Polisensoryczność – romantyzm

Funkcje polisensoryczności

Euzebiusz Słowacki – teoretyk sztuki ukształtowany przez koncepcje oświeceniowe, ale akceptujący dużą część idei romantycznych – przekonywał, że artysta powinien „nadać słowom ciało i kolory, słowem rzecz swoję odmalować w najdoskonalszym zmysłowym wystawieniu.” Dodawał, że twórcy winni „tak dobitne i uderzające wystawić obrazy rzeczy, tak żywe nadać wyrazom farby, aby zachwycony czytelnik zdawał się widzieć przedmiot lub słyszeć to, co przez zmysł słuchu pojmować zwykliśmy” (Słowacki 2003: 34-36).

Podstawowym celem posługiwania się przez romantyków opisami wrażeń zmysłowych było nadanie sugestywności światu przedstawionemu (Maciejewski 1966: 37, Seweryn 1996: 24, Opacki 1995: 16-18, Głowiński 1978: 130-131). Literackie ewokacje wrażeń wielozmysłowych albo są relacjami podmiotu percypującego, albo doznania bohatera opisuje zewnętrzny wobec niego podmiot mówiący. Najczęściej wykorzystywano pierwszą metodę. Wyrazistymi przykładami takiego „prywatyzującego” postrzegania przestrzeni przedstawionej są np. Sonety krymskie Mickiewicza. Mimo różnicy w sposobie prezentacji doznań, obie metody służyły romantykom do wydobycia „subiektywnej i podmiotowej perspektywy oglądu świata” (Ławski 2005: 164, 165).

Planowanym skutkiem tej zmysłowej sugestywności miało być skłonienie czytelnika do identyfikacji z percypującym bohaterem. Dążenie to było jedną z podstawowych przyczyn wykorzystania polisensoryczności w tekstach realizujących estetykę wzniosłości (Płuciennik 2000: 86), a także wdziełach frenetycznychoraz w powieściach grozy.

Sugestywna wielozmysłowość wykorzystywana w literaturze romantycznej służyła więc albo a) „odtworzeniu” naturalnego procesu postrzegania i poznawania realności (funkcja poznawcza), albo b) „naśladowaniu” tego procesu, w celu skonstruowania fantastycznego świata przedstawionego (funkcja „kreatywna”). Ukształtowany przy pomocy polisensoryczności świat przedstawiony (zwłaszcza taki, który ujawnia się w wizjach lub snach), informuje też o życiu wewnętrznym bohatera: o emocjach, intelekcie i duchowości postaci. Poza wskazanymi wyżej zadaniami nakładanymi na wielozmysłowość, pełni ona jeszcze trzy zasadnicze funkcje: nastrojową, dynamizującą oraz perswazyjną.

Wrażenia polisensoryczne niemal zawsze współgrają z emocjami percypującego podmiotu: albo je prowokują, albo stanowią wobec nich paralelę. Wielozmysłowość odzwierciedla ekscytację (np. scena polowania na niedźwiedzia w Panu Tadeuszu Mickiewicza), wyraża sentymentalną wrażliwość (np. postrzeganie ruin przez Hrabiego w Panu Tadeuszu, wiele scen w Beniowskim Słowackiego), obrazuje frenetyczne szaleństwo (np. Krwawy chrzest Magnuszewskiego), skutecznie buduje nastrój grozy (zwłaszcza w przedstawieniach burzy, zmroku, nocy, sztormu, podróży przez las oraz przez góry):

Józef Bohdan Dziekoński : Sędziwój: 168

Cały dzień był niepogodny, przed zachodem słońca gęsta mgła opadła z gór w doliny i uprzedziła zmrok. Za nadejściem nocy wicher porwał się i wyjąc przeraźliwie śród skał przodkował burzy w szalonym tańcu. Zdawało się, że posady skał drgają od wstrząśnienia powietrza.

Pożądane przez bohaterów większości dzieł romantycznych odczuwanie silnych bodźców ich przewrażliwionymi zmysłami, dynamizuje prezentacje postrzeganego świata. Natłok i różnorodność łączących się ze sobą doznań sensorycznych „ożywia” obrazy poetyckie, buduje sugestie ruchu (zwłaszcza w scenach walki, jazdy konnej oraz przedstawieniach potężnych zjawisk przyrodniczych i działania żywiołów). Intensywność doświadczeń zmysłowych podąża za tempem i gwałtownością zdarzeń. Splatające się ze sobą silne doznania wielozmysłowe opisują także witalność, furię, szaleństwo, rozpacz lub też rozterki miotające postacią. Wrażenie dynamiki i żywiołowości najczęściej wspierane jest doborem środków wyrazu wykorzystanych do deskrypcji doznań polisensorycznych: są to najczęściej elipsy, onomatopeje, synekdochy.

Zdarza się, że sugestywność świata przedstawionego budowana przy pomocy wielozmysłowości połączonej z dramatyzmem przedstawianych scen (oraz z odpowiednią wymową ideową), wspomaga funkcję perswazyjną wypowiedzi literackiej. Przykładem takiego wykorzystana polisensoryczności jest poezja patriotyczna, np. Reduta Ordona Mickiewicza. Należący do tej grupy wiersz Dominika Magnuszewskiego Warszawa d.6-7 i 8 września 1831 rozpoczynają poetyckie obrazy uzupełnione dźwiękiem:

Dominik Magnuszewski : Warszawa d. 6-7 i 8 września 1831: 57

Rozbijano pioruny w spiżowej pościeli,
Nie wystarczało ucho, by ich słuchać wrzasku;
Usypały się góry pod Wolą na piasku,
Góry trupów, jak na sąd gdy zabrzmią anieli.

W trzech dalszych strofach można znaleźć synestezyjne połączenia doznań słuchowych i wzrokowych:

Dominik Magnuszewski : Warszawa d. 6-7 i 8 września 1831: 57

W rozdarte piersi miasta wróg orężem dzwoni,
[…]
Każdy okrzyk zwycięstwa wróg żebrze trupami.
[…]
Ciemno szańce swoimi wróg działami stroi.

Kolejną zwrotkę rozpoczyna informacja o patrzeniu: „Oczy wysłali naprzód, by wzrok ubiegł chęci”, a następną – o słuchaniu: „Uchem chcieli zasłyszeć głos wolnego ludu”. Magnuszewski, zgodnie z powszechną w okresie romantyzmu tendencją, spodziewał się, że polisensoryczność pozwoli czytelnikowi „odczuć” grozę tej patetycznej wizji.

Polisensoryczne tematy

W wielozmysłowych opisach świata przedstawionego powtarzają się pewne motywy. Romantycy uprzywilejowali obiekty (a także „rekwizyty”) i zjawiska, oddziałujące na wzrok, i słuch. W tym zbiorze najliczniej reprezentowane są elementy ze świata przyrody (silny wiatr, sztorm, góry, drzewa itp.) oraz instrumenty muzyczne (np. harfa). Wszystkie miały dla odbiorców z I połowy XIX wieku znaczenie alegoryczne lub symboliczne.

Bogactwo współistniejących doznań, zapewniające konstruowanie sugestywnych wyobrażeń, można powiązać również z kilkoma grupami tematów. Obfitość splatających się barw, dźwięków, zapachów, smaków służyła romantykom za narzędzie prezentacji świata przedstawionego w utworach odwołujących się do kultury orientalnej (np. Kirgiz Gustawa Zielińskiego, Agaj-Han Zygmunta Krasińskiego) i ludowej (np. utwory Mickiewicza: Ucieczka, Te rozkwitłe świeżo drzewa). Polisensoryczność jest podstawą konstrukcyjną reminiscencji podmiotu mówiącego (np. Godzina myśli Słowackiego, On. Ułomek z pamiętników życia młodzieńca Krasińskiego), prezentacji doświadczeń religijnych (Milczenie Norwida). Taką zasadniczą rolę pełni też w literackich baśniach, legendach, a także balladach (Ballad i romansów Mickiewicza, np. Świteź), w tekstach i scenach fantastycznych (np. Wędrowny Sztukmistrz Norwida, Sędziwój Dziekońskiego), w dziełach mistycznych (np. w Królu-Duchu Słowackiego), w wyobrażeniach onirycznych (np. w Kordianie Słowackiego lub w wierszu Mickiewicza Śniła się zima) oraz w wizjach narkotycznych (De l’ether i listy Krasińskiego, Lambro Słowackiego); stanowi także metodę przedstawiania postaci niematerialnych. Najczęściej wizje te budzą grozę, jak np. w Sędziwoju. Pobudzona wyobraźnia wyostrza bohaterowi wzrok, słuch i odczuwanie temperatury. Ożywia między innymi malowidło, z którego wychodzi wężowaty potwór, mieszczący w swoim wnętrzu kąsających się wzajemnie ludzi. Sędziwój „już czuł gorący oddech potworu, już paszczy ręką by dosięgnął, a oczu nawet zamknąć nie mógł” (Dziekoński 1974: 81).

Szczególnie dużo wielozmysłowo postrzeganych, przerażających postaci można znaleźć w dziełach Słowackiego. Przykładem służy Król-Duch:

Juliusz Słowacki : Król Duch: 14

Słysząc te głosy, z których dziewczyna
Szła na mnie, z ciała mego wyleciałem.
A ona w ogniu czerwona i sina,
Obracająca powietrznym chorałem,
Jako skrzydłami powietrznymi młyna
Kręcąc… przywiodła duch – że włosy rwałem;
Przez wszystkie jęki i tony, i zmiany
Idący za nią w toń – jak zwariowany.

Gdym to obaczył – a wysłuchał śpiewu
Dziewicy (grobów smętnego słowika),
Która złotemu się tej łodzi drzewu
Tak wydawała jak kwiat słonecznika,
A już od krain zaświatowych powiewu
Brała głos nowy i światłość płomyka…
Już tchem – już ogniem była – już bez ciała
– Już mgłą – a jeszcze za światem śpiewała;

Analogicznie zostały przedstawione postaci i sceny wizyjne w Anhellim, Lilli Wenedzie, Balladynie oraz Lambrze. Podobne konstrukcje zastosował w II, III i IV części Dziadów Mickiewicz, który uruchomił doznania wzrokowe i słuchowe, ale – w przeciwieństwie do Słowackiego – nie „odtwarzał” procesu postrzegania.

Przydatność technik z zakresu polisensoryczności do „materializowania” wizji skłoniła literatów do stosowania jej zarówno w prezentacjach rzeczywistości fantastycznej (przestrzeni wyobrażonej, zjaw), jak i w przedstawieniach tego, co niematerialne (abstrakcji, emocji, idei). Tak bywa przedstawiane doświadczanie wiary. Przejawia się ono zwykle w emocjonalnym zaangażowaniu, które wzmacnia sensualną wrażliwość. Skrajnym przejawem takiego przeżycia jest religijna ekstaza. Przykładem służy „Widzenie Ewy” z III części Dziadów. W prezentację tej wizji zaangażowano kilka zmysłów: wzrok, słuch, węch, dotyk. Trzeba dodać, że opis ten ogranicza się do nazywania wrażeń:

Adam Mickiewicz : Dziady, cz. III: 182

Deszczyk tak świeży, miły, cichy jak rosa,
[…]
Krople zielone, kraśne – trawki, równianki,
Róże lilije, wianki
Obwijają mnie wkoło – Ach, jaki sen wonny,
Sen lekki, słodki […]

Specjalną rolę przypisywano szczególnemu doznaniu dźwiękowemu – ciszy, która zgodnie z powszechnym wyobrażeniem stanowiła asumpt do (nie tylko religijnej) kontemplacji. W wierszu Norwida pt. Milczenie cisza jest znaczącą reakcją na wnioski płynące z rozważań na temat absolutu. Religijne uczucia z reguły wywoływał w romantykach bezgłos majestatycznej przyrody.

Obcowanie z naturą wpływało pobudzająco na zmysły romantyków. Ten stan sensorycznej aktywności rejestrowano zarówno w literaturze pięknej, jak w dziennikach, raptularzach i relacjach z podróży oraz bedekerach, nierzadko zawierających osobiste impresje. Antoni Malczewski, w powstałym przed „oficjalnym” początkiem polskiego romantyzmu „raporcie” z dokonanego przez niego w sierpniu 1818 r., pierwszego zdobycia Aiguille du Midi i pierwszego polskiego wejścia na Mont Blanc, zapisał swoje wrażenia wzrokowe, słuchowe i „termiczne” (Malczewski 1974: 134-141). Łucja Rautenstrauchowa w powstałych znacznie później relacjach (Miasta, góry, doliny z 1844, W Alpach i za Alpami z 1850), niepoetyckim dyskursywnym językiem opisała realistyczne doznania polisensoryczne. Znacznie różnią się te deskrypcje od podporządkowanych egzaltowanej emocjonalności opisów miast zamieszczonych przez Józefa Kremera w wydanej jeszcze później Podróży do Włoch. Sposób przedstawiania rzeczywistości wykorzystany przez Kremera cieszył się popularnością wśród romantyków ze względu na panujące wśród nich przekonanie o „sympatycznych więzach” łączących człowieka z naturą. Z reguły „zachłannie” postrzegane zjawiska przyrodnicze stanowiły analogię wobec stanu ducha bohatera lub wprawiały go w odpowiedni stan. O tych paralelach przypomina np. narrator Sędziwoja Dziekońskiego:

Józef Bohdan Dziekoński : Sędziwój: 85

Ten widok zachwycił młodzieńca. Dusza jego mimowolnie radowała się nadchodzącej burzy: zgodniejsza była z tonami jego myśli. Oddychał pełno i głęboko, cisza nastąpiła zupełna i wszystkie chmury i kłęby nawałnicy połączyły się w jeden czarny całun.

Malczewski, powodowany naukową ścisłością, zdał ze swoich wrażeń suchą relację, w której odnotował między innymi wskazania barometru i termometru, a także stopień przezroczystości powietrza. Jednak opis zapierającego dech w piersiach widoku surowej natury podsumował stwierdzeniem, że „patrzący mniema się być świadkiem stworzenia rzeczy” (Malczewski 1974: 141). Zgodnie z romantyczną konwencją pobyt w wysokich górach winien był wywołać w percypującym podmiocie stan uniesienia.

Tak we wspomnieniowych, „reporterskich” czy naukowych tekstach, jak w poezji, opisy postrzeżeń dokonanych przez górskiego wędrowca podawane są przy pomocy doznań apelujących do wzroku i słuchu (zwłaszcza dźwięki wydawane przez strumienie i wodospady, ale również cisza), a także dotyku, i węchu (np. zapach powietrza). Ta technika zmysłowego ukazywania przyrody wykorzystana została np. przez Konstantego Gaszyńskiego w jego Listach z podróży po Włoszech oraz w poezji (przykładem Na szczycie Alp), w opisach Tatr w Pieśni o ziemi naszej Wincentego Pola, W Szwajcarii Juliusza Słowackiego, w poezji Teofila Lenartowicza (choćby Chata pod śniegiem). Pragnienie zaznania silnych wrażeń sensorycznych prowadziło romantyków nie tylko na górskie szczyty. Z tego samego powodu nęciły ich także środki odurzające.

Korzystanie z używek kojarzono z kulturą orientalną, toteż informacje o ich działaniu znaleźć można w opisujących ją tekstach. Bohaterowie sięgają po alkohol i narkotyki, by wykreować wizje alternatywne wobec realności. Używki miały stłumić działanie rozumu (pamięci, oceny moralnej) dzięki skrajnemu wyostrzeniu zmysłów:

Zygmunt Krasiński : Agaj-Han: 569

A niekiedy z kosztownego pucharu popija Sahajdaczny wino zaprawione wonią i słodyczami; bo mu trosk brzemię cięży na sercu i nie dosyć tańców, lamp, muzyki, by ta pierś hartowna pamięć stracić mogła na chwilę. Trza napoju, by mózg przewiercić do dna, a wtedy lepiej mu patrzeć i słuchać. Wie on bowiem, iże bliskie niebezpieczeństwo, i jego uniknąć nie raczy […]

Gdy bohater powieści Dziekońskiego widzi zjawę, nie chcąc o niej myśleć, otumania się winem i dzikim tańcem:

Józef Bohdan Dziekoński : Sędziwój: 112

I wychyliwszy potężny puchar cypryjskiego wina, gdy nowa muzyka z nową siłą elektryzującym zabrzmiała tańcem, uchwycił jednę z pięknych towarzyszek późnej zabawy i rzucił się w szalone kręgi tańca.

Natomiast w sugestywny „polisensoryczny sen” zapada bohater poematu Lambro po wypiciu laudanum (oraz, przypuszczalnie, po wypaleniu opium z nargili (Zieliński 2009: 115)). Wskutek zażycia narkotyku „oczy nie miały wzroku, choć bezsenne”. W zamian wyczulił się jednak „wzrok” jego wyobraźni:

Juliusz Słowacki : Lambro: 215

Rozkołysanie widać zmysłów pjane.
A o czym inni śnią – widział na jawie,
Tylko jaśniejsze. […]

Ten zmysł pozwolił bohaterowi na dokładne rozpoznanie koloru i dostrzeżenie wielu elementów rozbudowanego wyobrażenia. Wrażliwy stał się także słuch, który rozpoznał w krzyku rzekomego pazia „jęk dziewicy posłyszany we śnie”. Przywołajmy fragment tej wizji:

Juliusz Słowacki : Lambro: 215-216

Ciszej! bo właśnie teraz sen czarowny
Rzucił go lotem po nieba błękicie…
Dzikiej rozkoszy urok niewymowny
W naglonym tchnieniu zamknął zmysły – życie –
[…]

Stanął… i nagle tysiące błyskawic
Wieńcem ognistym mignęły dokoła.
Rzekłbyś, że tysiąc zamachniętych prawic
Wiało tysiącznym mieczem archanioła.
Pogasły, w błękit stopiły się ciemny,
Tak przezroczysty – głęboki – tajemny,
Jak nieskończoność… i słychać szum morza

Relacje z zażywania środków odurzających obejmowały zarówno wizje, jak i opisy reakcji zmysłów. Wziewającego eter Krasińskiego zafascynowały i przeraziły silne, polisensoryczne doznania. Grzmiący dźwięk synestezyjnie objawił mu się jako apelujące do wzroku wyobrażenie, wspierane wrażeniem odczuwania dotyku i ruchu:

Zygmunt Krasiński : Listy do Delfiny Potockiej: 230

Zdawało mi się, że wnet moje ciało całe, choć go bardzo mało już czułem, zacznie rozpasanie skakać, tupać, machać, rozbijać się, czołgać się, piąć, tarzać, a mimowolnie. Huk jakiś, ale piekielny, nie do wytrzymania, zabrzęczał mi w środku samej mej istoty. Od stóp do głów ujrzałem, pierwszy raz ujrzałem wtedy – siebie samego przebitym jak gdyby palem po turecku, jak gdyby szyna żelazną, która drgała i drgając wydawała okropny dźwięk, okropny, zapychający mnie w jakieś ciemności, i czułem, i ujrzałem na niby, że już pół tego, co mną samym się zowie, zanurzone w ciemności, i że coraz dalej cień ten zajmuje ma istotę, moje Ja, moją wolę – zgoła, że umieram!

O tym, jak silne wrażenie zrobiło na Krasińskim owo angażujące wiele zmysłów doznanie, świadczy opisanie go niemal tymi samymi słowami i za pomocą takich samych wyobrażeń również w listach do Stanisława E. Koźmiana (Krasiński 1970: 105), Jerzego Lubomirskiego (Krasiński 1965: 452) oraz w tekście De l’ether (Krasiński 1912: 152). Zakres doświadczeń sensorycznych, jakie poeta percypował w trakcie zażywania eteru, był szeroki. Zdarzyło mu się bowiem postrzegać ściśle połączone ze sobą w jednym doznaniu wrażenia czuciowe, węchowe, dźwiękowe i wzrokowe: „[…] po nogach i ramionach rozbiegł mi się dreszcz, ale jakoby wonny i zarazem muzyczny, kwiaty i lutnie biegały mi po żyłach […]” (Krasiński 1970: 232).

Badania literatury romantyzmu pozwalają stwierdzić, że najczęściej sposób prezentacji doznań zmysłowych naśladuje naturalny proces sensualnej percepcji. Dzieje się tak nawet wówczas, gdy apelowanie do sensorycznego postrzegania służy przedstawieniu wyobrażeń fantastycznych (jak np. w Sędziwoju) czy też narkotycznych wizji, takich jak sny Lambra lub zawdzięczane eterowi „wędrówki duszy” Krasińskiego (Krasiński 1965: 450).

Artykuły powiązane