcze częściej jako sygnał ich obecności interpretowano rozmaite nagłe, niespodziewane i niewytłumaczone odgłosy lub hałasy, takie jak łomoty spadających przedmiotów, stukania otwierających się lub zamykających samoistnie drzwi, trzaskanie schnącego drewna itp. {{ cite (’27285′) }}. Niekiedy wyrażano też przekonanie, że zmarłych nie można zobaczyć, ale można ich poczuć {{ cite (’27286′) }}.

Poza tym w wielu przekazach na temat kontaktów ze zmarłymi pojawia się następująca prawidłowość: ich widok był zasadniczo albo bardzo niewyraźny (np. w postaci cieni czy nieokreślonych kształtów), albo w ogóle nie można było ich zobaczyć w „zwykłych” okolicznościach. Innymi słowy, żeby ujrzeć przebywające na ziemi dusze, trzeba było spełnić ściśle określone, często niełatwe i niebezpieczne warunki, natomiast usłyszeć mogli je praktycznie wszyscy. Tę prawidłowość dobrze ilustruje poniższe podanie.

W Jazowej nad stawem stał duży dom z jodłowego drzewa. […] W nocy na strychu o godzinie dwunastej ukazywały się liczne białe postacie uzbrojone w miecze, strzelby i pistolety i rozpoczynały ze sobą walkę. Można było wówczas usłyszeć wystrzały, krzyki walczących, jęki rannych i umierających. Byli ciekawi, którzy chcieli zobaczyć, co się dzieje na strychu. Wchodzili tam z płonącym łuczywem, ale ktoś te światła gasił. Natomiast w dzień mógł wejść każdy, kto chciał. Mieszkańcy Jazowej twierdzą, że dom został postawiony na mogile poległych lub na pobojowisku, a tę nocną walkę prowadziły duchy poległych. —- Franciszek Kotula;Przeciw urokom. Wierzenia i obrzędy u Podgórzan, Rzeszowiaków, Lasowiaków: 182-183

Opowieść ta pozwala uchwycić jeszcze jeden ciekawy aspekt sensualnych relacji między żywymi i zmarłymi. Akustyczne znaki sygnalizujące obecność tych ostatnich wiążą się ściśle z odgłosami wydarzeń, które towarzyszyły ich śmierci. Tak więc dźwięki bitwy lub jęki rannych oznaczają, że mamy do czynienia z poległymi żołnierzami, odgłos pojedynczego wystrzału jest słyszalny w miejscu, gdzie doszło do samobójstwa itd.

W szerszej perspektywie charakter sensualnych relacji ze zmarłymi oraz obowiązujące w nich reguły komunikacji, uzależnione są w dużym stopniu od sytuacji, w jakiej ma miejsce kontakt z duszami przodków. Zasadniczo można wyróżnić cztery typy takich sytuacji.

Pierwsza to różnego rodzaju obrzędy zaduszne. Powszechnie wierzono, że zmarli, którzy zostali obrzędowo wyłączeni ze społeczności żyjących i włączeni do społeczności dziadów-przodków, nadal interesowali się i opiekowali swymi gospodarstwami. W okresie świąt zadusznych wracali oni do dawnych siedzib, a żyjący zobowiązani byli do nakarmienia ich, niekiedy też zapewnienia możliwości ogrzania się i umycia, w zamian za co mogli liczyć na ich nadnaturalną pomoc i błogosławieństwo. Charakterystyczne dla tych momentów było to, że zmarli obecni w domach lub miejscach pochówku pozostawali zasadniczo niewidzialni, ich obecność zdradzać mogły niekiedy pewne sygnały akustyczne, takie jak pęknięcia drewna czy nagłe trzaski drzwi lub okien, które pozostawiano na noc otwarte. Sposób funkcjonowania rozmaitych tabu związanych z tymi momentami (np. zakaz nagłego wstawania od stołu, aby przypadkowo nie potrącić przebywającej w pomieszczeniu duszy), wyraźnie wskazuje na to, że w tym przypadku unikano bezpośrednich sensualnych kontaktów z duszami przodków. Nie chciano ich zobaczyć, usłyszeć czy dotknąć, uznawano bowiem, że dusze sobie tego nie życzą. Wierzono zarazem, że zmarłych można ujrzeć na tzw. nabożeństwie duchów, które w dzień zaduszny odprawiane jest w kościele przez zmarłego księdza. Było to jednak bardzo niebezpieczne, ponieważ dusze przodków mściły się w okrutny sposób na tych, którzy próbowali je podglądać, najczęściej rozrywając ich na strzępy. Nawet śmiałkowie, którym udało się zobaczyć zmarłych i niepostrzeżenie umknąć, umierali w ciągu kilku dni {{ cite (’27287′) }}.

Drugi typ sytuacji można by określić jako okazjonalne interwencje zmarłych, którzy pozostawili na „tym świecie” jakieś niezałatwione sprawy bądź też nie dopełniono przy ich pogrzebie stosownych czynności. Chodzi tu na przykład o pojawiające się w wielu przekazach motywy nieboszczyka, który powraca, aby wskazać miejsce ukrycia pieniędzy, nakarmić osierocone niemowlę, pomagać w pilnych pracach polowych opuszczonemu mężowi, a nawet współżyć z owdowiałą żoną czy też prosić skrzywdzone przez siebie osoby o wybaczenie win. Podobnie zmarli, którzy zostali pochowani w niewłaściwy sposób (np. w zbyt małej trumnie, w niekompletnym stroju, bez „potrzebnych” im na „tamtym świecie” przedmiotów) mogą niepokoić żyjących i przypominać o należnych im usługach. Dusze przodków mogą też wreszcie ukazywać się swoim bliskim, w sytuacji, gdy ci z różnych powodów nie wiedzą o ich śmierci {{ cite (’27288′) }}. We wszystkich tego typu przypadkach zmarli wyraźnie dają znać o swojej obecności, nie tylko poprzez niecodzienne odgłosy, ale bardzo często ukazując się żyjącym w snach i na jawie: „W trzy dni po pogrzebie, w nocy, nieboszczyk przyszedł do chałupy. Wyraźnie widzieli go syn i synowa. Później syn idąc na boisko widział ojca stojącego w sadzie” {{ cite (’27289′) }}. Charakterystyczne wydaje się, że w tej sytuacji wzrokowy lub słuchowy kontakt z duszami przodków postrzegany jest co prawda jako niepokojący albo mało przyjemny, jednak zarazem stosunkowo niegroźny; po wykonaniu określonych zadań bądź spełnieniu żądań ich obecność przestaje być wyczuwalna, ponieważ odchodzą na „tamten świat” i przestają nawiedzać żyjących.

Jeszcze inaczej jest w przypadku tych dusz, które Ludwika Stomma określił mianem „dziwnych zmarłych”, czyli osób, które umarły w sensie biologicznym, jednak z różnych przyczyn nie zostały skutecznie włączone do społeczności dziadów-przodków {{ cite (’27290′) }}. Zgodnie z ludowymi wierzeniami dusze takich zmarłych nie odchodziły na „tamten świat”, lecz czasowo lub na stałe pozostawały na ziemi, niepokojąc żyjących swoją obecnością. W istocie mamy tu do czynienia z continuum zróżnicowanych przypadków, począwszy od tzw. dusz pokutujących (nieochrzczonych dzieci, grzeszników, ofiar wojen i wypadków), czekających na wybawienie lub odbywających czasową karę, błąkając się na granicy dwóch światów, aż po rozmaitego rodzaju demony, które nigdy nie zaznają spoczynku na „tamtym świecie”.

Rozległa problematyka sensualnych właściwości całego szeregu ludowych demonów wymaga osobnego omówienia. W tym miejscu należy jedynie stwierdzić, że najczęstszym sygnałem obecności tych dusz, które nie przybierały postaci ewidentnie demonicznej (czyli np. dusz pokutujących), był silny wiatr. Wierzono, iż dusze wisielców, topielców, a zwłaszcza nieochrzczonych dzieci „latają z wiatrem”, a jego odgłosy interpretowano jako wycie bądź wołanie z prośbą o udzielenie chrztu {{ cite (’27291′) }}. Poza tym przypadkiem „dziwni zmarli” zasadniczo dawali sygnały swej obecności w miejscach, gdzie stracili życie lub zostali pochowani, ewentualnie w miejscach, w których dopuścili się zbrodniczych czynów. Obecność dusz potępionych zdradzały zarówno sygnały wizualne (np. dziwne, nadzwyczajne cienie lub światła, obłoczki dymu), jak i akustyczne (odgłosy strzałów, bitwy, jęki, krzyki, wołania), niekiedy także zapachy (np. zapach prochu w miejscu popełnienia samobójstwa). Prócz tego dusze takie ukazywały się często pod postacią dużego czarnego psa {{ cite (’27292′) }}. Sensualny kontakt z „dziwnymi zmarłymi” mógł mieć bardzo różne konsekwencje, zależne przede wszystkim od stopnia demoniczności danej kategorii istot pokutujących i potępieńców. O ile na przykład głosy wydawane przez dusze nieochrzczonych dzieci czy widok dusz nieuczciwych mierniczych, ukazujących się na polach w postaci ruchomych światełek, były zasadniczo niegroźne, o tyle już wzrokowy lub słuchowy kontakt z duszami samobójców bądź topielców, które przybierały postać demonów lądowych lub wodnych, był bardzo niebezpieczny i w myśl ludowych przekonań najczęściej kończył się tragicznie.

Czwartą wreszcie sytuacją, w której mogło dochodzić do kontaktu między żywymi a umarłymi, był moment śmierci. Śmierć w światopoglądzie ludowym postrzegana była jako wydarzenie niezwykle istotne dla człowieka, stąd powszechnie uważano, że nie powinna ona przychodzić znienacka, a zarazem że istoty z „tamtego świata” w różny sposób komunikują żyjącym, iż nadchodzi kres ich ziemskiego bytowania.

Zbliżającą się śmierć zwiastowały przede wszystkim wizualne i akustyczne sygnały związane z określonym zachowaniem zwierząt domowych, np. wycie psów, rżenie i płoszenie się koni lub stawanie dęba, „pianie” kury, a także nietypowe zachowanie niektórych zwierząt dzikich (kretów, borsuków, łasic, jeleni) oraz odgłosy wydawane przez niektóre ptaki (np. kruki, kawki, wrony), zwłaszcza zaś pohukiwanie sowy lub puchacza („Sowa na dachu kwili, komuś umrzeć po chwili”), a nawet chrobotanie szkodników żyjących w drewnie. W tym zestawie zwierzęcych zwiastunów szczególne miejsce zajmował pies, któremu przypisywano silne cechy mediacyjne. Wierzono nie tylko w to, że jego wycie jest zwiastunem śmierci, ale że on ją widzi, a nawet, że człowiek może ją zobaczyć pomiędzy uszami wyjącego psa; prócz tego sam widok nieznanego – zwłaszcza dużego i czarnego – psa stanowił wskazówkę, iż w pobliskim domu ktoś niebawem umrze. Znakiem śmierci mogły być również osobliwe zdarzenia związane ze znajdującymi się w domu przedmiotami, np. nagłe zgaśnięcie świecy, zatrzymanie się zegara, pęknięcie lustra czy urwanie się wiszącego na ścianie obrazu {{ cite (’27293′) }}.

Osobną kategorię stanowiły spersonifikowane znaki śmierci, dające się podzielić na dwa zasadnicze rodzaje. Pierwszy to dusze zmarłych przodków (krewnych, sąsiadów, znajomych), którzy ukazywali się umierającym w snach bądź na jawie w chwili śmierci lub nawet na kilka dni przed śmiercią, przychodząc po nich albo uprzedzając ich o rychłym zgonie. Drugi to personifikacje samej śmierci, która w polskiej tradycji ludowej występowała pod dwoma postaciami: kościotrupa z kosą w ręku oraz stającej przy piecu w pokoju umierającego lub wędrującej przez wieś nieznanej kobiety, zazwyczaj ubranej w białe szaty i zachowującej milczenie. Pierwszy wizerunek pojawia się w różnego rodzaju inscenizacjach obrzędowych (herody, jasełka, korowody zapustne), drugi w ludowych opowieściach wierzeniowych. Charakterystyczne jest przy tym, że – jak zauważa Anna Kowalska-Lewicka – „ci sami ludzie, którzy powtarzają opowieści o spotkanej śmierci-kobiecie wiejskiej, a nawet twierdzą, iż sami ją widywali, jeśli zadać im pytanie – »jak wygląda śmierć?« podadzą opis śmierci-kościotrupa” {{ cite (’27294′) }}.

Wyobrażenie o stałym obcowaniu żywych ze zmarłymi było jednym z ważniejszych elementów światopoglądu ludowego, dlatego też wiara w możliwość zobaczenia lub usłyszenia dusz przodków albo odczucia ich obecności w inny sposób była powszechna i sytuacji takich zasadniczo nie postrzegano jako zdarzeń nadprzyrodzonych, lecz traktowano jako swego rodzaju element codzienności {{ cite (’27295′) }}.

Osobnym zagadnieniem, wykraczającym poza tematykę niniejszego hasła, jednak bezpośrednio się z nią wiążącym, są różnego rodzaju praktyki obrzędowe, w których obserwujemy wizualne (maski, stroje), dźwiękowe (rytualne milczenie lub mruczenie) oraz ruchowe („dzikie” zachowania) działania symbolizujące przybycie na „ten świat” przybyszów z „tamtego świata”. Chodzi tu m.in. o takie zwyczaje jak dziady weselne, różne formy kolędowania zimowego i wiosennego czy korowody zapustne, dające się interpretować jako rytualno-symboliczne formy okresowych kontaktów żywych ze zmarłymi {{ cite (’27296′) }}.

Źródła

  • Fischer Adam; „Święto umarłych”; Muzeum im. Dzieduszyckich, Lwów 1923.
  • Kotula Franciszek; „Przeciw urokom. Wierzenia i obrzędy u Podgórzan, Rzeszowiaków, Lasowiaków”; Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1989.
  • Grochowski Piotr; „Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach”; Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń 2009.
  • Kowalska-Lewicka Anna; „Ludowe wyobrażenia śmierci”; „Polska Sztuka Ludowa” 1986, nr 1/2.
  • Kowalska-Lewicka Anna; „Zmarli są wśród nas. O obcowaniu zmarłych z żyjącymi”; „Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie”, t. 9, 1994.
  • Kupisiński Zdzisław; „Śmierć jako wydarzenie eschatyczne. Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe oraz zaduszkowe mieszkańców regionu opczyńskiego i radomskiego”; Wydawnictwo KUL, Lublin 2007.
  • Lebeda Agnieszka; „Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego”; t. 6, „Wiedza i wierzenia ludowe”, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław-Cieszyn 2002.
  • Perszon Jan; „Na brzegu życia i śmierci. Zwyczaje, obrzędy oraz wierzenia pogrzebowe i zaduszkowe na Kaszubach”; Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1999.
  • Stomma Ludwik; „Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku”; Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1986.
  • Tomiccy Joanna i Ryszard; „Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka”; Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1975.
  • Zając Paweł; „O zaświatach niedalekich i cudach nienadzwyczajnych. »Nadprzyrodzone« w kulturze ludowej na przykładzie Huculszczyzny”; Zakład Wydawniczy NOMOS, Kraków 2004.
  • Zawistowicz Kazimiera; „Obrzędy zaduszne”; „Wiedza i Życie” 1933, nr 10.

Artykuły powiązane