Twórcy prozy nurtu chłopskiego (o kontrowersjach terminologicznych zob. Bereza 1972: 5-17; Lichański 1976: 12-13; Zawada 1983: 11-69) wywodzący się ze wsi i świetnie znający jej realia, w swoich utworach zarejestrowali szereg problemów chłopskiej codzienności, w tym kwestię jedzenia (w rozumieniu przedmiotowym i czynnościowym), którą ukazali w całym jej historyczno-kulturowym skomplikowaniu. Motyw pokarmów i ich spożywania, wielokrotnie pojawiający się na kartach powieści i opowiadań zaliczanych do tego nurtu, stanowi ważne narzędzie opisu sytuacji wsi polskiej w dobie powojennych przemian. Wykorzystywany jest przede wszystkim do oddania panującej na wsi biedy i opisania nękającego chłopów głodu, ponadto do zaprezentowania swoistości chłopskiego jadłospisu, tradycyjnych sposobów przygotowywania potraw i form ich podawania, wreszcie – występując w kontekście ludowych praktyk o charakterze magicznym i tradycyjnej obrzędowości, realizowany jest dla odzwierciedlenia specyfiki chłopskiego światopoglądu lub szerzej – służy jako narzędzie mityzacji wsi.
Jedzenie jako przejaw dobrobytu
Wpisane w obręb codziennego doświadczenia bohaterów prozy nurtu chłopskiego ubóstwo manifestowało się przede wszystkim w braku wystarczającej ilości pożywienia. Najbardziej dotkliwy głód chłopi z powieści o tematyce wiejskiej kojarzyli z czasami pańszczyźnianymi: „Zapomniałaś, Jantoska, że była pańszczyzna i taka bieda, że ludzie jedli korzonki perzu, lebiodę, brzozową korę. Zjadali wszystko, co było żywe w polu, na niebie, w wodzie i pod ziemią” (Nowak 1977a: 90). Podobne doświadczenia wiązały się z okresem drugiej wojny światowej, w tym – z pobytami w obozach koncentracyjnych: „Ty w jednym obozie kradłaś jedzenie świniom, a ja w drugim kradłem jedzenie koniom i tak żyliśmy” (Kawalec 1988: 65). Głód doskwierał chłopom ponadto corocznie na przednówku: „O przednówku lepiej zamilczeć – bo i po co mam wspominać? Nie uwierzy nikt, a on jest naprawdę plagą na każdej wsi” (Morton 1971: 98). O trudach tego okresu mówi także narrator Kamienia na kamieniu, wspominając o trwającym tygodniami braku chleba i oczekiwaniu z utęsknieniem na nowy wypiek pieczywa („Tęskniło się za chlebem jakby za kimś bliskim” – Myśliwski 1984: 324).
Niedojadanie wpisane było także we względnie spokojną codzienność. Bieda i wymuszana przez nią oszczędność szczupłych zasobów żywnościowych skutkowały spożywaniem potraw prostych, skromnych i niezróżnicowanych: „I tak było: rano pituch, rzadko kluski drobione, na południe chleb z mlekiem, którego brak zawsze dawał się we znaki, a na kolację jałowe ziemniaki z żurem lub też pituch” (Morton 1971: 98). Mięso, jako produkt wykraczający poza możliwości finansowe chłopskich bohaterów, podawane było bardzo rzadko:
Kartofle, chleb, żur, mleko, rzadziej kasza. Mięso było, ale tylko raz na miesiąc, dwa, przy jakimś święcie. Ale co to było znów za mięso!
Przyniósł ojciec ze sklepu dwie świńskie przednie rzadziej tylne nogi, „rapki”, którymi raczyli się wszyscy. Każde z nas otrzymywało duży kawał nie mięsa, lecz powiązanych ze sobą mocno żyłami kości, które ogryzało się przez kilkanaście minut. Potem ze złością frygało się ogryzki psu – i o dziwo! – pies tych kości nie jadł”
(Józef Morton, Spowiedź: 97)
Z problemem głodu spotkali się również młodzi wychodźcy ze wsi, którzy ruszyli do miast w poszukiwaniu lepszego życia. Stefan Okoła, narrator powieści Spowiedź Józefa Mortona, który wyjechał do Warszawy zdobyć wykształcenie, żył w skrajnym ubóstwie, w końcu – by przetrwać – zmuszony był kraść żywność w sklepach:
Ślepawa była ta Żydówka [sklepowa – przyp. O.W.], pewnego jednak dnia spostrzegła ruch mojej ręki chowającej bułeczkę do kieszeni i zapytała mnie cicho:
– Głodny pan? – Pytanie to wyczytała widocznie z mojego wyglądu.
– Tak, to jest… – zająkłem się i urwałem.
– Niech ją pan sobie weźmie. Ja znam głód.
(Józef Morton, Spowiedź: 121–122)
Pracownicy budowy z powieści Przepłyniesz rzekę… Juliana Kawalca, którzy przyjechali do miasta kuszeni możliwością zarobku, żywili się wyłącznie suchym pieczywem, starając się dzięki temu jak najwięcej zaoszczędzić. Przyzwyczajeni do ubogich posiłków, za zbędne uznawali jakiekolwiek dodatki do chleba:
Były także kromki bez żadnego dodatku; pracowali tacy na budowie, którzy przynosili ze sobą na drugie śniadanie goluteńki chleb, żeby jak najwięcej pieniędzy zaoszczędzić; ze wsi tu przyszli z tym przyzwyczajeniem do goluteńskiego chleba, z tym ogromnym apetytem do gołej kromki i nie chcieli wprowadzać nowych zwyczajów przyłączania do niej czegokolwiek, tak jak nie przyłączali ojcowie.
(Julian Kawalec, Przepłyniesz rzekę…: 54)
Doświadczonym biedą i głodem bohaterom prozy nurtu chłopskiego nieznane było zjawisko marnowania jedzenia, zwłaszcza tego, które uchodziło za przysmak i przyrządzane było okazjonalnie. Stąd też Kaziuk z Konopielki Edwarda Redlińskiego wyraził swoje zdziwienie na widok niedojedzonej przez nauczycielkę jajecznicy:
Handzia niesie miske zapiec, my za nio, patrzym: z pół jajka niezjedzone! I czemu? Czy kto widził kiedy takigo, co by wszystkiej jajeczni nie zjad? Kartofli, bywa, nie zje sie do końca, kapusty bywa, zostanie, czasem i żuru nagotuje sie za dużo. Ale jajeczni, ludkowie, czy komu kiedy było za dużo jajeczni!
(Edward Redliński, Konopielka: 94)
Niedostatki jedzenia były zjawiskiem tak powszechnym w życiu bohaterów prozy chłopskiej, że stały się swego rodzaju normą. Nie dziwi zatem, że syte, smaczne i bogate w wartościowe składniki odżywcze, a tym samym często wykraczające poza chłopskie możliwości finansowe pokarmy stały się synonimem dobrobytu: „I jeść dobrze. Jajko, śmietanę, masło” (Nowak 1977a: 142). Definiowanie dostatku i życia „po pańsku” poprzez jakość i ilość jedzenia zobrazowane zostało w Awansie Redlińskiego:
– Skońcy sie bieda! – cieszyli sie Grzybowie, Lipkowie i Wyprostek.
– Smalec co dzień!
– I mięso!
– I marmulada!
– I śledzi!
– Bedziem żyli jak te ludzie w mieście!
(Edward Redliński, Awans: 67)
Bieda, równoznaczna niemożności kosztowania wyliczonych przysmaków, różnicowała – w przekonaniu bohaterów prozy chłopskiej – mieszkańców wsi i miasta oraz wzbudzała w tych pierwszych poczucie niższości (por. Ożóg 1982: 63). Wyraz podobnemu przekonaniu dał Kaziuk z Konopielki Redlińskiego, który, opisując powrót ze szkoły dumnego ze zdobytej wiedzy Józka, posłużył się znamiennym porównaniem: „Idzie, a taki ważny jakby kiełbase jad abo masło widział” (Redliński 1993: 101).
Chłopskie potrawy i ich waloryzacja
Podstawowymi składnikami chłopskich posiłków były produkty rolne, do których bohaterowie mieli najłatwiejszy dostęp. Względy ekonomiczne decydowały o tym, że dominowały one w codziennym menu, co czyniło dietę chłopską skromną i nieurozmaiconą. Należy podkreślić, że stosunek bohaterów prozy chłopskiej do wiejskiego jedzenia, jak i zresztą do innych elementów chłopskiej rzeczywistości, zależny był od ich nastawienia do wsi w ogóle.
Przywiązanie do ziemi ojców i utożsamianie się z chłopską wspólnotą wiązało się z formułowaniem pochlebnych ocen i wyrażaniem zadowolenia ze smaku tradycyjnych wiejskich dań: „Dobra rzecz kapusta z łupionymi kartoflami, tym bardziej jak kapusta okraszona” (Redliński 1993: 26). Wychodzący z tego stanowisko bohaterowie rozpływali się w zachwytach zwłaszcza nad jedzeniem świątecznym, które pod względem jakościowym i ilościowym przewyższało potrawy codzienne:
W wigilje Handzia napiekła pierogow z pytlowej mąki, cztery bóchenki, skore pomazała żółtkiem z mączko, pozapiekało sie, a wyjeła z piecy, aj, jak zapachniało! Pierogi napieczone na święta, a na wigilje uszykowała barszczu grzybowego, grzybow z cebulo, zalewajki z suszonych gruszkow, kuci i połamańcow z makiem.
(Edward Redliński, Konopielka: 123)
Smaki i zapachy chłopskich przysmaków trwale zapisały się we wspomnieniach chłopskich bohaterów, ewokując tęsknotę ze bezpowrotnie minionymi czasami:
Żałowaliśmy, wspomniawszy odpusty sprzed wojny pełne beczek z kiszonymi ogórkami, koszy z gruszkami i jabłkami, przesycone dymnym zapachem rozwieszonych na żerdkach kiełbas, a zwłaszcza te powojenne z cukierkami zrobionymi z buraczanego syropu […] – że nie ma i nie będzie już nigdy takich odpustów.
(Tadeusz Nowak, Dwunastu: 277–278)
Sądy odmienne wyrażali natomiast bohaterowie, którzy wstydzili się swojego wiejskiego pochodzenia i próbowali się odciąć od wiejskiego dziedzictwa. I tak, uciekający ze wsi bohater powieści Prorok Tadeusza Nowaka bez cienia żalu żegnał wiejskie jedzenie, wyliczając potrawy, których odtąd, jak mniemał, nie będzie musiał jadać.
Żegnajcie, jaglane, jęczmienne i gryczane kasze. Żegnajcie, prażuchy, pęcaki, garusy śliwkowe, pierogi jak pięści, kluski twarde jak rzemienie, zacierki jak białe kozie bobki, zalewajki, żury gęste jak suchotnicza plwocina, ziemniaczane paluchy, gałki ze śliwkami, kapusty jałowe jak zazga i kapusty pożółkłe od wiekowego sadła, sperki przybite bretnalami do przewiewnej facjatki, czosnkowe kiełbasy wiszące na żerdce jak suszące się na słońcu zaskrońce.
(Tadeusz Nowak, Prorok: 12)
Wyrazem dezaprobaty bohatera wobec chłopskich przyzwyczajeń żywieniowych (prostoty potraw, ich wyglądu i smaku) jest operowanie specyficznym zestawem porównań, w świetle którego wiejskie jedzenie jawi się jako wyjątkowo odpychające. Podobne rozpoznania charakterystyczne są dla typu bohatera prozy nurtu chłopskiego, który Henryk Bereza określił mianem homo novus (Bereza 1972: 289; por. Zawada 1979: 48) – „człowiek nowy”, tj. człowiek z awansu społecznego jako gorsze postrzega to, co zostawił za sobą na wsi (w tym zwyczaje kulinarne) i negując wiejską tradycję, stara się wpasować w struktury obcej formacji kulturowej.
Jedzenie w świetle norm zwyczajowych
W prozie nurtu chłopskiego odzwierciedlony został repertuar ludowych zwyczajów regulujących zasady zachowania się przy stole oraz wyrastający z wymuszonej ubóstwem oszczędności sposób przyrządzania dań.
Do stołu rodzina zasiadała wspólnie („Razem żyjem, razem robim, razem jemy!” – Redliński 1993: 134) i wspólnie się przed spożyciem posiłku żegnała (Redliński 1993: 130, 132). Wyrazem przejętej z kultury ludowej hierarchiczności wiejskiej rodziny było wyraźne w prozie chłopskiej uprzywilejowanie gospodarza, który rozpoczynał posiłek: „Wzieli łyszki, trzymajo, na mnie patrzo, kiedy łyszke umoczywszy jedzenie zaczne” (Redliński 1993: 132) i dostawał najlepszą jego część: „Duża skwarka […] dla mnie […] przeznaczona, ja tu gospodarz, musze mieć siłe do młoćby” (Redliński 193: 26). W wyjątkowych sytuacjach obowiązywała zasada starszeństwa: „Opierała sobie matka ten chleb na brzuchu […] i odkraiwała […] każdemu z nas […] według starszeństwa, dziadkowi, babce, póki jeszcze żyła, ojcu, nam chłopakom i na koniec sobie” (Myśliwski 1984: 321).
Bohaterowie prozy chłopskiej posiłki spożywali ze wspólnego naczynia („Jemy zwyczajnie, po naszemu, jak Pambóg przykazał, jak święty Jozef z Matkobosko i Jezusem jedli: z jednej miski” – Redliński 1993: 133), specyficznie ów zwyczaj uzasadniając: „A co to, czy my parszywe jakie, żeb każde z innego koryta jadło?” (Redliński 1993: 134). Nie używali talerzy ani sztućców: „W domu się jadło drewnianymi łyżkami, kopyściami, warząchwiami” – Nowak 1980: 48”. Ich posiadanie, rzadko zresztą spotykane, traktowane było jako fanaberia: „Sześć talerków i sześć łyszkow, nożow i widelcow sprezentowała Handzi uczycielka […] Wydawało się, że ni do czego, ot, do leżenia na policy i Handzi do chwalenia sie przed babami” (Redliński 1993: 128). Opanowanie umiejętności posługiwania się sztućcami sprawiało kłopot nieprzyzwyczajonym do nich bohaterom: „[…] ciężkie łyżki zawadzają rękom nawykłym do drewnianej warząchwi” (Nowak 1971: 194). Ich spracowane dłonie z trudem panowały nad drobnymi narzędziami: „Widelec, nóż kupiony długo w kącie oglądałem, paluchami po nich jeździłem, to do lewej, to do prawej ręki brałem […] Ale z kosą, z widłami, z cepem byłoby mi zapewne łatwiej, poręczniej” (Nowak 1980: 48).
Podstawową zasadą organizującą sposób przyrządzania posiłków była oszczędność, stanowiąca nie wybór, lecz konieczność podyktowaną trudnymi warunkami życiowymi. Racjonowano zatem produkty, zwłaszcza mięso, którego ilość była często niewystarczająca do podzielenia między wszystkich domowników. Niedostatki żywności i chłopskie sposoby radzenia sobie z nimi zilustrował Redliński w zabawnej scenie walki o skwarkę:
Dobra rzecz kapusta z łupionymi kartoflami, tym bardziej jak kapusta okraszona: duża skwarka w niej pływa, dla mnie ona przeznaczona, ja tu gospodarz, musze mieć siłe do młoćby. Ale, widze, niezabardzo pamięta sie o tym: dzieci pódgarniajo jo sobie łyżkami, ganiajo po misce, a i tatko coraz jo szturno w swoje strone, a oczy im chodzo za słoninko jak uwiązane. Każdy niby nic, niby niechcący, a ustawia skwarke do wzięcia. Wtem Ziutek najstarszy, chap jo w łyżke i do gęby niesie, już rozdziawionej! Co? Jak nie wytne smurgla łyszko w czerep! Skwarka jemu wylatuje i pac w kapuste. Uspokoili sie, nie probujo więcej, omijajo skwarke. Ale ja nie rezykuje dłużej: biore mięso w rękę, jem.
(Edward Redliński, Konopielka: 26–27)
Scena ta – zdaniem Kazimierza Nowosielskiego – stanowi wyraz walki o byt, którą zderza się tu z wizją arkadyjskiej wspólnoty wsi. Upatrywać w niej można ponadto nieprzystawalności infantylnego zachowania Kaziuka do powagi autorytetu gospodarza i głowy rodziny (Nowosielski 1983: 239-240). Według Rocha Sulimy, jest to przykład ilustrowanej w Konopielce paradoksalnej sytuacji – oto chłop mówi o sobie przy pomocy negatywnych stereotypów chłopa, wypracowanych przez kulturę niechłopską (Sulima 1985: 459).
Przyzwyczajenie do oszczędnego dysponowania zapasami żywności podczas przyrządzania potraw szczególnie wyraźnie doszło do głosu w tym samym utworze, gdy za gotowanie obiadu dla rodziny Bartoszewiczów zabrała się nauczycielka. Widok smażonych kotletów wyprowadził z równowagi Kaziuka, którego reakcja obrazuje różnice w mentalności oraz standardzie życiowym wsi i miasta:
Kawał kumpiaka, taki że kapuste możno by na nim gotować przez pół miesiąca, pokroiła ona w plastry! Te plastry obstukała na desce polankiem i zaczęła smażyć. A smalcu to rzucała bez miary, jakby błotem chlapała, a nie sadłem topionym! Smażywszy nałupiła cybuli i cybulo mięso obłożyła, prawda, strasznie skwierczało, pachniało, Handzia dzieci odgarniała, bo całkiem zgłupieli, leźli do piecy jak muchi w mleko, tato zastygli na murku, patrzyli babom na ręce i postękiwali: O Kirjelejson, Cybula! Omatkoboska, jajko! (…) A mnie serce boli patrzyć, na język ciśnie sie jedno: czy wy baby w Boga nie wierzycie? Tyle dobra na raz marnować!
(Edward Redliński, Konopielka: 128)
Sportretowana przez Redlińskiego sytuacja odzwierciedla również niezmienność ludowej tradycji, w tym przypadku – związanej z gotowaniem jedzenia i formą jego podawania, podtrzymywanej przez bohaterów prozy chłopskiej. Wzburzony „rozrzutnością” nauczycielki Kaziuk każe przerobić przygotowany „po pańsku” obiad, przyrządzić zwyczajne danie i podać je w tradycyjny sposób:
Stawiaj miche!
Cichutko, wie Handzia, że nie żarty, miske stawia na środku między talerkami.
Zlewaj!
Zlewa ona z talerkow do miski, jeden po drugim, wszystkie sześć, miska duża, gliniana, pomieściła, talerki składa jeden w drugi, zabiera. Ale pozostali sie na stołku i błyszczo tamte łyszki, noży widelczyki.
Won i te pizdryki! rozkazuje.
Ona ich zabiera, a kładzie łyszki nasze drewniane. I wybieramy, każdy swoje, moja największa, z trzonkiem trochu wykrzywionym na sęczku. Wzieli łyszkii, trzymajo, na mnie patrzo, kiedy łyszke umoczywszy jedzenie zaczne. Zaczne, ale przedtem rozkazuje:
Żegnać sie od nowa!
Żegnjo sie, żegnamsie i ja i łyszke umaczam w tej jej zupie. Smakuje te zupe samkuje i czuje, że może ona i niekiepska, ale nie do jedzenia.
Zabieraj te hadztwo, mówie, syp kartofli!
Nasypała Handzia, całe miche, zaskwarzyła kłuszczem z patelni.
A mięso wrzucisz jutro rano do kapusty, rozkazuje, mięso sie gotuje w kapuście, rozumiesz? A tera zrób kwas do kartoflów!
Prędko drugie miske stawia i nalewa z ładyszki zakwaski i zaraz nad misko czosnek nożem drobi. Posoliła, zamieszała, siada do stołu. Pokazuje jej palcem jedne miche, drugie: O, to jest moje i moich dzieciow jedzenie! I zapamietaj, mówie, palcem groziwszy pod nosem: żeby więcej takiej rozpusty jak dzisiaj nie było! Nu, jemy.
(Edward Redliński, Konopielka: 132–133)
Jedzenie w wymiarze mitycznym, magicznym i obrzędowym
Jedzenie pojawia się w utworach omawianego nurtu prozy także jako nośnik znaczeń symbolicznych, a poprzez to pełni funkcję narzędzia mityzacji świata przedstawionego. Przykładu dostarcza tu zwłaszcza twórczość Tadeusza Nowaka, w której wieś podlega zabiegom – by posłużyć się określeniem Bogumiły Kaniewskiej – „panmityzacji” (Kaniewska 1990: 93-100). Autor dokonuje mityzacji na wszystkich poziomach poszczególnych utworów (Kaniewska 1990: 100) i kreuje wieś „poza historią i biografią” (Błoński 1981: 125), osiągając zamierzony efekt „orientacji na »początek«” (Sulima 1986: 157), m.in. dzięki odwołaniom do tradycyjnej symboliki. Jednym z najczęściej przywoływanych przez Nowaka symboli jest jabłko (m.in. Nowak 1977c; Nowak 1972; Nowak 1977a; Nowak 1977b; o kulturowym znaczeniu jabłoni i jabłka zob. Kowalski 2007: 169-172), które w twórczości autora ma niezwykle bogaty zakres znaczeniowy (więcej zob. Siwor 2002). Już same kolory owocu – czerwień i złocistość – otwierają szerokie pole interpretacyjne, implikując skojarzenia z krwią, namiętnością i niszczycielskimi żywiołami (wojna, pożar), płodnością, a także ciepłem rodzinnym, pozytywnym wymiarem władzy, uwzniośleniem czy uduchowieniem (Brudnicki 1978: 143). Najważniejszym, jak się wydaje, kręgiem odniesień są jednak w tym przypadku odniesienia ludowe oraz biblijne, podporządkowane dążności pisarza do stworzenia wizji mitycznej rajskości wsi (więcej zob. Siwor 2002).
Produkty żywieniowe w funkcji magicznej można odnaleźć w utworach, odwołujących się do tradycyjnego światopoglądu, a zwłaszcza tych jego filarów, które na wskroś przesiąknięte były myślą nieracjonalną. Egzemplifikację takowych stanowi chłopska medycyna. Pokrywające się z ustaleniami etnografów opisy wiejskich praktyk leczniczych stanowią popularny motyw w prozie nurtu chłopskiego (Madyda 2005: 21-29). Wśród artykułów spożywczych, wykorzystywanych w przedstawionych w poszczególnych tekstach zabiegach znachorskich, wymienić można – za Aleksandrem Madydą – mleko (Nowak 1986), masło (Nowak 1986; Nowak 1982; Myśliwski 1984), śmietanę (Nowak 1982; Myśliwski 1984; Myśliwski 1996), jaja (Nowak 1986; Nowak 1982; Myśliwski 1984), miód (Nowak 1986), chleb (Nowak 1982) i olej (Nowak 1977a; Nowak 1982). Sama obecność tych produktów oraz sposoby ich aplikacji (oprócz spożywania lub picia poszczególnych medykamentów praktykowano m.in. okadzanie, nacieranie i dotykanie nimi) zdradzają charakterystyczny dla kultury ludowej, a przeniesiony na karty powieści chłopskich magiczny sposób myślenia tak o kształcie choroby i jej genezie, jak o metodach walki z nią (Madyda 2005; por. Biegeleisen 1929; Libera 1995; Paluch 1995).
Jedzenie pojawia się także w kontekście opisu tradycyjnych praktyk obrzędowych (o obrzędach ludowych w prozie Nowaka zob. Petrus-Szmigielska 1971: 231-239). Znamiennym przykładem wykorzystywania artykułów spożywczych w takich celach jest przywołany przez Myśliwskiego w powieści Kamień na kamieniu zwyczaj przechowywania odkrojonej od wigilijnego bochenka kromki chleba i worywania jej w ziemię podczas pierwszych w nowym roku robót w polu. Praktyka ta, odzwierciedlająca cykliczność czasu siewu i zbioru, zapewnić miała obfitość plonów i zagwarantować gospodarzom pomyślność. Jej zaniechanie zaś spowodować mogło „deszcze, grady, spiekoty, susze, myszy, robactwo i inne plagi aż po najstraszniejsze, że mogłaby [ziemia – przyp. O.W.] już na zawsze przestać rodzić, boby zamieniła się w kamień” (Myśliwski 1984: 323). W związku z silnie zakorzenionym przekonaniem o istnieniu podobnych zależności Pietrucha, dowiedziawszy się, że Szymek zjadł chowaną na strychu do czasu pierwszej orki kromkę, wpadł w furię i gotów był za karę powiesić chłopca. Warto dodać, że scena wykradania kromki obrazuje pewną gradację zmysłowego pożądania chleba – cierpiący głód chłopiec wspomina, że początkowo chciał tylko zobaczyć obrzędowy kawałek pieczywa, później dotknąć go, wreszcie posmakować (Myśliwski 1984: 338-339; por. Wach 2009: 39-51).
Potrawy chłopskie oraz tradycja ich przyrządzania i podawania stanowiły swego rodzaju element chłopskiej autodefinicji. Obowiązująca na wsi, a prowokowana biedą uniformizacja w zakresie zwyczajów żywieniowych była także kryterium przynależności grupowej. Co ważne – pożądane dawniej poczucie solidaryzacji ze wspólnotą, w dobie powojennych przemian gospodarczych i społeczno-kulturowych nabierało charakteru ambiwalentnego, a czasem wręcz skrajnie negatywnego. Z jednej strony, tradycyjne przyzwyczajenia kulinarne konsolidowały wspólnotę, stanowiąc jeden z wyznaczników samookreślenia, niezmiernie ważnego w czasie chwiania się fundamentów kultury wsi. Z drugiej natomiast strony – zwyczaje te, jako synonim biedy i zacofania, stawały się źródłem chłopskich kompleksów, unaoczniając wychodźcom ze wsi jaskrawe różnice między nimi a mieszkańcami miast.
Artykuły powiązane
- Kaniewska, Bogumiła – Myśliwski – smaki – symbolika
- Kaniewska, Bogumiła – Myśliwski – zapachy
- Wilczyńska, Elwira – Dotyk – proza chłopska
- Sitniewska, Roksana – Pokarmy w kulturze chłopskiej
- Sitniewska, Roksana – Produkty spożywcze w obrzędach bożonarodzeniowych
- Sitniewska, Roksana – Alkohol w kulturze chłopskiej