Językowe sposoby opisu woni

W polszczyźnie da się wyróżnić trzy rodzaje konstrukcji gramatycznych wykorzystywanych przy werbalizacji doznań zapachowych. Wrażenia węchowe zasadniczo nie podlegają ujęzykowieniu, są na różne sposoby werbalizowane z zastosowaniem wspomnianych konstrukcji gramatycznych. Krystyna Pisarkowa uważała, że „nie zagnieżdżają się w słownictwie” (Pisarkowa 1972: 208). Wspomniane konstrukcje bywają modyfikowane, przekształcane i rozbudowywane w opisach różnorodnych wrażeń zapachowych, co dotyczy szczególnie utworów literackich, np.:

Tadeusz Nowak : Diabły. Dwunastu: 421

(…) wskakiwaliśmy w ramiona naszych rówieśnic pachnących szarym mydłem, przez które przebijał zapach dojonego w południe mleka, wczorajszej młocki, skoszonego na łąkach siana.

Między innymi z tego względu lepiej jest mówić o opisach woni, niż o ich nazywaniu.

Tego typu konstrukcje składniowe pojawiają się także w innych odmianach polszczyzny:

W osadach i miastach dominował odór śmieci i ekskrementów, wymieszany z kwaśnym fetorem spoconych ciał ludzi i zwierząt oraz zapachów różnych zakładów rzemieślniczych ( w tym najbardziej smrodotwórczych garbarni). („Polityka” 42, 2011).

Franciszek Starowieyski następująco definiował „aromat dobrobytu”:

Woń bardzo dobrego samochodu, na drogich olejach, lekko pachnącego skórą oraz eleganckim, wypielęgnowanym właścicielem, skropionym doskonałą wodą kolońską. („Polityka” 15, 2001)

Mówiąc o zapachach, wykorzystujemy utrwalone, regularne cechy myślenia o świecie, ale także odwołujemy się do tych, które można uznać za kulturowo idiosynkratyczne, a czasami nawet przypadkowe (Tokarski 1995: 15), przy czym wydaje się, że najwyrazistszy jest tu czynnik indywidualny. Tak więc na przykład smród w naszej kulturze charakteryzował zawsze grzeszników, słodka woń – świętych, współczesna zaś „kobieta elegancka, która uwielbia markowe stroje, powinna pachnieć perfumami…”.

Oprócz tradycyjnie utrwalonych zapachów ziół i traw, chleba, także choroby i śmierci mamy w języku polskim do czynienia z nazwami doraźnymi, będącymi wynikiem indywidualnych potrzeb jego użytkowników: zapach przedsiębiorczej kobiety, dominującego mężczyzny; smród przypalonego mleka, zgniłych kartofli. Widać to w następujących tekstach:

Olfaktolodzy z laboratorium Polleny-Aroma stworzyli zapach warsztatu szewskiego, garbarni, apteki, chlewu, kantoru kupca i tkalni” („Polityka” 42, 2011);

… unosiły się (…) wonie średniowiecznej osady – palonego drewna, jabłek, odór śmieci, bydła, ryb, dziegciu czy wilgotnej ziemi” („Polityka” 42, 2011).

Użytkownik języka przynajmniej w jakimś zakresie powinien stosować zasadę „pełnego semantycznego obrazu obiektów” (Tokarski 1995: 14). W ten sposób stara się oddać właściwości opisywanego przedmiotu i usytuować ten przedmiot w obrazie świata wypracowanym prze daną społeczność, z którą koresponduje indywidualny obraz świata. W ten sposób uczestnik wspólnoty komunikatywnej może się poruszać między innymi w świecie nieuchwytnych pojęć, do których zaliczamy zapachy. Opis zapachów musi być zatem wszechstronny i powinien wykorzystywać i językową, i pozajęzykową wiedzę o świecie. Do interpretacji i tworzenia tekstów odwołujących się do zapachów konieczna jest zarówno wiedza kulturowa, jak i indywidualne doświadczenia, gdyż słowo w nich nie zawsze bywa używane w skonwencjonalizowanych znaczeniach, o czym świadczą między innymi takie połączenia wyrazowe, jak np.: zapach namiętności, deszczu, gwiazd, słońca na ramionach, czekoladowych oczu.

W takich opisach zapachu lasu, jak np.: intensywny, przyjemny, odświeżający; odświeżająca woń mchów, grzybów, drzew, ziemi itd.; zapach kojący, dający poczucie odprężenia i świeżości, zapach drzew, kory, mchu, wszystkich roślin leśnych, jest to zapach przyjemny i świeży pojawia się element świeżości. Ogólnie rzecz biorąc, świeżość jest cechą charakterystyczną zapachów przyrody. Jest to cecha uwarunkowana fizycznie, kulturowo i językowo, jednak tych elementów nie sposób od siebie oddzielić w semantycznym opisie woni.

Marian Bugajski : Jak pachnie rezeda. Lingwistyczne studium zapachów: 26

Co więcej naukowe opisy (definicje?) zapachów różnych substancji odwołują się do wiedzy utrwalonej w potocznym obrazie świata, dlatego też na interesującym nas gruncie nie sprawdza się mniemanie o wyraźnym przeciwstawianiu się tej wiedzy – wiedzy naukowej. Wobec tego konieczne jest podejście uwzględniające opis bardzo szeroki, włączający w zakres jednostki wszystkie elementy – także te określone przez Roberta Taylora jako najbardziej dziwaczne.

Nie da się definiować i opisywać zapachów bez uwzględnienia cech konotacyjnych, które w wypadku wrażeń olfaktorycznych są wyraźniejsze, niż w odniesieniu do innych wrażeń zmysłowych. Mimo że zmysł węchu sytuuje człowieka w świecie przyrody, to konieczne jest też uwzględnienie kontekstu kulturowego.

Z tą dwoistością muszą się uporać i użytkownik języka, i jego badacz. Ten pierwszy wtedy, gdy chce ponazywać jakieś swoje wrażenia zapachowe, które mogą być oddawane przez bardziej lub mniej utrwalone w języku skonwencjonalizowane referencje, np.: zapach leśny, zapach morskiej bryzy, zapach ziół, zapach migdałów i w których nader często wykorzystuje się odniesienia indywidualne, doraźne. Mamy z tym do czynienia w następującym tekście:

Pawilon polski podczas wystawy światowej w Lizbonie w 1998 r. pachniał rozgrzanym drewnianym pomostem, sosnami na wydmach i morską bryzą („Polityka” 15, 2001),

Pojawiają się tu w pewny stopniu utrwalone nazwy: zapach sosen i zapach morskiej bryzy, ale także zapach drewnianego pomostu.

Badacz z kolei ma za zadanie ustalić „opis opisu”, dokonać lingwistycznej interpretacji znaczenia i sposobów określania nazw woni uwzględniającej także wspomniane wcześniej aspekty językowe i pozajęzykowe, definicyjne i konotacyjne. Jest to zadanie niełatwe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w polszczyźnie zasadniczo brakuje oddzielnych leksemów na określenie nazw woni, słowniki zaś tylko przypadkowo uwzględniają zapachy jako składniki znaczeń jednostek leksykalnych.

Wyrazem językowej bezradności i jednocześnie uniwersalnym kluczem do opisu wszelkich zapachów są w polszczyźnie przymiotniki charakterystyczny i specyficzny stosowane we wszystkich odmianach języka, także w opracowaniach naukowych, np. chemicznych, np.: specyficzna woń smażonej ryby, substancja o charakterystycznym, duszącym zapachu, charakterystyczna woń dojrzewających truskawek.

Zauważmy, że woń truskawek to mieszanina około stu różnych substancji chemicznych, jednocześnie na określenie zapachów tych substancji często się używa nazw owoców np.: maślan butylu – ananasy, walerianian izoamylu – jabłka, octan izoamylu – banany, octan oktylu – pomarańcze. Powiemy zatem, że maślan butylu ma zapach ananasów, trudno natomiast opisać zapach ananasów jako woń maślanu butylu, czy powiedzieć, że fiołki pachną β-jononem, róże zaś cytronelolem.

Mówienie o zapachach, wymaga, jak widać, jakiegoś punktu odniesienia, nie jest ono nazywaniem bezpośrednim. Inaczej mówiąc, coś pachnie czymś, np.: włosy pachną szamponem, szampon ma świeży zapach liści i trawy, pachnie jak cis-3Heksen-1-ol; o tej zaś substancji chemicy mówią, że ma „charakterystyczny zapach świeżych liści i trawy” (Mastalerz 1986: 716). Poruszamy się zatem w błędnym kole, więc paradoksalnie mówienie o zapachach charakterystycznych czy specyficznych, mimo że nieprecyzyjne i niedokładne, pozwala nam w jakimś stopniu dojść do porozumienia. Wiele substancji chemicznych i innych przedmiotów ma po prostu charakterystyczne i specyficzne wonie i tak się je określa nawet w naukowej odmianie języka.

Anna Wierzbicka : Język, umysł, kultura: 416

Nazw barw uczy się ostensywnie, a ich znaczenie jest również oparte na ostensji. Wszyscy słyszymy wyraz blue w odniesieniu do rozmaitych obiektów – i na tej podstawie uczymy się tego, co ludzie rozumieją przez blue. Blue znaczy >>to, co ludzie nazywają blue<<.

Możemy więc powiedzieć, że niebieskie jest niebieskie, a rezeda ma specyficzny zapach lub (według J. Tuwima) pachnie jak rezeda. Może to być opis niewystarczający, ale musimy go przyjąć lub szukać jakichś punktów odniesienia, np. rezeda ma zapach podobny do cytryny z miętą. Wonie cytryny i mięty potraktujemy wtedy jako percepcje jednostkowe, rozpoznawane poprzez jeden rzut uwagi. Są to zazwyczaj zapachy często się pojawiające w przestrzeni, w której się poruszają uczestnicy wspólnoty komunikatywnej.

Julian Tuwim, zastanawiając się nad opisywaniem zapachów, mówi między innymi o metaforze jako o sposobie werbalizacji doświadczeń olfaktorycznych:

Julian Tuwim : Kwiaty polskie: 16

Jaki zawiły sprzęgnąć muszę
Metafor i porównań łańcuch!
Jak mózg utrudzę i wysuszę,
Zanim wykrętnie i wymyślnie
Pióro tę woń w wyrazy wciśnie

Woń, to coś, co unosi się w powietrzu, ale nie ma struktury materialnej (por.: pył unosi się w powietrzu, liść unosi się w powietrzu, zapach unosi się w powietrzu). Metafora jest zatem środkiem językowym umożliwiającym jej zmaterializowanie i uchwycenie. Osiągamy to np. przez metaforę ziarna – zapachy bywają siane i rozsiewane. Stają się przedmiotami, są możliwe do noszenia i roznoszenia, bywają przynoszone albo same się roznoszą, mają także swój ciężar: zapach lekki i ciężki, lotny zapach, ale niezależnie od ciężaru można je rozsyłać.

Bardzo wyraźnie wiąże się zapach z ruchem, na co zwrócił już uwagę Aleksander Brückner (Brückner 1927: 389), tak więc: zapach idzie, dochodzi, dobiega, rozchodzi się, jedzie, zajeżdża i się ciągnie; dolatuje, ulatuje, nadlatuje, zalatuje, ulatnia się, unosi się i się niesie; zapach płynie, rozpływa się, wlewa i wpływa. W wymienionych metaforach wykorzystuje się podstawowe w polszczyźnie nazwy ruchu: iść, jechać, lecieć, płynąć. Ta ruchliwość powoduje, że zapachy bywają nieuchwytne bądź trudno uchwytne i trzeba je chwytać lub łowić, ale gdy nieruchomieją (stoją, wiszą, trwają), stają się dokuczliwe.

Charakterystyczna dla woni jest metafora powietrza (wiatru): powiało zapachem, wionie, zionie, tchnie zapachem; zapach zawiewa i owiewa, zapach może być wdychany i wchłaniany, zapachem także oddychamy. Wonie mogą dusić – bywają duszne i duszące (por. *duchati – ‘wiać’).

Zapach to także woda: sączy się, spływa, miesza się z czymś, coś nim nasiąka (por. też wyżej płynie, rozpływa się, wlewa, wpływa) i napój. Możemy go pić oraz poić i upajać się nim, zapachy bywają upojne i można się nimi upić, oszołomić. Z powietrzem i z wodą wiążą się też frazeologizmy zapach nasyca, przesyca i przenika.

Do woni nieprzyjemnych odnosi się metafora wroga. Zapachy nas prześladują, otaczają i ogarniają; wciskają się i wdzierają. Musimy się przed nimi bronić, bo szczypią, gryzą, biją lub uderzają (oczywiście w nos lub w nozdrza), dławią, drażnią, duszą. Zapach to wróg niebezpieczny, nieznośny bo zionie i bucha bywa silny, paskudny, wstrętny, ohydny i lepki; może być nieuchwytny. Dlatego też wonie chwytamy i łowimy, zwalczamy i zabijamy. Jednak równolegle, dla zapachów przyjemnych, brak jest w polszczyźnie metafory przyjaciela (w związku z podstawowym znaczeniem rzeczownika przyjaciel), natomiast występuje cały szereg leksemów nazywających doznania przyjemne, wręcz erotyczne. Mamy więc wonie: delikatne, łagodne, miłe, subtelne, ckliwe, czarowne, ponętne, podniecające, zmysłowe, podniecające, rozkoszne. Zapachy pieszczą i podniecają.

Metaforyczne ujęcie zapachu kwiatów pomarańczowych znajdujemy w jednym z opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza:

Jarosław Iwaszkiewicz : Ogrody: 541

…a same ścieżki były pełne, przepełnione, przyduszone zapachem kwiatu pomarańczowego. Zapach kwiatu pomarańczowego jest wonią bardzo specyficzną. Nie ma nic w sobie z delikatnej woni fiołków ani z powiewnego oddechu frezji, jest bardzo konkretny. Dyszy spełnieniem.
Kiedy się ongi szło pod drzewami ogrodu La Favorita (…) – konkretny, gęsty zapach kwiatu pomarańczowego dusił, sycił, napełniał całe płuca. (…) miało się wrażenie, że po prostu spożywa się ten zapach, że karmi on nas, że nasyca, podnieca i prawi o niestworzonych baśniach..
Jak gdyby był urzeczywistnieniem wszystkiego, czego się doznaje na Sycylii. A Sycylia była zawsze dla mnie ziemią urzeczywistnień.

Zapach jest tu gęsty, konkretny; zapach dusi, syci, napełnia, karmi, nasyca, a nawet prawi o niestworzonych baśniach. Jest czymś tak konkretnym, że daje się spożywać. Takie ukonkretnienie pozwala pisarzowi zwerbalizować to, co trudne a czasami wręcz niemożliwe do werbalizacji.

Powonienie zarówno w procesach rozwoju psychofizjologicznego, jak i kulturowego odgrywało niewielką rolę. Z tego też powodu nie istniała bezpośrednia potrzeba uruchamiania procesów nazwotwórczych, które miałyby generować oddzielne jednostki leksykalne na oznaczenie nazw woni. Wrażenia węchowe współistnieją ze smakowymi, które w hierarchii zmysłów i w procesach poznawczych są usytuowane na nieco wyższym szczeblu. Istnieje wobec tego pewien zbiór słownictwa odnoszącego się jednocześnie do obu tych zjawisk zmysłowych.

Leksemy cierpkiicierpkawy, gorzkii gorzkawy, kwaśny, mdlącyimdły, słodkiisłodkawy, słonyisłonawy, smakowity mają charakter nazw wieloznacznych, co związane jest ze zjawiskiem synestezji.Odnoszą się zarówno do pojęć obejmujących smaki, jak i zapachy, przy czym we współczesnej polszczyźnie, co odnotowują słowniki, za podstawowe znaczenia bez wyjątku uznaje się te, które oznaczają pojęcia smaków.

W przeciwieństwie do wyżej przedstawionych trudno mówić o jakichkolwiek bezpośrednich związkach między wrażeniami zapachowymi a słuchowymi. W języku polskim da się jednak w interesującym nas obszarze wyodrębnić metaforę dźwięku. Tak więc mówimy o nutach zapachowych i tonach zapachu. Wonie układają się w akordy (np. podstawą kompozycji Enrico Uno pour Homme jest „…akord tabakowo-korzenny wzbogacony nutami piżma i ambry”) (Wasilenko 2000: 48) i można je komponować, co w odniesieniu do perfum sugerowałoby też traktowanie ich jako dzieł sztuki, określa się je zresztą mianem kompozycji lub kompozycji zapachowych. Zapachy o podobnych tonach współbrzmią i współgrają, tworzą różne tonacje, mogą być harmonijne, zharmonizowane, mogą harmonizować ze sobą. Mówi się też o koncercie zapachów, o ich symfonii. Czasami wonie tworzą dysonans, a jeśli są zbyt silne, można je zagłuszyć.

Niezbyt rozpowszechniona, ale coraz częściej się pojawiająca, jest w odniesieniu do zmysłu powonienia synestezja węchowo-wzrokowa. Czasami w opisach woni perfum pojawia się przymiotnik zielony, bywają też wonie błękitne i lazurowe, także kolorowe, wielobarwne, złotoróżowe (Witucka 1998: 3). W „Kwiatach polskich” (Tuwim 1999: 28) wiśnie mają zapach ciężki i ciemny.

Zmysł węchu i gnozja węchowa nie są u człowieka tak rozwinięte, jak pozostałe zmysły, co wynika z wielu różnych przyczyn natury fizjologicznej, psychologicznej, kulturowej i językowej. Stąd też pojawia się wiele trudności w opisie i definiowaniu zjawisk olfaktorycznych, dotyczy to głównie tekstów naukowych (głównie chemicznych). Na szczególną uwagę zasługują teksty literackie, w których znajdujemy opisy rozbudowane, oddające indywidualne odczucia, ale jednocześnie silnie uwarunkowane kulturowo. Są to przy tym opisy mocno, mimo deklarowanej niemożności, urozmaicone poprzez wykorzystanie różnych odniesień do rzeczywistości pozajęzykowej; opisy woni mogą także służyć do kreowania świata w tekstach. Z tego względu ważna jest interpretacja znaczeń, która w wypadku wrażeń olfaktorycznych powoduje jednak wiele dowolności w definiowaniu leksemów związanych z zapachami, co jest widoczne nawet przy pobieżnym przeglądzie słowników języka polskiego, w których wonie w zasadzie nie są głównymi składnikami definiowanych leksemów. Wynika to przede wszystkim z chwiejnej i metaforycznej struktury pojęć odnoszących się do zjawisk olfaktorycznych opisywanych często w kategoriach innych zjawisk zmysłowych. Wyraźna jest więc tutaj synestezja. Nazywanie zapachów trzeba zatem traktować tekstowo, w kategorii opisów, gdyż w polszczyźnie w zasadzie nie istnieją nazwy pierwotne do woni się odnoszące.

Artykuły powiązane