Poświatowska – tkliwość

Jeden z pierwszych utworów Haliny Poświatowskiej zawiera bardzo istotny dla jej poetyckiego odczuwania obraz:

Halina Poświatowska : W słońcu południa (z tomu ”Hymn bałwochwalczy”): 23

dziewanna włosami ze złota
włosami z rudej czerwieni
owinęła szyję
pręży zielone piersi
na smagłym ciele ziemi

dziewanna nie zna wstydu
dziewanna jest trawą
zmarszczkami z promieni
rozkwita

dziewanna pod jasnym niebem
gnie seledynowe ciało
wszystkimi włosami
chwali żyzną nagość

Odruchowo można powiedzieć, że to rozbudowana, sugestywna personifikacja. Kwiat zostaje opisany w taki sposób, w jaki mogłaby być przedstawionazachwycona własnym ciałem kobieta. Erotyczność tego ujęcia podkreślają wyeksponowane piersi oraz żyzność nagości i brak wstydu… Dziewanna jest jednak nie tylko „ożywiona”, ale i aktywna – owija szyję, pręży piersi, gnie ciało, rozkwita i chwali nagość, płodność. Ten kwiat jest tu uosobieniem samego życia, kwintesencją jego zmysłowego odczuwania.

Banalny, ale zarazem niezwykle sensualny, opis kwiatu – opis, który w dwudziestym wieku wydaje się niemożliwy – u Poświatowskiej nie tylko się poetycko broni, ale skłania do zastanowienia nad jego statusem. Wspominając o personifikacji dziewanny zakładam, że w wierszu przedstawiony został proces narzucenia spojrzenia. Ludzka perspektywa patrzenia steruje obrazem – „inność kwiatu” ulega dominującemu wzrokowi, który odnajduje w nim kobiece kształty, pasję życia, pochwałę czystego istnienia. Poetyckie poznanie, czy zawłaszczenie?

Wprawdzie w moim pytaniu słychać echa współczesnych podejść krytycznych, piętnujących wszelkie przejawy opresyjności, to jednak ani nie chcę zbyt im ulegać, ani też ich podważać (zestawiając z opisem dziewanny). Prowokują one bowiem do zadawania pytań o możliwości opisu świata, o zasadność epistemologii. Jeśli założymy, że poznajemy zawsze z naszej perspektywy (wracając w ten sposób do ujęć hermeneutycznych) i przyznamy, iż nie zawsze odsłaniamy przed sobą i innymi tę banalną prawdę, otrzymamy przynajmniej inny wyznacznik – granicę poznania uwarunkowaną świadomością własnej perspektywiczności. Rzecz oczywista, ale niezwykle istotna w sporach o epistemologię. Także poetycką.

Powyższe uwagi nie są przypadkowe dla interpretacji przytoczonego wiersza Poświatowskiej. Jeśli bowiem personifikację potraktujemy jako swego rodzaju zawłaszczenie utwór wiele straci, mało zyska. Wiele: bo uzyskamy pewność, że opis – jako wyraz dominacji – niczego nowego nam nie wniesie. Mało – bo będziemy jedynie przekonani o zasadności krytycznej lektury, natomiast nie o wartości samego wiersza. Mając świadomość tych uwikłań chciałabym przeformułować sam problem „zawłaszczającego spojrzenia”. Warto z tej perspektywy przeczytać wiersz zatytułowany Łasica:

Halina Poświatowska : Łasica (z tomu „Hymn bałwochwalczy”): 62

jestem nią błyskam biało w zachwycie nad sobą
płowym grzbietem ocieram się o pieszczotę traw.
łasica – podłużny płomyk wychynęła z krzaków
i szalonym tańcem powiedziała istnieniu o sobie.
długo napinała giętkie ciało w łuk
i poprzez oczy spadła na cztery widzące nogi.
jest – ziemia faluje pod nią i niebo pochyla się
nisko aby wchłonąć w siebie aby nigdy nie odeszła
tam gdzie nie ma ciepła ziemi i nieba

„Jestem nią” – zachwycone spojrzenie kobiety skłania ją do utożsamienia – widząc „taniec” łasicy odczuwa jej „współgranie” z otoczeniem: trawą, ziemią, krzakami. Dostrzega w niej też samą siebie: swoje pragnienie ruchu, dotyku, współbycia ze światem. Chce poczuć się jak ona, lekka, doskonała w swym ciele, czerpiąca dzięki niemu czystą przyjemność bycia; ale również chce, wszystkimi zmysłami, odczuwać to, co czuje łasica dzięki swemu istnieniu w tym właśnie miejscu i czasie. Przyjemność sprawnego ciała, poruszania się, pieszczotę trawy, ciepło odczuwane w blasku słońca. Ten ekstatyczny niemal opis u Poświatowskiej zostaje jeszcze bardziej uwydatniony dzięki metaforze blasku płomienia: łasica prawie „spala się w ekstazie” – płonie blaskiem własnym i odbitym (słonecznym). Jest kwintesencją życia, które „przemija w zachwycie” – a pojawiające się w ostatnich wersach niebo, które „ją wchłania”, potwierdza jedynie życiową siłę (zob. Łebkowska 2012 b: 586).

Ten wierszstanowi wyznanie wiary w istnienie, „całym sobą” się na nim koncentruje, chociaż – a może właśnie dlatego (?) – jest w nim obecna świadomość śmierci: nicości, w której nic się nie może rozwijać, nic nie może przetrwać i w której nie ma miejsca na odczucia zmysłowe. Ale „łasica” przetrwa – bo jest metaforycznym wyrazem pragnienia bycia, apoteozą istoty samego życia: czyli współistnienia.

Współistnienie jest kategorią, która często pozwala trafnie określić sposób poetyckiego odczuwania świata przez Poświatowską. Wystarczy przypomnieć utwór, który w pierwszej chwili wydaje się tu – jako przykład – najmniej adekwatny:

Halina Poświatowska : ***czy świat umrze trochę… (z tomu „Jeszcze jedno wspomnienie”): 324

czy świat umrze trochę
kiedy ja umrę

patrzę patrzę
ubrany w lisi kołnierz
idzie świat

nigdy nie myślałam
że jestem włosem w jego furze

zawsze byłam tu
on – tam

a jednak
miło jest pomyśleć
że świat umrze trochę
kiedy ja umrę

Lęk przed śmiercią jest tutaj także lękiem przed samotnością – przerażeniem, że odchodząc, zostawia się puste miejsce, które szybko zostaje zapełnione. Metaforyczny „włos z futra” jest synekdochicznym wskazaniem związku z tym wszystkim, co nas otacza, czyli – pragnieniem współistnienia, które zostaje zubożone, gdy zabraknie choć jednego ludzkiego losu.

Mając w pamięci wszystkie omówione obrazy, wracam do problemu patrzenia na świat jako wyrazu narzucania własnych przekonań, myśli, odczuć. Konstrukcje opisów Poświatowskiej nierzadko opierają się na „przenikaniu istnień” (zob. Łebkowska 2012a: 120). Jak pisze Anna Legeżyńska: „Poświatowska jednoczy ludzkie ciało i otaczającą przyrodę, tworząc dla nich wspólne ontologiczne uniwersum” (Legeżyńska 2009: 69). Kilka przykładów:

Halina Poświatowska : ***jestem z upływającej wody… (z tomu „Hymn bałwochwalczy””): 39

jestem z upływającej wody
z liści które drżą
trącane dźwiękiem wiatru
przelatującego pospiesznie
(…)

Halina Poświatowska : ***modlę się do zieleni (z tomu „ Oda do rąk”): 172

modlę się do zieleni
korzenie proszę
żeby tkliwie objęły
moje nagie ramiona
(…)

Halina Poświatowska : *** A co zrobi ten motyl… (z tomu „Jeszcze jedno wspomnienie”): 297

A co zrobi ten motyl, który zwykł siadać na mojej lewej sto-
pie, kiedy zmęczona odpoczywałam przy wąskiej ścieżce leśnej
obok jeziora. O las się nie troszczę, ani o wodę, bo ona wiecznie
żywa, ruchliwa, rozkołysana, mieszkają w niej ryby i chrabąsz-
cze, czasem przebiega wiatr. Ale samotny motyl? (…)

Halina Poświatowska : *** w samolotach też mieszka spokojna tkliwość” (z „Wierszy z rękopisów”): 392

w samolotach też mieszka spokojna tkliwość
bo mruczą przesuwając palcami skrzydeł po niebie
ocierają się o chmury
naprężonym jak struna grzbietem
i obłokom w puszyste włosy
w najczystszym bruklińskim narzeczu
szepczą – kocham
(…)

Pojawiająca się w ostatnim wierszu tkliwość dobrze nazywa, jak się wydaje, opisywane wcześniej stany i sytuacje. Tkliwość może oznaczać zdolność do czułych reakcji, do współczucia innym – jest więc sposobem wyrażenia miłości, predyspozycją do okazywania przyjaznego nastawienia, wyczuleniem na sytuację innych osób. A jednak pojęcie tkliwości wykracza poza zakres semantyczny empatii, która jest przede wszystkim własnością psychiki. Niuans, o którym mowa, łatwiej uchwycić jeśli przywoła się jeszcze jedno znaczenie tkliwości w języku polskim – medyczne pojęcie „tkliwości” rozumianej jako rodzaj nadpobudliwości, zwiększonej reakcji pojawiającej w przypadku dotykania bolących miejsc (Skorupka, Auderska, Łempicka 1968: 828). Tkliwość w obu znaczeniach konotuje zmysłowe odczucia, kojarzy się z dotykiem, choć nie zawsze, jak w pierwszym ze znaczeń, chodzi o dotyk w sensie dosłownym. Raczej – o jego sens przenośny, w którym dotyk jest epistemologiczną metaforą wszelkiego zmysłowo poświadczonego kontaktu z innymi bytami i ze światem w ogóle.

Z kolei być może drugie ujęcie powoduje, że tkliwość kojarzy się czasem ze spotęgowanym odczuwaniem, nadmiernym wyczuleniem – blisko jej wtedy do ckliwości, czułostkowości: zachowań, postaw, które uważa się potocznie za „przesłodzone”, przesadne, nieprawdziwe. A jednak tkliwości bliżej jest przecież do czułości: nie tylko ujmowanej jako wrażliwość, czy przejaw miłości, ale też jako wysublimowaną zdolność reagowania na najmniejszą zmianę: zdolność wyczuwania najdrobniejszych drgnień, symptomów, oznak.

Tkliwy byłby ten, kto potrafi dostrzec to, co umyka w normalnym życiu, ginie w natłoku spraw. Tkliwy byłby ten, kto bywa wyczulony na inną obecność. Tkliwość byłaby wreszcie zmysłowym współodczuwaniem: zdolnością do cielesnego doświadczania wszystkiego, co nas otacza.

U Poświatowskiej tkliwość mogłaby być ujmowana jako objaw wszechogarniającego poczucia wspólnoty (zob. Kiec 1997: 73)– nawet jeśli to poczucie bywa jedynie pragnieniem, to przecież pozwala dostrzec w opisywanym świecie pewien nadmiar istnienia – rozumiane jako wychylenie w stronę najmniejszego, najdrobniejszego objawu współistnienia. Z punktu widzenia problematyki sensualności najistotniejsze jest to, że tkliwość wiele czerpie z cielesnych reakcji, skłania do nich, pozwala coś „przeżywać” na własnej skórze, doświadczać sobą. Tkliwość okazuje się zatem emocjonalno–somatycznym wyczuleniem: reakcją pobudzającą całą osobę (można – w ramach przeciwstawienia i dookreślenia zarazem wyobrazić sobie, że współczucie bliższe byłoby reakcjom umysłowym, nie zawsze angażującym nasze ciało). W tym ujęciu poczucie tkliwości skłania do dotknięcia, przylgnięcia, przytulenia: tak, by móc poczuć bliskość, wspólne bycie, życie. Tkliwość to sensualne współodczuwanie, które obejmuje zarówno wspólnotę w bólu, jak i radości.

„Jestem z upływającej wody”, „korzenie proszę / żeby tkliwie objęły / moje nagie ramiona” – obrazowanie Poświatowskiej jest metaforycznym, niezwykle sensualnym, wyczuleniem na fizyczną bliskość otaczającego świata, jest wyrazem przeświadczenia o niemożności istnienia samotnego. I to nie tylko w jego najbardziej dramatycznym – i zarazem konwencjonalnym – wydaniu: kobiety bez mężczyzny (wiersze Haśki są przykładem lirycznego wizerunku „kobiety tęskniącej”). Istnienie samotne postrzegane jest jako egzystencjalna otchłań, której cień pojawia się w przywołanym przeze mnie fragmencie utworu poświęconego osamotnionemu motylowi. Żartobliwie natomiast – ale z niezwykłą dozą delikatności – opisuje poetka miłosną czułość samolotów: to ich „mruczące przesuwanie palcami skrzydeł po niebie”, po to, by „otrzeć się o chmury / naprężonym jak struna grzbietem” jest zawoalowanym (jak często u niej) erotycznym pragnieniem. Jego najsubtelniejszą postacią jest tkliwość właśnie.

Ale tkliwość nie jest jedynie stanem przyjemnej afirmacji istnienia, w tym emocjonalno-somatycznym wyczuleniu na inne istnienie bardzo duży udział ma dostrzeżenie i zrozumienie czyjegoś bólu. Zrozumienie, które jest bliskie jego przeżycia. Jednym z takich przykładów tkliwej recepcji cierpienia jest wiersz zatytułowany Wielkopostna legenda:

Halina Poświatowska : Wielkopostna legenda (z tomu „Oda do rąk”): 127

dwa tysiące lat temu
urodziła panna w Galilei
niemowlę

dziecko było bezbrzeżnie nagie
a ona nie miała nic
oprócz miłości

i tak rosło
ogrzewane oddechem
aż dorosło do nienawiści

i przybili go do drzewa ludzie
a ona patrzyła

potem – mówią – wstąpiła w niebo
ale równie dobrze mogła zstąpić w ból
tak był głęboki

To jeden z bardziej przejmujących wierszy dogłębnie religijnych i kobiecych zarazem. Już sam opis Jezusa, w którym najistotniejsze jest dostrzeżenie „bezbrzeżnej nagości” – hiperbola eksponuje nie tylko biedę, ale i cielesną bezbronność: trudno o mocniejsze zwrócenie uwagi na potrzebę okrycia noworodka, otulenia przedchłodem – stanowi o dużym wyczuleniu na szczegóły tak wielokrotnie opisywanej sytuacji. Wzmacnia to wrażenie sposób zaprezentowania Maryi: Jej fizyczna bliskość z dzieckiem (niezwykle sensualna metafora wychowywania jako „ogrzewania oddechem”!) staje się więzią tak silną, że Jego męka naznacza Ją na całe życie. Drastyczna zmiana – jaką sugeruje zakończenie wiersza – nie ma jednak wymiaru bluźnierczego, wręcz przeciwnie: potwierdzając ludzkie odczuwanie opisuje siłę doświadczenia bólu.

Ten tkliwy opis – tkliwy, bo eksponujący szczegóły relacji, domyślający się reakcji, przeżyć oraz sensorycznie odbieranych odczuć – przeczy wrażeniu zgarniającego, zawłaszczającego spojrzenia, które miałoby się pojawić w poezji Poświatowskiej. To nie „oko rozumu”, lecz „wzrok cielesny” pozwala zmysłowo doświadczyć radości i bólu naszego życia – odkrywa z tkliwością współistnienie.

Źródła

Źródła

  • Poświatowska Halina; „Wiersze wybrane”; wstęp i wybór J. Zych, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989 (cytaty na s.23, 39, 62, 127, 172,297, 324, 392).

Opracowania

  • Skorupka Stanisław, Auderska Halina, Łempicka Zofia (red.); „Mały słownik języka polskiego”; Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1968.
  • Kiec Izolda; „Halina Poświatowska”; Rebis, Poznań 1997.
  • Legeżyńska Anna; „Od kochanki do psalmistki… Sylwetki, tematy i konwencje liryki kobiecej”; Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2009.
  • Łebkowska Anna(a); „Somatopoetyka”; [w]: „Kulturowa teoria literatury 2”;pod red. Teresy Walas, Ryszarda Nycza, Universitas, Kraków 2012.
  • Łebkowska Anna(b); „Świat dotyku. Interpretacja prozy Zofii Romanowiczowej”; [w]: „Kulturowa teoria literatury 2; pod red. Teresy Walas, Ryszarda Nycza, Universitas, Kraków 2012.

Artykuły powiązane