Analizy poezji Peipera koncentrują się zazwyczaj na jego inwencji metaforycznej, tymczasem ważną i dotąd nieopisaną rolę odgrywają w tej twórczości także onomatopeje leksykalne. Funkcjonują one nie tylko w tekstach poetyckich głównego ideologa Awangardy Krakowskiej, ale również w jego wypowiedziach teoretycznych. Za każdym razem służą wzmocnieniu podstawowej myśli Peipera: że nowa rzeczywistość rozpoczynającego się wieku XX wymaga od ludzi bezpośredniego i całkowitego zaangażowania, że tylko aktywny uczestnik na nowo kształtującego się świata ma szansę na miano człowieka nowoczesnego. Ideę tę wyrażał Peiper najchętniej w kategoriach sensualnych, eksponując fizyczny wymiar oczekiwanego zaangażowania – w manifeście „Punkt wyjścia” z pierwszego numeru „Zwrotnicy” mówił, że środki cywilizacji „par[ują] od potu człowieka dzisiejszego.” Kategoria cielesności pojawia się również w najbardziej popularnej frazie programowego wystąpienia Peipera: „Rozpoczyna się nowa epoka: epoka uścisku z teraźniejszością.”
Hasło „uścisku z teraźniejszością” dostarcza wzorcowego przykładu, w jaki sposób w praktyce językowej Peipera dochodzi do splotu jakości poetyckich i ideowych. Onomatopeiczny „uścisk” oddaje w warstwie brzmieniowej imperatyw ścisłego zespolenia człowieka i otaczającej go rzeczywistości, rozwijany przez awangardzistę w dalszym toku wywodu w słowach: „To co jest istotą naszego czasu, co odróżnia go od czasu, który był, co będzie jego nazwą w historii, a co jest jego potęgą w życiu, to zbliża się dzisiaj do człowieka na odległość uścisku.”
Najwięcej zjawisk imitujących brzmienia (faktyczne lub domniemane) odnaleźć można w twórczości poetyckiej Peipera – pojawia się nawet onomatopeja właściwa: „by ból swój uciszyć, sss!; zaczął robić przysiady”) – jednak w większości reprezentują je słowa o charakterze dźwiękonaśladowczym. Stosunkowo niewielką ich część stanowią typowe onomatopeje leksykalne („syczy”, „drgają”, „trzeszczą”, „śmigi”, „tętniąc”) odwołujące się do pozajęzykowych wydarzeń akustycznych, np. „Wśród ech z których co drugie syczy, zwinięty płód gadów / Wśród słów (…) błyszczących na godzinach które drgają”, „Skronie trzeszczą, szczotkowane bokami ulicy”, „Wieczór (…) przed finiszem rozedrze skrzydła śmigi / język mój rzuci na dno dolnej szczęki i strąci głowę / Która tętniąc, sycząc i klnąc już mi się zsuwa na trzewiki.”
Częściej pojawiają się wyrazy, które zwracając uwagę kształtem językowym, narzucają analogię między warstwą foniczną i semantyczną. Nierzadko owa analogia ma charakter brzmieniowy i sugeruje, że opisywanemu zjawisku lub czynności towarzyszą pewne dźwięki, np. „Krok rwie krok, / Dłoń pcha dłoń, / Z żył dnia tryskający olej. / Mech rwać; rwać / Być trzpieniem, który kłuje i spina. / Mgłę drzeć skrą.” Bywa, że sugerowany związek pomiędzy brzmieniem wyrazu a jego znaczeniem wykracza poza analogię dźwiękową w kierunku skojarzeń synestezyjnych. Dzieje się tak w ostatnim przykładzie, gdzie zbitka spółgłosek, wypełniająca niemal cały wyraz „skra” naśladuje momentalność wizualnego zjawiska, którego jest nazwą. Pojawiają się też wyrazy wyszukane jak „zgręzy”, których kształt foniczny symbolizuje nieregularność formy – zgręzy to fusy, męty, osad na dnie cieczy.
W poetyckim uniwersum Peipera relacje między człowiekiem a rzeczywistością mają charakter dynamiczny i zachodzą w odczuwalnej zmysłowo przestrzeni. W opisach świata poeta zwraca uwagę przede wszystkim na te wydarzenia, które przedstawić można jako następujące nagle, mające gwałtowny, krótkotrwały przebieg i polegające na bezpośrednim, często fizycznym, kontakcie osobnych fenomenów, poddanych momentalnemu zetknięciu, przeniknięciu, a nawet dalej idącemu naruszeniu pierwotnej, materialnej integralności („wcisnę”, „wydrąż”, „bodą”, „kłuty”, „chłostał”, „przydeptana”, „wlepiam”). Sytuacje tego rodzaju odnoszą się zarówno do zdarzeń, w których bierze udział człowiek, będący zazwyczaj inicjatorem zajścia, jak i do tego, co dzieje się pomiędzy innymi elementami rzeczywistości. W drugim przypadku przenikający poezję Peipera aktywizm przypisywany człowiekowi udziela się całemu kreowanemu przez poetę światu, którego wszystkie fenomeny zaczynają działać tak, jak gdyby były obdarzone zdolnością zmysłowego odczuwania. Właśnie w opisach tego rodzaju niebagatelna rola przypada wyrazom dźwiękonaśladowczym, najczęściej czasownikom („miasto wśrubowało się”, „żyła wkłuwa się”, „biblioteka zdrapuje z siebie pleśń”, „tłum (…) ogryza palec”, „ssie złote wymię, ssie słońce”). Występowanie tego rodzaju fraz zbiega się często z kulminacyjnymi momentem utworu, sygnalizując miejsce, w którym dochodzi do pewnego semantycznego rozstrzygnięcia, np. „tylko to oko widzi, które świdrem się wwierca” („Ujmij twoje oczy”, z tomu „A”). Omawiane efekty foniczne zyskują w poezji Peipera tym większą wyrazistość, że stosowane są z celowym umiarem: poeta dozuje liczbę onomatopeicznych słów. Często rozmieszcza je również z rozmysłem w kontekstach brzmieniowo neutralnych, uzyskując dzięki temu tym większe wrażenie kontrastu. Wywołaniu dysonansu, pozwalającemu jeszcze silniej odczuć dźwiękonaśladowcze nacechowanie niektórych słów, służy przeciwstawienie im wyrazów zawierających innego rodzaju potencjał foniczny. W poezji Peipera wyraźnie, choć na prawach oszczędnie sygnalizowanego tła, funkcjonuje szereg leksykalny odwołujący się do odmiennej zasady dźwiękonaśladowczej. O ile opisywane dotąd zjawiska brzmieniowe eksplorują przede wszystkim naśladowczy charakter spółgłoskowych zbitek, mających symulować gwałtowność procesów, które przywołują, o tyle druga grupa korzysta z wrażenia łagodności, miękkości kojarzonych zazwyczaj z głoskami „ł”, „l”, „j” „w” czy „u” („łaskotany”, „łaskocze”, „złoto”, „dzieło złotnika”, „cukier”, „jedwab”, „uda”, „głaskałem”, „wachlarz gładzi”, „glukoza”, „welinowy”, „wonie”). Wskazany ciąg leksykalny zarezerwowany jest w tej poezji do opisów sytuacji erotycznych lub zwyczajnie intymnych, dopuszczających prywatną bliskość. Istnienie owego pola semantycznego dowodzi, że poetycki świat Peipera rozpada się na dwie sfery – zewnętrzną, implikującą aktywność z elementami ofensywności, a nawet agresji, i wewnętrzną – zakładającą umiar i zmysłową delikatność.
Oba wymiary Peiperowskiej rzeczywistości, zarówno ten bardziej wyrazisty, jak drugi, dyskretniejszy, dochodzą w tej poezji do głosu w dużej mierze za sprawą zjawisk onomatopeicznych, wpisujących się w szerszy kontekst problematyki symbolizmu dźwiękowego.
Wspomnieć należy również, że omawiane efekty onomatopeiczne w poezji Peipera idą często w parze z innymi zjawiskami dźwiękowymi – stosunkowo np. licznymi aliteracjami (np. „cieniem jak wrębem wątoru”), zwłaszcza pogłębionymi (np. „bruki zadrukowane”).
Źródła
- Bańko Mirosław, „Współczesny polski onomatopeikon. Ikoniczność w języku”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008.
- Bańko Mirosław, „Słownik onomatopei, czyli wyrazów dźwięko- i ruchonaśladowczych”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009.
- Śniecikowska Beata, „»Oddalenia, związki na odległość«? – o warstwie dźwiękowej wiersza Tadeusza Peipera, [w:] „Awangardowa encyklopedia, czyli słownik rozumowany nauk, sztuk i rzemiosł różnych. Prace ofiarowane Panu Profesorowi Grzegorzowi Gaździe”, pod red. Ireny Hübner, Agnieszki Izdebskiej, Jarosława Płuciennika, Danuty Szajnert, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2008.
Artykuły powiązane
- Lukas, Katarzyna – Onomatopeja w przekładzie
- Śniecikowska, Beata – Dźwięk a typografia w awangardzie (futuryzm)
- Żurowski, Sebastian – Onomatopeja odmienna
- Przybyszewska, Agnieszka – Onomatopeja w komiksie