Głód w „Kronice polskiej” Joachima Bielskiego

Andrzej Glaber : Gadki o składności członków człowieczych z Arystotelesa i też inszych mędrców wybrane: 72

[…] chęć jedzenia jest znamię próżnego żołądka, a tak gdy tam nieco weń nie włożą, tedy on wciąga w się wilgoty złe i plugawe ku trawieniu, z których więc pochodzą w głowę dymy jadowite […]. Jako więc mówią: ciężka boleść, gdy sie chce jeść.

Odwołując się do wyobrażeń o ciele ludzkim jako naczyniu, przetwarzającym podstawowe ludzkie humory, opis głodu Andrzeja z Kobylina wskazuje właściwą dla epoki wiedzę na temat przemiany materii, określa także ogólną orientację staropolan w sprawie przyczyn niedożywienia. Procesy trawienia zależały od stężenia płynów ustrojowych, ich fluktuacji w organizmie. Stąd powszechne są – jak i współcześnie, choć z nieco innego powodu – zalecenia, dotyczące umiarkowanego picia (co widać w Apoftegmatach czy ŹwierciadleMikołaja Reja). Głód jako taki nie miał wyłącznie pozytywnej bądź negatywnej konotacji. Jako swoisty niedosyt – uprzedzał on dobry apetyt, a więc tym przyjemniejszy posiłek: „Komu smakować może jedzenie, picie, spanie, ieśli pirwej nie łaknął, nie pragnął, a sen go nie morzył” (Górnicki 1566: 122). Jednak, zarówno rozpoczęcie posiłku, jak i jego zakończenie powinno było odznaczać się pomiernością:

Mikołaj Rej : Apoftegmata: list 218

Siła z trzeźwości pożytków przychodzi,
Marna ożarłość ta nam na wszem szkodzi

Kronika polska, Marcina Bielskiego. Nowo przez Joach. Bielskiego syna jego wydana w roku 1597 stanowi dobry materiał dla badania zjawiska głodu na przestrzeni zarówno literatury jak i historiografii. Klasyczne przedstawienie charakteru narodowego daje obraz typowego mieszkańca Północy, łatwo znoszącego niedożywienie: „[…] Polacy są […] czerstwi, śmieli, sposobni do wszytkiego, i wytrwania nędze, głodu, zimna, (zwłaszcza kiedy tego trzeba) […]” (Bielski 1597: k. 3). Atrakcyjna forma upomnienia z jej naturalną „licencją” na moralizowanie godzi się z duchem epoki, w której żył i pisał autor. Wstrzemięźliwość jako przejaw zahartowanego ducha i narodowej skromności są postulowane w licznych utworach, m. in. i tutaj:

Joachim Bielski : Kronika polska: k. 79

Wiecie też to, moi namilszy rycerze, jako ruskie krainy są obfite w urodzaje i w skarby, i żywności wszelkie; a tak upominam was wczas i przestrzegam pilnie, abyście pomiernie tego wszystkiego używali, tak jakobyście stąd ku gnuśności jakiej z rozkoszy zbytniej nie przyszli […].

Kronika Marcina Bielskiego (przepisana przez syna) dostarcza licznych przykładów klęsk zarówno żywiołowych jak i militarnych, przytacza sytuacje, które doprowadziły do głodu jako nieszczęścia lub zachowania pożądanego, na przykład, w postaci praktyki pokutniczej: „A gdy częstokroć ruszało sumnienie Bolesława o zabicie brata Zbigniewa, udał sie na pokutę ciężką: pościł w wodzie tylko a w chlebie; we włosienicy chodził, jałmużny dawał […]” (Bielski 1597: k. 108).

Odpowiednio do tego jako podstawowe przyczyny głodu w kronice wyróżnimy niedożywienie z konieczności (podczas wspomnianych klęsk) oraz z wyboru (pokuta); warto także wprowadzić rozróżnienie między głodem jako rezultatem działań ludzkich (głód jako terapia, skutek wojen, post etc.) oraz działań natury. Dodatkowo wyodrębnimy głód jako przejaw dobrego apetytu, czyli łaknienia. Głodowi często towarzyszyła choroba, niedostatek, zimno, nieurodzaj, mór, ucisk i pragnienie etc. (Mayenowa 1973: 399-400).

Bronisław Geremek zwrócił uwagę na jedną z podstawowych przyczyn staropolskich głodów – pauperyzację społeczeństwa, która zachodziła głównie wskutek migracji ludności do miast (Geremek 1989: 15-17). Prowadziło to często do szerzenia się kryzysu żywnościowego, zaniedbania rolnictwa oraz problemów z transportem prowiantu na tereny nieurodzajne (Le Goff 1991: 222-227).

Głód – pojmowany jako klęska i traktowany jako zagrożenie dla życia – stanowił jedno z głównych źródeł strachu w dawnej Polsce, na równi z wojną oraz zarazą; kolejne zaś miejsca w hierarchii zagrożeń zajmowały różnorodne klęski żywiołowe (trzęsienie ziemi, wichury, susza, powodzie, śnieżyce etc.).

Głód, podobnie jak inne plagi, zapowiadały komety, powodowały bowiem suszę powodzie, nieurodzaj i inne kataklizmy (Kroczak 2006: 20n):

Joachim Bielski : Kronika polska: k. 214

Lata 1314. Kometa o Bożym Narodzeniu była, która trwała niemal przez wszystek luty. A potym zasie była i druga, ale już mniejsza i nie tak długo trwała jako pierwsza. Potym i trzy miesiące [księżyce – E. K.] razem widać było na niebie. Zaczym drugiego roku był wielki głód w Polszce, tak iż matki swe dzieci jadły, jako pisze Długosz. A nie tylko to na ludzie przychodziło, ale i na wilki, którzy ludziom zastępowali, a miotali sie na nie na drogach i żarli je. Mór potym był wielki.

Podejście do głodu nosiło charakter fatalistyczny, stosowano niechrześcijańskie zabiegi, mające uśmierzyć gniew natury, a jednocześnie przywrócić urodzajność, ustrzec przed nowymi klęskami (Osiński 2009: 36). Z drugiej zaś strony, o pogodzeniu się z odczłowieczającym wpływem głodu świadczą opisy aktów kanibalizmu. Zaraz po wspomnieniu o tym, jak dzieci były zjadane przez własne matki, Joachim pisze, że nawet wilki zaczęły się rzucać na przechodniów. Autor kroniki zachowuje dystans, a nawet wykazuje pewną wyrozumiałość w stosunku do ludożerstwa:

Joachim Bielski : Kronika polska: k. 194

Tegoż roku drugiego [1282 – E. K.] był głód w Polszce, tak iż ludzie przed głodem uciekali jedni do Wegier , drudzy do Rusi […]. Lecz w Czechach jeszcze gorzej było, bo tam matki swe dzieci jadły. Po tym głodzie był zasie wielki mór, jako to pospolicie bywa, z tych chwastów, co to ludzie jedzą lada co.

W Dziejach Kanibalizmu Daniel Diehl wyznacza granice, w obrębie których działa pojęcie człowieczeństwa, poza którymi zaś potępienie ludożerstwa traci uzasadnienie. Jest to „Ludożerstwo wymuszone warunkami ekstremalnymi, w sytuacji, gdy załamanie kulturowego zakazu jedzenia ludzkiego mięsa jest jedyną szansą uniknięcia śmierci” (Diehl, Donnely 2007: 41).

Kanibalizm matek figuruje u Bielskiego jako stały motyw, wyznaczający skalę nieszczęścia. Historia podaje liczne przykłady ludożerstwa, poczynając od plemion pierwotnych, aż po „nieludzkie” przejawy głodu w społeczeństwach cywilizowanych. Dla pierwszych zjadanie ciał ludzkich stanowi element uwarunkowanej kulturowo tradycji, natomiast w społecznościach cywilizowanych zwłaszcza akt zjadania własnych dzieci oznacza sytuację ekstremalną. Przy pomocy tego obrazu Bielski przybliża emocje związane z przedstawianymi wydarzeniami i potęguje empatię czytelników.

Najczęściej spotykaną przyczyną głodu w Kronice Polskiej są klęski żywiołowe:

Joachim Bielski : Kronika polska: k. 105

Ale do tego przyść [Bolesław – E. K.] prze wielkie powodzi nie mógł: abowiem począwszy od wiosny aż przez wszystko lato ustawicznie deszcz szedł, nie tylko u nas w Polszce, ale i wszędzie, tak iż ani siać, ani żąć możono; przeto też tego roku był głód wielki. A przed tym czasem niebo jednego czasu na trzy godziny po zaszciu słońca zdało sie gorzeć, co znaczyło te dżdże.

Z kolei w 1219 roku powódź spowodowały długie i ciężkie mrozy – jedno z częściej zagrażających plonom nieszczęść „[…] w Polszce całe lato szedł deszcz ustawicznie, rzadko przestawając, stądże był wielki głód z powodzi; potym mór i na ludzie i na bydło, bo i zima była wielka” (Bielski 1597: k. 147). Joachim, wspominając o długiej zimie 1440 roku, podkreśla jej znaczenie dla współistnienia ludzi i zwierząt. Mrozy pociągnęły za sobą głód bydła, niszcząc jednocześnie nadzieję na normalne plony dla ludzi. Warunki pogodowe postawiły wszystkich w jednej sytuacji:

Joachim Bielski : Kronika polska: k. 360

[…] chocia była wielka powodź w ten czas [1440 r. – E. K.] z zimy takiej srogiej, która od pełniej listopada stała aż do pełniej kwietnia, tak iż snopki na domiech ludzie odzierali bydłu, co nie miało co jeść, i potym głód był wielki, także mór na bydło i na ludzie.

W sytuacji, gdy chodzi wyłącznie o przetrwanie, obniżenie statusu człowieka w hierarchii stworzeń podkreśla konieczność spożywania traw i korzeni, co w zwyczajach żywieniowych doby staropolskiej było wyznacznikiem niskiej pozycji społecznej: „Tego czasu w Polszce [rok 1310 -E. K.] we Włoszech i w Niemcech wielka powodź była i głód niesłychany, iż ludzie musieli i jeść zioła” (Bielski 1597: k. 213). Na terenach wiejskich ludność podobnie przechodziła na „chwasty”:

Joachim Bielski : Kronika polska: k. 552

Tegoż roku [1524 – E. K.] była wielka z nieurodzaju ozimin i jarzyn drogość po wszystkiej Polsce, bo mrozy wszystki zboża były popsowały, które stały aż do Świątek, aż ludzie na wsi chwast jedli, żywiąc sie.

Ani ówczesny stan nauki nie pozwalał przewidywać nagłych powrotów zimy, ani psychika ludzi nie mogła przyjąć do końca tego, że w zmianach klimatycznych nie uczestniczyły żadne nadprzyrodzone moce. Głód był faktem, z którym każdy radził sobie w miarę własnych możliwości; z kolei na poziomie państwowym problem braku żywności, jak widać niżej, był rozwiązywany zaledwie sporadycznie i wymagał dodatkowych nakładów:

Joachim Bielski : Kronika polska: k. 236

Drugiego roku [1362 – E. K.] był głód wielki, nie jedno u nas w Poszce, ale wszędzie. Pokazało sie było zboże piękne na polu z przodku, ale w miesiącu czerwcu mrozy i srogie niepogody wszystko zasie pokaziły. Jednak król Kazimirz, jako był opatrzny, miał pełne stodoły i śpichlerze zboża w każdym imieniu [majątku – E. K.] […] i za małe pieniądze ludziom potrosze wszystkim udzielał […].

Jako kolejne przyczyny głodu Bielski wymienia takie plagi jak susza, trzęsienie ziemi i szarańcza (krocząca często w parze z Tatarami). Wstrząsały one ludźmi na przestrzeni wieków XII-XIV. Spośród wymienionych klęsk susza, najbardziej oswojona, nie zachęcała Bielskiego do szczegółowych opisów: „Tegoż roku [1123 – E. K.] był zasie głód wielki w Polszce prze suchość zbytnią; abowiem całe trzy miesiace, kiedy nalepiej, dżdża nie było” (Bielski 1597: k. 106).

Jako nietypową przyczynę kryzysów żywnościowych w Polsce kronikarz podaje trzęsienie ziemi: „Lata Pańskiego 1258. Było w Polszce trzęsienie ziemie, co rzadko bywa u nas; stąd sie ludzie polękali barzo. Jakoż nie przyniosło to potym nic dobrego. Bo wnet były mory / głody / wnętrzne walki i przeszcie nieprzyjaciela, zwłaszcza Tatarów […]” (Bielski 1597: k. 181).

Na szczególną uwagę w kronice zasługuje szarańcza. Zazwyczaj jej napadom towarzyszyły dodatkowe ekstremalne uwarunkowania klimatyczne lub militarne, co wzmagało poczucie zagrożenia. Jeden z fragmentów przedstawia nalot szarańczy po szczęśliwym uniknięciu konsekwencji zbyt długich mrozów:

Joachim Bielski : Kronika polska: k. 225

Tegoż roku [1335 – E. K.] spadł śnieg dnia 23 kwietnia, który przez pięć dni trwał, a wszakże zbożu nic nie zaszkodził, i owszem, tego roku była wielka żyzność i urodzaj bardzo dobry. Ale drugiego nie tak: abowiem szarańca wszystko zjadła. Tak jej było wiele, że słońce, lecąc, zasłaniały; a gdy na ziemie padły, sie kopyta końskie w nich zakrywały.

Podczas tego rodzaju głodu ludzie przechodzili głównie na pokarm „leśny” – zjadało się wszystko, co można było znaleźć w lesie; spożywano także padlinę (Osiński 2009: 35). Kolejny opis, poprzez symboliczne zestawienie szarańczy z Tatarami, potęguje strach przed nią, a zarazem i przyrównuje najeźdźców do żarłocznych insektów: „Tegoż roku [1344 – E. K.] była szarańcza w Polszce, która przyszła do nas z Węgier, a po niej Tatarowie” (Bielski 1597: k. 229).

Jednym z najczęstszych powodów wielkiego głodu były wojny. Można wyróżnić dwie podstawowe grupy głodu z przyczyn militarnych. Jedną z nich była znana taktyka głodzenia przeciwnika: „[W roku 1003 Bolesław – E. K.] poraził Ruś z Pieczyngi i z Połowcy, a Jarosław uciekł mu na błota. Król przyciągnał do Kijowa i oblegwszy, dobył go przez głód, bo tam był wielki sie lud zebrał” (Bielski 1597: k. 58).

Do tej kategorii można odnieść także niedożywienie wojska spowodowane przez nałożenie się walk i złych warunków pogodowych. Na przykład, w okolicach Gdańska, w wyniku utrudnionego przejścia, polska i niemiecka piechota musiała zjadać zdechłe konie:

Joachim Bielski : Kronika polska: k. 736

Przychodziło tedy naszym [w roku 1579 – E. K.] niektórym do tego, zwłaszcza piechocie niemal wszystkiej tak polskiej jako węgierskiej, że konie zdechłe jeść musieli, a wżdy im to nic nie wadziło, przedsie zdrowi i czerstwi byli. Nagorzej było Niemcom niebożętom, bo od głodu marli, więc i choroba ich przyrodzona, czerwonka, miedzy nie sie wrzuciła.

Do drugiej kategorii zaliczyć można głód spowodowany przez nieurodzaj, jako wynik działań wojennych. Przemarsze wojsk, zaniechanie upraw na czas walk, celowe niszczenie plonów przez wroga – powodowały szczególnie dojmujący głód.

Klęski żywiołowe, nieurodzaje, napady szarańczy i wojny; religijna asceza, żołnierska pomierność i medycyna; wreszcie normalne dążenie do przestrzegania szlachetnego umiaru – to wszystko przyćmiły mroczne i nie poddające się żadnym wytłumaczeniom „cuda” 1270 roku, gdy…

Joachim Bielski : Kronika polska: k. 186

[…] wiele sie dziwów u nas okazało w Polszce. […] W Ślasku zasie u wsi Michałowa / miedzy rzekami Nyssa i Odra, trzy dni krwawy deszcz szedł, a przed tym rok widziano na powietrzu, jakoby sie wojska potykały, i także całe lato deszcz szedł, iż powódź wszystki zboża zabrała na polach i nie tylko zboże, ale i dobytek; stąd wielka szkoda była i drogość.

Artykuły powiązane