U progu romantyzmu wciąż funkcjonowały i w licznych kręgach cieszyły się uznaniem teorie wypracowane przez zwolenników klasycyzmu – dotyczy to również poglądów na naturę człowieka i mechnizmy działania jego zmysłów. Zgodnie z Traktatem o wrażeniach (1754) Etienne’a de Condillaca, człowiek postrzegany był jako rodzaj „posągu”, w którym budzą się różne, niezależne od siebie zmysły odpowiedzialne za gromadzenie sygnałów płynących ze świata – „należy koniecznie rozpatrywać nasze zmysły oddzielnie, ściśle rozróżniać idee, które zawdzięcznamy każdemu z nich, obserwować, jakie czynią postępy kształcąc się nawzajem i jak użyczają sobie wzajemnej mocy”. Do porządkowania rozmaitych bodźców oraz nadawania im znaczenia służy ludzki umysł. Poszczególne zmysły nie mają jednak równej wartości: to sytuacja, w jakiej się znajdujemy oraz cel poznania determinują ich przydatność. A zatem nasz opis świata może się zmieniać w zależności od tego, któremu ze zmysłów zdecydujemy się przyznać pierwszeństwo. Wśród polskich filozofów podobną teorię głosił w Filozofi umysłu ludzkiego Jan Śniadecki. Człowiek, by mógł cieszyć się ogładą, dobrym smakiem i powszechnym szacunkiem, musi się stać rozumny – zaś na drodze do samodoskonalenia najbardziej użyteczne spośród wszystkich zmysłów, jakimi natura obdarzyła ludzi, są wzrok i słuch. Pozostałych zmysłów Śniadecki – będący rzecznikiem sensualizmu oraz empiryzmu – pominąć co prawda nie może, ale nie przywiązuje do nich większego znaczenia i podkreśla ich służebność wobec dwóch pozostałych. Taka hierarchia oraz nieodmiennie towarzyszące jej wartościowanie zmysłów zostały podane w wątpliwość przez stronników romantyzmu.
Louise Vinge podkreśla:
Louise Vinge : The Five Senses: 166
Jednym z najgorętszych orędowników nowej teorii okazał się Johann Gottfried Herder, który w Rozprawie o pochodzeniu języka (1770) stanowczo głosił pogląd o ścisłym związku zmysłów, a granice między nimi uznawał za sztuczne oraz abstrakcyjne. Według Herdera w ludzkim poznaniu wrażenia nakładają się na siebie i nie sposób mówić o ich autonomii. Tego typu przekonań bronili także romantyczni twórcy – i to na dwa sposoby: po pierwsze, odtwarzając idealny standzieciństwa, kiedy to człowiek chłonie świat całym sobą i nie wyodrębnia w nienaturalny sposób tego, co w rzeczywistości współistnieje; po drugie, próbując określić samą literaturę (zwłaszcza poezję) jako sferę przenikania się różnych zjawisk i odczuć, co wydaje się ściśle związane z synestezyjną wrażliwością romantycznych autorów.
Mit dziecka jako postaci odczuwającej pełnię istnienia dzięki zmysłom, które w sposób naiwny, a przez to wolny od rygorów rozumu, łączą się z całym stworzeniem, stał się niezwykle popularny w całym europejskim romantyzmie: jego ślady łatwo dostrzec w Cierpieniach młodego Wertera Johanna Wolfganga Goethego oraz w licznych wierszach Williama Wordswortha. W literaturze polskiej, zauważa Anna Kubale, dobrym przykładem podobnych zainteresowań jest młodzieńczy fragment Zygmunta Krasińskiego zatytułowany On. Ułomek z pamiętników życia młodzieńca, w którym czytamy:
Zygmunt Krasiński : On: 450
Wspominane w ten sposób dzieciństwo to czas, kiedy bohater „czuł miłość do bytu i głęboką radość istnienia w kontakcie z przyrodą, której był cząstką. Właściwy był mu szczególny związek z przyrodą i żywiołowa radość istnienia, i zachwyt nad bytem, i poczucie niezwykłości świata”. Dlatego opis Krasińskiego odwołuje się do niemal wszystkich zmysłów: wzroku („purpurowe skrzydła’), słuchu („śpiew słowika”, „szelest […] skrzydeł”), smaku („wysysającego słodycze kwiatów”),powonienia („róża, świeżo rozwita”).
Z podobną intensyfikacją doznań zmysłowych mamy do czynienia w dwóch powieściowych opisach dzieciństwa: pierwszy z nich pochodzi z utworu Poeta i świat Józefa Ignacego Kraszewskiego, drugi – z Poganki Narcyzy Żmichowskiej. W tekście Kraszewskiego, mimo iż ukazuje on biografię romantycznego poety (Gustawa) w krzywym zwierciadle, z dużą dbałością o szczegóły odtworzony został świat wyobrażeń i odczuć dziecka. Mały, osierocony Gustaw zdaje się wychowankiem natury w tym sensie, że niemal zupełnie żyje jej życiem: czerpie przyjemność z oglądania kwiatów, z ich zapachu, dotyka je, lecz nigdy nie zryrwa, obawiając się, że pozbawiłby je w ten sposób życia. Ów symbiotyczny związek prowadzi chłopca ku przeczuciu Boga. W powieści Żmichowskiej niemal indentyczna sytuacja ma miejsce podczas rozmowy małego Beniamina z Ludwinią tłumaczącą bratu: „teraz jest wiosna, […] kwiatki kwitną, drzewa się zielenią, ptaszków mnóstwo śpiewa wszędzie”. I w tym przypadku dzieci chłoną naturę: wsłuchują się w jej odgłosy, podziwiają piękne kolory, dotykają drzew, wąchają kwiaty. W ich doznaniach świat nie dzieli się zatem sztucznie na odrębne wrażenia, ale jawi się raczej jako ciągłe współwystępowanie różnych bodźców, które nieustannie odwołują się do wszyskich zmysłów, by wprawić je w zachwyt. Równoczesność wrażeń i towarzysząca im aktywność zmysłów wyzwolonych spod kontroli rozumu mają zaś moc budzenia w dziecku stanów, które romantyczni twórcy chętnie rezerwowali dla poetów.
Z tej samej zapewne przyczyny Juliusz Słowacki w poetyckiej autobiografii Godzina myśli bez wahania połączył rozbudzoną zmysłowość dziecka z wrażliwością poety. Dwaj bohaterowie poematu, żyjący na granicy światów (rzeczywistego i wyimaginowanego), doświadczają prawdziwego „pomieszania zmysłów”, w którym obrazy odpowiadają dźwiękom i zapachom. Zmysł powonienia okazuje się jednak najmniej istotny w rozwoju dwóch chłopców – to wzrok i słuch kształtują najpełniej ich charaktery. Już w początkowych wersach „czarne oczy” młodszego przeciwstawione zostały „oczom ciemnym i błękitnym” starszego. I choć „smutna poezja duszy oba serca żywi” , to odmienny kolor oczu jest sygnałem różnic w usposobieniu dzieci: pierwsze zdaje się nieustannie trawione przez gorączkę, drugie – skłonne do eskapizmu, widzenia czegoś, co istnieje poza granicami świata. W ten sposób pojawia się w Godzinie myśli napięcie między świadectwem zmysłów a wyobraźnią, pchającą bohaterów ku innej, bo wewnętrznej rzeczywistości. Ta jest zaś dostępna nie tyle dzięki „oku wewnętrznemu”, w którego moc poznania romantycy tak chętnie wierzyli, ile dzięki uchu – poemat Słowackiego to bodaj jeden z pierwszych tekstów romantycznych, gdzie podkreślona została komplementarność, a nawet konkurencyjność wzroku i słuchu. Podczas gdy wzrok okazuje się często powierzchowny, słuch pozwala nam odkryć nie tylko świat zewnętrzny, ale i utajony puls życia, który tkwi głęboko ukryty w człowieku. Dlatego starszy chłopiec w Godzinie myśli słyszy, „jak obecna chwila / Pada w przeszłość”, a myśli wrzeszczą i wołają. „Krzyk szczęścia daremny” słyszy też w „głębi duszy” drugi z bohaterów poematu. Te dźwięki prowadzą albo za granicę świata (starszy chłopiec popełnia samobójstwo), albo ku poezji (to ona staje się przyszłością młodszego).
Przeświadczenie o tym, że fuzja zmysłowych doznań decyduje o istocie poezji, odnajdujemy również w wierszu Adama Mickiewicza zatytułowanym Sonet [Poezyjo! gdzie cudny pędzel twojej ręki?]. W utworze podmiot liryczny pyta wprost poezję:
Adam Mickiewicz : Dzieła, t. 1: 263
[…]
Poezyjo! gdzie twoje melodyjne dźwięki?
Dalej poeta określa „dźwięk i kolor” jako „aniołów myśli”, sugerując, że wzrok i słuch są tymi zmysłami, które nie tylko sprawiają, iż poezja odmalowuje świat i jest silnie związana z doświadczeniem rzeczywistości (czyli tego, co widzimy oraz słyszymy), ale przesądzają też o jej duchowych aspiracjach. Podobne przekonania wybrzmiewają w Wielkiej Improwizacji, w której Konrad deklaruje:
Adam Mickiewicz : Dziady, cz. III: 157
Mam go w uchu, mam go w oku,
Jak wiatr, gdy fale kołysze,
Po świstach lot jego słyszę,
Widzę go w szacie obłoku.
Takie postrzeganie poezji zdaje się konswekwencją dwóch tendencji: 1) powrotu do starożytnych źródeł literatury i związanych z nimi toposów (Horacjańska formuła ut pictura poesis oraz przeświadczenie o randze głosu poety bądź dźwięku, który towarzyszył niegdyś wykonywaniu poezji); 2) dziewiętnastowiecznych poszukiwań zmierzających ku teorii korespondencji sztuk (correspondance des arts) i odkrywaniu wrażliwości synestezyjnej. To właśnie hasło syntezy sztuk oraz towarzyszące mu artystyczne eksperymenty „akcentowały rolę zmysłów w tworzeniu i odbiorze dzieła sztuki”. Koncepcja ta
Juliusz Starzyński : O romantycznej syntezie sztuk: 12
Okazuje się zatem, że w okresie romantyzmu fascynacja korespondencją sztuk służyła przede wszystkim podkreśleniu faktu, że w poznaniu rzeczywistości poprzez sztukę udział biorą wszystkie zmysły, że trudno je od siebie odseparować. To właśnie przekonanie było w literaturze źródłem odkrywczych porównań, śmiałych metafor i epitetów – jak na przykład w wierszu Cypriana Norwida zatytułowanym Do Nikodema Biernackiego i uznanym przez Zofię Trojanowiczową za „manifestację wspólnoty w sztuce” {{ cite (’8463′) }}, która pozwala w szeregu poetyckich obrazów i w zrytmizowanym języku dostrzec ekwiwalent gry na skrzypcach. Norwid był zresztą zwolennikiem sztuki, która odwołuje się do różnych wrażeń zmysłowych, co podkreślał między innymi w Rzeczy o wolności słowa czy w Wita-Stosa pamięci estetycznych zarysów siedem. Podobne uwagi odnaleźć możemy w twórczości Słowackiego – przede wszystkim w tekstach mistycznych (zwłaszcza w Genezis z Ducha oraz w Królu-Duchu) oraz w często przywoływanym liście do Wojciecha Stattlera z 3 czerwca 1844 roku. Synestezyjny język sztuki (zwłaszcza poezji) został także przejęty przez krytyków literackich, czego doskonałym przykładem są sformułowania pochodzące z tekstów Maurycego Mochnackiego – O „Sonetach” Adama Mickiewicza, O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym, Artykuł, do którego był powodem „Zamek kaniowski” Goszczyńskiego.
Dwie rzeczy należy tu podkreślić. Po pierwsze, autorom romantycznym, obsesyjnie poszukującym korespondencji oraz pragnącym swobodnie tłumaczyć jedne wrażenia zmysłowe innymi, nie udało się tak naprawdę wyjść poza granice własnej sztuki – uczynili to raczej twórcy oper, uznawanych już wówczas za dzieła totalne, łączące wszystkie środki wyrazu i odwołujące się do niemal wszystkich zmysłów. Nawet pisarze uznawani za europejskich patronów wrażliwości synestezyjnej (Charles Baudelaire, Arthur Rimbaud) sięgali raczej po dobrze znane z tradycji formy, które zyskiwały moc manifestów dzięki zawartych w nich ideach. Po drugie, zrównanie zmysłów okazało się jedynie częściowe: na ogół kojarzono wzrok ze słuchem (dlatego najbardziej znanym zjawiskiem synestezyjnym pozostaje „barwne słyszenie” – audition colorée), rzadziej odwoływano się do zmysłu powonienia, smaku czy dotyku. Jedynie romantyczny mit dzieciństwa pozwalał na ukazanie dziecka-poety jako postaci, która chłonie świat wszystkimi zmysłami, rozpoznając w nim jednocześnie ślad Boga.
Źródła
- Kubale Anna, „Dziecko romantyczne. Szkice o literaturze”, Ossolineum, Wrocław 1984.
- Starzyński Juliusz, „O romantycznej syntezie sztuk. Delacroix, Chopin, Baudelaire”, PIW, Warszawa 1965.
- Trojanowiczowa Zofia, „O wierszu »Do Nikodema Biernackiego«”, cyt. za: Trojanowiczowa Zofia, „Romantyzm: od poetyki do polityki. Interpretacje i materiały”, pod red. Anny Artwińskiej, Jerzego Borowczyka, Piotra Śniedziewskiego, Universitas, Kraków 2010.
- Vinge Louise, „The Five Senses. Studies in a Literary Tradition”, CWK Gleerup, Lund 1975.
- Woronow Ilona, „Romantyczna idea korespondencji sztuk. Stendhal, Hoffmann, Baudelaire, Norwid”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008.
- Condillac Etienne de, „Traktat o wrażeniach” (1754), przeł. Wanda Wojciechowska, PWN, Warszawa 1958, cytaty na s.: 6.
- Krasiński Zygmunt, „On. Ułomek z pamiętników życia młodzieńca” (1830), cyt. za: Krasiński Zygmunt, „Dzieła literackie”, wybrał, notami i uwagami opatrzył Paweł Hertz, t. 2, PIW, Warszawa 1973, cytaty na s.: 450.
- Mickiewicz Adam, „Dziady. Część III” (1832), cyt. za: Mickiewicz Adam, „Dzieła”, t. 3, „Dramaty”, Czytelnik [Wydanie Rocznicowe], Warszawa 1995, cytaty na s.: 157.
- Mickiewicz Adam, „Sonet [Poezyjo! gdzie cudny pędzel twojej ręki?]” (1825-1826), cyt. za: Mickiewicz Adam, „Dzieła”, t. 1, „Wiersze”, Czytelnik [Wydanie Rocznicowe], Warszawa 1993, cytaty na s.: 263.
- Słowacki Juliusz, „Godzina myśli” (1833), cyt. za: Słowacki Juliusz, „Dzieła wybrane”, pod red. Juliana Krzyżanowskiego, t. 1, Ossolineum, Wrocław 1987, cytaty na s.: 260, 261, 263, 266.
- Żmichowska Narcyza, „Poganka” (1846), Universitas, Kraków 2002, cytaty na s.: 42.
Artykuły powiązane
- Dąbrowski, Roman – Oko i prawda
- Pniewski, Dariusz – Relacja wzrok – słuch a poznanie nieskończoności (romantyzm)
- Pniewski, Dariusz – Polisensoryczność – romantyzm
- Sobieska, Anna – Leśmian – widzenie i spojrzenie