Prus – doświadczenie erotyczne w „Lalce”

Waga przyznana erotyce w powieści Prusa jest zupełnie wyjątkowa na tle epoki. Już Stanisław Brzozowski twierdził, że jedną z najmocniejszych stron talentu autora jest „psychologia erotyzmu”, gdyż „nie ma on żadnej fałszywej pruderii, a posiada jak gdyby nieomylność instynktu” (Brzozowski 1971: 92). Współcześnie Grażyna Borkowska zauważa, że „Lalka jest podszyta erosem, a stosunki łączące kobiety i mężczyzn składają się nie na poboczny wątek powieści, ale jej główny nurt”, stąd „powieść Prusa to »fragment dyskursu miłosnego«, próba wykreowania nowych reguł uczuciowych” (Borkowska 2011: 53, 57). Języka do opisania doświadczenia erotycznego w Lalce dostarczają poezja romantyczna oraz teoria ewolucji Darwina (Kulczycka-Saloni 1983: 69).

Męscy bohaterowie to w większości rozmarzeni czytelnicy Mickiewicza, idealizujący kobiety i myślący o miłości przede wszystkim jako o połączeniu duchowym. Podczas pierwszego spotkania z panną Izabelą, Wokulskiemu „zdawało się, że już kiedyś ją widział i że ją dobrze zna. […] Dopiero później przyszło mu na myśl, że on nigdzie i nigdy jej nie widział, ale – że jest tak coś – jakby na nią od dawna czekał”, odtąd „stała się ona jakimś mistycznym punktem, w którym zbiegają się wszystkie jego wspomnienia, pragnienia i nadzieje, ogniskiem, bez którego życie nie miałoby stylu, a nawet sensu” (Prus 1991a: 140). W świecie Lalki mężczyznom nie potrzeba wiele do osiągnięcia seksualnej ekstazy. Baronowi wystarczy, że Ewelina niby przypadkowo trąci go nóżką, by był „tak wzruszony, że pobladł i posiniały mu usta” (Prus 1991b: 186). K Podobnie Wokulskiemu „krew uderzyła do głowy” (Prus 1991b: 208), kiedy przy poprawianiu siodła Wąsowska dotknęła kolanem jego twarzy. Na samą myśl o pocałunku Izabeli w Wokulskim „wola słabła, czuł, że traci przytomność” (Prus 1991b: 368). Miłość czyni z mężczyzn impotentów i masochistów. Wokulski zwierza się Szumanowi, że kocha Izabelę, nie pożądając jej (Prus 1991a: 144). Dalski wyznaje: „ona robi na mnie takie wrażenie, że nie wiem, czy ośmielę się kiedykolwiek pieścić ją… chcę tylko modlić się do niej… Po prostu […] klęczałbym u jej nóg i patrzył w oczy, szczęśliwy, gdyby mi pozwoliła […] pocałować brzeg swojej sukni…” (Prus 1991b: 202). Kobiety w powieści nazywane są zwykle aniołami (jest nim nie tylko Izabela, ale też Ewelina w oczach barona czy Stawska dla Rzeckiego). Najważniejszym odkryciem Wokulskiego będzie zrozumienie, że „każdy biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką” (Prus 1991b: 451), a on przy swoim ideale odgrywał „rolę eunucha” (Prus 1991b: 558).

Te pełne pogardy słowa odzwierciedlają naczelny męski problem przedstawiony w Lalce: seksualność kobieca mężczyzn wyraźnie brzydzi (Rudkowska 2005: 260). Wokulski w chwili gniewu myśli o Izabeli: „No, jest to widocznie osoba, która kokietuje nawet subiektów, a czy tego samego nie robi z furmanami i lokajami!” (Prus 1991a: 125). Widok podnieconych koncertem Molinariego kobiet („Były tam namiętnie odrzucone głowy, zarumienione policzki, pałające oczy, rozchylone i drgające usta, jakby pod wpływem narkotyku”) kwituje: „Straszna rzecz! Cóż to za chore indywidua…” ( Prus 1991b: 404). Wobec prostytutki wyrywa mu się okrzyk „Oto zwierzę!” (Prus 1991a: 184). Jak uogólnia Wacław Forajter, „dla Wokulskiego wulgarna ladacznica, podobnie jak bezdomni mieszkańcy Powiśla kopulujący wśród śmieci, stanowi chorobliwą narośl, grożącą społecznemu organizmowi wynaturzeniem i entropijnym rozpadem” (Forajter 2009: 99). [ K] Pozbawieni kontaktu z własnymi ciałami mężczyźni w Lalce nie doceniają siły seksualnego pożądania i wolą rozpatrywać swoje fascynacje w kategoriach romantycznego szaleństwa, niezrozumiałej magii czy wręcz hipnozy (Janke 2005: 128). Według Tadeusza Budrewicza język miłości dworskiej „służy im do ukrycia przed światem fizycznego pociągu, jest narzędziem oszustwa lub samooszustwa” (Budrewicz 1990: 148-149).

Tymczasem ich wybranki, zamiast Mickiewicza, czytują powieści Zoli, i z nich czerpią pożywkę dla swoich erotycznych marzeń. W Lalce o seksie myślą przede wszystkim kobiety. Minclowa po śmierci pierwszego męża zwierza się Rzeckiemu z seksualnej frustracji: „Nieszczęśliwy mój Jaś był ze trzy lata chory, a z ośm… Ach, panie Rzecki! iluż nieszczęść w małżeństwie jest źródłem to okropne piwo… Przez ośm lat, panie, jakbym nie miała męża…” (Prus 1991b: 41). Po ślubie z Wokulskim nienasycona właścicielka sklepu nie daje mężowi spokoju, nawet w miejscu i godzinach pracy. Humorystycznie opowiada o tych przygodach Rzecki w Pamiętniku starego subiekta:

Co za widok!… Pani Małgorzata leży na podłodze przywalona biurkiem i oblana atramentem, krzesełko złamane, Stach zły i zmięszany… Podnieśliśmy płaczącą z bólu jejmość i z rozmaitych jej półsłówek domyśliliśmy się, że to ona sama narobiła tego rwetesu usiadłszy niespodzianie na kolanach mężowi. Kruche krzesło złamało się pod dubeltowym ciężarem, a jejmość chcąc ratować się od upadku chwyciła za biurko i z całym kramem obaliła je na siebie (Prus Bolesław, „Lalka”: t. II, 51).

Idealna w oczach Wokulskiego panna Izabela w rzeczywistości fantazjuje o męskiej brutalnej sile, z mieszaniną grozy i fascynacji wspomina zwiedzanie francuskiej fabryki żelaznej, podczas którego jej uwagę przykuły zwłaszcza „strumienie rozpalonego do białości żelaza i półnagich robotników, jak spiżowe posągi, o ponurych wejrzeniach” (Prus 1991a: 85), kojarzący jej się z cyklopami kującymi pioruny, zbuntowanymi olbrzymami zdolnymi do wszystkiego, nawet do zrobienia krzywdy kobiecie. Pod postacią jednego z takich nadludzi będzie wyobrażała sobie zresztą Wokulskiego: „ze wszystkich stron otacza mnie sieciami jak myśliwiec zwierzynę. To już nie smutny wielbiciel, to nie konkurent, którego można odrzucić, to… zdobywca!… On nie wzdycha, ale zakrada się do łask ciotki, ręce i nogi oplątuje ojcu, a mnie chce porwać gwałtem, jeżeli nie zmusić do tego, ażebym mu się sama oddała…” (Prus 1991a: 118). W rozdziale zatytułowanym przewrotnie Dziewicze marzenia Prus zawarł chyba pierwszy w naszej literaturze opis kobiecych fantazji erotycznych towarzyszących masturbacji. W ten sposób pisze o miłości panny Łęckiej do posągu Apollina:

Zrobił na niej tak silne wrażenie, że kupiła piękną jego kopią i ustawiła w swoim gabinecie. Przypatrywała mu się całymi godzinami, myślała o nim i… kto wie, ile pocałunków ogrzało ręce i nogi marmurowego bóstwa?… I stał się cud: pieszczony przez kochającą kobietę głaz ożył. A kiedy pewnej nocy zapłakana usnęła, nieśmiertelny zstąpił ze swego piedestału i przyszedł do niej w laurowym wieńcu na głowie, jaśniejący mistycznym blaskiem. Siadł na krawędzi jej łóżka, długo patrzył na nią oczyma, z których przeglądała wieczność, a potem objął ją w potężnym uścisku i pocałunkami białych ust ocierał łzy i chłodził jej gorączkę. Odtąd nawiedzał ją coraz częściej i omdlewającej w jego objęciach szeptał on, bóg światła, tajemnice nieba i ziemi […]. A przez miłość do niej sprawił jeszcze większy cud, gdyż w swym boskim obliczu kolejno ukazywał jej wypiększone rysy tych ludzi, którzy kiedykolwiek zrobili na niej wrażenie (Prus Bolesław, „Lalka”: I, 90).

W powieści Prusa to również kobiety pozbawione są złudzeń co do rzeczywistej natury relacji seksualnej. Pani Meliton, swatka mówiąca o sobie: „Hrabia bierze pieniądze za ułatwianie stosunków koniom, ja za ułatwianie znajomości ludziom” (Prus 1991a: 277), udziela klientom odważnych rad z zakresu sztuki miłości: „kobiety tak lubią być ściskane, że dla spotęgowania efektu trzeba je niekiedy przydeptać nogą. Im to zrobisz bezwzględniej, tym pewniej cię pokocha” (Prus 1991a: 316). Podobne zalecenia usłyszy kupiec z ust pani Wąsowskiej, a nawet prezesowej Zasławskiej.

Nic dziwnego, że ich potrzeby lepiej zdają się zaspokajać mężczyźni prości, tacy jak lokaj, który w bramie „kokietuje od razu aż trzy dziewuchy jak łanie”, a i „czterem dałby radę” (Prus 1991b: 8), czy cyniczny Mraczewski, wręcz zblazowany swoimi doświadczeniami z kobietami z towarzystwa: „Jestem pewny, że za parę dni otrzymam wonny bilecik. Potem – pierwsza schadzka, potem: «dla pana łamię zasady, w jakich mnie wychowano», a potem: «czy nie gardzisz mną?» Chwila wcześniej jest bardzo rozkoszną, ale w chwilę później człowiek jest tak zakłopotany…” (Prus 1991a: 130). O tym, że rację ma doktor Szuman, który zauważa, iż wielkie damy mają „ciekawość do demokracji” (Prus 1991b: 546), świadczy też powodzenie, jakim cieszy się Molinari. Wedle opowieści hotelowego szwajcara:

Mamy ruch w hotelu z tym Włochem!… Schodzą się państwo jak do cudownego obrazu, ale najwięcej kobiety… […] Taka najpierw przysyła mu list, potem bukiet, a nareszcie sama przychodzi za woalką, bo myśli, że jej nikt nie pozna… To, panie, śmiech dla całej służby!… On nie każdą przyjmuje, choć która da jego lokajowi ze trzy ruble. Ale czasem, jak trafi mu się dobry humor, to nieraz dobiera sobie chłopisko jeszcze dwa numery, każdy w innej stronie korytarza, i w każdym inną rozwesela… Taki, bestia, zajadły” (Prus Bolesław, Lalka, I: 399).

Darwinowski pogląd na naturę erotyki reprezentuje w powieści Szuman. Uważa on, że miłość „jest to jedna z masek, w którą lubi przebierać się instynkt utrwalenia gatunku” (Prus 1991a: 145) oraz wyznaje teorię ras, zgodnie z którą tłumaczy Wokulskiemu, że może on budzić w Izabeli odrazę, tak „jak najpiękniejszy lew jest wstrętnym dla krowy albo orzeł dla gęsi” (Prus 1991a: 397). Naukowiec radzi przyjacielowi nie tylko, by unikał samic innego niż własny gatunku, ale też namawia go do przestrzegania swoistej „higieny miłości” (Prus 1991b: 15). Według Szumana „do […] szczęścia potrzeba: co dzień jadać inne potrawy i brać czystą bieliznę, a co kwartał zmieniać miejsce pobytu i kochanki” ( Prus 1991b: 546), zaś Wokulski właśnie tym się zgubił, że nigdy nie był kochliwy:

Gdyby Wokulski kochał się przez całe życie co tydzień w innej – wyglądałby jak pączek, miałby swobodną myśl i mógłby zrobić wiele dobrego na świecie. Ale on, jak skąpiec, gromadził kapitały sercowe, no i widzimy skutek tej oszczędności… Miłość jest wtedy piękna, kiedy ma wdzięki motyla; ale gdy po długim letargu obudzi się jak tygrys – dziękuję za zabawę!… Co innego człowiek z dobrym apetytem, a co innego ten, któremu głód skręca wnętrzności…” (Prus Bolesław Lalka t. II: 15).

To pod jego wpływem Wokulski i Ochocki czytają Darwina oraz zaczynają używać języka zoologicznego do mówienia o seksualności, a nawet o samych kobietach. Według Ochockiego „podły gatunek zwierząt te baby” (Prus 1991a: 306), Wokulski zdobywa się na autoironię: „Cóż to za okropna rzecz posiadając wielki kapitał uczuć złożyć go samicy innego gatunku: krowie, gęsi albo czemuś jeszcze gorszemu?…” (Prus 1991a: 398). To Szuman ostatecznie uleczy zakochanego kupca, przedstawiając mu stosunki na rynku miłosnym jako powtarzające schemat znany z obserwacji zwierząt: „albo mężczyzna jako kogut uwija się między kilkunastoma kurami, albo kobieta jak wilczyca w lutym wabi za sobą całą zgraję ogłupiałych wilków czy psów…” (Prus 1991b: 503).

Według Borkowskiej mizoginizm Prusa, ale też opisywany przezeń kryzys męskości, są rewersem dyskursu emancypacyjnego (Borkowska 2011: 55), co doskonale widać w rozmowie Wokulskiego z Wąsowską. Odważna wdowa wprowadza do literatury nowy sposób mówienia o sprawach płci przez kobiety: domaga się, żeby były równouprawnione pod względem wolności seksualnej (Prus 1991b: 537). Wokulski odrzuca jej argumentację. Według niego – a pamiętając o podobnych fragmentach w Emancypantkach czy Kronikach można sądzić, że ustami bohatera przemawia tu sam autor – mężczyźni to „zwierzęta i jedynym sposobem uczłowieczenia się jest miłość dla kobiety, której szlachetność, niewinność i wierność trochę powściągają świat od zupełnego zbydlęcenia” (Prus 1991b: 534). Kobieta swobodnie podchodząca do erotyki traci prawo do męskiego szacunku. Chociaż, jak udowodnił na podstawie analizy rękopisów Tadeusz Budrewicz, Prus zasadniczo „chciał unikać leksyki brutalizującej, szukał eufemizmów i peryfraz dla określeń zbyt dosłownie nazywających sferę płciową” (Budrewicz 1990: 150), Wokulski zawstydza wdowę, za każdym razem podając brutalniejszy odpowiednik tam, gdzie ona używa skonwencjonalizowanego określenia. I tak wielbiciel zmienia się w kochanka, feblik w romans, kobieta oddająca się z miłości w kokotę, a flirtacja okazuje się „tym, co robi kobietę podobną do restauracyjnej serwetki, w którą każdy może obcierać sobie usta i palce” (Prus 1991b: 541).

Najzdrowszy stosunek do seksualności wydaje się mieć w powieści… Ignacy Rzecki. Ten często postrzegany przez innych bohaterów jako komiczny staruszek pięćdziesięciolatek pozwala sobie na najśmielsze w powieści komentarze, zwykle utrzymane w tonie żartobliwym czy wręcz rubasznym. To on zwykle dostrzega fizyczne powaby kobiet, jakby nieistniejące dla pozostałych bohaterów, docenia zwłaszcza obfite biusty: używa sformułowań w stylu „dziewuchy jak dwugarbne wielbłądy” (Prus 1991b: 51), wzdycha na widok pani Szperlingowej „jak ona zbudowana, Herr Jesäs!” (Prus 1991a: 252), kiedy widzi Stawską wysiadającą z dorożki wyznaje „mi się gorąco zrobiło wobec tego, com ujrzał… Ach, miałby poczciwy Stasiek wielki z niej pożytek, bo to i ciałka w miarę, i usteczka jak jagódki…A co za biust! Kiedy wchodzi ubrana do figury, to myślę, że wszedł anioł, który zleciawszy z nieba, na piersiach złożył sobie skrzydełka!…” (Prus 1991a: 267). Rzeckiemu podoba się socjalistyczny pomysł „wspólności żon”, a kiedy Wokulski przyprowadza do mieszkania prostytutkę „ rozkłada ręce z podziwu” i, pełen zrozumienia, bez słowa opuszcza pokój (Prus 1991a: 183).

Artykuły powiązane