Wzrok, słuch czy węch pozwalają zidentyfikować dany element otaczającej rzeczywistości (lub przynajmniej ustalić poszczególne jego właściwości) bez konieczności zmniejszania dystansu między podmiotem a przedmiotem poznania. Dotyk tymczasem wymaga od poznającego bezpośredniego kontaktu z nieznanym, każe zbliżyć się do niego na niebezpieczną odległość, a tym samym narazić się na konsekwencje takiego kroku. Można wobec tego zaryzykować stwierdzenie, że dotyk jest zmysłem najmniej asekuracyjnym, niebezpiecznym. Być może z tej właśnie przyczyny bohater dwudziestowiecznej prozy chłopskiej, raczej ostrożny i nieufny, wykorzystuje dotyk rzadziej jako narzędzie poznania, częściej natomiast jako wyraz głębokiego zaufania i przywiązania wobec tych elementów świata, które uprzednio poznał i ocenił jako bezpieczne.
Dotyk jako narzędzie poznania
Dotyk jako narzędzie poznania zdaje się być najbardziej (obok smaku) dyskryminowanym ze zmysłów, ustępując miejsca przede wszystkim wzrokowi i słuchowi, które pozwalają rejestrować obecność i właściwości przedmiotów, znajdujących się w pewnej odległości od poznającego. Z drugiej jednak strony należy zauważyć, że właśnie ze względu na ów bezpośredni charakter poznania dotykowego zmysł ten staje się najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy o otaczającym świecie. Wszak Tomasz Apostoł, nie mogąc uwierzyć w Zmartwychwstanie, domaga się możliwości dotknięcia ran Chrystusa jako ostatecznego dowodu cudu. Podobną sytuację ilustruje Julian Kawalec w Tańczącym jastrzębiu, gdzie obdarzony trzema córkami chłop czeka niecierpliwie na narodziny czwartego dziecka. Kiedy akuszerka komunikuje, że urodził się syn, bohater nie mogąc uwierzyć, że wreszcie doczekał się męskiego potomka: „[…] zaczął pchać rękę między pieluchy, między żółte nogi dziecka, bo ten głupi, wściekły chłop chciał sam sprawdzić, czy jest syn. Chciał to sam sprawdzić, bo on czekał na chłopaka, bo chłopak, gdy dorośnie, to sobie jakoś poradzi […]” (Kawalec 1974: 98). Przyjście chłopca na świat nabiera w kontekście powieści rangi cudu, bohater wyczekuje syna, niemal żąda od swojej żony, aby mu go dała i nie ukrywa swojej wściekłości na myśl o kolejnej córce. Szorstki, pozbawiony rodzicielskiej miłości gest weryfikujący płeć dziecka stanowi natomiast dla ojca ostateczny dowód ucieleśnienia się jego pragnień. Staje się tym samym momentem przełomowym w życiu całej rodziny. Bowiem nie same narodziny, ale właśnie dotknięcie narządów płciowych dziecka gwarantuje rodzicielskie spełnienie ojcu, synowi natomiast ojcowską miłość, która w tym wypadku całkowicie uwarunkowana jest płcią potomka.
Dotyk jest nie tylko zmysłem nieomylnym, ale także niezastąpionym. Pozbawiony go człowiek skazany jest na niesamodzielność i niemal całkowity brak kontaktu ze światem zewnętrznym. Natomiast w sytuacji, gdy zawodzą inne zmysły, to właśnie dotyk pozwala jednostce nadal funkcjonować, zastępując zmysł uszkodzony i wspomagając pozostałe. Najwyraźniej widać to w przypadku osób niewidomych lub niedowidzących, którym opuszki palców zastępują oczy. Najbardziej reprezentatywną dla nurtu prozy chłopskiej postacią niedowidzącą jest Niewidka z Diabłów Tadeusza Nowaka. Wspomniana ułomność nie przeszkadza bohaterce w pełnieniu funkcji sołtysa oraz znachorki, a wręcz predestynuje ją do wykonywania tego drugiego zajęcia. Gdy po udanej operacji oczu Niewidka odzyskuje wzrok, nazywa ów dostępny dla każdego zdrowego człowieka sposób parzenia „wzrokiem namacalnym” (Nowak 1971: 47) i odróżnia go od wzroku wewnętrznego (będącego rodzajem intuicji), jakim posługiwała się przed zabiegiem. Zmysły wzroku i dotyku stają się w jej życiu komplementarne – nie mogąc postrzegać rzeczywistości za pomocą oczu, posługuje się dłońmi, kiedy natomiast czasowo odzyskuje wzrok, utożsamia go właśnie ze zmysłem dotyku.
Dotyk zastępuje wzrok także osobom w pełni sprawnym, posługującym się dłońmi, aby odkryć to, co pozostaje niedostępne oczom. Można wymienić tu liczne sceny poruszania się po omacku w ciemnościach lub przeszukiwania niedostępnych zakamarków. Przywołać można w tym miejscu znany z Konopielki moment poszukiwania kurzego jaja, kiedy to ostrożnie poruszające się palce zastąpić muszą pozostałe, bezradne w zaistniałej sytuacji zmysły: „[…] cap [kurę] pod skrzydła i siup palec w dópe! Nima jajka […] Trudno, dawaj wiechi nosić, czujnie, żeb jajka nie zrzucić […]” (Redliński 1994: 19).
Ze względu na bezpośredniość, wszechobecność i ciągłe trwanie dotykowego poznania świata zmysł ten staje się przezroczysty. Wprawdzie niezbędny jest do wykonywania najdrobniejszych nawet czynności, ale fakt ten zdaje się być niedostrzegalny – to, że ludzie pracują, odpoczywają, bawią się i wyrażają emocje – po prostu się dzieje. Waga dotyku natomiast ujawnia się dopiero w momencie, gdy przez swoją wyjątkowość pojedynczy gest nabiera znaczenia (jak na przykład pocałunek w rękę) lub gdy ze względu na jakąś formę kalectwa percepcja dotykowa staje się niemożliwa. Zaburzenie normalnego funkcjonowania narządów zmysłów utrudnia klasyfikację osoby ułomnej i sytuuje ją na marginesie. Natomiast całkowity brak jakiegoś organu wywołuje dodatkowo dysonans estetyczny, czyniąc człowieka niesymetrycznym, a także uniemożliwia uznanie go za harmonijnie działającą całość i odbicie kosmicznego ładu, jakim powinna być jednostka ludzka (Kowalski 2007: 196).
Owo przywiązanie do całości organizmu ilustruje między innymi Pałac Wiesława Myśliwskiego. Chłop, który sam odciął sobie rękę, postrzegany jest tu jako osoba opętana, sprzeniewierzająca się ustanowionemu przez Boga porządkowi: „Na pracę się poważył, nie na rękę. […] Na Boga się poważył, mój panie, który dał pracę człowiekowi dla zbawienia jego. […] To rogata dusza, może diabłu zaprzedany?” (Myśliwski 1989: 311-312). Negatywnej ocenie podlega jednak nie tylko sam akt samookaleczenia, waloryzowany jest również stopień upośledzenia, do jakiego wspomniany czyn prowadzi. Fakt, że chłop pozbawił się lewej ręki, wprowadza komentującego dramatyczne zajście pana w konsternację i utrudnia mu wyrażenie jednoznacznej opinii na ten temat: „Uciął, a jakby nie uciął. Nie taki on głupiec, jak myślałem. […] Taki to się diabłu sprzeda, a wyjdzie na to, że go kupił” (Myśliwski 1989: 313). Utrata lewej ręki interpretowana jest tu jako okaleczenie mniej dotkliwe, aniżeli utrata ręki prawej. W kontekście powieści Myśliwskiego wahanie to uzasadnione jest niejednakowym poziomem sprawności obu kończyn. W kulturze, która człowieczeństwo utożsamiała z samodzielnością i zdolnością do pracy, prawa ręka jako silniejsza i bardziej zwinna ceniona była wyżej niż jej lewy odpowiednik. Pozbawienie się organu dotyku jest więc czynem haniebnym ze względu na jego konsekwencję, jaką jest mniejsza samodzielność i wydajność pracy okaleczonej jednostki. Nie bez znaczenia zdaje się tu być również symboliczna waloryzacja stron świata, która determinowała ocenę prawej ręki jako normalnej, służącej do czynienia znaku krzyża, witania się, jedzenia, podczas gdy kończyna lewa widziana była jako zwyrodniała, skalana i służąca do wykonywania czynności uważanych za nieczyste (Paluch 1995: 91).
Ręce jako zewnętrzne narzędzie percepcji dotykowej i przede wszystkim narząd umożliwiający pracę określały chłopa jako osobę. Bohater Proroka Tadeusza Nowaka poświęca im bardzo dużo miejsca w swoich autotematycznych rozważaniach. Jego ręce pełnią tu funkcję księgi chłopskiego żywota – „bochenki […] zakalcowate, pogrubiałe od odgniotków, odcisków, odbytów, z połamanymi paznokciami, z palcami popękanymi do kwi […]” (Nowak 1977:53) – od razu zdradzają rolnicze pochodzenie Jędrka. Spowodowane ciężką pracą wyniszczenie dłoni czyniło je niezdarnymi, niezdolnymi do wykonywania precyzyjnych ruchów. Ta swoista ułomność przywoływana jest najczęściej w kontekście podejmowania prób jedzenia „po pańsku”, to jest przy użyciu sztućców i zastawy obiadowej. Opisy tego specyficznego skoku cywilizacyjnego podkreślają zawsze chłopską bezradność i brak wprawy w jedzeniu sztućcami: „[…] ciężkie łyżki zawadzają rękom nawykłym do drewnianej warząchwi” (Nowak 1971: 194), „[…] zaczerpam ja pierwsze łysze, niose, choroba, łyszka niegłęboka, ręka drży, póki ja donios do gęby, pół sie wylało na podłoge i kolana” (Redliński 1994: 104), „Widelec, nóż kupiony długo w kącie oglądałem, paluchami po nich jeździłem, to do lewej, to do prawej ręki brałem […] Ale z kosą, z widłami, z cepem byłoby mi zapewne łatwiej, poręczniej” (Nowak 1977: 56). Posługiwanie się sztućcami leży poza sferą chłopskiego doświadczenia, wymaga bowiem precyzji i delikatności dotyku, które obce są wiejskiej codzienności.
Dotyk jako forma wyrażania emocji
Ze względu na wspomnianą specyfikę dotyku jako narzędzia poznania zmysł ten częściej pojawia się w literaturze chłopskiej jako manifestacja określonego stosunku do elementów otaczającego świata. Dotyk powszechnie kojarzony jest z bliskością i intymnością, natomiast w kulturze zdominowanej przez surowy i raczej powściągliwy obyczaj nabiera dodatkowych znaczeń. W nurcie prozy chłopskiej rzadko mówi się wprost o owej emocjonalnej powściągliwości, obficie ilustrują ją natomiast obrazy wiejskiego życia. W niektórych utworach pojawia się jednakże refleksja na temat znikomości repertuaru gestów wyrażających pozytywne uczucia i bezradności chłopów wobec ich okazywania.
Józef Morton : Spowiedź: 84
Na emocjonalny chłód – w charakterystyczny dla siebie groteskowy sposób – zwraca uwagę także Edward Redliński. Narrator Awansu, młody nauczyciel chłopskiego pochodzenia, który fakt ten wolałby wymazać ze swojego życiorysu, rozważa ironicznie: „Kto wie, czy moja dłoń na jego włosach nie była pierwszym promykiem serdeczności, który przedarł się do chłopca przez chmury tutejszego obyczaju” (Redliński 1973: 26).
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że mimo oszczędności w okazywaniu uczuć, chłopskie doświadczenie drugiego człowieka było niezwykle sensualne i bezpośrednie. Zamieszkiwanie jednej izby przez całą rodzinę, a niejednokrotnie także przez mniejsze zwierzęta gospodarskie, powodowało zwiększenie częstotliwości i intensywności kontaktów dotykowych między mieszkańcami domostwa. Wspomnienia wrażeń, wywoływanych przez stłoczenie znacznej liczby osób na niewielkiej powierzchni pojawia się między innymi u Myśliwskiego: „Wstydziłam się. […] że w nogach młodsza siostra, […] że tyle nas w izbie, a do tego jeszcze kury na przypiecku, krzekorzące przez sen, i świnia w rogu z przegródką, i krowa w końcu izby […] Że tak parno, cuchnąco od ciał, stworzeń, oddechów” (Myśliwski 1989: 280). W takich warunkach fizyczna bliskość między członkami rodziny stawała się koniecznością i nieodłącznym elementem codziennego życia. Nie można wobec tego twierdzić, że wzajemne dotykanie się było w kulturze chłopskiej czymś niezwykłym. Warto jednak zauważyć, że ów kontakt pozbawiony był znaczenia i – podobnie jak kontakt ze światem zewnętrznym podczas wykonywania codziennych czynności – stawał się przezroczysty. Jeżeli natomiast zwracano uwagę na ten rodzaj dotyku, to tylko ze względu na wywołany nim dyskomfort lub wręcz przeciwnie – przyjemność zeń płynącą: „[…] baba jemu do pleców przylipła, […] w nogach ciepło, w łokciach ciepło, pod pachami ciepło, aj dobrze […]” (Redliński 1994: 5).
W świecie tak kształtowanych relacji międzyludzkich czuły dotyk nabierał znaczenia szczególnego. Głaskanie, obejmowanie, przytulanie i inne formy czułego dotyku ze względu na znikomą częstotliwość występowania, stawały się czymś wyjątkowym. Z tej zapewne przyczyny tak często pojawiają się w nurcie literatury chłopskiej jako działania nasączone znaczeniami. Niejednokrotnie gesty zastępują słowa, stanowiąc komunikaty bardziej wymowne. Jednym z najbardziej sugestywnych momentów, w których ujawnia się silne sprzężenie bliskości fizycznej i emocjonalnej, jest opis mycia młodego poborowego przez jego matkę zawarty w A jak królem, a jak katem będziesz Tadeusza Nowaka. Zrozpaczona kobieta nie pozwala swojemu synowi samodzielnie wykąpać się i ubrać, ale robi to za niego. Zrytualizowane czynności toaletowe – rozbieranie do kąpieli, mycie, wycieranie, ubieranie – stanowią ze strony kobiety manifestację rodzicielskich uczuć oraz nierozerwalnej przynależności syna do matki (Nowak 1987: 61).
Dotyk jako wyraz pozytywnych uczuć względem obdarowywanej nim osoby pojawia się zwykle w sytuacjach krytycznych, wymagających podniesienia bliskiej osoby na duchu. Repertuar gestów, jakimi dysponują bohaterowie prozy chłopskiej, nie należy do najbardziej rozbudowanych, ale wydaje się być wystarczający. Obejmuje on głaskanie, przytulanie oraz ocieranie łez, czyli gesty powszechnie interpretowane jako sygnały bliskości i troski. Zazwyczaj pojawiają się one między osobami, które łączą zażyłe relacje rodzinne lub erotyczne. Niejednokrotnie jednak nawet w sytuacjach dramatycznych brak tego rodzaju reakcji wśród najbliższych sobie osób. Mój drugi ożenek Józefa Mortona, traktujący o życiu rodziny tuż po śmierci żony i matki, nie przedstawia scen pocieszania siebie nawzajem przez członków osieroconej rodziny (Morton 1973). Podobny brak wrażliwości ilustruje Redliński w Konopielce, gdzie płacząca po stracie dziecka kobieta nie otrzymuje pocieszenia od swojego męża (Redliński 1994: 56-60). Wobec tego okazywanie czułości osobie obcej należy interpretować jako wyraz głębokiej wrażliwości i współczucia dla ludzkiego cierpienia. Kiedy zatem główny bohater Tańczącego jastrzębia, otaczając opieką szalonego starca, „[…] przesuwał mu wilgotną szmatę po twarzy, rękach i trzymał dłoń na jego czole” (Kawalec 1974: 141), można przypuszczać, że zdobył się na czyn dalece altruistyczny z punktu widzenia chłopskiego standardu.
Dotyk jako forma kontaktu z naturą
Związek człowieka z naturą w światopoglądzie ludowym nosił znamiona sacrum i determinowany był przez wyobrażenie kosmosu jako żywego organizmu, harmonijnie funkcjonującej całości, na którą składają się wszystkie ożywione i nieożywione elementy przyrody oraz człowiek (Tomicki 1982: 31). To przekonanie o jedności człowieka i natury znajduje odzwierciedlenie w opisach dotykowego kontaktu z poszczególnymi istotami, współtworzącymi wraz z człowiekiem kosmiczny ład. Należy wymienić wśród nich kontakt ze zwierzętami, roślinami oraz kontakt z ziemią.
Mogłoby się wydawać, że wśród natłoku codziennych wrażeń dotykowy kontakt ze zwierzętami umykał uwadze chłopów, stając się niedostrzegalnym i bezrefleksyjnym. Literatura chłopska ilustruje jednak momenty uświadomionej oraz jak najbardziej pożądanej relacji ze zwierzęciem.
Wiesław Myśliwski : Nagi sad: 51-52
Bohater Nagiego sadu nawiązuje intymny niemal kontakt ze zwierzęciem, dotykając najczulszego miejsca na jego ciele. Krowa i człowiek związani są wzajemną zależnością nie tylko na poziomie mitycznej solidarności życia, ale także pragmatycznym – życie jednej z istot w dużym stopniu warunkowane jest przez życie drugiej. Innymi słowy, chłopu trudniej byłoby żyć bez krowy, krowie natomiast bez chłopa. Człowiek, doskonale rozumiejąc tę relację, dotyka zwierzęcia ostrożnie, z namysłem, mając świadomość ogromnej nad nim przewagi, ale jednocześnie nie mając zamiaru w żaden sposób jej wykorzystać.
Dotykanie zwierząt, podobnie jak dotykanie ludzi, może stanowić także sposób okazania im przywiązania i bliskości. W Proroku Nowak powołuje do życia postać Franusia, który w wolnych chwilach najchętniej „łaził […] po mojej i swojej stajni, do koni się łasił, rozczesywał im placami grzywy, szczotkował ogon, karmił z ręki owsem, […] podchodził kroczek po kroczku do krasuli i łaskotał ją za rogami i postękiwał razem z nią z rozkoszy […]” (Nowak 1977: 29-30). Ze względu na wielką miłość bohatera do zwierząt słuszne wydaje się skojarzenie go ze świętym Franciszkiem z Asyżu. Franuś, dotykając zwierząt przysparza przyjemności zarówno im, jak i sobie, sprawia wręcz wrażenie, jakby na własnej skórze odczuwał pieszczotę, którą obdarowuje zwierzęta gospodarskie. To współodczuwanie człowieka i zwierzęcia sugeruje głębię istniejącej między nimi więzi. Warto zauważyć, że Franuś nigdy nie mówi do swoich braci mniejszych, posługując się w kontaktach z nimi jedynie dotykiem, co czyni zresztą większość bohaterów prozy chłopskiej. Rzadko przemawiają oni do zwierząt, starając się przekazać swoje intencje za pomocą odpowiedniego rodzaju dotyku, który nie zawsze pełen jest czułości. W dużej mierze opisy kontaktu człowieka ze zwierzętami przekazują czytelnikowi obrazy brutalne, obfitują w sceny – nie zawsze uzasadnionej – przemocy wobec zwierząt. Specyficzna forma kontaktu dotykowego, jaką jest uderzenie, pojawia się w literaturze chłopskiej dosyć często i niemal zawsze stanowi bardzo ekspresyjny komunikat o stanie emocjonalnym człowieka, który dopuszcza się aktu agresji. Analizując opisy „wyładowywania się” na zwierzętach, można niejednokrotnie odnieść wrażenie, że bicie trzody jest dla chłopskich bohaterów formą zwierzenia, przelania na kogoś innego skrywanych w sobie negatywnych emocji. Jeden z bardziej wymownych opisów tego rodzaju rozładowywania frustracji otwiera Pałac Wiesława Myśliwskiego (Myśliwski 1977: 187-189).
Kontakt człowieka z roślinami ogranicza się zasadniczo do kontaktu z drzewami. Taki stan rzeczy uzasadnić należy szczególną pozycją, jaką zajmowały drzewa w ludowym światopoglądzie. Największym szacunkiem, bliskim sakralizacji, cieszyły się drzewa przydomowe, w świadomości chłopskiej obdarzone pamięcią, w której magazynowały wydarzenia z historii danej rodziny (Myśliwski, Sulima, Jackowski 1994: 138). Obok pełnienia funkcji swoistej kroniki rodu, miały też drzewa odgrywać rolę ducha opiekuńczego i przynosić pomyślność całej zagrodzie. To właśnie dlatego rodzina Kaziuków przeżywa ścięcie przydomowego drzewa jako doświadczenie traumatyczne porównywalne z zabiciem członka rodziny (Redliński 1994: 137-140), a bohater Proroka, przytulając się do drzew, prosi je o zgodę na ożenek (Nowak 1977: 205). Natomiast Michał Toporny, główny bohater Tańczącego jastrzębia, po powrocie z miasta, gdzie uczęszczał do szkoły, spędza cały dzień w otoczeniu zwierząt oraz drzew: „[…] przesiedział w stajni i przyglądał się koniowi, głaskał go po łbie i gładził po aksamitnej, popielatej skórze między chrapami […] A potem chodził po sadzie i przyglądał się drzewom i dotykał ich […]” (Kawalec 1974: 112). Po raz kolejny głęboka relacja człowieka z przyrodą opiera się wyłącznie na kontakcie dotykowym. Jest to dotyk szczególny, bo wyrażający zaufanie i przywiązanie do otaczających człowieka istot, a jednocześnie komunikujący im jego bliską obecność. Zdaniem Wiesława Myśliwskiego, chłopi rozmawiali z przyrodą bez angażowania słów, bo to, co istnieje, nie wymaga dodatkowego potwierdzania w formie opisu czy konstatacji (Myśliwski, Sulima, Jackowski 1994: 134). Dotykanie poszczególnych elementów świata przyrody staje się w tym kontekście właśnie formą milczącego dialogu, pogłębienia relacji między człowiekiem i naturą.
Szczególną formę kontaktu z przyrodą stanowił dla chłopa kontakt z ziemią. W światopoglądzie ludowym ziemię uważano za fundament chłopskości oraz wartość najwyższą, przez którą określano pozostałe elementy systemu aksjologicznego (Styk 1991: 5). Mimo że wiele utworów z nurtu prozy chłopskiej podkreśla ekonomiczne aspekty posiadania dużego areału ziemi, trzeba zauważyć, że stanowiła ona wartość samą w sobie. Starzec, bohater powieści W słońcu, stwierdza, że „[…] jest się kimś, gdy ma się ziemię […]” (Kawalec 1963: 46). Świętość ziemi podkreślają natomiast rozważania zawarte w Ziemi przypisanym:
Julian Kawalec : Ziemi przypisany: 64
Strach przed dotknięciem ziemi, a tym samym przed dokonaniem symbolicznego aktu wzięcia jej w posiadanie, stanowi de facto strach przed świętokradztwem. Tak samo jak bezpośredni kontakt z sacrum wymaga przygotowania, oczyszczenia i modlitwy, tak bezpośredni kontakt z ziemią wymaga ofiary ze „spoconego czoła” i „zmęczonych rąk”, a zatem ofiary z własnej pracy.
Dotykowy kontakt chłopa z ziemią dokonywał się najczęściej i – jak się zdaje – w sposób najbardziej odczuwalny za pośrednictwem stóp. Motyw chodzenia bosymi stopami po miękkiej ziemi stanowi jeden z ważniejszych wątków twórczości Juliana Kawalca. Jego bohaterowie w zadziwiającym stopniu świadomi są tego rodzaju doświadczenia zmysłowego. To głębokie zmysłowe odczuwanie znajduje wyraz w dokładności opisu wrażeń:
Julian Kawalec : Tańczący jastrząb: 115
To tylko jeden z rozlicznych opisów dotykowego doświadczenia ziemi. W całej gamie wrażeń, wywoływanych przez ten rodzaj kontaktu, dominuje podatność ziemi na ciężar chłopskiego ciała (Kawalec 1974: 64), miękkość ziemi (Kawalec 1974: 266) i lepkość gnoju (Kawalec 1974: 149-150). W literaturze chłopskiej chodzenie na boso postrzegane jest jako jeden z wyznaczników chłopskiej tożsamości. Zarówno w świadomości chłopów, jak i przedstawicieli innych klas społecznych, doświadczenie to zarezerwowane jest dla mieszkańców wsi, stanowiąc metaforę chłopskiego życia (przede wszystkim kontaktu z naturą i pracy na roli). Z tego właśnie powodu miastowa dziewczyna w Proroku, chcąc upodobnić się do wiejskich dziewek, „[…] zrzuciła z nóg pantofle. Szła przez miasto boso, właziła w kałuże po wczorajszym deszczu, w końskie łajno” (Nowak 1977: 88).
Funkcja magiczna dotyku
Jedna z najpopularniejszych klasyfikacji praktyk magicznych opiera się na założeniu, że przedstawiciele kultur tradycyjnych przekonani są o istnieniu wzajemnych relacji między wszystkimi elementami kosmosu. Skuteczność zabiegów magicznych uzależniona ma być od działania jednej z dwóch zasad, na których opiera się logika działania magicznego: pierwsza zakłada, że podobne powoduje podobne (magia homeopatyczna), druga natomiast, że przedmioty, które kiedyś pozostawały ze sobą w styczności, oddziaływają na siebie nawet po przerwaniu tego kontaktu (magia przenośna; (Kowalski 2007: 296)). Bez względu jednak na rodzaj działającej prawidłowości to właśnie kontakt dotykowy zdaje się być podstawą efektywności tych praktyk.
Jedną z postaci, wykorzystujących szczególnego rodzaju dotyk w magii homeopatycznej, jest Garbuska z Diabłów Nowaka, która rysuje na ziemi wizerunek kobiety, aby za jego pośrednictwem zadać jej cierpienie: „A narysowawszy całą sąsiadkę pyta moją matkę: – No to jak, kumo, skaleczyć ją w rękę? […] A może wolicie, żebym ją dziabnęła w nogę?” (Nowak 1971: 119-120). Stworzenie podobizny człowieka i wykonanie na niej określonej operacji miało powodować odpowiedni skutek w rzeczywistości, ale zabieg ten wymagał stosownego dotknięcia obrazu – „[…] dotknę końcem kija […]” (Nowak 1971: 120).
Do magii odwoływano się często w sytuacjach krytycznych, obciążonych dużym ryzykiem, nad którymi trudno było zapanować samodzielnie, to jest bez odwołania do sił wyższych. Do tego rodzaju sytuacji należały oczywiście wszelkiego rodzaju obrzędy przejścia, spośród których wyróżniają się narodziny jako moment transgresji między dwoma światami. W powieści A jak królem, a jak katem będziesz Nowak przedstawił opis działań magicznych, mających ochronić dziecko przed zranieniem w życiu dorosłym. Użyto w tym celu sztyletu, wykutego z szabli, którą podczas wojny zabito kilkoro ludzi: „Pochylając się nad dzieckiem, szedł po jego ciele sztyletem. Po jego prawej i lewej ręce. Po lewej i prawej nodze. […] A przeciągając sztylet po ciele dziecka mówił: Żeby rąk twoich, nóg twoich […] nie otworzyła nigdy włócznia ani miecz […]” (Nowak 1987: 175). Dotknięcie ciała dziecka metalem, który podczas walki nie ustąpił pod naporem przeciwnika, miało spowodować przeniesienie jego siły i wytrzymałości na nowo narodzonego człowieka w myśl zasad, rządzących magią przenośną. Podobną logiką kieruje się bezdzietna sołtyska z Diabłów, biegając nago wśród łanów pszenicy, aby dojrzałe kłosy przekazały jej za pośrednictwem dotyku swoją płodność, aby potomkowie kobiety byli liczni i zdrowi, jak ziarna zboża (Nowak 1971: 36).
Źródła
- Kawalec Julian; „W słońcu” (1963); Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1963.
- Kawalec Julian; „Ziemi przypisany” (1962); cyt. za: Kawalec Julian; „Ziemi przypisany”; Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1974.
- Kawalec Julian; „Tańczący jastrząb” (1964); cyt. za: Kawalec Julian; „Tańczący jastrząb”; Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1974.
- Kowalski Piotr; „Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie”; Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007.
- Morton Józef; „Spowiedź” (1937); cyt. za: Morton Józef; „Spowiedź”; Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1971.
- Morton Józef; „Mój drugi ożenek” (1961); cyt. za: Morton Józef; „Mój drugi ożenek”; Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1973.
- Myśliwski Wiesław; „Nagi sad” (1967); cyt. za:Myśliwski Wiesław; „Nagi sad”; Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989.
- Myśliwski Wiesław; „Pałac” (1970); cyt. za:Myśliwski Wiesław; „Pałac”; Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989.
- Myśliwski Wiesław; Sulima Roch; Jackowski Aleksander; „Myśmy ustanowili przyrodę. O przyrodzie, zwierzętach i okrucieństwie”; „Polska Sztuka Ludowa – Konteksty” 1994, z. 3-4.
- Nowak Tadeusz; „Diabły”; Czytelnik, Warszawa 1971.
- Nowak Tadeusz, „Prorok”, Czytelnik, Warszawa 1977.
- Nowak Tadeusz; „A jak królem, a jak katem będziesz” (1968); cyt. za: Nowak Tadeusz; „A jak królem, a jak katem będziesz”; Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1987.
- Paluch Adam; „Etnologiczny atlas ciała ludzkiego i chorób”; Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1995.
- Redliński Edward; „Awans”; Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 1973.
- Redliński Edward; „Konopielka” (1973); cyt. za:Redliński Edward; „Konopielka”; Graf-Punkt, Warszawa 1994.
- Styk Józef; „Sacrum w tradycyjnej kulturze ludowej. Refleksje socjologiczne”; „Twórczość Ludowa. Kwartalnik Stowarzyszenia Twórców Ludowych” 1991, nr 2.
- Tomicki Ryszard; „Religijność ludowa”; [w:] Biernacka Maria; Frankowska Maria; Paprocka Wanda (red.); „Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej”; t. 2; Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo PAN, Wrocław 1982.
Artykuły powiązane
- Przymuszała, Beata – Chwin – terapeutyczna funkcja dotyku
- Wachcińska, Olga – Proza chłopska – jedzenie
- Wachcińska, Olga – Proza chłopska – cielesność i seksualność