Onomatopeja, występująca we wszystkich językach, świadczy o uniwersalnej ludzkiej skłonności do naśladowania środkami mowy zjawisk świata pozajęzykowego – akustycznych lub odbieranych innymi zmysłami (np. związanych z ruchem). Wydawałoby się zatem, że onomatopeje nie powinny stanowić przeszkody w tłumaczeniu: ani tzw. onomatopeje właściwe – sekwencje niewerbalne bezpośrednio oddające pewne odgłosy przyrody bądź świata nieożywionego (ku-ku, kwa-kwa, miau-miau, wrr, pss), ani też wyrazy dźwiękonaśladowcze (stukać, chrzęścić, pluskać). Ktoś nie mówiący danym językiem powinien przynajmniej kojarzyć je z imitowanym dźwiękiem. Tak jednak nie jest, ponieważ nawet w najbardziej mimetycznie „wiernej” onomatopei związek signifié i signifiant nie jest całkowicie naturalny, lecz subiektywny i konwencjonalny. O tym, czy wyraz dźwiękonaśladowczy wywoła asocjacje pozajęzykowe, decyduje jego znaczenie, zaś droga od kształtu fonetycznego do semantyki jest daleka i niebezpośrednia (por. Pszczołowska 1977: 48, 104). Wyraz deszcz może być odbierany przez rodzimych użytkowników polszczyzny jako onomatopeja, ale dla przedstawicieli innych społeczności językowych będzie niezrozumiały: francuskie pluie, niemieckie Regen, angielskie rain czy chorwackie kiša wykorzystują zupełnie inne połączenia głosek dla charakterystyki właściwości dźwiękowych tego samego zjawiska przyrody. Żaden prawie dźwięk natury nie jest reprezentowany tak samo w dwóch językach: nawet kogut polski pieje inaczej po angielsku i po niemiecku (kukuryku – cock-a-doodle-doo – kikeriki). Jak pisze Lucylla Pszczołowska, onomatopeje dadzą się zrozumieć wyłącznie w kontekście systemu językowego, do którego należą, dlatego ich znajomość nabywamy wraz z nauką języka jako całości: „Na kształt takich onomatopei wpływają zarówno cechy artykulacyjne właściwe danemu językowi, jak i panujące w nim tendencje do łączenia głosek w grupy” (Pszczołowska 1975: 95).
Jakobson i Waugh (1989) wskazują na przewijający się w językoznawstwie XIX i XX wieków wątek poszukiwania „uniwersaliów biopsychologicznych” i liczne próby sformułowania prawidłowości ogólnego symbolizmu dźwiękowego. Lingwiści tacy, jak Georg von der Gabelentz, Maurice Grammont, Otto Jespersen, Edward Sapir czy Ivan Fónagy badali, jak pojedyncze głoski i ich kombinacje mogą współgrać ze znaczeniem, sygnalizując elementarne opozycje rozróżniane w procesie percepcji: „duże – małe”, „jasne – ciemne”, „lekkie – ciężkie”, „twarde – miękkie” itp. (również efekty synestezji: powiązanie dźwięku z kolorem). Wskazuje się na istnienie w językach tzw. phonetic intensives, czyli takich połączeń głosek, które występują ze zwiększoną częstotliwością w wyrazach tej samej kategorii tematycznej (por. Levý 1969: 252). Przykładowo, w języku niemieckim nagłosowe połączenie st- pojawia się w licznych czasownikach, rzeczownikach, przymiotnikach i przysłówkach kojarzonych ze stabilnością, sztywnością, bezruchem: stehen – stać, stemmen – podpierać, Stock – kij, drąg, Stamm – pień, Stab – laska, steif – sztywny, starr – zdrętwiały, nieruchomy (por. Jakobson, Waugh 1989: 284). W niemieckim i angielskim czasowniki zaczynające się na fl- często wiążą się z obrazem niespokojnie migoczącego światła lub ognia (ang.: flare, flash, flicker, flimmer; niem.: flackern, flimmern, flammen), zaś nagłosowe gl- sygnalizuje słabe światło, połyskiwanie lub tlący się ogień (ang.: glare, glint, glow, glisten; niem.: glühen, glimmern, glänzen, gleißen) (por. Levý 1969: 252). Skojarzenia te są jednak niestabilne, niejednoznaczne i subiektywne. Pokazują też asymetrie systemowe między językami: w języku polskim próżno szukać analogicznych grup czasowników. Błyszczeć, migotać, tlić się, żarzyć się – znaczenie tych wyrazów też w pewien sposób zapisane jest w warstwie fonetycznej, ale brak tu tak wyraźnej paradygmatycznej kombinacji głosek inicjalnych (Istnienie wspomnianych grup czasowników podobnych fonetycznie wiąże się być może z faktem, że w językach germańskich aliteracja jest silniej nacechowana estetycznie niż np. w polszczyźnie: już w najdawniejszych zabytkach literatury niemieckiej, angielskiej czy nordyckiej ważną rolę jako środek poetycki pełnił rym inicjalny.). A zatem choć w każdym języku istnieje pewien zasób słów onomatopeicznych, to „nie w każdym pokrywają one tę samą część pozajęzykowych zjawisk dźwiękowych” (Pszczołowska 1975: 92).
Z efektów onomatopeicznych często korzystają autorzy poezji adresowanej do dzieci, których aktywność językowa zaczyna się właśnie od naśladowania słyszanych dźwięków. Klasyczny przypadek to wiersz Juliana Tuwima Lokomotywa, przełożony na większość języków europejskich:
Julian Tuwim : Lokomotywa: [brak strony]
Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa:
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
[…]
Nagle – gwizd!
Nagle – świst!
Para – buch!
Koła – w ruch!
Najpierw – powoli – jak żółw – ociężale
Ruszyła – maszyna – po szynach – ospale
[…]
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…
Tuwim stosuje zarówno onomatopeje właściwe (wykrzykniki: buch, uch, puff, uff), jak i wyrazy naśladujące sapanie parowozu i świst pary (nagromadzenie głosek syczących i szumiących: „Ruszyła maszyna po szynach ospale”) oraz rytmiczny stukot kół (ostatni cytowany wers). Warto zauważyć, że pojedyncze wyrazy: ruszyła, maszyna, szyny same w sobie nie imitują żadnych dźwięków – wartości onomatopeicznej nabierają dopiero w tym nieprzypadkowym zestawieniu, w którym powtarza się sylaba szy nawiązująca do dziecięcej zabawy w pociąg.
Nie wszystkie przekłady Lokomotywy w tak dużym stopniu jak oryginał nasycone są onomatopejami. Jak pokazuje Lucylla Pszczołowska (Pszczołowska 1975: 88-89), tłumaczenie rosyjskie i francuskie dążą przede wszystkim do zachowania dosłownego sensu oryginału kosztem ukształtowania warstwy brzmieniowej: słownikowe odpowiedniki wyrazów pierwowzoru nie układają się w sekwencje o właściwościach dźwiękonaśladowczych.
W języku niemieckim wiersz Tuwima doczekał się całej serii przekładów:
Krzysztof (przeł.) Lipiński : Die Lok: [brak strony]
Die Lok steht auf dem Gleis,
Riesig, schwer und heiß.
Das Öl rinnt tropfenweis – das ist ihr Schweiß.
Sie zischt und seufzt, es steigt der Rauch,
und Feuer lodert aus ihrem Bauch.
Uff! – wie heiß!
Schnuff! – wie heiß!
Puff! – wie heiß!
Uch! – wie heiß!
[…]
Plötzlich – ein Pfiff!
Und – ein Gezisch!
Der Dampf! Ein Stoß!
Und – jetzt geht’s los!
Langsam zuerst, schildkrötengleich,
Schiebt die Maschine sich schwer auf dem Gleis
[…]
die Räder surren und rattern im Takt:
rattata, rattata, rattata-tack!
James (przeł.) Krüss : Lokomitive: [brak strony]
Die große Lok ist heiß.
Ihr Öl tropft auf das Gleis.
Und Öl ist, wie man weiß,
Lokomotivenschweiß.
Der Heizer, der füllt ihr mit Kohle den Bauch.
Drum keucht sie und jammert
Und stöhnt unterm Rauch:
„Uch ist das heiß!
Huh so viel Schweiß!
Puh welche Glut!
Das tut nicht gut!“
[…]
Plötzlich – tschuff,
plötzlich – puff,
da staunt jeder:
Roll´n die Räder!
Erst ging es langsam, schildkröten-langsam,
bis die Maschine allmählich in Gang kam.
[…]
Und immerzu plappern die Räder (ihr wisst es):
„So ist es, so ist es, so ist es, so ist es!
Helene (przeł.) Lahr : Die Lokomotive: [brak strony]
Auf der Station steht schwer und heiß
Die Lokomotive.
Öl tropft aufs Gleis, das ist ihr Schweiß.
Steht da und keucht und stößt ein Gepfauch aus.
Ihr runder, glühender Bauch bläst Rauch aus.
Puh, welche Hitze!
Hu, welche Hitze!
Uff, welche Hitze!
Puff, welche Hitze!
[…]
Horch, da brüllt es,
Pfeift und schrillt es!
Zischen – Spucken –
Räderzucken –
Schläfrig und
Plump nach der
Schildkröten
Art
beginnt die
Maschine
auf Schienen
die Fahrt.
[…]
Das Räderwerk rattert, es klappert und klopft sich was:
So ist das, so ist das, so ist das, so ist das…!
Popularność tego wiersza wśród tłumaczy niemieckich wiąże się z tym, że materiał leksykalny języka niemieckiego zawiera wiele potencjalnych ekwiwalentów polskich onomatopei: Maschine, Schiene (polskie maszyna i szyna to zapożyczenia z niemieckiego!), zischen, schnaufen, Schweiß, Schildkröte… Zawarte w nich afrykaty nadają się do syczącej artykulacji i naśladowania dźwięku parowozu (por. Lipiński 2002: 71). Wszyscy tłumacze wykorzystali nasuwającą się wręcz naturalnie onomatopeiczną triadę Schweiß – heiß – Gleis oraz Rauch – Bauch (u Lahr także: Gepfauch) – wyrazy tworzące rymy głębokie, tak ważne w poezjidla dzieci. Natomiast znany wers Ruszyła maszyna po szynach ospale… jedynie Lipińskiemu udało się przełożyć tak, by zachować wyrazistą powtarzalność dźwięku sch (…schildkrötengleich, / Schiebt die Maschine sich schwer auf dem Gleis). U Helene Lahr, a zwłaszcza u Jamesa Krüssa głoska ta jest zbyt słabo słyszalna, bo rozdzielona innymi wyrazami. Lahr próbuje zrekompensować niedostatek onomatopei środkami wizualnymi: „schodkowy” układ wersów (do którego uciekają się też tłumacze na francuski i rosyjski) to „figura wizualno-kinetyczna” – graficzny sygnał powolnego, miarowego ruchu (Pszczołowska 1975: 89). W końcowym dwuwersie, imitującym stukot kół, Helene Lahr i James Krüss wykorzystali powtórzone trzykrotnie wyrażenie zleksykalizowane (so ist es wzgl. so ist das –‘tak to jest’), którego jednak nie można powiązać z naśladowanym dźwiękiem i ruchem pociągu tak wyraźnie, jak onomatopei właściwej zastosowanej przez Krzysztofa Lipińskiego (rattata, rattata, rat tata-tack!), związanej z czasownikiem rattern – stukać, turkotać.
Tłumaczenie Lokomotywy na język czeski, dokonane przez Jacka Balucha, uświadamia trudności w przekładzie onomatopei nawet między spokrewnionymi językami:
Jacek (tłum.) Baluch : Lokomotiva: 164-166
Na dráze stojí lokomotiva,
paří se, olej s povrchu splývá,
ospale zíva.
Syčí a sípe, zhluboka dýchá,
Pára jí dmýchá z horkého břicha:
Že je to vedro?
Jó – to je vedro!
Jé – to je vedro!
Ne!… To je vedro.
[…]
Náhle svist!
Náhle hvizd!
Do to-ho…
„Hotovo!”
Zprvu se zvolna jak želva, línĕ,
mašina šine po hladké šínĕ.
[…]
kola se točí a rachotí to:
Do toho, do toho, do toho, do!… (przeł. Baluch Jacek Lokomotiva: 164-166)
Mimo istnienia w języku czeskim podobnych wykrzykników dźwiękonaśladowczych (uff, buch), tłumacz celowo (nie chcąc powtarzać rozwiązań poprzedników) zastąpił je prostymi stwierdzeniami: Czy to nie gorąco? Oj, jak gorąco! Tak, jak gorąco; ekspresywne jó i jé nie imitują jednak – jak w oryginale – odgłosów sapania parowozu. Końcowe powtórzenia naśladujące stukot kół pociągu to ciekawa próba wykorzystania w funkcji onomatopeicznej zleksykalizowanego okrzyku do toho!, dopingującego sportowców (por. Baluch 2007: 152) – a więc wyrażenia, które występuje w całkiem innym niż dźwiękonaśladowczy kontekście.
Onomatopeję Ruszyła maszyna po szynach ospale – wg tłumacza jedną z tych, której walory akustyczne koniecznie należało zachować (por. Baluch 2007: 157) – udało się oddać, wybierając leksemy stosunkowo rzadko spotykane w języku czeskim (szyny to częściej koleje, kolejnice; šina występuje rzadziej; podobnie lokomotywę można było określić jako mašina, choć częstsza forma to stroj). Przekład czterowiersza Nagle – gwizd! / Nagle – świst! Para – buch! Koła – w ruch! odchodzi od oryginału nie tylko w warstwie leksykalnej, ale też dźwiękowej: wykrzyknik Do to-ho… „Hotovo!” przywołuje jedynie sytuację odprawiania pociągu na stacji, ale nieodgłos kół wprawianych w ruch (Walory dźwiękowe i rytmiczne wiersza Tuwima skłaniają nie tylko do jego recytacji, ale i inscenizacji – np. w wykonaniu członkiń czeskiego Tap & Jazz Dance Studio Jiriny Nowakowskiej. Zob. http://www.youtube.com/watch?v=bi2nVGP1vTE).
Rozbieżności w materiale imitującym odgłosy świata zewnętrznego w różnych językach uzmysławia jeden z licznych opisów dźwiękonaśladowczych w Panu Tadeuszu, kilkakrotnie przekładanym na język niemiecki (por. Lukas 2008). W opisie prac żniwiarskich na łące (na początku księgi VI) niewątpliwa audialna dominanta translatorska to akustyczne efekty językowe: rytm i onomatopeja:
Adam Mickiewicz : Pan Tadeusz: 293
Już zaczęły żniwiarki swą piosnkę zwyczajną,
Jak dzień słotny ponurą, tęskną, jednostajną,
Tem smutniejszą, że dźwięk jej w mgłę bez echa wsiąka;
Chrząsnęły sierpy w zbożu, ozwała się łąka,
Rząd kosiarzy otawę siekących wciąż brząka,
Pogwizdując piosenkę; z końcem każdej zwrotki
Stają, ostrzą żelezca i w takt kują w młotki.
Siegfried Lipiner (1882):
Siegfried Lipiner : Herr Thaddäus oder der letzte Einritt in Lithauen. Übersetzt von Siegfried Lipiner: 139
Schon singen die Schnitterinnen ihren gewohnten Gesang,
Gleich einem Regentag, einförmig, düster, bang:
Ohn‘Echo versickert‘s im Nebel – das trübt noch mehr den Klang.
Die Sicheln rauschen im Korn, die Au stimmt ein, es summet
Der Schnitterchor fortwährend sein Lied im üppigen Grummet,
Am Ende jeder Strophe halten sie inne – schwingen
Die Hämmer und schmieden im Takt und schärfen die Sensenklingen […].
Walter Panitz (1955):
Walter Panitz : Pan Tadeusz oder Der letzte Einritt in Litauen. Nachdichtung von Walter Panitz: 274
Die Mäher kommen auf das Feld. Heut singen
Sie nicht so lustig, wie sie‘s sonst getan.
Nein, sehnsuchtsvoll und melancholisch klingen
Heut ihre Lieder, und es hört sich an,
Als ob der dichte Nebel sie verschlänge.
Kein Echo wird heut laut. Ein Federbett,
So scheint es fast, erstickt des Liedes Klänge.
Im nahen Haferfeld wird auch gemäht.
Ganz leise rauscht der Sichelklang herüber.
Ein helles Klirren. In gedämpftem Ton
Kommt Antwort aus der Wiese gegenüber.
Die Nachmahd mähte man dort unten schon.
Man sieht sie nicht, der Schnitter lange Ketten,
Man hört nur, wie im Gras die Sense rauscht.
Nur hie und da taucht eine Silhouette
Im Nebel auf. Doch wenn man sorgsam lauscht,
Dann weiß man: Jetzt sind einmal sie hinüber
Mit ihrem Schwad. Und plötzlich tönt‘s im Takt
Rhythmisch vom Wiesenrande gegenüber,
Wie hartes Klopfen, kurz und abgehackt.
Sie dengeln ihre Sensen, doch im Nebel
Klingt alles so gedämpft, geheimnisvoll.
Sind‘s wirklich Sensen, die man schärft? Sind‘s Säbel?
Hermann Buddensieg (1963):
Hermann Buddensieg : Pan Tadeusz oder Die letzte Fehde in Litauen. Nachdichtung von Hermann Buddensieg: 159-160
Schon beginnen die Schnittrinnen schlichte Lieder zu singen,
Düster gleichwie der Regentag, monoton und voll Sehnsucht,
Trauriger noch, weil der Klang ohne Echo im Nebel versickert.
Durch das Getreide rauschen die Sicheln, die Wiese erwiderts,
Schnitter in Reihn, die die Spätmahd mähen, sirren im Takte,
Pfeifen ein Lied sich dazu, doch wenn sie die Strophe beendet,
Bleiben sie stehen, dengeln das Eisen und hämmern im Takte.
Walburg Friedenberg (1977):
Walburg Friedenberg : Pan Tadeusz. Das Werk des großen polnischen Romantikers, ein Hohelied der Heimatliebe. Klangbildlich übertragen von Walburg Friedenberg: 161-162
Die Schnitterinnen begannen ihr schlichtes Lied,
das düster, sehnsuchtsvoll, eintönig war
wie dieser Regentag und umso trauriger wirkte,
als es ganz ohne Echo in den Nebel sank.
Es rasselten die Sicheln im Getreide,
die Felder gaben ihnen Antwort;
die Reihen mähender Schnitter summten unaufhörlich
oder pfiffen ihr Lied; am Ende eines jeden Streifens
blieben sie stehen, schärften ihre Klingen,
die Schleifhämmer dabei im Takte schwingend. („Pan Tadeusz. Das Werk des großen polnischen Romantikers, ein Hohelied der Heimatliebe. Klangbildlich übertragen von Walburg Friedenberg“:161-162 )
W cytowanym opisie Mickiewicz oddaje monotonny rytm pracy żniwiarzy i odgłosy łąki o świcie przez odpowiednie ukształtowanie warstwy brzmieniowej wiersza: zastosowanie wyrazów dźwiękonaśladowczych (chrząsnęły, brząka) oraz instrumentację głoskową – nagromadzenie głosek nosowych (ę, ą, n, ń, m). Próbując oddać nastrój obrazu poetyckiego, żaden z tłumaczy nie wykorzystał jednak w pełni możliwości fonicznych swojego języka; wydaje się, że autorzy przekładów koncentrują się na efektach wizualnych, a nie akustycznych, co powstrzymuje ich przed zastosowaniem środków wyrazu dorównujących bogactwem oryginałowi. W przekładach brak jest instrumentacji głoskowej porównywalnej z polską, głównie dlatego, że w niemieckim nie występują samogłoski nosowe (pierwotne). W pewnym stopniu udało się uzyskać w tłumaczeniach podobne jak w oryginale aluzje brzmieniowe do brzęku, stukotu, chrzęstu i odgłosu kucia kos (w. 30-31), głównie dlatego, że niemiecki dysponuje sporym zasobem odpowiednich wyrazów dźwiękonaśladowczych: rasseln, klirren, klopfen, sirren, dengeln, hämmern, rauschen… Już samo słowo Sense (kosa) odznacza się – za sprawą podwójnego s – swoiście „ostrym” brzmieniem. Stosunkowo najwięcej takich leksemów występuje w wersji Waltera Panitza, ponieważ jednak jest ona wielokrotnie dłuższa od oryginału, elementy onomatopeiczne rozproszone są w tekście, a ich oddziaływanie akustyczne ulega „rozmyciu”.
Udany efekt dźwiękonaśladowczy osiąga Siegfried Lipiner w końcowym dwuwersie, gdzie wyraźnie słychać nagromadzone afrykaty: Am Ende jeder Strophe halten sie inne – schwingen / Die Hämmer und schmieden im Takt und schärfen die Sensenklingen. W tym przypadku nagłosowe sch naśladuje świst narzędzia przecinającego powietrze i odgłos ostrzenia kosy. Jeśli przypomnimy sobie, w jaki sposób ten sam środek stosowany był w przekładach Lokomotywy, widać wyraźnie, jak różne dźwięki może każdorazowo naśladować identyczna kombinacja głosek. Dowodzi to, że wartość dźwiękonaśladowcza wyrazu uruchamia się dopiero w kontekście jego znaczenia oraz na tle większej całości tekstowej.
Dr, absolwentka germanistyki UAM, adiunkt w Instytucie Filologii Germańskiej Uniwersytetu Gdańskiego. Książki: Obraz świata i konwencja literacka w przekładzie. O niemieckich tłumaczeniach dzieł Adama Mickiewicza (Wrocław 2008) – wyd. niemieckie: Das Weltbild und die literarische Konvention als Übersetzungsdeterminanten. A. Mickiewicz in deutschsprachigen Übertragungen (Berlin 2009); współredakcja (z A. Kątnym) tomów: Germanistik in Polen: Geschichte – Perspektiven – interdisziplinärer Dialog (Frankfurt/M. 2011), Sprach- und Kulturkontakte aus interkultureller Sicht (Gdańsk 2011). Zajmuje się literaturoznawstwem, komparatystyką, teorią przekładu.