Oko w koncepcjach ludowej fizjonomiki
Wygląd oczu, uważanych za zwierciadło duszy, zdradzał charakter ich właściciela. Według najprostszej klasyfikacji posiadaczom jasnych oczu przypisywano uczciwość, spokojne usposobienie i marzycielstwo, właścicielom ciemnych natomiast – nieszczerość i złe intencje. Bardziej złożone koncepcje brały pod uwagę również takie kryteria jak kolor tęczówki i kształt oka. I tak, niebieskoocy uważani byli za ludzi dobrych i łagodnych, czarnoocy z kolei – za fałszywych, potrafiących rzucać uroki, oczy siwe ewokowały „życie poczciwe”, oczy piwne – „życie dziwne”, oczy bure – „życie ponure”, oczy zielone – „życie szalone”, natomiast oczy czerwone znamionowały ludzi złych i pijaków. Oczy duże miały być charakterystyczne dla osób szczerych, ale także dla tych, którzy rzucają uroki, oczy małe zdradzają złośliwych i chciwych, wąskie i skośne – nieszczerych, a wyłupiaste (uważane za najbrzydsze) – ciekawskich. Po oczach można było także poznać demona – były one duże, świecące, czarne lub czerwone (Paluch 1995: 73), a u czarownicy spuchnięte i odbijające z źrenicach nie wizerunek osoby oglądanej, lecz kozła (Dźwigoł 2004: 42).
Uroczne oczy
Urok to dolegliwość wywołana przez nadprzyrodzoną siłę. Pojawia się nagle i może dotknąć każdego (dotyczy to zarówno ludzi, jak i zwierząt), przy czym najbardziej narażone na zauroczenie są istoty słabe ( dzieci, młode zwierzęta) lub znajdujące się w fazie marginalnej (kobiety w ciąży, para młoda). Mimo że etymologia nakazuje wiązać urok z czynnością mówienia (Dźwigoł 2004: 41), znacznie częściej widziano w nim skutki złego spojrzenia, co należy wiązać z przedchrześcijańskim przekonaniem, że oko jest siedliskiem i medium siły wewnętrznej człowieka (Wenerska 2007: 40). O rzucanie uroków podejrzewano zazwyczaj osoby o dużych, czarnych oczach, Cyganów, obcych, czarownice, ale także zwykłych, „normalnych” członków społeczności (przy czym częściej przypisywano tę moc kobietom niż mężczyznom), którzy złym spojrzeniem mogli zauroczyć kogoś mimowolnie i bezwiednie: „Każdy może mieć ten zły wzrok […] Ten człowiek nie wie, że ma takie ocy, że może urzec. Jo mom czyste ocy i normalne, a moge tak popatrzeć na kogoś i rzucem urok, a nie wiem o tym” (Lehr 1981: 92). Wśród przyczyn, dla których dana osoba dysponuje urokliwym spojrzeniem, wymieniano przewijanie niemowlęcia podczas pełni księżyca lub ponowne karmienie przez matkę piersią po uprzednim odstawieniu dziecka. Najczęściej jednak uważa się, że z tą właściwością po prostu przychodzi się na świat, bez dociekania przyczyn takiego stanu rzeczy (Świętek 1998: 113).
Osoba, która rzuciła urok – o ile nie była czarownicą – nie miała wpływu na złą moc swojego spojrzenia i nie potrafiła cofnąć jego skutków. Uważano nawet, że ludzie ci są nieszczęśliwi, ponieważ nie mogą wyleczyć swojej przypadłości i mimo braku złych intencji, skazani są na wykluczenie. Jedyną pewną metodą zapobiegania urokom było bowiem unikanie ludzi o urokliwych oczach, co niejednokrotnie oznaczało odseparowanie ich od reszty społeczności. Żywiono jednak przekonanie, że posiadacz złego spojrzenia nie może urzec swoich bliskich, a jedynie osoby spoza własnego obejścia.
Wierzono, że uroki powodowane są przez złe spojrzenia rzucane ukradkiem, z ukosa, a osoba rzucająca urok patrzy „spod byka” lub zasłania oczy ręką. Z drugiej jednak strony negatywne konsekwencje powodować mogło zapatrzenie się, czyli intensywne przyglądanie się danemu obiektowi, a nawet samo wspomnienie o możliwości zapatrzenia (Gerlich 1989: 200). Siła urocznych oczu najpełniej objawiała się przy pierwszym ich spojrzeniu, kolejne pozbawione były już tej pierwotnej mocy, dlatego jako apotropeionów używano czerwonych wstążeczek bądź innych drobiazgów w tym kolorze: „To mówio, ze tylko cerwuny gałgonecek, zeby miało zawse, abo cerwuny sweterk. Wtedy juz nie urzeknie” (Adamowski 2002: 37). Jaskrawy detal miał ściągnąć na siebie owo pierwsze złowrogie wejrzenie i jego fatalną siłę, natomiast kolejne, zneutralizowane już spojrzenia padały na dziecko bądź zwierzę, nie szkodząc mu.
Nie tylko siła pierwszego spojrzenia zwiększała ryzyko rzucenia uroku, wzmagały je także określone sytuacje, wśród których najczęściej pojawia się oglądanie kogoś lub czegoś po raz pierwszy. Aktowi temu towarzyszyć mogły złe emocje (przede wszystkim zazdrość), wpływające na możliwość zauroczenia: „Gdzieź jak tak chyczsze śe popaczył, to łuroki dał!” (Piechnik 2009: 206). Stąd zalecenie, by w określonych sytuacjach, np. podczas oglądania noworodka lub nowo nabytego zwierzęcia, spojrzeć najpierw na swoje paznokcie bądź użyć prostej formuły apotropeicznej: „bez uroku”, „na psa urok” (Lehr 1981: 100).
Lista symptomów zauroczenia była tyleż długa, co różnorodna i obejmowała między innymi: bóle głowy, bóle brzucha, smutek i ogólne osłabienie u osób dorosłych, płaczliwość i niemożność zaśnięcia u dzieci, nieposłuszeństwo, wycieńczenie fizyczne i toczenie piany z pyska u zwierząt. Ze względu na wielość objawów często wyróżniano kilka odmian uroku (Libera 1995: 42). W skrajnych wypadkach urok prowadzić mógł nawet do śmierci ofiary, dlatego starano się jak najszybciej zidentyfikować daną przypadłość i ją wyleczyć. Niejednokrotnie dzielono uroki na lekkie, które można było odczynić samodzielnie, oraz ciężkie, których zdejmowaniem zajmowali się specjaliści, znachorzy, owczarze, czarownicy (Lehr 1981: 93).
Postępowanie lecznicze obejmowało dwa etapy: ustalenie, czy dolegliwości rzeczywiście wywołało zauroczenie, oraz odczynienie uroku. W celu rozpoznania uroku wrzucano do wody trzy lub dziewięć rozżarzonych węgielków. Jeśli opadły one na dno, głośno przy tym sycząc, oznaczało to, że urok został rzucony, jeśli pływały na powierzchni, objawy nie były spowodowane urokiem. Odczyniając urok, można było wykorzystać wodę z węgielkami, podając ją do picia lub przemywając nią zauroczonego człowieka bądź zwierzę. Metoda ta pozwalała wykorzystać jednocześnie oczyszczającą moc wody, jak i ognia (wyobrażanego przez rozżarzone węgle). Inna popularna metoda leczenia z objawów uroku zalecała pocieranie ciała zauroczonego oplutym fragmentem spodniej warstwy bielizny – kobiecej koszuli, dziecięcej koszulki lub męskich kalesonów, w zależności od płci poszkodowanego lub – jeśli udało się to ustalić – rzucającego urok. Wśród pozostałych często stosowanych zabiegów należy wymienić zlizywanie uroków bądź ścieranie ich przy użyciu własnej śliny. Stosowano również okadzanie dymem pochodzącym z przedmiotu należącego do osoby, która rzuciła urok – wdychanie dymu miało powodować kichanie, a to z kolei ułatwiało „wyrzucenie z siebie” uroku (Lehr 1981: 94). Wymienionym zabiegom towarzyszyło często wypowiadanie słów modlitw lub magicznych formuł, np. „Oczy urzekły, oczy uzdrowią, Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty”, „Uroczysko zatwardziałe, idź do skały, do wymolo, tam łomoj, trzaskoj, cha!” (Lehr 1981: 99), „Na psa łuroki, na kłota suchoty” (Piechnik 2009: 210). W niektórych regionach do odczyniania uroku używano roślin, nazywanych urocznym zielem, urokowym zielem lub rocznikiem (Udziela 1931: 53). Pod nazwami tymi kryła się zwykle paprzyca lub koper lekarski, którym okadzano zauroczonego (Piechnik 2009: 212-213). Nadprzyrodzoną moc wspomnianych ziół wzmacniano dodatkowo, święcąc je w dniu Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia).
Oko jako droga mediacji
Oczy uczestniczą w komunikacji mikrokosmosu ludzkiego ciała ze światem zewnętrznym w sposób specyficzny, odbiegający od tego, w jaki funkcję mediatora pełnią pozostałe otwory ciała. Swoistość oczu w tym kontekście wynika z budowy organu wzroku, który w przeciwieństwie do pozostałych mediatorów tego typu nie daje możliwości fizycznego przekroczenia granic ciała (jak w przypadku nosa, uszu czy ust). Oczy są ponadto narządem odgrywającym główną rolę w procesie poznawania świata – patrzenie jest przeżyciem nie tylko poznawczym, ale także egzystencjalnym, ustanawiającym relacje między obserwującym i obserwowanym, nadającym rzeczywistości kształt i sens (Kowalski 2007: 384). Oczy jednak nie tylko pozwalają dostrzec obrazy, ale także odbijają je tak, że patrząc komuś w oczy, widzimy to, co on. Z tego względu to właśnie oczy stały się zwierciadłem duszy, zdradzając uczucia, myśli oraz choroby swojego właściciela, w oczach objawiało się szaleństwo i świętość, a także demoniczność postaci.
Oczy jako miejsca mediacji stwarzały szczególne zagrożenie w momentach przejścia, dlatego w wielu kulturach funkcjonował nakaz zamykania oczu nieboszczyka. Polscy chłopi tłumaczyli go ryzykiem „wypatrzenia” kogoś z domowników przez zmarłego i pociągnięcie go za sobą do krainy umarłych. Obawiano się, że umarły, któremu nie zamknięto oczu, zapamięta drogę powrotną do domu i przyjdzie ponownie pod postacią upiora. Żywiono także ogólne przekonanie o złej mocy oczu nieboszczyka, mającej przyczyniać się do obumierania otoczenia i wywoływania nieszczęść (Fisher 1921: 119). W wielu regionach, aby mieć pewność, że złe spojrzenie trupa jest zneutralizowane, dodatkowo kładziono na zamkniętych powiekach monety (w niektórych regionach zastępowano je kamykami lub innego rodzaju obciążeniem), które przed zamknięciem trumny należało zdjąć i rozdać ubogim. Niekiedy monety stosowane były tylko w przypadku, gdy powiek zmarłego nie udało się domknąć, a wówczas kładziono je na otwarte oczy. W obawie przed spojrzeniem umarłego wystrzegano się także sękatych trumien, trup mógłby bowiem wyjrzeć przez dziurę od sęka i „wypatrzeć” kogoś spośród żywych (Fischer 1921: 120-123). Akt zamykania oczu nieboszczyka sankcjonował przerwanie kontaktu między nim i pozostałymi członkami grupy, konstytuował granicę między światem żywych i umarłych, uniemożliwiając pomieszanie tych dwóch porządków (Kowalski 2007: 387).
Zakazem objęty był wzrok wszystkich istot o niedookreślonym statusie ontologicznym. Z tego względu również kobiety w ciąży zobowiązane były do przestrzegania pewnych zaleceń i jako przebywające w fazie marginesu zmuszone były unikać innych mediatorów. Wpatrywanie się w lustro przez ciężarną mogło powodować komplikacje porodowe, natomiast patrzenie przez dziurkę od klucza, przez szpary, do butelki lub przez zmrużone powieki groziło nie tylko powikłaniami przy porodzie, ale także ułomnością dziecka – ślepotą lub zezem (Kowalski 2007: 387).
Mediacyjny charakter oczu znajduje potwierdzenie w nazywaniu innych punktów przejścia oczami lub oczkami, np. jeziorka w środku lasu, otworu w ziemi, źródła. Na graniczność oka wskazuje także jego tożsamość z oknem jako liminalną strefą między domem i światem zewnętrznym (Kowalski 2007: 386-387).
Ciała niebieskie jako oczy Boga
Wzrok był na tyle istotnym w postrzeganiu świata zmysłem, że niemal utożsamiono go z samym Bogiem, czyniąc z Oka Opatrzności i zdolności dostrzegania wszystkiego, co się dzieje na świecie – Boski atrybut. Wyobrażano sobie Boga jako wielkie oko, a wzrok miał być głównym narzędziem kontroli, jaką sprawował nad ludźmi. Widząc wszystko, Bóg jednocześnie wszystko wiedział, wobec czego oko jako narzędzie poznania staje się także podstawowym gwarantem posiadania mądrości i wszechwiedzy.
Spośród wszystkich ciał niebieskich największą estymą cieszyło się słońce, ubóstwiane jako wcielenie Boga i życiodajnych sił przyrody. Polska kultura ludowa zachowała przedchrześcijańskie wierzenia o boskiej naturze słońca, które pod wpływem nauki Kościoła utożsamiać zaczęto z okiem lub twarzą Boga chrześcijańskiego. Niebo wyobrażano sobie jako kopułę nakrywającą ziemię, a siedzibę Boga sytuowano poza jej obrębem, natomiast wszelkie ciała niebieskie (słońce, księżyc i gwiazdy) stanowić miały pęknięcia, okna w kopule nieba, przez które prześwitywał blask prawdziwych niebios (Tomiccy 1975: 29). Wierzono, że gdy świeci słońce, Bóg patrzy z nieba na ziemię. Nazywano słońce okiem Boga, dzięki któremu wszystko widzi, w słońcu też dostrzec można było odbicie twarzy Boga (Żmigrodzki 1896: 326). Wobec tego pełniło ono funkcję łącznika między Bogiem i ludźmi, stanowiło Jego dostrzegalną emanację i jako takie utożsamiane było z twarzą lub okiem Boga. Takie postrzeganie słońca motywowało wiele zakazów, jakimi je otaczano – nie można było np. wskazywać go palcem, by nie wydłubać Bogu oka (zakaz ten dotyczył również księżyca i gwiazd) ani zamiatać śmieci w stronę słońca oraz wschodu, aby nie zaprószyć mu oczu (Moszyński 2010: 445). Utożsamienie słońca z Bogiem znajdowało wyraz w modleniu się doń w przypadku braku krzyża lub świętego obrazu (Moszyński 2010: 443). Gdzieniegdzie żywiono przekonanie, że samo słońce ma oczy i obserwuje świat (Kowalski 2007: 386), a czasem nawet płacze (Bartmiński 1996: 125).
Podobny stosunek jak do słońca, mieli chłopi do księżyca i gwiazd – dostrzegano w nich otwory, za pośrednictwem których dokonywał się kontakt ziemi i niebios. Księżyc w pełni porównywano do oka (Moszyński 2010: 454). Ze względu jednak na pośledni wobec słońca status księżyca i gwiazd, przypisywano im mniejsze znaczenie jako emanacjom sacrum.
Ślepota i jasnowidzenie
Ślepota, czyli niemożność widzenia doczesnego świata, sytuowały ślepca w sferze sacrum zarówno negatywnego, jak i pozytywnego. Zbrodniarz jako symbolicznie nieczysty ze względu na wyrządzone zło, nie powinien kalać świata swoim spojrzeniem (podobnie jak trup). Wykluczano go zatem ze społeczności ludzkiej i symbolicznie strącano do świata podziemnego (czyli w domenę negatywnego sacrum) przez wyłupienie oczu. Mocą świata nadnaturalnego naznaczony był także ślepiec. Jemu przypisywano jednak kontakt z sacrum w wymiarze pozytywnym, wierzono bowiem, że niewidzenie rzeczywistości materialnej „rekompensowane” jest przez możliwość widzenia zaświatów i stały kontakt z siłami wyższymi (Kowalski 2007: 387).
Wobec powyższego ślepota w niektórych okolicznościach była dolegliwością pożądaną. Niewidomi dziadowie-lirnicy cieszyli się ogromnym szacunkiem ludności wiejskiej (i nie tylko, biorąc pod uwagę popularność romantycznego motywu lirnika jako proroka i głosu narodu). Żywiono bowiem przekonanie, że lirnicy – w odróżnieniu od zwykłych dziadów-żebraków – mają lepszy kontakt z rzeczywistością świętą, a przekonanie to było tak silne, że w ludowej świadomości sami dziadowie stawali się świętymi, a ich modlitwy przynosić miały wyjątkowe efekty (Grochowski 2009: 145). Wynikało to z przeświadczenia, że niewidomy starzec widzi rzeczywistość nadnaturalną, fizycznie egzystuje w świecie doczesnym, ale jego dusza za pośrednictwem niewidzących oczu ma permanentny kontakt z sacrum. Z tego względu zdarzały się przypadki oślepiania chłopców w rodzinach dziadowskich, aby po osiągnięciu odpowiedniego wieku mogli podążyć zawodową ścieżką ojca, chwaląc się przy tym, że są dziadami z dziada pradziada (Grochowski 2009: 142). W niektórych sytuacjach osoby widzące musiały wprowadzić się w stan symbolicznej ślepoty przez powstrzymywanie się od kontaktu wzrokowego z rzeczywistością, np. znachor oraz chory nie mogli podczas zamawiania na nic patrzeć, a szczególnie na wykonywane czynności magiczne (Libera 1995: 222). Postępowanie to miało wywołać podobny skutek, jak w przypadku ślepoty rzeczywistej, czyli otworzyć drogę mediacji z zaświatami w celu wykorzystania ich leczniczej mocy.
Szczególny kontakt osób niewidomych z zaświatami zapewniał im także możliwość przenikania wszelkich tajemnic. Odpowiedzi na pytania o sprawy zakryte, np. o bieg przyszłych wydarzeń, musiały odwoływać się do wiedzy pochodzącej spoza ludzkiego świata, do którego dostęp mieli między innymi ślepcy. Przypisywano im więc zdolność jasnowidzenia. Dostęp do tajemnic przyszłości można było jednak zapewnić sobie także za pośrednictwem tzw. proroczych snów lub wizji na jawie (Moszyński 2010: 372-375). Znaczenie marzenia sennego i halucynacji jako efektu przenikania się rzeczywiści doczesnej oraz nadzmysłowej przechowały np. ludowe senniki, których zadaniem było wszak odszyfrowanie informacji zawartej w marzeniu sennym (zob. Niebrzegowska 1996). Można zaryzykować stwierdzenie, że kultura ludowa nie wykształciła pojęcia omamu wzrokowego jako omyłki zmysłów, czyli zjawiska nieprawdziwego. Każde przewidzenie czy halucynacja postrzegane były bowiem jako emanacja Innego Świata i sygnał dla śmiertelników. Wobec tego przykładano ogromną wagę do prawidłowej jego interpretacji, od niej bowiem zależeć mogły losy grupy – żadna informacja płynąca z tamtego świata nie mogła być ignorowana.
Ślepotę łączono ze stanem nie-ludzkim w ogóle. Obok kontaktu z zaświatami mogła ona znamionować także zwierzęcość i dehumanizację osoby niewidomej, a jak wiadomo – cechy te powszechnie przypisywano obcym. Zoomorfizm sąsiadów podkreślano w relacjach o Mazurach, którzy mieli przychodzić na świat ślepi jak szczenięta i dopiero po dziewięciu, siedmiu lub trzech dniach otwierali oczy. Przekonanie to znalazło odbicie w powiedzeniach: „ślepy Mazur do dziewiątego dnia, ale jak przejrzy, to wszystkich oszuka” czy „ślepy jak Mazur”, a także w przezwiskach, np. „psi narodzie, śleporodzie” (Bystroń 1935: 69). Obcym z dalekich krain przypisywano natomiast deficyt lub nadmiar gałek ocznych, które miały podkreślać dziwaczność i nieludzki charakter tych mitycznych ludów (Benedyktowicz 2000: 125).
Choroby oczu
Do najczęściej występujących, czy może raczej diagnozowanych chorób oczu zaliczyć należy kurzą ślepotę, nazywaną gdzieniegdzie kurzypatrzem, kurzym śpikiem czy korotami. Jest to schorzenie wzroku objawiające się słabym widzeniem po zmierzchu, pojawiające się najczęściej z końcem kwietnia i początkiem maja, a zanikające z nastaniem dłuższych dni. Za przyczyny tego upośledzenia uważano ogólne osłabienie organizmu, wywołane niedoborem pożywienia, przepracowaniem lub zmartwieniem. Najpowszechniej stosowane metody leczenia obejmowały pianie na płocie o zmierzchu i północy oraz przyjmowanie wnętrzności wołowych, cielęcych lub kurzych w postaci jedzenia, okładów i inhalacji (Paluch 1995: 51).
Inne choroby oczu mógł powodować sam akt patrzenia na przedmioty bądź zjawiska nieczyste, dlatego obowiązywał zakaz patrzenia przez okno na pogrzeb, zmarłego, księżyc w nowiu czy błyskawice. Złamanie któregoś z powyższych zakazów prowadzić mogło nawet do ślepoty (Libera 1995: 85). Schorzenia oczu mogły także stanowić wynik powikłań po innych chorobach, które – jak wierzono – nieleczone przenosiły się na inne organy. Oczy mogły atakować zaniedbane: świerzb, łuszczka oraz ból głowy (Libera 1995: 93). Ślepotę powodować mógł również kontakt z wężami, żabami, łasicami, kurami bądź zielem „kurzoślepu”. O ile jednak przedmioty te (podobnie jak widok ciał niebieskich, o czym była już mowa) szkodziły ludziom o zdrowych oczach, to w przypadku osób z upośledzeniami wzroku prowadziły do wyleczenia tych dolegliwości.
Przedmioty i momenty mediacyjne wpływały na zmianę istniejącego stanu rzeczy, dlatego mediatory kojarzone z oczami i wzrokiem stanowiły jednocześnie zagrożenie – dla ludzi zdrowych, których stan zamieniały w stan choroby oraz wybawienie – dla ludzi chorych, zmieniając ich sytuację symetrycznie do poprzedniej. Z tego względu w leczeniu chorób oczu niezwykle ważną rolę odgrywało słońce oraz inne ciała niebieskie, utożsamiane z oczami Boga. Leczenia wzroku podejmowano się zatem o wschodzie słońca, a zwłaszcza tuż przed nim (Bartmiński 1996: 145). W celu wyleczenia schorzeń oczu wykorzystywano powszechnie strzałki piorunowe, których pochodzenie nakazuje kojarzyć je z blaskiem gromu, a ten z kolei – z blaskiem oczu Boga, także święci w ludowych zamówieniach walczą z chorobami między innymi za pomocą słońca (lub jego symboli w postaci ognia i złota) czy gromu (Libera 1995: 152-154).
Wzrok jako miara odległości
Wzrok stanowi dla człowieka najważniejszy zmysł z punktu widzenia orientacji w otaczającej rzeczywistości, dostarcza najwięcej informacji o stanie otoczenia i pozwala miarodajnie ocenić sytuację, w jakiej znajduje się obserwator. Wzrokiem posługiwano się więc do szacowania poszczególnych wielkości (o czym dobitnie świadczy powszechnie stosowana miara „na oko”), wśród których wymienić należy także odległość. Widzenie rzeczy daje wiedzę o nich i o relacjach, jakie łączą je z innymi obiektami w przestrzeni. Nie dziwi wobec tego fakt, że punktem orientacyjnym, stanowiącym punkt odniesienia dla wszystkich innych fragmentów otoczenia, był obiekt najlepiej widoczny z każdego miejsca w okolicy. Mogła to być więc wieża kościelna, wysokie drzewo, wzniesienie lub kapliczka, której położenie znali wszyscy mieszkańcy wsi. Wzrok pozwala również ocenić, jak daleko znajduje się określony przedmiot i ile czasu zajmie dotarcie do niego, a także ustalić relacje odległości między poszczególnymi fragmentami przestrzeni. To, co dostrzegalne gołym okiem, wydaje się być w zasięgu patrzącego. Z kolei wszystko, co położone „tam, gdzie wzrok nie sięga”, sprawia wrażenie niedostępnego dla pozostałych zmysłów, skoro najbardziej przenikliwy z ludzkich narządów nie jest w stanie do tego dotrzeć.