Wiele z podejmowanych przez Wacława Potockiego tematów poetyckich przyciąga obrazy, których materia zaczerpnięta została z doświadczeń i obserwacji kulinarnych, biesiadnych czy kuchennych. Wyobraźnia autora Wojny chocimskiej, szczególnie wyczulona na bodźce zmysłowe, z upodobaniem odwołuje się do doznań smakowych, metaforyzując je i czyniąc narzędziem przekazu moralnego, religijnego czy metaliterackiego. Własne i cudze przygody podniebienia opisuje poeta w niezliczonych obrazkach i anegdotach, wypełniających jego dwa największe zbiory – Ogród nieplewiony i Moralia. Odwołania do gustów, nawyków czy szlacheckich obyczajów stołowych przydają kolorytu kreowanemu tam obrazowi sarmackiego świata, a w konfrontacji z opisami bankietów cudzoziemskich stają się narzędziem afirmacji rodzimej kultury.
Spożywanie pokarmów opisywane jest przez poetę zasadniczo w trzech układach odniesień: jako ważna cząstka przyjemności, których źródło stanowi szlachecki żywot ziemiański; jako zjawisko naturalne, sprzężone z fizjologią procesu trawienia oraz doświadczeniami głodu, sytości i apetytu oraz jako dziedzina łącząca w sobie naturę i kulturę, znakomicie podatna na „obróbkę symboliczną” i dostarczająca materii dla wyrazistych porównań w refleksji satyrycznej. W „smakowym” dyskursie Potockiego charakterystyczna jest apologia kulinarnego konserwatyzmu, który staje się często przyczynkiem do pochwały rodzimości i zalet ziemiańskiej kondycji – wartości tak istotnych w kulturze XVII-wiecznej Rzeczypospolitej.
Według twórcy Periodów smak narodowy Polaków streszcza się w umiłowaniu pieczeni. Główną treść godziwego posiłku stanowić ma sztuka mięsa (baraniny, wołowiny ewentualnie wieprzowiny) przyprawiona cebulą lub czosnkiem, podana z kapustą, grochem bądź ogórkami. Dania te znakomicie uzupełnia, a niekiedy zastępuje pieczone ptactwo – tłusty kapłon, jarząbek, kuropatwa czy gęś. O ile brak pieczystego na stole w gościnie świadczyć może o skąpstwie gospodarza lub nawet jego niechęci wobec gościa, o tyle serwowana pieczeń znamionuje uprzejmą gościnność i serdeczność związaną ze starożytnym polskim męstwem i dzielnością. Odpoczynek i ochota dobrego gospodarza to czas, gdy w chłodnym cieniu lipy, w upalny dzień można „zjeść z dobrym przyjacielem po zrazie pieczeni” a potem wypić, „co w piwnicy stoi pogotowiu” (Potocki 1987f: 115). Do pieczeni obracanej na rożnie poeta potrafi porównać nawet obracającą się – zdaniem różnych „mędrelków” – kulę ziemską (Potocki 2003: 327).
W opisach uczt i obfitości potraw Potocki objawia w pełni swój talent sarmackiego realisty. Nazwy dań wymienia często, niczym Mikołaj Rej, całymi szeregami, a wyliczenia te układają się w długie listy, stanowiące świetny przegląd menu XVII-wiecznego szlachcica. Są tam kołacze, pampuchy i pączki, barszcze i juchy (żółta, czarna, szara, biała), weselne pasztety i postny żur oraz wielce w poście pożądane rozmaite gatunki ryb: łososie, pstrągi, lipienie, kiełbie, karpie, „szczuki”, „płocice”, „okunie”, karasie, liny, leszcze, jelce, śliże. Ta tendencja opisu, zmierzająca do wypełnienia kreowanego obrazu maksymalną ilością elementów, wyraźnie związana jest z dążeniem do osiągnięcia efektu obfitości, wysoko cenionego przez barokową estetykę. Samych opisów delektowania się pokarmami nie ma raczej w tej poezji, zastępuje je najczęściej samo wprowadzenie nazw poszczególnych przysmaków z zaznaczeniem, iż są „dobre”. Zresztą „i trzaska, przypowieść jako mówi dawna / za zwierzynę ujść może, dobrze li zaprawna” (Potocki 1987b: 162). Jeden z nielicznych wyjątków abstrakcyjnego a zarazem bardzo sugestywnego mikroopisu doznań smakowych znaleźć można w „światowej” części alegorycznego dyptyku Rozkosz światowa. Rozkosz duchowna, gdzie wobec obficie pod władzą łakomej „Panny Smak” zastawionego stołu ręka błądzi między sowitymi półmiskami, a „język się targuje z smakami” (Potocki 1911b: 55).
W poezji Potockiego mamy do czynienia przede wszystkim z pragmatyką głodu, który „cukrem rzepę, wodę czyni miodem” i czasem nie pozwala oglądać się nawet na to, czy potrawa jest zimna czy ciepła, przyprawiona „chrzanem, kminem, gorczycą, pieprzem, imbierem, kubebą” bądź wcale. Głód stowarzyszony jest nierozłącznie z apetytem, będącym najlepszą „zaprawą” dla posiłku (Potocki 1987a: 410):
Wacław Potocki : Apetyt najlepszą zaprawą: [brak strony]
Kwituję cię z musztardy, daj mi jeść z przemoru.
Dobry przysmak apetyt napiwszy się wódki;
Daj zrazową pieczenią, weźm sobie jagódki.
W łużeńskiej kreacji świata zwyczaje kulinarne wyznaczają także granice stanowe i kulturowe. Spożywane potrawy i wypijane trunki oddzielają miłujących pieczeń i pijących drogie wina panów braci od ubogich chłopów, żywiących się rzepą, kapustą, grochem i czystą wodą; odróżniają też kulturę mężnych Polaków od delikatnych Francuzów i Włochów. Różnica diety kmiecej i szlacheckiej szczególnie widoczna staje się w czasie choroby, kiedy pożywieniem szlachcica stają się „pigułki, proszki i syropy”, nie mające w istocie ze zdrowiem nic wspólnego, w przeciwieństwie do prostych, chłopskich pokarmów – jarzyn, chleba i nabiału, zapewniających zdrowie umysłu i ciała.
O ile jednak jarzyny z chłopskiej diety potrafi Potocki pochwalać jako znamię prostej cnoty, o tyle ze wzgardą, jako do pożywienia bydlęcego, odnosi się do warzyw serwowanych na bankietach cudzoziemskich lub na taką modłę wyprawianych. Włoch latem jada trawę, zimą zapewne – siano (Potocki 1987a: 240). W konfrontacji z tradycją rodzimego biesiadowania egzotyczne posiłki jarskie będą tu niemal zawsze kojarzyć się – gdy częstuje nimi polski „galantom” – z chęcią manifestacji upodobań do „nowinek” bądź też z samą włosko-francuską cudzoziemszczyzną. Są bowiem na świecie tacy, co ślimaki, żółwie, ostrygi, „plugawe żaby”, a nawet węże jedzą – i to są właśnie cudzoziemcy. Opisy włoskich bankietów lub popisowych uczt sąsiadów, którzy ulegli zagranicznym modom to jeden ze stałych, powtarzalnych tematów satyrycznych fraszek Potockiego, pozwalający na pełną realizację jego talentu Sarmaty-deskryptywisty, żywiącego się barwnym szczegółem, którego nie brak na podorędziu, gdy kto patrzy uważnie. Otóż bankiet włoski to „z rzodkwią młode masło przetykane chwastem”, „przyprawny móżdżek z główką i cielęce kruszki ślicznym kwieciem upstrzone”, grzanki „jakimsi przysypane prochem”, dwanaście wróbli w kalafiorach, malowane galarety i – a jakże – „kochane blomuzie” (Potocki 1987c: 33-34). Podczas gdy Włoch na takim obiedzie pilnie „wytrząsa skorupy, kosteczki osysa”, głodny polski szlachcic wygląda jak zbawienia „z czosnkiem wołowej wędzonki”, „sztuki mięsa z grochem”, „wieprzowych schabów”, bigosu, którym kontentuje się tymczasem jego własna czeladź, albo i niechby nawet misternie pieczonego ptactwa, byleby miało chociaż kości grubsze od szpilki (Potocki 1987c: 34-35). Nawet zastawa stołowa włoskiego czy rodzimego galantoma, czyli „glina pisana” – nieodpowiednia jest dla polskich potraw: pod pieczeń, stwierdza autor, nadaje się talerz cynowy lub drewniany; krucha „pisana glina” odpowiednia jest dla położnic (por. Potocki 1987c: 475).
Hasłem wywoławczym kulinarnej cudzoziemszczyzny we fraszkach zebranych w Ogrodzie nieplewionym są „potazie” i „blomuzie”, czyli spolonizowane francuskie nazwy rosołu (potage) i galarety (blanc manger). Przez swe nadmierne wyszukanie budzą one w rozkochanym w rodzimości sarmackim guście nieufność, będąc odwrotnością prostych potraw domowej kuchni, i wyszydza je Potocki bez litości: „Toż kochane blomuzie. Na samo przezwisko,/ miasto jedzenia, już mi do ublwania blisko” (Potocki 1987c: 34). Na zestawienie swojskich pokarmów z cudzoziemszczyzną niemal automatycznie nakłada się moralna i estetyczna zarazem opozycja prostoty i „wydwarzania”; cnotliwego „przestawania na male” i zbytkownego nieumiarkowania, a także szczerości („otworzystości”) staropolskiej i cudzoziemskich „chytrości” (Potocki 1987b: 96):
Wacław Potocki : Na ostatek lagier: [brak strony]
Nie sadząc na potazie, gdzie ochota szczera,
Przyjaźń niefarbowana. I bez wina może
Rzec jeden do drugiego: Daj ci zdrowie, Boże!
Potrawy te, kojarzone przez poetę w skatologicznym dyskursie z womitowaniem, demonstracyjnie odrzucane są przez Sarmatów przede wszystkim ze względu na ich „niemęskie” konotacje, których źródło stanowi płynna postać i nieokreślony smak. Wety śródziemnomorskie natomiast – sałata, szpinaki z selerami, szparagi, karczochy – nie znajdują u nich łaski przez swą jarską naturę, choć wylicza je poeta zwykle bardzo skrupulatnie. Polakowi nie wystarcza mięso, gdzie kość jest „jako szpilka”, nie nasyci się także jedząc „chwasty”. Południowe wyrafinowanie kulinarne podlega tu ocenie z perspektywy „rzetelności” sarmackiego stołu i nie wytrzymuje tego porównania. Bankiet włoski to „delicata cosa” – „jeść nic, tylko wąchać” (Potocki 1987c: 35) – dieta niepoważna, atrakcyjna dla ludzi płochych, będąca istotnym źródłem zniewieściałości i rozwiązłości południowców. Ochotę na nowalijki, której każdej wiosny ulega nawet i „Polak starodawny”, ujmuje Potocki jako kaprys „gęby swawolnej”, dla którego człowiek rzuca posilne potrawy i podąża za byle raczkiem czy pokrzywką, co się zazieleni. Zupełnie jak białogłowa brzemienna: nigdy nie wiadomo, co może się jej „zabażyć”, gdyż „sam tylko żołądek tu miesza koncepty” (Potocki 1987a: 398-399).
Autor Moraliów nie byłby sobą, gdyby jego zanurzona w fizjologii wyobraźnia nie skłoniła go do ukazania odwróconego obrazu przyjemności smakowania i spożywania. Opisy hojności szlacheckich stołów uzupełnia więc także i o to, co Jan Bystroń nazwał niegdyś „babraniem się w wulgarnej koprolalii” (Bystroń 1938: 315). Dyskurs skatologiczny Potockiego jest drastyczny i radykalny w łamaniu zasady decorum. Poeta decyduje się na skrajną trywialność dla ukazania „nieświetnej strony” rozkoszy stołu włącznie z ich fizjologicznymi konsekwencjami i biologicznym „prapoczątkiem”; bez tego wątku obraz nie byłby prawdopodobnie jego zdaniem kompletny.
Wacław Potocki : Wiersz nierozmyślny: [brak strony] Wacław Potocki : Wszystko chodzi dokoła: [brak strony]
Rzecze jeden z kompanii, siedząc u obiadu.
Powiedziałem, że i chleb, i to wszytko, co jem,
Z gnoju wyszedszy, przez mą gębę znowu gnojem.
„Powiedzże też o mięsie, pedziawszy o chlebie.”
Ścierw, który, miasto ziemie, człowiek w brzuchu grzebie.
„A kapusta co mówi i wszelka jarzyna?”
W uściech chwast bez omasty, w brzuchu wiatr i bździna.
„Czymże tedy człek będzie takowym sposobem?”
Jednę duszę wyjąwszy, gnojem, wiatrem, grobem:
On inych zjada, jego także zjedzą ini.
Ziemia wszytkich okrzętna schowa gospodyni
Trawę wół je, człek wołu; wszytko wkoło chodzi.
Anoż one rozkoszy na świecie kochane,
Gdy swe łajno coraz jesz przedystylowane!
Równych ze mną delicyj, podobnych rozkoszy
Zażywa, co zje jaje po swojej kokoszy:
Nie mając co inszego, jego gnój zje kura;
Tak oboje pożywi łaskawa natura.
Poezji tej nieobce są inne szokujące obrazy czy kurioza w obszarze saporialnym, znacznie przekraczające normy fraszkopisarskiego decorum. Znajdziemy tu na przykład „bigos dwuraźny”, który panny, przydawszy doń cukru, rodzynków i cynamonu, przyrządzają pijanemu kawalerowi z tego, co bez przytomności wyrzucił z siebie na łóżko jedwabne w ich alkierzu (Potocki 1987c: 162-163). We fraszce Dziesięcina wytyczna wysłuchamy anegdoty o zdradliwym popie, który udzielając przedślubnej spowiedzi pannie, pobrał od niej cielesną „dziesięcinę”, wykorzystując dyskrecję pokutnego obrzędu i został za to zmuszony przez młodego małżonka – pod groźbą siekiery – do spełnienia garnca „małmazyi słonej”, tj. moczu młodej żony (Potocki 1987a: 356-357). W innej fraszce spośród tych, w których wyobrażenia smakowe spotykają się z najniższymi sferami ludzkiej fizjologii (a tutaj dodatkowo i z erotyką), czytamy o „śmiesznej” przygodzie młodzieńca umówionego na nocną schadzkę, który niechcący unurzał rękę w leżącym blisko łajnie, a po chwili równie nieumyślnie „usta napełnił nielubym zakalcem”. „Przysmaków miłości” dopełnia tu „trzop uryny”, który panna wlewa w końcu z balkonu „w gębę” kawalerowi (Potocki 1987a: 222).
Mamy też w łużeńskiej poezji interesujące momenty kanibalistyczne – najbardziej ciekawe w Wojnie chocimskiej, gdzie butna pewność zwycięstwa atakujących Rzeczpospolitą wojsk osmańskich, zastąpiona została w mowie Lubomirskiego – dla potrzeb perswazji retorycznej – niezmiernie sugestywnym, synekdochicznym obrazem Turczyna, spodziewającego się, iż „krwią naszą zgłodniały wysyci żołądek” (Potocki 2003: 390). Jest tu i inny obraz. Pojawia się w przemowie Jana Lipskiego, który zachęca uczestników narady u Chodkiewicza, by wytrwali w zamiarze obrony, mimo nadciągającego widma głodu. W wypowiedzi owego „drugiego Leonidasa”, który ginie w końcu na polach chocimskich, wybrzmiewa cała heroiczna determinacja Sarmatów – obrońców ojczyzny, wspierana pięknem spartańskiego mitu (Potocki 2003: 268, 269-270):
Wacław Potocki : Wojna chocimska: [brak strony]
Jeżeli król tak długo na nas nie wspomionie;
Mamy blisko świeżego mięsa pełne pole;
Chociaż chleba przyskępszym, nie trudno o sole;
Będziemy jeść pogańskie, nie żadząc się, trupy,
Oskrobawszy brzydki świerzb i plugawe strupy.
[…]
jeszcześmy nie poty
W głodzie, żebyśmy mieli psy jeść albo koty,
Albo trupy pogańskie; acz tego są jasne
Przykłady, że jadali ludzie swoje własne,
Przyciśnieni potrzebą, kędy naprzód starce,
Potem niewiasty, potem dzieci kładli w garce.
W poetyckiej refleksji inspirowanej doznaniami smakowymi, ważne miejsce zajmuje u Potockiego alkohol. Oprócz pochwał wina i narzekań na „gorzałkę”, nie sposób nie zauważyć wyraźnej przychylności, jaką poeta obdarza napitki rodzime – piwo i miód. Inne rodzaje alkoholu także pojawiać się będą w łużeńskich wierszach wraz z całą rozmaitością swych nazw. Będziemy więc mieli masłok, rywuły, małmazyje, petercymenty, seki i kanary, choć będą to trunki, których zażywają cudzoziemcy. Polacy wolą miód i piwo dobre, warzone z wody i ze słodu. Dobra jest woda kryniczna, gdy dokucza pragnienie, lecz dziesięć razy większy smak jest w piwie właśnie, czy węgierskich słodkich winach z Tokaju, przyczyniających zdrowia sercu i żołądkowi. W zestawieniu z tymi szlachetnymi napojami, nawet samo piwo okazuje się kwaśne: nie ujmuje frasunku tak skutecznie jak winna słodycz (Potocki 1987c: 474), choć i ta ostatnia przynosi ukojenie tylko iluzoryczne (por. Potocki 1987c: 475). Ale biesiada przy piwie sprzyja dzieleniu się wierszami – Potocki podnosi ten pospolity trunek do rangi napoju metapoetyckiego, którego status posiadało dotychczas jedynie wino. (Potocki 1987b: 179)
Alkohol inspiruje także moralny dyskurs zawarty w wielkich zbiorach poety z Łużnej. Potocki-moralista przypomina, że pijaństwo i łakomstwo to grzechy ciała (Potocki 1987c: 180), szczególnie gorszące, gdy chrześcijanie oddają się im w dni świąteczne. Na przykładzie nieumiarkowania w zażywaniu trunków, które zaćmiewają zmysły człowieka, sprowadzając nań szaleństwo, ukazuje Potocki mechanizm i skutki samego popadania w grzech jako taki (Potocki 1987c: 103-104). Niepowściągliwi upijają się (i przejadają) w niedzielę i święta, nie wiedząc, że to właśnie na nich czeka w piekle „Piwowar stary”, który „syci” dusze nieszczęśników na swój piekielny napój. Podobnie „wódka gorzałczana”, która zarazem moczy i suszy, grzeje i chłodzi (Potocki 1987a: 418), już tu na ziemi skutkami swojego działania pokazuje jak straszna będzie kąpiel siarczana po śmierci (Potocki 1987c: 501). Te eschatologiczne napomnienia urozmaica poeta satyrycznymi obrazkami pijanych towarzyszy husarskich, młodzieńców czy nobliwych panów braci, którzy po „dobrej myśli” zasypiają pośród rozrzuconych resztek biesiady i budzących wstręt skutków utraty panowania nad własną fizjologią (Potocki 1987c: 105). Nieumiarkowanie w piciu alkoholu pokazuje Potocki jako dotykające tak mężczyzn, jak i kobiety, choć te ostatnie akurat szukać muszą sobie różnych pretekstów, by wytłumaczyć bliskim upodobanie do mocnych trunków. Takim pretekstem bywają na przykład literackie porywy, bo wino, to, jak wiadomo, „koń poetycki” (Potocki 1987b: 179) i sam autor Moraliów, rozwijając dość obszernie ten topiczny wątek, radzi często, by „przylewać” go – byle w miarę – do inkaustu, aby wiersze się udały (Potocki 1987b: 68; Potocki 1987b: 138-139).
Kulinarnej wrażliwości wyobraźni wiele zawdzięcza erotyczny język łużeńskiej poezji. Ciało kobiece, podobnie zresztą jak męskie, w jego seksualnym wymiarze zestawia poeta – z mięsem, którego zażywanie – mięsny posiłek – może wchodzić w kolizję z czasem postnym. Do świeżego, surowego mięsa porównuje się pannę, w przeciwieństwie do starej kobiety przyrównanej do mięsa „uwędzonego”. W języku erotycznym Ogrodu nieplewionego i Moraliów Potocki wykorzystuje dialektykę słodyczy i świeżości oraz – z drugiej strony – goryczy i zepsucia, wykorzystując ją jako narzędzie opisu niewieściej atrakcyjności, której stopień związany jest ściśle z wiekiem damy. Wdzięki panieńskie nazwane zostają „miodem” (Potocki 1987a: 369); we fraszce opisującej bankiet z okazji zaślubin zmysłowa przyjemność słodkiego weselnego pasztetu odniesiona zostaje do panny młodej, w obydwu bowiem, jak dodaje poeta w komentarzu moralnym, „wielki apetyt, smak niedługi” (Potocki 1987c: 434). W jednej z fraszek opisuje pewnego szlachcica, który beczkę z winem „osobnej słodyczy” podpisuje imieniem swej żony (Potocki 1987c: 467); sam poeta zresztą, świeżo owdowiawszy, porównuje życie ze swoją żoną, Katarzyną, do picia słodkiego wina, które po jej śmierci przemienia się w mętną wodę i „upijanie kału” (Potocki 1987g: 509).
Słodycz jest u poety metaforą wielofunkcyjną, użyteczną także w refleksji moralnej. Cukier mnoży robaki w dziecięcych ciałach, podobnie jak przyjemności życia przymnażają występków, gdyż szatan „grzech ocukrował” i „kto go tylko liźnie”, zaniedbując lekarstwa, jakim jest pokuta, umiera otruty. Żywot świecki karmi człowieka przysmakami, a te z kolei, gdy nie zażywa się piołunu pokuty, prowadzą do śmierci wiecznej tych, co „słodkim tego świata pasą ścierw kanarem” (Potocki 1987c: 437; Potocki 1987c: 439). Sięgając do pamięci zmysłów, wybiera poeta dla potrzeb swej moralnej perswazji najsugestywniejsze porównania, mające – dosłownie – uzmysłowić czytelnikowi przemożną ludzką skłonność do upadku: „Od ogórków język […] snadniej utrzymać, niż od grzechu serce na kilka dni” – czytamy w jednej z fraszek Ogrodu nieplewionego (Potocki 1987c: 368). „W grzechu-m smakował” – wyznaje skruszony penitent w Decymie pieśni pokutnych (Potocki 1911a: 108), a przecież – co przyznaje także – prawdziwie smakowity jest owoc cnoty (Potocki 1911a: 112).
W hiperbolizowanych opisach doznań goryczy, będącej smakową dominantą czasu żałoby, zanurzona jest liryka funeralna Potockiego. „Smakiem” cieszy się wówczas jedynie sama personifikowana śmierć, która osobne „specyjały woli” i łakomie pożera najbliższych (Potocki 1987d: 492). „Specyjały” natury przestają wówczas cieszyć, sensualne doznania poddawane są w procesie racjonalizacji odwróceniu: wszystko, czego kosztuje człowiek językiem, staje się w jego ustach żółcią, a najatrakcyjniejsze przysmaki wiosny, oczekiwane cały rok, zrównane zostają z piołunem. Jedynym pokarmem pozostaje żal, a napojem – płacz. Hipertrofia bólu doprowadza cierpiącego ojca – podmiot i bohatera Pieśni albo Trenów Potockiego, pochodzących ze zbioru Pieśni nabożnych – do zestawienia spożywania obfitości wielkanocnego stołu z imaginacyjnym obrazem spożywania ciała zmarłego syna w makabrycznej uczcie Tyestesa (Potocki 1987e: 522).
„Ma smak Rozkosz Duchowna, ba i nie od rzeczy, / bo bez smaku rozkoszy wierę być nie grzeczy” – pisze Potocki w powstałej w okresie ariańskim młodzieńczej i polemicznej wobec Hieronima Morsztyna Rozkoszy duchownej, gdzie pod władzą świętej „Panny Smak” chlebem jest Słowo Boże, a jedzą je ludzie „uszyma” (Potocki 1911b: 66). Religijna poezja autora Periodów, ta tworzona już po konwersji na katolicyzm, w swoim wymiarze konfesyjnym nawiązuje niejednokrotnie do katolickich dogmatów, z których najwięcej wspólnego ze zmysłem smaku ma dogmat o eucharystycznej transsubstancjacji. Ewangelia i Eucharystia z Bożego stołu to „pasza” duchowa lepsza od tej, którą wysławiał Dawid w swych psalmach (Potocki 1987c: 360). Kościół opisywany jest jako spichlerz zasobny w żywe Ciało i Krew Pańską, a spożywanie Postaci eucharystycznych ukazywane jest w wyrazistych metaforycznych obrazach. Ciało Pańskie to jagoda, co dojrzała na krzyżu pod słońcem miłości – owoc pełen rozkoszy i zarazem lekarstwo na „Adamowe strucie”; Krew z przebitego Boku to „sok najświętszy”, który wlany ma być w usta proszącego pokutnika (Potocki 1911a: 102); grzesznik niepokutujący, przystępując do Stołu świętego „pożyra” Ciało Pańskie „maczając je z Judaszem w polewce”. W badaniach zwracano uwagę, że w dużym stopniu współtworzące ten krąg Pieśni nabożne stanowią najgłębiej liryczną realizację barokowej „modlitwy ciała”. Realistyczny, silnie perswazyjny język cielesnego spożywania pokarmów i korzystania z obfitości stołu wybiera poeta jako najodpowiedniejszy dla zilustrowania sakramentalnej hojności wcielonego Boga, który „Sam nam się jeść każe”, „Ciało swoje najświętsze daje antypastem” i karmi człowieka „specyjałem ze swej kuchnie” (Hanusiewicz 1998: 224).
Kulinarne obrazy w obfitości zasilają w końcu i metapoetycki dyskurs Potockiego. W warstwie tej szczególnie wyraźnie ujawnia się równoległość sensualnej wrażliwości jego wyobraźni oraz czytelniczych (estetycznych i intelektualnych) oczekiwań, co najlepiej wyraża postulat „przysmaczania” polskimi wierszami łacińskich historii, kierowany do potencjalnych tłumaczy (Potocki 1987b: 217).
W kontekście oczekiwania na posiłek, jako literackie antipasti pojawia się tu często sam rytuał czytania fraszek czekającym na obiad gościom. Obyczaj ten nie zawsze zresztą spotyka się z należytym uznaniem wygłodniałych bohaterów łużeńskich wierszy, którym zaostrzony apetyt przeszkadza często słuchać konceptów, jakimi zamiast „mięsa z kapustą” bywają wprzód raczeni w gościnie. Dobre wiersze porówna poeta do słodkiej migdałowej polewki, jego ulubionym zaś obrazem porównawczym dla słabej, wtórnej twórczości literackiej, zwłaszcza przekładowej, jest „przewarzona kapusta” – potrawa wielokrotnie przegotowywana, za każdym razem bardziej wodnista i mniej smaczna (Potocki 1987b: 44). Jako obraz metaliteracki „przewarzona kapusta” jest zarazem jednym z licznych symptomów poważnego obniżenia stylu XVII-wiecznej refleksji metapoetyckiej.
Cenił Potocki klasyczne porównanie czytelnika do pszczoły, która miód „wysysa” nawet z kolących chwastów – odwołuje się do tej myśli w obszernej tytulaturze swego Ogrodu nieplewionego. Zasada varietas rządząca jego poetyckimi zbiorami przyrównana została do najdzikszej różnorodności pokarmów i poeta broni jej odwołując się do wspólnej wszystkim wiedzy o najdziwniejszych apetytach ludzkich (Potocki 1987a: 383-384). Ostrzega jednak potencjalnych czytelników, by szukając smaku w jego literackich potrawach, zachowywali rozsądek i w dbałości o własne zdrowie (moralną kondycję) nie słuchali pochopnie samego apetytu. Samych zaś nieżyczliwych i niesprawiedliwych krytyków wierszy osobno nazywa takimi, „co się im piołunem miodunka staje w uściech, chociaż słodka” (Potocki 1987b: 126).
Źródła
Źródła
- Potocki Wacław, „Decyma pieśni pokutnych” (powst. II poł. XVII w.), [w:] Jakub Teodor Trembecki, „Wirydarz poetycki”, t. 2, oprac. Aleksander Brűckner, Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej, Lwów 1911a.
- Potocki Wacław, „Fraszki” (powst. II poł. XVII w.), [w:] tegoż, „Dzieła”, t. 1, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987a.
- Potocki Wacław, „Moralia” (1915-1918, powst. II poł. XVII w.), [w:] tegoż, „Dzieła”, t. 3, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987b.
- Potocki Wacław, „Ogród nieplewiony” (1907, powst. II poł. XVII w.), [w:] tegoż, „Dzieła”, t. 2-3, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987c.
- Potocki Wacław, „Periody” (powst. II poł. XVII w.), [w:] tegoż, „Dzieła”, t. 1, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987d.
- Potocki Wacław, „Pieśni nabożne” (powst. II poł. XVII w.), [w:] tegoż, „Dzieła”, t. 1, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987e.
- Potocki Wacław, „Rozkosz światowa. Rozkosz duchowna” (powst. II poł. XVII w.), [w:] Jakub Teodor Trembecki, „Wirydarz poetycki”, t. 2, oprac. Aleksander Brűckner, Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej, Lwów 1911b.
- Potocki Wacław,„Sielanka albo raczej […] kolejna” (powst. II poł. XVII w.), [w:] tegoż, „Dzieła”, t. 1, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987f.
- Potocki Wacław, „Smutne rozstanie z kochaną małżonką moją, panią Katarzyną z Raciborska […]” (powst. II poł. XVII w.), [w:] tegoż, „Dzieła”, t. 2, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987g.
- Potocki Wacław, „Wojna chocimska” (1850, powst. II poł. XVII w.), oprac. Aleksander Brűckner, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2003.
Opracowania
- Bystroń Jan, „Publiczność literacka”, Książnica-Atlas, Lwów-Warszawa 1938.
- Cieszyńska Beata, „Okna duszy. Pięć zmysłów w literaturze barokowej”, Wydawnictwo Point, Bydgoszcz 2006.
- Czechowicz Agnieszka, „Różność w rzeczach. O wyobraźni pisarskiej Wacława Potockiego”, Instytut Badań Literackich, Warszawa 2008.
- Hanusiewicz Mirosława, „O »człowieku cielesnym« w poezji religijnej Wacława Potockiego”, [w:] Religijność literatury polskiego baroku, pod red. Czesława Hernasa, Mirosławy Hanusiewicz, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1995.
- Hanusiewicz Mirosława, „Święte i zmysłowe w poezji religijnej polskiego baroku”, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin 1998.
- Nowicka-Jeżowa Alina, „»Inwentarz podgórskich majętności«”, czyli wiersze Wacława Potockiego o kondycji ziemiańskiej”, „Roczniki Humanistyczne KUL” 2001, z. 1.
- Rowińska-Szczepaniak Maria, „Z innej perspektywy. Hieronima Morsztyna i Wacława Potockiego udział w sporze o wartości”, „Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu” Filologia Polska, XXIX, 1991.
- Szczęsny Stanisław, „»Ogród« Wacława Potockiego. Epicka całość, malowidło świata, „Ogród. Kwartalnik” 1992, nr 1.
Analizowane i przywoływane w tekście utwory
- Bystroń Jan, „Publiczność literacka”, Książnica-Atlas, Lwów-Warszawa 1938, cytat na s. 315.
- Hanusiewicz Mirosława, „Święte i zmysłowe w poezji religijnej polskiego baroku”, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin 1998, cytaty na s. 224.
- Potocki Wacław, „Decyma pieśni pokutnych” (powst. II poł. XVII w.), cyt. za: Jakub Teodor Trembecki, „Wirydarz poetycki”, t. 2, oprac. Aleksander Brűckner, Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej, Lwów 1911a, cytaty na s. 108, 102, 112.
- Potocki Wacław, „Fraszki” (powst. II poł. XVII w.), cyt. za: Potocki Wacław, „Dzieła”, t. 1, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987a (lista cytowanych utworów: „Apetyt najlepsza zaprawa”, cytat na s. 410, „Białogłowy brzemienne”, cytat na s. 398-399, „Na gorzałkę”, cytat na s. 418, „Na wiersze moje”, cytat na s. 383-384, „Oferty”, cytat na s. 369, „Polak we Włoszech”, cytat na s. 240, „Trefunek”, cytat na s. 222, „Wiersz nierozmyślny”, cytat na s. 391, „Wszytko chodzi dokoła”, cytat na s. 272-273).
- Potocki Wacław, „Moralia” (1915-1918, powst. II poł. XVII w.), cyt za: Potocki Wacław, „Dzieła”, t. 3, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987b (lista cytowanych utworów: „[Ckni mi się] Na toż trzeci raz”, cytat na s. 217, „Miła jest różność w rzeczach”, cytat na s. 44, „Na ostatek lagier”, cytat na s. 96, „Pijany wierszów nie składa”, cytat na s. 138-139, „Większa ryba, mniej smaku”, cytat na s. 162, „Wino koń poetycki”, cytat na s. 68, „Wodę warząc, woda będzie”, cytat na s. 179, „[Wodę warząc woda będzie] Na toż drugi raz”, cytat na s. 179,”[Garkami się popisuje] Na toż drugi raz”, cytat na s. 126.)
- Potocki Wacław, „Ogród nieplewiony” (1907, powst. II poł. XVII w.), cyt. za: Potocki Wacław, „Dzieła”, t. 2-3, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987c (lista cytowanych utworów z tomu 2: „Bankiet włoski”, cytat na s. 33-35, „Bigos dwuraźny”, cytat na s. 162-163), „Cordolium”, cytat na s. 474, „[Cordolium] Na toż drugi raz”, cytat na s. 475, „Cukier dzieciom”, cytat na s. 439, „Do obżarców i pijaniców”, cytat na s. 180; „Do pijanice”, cytat na s. 105, „Dziesięcina wytyczna”, cytat na s. 356-357, „Gorzałka”, cytat na s. 501, „Na gliniane miseczki do stołu”, cytat na s. 475, „Pasztet do panny, cytat na s. 434, „Pijaństwo”, cytat na s. 103-104, „Robaki w dzieciach”, cytat na s. 437, „Znaczone wino w piwnicy”, cytat na s. 467, lista cytowanych utworów z tomu 3: „Do jegomości księdza Małachowskiego, biskupa krakowskiego”, cytat na s. 360, „Trudniej zatrzymać serce od grzechu niż język od apetytu”, cytat na s. 368).
- Potocki Wacław, „Periody” (powst. II poł. XVII w.), cyt. za: Potocki Wacław, „Dzieła”, t. 1, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987d, cytat na s. 492.
- Potocki Wacław, „Pieśni nabożne” (powst. II poł. XVII w.), cyt. za: Potocki Wacław, „Dzieła”, t. 1, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987e, cytaty na s. 522.
- Potocki Wacław, „Rozkosz światowa. Rozkosz duchowna” (powst. II poł. XVII w.), cyt. za: Jakub Teodor Trembecki, „Wirydarz poetycki”, t. 2, oprac. Aleksander Brűckner, Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej, Lwów 1911b, cytaty na s. 55, 66.
- Potocki Wacław, „Sielanka, albo raczej […] kolejna” (powst. II poł. XVII w.), cyt. za: Potocki Wacław, „Dzieła”, t. 1, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987f, cytaty na s. 115.
- Potocki Wacław, „Smutne rozstanie z kochaną małżonką moją, panią Katarzyną z Raciborska […]” (powst. II poł. XVII w.), cyt. za:, Potocki Wacław, „Dzieła”, t. 2, oprac. Leszek Kukulski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987g, cytat na s. 509.
- Potocki Wacław, „Wojna chocimska” (1850, powst. II poł. XVII w.), oprac. Aleksander Brűckner, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2003, cytat na s. 327, 268, 269-270, 390.
Artykuły powiązane
- Czechowicz, Agnieszka – Potocki – słuch i dźwięki
- Kozlova, Elena – Głód w „Kronice polskiej” Joachima Bielskiego
- Hasiuk, Magdalena – Jedzenie w teatrze
- Grądziel-Wójcik, Joanna – Miłosz – smak
- Flaczyk, Ewa – Sztuka kulinarna
- Galiński, Grzegorz – Zmysł smaku
- Sobieska, Anna – Smaki jako znak egzotyki
- Marzec, Grzegorz – Prus – smak