Słyszenie, podobnie jak widzenie, powonienie czy dotyk, stanowi ważny element poznawania i rozumienia świata. Czasownikiem „słyszeć” można określić zarówno odbieranie wrażeń dźwiękowych, jak i zdobywanie informacji o czymś lub o kimś. Czasownik „słuchać” z kolei wprowadza istotną różnicę – podkreśla, że czynność odbierania dźwięków jest świadoma, poddawana refleksji, namysłowi i rozumieniu. Dzięki słuchaniu możliwa staje się komunikacja, nie tylko między ludźmi, ale także między różnymi poziomami rzeczywistości. W kulturach tradycyjnych mniemano, że świat przepełniony jest dźwiękami, które odpowiednio zinterpretowane, przynoszą informacje o przyszłości, powodzeniu lub jego braku, zdrowiu i chorobie itd. Szczególnym przypadkiem zamierzonego słuchania było otwarcie się na to, co słyszane i podejmowanie praktyk wróżebnych.
Od zawsze człowiek chciał wykroczyć poza swoją codzienność i komunikować się z tym, co niepoznane, aby w ten sposób zdobyć wiedzę dotyczącą najbardziej istotnych, z jego punktu widzenia, wydarzeń. Ludowe wróżby najczęściej odnoszą się do pomyślności w życiu, szczęścia w miłości, sytuacji materialnej, długości życia i posiadania potomstwa.
Kazimierz Moszyński : Kultura ludowa Słowian: 365
Podstawową cechą wszelkiej wróżby […] jest iżby odpowiedź na pytanie dotyczące rzeczy zakrytej padła w zupełnej niezależności od jasnego, trzeźwego rozumowania i świadomej woli normalnego człowieka. Dlatego odpowiedź tę dać musi świat pozaludzki: rzeczy martwe, rośliny lub zwierzęta; jeśli zaś człowiek – tedy paroletnie, „nierozumne” dziecko, jednostka umysłowo niedorozwinięta czy chora lub też podpadająca anormalnym stanom psychicznym […].
Kultury tradycyjne miewały specjalnie w tym celu obieranych przedstawicieli albo osoby naznaczone do wykonywania tego zadania ze względu na szczególne predyspozycje, jednak czynności te stale towarzyszyły także zwykłym mieszkańcom ekumeny. Warunkiem było jedynie podjęcie praktyk przepowiadania przyszłości za pomocą konkretnych technik lub odpowiednich utensyliów magicznych. Obok tego wróżenie mogło przybierać formy odpowiedniej interpretacji określonych znaków – w tej grupie sytuuje się czynność przepowiadania z różnego rodzaju dźwięków, które dla przedstawiciela kultury magicznej nigdy nie pozostawały przypadkowe i bez znaczenia. Wbrew prymatowi przyznawanemu wzrokowi w doświadczaniu świata (zob. Dziechcińska 1987), słuch odgrywał tu równie ogromną rolę, a zróżnicowanie wiejskiej audiosfery było znamienne.
Kazimierz Moszyński : Kultura ludowa Słowian: 82
[…] dźwięki należą do bodźców bardzo silnie działających na człowieka: z uderzającą łatwością budzą w nim zaburzenia fizjologiczne, rozniecają niepokój czy lęk, albo znów, gdy chodzi zwłaszcza o muzykę, „odwodzą – jak mówią Wielkorusi – jego duszę”, i to do tego stopnia, że sprowadzają niekiedy przejściowe zawieszenie czynności intelektu, fascynują. Rozległy, niezmierzony po prostu świat dźwięków rozłożyć można, jak wiadomo, na dwie grupy: na tony i szmery. Wśród pierwszych rozróżniają Słowianie „głosy” wysokie, najczęściej, o ile wiem, zwane na północy i południu cienkimi, oraz niskie, zwane grubymi […]. Natomiast dla drugich istnieje bezlik nazw. I nic dziwnego – cała wszak wiejska przyroda rozbrzmiewa od rana do nocy i od nocy do rana tysiącem różnorakich szmerów, chrobotów, sopotów czy szypotów, ciurkań, chlebotań, plusków, chlustów, bulgotów, szelestów, szumów, skrzypień, zgrzytów, stukań, łopotów, tętnień, chrzęstów, trzasków, huków, druzgotów, gruchotów, łoskotów, grzmotów itp., nie mówiąc wcale o licznych dziesiątkach najrozmaitszych określeń głosów owadów, płazów, ptaków, zwierząt i ludzi.
Najliczniejsze informacje pojawiające się w przekazach dotyczących wróżenia z dźwięków odnosić się będą do przepowiadania przyszłości na podstawie głosów ptaków. Nawet tak pospolite ptactwo, jak drób domowy, który był w posiadaniu prawie każdej wiejskiej rodziny, mógł stać się przedmiotem obserwacji. Chociaż według potocznego mniemania kura nie jest zwierzęciem zbyt mądrym, to właśnie jej od starożytności przyznawano duże znaczenie w praktykach wróżebnych. Już Pliniusz mówi, że ptaki te „władają władcami świata” (Moszyński 1967: 407). Decyzje dotyczące strategii, planów wojennych czy pomyślności innych przedsięwzięć władcy mieli podejmować pod wpływem obserwacji szybkości i zgodności dziobania przez zwierzęta ziarna. W folklorze słowiańskim powtarzają się jednak zapisy mówiące o wróżeniu z piania kur. Zawsze dźwięk ten stawał się złowróżbny – oznaczał nieszczęście, a najczęściej rychłą śmierć któregoś z członków rodziny. Aby temu zapobiec, kurę tę powinno się zabić, sprzedać bądź wykonać jakąś inną zapobiegawczą praktykę (Fischer 1926: 123). Tak duża wartość przyznawana kurze była konsekwencją powszechnego wierzenia, że ptaki mogą być siedliskiem dusz zmarłych, a dzięki temu posiadały wiedzę tajemną, którą często przekazywały żyjącym. Według śląskich górali miało to też zastosowanie po połogu, kiedy – jak wierzono – kobieta nie ma duszy i staje się pusta. Należało wtedy podać jej ugotowaną kurę do spożycia, a w ten sposób przywrócić jej duszę (Moszyński 1967: 554).
Niezwykłym zwierzęciem domowym był także kogut, którego związek z nastawaniem dnia i światła, miał moc przepędzania tego, co ciemne, tajemnicze, niebezpieczne i demoniczne. Szczególny czas aktywności koguta, wyznaczającego nowy dzień, sprawiał, że uznano go za zwierzę mediacyjne, działające na granicy dwóch pór. Apokryfy chrześcijańskie mówiły, że pianie koguta obwieściło narodziny Chrystusa, a podobny proces odbędzie się przed Sądem Ostatecznym, kiedy to jego krzyk obudzi zarówno żywych, jak i umarłych (Kowalski 1998: 220). W talmudycznej tradycji judaistycznej śpiew koguta oznaczać miał obecność anioła (Kobielus 2002: 138). Według górali pianie koguta było zatem dobrym prognostykiem dla wybierających się w drogę, ale jeśli ptak pomylił porę dnia i nietypowo zaczął piać, niechybnie wróżyło to zbliżający się deszcz (Moszyński 1967: 59). Podobnie złym omenem stawał się śpiew tego zwierzęcia w wigilię Bożego Narodzenia, kiedy widziano w tym zapowiedź nieszczęśliwych wydarzeń, a nawet wojny (Kowalski 1998: 223).
O niezwykłe zdolności posądzało się również gęsi domowe, kojarząc je z gęsiami dzikimi, a więc tymi, które na czas zimowy wylatują do ciepłych krajów. Lud podejrzewał, że przebywają wtedy w zaświatach, a dzięki temu mogą stawać się mediatorami między orbis interior a orbis exterior. Od starożytności sądzono też, że gęsi wyczuwają zbliżającego się człowieka, co obwieszczają głośnym gęganiem. Miało to uratować Rzym przed galicyjskim najazdem, kiedy gęsi zaalarmowały o nadciągających wrogich wojskach (Kobielus 2002: 101). Szczególne gęganie stawało się zatem sygnałem, że w obrębie wsi pojawił się obcy.
Niepokojącą wróżbę przynosiły zawsze głosy ptaków nocnych (sów, puszczyków) oraz kruków i wron, utożsamianych ze sobą, a nawet traktowanych jako samiec i samica tego samego gatunku, możliwe dlatego, że „ważniejsze niż zoologiczne klasyfikacje i scjentystyczne obserwacje są taksonomie kulturowe, biorące pod uwagę zupełnie inne, niż naukowe, kryteria łączenia i oddzielania zjawisk” (Kowalski 1998: 257). Obie grupy ptaków charakteryzują się tym, że są drapieżnikami (kruki dodatkowo żywią się padliną, więc uważano je za ptaki nieczyste) i związane są ze sferą nocy – sowy żerują w nocy, a kruki „przede wszystkim dobierają się do oczu, a przez nie wyjadają mózg” (Latini 1992: 176), powodując ślepotę, a więc dodatkowe konotacje z ciemnością. Ptaki uznawane były za złowróżbne, zwiastowały niepowodzenia i przynosiły informację o śmierci. Kaszubi twierdzą, że „Czej sowa knipie, tej wiedno chtos ùmrze”, z kolei „Czej gapa (=wrona) zaskrzeczi, rëbôk nie jidze na rëbë.”, „Warna sã drze, bądze nieszczescé” (Treder 2002: 92). Jeśli przeleci nad kimś kracząca wrona, powinno się wtedy trzykrotnie splunąć na odpędzenie ewentualnego nieszczęścia (Biegeleisen 1929: 245). Podobnie złą wróżbą jest krakanie wrony, która podczas przyjazdu panny młodej do domu, siedziała na płocie zagrody – niezawodnie nowożeńców czeka wtedy kłótliwe życie. Głos wron przynosił też informacje o przyszłej pogodzie: parzyste krakanie zapowiadało dobrą pogodą, nieparzyste – złą (Biegelesien 1929a: 262). Złowieszczy charakter sów oddają z kolei przysłowia: „Puszczyk woła na kominie, gdy ktoś ma umrzeć w rodzinie”, albo „Sowa na dachu kwili, komuś umrzeć po chwili” (Dynak 1993: 292). Niekiedy krzyk sowy utożsamiano z wołaniem demonów lub dusz zmarłych (Moszyński 1967: 429), ale jeśli zmienił się jej nieco głos, poczytywano to jako zapowiedź narodzin dziecka (Zadrożyńska 1985: 28).
Inne ptaki zapowiadające swym głosem śmierć to paw i kukułka. W przypadku pawia niepokojące wrażenie budził już kontrast bogatego, kolorowego upierzenia i zupełnie odwrotnej barwy jego głosu, o którym mówiono, że jest krzykliwy i skrzeczący. Niejednoznaczny stosunek do tego ptaka powodował, iż z jednej strony pawie pióra z wyobrażeniem oka traktowano jako apotropeion przeciw urocznemu oku i złym mocom (Moszyński 1967: 331), a także wierzono, że jego krzyk odpędza węże i jadowite insekty (Kowalski 1998: 427), zaś z drugiej strony zapowiadał też śmierć lub inne nieszczęście czekające człowieka. Z kolei kukułka wydawała się ptakiem podejrzanym, gdyż nie budowała gniazda, a swoje jaja podrzucała innym ptakom. Na Słowiańszczyźnie przypisywano jej zdolności przemiany: może być duszą zmarłego, czarownicą (Biegeleisen 1929a: 407), a na zimę nie odlatuje, tylko zmienia się w krogulca (Moszyński 1967: 68). Wierzono, że jeśli ptak ten kuka z prawej strony, to zapowiada szczęście, jeśli z lewej – nieszczęście, gdy od tyłu – śmierć (Moszyński 1967: 408). Do dziś uważa się, że kukułka swoim kukaniem może przepowiedzieć, ile lat życia zostało jeszcze człowiekowi. Na Mazowszu mówią, że ptak ten zawodzi kukaniem jak żałobnica. O śmierci informował również dzięcioł, stukając blisko chaty lub w jej ściany (Moszyński 1967: 410). Ale kukułka mogła przynieść ponadto dobre wieści: „Do dziś dość powszechnie panuje przekonanie, że pierwsze wiosenne kukanie tego ptaka może przynieść obfitość grosza, gdy słyszący je mieć będzie w kieszeni choć jedną monetę” (Zadrożyńska 1985: 28). Liczenie kukań nie musiało oznaczać pozostałych lat życia, a czas, który pozostał dziewczynie do zamążpójścia, pod warunkiem, że liczeniu towarzyszyła formuła: „Kukułeczko, panieneczko, z paproci i ziela, powiedz mi, ile lat do mego wesela” (Czernik 1984: 152). Kukanie przynosiło ponadto informacje meteorologiczne: jeśli kuka po św. Piotrze, chociażby krótko, to jesień nastąpi późno, będzie długa, pogodna i ciepła. Jeśli w czasie słotnym kukułka odezwie się po zachodzie słońca – następnego dnia będzie pogoda (Pietkiewicz 1938: 25). Szczególne zdolności nie tyle przepowiadania niepogody, co jej sprowadzania, miał orzeł:
Kazimierz Moszyński : Kultura ludowa Słowian: 569
Orły prowadzą gradowe chmury i od ich woli zależy, gdzie spadnie grad. Orzeł leci na miejsce, gdzie są zapasy gradu, okrąża je i kracze. Grad unosi się w górę i podąża za ptakiem, który doprowadza chmury gradowe nad wybrane miejsce i nakazuje ich otwarcie. Na południu Słowiańszczyzny próbowano zaradzić zbliżającemu się nieszczęściu strzelając do orłów lecących nad chmurą.
Dźwiękiem, z którego wnioskowano o pogodzie, było także „burczenie” żuków – jeśli słychać je wieczorem, następny dzień będzie ciepły, podobnie jak latem pogoda (Pietkiewicz 1938: 27).
We wróżbach z głosów ptaków podkreślano wielokrotnie, że znaczenie może mieć tutaj kierunek, z którego dochodzi dźwięk. W Pouczeniu św. ojca Cyryla, arcybiskupa kupryńskiego, o złych duchach (odpisy z XIV, XV i XVI w.) czytamy:
Kazimierz Moszyński : Kultura ludowa Słowian: 408
Wierzymy w ptaki i w dzięcioła, i w kruki, i w sikory. Gdy chcemy iść dokądś, stajemy i słuchamy, jeśli któryś przed nami się odezwie, z której też odzywa się strony: z prawej czy lewej. Jeśli odezwie się nam po myśli, mówimy do siebie: dobrze nam ptak pokazuje… a kiedy stanie się co złego w drodze, powiadamy do towarzyszy: Czemuż nie zawróciliśmy, przecież nie bez powodu ptak bronił nam iść, a myśmy go nie posłuchali… Gdy nam dokądś iść wypadnie, udajemy się do wołchwów, wierzymy w kichanie i w napotkanie, a gdy wypadnie nam daleka droga… to słuchamy ptaków.
W zależności od regionu Polski, głosy innych ptaków poddawano interpretacji (bocian, pudzik, lelek, dzięcioł i in.), ale zawsze prawa strona oznaczała dobrą wieść, lewa złą. Zgodne jest to z powszechnym w kulturach świata (jedyny wyjątek stanowią Chińczycy) wartościowaniem pozytywnym prawej, a negatywnym lewej strony (Kowalski 1998: 217).
Wydaje się, że w obrębie chłopskiej zagrody żaden dźwięk nie pozostawał bez znaczenia, zależne były tylko okoliczności, w których się go słyszało, a wtedy ze zwykłego, codziennego szmeru przeradzał się w ważny prognostyk. Na przykład szczególnie nacechowany czas sprawiał, że dźwięki nabierały dodatkowej wymowy. Powszechny na Słowiańszczyźnie był zwyczaj słuchania szczekania psa w wigilię Bożego Narodzenia. Młode dziewczęta, stając na progu domu, nadsłuchiwały, z której strony dobiega głos, a w niektórych regionach: „Ze sposobu szczekania wnosi się o charakterze przyszłego męża lub o jego cechach fizycznych: głośny i mocny szczek zapowiada na przykład młodzieńczość, skowyt – chorobliwość, szczek chrapliwy – starość” (Moszyński 1967: 411). Na Kaszubach „[…] wybiega dziewczyna […] przed chatę i wykrzykuje trwożnym głosem w ciemną noc. Skąd doleci ją echo, tam przebywa jej wymarzony, jeśli cicho wszędzie, przepędzi jeszcze rok w panieństwie. Usłyszane zaś echo lub szczekanie psów od strony cmentarza, staje się zwiastunem śmierci” (Treder 2002: 89). Wspomina się również o wigilijnym zwyczaju liczenia trzasków z drwalni i ustalaniu, czy jest to liczba parzysta, czy nie, a świadczyć to ma o pomyślności lub niepowodzeniu w małżeństwie (Gołębiowski 1830: 154).
Charakter wróżb matrymonialnych miały też dźwięki wydawane przez inne zwierzęta, między innymi świnie:
Piotr Kowalski : Leksykon- znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie: 565
Na Słowiańszczyźnie […] dziewczęta w wigilię Bożego Narodzenia pukały do chlewa, czekając na dobiegające z wnętrza odgłosy. Jeśli pierwsza odezwała się stara świnia, takiego miały dostać męża, gdy usłyszały młodą – i kawaler miał być młody. W innych okolicach mówiono, że dziewczyna powinna w Wigilię kopnąć świnię – ile razy ta chrząknie, tyle lat zostało jej do zamążpójścia.
Świnia w wielu kulturach traktowana była jako zwierzę nieczyste i spowinowacone z siłami demonicznymi, ale reprezentowała też cechy płodności. Płodzenie i śmierć będą też dwoma aspektami charakterystyki konia. Symbolika erotyczna tego zwierzęcia pojawia się w pieśniach i obrzędowości weselnej, a i we wróżbach niosących informacje na temat powodzenia w ożenku czy zamążpójściu. Kiedy chłopiec wybierał się, żeby oświadczyć się wybrance, dobrym znakiem okazywało się rżenie i prychanie konia (Biegeleisen 1929a: 260). Podobnie prychanie konia podczas drogi młodej pary do kościoła wieściło pomyślność w przyszłym związku (Kuchowicz 1975: 194). Wróżby matrymonialne były jednymi z najchętniej pozyskiwanych, a okazuje się, że tę kwestię można było przepowiadać z bardzo różnorodnych dźwięków:
Kazimierz Moszyński : Kultura ludowa Słowian: 414
Wróżenie z podsłuchów tworzy mnóstwo odmian. Najczęściej praktykuje się ten rodzaj wieszczby wieczorem lub nocą w przeddzień wielkich świąt dorocznych; stosują go przy tym głównie dziewczęta chcące się dowiedzieć o swych przyszłych losach. Wybiegają one przed chatę albo stają na progu z łyżką strawy obrzędowej w ręce i wygłaszając niekiedy odpowiednią inwokację słuchają różnych głosów: skrzypienia dalekich wozów w mroźną noc, niewyraźnych łoskotów podobnych do bicia cepami, szczekania psów, przypadkowo dochodzących wyrazów z rozmów prowadzonych na ulicach wsi lub w sąsiednich obejściach itp. Niekiedy wybiegają poza własną zagrodę, podsłuchują pod cudzymi oknami i wróżą sobie ze słów czy zdań, podchwyconych przez ucho. Bywa, że w takich wróżbach bierze udział młodzież męska i starsi wieśniacy, ale ich uczestnictwo zdaje się należeć do rzadkich wypadków.
Wielkoruska młodzież wiejska miała z kolei w zwyczaju wróżyć sobie o przyszłych losach w noc noworoczną. Spotykano się wtedy pod dzwonnicą, spichrzem lub jakimś niezamieszkałym, pustym domem i zakreślano wokół siebie magiczny krąg. Opisywanie okręgiem lub kwadratem było znanym zabiegiem w działaniach leczniczych, kiedy to zamykano w jego obrębie chorego (Libera 1995: 182). W praktykach wróżebnych cel był podobny: wykreślając okrąg, dzielono przestrzeń na dwie niejednorodne strefy – centrum i to, co poza granicą. Wróżący znajdowali się więc w absolutnym centrum, stanowiącym z jednej strony miejsce hierofaniczne, z drugiej zaś punkt mediacji, wzmacniając w ten sposób szansę na odkrycie przyszłości (Kowalski 1998: 47). Młodzież zgromadzona w okręgu wzywa: „Czarty do nas, czarcięta, do nas! Wkoło koła chodźcie, do nas zachodźcie”, po czym nadsłuchuje, wróżąc z usłyszanych dźwięków (Moszyński 1967: 376).
Bardzo znaczącym elementem wiejskiej audiosfery był także wiatr, brany za przejaw tajemnych mocy mogący ujawnić informacje pochodzące – tak jak on sam – z niewidzialnego świata. Lud wierzył, że „Jeśli wiatry swiszczą, mówią: że się ktoś powiesił, do samobójców duszy albowiem diabeł największe ma prawo, śpieszy po nią w postaci trąby powietrznej” (Gołębiowski 1830: 155). Kierunek wiatru wyznaczał również drogę wędrowcowi zatrzymującemu się na rozstajnych drogach i nie potrafiącemu powziąć decyzji, w którą stronę iść (Szafraniec 1994: 146). Wigilijny wiatr z kolei, jeśli wiał z północy, oznaczał zbliżającą się śmierć jednego z najstarszych członków rodziny, południowy – osoby w średnim wieku, zachodni – kogoś po pięćdziesiątym roku życia, a wschodni – dziecka (Simonides, Kowalski 1993: 271).
Meteorologicznymi prognostykami przyszłości obok wiatru bywały również grzmoty, uchodzące w wielu kulturach za atrybuty boskie, stąd budzące respekt, podziw, ale i lęk. Jeśli podczas wiosennej burzy, piorun „[…]grzmi na gòle drzewa, bądze nieùrodzajny rok” (Treder 2002: 179). Ludowe opowieści wspominają, że pierwszy wiosenny piorun miał też spajać łańcuch, którym Bóg uwięził w podziemiach szatana – jeśli którejś wiosny nie wybrzmiałby grzmot, należałoby spodziewać się naderwania łańcucha, a tym samym końca świata (Tomiccy 1975: 35). Dla mieszkańców wsi istotne było we wróżbach, z której strony rozlega się bicie piorunów: dźwięk ze wschodu odczytywano jako zapowiedź rozlewu krwi w kolejnym roku. Równie ważny był miesiąc, w którym pojawiały się grzmoty.
Richard Kieckhefer : Magia w średniowieczu: 135 – 136
Wykres z XVI w. pokazuje, „co grzmot znaczy w każdym miesiącu”; uzupełniają go proste rysunki dokładnie obrazujące przyszłość. Jeśli grzmi w styczniu, będą wiać silne wiatry, nastąpi urodzaj owoców i wojna. Grzmoty w lutym oznaczają śmierć dla wielu ludzi, szczególnie zamożnych. Perspektywa najweselsza na tym w sumie dość ponurym obrazie zarezerwowana jest dla końca roku: grzmoty w grudniu zapowiadają bogate zbiory w całym kraju, pokój i zgodę między ludźmi.
Nadejścia grzmotów burzowych upatrywano zaś w mysich piskach. Znane jest przeświadczenie, że myszy można wypędzić z domostwa „za pomocą gwizdów, dzwonów, bębnów, armat, a więc tych samych środków, które służyły do rozpędzania chmur burzowych” (Kowalski 1998: 334). W wielu przekazach powtarza się informacja o dźwięku dzwonów jako apotropeionie przeciw piorunom, ponieważ „pomieszczenie rzeczywistego gromochronu uważa lud oczywiście za grzech i wkraczanie w prawa boskie” (Fischer 1926: 131). Samoczynne bicie dzwonka, zarówno znajdującego się w domostwie, jak i dzwonu w kościele, postrzegano jako efekt ingerencji zaświatowej. W porządku średniowiecznych opowieści legendowych był to znak towarzyszący narodzinom wielu świętych, w oczach ludu dzwonienie bez przyczyny najczęściej oznaczało jednak nieszczęście: „może np. wieszczyć zbliżającą się tragiczną śmierć ważnej osobistości. Twierdzono też, że mogło być i tak, iż dusza zakończyła swoją pokutę w czyśćcu i szukała wejścia do nieba” (Kowalski 1998: 122). W ludowych bajkach zdarza się bohaterom podejmować decyzje pod wpływem bicia dzwonu, które przynosi wyczekiwane informacje. Jedna z fabuł opowiada historię starszej kobiety, chcącej wyjść za młodego parobka. Z głosu dzwonu wywnioskowała, że ten jej radzi: „Idź za Janka”. Po roku wygnana przez męża znów nadsłuchuje, tyle że tym razem wyraźnie słyszy „Głupia baba” (Krzyżanowski 1963: 71).
Ludowa audiosfera rysuje się zatem jako pewnego rodzaju forma komunikacji między orbis interior i orbis exterior, między ekumeną i zaświatami. Dźwięki rozlegające się wokół nie stają się prośbą o reakcję, mogą pozostać bez odpowiedzi i nie sprowokować żadnego działania. Dają jednak szansę na poznanie przyszłości, pod warunkiem, że człowiek otworzy się na ich wołanie i odpowiednio je zinterpretuje w porządku praktyk wróżebnych.
Absolwentka polonistyki UJ, doktor etnologii (Labirynt. Figura ludzkiego losu w kulturze tradycyjnej, literaturze i sztuce); aktualnie doktorantka na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ. Interesuje się szczególnie historią kultury, historią wyobrażeń i symboli, oral history, teatrem awangardowym, radiem i audiosferą. Publikowała w „Kontekstach”, „Literaturze Ludowej”, „Znaczeniach”, „Kulturze Współczesnej” i in.