W wypowiedziach teoretycznoliterackich i krytycznoliterackich Przyboś zazwyczaj krytykuje nadużywanie rymów, z aprobatą odbierając wyłącznie współbrzmienia eksponujące czy generujące naddane sensy. Z entuzjazmem komentuje rymy Mickiewicza, które – w jego odczuciu – zawsze mają semantyczny charakter. Wbrew pozorom jest jednak zwolennikiem pięknego brzmienia poezji, a estetyka foniczna pozostaje istotnym kryterium rzemiosła poetyckiego. Wewnętrzne współbrzmienia, onomatopeje, aliteracje, echolalie znajdują u niego uzasadnienie nie tylko w wymiarze semantycznym, ale także w estetycznym, a kategoria miłodźwięku pozostaje jedną z istotniejszych w języku poetyckim Przybosia. Szereg dźwiękonaśladowczych środków poetyckich, silne zrytmizowanie niektórych utworów czy operowanie melodyjną frazą niejednokrotnie służy mu dla wyeksponowania pewnych znaczeń – rytmiczna organizacja Rapsodu podkreśla odgłos marszowego kroku manifestantów, wyrazy dźwiękonaśladowcze oddają odgłos pracy tartaku (w wierszu Cieśle), nagromadzenie głosek szumiących naśladuje odgłosy kołysanych wiatrem gałęzi (w wierszu z okna brzoza). Miłodźwięki – w założeniu poetyki Przybosia – nie służą jednak przede wszystkim semantyce. Pełnią funkcję estetyczną i ontologiczną, zwracając uwagę na sam fakt istnienia mowy i możliwość budowania konstrukcji dźwiękowych z głosek, morfemów i innych podstawowych elementów języka. „Ja” mówiące, tworząc sekwencje dźwięków, potwierdza również swoje istnienie i powołuje nową rzeczywistość.
Pisanie wierszy dla miłodźwięku, czyli dla radowania się przyjemnymi dla ucha współbrzmieniami i melodią tekstu poetyckiego, stało się szczególnie istotnym kryterium w tomie Wierszy i obrazków, gdzie tworzywo poezji stanowi język dziecka. W świecie dziecięcej wyobraźni, podobnie jak w rzeczywistości onirycznej, słowa nie mają stałego związku z desygnatami, przedmioty ulegają swobodnym metamorfozom, logika skojarzeń jest silniejsza niż zasady prawdopodobieństwa. Dziecko fantazjując – zmienia świat. Nie ma jeszcze poczucia, że marzenia i rzeczywistość to dwa światy. Nie istnieje dla niego granica między fikcją literacką a realnym światem. Dziecko myśli metaforami – nie trzeba mu ich objaśniać. Elementem zabaw z rzeczywistością są gry słowne, gromadzenie pozornie asemantycznych współbrzmień i powtórzeń (widoczne na przykład w Czarach-marach i w Rymowance za wczesnej).
W świecie dziecka chęć wypowiedzi nieustannie zderza się z ograniczeniem (to według Stanisława Barańczaka warunek konieczny do zaistnienia poezji). W tomie poetyckim Przybosia Wiersze i obrazki skonfrontowany został twórczy stosunek do języka wynikający z dziecięcej nieznajomości systemu ze świadomą postawą dojrzałego poety. Bohaterowie liryczni Wierszy i obrazków to córka i ojciec. Słowo poetyckie należy do nich naprzemiennie. Taka dwoistość podmiotu lirycznego otwiera niezwykłą perspektywę. Pozwala patrzeć równocześnie oczami dziecka oraz oceniać rzecz całą z dystansu dorosłego, zachwyconego świeżością procesu poznawczego i dziecięcą wrażliwością na język i świat. Na karcie tytułowej tomu widnieje dwoje autorów: Uta i Julian Przyboś. W słowie wstępnym poeta podkreśla:
Julian i Uta Przyboś : Wiersze i obrazki: 5
Ta podwójność autorska w dużej mierze wydaje się chwytem poetyckim, który znakomicie podkreśla dialogowy charakter tekstów, napięcie między twórczym i świadomym, naiwnym i uczonym poruszaniem się w materii słowa. Przyboś pisze o dwuletniej córce:
Julian i Uta Przyboś : Wiersze i obrazki: 5
Foniczna energia świata oddziałuje już na niemowlę. W wierszu „Kołysanka wiosenna” drżący zielonością pejzaż przesycony jest ruchem (nagły przelot ptaka i łagodne kołysanie drzew) i dźwiękiem (płacz dziecka, śpiewne gwizdy wilgi). Wilga budzi ptaki na wiosnę. Powtarzając po dwakroć swój zaśpiew, zaczarowuje i przemienia świat. Budzi go do życia. Jej czary dotykają także obserwatorkę przyrody – Julię. Ptak dotknął jej oczu i niejako otworzył je na świat, zwrócił uwagę dziewczynki na zmiany w otaczającej przyrodzie. Rzeczywiście spłoszona wilga nagle wylatująca z zagajnika czy gęstych krzewów to silny bodziec wzrokowy: na tle młodziutkiej zieleni szybki, złotożółty błysk. Śpiew wilgi (zbliżony fonicznie do długiej, wysokiej samogłoski) ludowy zwyczaj oddaje jako podwojone wołanie „zofija, zofija”. Dziecko słyszy w nim swoje własne imię „Julijko” (Przyboś 1970: 11). Julia, przemieniona czarami, staje się częścią wiosennego świata, należy do niego w sposób najzupełniej naturalny – jej życie, jak i życie wiosennej przyrody, dopiero się rozpoczyna. Z dźwięków towarzyszących człowiekowi już od czasu prenatalnego, wyłania się mowa. Brzmieniom zostaje przypisane znaczenie, układają się one w słowa, które zyskują u Przybosia wymiar niemal materialny. W Rymowance październikowej toczą się jak kasztany wypadające z łupin i odkrywają swe zadziwiające tajemnice. „nucąc idę […] / od nagiego kasztanu do kasztana / (czy kasztanu – / jakże się to po polu i polsku / odmienia / i z łupiny toczy po krzakach?)” (Przyboś 1970: 42) – powiada ojciec-poeta (Rymowanka październikowa). „Kasztan” – to potoczna nazwa kasztanowca i jego owocu. Zagadkowa forma dopełniacza po części zależy od znaczenia, jakie nadaje się słowu. Obok ekspansywnej w polszczyźnie końcówki –u (dla dopełniacza l. poj) w uzusie językowym nieźle przecież zadomowiona jest forma „kasztana”, używana jednak raczej dla nazwania owocu, nie – drzewa. W tym samym wierszu poetycko znaczące jest także e ruchome w temacie wyrazu „pień”. Podmiot liryczny zaleca postępowanie niemal magiczne: „i odmieniaj, z lotu ptaka wnioskuj, / gdzie się schronić: do pnia? czy do pienia?” (Przyboś 1970: 43) Dzięki igraszkom z fleksją wprowadzona została dwuznaczność, która przydaje głębszego sensu. Schronieniem dla człowieka – nieco zagubionego w jesiennym, przemijającym świecie – może być pień (czyli niewzruszony, stabilny choć ogołocony z liści kasztanowiec), ale i pienie (rozumiane jako pieśń, śpiew, a więc poezja). Przystanią stać się może natura lub żywioł słowa. Język dla Przybosia niezmiennie pozostaje dziedziną magiczną. Czar i tajemniczość obejmują nawet logiczną fleksję. Język służy bowiem zaklinaniu rzeczywistości.
Dziecko koncentruje się na dźwięku, na fonicznych aspektach języka. Często powtarza słowa, sylaby, chętnie rymuje, ponad precyzję semantyczną przedkładając melodię mowy – rytm, rym i intonację. Ta rozmaitość i inwencja przypomina niekiedy dawne zaklęcia, przywracając na moment językowi moc performatywną (Czary-mary). Z jednej strony – dzięki świeżości i oryginalności – zbliża się ku poezji, z drugiej – rozwija się, zaliczając wszystkie etapy opisywane przez historyków języka. Filogeneza naśladuje ontogenezę – rozwój osobniczy jest przyspieszonym powtórzeniem rozwoju gatunku, indywidualna nauka mowy kryje w sobie historię języka. W świecie dziecka, podobnie jak w rzeczywistości onirycznej, słowa nie mają stałego związku z desygnatami, przedmioty ulegają swobodnym metamorfozom, logika skojarzeń jest silniejsza niż zasady prawdopodobieństwa. Dziecko fantazjując – zmienia świat. Nie ma jeszcze poczucia, że marzenia i rzeczywistość to dwa światy. Nie istnieje dla niego granica między fikcją literacką a światem realnym. Dziecko myśli metaforami – nie trzeba mu ich objaśniać. W Rymowance za wczesnej niektóre wersy zostały twórczo powtórzone, przekręcone, zdekonstruowane. Z podobnych sylab, z tych samych morfemów złożone są dwa wersy: jeden semantyczny, drugi – dla miłodźwięku. Dzięki tym powtórzeniom – swoistym paralelizmom – rymy i współbrzmienia są szczególnie bogate. Podmiot liryczny cieszy się możliwościami języka. Słonko „co dzień rychlej – / (na subie tadu czaje) / na czubie sadu staje” (Przyboś 1970: 28). Zdania nawiasowe wypowiada, jak można się domyślić, druga osoba. Wiersz jest wystylizowanym dialogiem. Drugi podmiot liryczny (ten, którego słowa pojawiają się w nawiasach) przekręca wypowiedź pierwszego podmiotu. Czyni to jednak w taki sposób, że wypowiedzi uzupełniają się fonicznie, współbrzmią ze sobą. Być może – myśl taka natrętnie się narzuca, choć nie znajduje chyba dostatecznego potwierdzenia w tekście – to dziecko dopowiada radośnie swoje uzupełnienia, nieskładne semantycznie lecz udane fonicznie, do opowieści dorosłego. Dziecko używa mowy wiązanej dla samej przyjemności rymowania, dla uzyskania dźwiękowego efektu. Gotowe jest w tym celu powtarzać struktury pozbawione odniesienia do desygnatów. Radość rymowania, melodię języka dzieci odczuwają stosunkowo wcześnie: cieszy je współbrzmienie, ale nie potrafią jeszcze ułożyć rymowanki o logicznym znaczeniu. Często więc rezygnują z semantyki koncentrując się na aspekcie fonicznym. Tak chyba należałoby wyjaśnić tytuł wiersza – rymowanka jest za wczesna, bo Uta – zapewne współautorka, obecna jako drugi głos, drugi podmiot liryczny – nie potrafi jeszcze rymować w sposób dojrzały i obfitujący w znaczenia. Znakomicie natomiast umie bawić się słowami i komponować współbrzmienia, może i niewiele znaczące, ale za to miłe dla ucha.
Źródła
Źródła
- Przyboś Uta i Julian, „Wiersze i obrazki”, Czytelnik, Warszawa 1970 (lista cytowanych utworów: „Kołysanka wiosenna” cyt. na s. 11, „Rymowanka październikowa” cyt. na s. 42, „Rymowanka za wczesna” cyt. na s. 28)
Opracowania
- Balcerzan Edward, „Wstęp” [w:] Przyboś Julian, „Sytuacje liryczne. Wybór poezji”, oprac. Edward Balcerzan, Anna Legeżyńska, Ossolineum, Wrocław 1989.
- Balcerzan Edward, „Liryka Juliana Przybosia”, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1989.
- Kwiatkowski Jerzy, „Świat poetycki Juliana Przybosia”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972.