Ciało Innego w twórczości Henryka Sienkiewicza

W literaturze podróżniczej XIX wieku spojrzenie na Innego, kogoś spoza europejskiej cywilizacji, skażone było paneuropejską megalomanią, przekonaniem o naturalnej, niejako koniecznej politycznej i biologicznej (czyli rasowej) dominacji białego człowieka. Spojrzenie to było wypadkową, mówiąc językiem Michela Foucault, dyskursu władzy i wiedzy (Foucault 2009: 190-220). Przewaga cywilizacyjna i militarna Europy nad resztą świata była bezsporna, ale również jedyna obowiązująca wówczas optyka antropologii ewolucyjnej kazała postrzegać społeczności pozaeuropejskie jako niższe, elementarne, przedindustrialne fazy cywilizacyjnego rozwoju. Funkcjonował uniwersalny kod białej cywilizacji, paneuropejska (aryjska) etniczność nadawała symboliczne znaczenia reszcie świata. Ciało więc i jego barwa stawały się znakiem rozpoznawczym, określającym zasadniczą różnicę pomiędzy europejskim centrum a peryferiami, zatem wyznaczającym ścisłą granicę dzielącą oba światy: kolonizatora i skolonizowanego.

Kontakt z peryferyjnym Innym był oczywiście tak naprawdę spotkaniem z europejskim wyobrażeniem, projekcją, wiedzą opartą na stereotypie. Rozpoznanie europejskiej misji cywilizacyjnej (oraz kulturowej, etycznej i religijnej) było możliwe poprzez konfrontację z wyobrażonym niecywilizowanym, dzikim prymitywem. Uformowane reprezentacje autochtonicznych mieszkańców terytoriów pozaeuropejskich mówiły więcej o Europejczykach, niż o mityzowanych mieszkańcach. Na poziomie językowego opisu Innego wszystko było uporządkowane, jednoznaczne, bezpieczne, wynikające z przejrzystego mechanizmu kontrastowania tego, co nasze i obce. Zdarzało się wszakże, iż konfrontacja przekraczała granice języka, wkraczając w sferę cielesnego tabu, wymykając się symbolicznemu pseudonimowaniu. Sensualne, somatyczne zbliżenie pomiędzy „białym” a „kolorowym” przynosiło nieoczekiwane skutki i dawało niespodziewane reakcje. Europejczyk odkrywał swoje własne ciało w konfrontacji z ciałem Innego, wciąż więc rozpoznawał siebie w jego lustrze, ale otrzymywał wizerunek niespodziewany i zaskakujący. Tym samym kolonialny dyskurs nabierał, jak pisze Homi Bhabha, paradoksalnego charakteru, „oscylując pomiędzy tym, co znajome i zawsze na swoim miejscu, a czymś, co trzeba wciąż z niepokojem powtarzać” (Bhabha 2010: 57). Powtarzać, by przekonywać siebie… Czyli doświadczanie ciała, dzięki któremu różnica między dwoma światami była oczywista i niepodlegająca dyskusji, prowadziło do nieuchronnego rozszczelniania kolonialnego dyskursu.

Henryk Sienkiewicz, najważniejszy, bo literacko najbardziej utalentowany z polskich XIX-wiecznych podróżników odbył dwie głośne wyprawy poza Europę: w latach 1876-77 do Ameryki Północnej oraz w roku 1891 do Afryki. Z obydwu pisywał korespondencje: Listy z podróży do Ameryki i Listy z Afryki. Pokłosiem literackim podróży były tzw. „opowiadania amerykańskie” i powieść W pustyni i w puszczy.

Sienkiewiczowski Inny to rdzenny mieszkaniec Ameryki Północnej – Indianin, postrzegany jako przykład kulturowej niedojrzałości, pokazywany wszakże z dużym stopniem życzliwości odautorskiej. To również Murzyn – niedawny niewolnik „białych” plantacji w Ameryce i autochtoniczny mieszkaniec Afryki – generalnie widziany jako niższy szczebel cywilizacyjnej ewolucji. Wreszcie Arab postrzegany przez pisarza z niechęcią, jako przykład ślepej uliczki cywilizacyjnej.

O ciele Innego myśli Sienkiewicz wyłącznie w kategoriach grupy, nie dostrzega indywidualnych odmienności. Wszyscy Indianie, Murzyni, Arabowie są tacy sami: na poziomie cielesnym są wręcz nie do odróżnienia. Pisarz zdaje się widzieć przede wszystkim, lub jedynie, kolor ich skóry, na podstawie którego generalizuje i wartościuje.

Ciało Innego budzi złożone reakcje pisarza. Od zaciekawienia, przez wstręt, do pożądania i lęku. Bliskość ciała Innego staje się doświadczeniem granicznym. Dlatego też Sienkiewicz, gdyby mógł, najchętniej obserwowałby ciało Innego z bezpiecznego oddalenia.

Komunikacja z Innym rozpoczyna się zatem (i w poważnym też stopniu kończy) na poziomie kontaktu wzrokowego. Sienkiewicz woli obserwować odmienność z bezpiecznego oddalenia. Inne zmysły w tej konfrontacji kulturowej wyraźnie mu przeszkadzają, tworzą rodzaj bariery. Odczuwa też pisarz paniczny niemal lęk przed zbliżeniem, dotykiem.

Na Indianina Sienkiewicz patrzy z sympatią, jako na przedstawiciela „rasy dzielnej, choć dzikiej” (Sienkiewicz 2004: 132), wojowniczej, nad życie kochającej wolność. Dla Indian pisarz widzi miejsce najwyżej w rezerwatach i w historii (oczywiście białej historii: europejskiego podboju Ameryki). O Murzynach pisze ciepło, choć w sposób lekceważący: jako o dużych dzieciach, którym proces adaptacyjny do cywilizacji zabierze sporo czasu. Inkulturację Murzynów wyraża Sienkiewicz poprzez metaforę kolorystyczną: wybielić „czarny mózg” (SIenkiewicz 1998: 349) oraz „wybielić duszę” (SIenkiewicz 1998: 296). Arabów traktuje pisarz jako element ewolucyjnie zbędny, najlepiej byłoby, gdyby zniknęli, jak Indianie, choć nawet historia musiałaby im przyznać rolę elementu czystej destrukcji.

Sienkiewicz z ciekawością patrzy na odmienną barwę skóry. Generalnie kolor nie wzbudza w nim niechęci. Zdarza mu się nawet używać przy opisie opisu poetyckich określeń, jak: Hindusi mają cerę o „barwie pozłacanej miedzi” (Sienkiewicz 1956: 107). Przytacza bez komentarza, niejako zatem w formie aprobującej w Listach z podróży do Ameryki indiański mit:

Henryk Sienkiewicz : Listy z podróży do Ameryki: 143

Gdy wielki Manitu […] postanowił stworzyć człowieka, wziął glinę, wyrobił kształt ludzki i postanowił go wypalić w ogniu. Ale pierwszym razem przepalił na węgiel, twór jednak zostawił przy życiu i stąd powstał czarny Murzyn; drugim razem nie dopiekł i powstał biały człowiek; trzeci raz dopiero, nauczony doświadczeniem, umiał zachować miarę: nic nie dopiekł, nie przepalił i stąd powstał twór doskonały, prawdziwie piękny: czerwonoskóry.

Kolor skóry Innego nie musi oznaczać, wedle Sienkiewicza, przeszkody w adaptacji kulturowej. Ciało Innego jest tym bardziej dla pisarza do przyjęcia, gdy ustrojone jest podług europejskiej normy; Hindusi w Zanzibarze ubierają się jak Europejczycy i „żyją jak biali ludzie” (Sienkiewicz 1956: 103). Murzyni w Ameryce we frakach i białych krawatach, gdy usługiwali na przyjęciach, wyglądali niemal pięknie. W kwestii stroju zdolności adaptacyjnych brakuje Indianom.

Sienkiewicz w swych relacjach podróżniczych wyraźnie jest ciekawy wyglądu Innego. Z zainteresowaniem przygląda się pisarz wszystkim spotkanym tubylcom. Patrzy jednak w sposób bardzo selektywny, czy też selektywnie opisuje. Kryje się za maską wstydu. Przede wszystkim widzi zatem oczy i włosy. Jego spojrzenie pozostaje bardziej estetyczne niż etnograficzne. Zachwyca się oczami Hindusów z Zanzibaru: „piękniejszych oczu nie widziałem w życiu” (SIenkiewicz 1956: 107). Dostrzega piękne oczy Arabek, czyli wszystko, co można zobaczyć zza szczelnie przykrywającej twarz chusty. Fascynuje go orientalny uśmiech, zagadkowy, smutny, melancholijny, nieco fałszywy (Sienkiewicz 1956: 128). Mahdi „uśmiecha się zawsze – nawet wtedy, kiedy nie zamyśla nic dobrego” (Sienkiewicz 1998: 139). Ale również, niejako dla równowagi, by nie dać się zwieść pozorom, przedstawia odwrotną stronę piękna, antyestetyczny tłum Arabów: „każdy z nich ma coś takiego w twarzy, jakby dwa dni nie jadł”; w ich ruchach w ruchach „gorączka głodowa” (Sienkiewicz 1956: 49).

Zwraca zawsze Sienkiewicz uwagę na inny niż europejski kształt twarzy. W tym przypadku odnotować należy niemal etnograficzny wysiłek pisarza. Indianie mają niższe czoła, wystające kości policzkowe, płaskie nosy oraz „silne zmarszczki idące od skrzydeł nosa po obu stronach ust nadawały im wyraz starości” (Sienkiewicz 2004: 419). Spłaszczone nosy to również cecha Murzynów; ponadto: szerokie usta i białe zęby odsłaniane w uśmiechu. Niekiedy dostrzega Sienkiewicz „spiłowane na ostro przednie zęby”, co oznaczać by miało kanibalizm (Sienkiewic 1956: 177). Twarze Indian i Murzynów bywają także malowane, jednak symboliki barw Sienkiewicz odczytać już nie potrafi, najwyżej powtarzając, że ochra jest indiańską barwą wojenną. Włosy Indian są „tak czarne, że aż przechodziły w kolor błękitny” (Sienkiewicz 2004: 124). Nie zakryte niczym czarne głowy Murzynów są „podobne do głów czarnych baranów” (SIenkiewic 1956: 67), to „kłęby czarnej wełny” (Sienkiewicz 1956: 74). Wapno, które ma chronić od insektów, barwi niekiedy ich włosy na rudo. Choć generalnie Sienkiewicz podziwia fryzury Murzynów, zachwycają go ich misternie splecione małe warkoczyki, pisze nawet: „sztuka fryzjerska stoi niewątpliwie wyżej w Afryce niż w Europie” (Sienkiewicz 1956: 114).

Indianie Sienkiewicza są wyposażeni w charakterystyczne i stereotypowe rekwizyty: pióra we włosach, skóry zwierząt, noszą tomahawki, noże, nierzadko skalpy. Rekwizyty Murzynów, na które pisarz zwraca uwagę, to wyprawiona skóra pawiana, bransolety, paciorki, kolczyki w nozdrzach, amulety, kawałki drewna w wargach. Nie próbuje Sienkiewicz dociec znaczenia ozdób, nie interesują go zbytnio odmienności w rekwizytach strojów różnych plemion. Nie bardzo też zajmuje go, co jest europejskim „podarkiem”, co wyrobem miejscowej kultury rzemieślniczej. Przyjmuje jedną zasadę: im bardziej jest cywilizowane plemię, tym mniej nosi ozdób. Kulturowa adaptacja oznacza dla pisarza przyjęcie europejskiej normy stroju.

W zachowaniu Innego Sienkiewicza zajmują nienaturalne, wedle europejskich norm, skrajności. Z jednej strony podziwia pisarz posągową postawę, dowodzącą doskonałego panowania nad emocjami. Arabscy starcy na dworze sułtana Zanzibaru „przypominają patriarchów, proroków, arcykapłanów lub z powagi – senatorów rzymskich” (Sienkiewicz 1956: 130). Z ciekawością przygląda się podróżnik twarzom Indian: nieruchome, jakby nieobecne oczy uniemożliwiają kontakt wzrokowy. Przez to twarz staje się bezosobowa i jest właściwie elementem stroju, któremu nadawane jest celowe znaczenie. Z drugiej opisuje pisarz dziecinną emocjonalność Murzynów, ich skłonność do skrajnych emocji, silnie zaznaczanych gwałtowną gestykulacją i mimiką, od śmiechu po złość i gniew. Opisuje hałas i harmider arabskiego tłumu, w powieści W pustyni i w puszczy przedstawia wyjącą, zdziczałą gromadę arabskich mieszkańców Chartumu.

Samo ciało Innego już jednak, jego czysta cielesność, budzi niepokój. Europejska bariera wstydu nie pozwala pisarzowi bez emocji spojrzeć na nagość. Nagość jest dzika, budowanie cywilizacji oznacza zakrywanie nagiego ciała. Generalnie nagości pisarz stara się nie dostrzegać. Indianie i Indianki Sienkiewicza ciała nie mają, zawsze skrywa się ono pod (lichym co prawda) ubraniem. Szczelnie zakryte są ciała Arabów i Arabek. Obserwowane przez pisarza z ciekawością na statku płynącym do Zanzibaru kobiety z arabskiego haremu odsłaniają najwyżej dłonie i stopy. Czarna Afryka jest naga, co wyraźnie niepokoi Sienkiewicza. Gdy męska część Afryki jest półnaga (z przepaską na biodrach), pisarz nie potrafi ukryć własnej sensualnej fascynacji, choć ją sublimuje, poddając artystycznemu przeformułowaniu:

Henryk Sienkiewicz : Listy z Afryki: 114

Rzeźbiarz napatrzyłby się tu na torsy takie, jakich na próżno by szukał w Europie. Zwłaszcza gdy się widzi tragarzy niosących na drągach ogromne ciężary, gdy muskuły ich natężone wychodzą spod skóry i połyskują od potu.

„Muskuły i piersi po prostu muzealne” (Sienkiewicz 1956: 250). Gdy Afryka jest naga zupełnie Sienkiewicz stara się nie patrzeć. Na szczęście męska nagość jest na tyle dzika, że sama ucieka na widok obcego, białego człowieka. Z dużo większą aprobatą, podszytą wyraźną erotyczną fascynacją, potrafi Sienkiewicz patrzeć na nagość afrykańskich kobiet: znajduje estetyczne upodobanie w kształtnych ramionach, szerokich biodrach, lśniącej skórze. Zafascynowany obserwuje nocny rytuał uwodzenia:

Henryk Sienkiewicz : Listy z Afryki: 101

Widocznie jakiś dziewic-wieczór odbywał się pod mangiem lub może dziewczęta kąpały się poprzednio w lagunie, były bowiem zupełnie nagie. Chichocząc otoczyły nas wkoło, zarazem ciekawe i gotowe pierzchnąć za pierwszym znakiem. Ciemne ich ciała wydawały się w jasnym blasku miesięcznym zielonawe jak stary brąz, białka oczu i zęby połyskiwały w mroku. W ich ruchach, w zupełnej nagości młodych ciał, w spojrzeniach łączyła się jakaś egzotyczna dzikość z zalotnością. […] Kręcąc się i podskakując przez chwilę wokół nas na kształt fantastycznego korowodu, dziewczęta zaczęły następnie parami lub pojedynczo uciekać – zapewne dlatego, żeby je gonić.

Cielesnym atrybutem, który odpycha estetę jest afrykański kształt piersi. Co to miałoby oznaczać, Sienkiewicz już nie wyjaśnia…

Ciało Arabów budzi już pisarski wstręt na poziomie wzroku. Ciało Arabów brudne. Sienkiewicz patrzy na nie z niechęcią, nie opisuje odsłanianych torsów (choć Beduin wyławiający z wody rzucane przez turystów monety jest półnagi), nie widzi budowy ciała, mięśni. Nawet nie przekonuje go demonstrowana chętnie fizyczna sprawność konnych jeźdźców.

Sienkiewicz próbuje zrozumieć Inność poprzez europejskie analogie. Indianie podobni są do polskich rzemieślników, choć trudno tak naprawdę dziś zrozumieć porównanie: „rysy dość regularne przypominające twarze naszych druciarzy” (Sienkiewicz 1956: 106). Indianki przypominają Cyganki, co nie było w tym przypadku porównaniem uwznioślającym. Pisarz sięga po metafory animalizujące, umieszczając Innego jednoznacznie po stronie natury. Pisze o europejskiej ekspansji na amerykańskie stepy: „Indianin, dzik, niedźwiedź, kujota i jaguar ustępują coraz dalej i dalej na zachód, przed białymi lub giną w rozpaczliwej z nimi walce” (Sienkiewicz 1956: 107). Odczłowiecza obraz Murzynów: „brzydkie murzynisko, podobniejsze do goryla niż do człowieka” (Sienkiewicz 1956: 102); Mea wdrapała się na drzewo „jakby była rodzoną siostrą szympansa” (Sienkiewicz 1998: 199); dzieci murzyńskie: „o wydętych brzuchach i cienkich nóżkach” przypominają „czarne pchełki” (Sienkiewicz 1956: 69), to „czarna trzódka” (Sienkiewicz 1956: 178), „czarne ziemnowodne zwierzątka” (Sienkiewicz 1956: 153), „kijanki wygrzewające się na słońcu” (Sienkiewicz 1956: 153). Tłum żebrzących Murzynów nasuwa skojarzenie z „kłębieniem się robaków” (Sienkiewicz 1956: 69). Tłum Arabów rzuca się na turystów „jak stado szakali” (Sienkiewicz 1956: 50).

Nagość Innego jest nie do przyjęcia dla Europejczyka. Nagość pozostaje wyzwaniem i prowokacją. Nagość najlepiej byłoby zakryć. Oczywiście europejskim strojem.

Źródła

Omawiane teksty

  • Sienkiewicz Henryk; „Listy z Afryki” (1893); cyt za: Sienkiewicz Henryk, „Listy z Afryki”,oprac. Danuta Stępniewska, wstępem opatrzył Zdzisław Najder, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1956.
  • Sienkiewicz Henryk; „Listy z podróży do Ameryki” (1880); cyt za: Sienkiewicz Henryk, „Listy z podroży do Ameryki, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2004.
  • Sienkiewicz Henryk; „Sachem” (1889); cyt. za:Sienkiewicz Henryk, „Wybór nowel i opowiadań”, opr. T. Bujnicki, wyd. 2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1986.
  • Sienkiewicz Henryk; „W pustyni i w puszczy” (1911); cyt. za:Sienkiewicz Henryk, „W pustyni i w puszczy”, Wydawnictwo „Kama”, Kraków [1998].

Opracowania

  • Bhabha Homi; „Miejsca kultury”; przeł.. Tomasz Dobrogoszcz, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010.
  • Foucault Michel; „Nadzorować i karać. Narodziny więzienia”; przeł. Tadeusz Komendant, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2009.
  • Fanon Frantz, F. Fanon; „Czarna skóra, białe maski”; tłum. L. Magnone [w:] „Studia postkolonialne nad literaturą i cywilizacją polską”, red. K. Stępnik, D. Trześniowski, Lublin 2010.
  • Pacławski Jan; „Polska, Europa i Stany Zjednoczone w «Listach z podróży do Ameryki» Henryka Sienkiewicza”; [w:] „Sienkiewicz – pamięć i współczesność”, pod red. Lecha Ludorowskiego, Haliny Ludorowskiej, Zdzisławy Mokranowskiej, Wydawnictwo Towarzystwa im. H. Sienkiewicza, Lublin 2003.
  • Sztachelska Jolanta; „Czar i zaklęcie Sienkiewicza. Studia i szkice”; Wydawnictwo Uniwersytetu w Białymstoku, Białystok 2003.
  • Said Edward W.; „Orientalizm”; przeł. Monika Wyrwas-Wiśniewska, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2005.

Artykuły powiązane