Zapach gettowej codzienności

Zestaw zapachowego obrazowania, jaki znajdujemy na kartach dzienników i pamiętników pisanych w warszawskim getcie, jednoznacznie akcentuje przykre doznania. W getcie naturalne ludzkie wonie, związane z fizjologią i schorzeniami, zwykle represjonowane przez kulturę, ulegają uwolnieniu. Zapach wypełniający ulice powstaje także przez administracyjne kłopoty z wywozem nieczystości i z ciągle psującą się w przepełnionych domach kanalizacją (Engelking, Leociak 2001). Całe getto naznaczone jest obecnością człowieka brudnego, chorego, bezdomnego, który popadł w prostrację. Odrażający zapach zaułków nędzarzy i „punktów” (miejsca zaadaptowane przez Radę Żydowską, gdzie umieszczano grupy małomiasteczkowych Żydów, przesiedlanych do warszawskiego getta na rozkaz Niemców) to na kartach dzienników i pamiętników z epoki jeden z emblematów getta.

Podwórza getta wioną „zimnym, stęchłym fetorem niewietrzonej pościeli, zjełczałych tłuszczów i gnijących odpadków” (Szpilman 2000: 54), cuchną rozkładającymi się rybami (sprzedawane na ulicach, wiosną 1941 były jedynym produktem dopuszczonym przez Niemców do oficjalnej wolnej sprzedaży (Berg: 64)), ludzkim kałem i śmieciami (Konowa, Rydygerowa 2000: 184), nieczystościami, które wylewa się przez okna (Konowa, Rydygerowa 2000: 184). „Pod drzwiami, na klatce schodowej, na schodach, na podwórzu, wszędzie leżą kupki kału” – notuje Stanisław Różycki (Różycki 2011: 24). Memuarysta stara się znaleźć usprawiedliwienie dla ludzkich zachowań (ostra biegunka była jedną z najczęstszych chorób getta), ale zauważa, że nieczystości na ulicach stają się przejawem głębszych zmian w ludzkich zachowaniach („ludzie dziczeją”, pisze, a swoim artykułom nadaje tytuł „Bezwstyd”).

W punktach dla uchodźców „jak obuchem uderza w głowę gęsty, prawie namacalny zaduch ludzkich wydzielin, zgniłych odpadków i siarki po niedawnej dezynsekcji. […] Na salach brud i jakieś duszne ciepło. Ściany pokrywa grzyb wilgoci” (Karasiówna 2000: 198). We wnętrzach przeludnionych mieszkań czuć ludzkie wyziewy, dym z niedrożnych kuchenek, karbid z lamp. Powietrze „chorobliwie odurzające”, „zatrute” (Konowa, Rydygerowa 2000: 184; Cajtagowa 2000: 191) – piszą świadkowie.

Cuchnie nie tylko powietrze getta, ale także poszczególni ludzie. Wyziewami ze śmietnika cuchną dzieci z punktów dla uchodźców (bo w śmietniku szukają resztek jedzenia) (Alfabet 2000: 204). Odrażający zapach staje się jednym z głównych atrybutów, charakteryzujących bohaterów dziennika Racheli Auerbach, która prowadziła kuchnię ludową przy ulicy Leszno. Klienci kuchni cuchną (Damówna), są jak „zdziczałe, bezdomne koty, śmierdzące w straszny sposób”, a „ich fetoru niepodobna wytrzymać” (o czworgu rodzeństwa) (Auerbach: 2, 58, 61). Jedna z bohaterek, czternastoletnia Gucia, sierota, skazana na śmierć głodową, na kartach dziennika zostaje obdarzona nową tożsamością – staje się „małą śmierdzącą Gucią” (Auerbach: 65). Utrwalona w kulturze praktyka wiązania zapachu z oceną moralną ulega tu zupełnemu rozerwaniu – autorka pisze wszak o dziewczynce z ogromną czułością, nazywa ją „wartościowym dzieckiem”. Smród, który staje się stałym atrybutem Guci, dla autorki dziennika nie jest oskarżeniem dziewczynki, ale Niemców i nieludzkich warunków życia, jakie stworzyli Żydom.

Estera Karasiówna, jedna z wychowawczyń w świetlicy dla dzieci uchodźców, zadaje wprost dramatyczne pytanie: „Na kogo spada odpowiedzialność za to całe gnijące pokolenie?” (Karasiówna 2000: 198). Jej metafora wiąże ponownie odczucia węchowe z problematyką moralną, wskazując bezpośrednio na przyczynę zła – Niemców.

Obserwując spuchnięte, ropiejące nogi żebraka, diarysta Wojdysławski diagnozuje: „Getto jest cuchnącą, zaropiałą raną” (Wojdysławski 2011: 14). Zatrute, chorobliwe powietrze ulic getta staje się figurą kondycji zamkniętej dzielnicy. Jego głodujący, popadający w prostrację mieszkańcy gniją fizycznie i duchowo. Metafora Wojdysławskiego z jednej strony nabiera znamion dosłowności, z drugiej – wskazuje na skandal, jakim jest getto w dwudziestowiecznej Europie. W tym kontekście getto staje się cuchnącą raną na ciele gnijącej europejskiej kultury i cywilizacji.

Woń rozkładu ludzkiego ciała, zwyczajowo obłożona kulturowym tabu, w warszawskim getcie przedostaje się na ulice, uderza w nozdrza przechodniów. Stanisław Różycki opisuje, jak otwarte skrzydła wozu pogrzebowego pozwalają zajrzeć do środka i poczuć jedyny w swoim rodzaju zapach: „czarna otchłań zamkniętej dużej skrzyni, zionącej zgniłym zapachem trupim” (Różycki 2011: 19).

Doświadczenie śmiertelnej woni, tajemniczej, niebezpiecznej i niepokojącej, jest trudne do zwerbalizowania. Węchowy obraz śmierci w gettowych dziennikach i pamiętnikach ogranicza się do stałych słów–parawanów (odór, zgnilizna, fetor, słodkawy, cuchnący), wskazujących raczej na nieprzekładalność węchowego doświadczenia i manifestujących strach autorów przed śmiertelnym miazmatem. Poczucie nieprzekładalności na słowo i nieekwiwalentności węchowego doświadczenia każe Racheli Auerbach pisać o „tamtym zapachu” (Auerbach: 38). Autorka, wspominając w swoim dzienniku wyprawę na gettowy cmentarz, opisuje szopę cmentarną, pełniącą funkcje kostnicy, skrywającą dziesiątki rozkładających się zwłok. Zapach, jaki tam odczuwa autorka, staje się przedmiotem opisu i refleksji:

Rachela Auerbach : Dziennik: 31-32

[…] ale teraz, w tej chwili, widzę cały obraz ponownie wraz ze szczegółami i nawet zdaje mi się, zdaje mi się, że czuje słodkawy, trupi zapach. Charakterystyczny, inny niż ścierwa zwierzęcego, zapach ścierwa ludzkiego. Czyż nie znamy dobrze tego zapachu, czyż nie czujemy go niekiedy z własnej spoconej skóry, czyż nie rozpoznalibyśmy go od razu bez żadnych objaśnień, nawet poczuwszy go pierwszy raz?

Dla autorki cmentarny zapach niósł komunikat, który odsyłał ją do własnego ciała i przypominał o własnej śmiertelności. Woń, tak podatna na niepamięć, tu okazuje się istnieć poza pamięcią (a więc poza czasem), bliska, intuicyjnie jednoznacznie rozpoznawana i nazywana. Dla Racheli Auerbach nasz węch zespolony jest z pamięcią o śmierci, a ludzkie ciało wysyła stały komunikat o niej, memento jest wpisane w fizjologię.

Zapachy warszawskiego getta to także te wonie, których nie ma realnie, a do których się tęskni, wspomina i rekonstruuje mentalnie. W tym wypadku najczęściej zestaw zapachowego obrazowania odwołuje się do przyrody, a zwłaszcza zapachów roślinnych.

Tęsknotę za zapachem pól i łąk opisuje w swoich wspomnieniach Leokadia Schmidt (Schmidt 1983: 45). Halina Szwambaum na kartach swojego listu do przedwojennej nauczycielki odbywa wycieczkę wyobraźni poza mury getta, usiłując przypomnieć sobie, jak pachnie suchy otwocki las, mchy, wrzosy, zieleń w Łazienkach. Posługując się trybem warunkowym, nadawczyni listu opisuje swoje marzenie o wolności, ogniskujące się w możliwości oddychania świeżym powietrzem. Węch jest ścieżką prowadzącą ją jednocześnie ku przyszłości i przeszłości: „oddychałabym latem, zielenią liści i trawy w Łazienkach – ile by starczyło płuc” – pisze. Powrót do przeszłości jest dla zamkniętej w getcie dziewczyny możliwy dzięki przywoływanym w pamięci zapachom: „To tak pachnie Warszawą z dawnych czasów, kiedy można było pójść do Polskiego na Noc Listopadową i potem, wprost z teatru, powędrować o północy pod sztachety Łazienek” (Szwambaum 2010: 42).

Woń pól, łąk, koszonej trawy należą do zapachowych archetypów. Dla zamkniętych w getcie więźniów stają się esencją wspomnienia i synonimem wolności. Metafora oddychania pełną piersią znajduje tu swoją dosłowną aktualizację. Komunikat węchowy zespolony z oddechem potwierdza raz jeszcze, że jesteś tym, czym oddychasz: zamknięci w getcie więźniowie oddychając zatrutym powietrzem, „wdychają getto”, stając się jeszcze bardziej więźniami; ten, kto oddycha świeżym powietrzem (choćby w wyobraźni), jest poza gettem i z każdym oddechem („ile by starczyło płuc”) staje się coraz bardziej wolny.

Oddech i zapach wolności uruchamiane zostają przez pracę wyobraźni, jedynie w niej są dostępne dla mieszkańców getta. W świecie realnym jedynie w wyjątkowych wypadkach odetchnąć można świeżym, czystym powietrzem. Mary Berg należy do nielicznych szczęśliwców – na jej podwórku nie tylko kwitnie krzak bzu, wokół którego gromadzą się wszyscy mieszkańcy domu (Berg 1983: 161), ale także można stąd poczuć świeże powietrze z drugiej strony muru. Wyglądająca z okna Mary notuje: „Z mojego okna widzę młode dziewczyny z bukiecikami fiołków spacerujące „aryjską” stroną ulicy. Czuję nawet słodki zapach rozwijających się na drzewach pączków. Ale w getcie nie ma ani śladu wiosny” (Berg 1983: 64, zapis z maja 1941). Rok później Mary wspina się na dach swego domu, gdzie z „aryjskiej strony” dochodzi zapach lip, a dziewczyna może marzyć: „Powietrze jest tu czyste i myślę sobie o szerokim świecie, dalekich lądach, o wolności” (Berg 1983: 159).

Zapach fiołków, lip, świeżych pączków, pokonuje ograniczenia podzielonej przestrzeni i pozwala zamkniętej w getcie dziewczynie choć na chwilę, w ulotny sposób partycypować w zakazanych dla Żyda doznaniach.

Na drugim biegunie wobec takiego zestawu zapachowego stoi zapis z dziennika Janusza Korczaka. Znany pedagog, udręczony odpowiedzialnością za utrzymanie w getcie dwustu sierot, jedyne chwile wytchnienia znajduje w czasie kilku godzin nocnych. Wtedy właśnie powstaje jego dziennik. Korczak notuje na gorąco conocny zapachowy pejzaż swojego pokoju w Domu Sierot: „Zapachy: amoniaku (mocz teraz szybko rozkłada się, a nie co dzień płuczę kubeł), zapach czosnku, karbidu i od czasu do czasu moich siedmiu współmieszkańców. Jest mi dobrze, cicho i bezpiecznie” (Korczak 1958: 538).

Korczak owija się zapachem jak kokonem, który przynosi mu poczucie bezpieczeństwa. Mieszanka woni, dla postronnego czytelnika nieprzyjemna, staje się dla autora egzystencjalną kotwicą, właśnie dlatego, że przywołuje codzienność w jej bezpiecznym wcieleniu. Zestaw zapachów, nazwany przez autora, mówi o niepowtarzalnym doświadczeniu i buduje w sposób ostentacyjny ramę prywatności, oddalającą cały groźny świat zewnętrzny.

Nazywane przez diarystów i memuarystów epoki zapachy getta w swej warstwie werbalnej odsyłają do śmierci i ją zapowiadają (zapachy gnijące, duszące, zatrute, etc). 22 lipca 1942 roku, w pierwszym dniu „wielkiej akcji likwidacyjnej”, w czasie której Niemcy wywieźli do obozu zagłady w Treblince i tam zamordowali w komorach gazowych ponad 300 tysięcy mieszkańców getta, ta zapowiedź znajduje swoją realizację (Sakowska 1993). Przekaz kultury, nakładający na naturalne ludzkie zapachy wyraźne tabu, ponieważ wiążą się one w sposób naturalny ze śmiercią (jeśli czujemy zapach ciała, czujemy śmierć (Barański 2000: 83nn)) w czasie tzw. akcji likwidacyjnej znajduje swoją namacalną aktualizację. Zamknięta na Pawiaku Mary Berg śledzi „akcję” przy pomocy zmysłu słuchu (słyszy strzały) i węchu: „czujemy zapach świeżej ludzkiej krwi” – pisze (Berg 1983: 185).

Umschlagplatz, gdzie w wielkim ścisku tysiące oczekiwały na pociąg, zamienia się w kloakę: „Czułam, że nogi ugrzęzły mi w czymś lepkim i śliskim. Ogarnęła nas zewsząd paskudna woń kału i wydzielin ludzkich, jakbyśmy się znaleźli w jednym wielkim ustępie. […] Straszliwa woń nie dawała po prostu możności oddychania” (Schmidt 1983: 64-65).

Leokadia Schmidt, szukająca w czasie „akcji” kryjówki dla swojej rodziny, znajduje odrażająco cuchnący schowek. Wydobywający się smród jest gwarancją, że kryjówka spełni swoją funkcję i Niemcy do niej nie zajrzą (Schmidt 1983: 104).

Ostatnim akordem „akcji” jest wnętrze bydlęcego wagonu, zmierzającego do Treblinki i wypełnionego duszącym zapachem wapna i ludzkich wydzielin. Calek Perechodnik, którego żona i córka zostały wywiezione z getta (rzecz dotyczy Otwocka), powracając wieczorem samotnie do domu odnajduje zapach Anki: „W czystej pościeli, którą zaledwie onegdaj przewlokłaś, gdzie zapach Twojego ciała, Twoich ulubionych perfum jeszcze się unosi, a Ty siedzisz tu [tj. w wagonie] sama w ciemnościach, stłoczona bez powietrza z Aluśką na rękach” (Perechodnik 2004: 64).

Woń perfum, zwyczajowo symbolizująca ulotność, okazuje się trwalsza niż życie ludzkie, a zapach żony wskazuje na jej nieobecność. W domu po „akcji” Calek rozpoznaje najbliższe, najintymniejsze zapachy (które „koduje” łóżko), w tym czasie Anka Perechodnik jest już w piekle wagonu, jadącego do komory gazowej. Perfumy należą do porządku życia, Anka w duszącym powietrzu pociągu zostaje zanurzona w obcy fetor i pozbawiona także swego zapachu, który pozostał razem z jej całym życiem poza wagonem.

Po „akcji” zapachowy pejzaż warszawskiego getta zmienia się całkowicie. Dotąd gęste od ludzkich wyziewów ulice pustoszeją. Niedobitki mieszkańców pracują w zamkniętych, izolowanych obozach pracy (szopach). „Chyłkiem sunący wzdłuż ścian strzęp ludzki, obryzgane krwią kamienie bruku, dym unoszący się z tlejących i dogorywających ognisk ulicznych, ostra woń spalenizny – nadają właściwy koloryt temu miastu śmierci […]” – piszą autorzy raportu Likwidacja żydowskiej Warszawy z listopada 1942 r. (Anonim 1980:275; autorami są prawdopodobnie Ringelblum, Gutkowski i Wasser).

W dzielnicy, z której większość mieszkańców została wywieziona na śmierć, znikają ludzkie zapachy. Getto wypełnia dym i spalenizna, archetypiczne zapachy wojny i zniszczenia.

Źródła

Źródła

  • Alfabet J., „Raport świetliczanki J. Alfabetówny”, [w:] Sakowska Ruta (oprac.), „Archiwum Ringelbluma. Dzieci – tajne nauczanie w getcie warszawskim”, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2000.
  • Anonim, „Raport zjednoczonych organizacji podziemnych getta dla Rządu Polskiego w Londynie i Rządów Sprzymierzonych, pt. »Likwidacja żydowskiej Warszawy«”, [w:] Sakowska Ruta (oprac.), „Archiwum Ringelbluma. Getto warszawskie lipiec 1942 – styczeń 1943”, PWN, Warszawa 1980.
  • Auerbach Rachela, „Dziennik”, Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, syg. Ring I, 405.
  • Berg Mary, „Dziennik z getta warszawskiego”, przeł. Maria Salapska, Czytelnik, Warszawa 1983.
  • Cajtagowa [Balbina?], „Sprawozdanie z pracy w świetlicy przy ul. Ogrodowej 27”, [w:] Sakowska Ruta (oprac.), „Archiwum Ringelbluma. Dzieci – tajne nauczanie w getcie warszawskim”, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2000.
  • Karasiówna Estera, „Świetlica przy Śliskiej 28”, [w:] Sakowska Ruta (oprac.), „Archiwum Ringelbluma. Dzieci – tajne nauczanie w getcie warszawskim”, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2000.
  • Konowa G., Rydygerowa Sima, „Sprawozdanie z działalności przy ul. Stawki 9”, [w:] Sakowska Ruta (oprac.), „Archiwum Ringelbluma. Dzieci – tajne nauczanie w getcie warszawskim”, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2000.
  • Korczak Janusz, „Pamiętnik”, [w:] tegoż, „Wybór pism. Tom IV”, Nasza Księgarnia, Warszawa 1958.
  • Perechodnik Calek, „Spowiedź”, oprac. David Engel, Ośrodek Karta, Warszawa 2004.
  • Różycki Stanisław, „Obrazki uliczne z getta”, [w:] Person Katarzyna (oprac.), „Archiwum Ringelbluma. Getto warszawskie. Życie codzienne”, Żydowski Instytut Historyczny i Wydawnictwo DiG, Warszawa 2011.
  • Schmidt Leokadia, „Cudem przeżyliśmy czas zagłady”, oprac. Władysław Bartoszewski, Wydawnictwo Literackie, Kraków – Wrocław 1983.
  • Szpilman Władysław, „Pianista. Warszawskie wspomnienia 19391945”, oprac. Andrzej Szpilman, Wydawnictwo Znak, Kraków 2000.
  • Szwambaum Halina, „Błagam o listy”, „Karta”, 2010 nr 63.
  • Wojdysławski [imię nieznane], „Wspomnienia szkice i refleksje”, [w:] Person Katarzyna (oprac.), „Archiwum Ringelbluma. Getto warszawskie. Życie codzienne”, Żydowski Instytut Historyczny i Wydawnictwo DiG, Warszawa 2011.

Opracowania

  • Barański Jarosław, „Zapach śmierci”, [w:] tegoż, „Śmierć i zmysły. Doznania, wyobrażenia, przemijanie”, Wydawnictwo Astrum, Wrocław 2000.
  • Engelking Barbara, Leociak Jacek, „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście”, Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa 2001.
  • Sakowska Ruta, „Ludzie z dzielnicy zamkniętej. Z dziejów Żydów w Warszawie w latach okupacji hitlerowskiej”, Wydawnictwo PWN, Warszawa 1993.

Artykuły powiązane