Ekumena, uporządkowana przestrzeń ludzkiego bytowania, wypełniona była dźwiękami pochodzącymi z różnych źródeł, podczas gdy cisza stawała się metonimią śmierci i charakteryzować miała obszary sakralne, poza zwykłym ludzkim doświadczeniem. Dźwięki stawały się, podobnie jak zapachy, jakościami wyróżniającymi różne elementy Kosmosu, choć wielokrotnie powracały też przekazy o zaświatowym hałasie. Niebagatelną rolę w poznawaniu i doświadczaniu świata spełniały zatem nie tylko oczy, ale i uszy. Nie wszyscy byli tak sceptyczni wobec słuchania jako metody empirii i nie zawsze przyznawano prymat wzrokowi w rozumieniu świata jak w przekazie Stanisława Orzechowskiego:
Rzeczesz podobno, że w Polszcze doma siedząc, to umieć będę nie widząc nigdy morza, ani Synaj góry. Możesz ty legarcie o tym tak doma siedząc słuchać, jako w kącie nietoperz o słońcu sucha, którego nigdy nie widzi.
(Stanisław Orzechowski, Żywot i śmierć Jana Tarnowskiego, Kasztelana Krakowskiego, Hetmana Wielkiego Koronnego: 49)
Słuchając, otwieramy się na komunikację z innym człowiekiem i z otaczającą rzeczywistością. Uszy, podobnie jak oczy, postrzegane są jako otwory w ciele, dzięki którym możliwa staje się mediacja z orbis exterior – możemy usłyszeć także głosy bogów, jak i istot demonicznych. W wielu mitologiach to bogom właśnie przypisuje się tzw. „dalekie ucho” – obrazowe wyobrażenie rozumu i rozsądku, stąd zwyczaj umieszczania uszu „[…] na ścianach i ołtarzach świątyń pogańskich, jak i na tablicach wotywnych, które wyobrażały wysłuchane modlitwy” (Forstner 2001: 350). Również w chrześcijaństwie zachowała się idea „uszu Boga”, wyobrażająca wszechwiedzę i gotowość do wysłuchania modlitw:
Zamysły bezbożnego zostaną zbadane i dojdzie do Pana wieść o jego słowach, dla potępienia jego złych czynów.
Czujne bowiem ucho nasłuchuje wszystkiego i pomruk szemrania nie pozostanie w ukryciu.
(Księga Mądrości 1: 9-10)
Psalmista zaś zaniesie prośbę: „Wzywam Cię, bo Ty mnie wysłuchasz, o Boże! Nakłoń ku mnie Twe ucho, usłysz moje słowo” (Ps 17:6). Tego samego – otwarcia się na boska ingerencję przez „nakłonienie ucha” – oczekuje się od wiernego. Słuchanie staje się tu synonimem posłuszeństwa, a ten kto nie słucha boskiego głosu określany jest jako posiadacz „znieczulonych” lub „opornych” uszu (Iz 6, 10, Dz 7, 51). Szczególnego rodzaju „ucho wewnętrzne” cechować może osoby wybrane, które są w stanie odbierać więcej i to, co dla zwykłego człowieka jest niedostępne. W tym porządku znajdą się też niektórzy głusi jako specjalnie naznaczeni kalectwem. W ich przypadku niekompletność ciała sprawia, że wpisani są w kategorię hybrydyczności, nie przynależąc jednoznacznie do żadnego ze światów, a będąc zarówno w obrębie ekumeny, jak i zaświatów, pozostają zawieszeni w pewnej strefie granicznej, która ułatwia mediację (Kowalski 1998: 196). Analogiczny status przypisywać się będzie osobom poddawanym różnym formom inicjacji, a mediacyjność uszu ujawni się również w momentach przejściowych, takich jak np. starotestamentowe wyświęcanie kapłanów, którym pomazywano uszy krwią na znak otwarcia na pouczenia boskie, czy chrzest:
[…] szafarz przed właściwym aktem sakramentalnym dotyka uszu katechumena, wypowiadając słowa: «Effetha!», to znaczy: Otwórz się! Słuchać nauki wiary i być posłusznym jej wymaganiom moralnym to pierwsze żądanie, które stawia się kandydatom do chrztu.
(Dorothea Forstner, Świat symboliki chrześcijańskiej: 351)
Konsekwencją skojarzenia uszu z nakłanianiem do posłuszeństwa bogom było wyobrażenie, że to właśnie te części ciała są siedzibą pamięci. Przekonanie takie funkcjonowało w starożytności wśród Sumerów, Greków, Rzymian i Żydów, a śladem w potocznym rozumieniu dawnego wierzenia będzie ciągnięcie dzieci za uszy, kiedy chce się wyegzekwować posłuszeństwo i pamięć o konkretnej nauce (Paluch 1995: 113). W średniowieczu za uszy pociągano również podsądnych, a gest ten miał intensyfikować ich pamięć uruchamianą podczas wygłaszania aktów prawnych (Kowalski 1998: 569).
Szczególne znaczenie mediacyjne przypisywane uszom znalazło odzwierciedlenie w praktykowanym przez kulturę ludową wróżeniu z informacji zdobywanych za ich pośrednictwem. Najbardziej rozpowszechnione wierzenie dotyczy rozpoznawania wróżby na podstawie dzwonienia w uchu: dźwięk ten sygnalizuje, że ktoś o nas mówi:
Święty Duchu! Święty Duchu!
Dzwonisz mi w prawem (lewem) uchu.
Jeśli dobrze, to dzwoń,
A jak źle, to przestań
(Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego: 155)
W niektórych regionach Polski dzwonienie to odczytuje się jako znak gestu konotowanego negatywnie – obmowy (choć zdarzało się, że obmowę miało obwieszczać pieczenie uszu, tzw. gorejące uszy), na którą znano ludowe sposoby:
[…] gdy się dotknie prawego ucha poślinioną ręką, osoba obmawiająca popadnie w chorobę.
[…] Aby nie mówiono źle, należy uderzyć ręką w prawe ucho, a oszczerca ukąsi się w język.
(Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego: 156)
Zwykło się uważać, że nie bez znaczenia jest też fakt, w którym uchu dzwoni – jeśli w prawym, miało to oznaczać otrzymanie dobrej nowiny, w lewym zaś złej. Uruchamia się tu zasada waloryzowania kierunków, która obowiązywała w wielu różnorodnych doświadczeniach człowieka. Prawie we wszystkich kulturach świata prawa strona wartościowana będzie pozytywnie, lewa zaś negatywnie. Prawa strona to pomyślność, wzrost (słońce porusza się od wschodu na zachód – od prawej do lewej części nieboskłonu), jasność, lewa z kolei związana jest ze schyłkiem, zmierzchem, ciemnością, nieokreślonością, niepokojem (zob. Yi Fu Tuan 1987). Dzwonienie w prawym uchu jednoznacznie wskazywało na czekające nas szczęście, dobry obrót spraw – pojawia się to np. we wróżbach weselnych, gdzie dzwonienie w prawym uchu to zapowiedź spokojnego życia przyszłych nowożeńców, a mogło też dotyczyć przepowiadania przyszłości:
Dziewczęta ruskie, chcąc zobaczyć we śnie swego przyszłego męża, rozbierając się podkładały pod prawe ucho krajkę, którą były cały dzień przepasane. Sen musiał przynieść pożądaną informację. (Henryk Biegeleisen, Wesele: 301)
Znana była również zabawa polegająca na zadawaniu zagadki (osobie będącej w pobliżu) dotyczącej tego, w którym uchu dzwoni. Jeśli osoba ta odgadła prawidłowo, znamionować to miało spełnienie się życzenia, o którym akurat myślał człowiek, słyszący wróżebny dźwięk.
Za pośrednictwem uszu można było domniemywać o tym, co nas czeka, czy innych informacji, które w magiczny sposób interpretowano, ale same uszy – ich wygląd, wielkość i kształt również stawały się podstawą do zdobycia informacji – w tym przypadku jednak służyło to wnioskowaniu o charakterze i usposobieniu samego właściciela uszu. W XVIII-wiecznych koncepcjach fizjonomicznych szczegółowo opisuje się tę zależność:
Właściwa długość ucha powinna być równa długości nosa kształtnego, to jest, wynosić trzecią część długości twarzy. Uszy przedłużone, zwłaszcza w części górnej, są tem wybitniejszą cechą próżności, słabości charakteru i braku odwagi, im większe są w stosunku do głowy. Uszy do pewnego stopnia małe dowodzą energii i siły moralnej, lecz zanadto drobne, dość często zdarzające się u kobiet, lubo oznaczają delikatność uczuć, lecz nieraz towarzyszą także egzaltowanej, chorobliwej wyobraźni, połączonej z konstytucyą nerwowo-zanikową.
(Alexandre Ysabeau, Lavater, Carus, Gall: zasady fizyognomiki i frenologii: wykład popularny o poznawaniu charakteru z rysów twarzy i kształtu głowy: 68)
W ludowej fizjonomice podobnie – najwyżej ceniono małe, proporcjonalne uszy. Świadectwa Lasowiaków, a także z terenów Nowosądecczyzny i Suwalszczyzny mówią o konieczności zakładania dziecku chusty lub czapki zaraz po urodzeniu, aby nie wykształciły mu się uszy zbyt duże i odstające (Paluch 1995: 112). Choć z drugiej strony osoby o takich uszach uważano za posiadających lepszy słuch oraz przypisywano im większą muzykalność. Przeświadczenie to pojawia się także u Lavatera:
Uszy odstające potęgują organ słuchu; znajdziemy je przeto u osób: muzykalnych, skrytych, obdarzonych wielką pamięcią i u bojaźliwych. Zanadto sterczące uszy są symbolem zwierzęcości i najczęściej zdarzają się u idyotów. Uszy przylegające są natomiast dowodem słuchu mniej bystrego; najczęściej znajdziemy je u malarzy, rzeźbiarzy, osób odważnych, lekkomyślnych, a w wyższym stopniu i ludzi leniwego sposobu myślenia.
(Alexandre Ysabeau, Lavater, Carus, Gall: zasady fizyognomiki i frenologii: wykład popularny o poznawaniu charakteru z rysów twarzy i kształtu głowy: 70)
Powiązanie jakości słyszenia i wielkości oraz kształtu ucha nie jest do końca bezpodstawne. Okazuje się, że kształt małżowiny usznej wpływa na jakość dźwięku, który dociera do ucha. Osoby, którym obcięto uszy/ucho, a więc pozbawiono małżowiny, doświadczyły tego w sposób ekstremalny: w wyniku utworzenia się rezonatora akustycznego wiele dźwięków słyszalnych jest o wiele mocniej (Morris 1993: 77).
Według Lavatera uszy o liniach kątowatych i o zagięciach nieharmonijnych cechowały człowieka „tępego umysłu i konstytucyi apatycznej, nierozwiniętej”, a wyżłobienia delikatne, nieco podłużne, jajowate – „szczęśliwy temperament i niemały zasób władz duchowych” (Ysabeau 1883: 69). W XIX wieku próbowano wprowadzić obserwację kształtu małżowiny do procedury identyfikowania przestępców, gdyż zauważono, że każdy człowiek ma zupełnie odmienny i niepowtarzalny wzór małżowiny. Ostatecznie zarzucono ten pomysł na rzecz konkurencyjnej metody opartej o linie papilarne.
W kulturach tradycyjnych najbardziej niepokojące wydawały się uszy spiczaste, ostro zakończone, bo takie miały posiadać istoty demoniczne (współcześnie bardzo często postaci z powieści/filmów fantasy czy science fiction posiadają spiczaste uszy), choć powtarza się też, że czarownice cechują uszy duże, topielców odstające, czarta przycięte, a różnego rodzaju demony mają uszy suche (Paluch 1993: 112 – 113). Suche uszy demonów zdradzają zatem pewną niedoskonałość względem człowieka, w konsekwencji istoty zaświatowe nie produkują naturalnej człowiekowi wydzieliny cielesnej, jaką jest woskowina.
Woskowinę zwano inaczej woskiem, miodem i trocinami, a wierzono, że powstaje jako wynik oczyszczania się organizmu z choroby – w średniowieczu uważano, że wraz z nią wychodzi z człowieka żółć (Paluch 1993: 122). Wydzielina ta, jak każda inna pochodząca z ciała, miała status nieczystości, obwarowanej tabu – stawała się niebezpieczna, bo nie wpisywała się jednoznacznie w siatkę taksonomiczną (pochodziła z ciała, a funkcjonowała poza nim). Z tego powodu mogła być substancją zabezpieczającą przed działaniem sił nieczystych, bały się jej demony, stąd brak jej w ich uszach. Mediacyjne właściwości woskowiny wykorzystane zostają w praktykach medycyny ludowej – używano jej do nawilżania spękanych warg, w zajadach, ale też w liszajach i skaleczeniach (Paluch 1993: 112). Współcześnie uważa się, że woskowina ma właściwości odstraszające (szczególnie ze względu na zapach i smak), ale dotyczy to ochrony przed insektami, a konsystencja woskowiny zależy od grupy rasowej.
Przedstawiciele ludów negroidalnych oraz większości grup kaukaskich wytwarzają woskowinę kleistą, natomiast pozostałe grupy kaukaskie, jak również rasa mongoloidalna – stosunkowo suchą. Oba rodzaje są ohydne w smaku, ale ta pierwsza ma w dodatku wyjątkowo nieprzyjemną konsystencję, pomagającą chronić ucho przed nieproszonymi gośćmi.
(Desmond Morris, Magia ciała: 79)
Zawsze uważano też, że woskowina zabezpiecza uszy przed zimnem, wiatrem, zabrudzeniami, ale gdy zgromadzi jej się zbyt wiele, może spowodować głuchotę. Choć przypadłość tę leczono bardzo rzadko, medycyna ludowa znała sposoby na przeczyszczanie uszu. Najczęściej robiono lejek/trąbkę z lnianego płótna, który nasączano woskiem pszczelim, a następnie wkładano do ucha cieńszym końcem i podpalano z drugiej strony: „i gdy zaczyna parzyć, wyjmuje się ją z ucha, zabiegi te mają wyciągnąć z ucha trociny, a głuchy usłyszy.” (Biegeleisen 1929: 157). Zalecano także smarować ucho wewnątrz białkiem, wkładać pieczoną cebulę ogrodową albo trzymać ucho nad gotującym się wywarem z szyszek świerku (Paluch 1993: 33), a wtedy woskowina wypływała z ucha, powodując odetkanie, a w konsekwencji poprawę słuchu. Henryk Biegeleisen wspomina o szerokim zastosowaniu moczu zwierzęcego w leczeniu głuchoty:
Chorobę uszu, czyli t.z. tępy słuch, leczą nasi włościanie w sposób prymitywny: Rozciągnąwszy zabitego zająca, moczą w pęcherzu bawełnę i wkładają ją szybko do uszu, póki mocz jeszcze gorący. […] Na ogłuszenie radzi Rękopis bibl. Akad. umiejęt. w Krakowie Nr 1454 z 17 wieku: „Jeża żywego na słońcu, włożywszy na misę, przykryć rzeszotem tak długo, aby mocz puścił, w tym moczu bawełnę namaczać i w ucho kłaść, a ten mocz wlać w banieczkę i chować go zaszpuntowawszy, aby nie wywietrzało”.
(Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego: 157)
Utrata zdolności słyszenia wiązała się z wyobrażeniem o zaświatach – kiedy człowiek umiera, przestaje słyszeć, zatraca zdolność komunikacji. Wspomnienie o tym zachowało się w potocznych zwrotach językowych, takich jak „głuchy kąt” czy „głucha noc”, znamionujące „niemożność poznania kształtów, tajemniczość, mroczność, pustkę” (Kowalski 1998: 569).
Działanie apotropeiczne posiadała nie tylko woskowina, można je było wzmocnić lub wywołać przez przyozdobienie uszu konkretnymi przedmiotami (kolczyki w postaci amuletów) albo odpowiednie nacięcie. Deformowano ponadto uszy przez naciąganie (por. praktyki Inków czy Masajów). Wszystkie te zabiegi miały na celu ustrzeżenie uszu jako otworów, przez które w człowieka mogą wejść istoty demoniczne. Wymienione praktyki można też tłumaczyć wprowadzaniem człowieka z chaosu Natury do porządku Kultury (Kowalski 1998: 570) i towarzyszyły rytom inicjacyjnym. Zgodnie ze słowiańskimi wierzeniami działanie ochronne ma noszenie kolczyków, które zabezpieczają też przed chorobami: „Lud w Krakowskiem utrzymuje, że noszenie kolczyków, zwłaszcza złotych, ma wielki wpływ na oczy. W tym celu wcześnie przekłuwają dziewczętom uszy, nie bacząc na rany” (Biegeleisen 1929: 154). Żeglarze wierzyli z kolei, że noszenie kolczyków uchroni ich od utonięcia i leczy słaby wzrok. Współcześnie kolczyk w męskim uchu długo miał oznaczać orientację seksualną: szczególnie noszony w lewym uchu zdradzał deklarację homoseksualizmu (Morris 1993: 83).
Seksualne skojarzenia związane z uszami wynikać mogły z doświadczeń dotykania uszu jako silnej strefy erogennej. Podczas silnego pobudzenia seksualnego płatki małżowiny są mocno ukrwione, co powoduje ich niezwykłą wrażliwość na dotyk. W wielu mitologiach i przekazach ucho stawało się substytutem waginy – np. w ten sposób przyszedł na świat Budda czy Gargantua Rabelais’go. W średniowieczu uważano, że tą drogą został poczęty i narodził się też Chrystus, w mszale salzburskim padają słowa: „Raduj się, Dziewico, Matko Chrystusa, która poczęłaś przez ucho” (Paluch 1995: 113).
Sądzono, że pociągając za ucho chłopców, nie tylko można wymierzyć karę, ale wpłynąć na długość ich członków i zwiększyć potencję seksualną (Morris 1993: 81). W zależności od kultury lekkie pociąganie czy dotykanie płatka ucha ma zróżnicowane znaczenie: we Włoszech wykonanie takiego gestu w stronę mężczyzny sugeruje jego zniewieściałość, w Portugalii wyraża aprobatę, w Hiszpanii oznacza darmozjada (ktoś najada się i pije na koszt przyjaciół – „wisi jak płatek ucha”), w Grecji jest przestrogą i przywołaniem do porządku, w Szkocji odwołuje się do niedowierzania („nie wierzę własnym uszom”), na Malcie ostrzega przed donosicielami, mającymi „wiele uszu” (Morris 1993: 84).
Artykuły powiązane
- Grochowski, Piotr – Sacrum a dotyk, smak i węch
- Czapiga, Małgorzata – Słuchanie / słyszenie dźwięków we wróżbach
- Kierzek-Trzeciak, Paulina – Pejzaż dźwiękowy
- Żurowski, Sebastian – Opozycja dźwięk – dźwięk mowy
- Wilczyńska, Elwira – Zapach wsi – proza chłopska