Ciało Wokulskiego

Bolesław Prus w Lalce odszedł od dominującego w epoce schematu fizjognomicznego. W powieści nie stosuje się do reguł, którym tak wierna była chociażby Orzeszkowa; jego „Mraczewski piękny jak cherubin ma charakter lichy, przystojny Starski jest skończonym draniem” (Bachórz 1991: XLV). Również ciało Wokulskiego „nie egzemplifikuje założeń filozofii środowiskowego determinizmu […], wyklucza jakiekolwiek intuicje dotyczące dalszego przebiegu fabuły” (Forajter 2012: 105) – choć jego czerwone dłonie, począwszy od prefiguracyjnej sceny wydobywania się z piwnicy, będą stałą cechą powracającą we wszystkich charakterystykach galanteryjnego kupca. Jak wynika z obliczeń Mariana Płacheckiego, „w toku powieści otrzymujemy co najmniej trzydzieści cztery wersje [jego] biogramu, oglądanego z najrozmaitszych pozycji socjalnych i psychologicznych” (Płachecki 1983: 127). Wokulski jest więc Proteuszem, który przedstawia się odmiennie nie tylko każdemu z bohaterów, ale też tym samym osobom w różnych momentach (Prus 1991a: 377). Nie wiadomo nawet, jak właściwie wygląda, poza tym, że jest atletycznym czterdziestopięciolatkiem, który na pewno podoba się kobietom. Mówi pani Misiewiczowa: „Ależ on kompletnie piękny człowiek!… Cóż to za budowa, jaka szlachetna fizjonomia, a co za oczy!” (Prus 1991b: 304). Panna Izabela zauważa, że „Wokulski ma twarz niepospolitą. Rysy wyraziste i stanowcze, włos jakby najeżony gniewem, mały wąs, ślad bródki, kształty posągowe, wejrzenie jasne i przejmujące… Gdyby ten człowiek zamiast sklepu posiadał duże dobra ziemskie – byłby bardzo przystojnym; gdyby urodził się księciem – byłby imponująco piękny” (Prus Bolesław Lalka t. I: 379).

Pomimo wielu miejsc niedookreślenia to właśnie ciało Wokulskiego i przemiany, jakim ono podlega znajdują się w centrum powieści. Lalka zaświadcza o uważnej lekturze pracy Darwina Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt, przetłumaczonej na język polski w 1873 roku. Zawdzięczał jej Prus wiedzę na temat cielesnych reakcji na bodźce emocjonalne, którą obszernie wykorzystał w powieści, umieszczając w niej „zastanawiająco liczne, a jakby mimochodem rzucane powiadomienia o gestach, grymasach, pulsacjach, uśmiechach, bladościach, rumieńcach i innych tego rodzaju cielesnych objawach stanów wewnętrznych” (Bachórz 1991: XLV). Zdecydowanie najczęściej „czerwieni się i blednie, drży i poci” (Bachórz 1991: XLVI) Wokulski. Narrator skrupulatnie odnotowuje wszystkie związane z fluktuacją nastroju zmiany w jego ciele (np. „twarz mu się zmieniła, głos stłumił się”; Prus 1991a: 281; „żyły nabrzmiały mu na czole, gors koszuli gorączkowo falował na piersiach”; Prus 1991a: 499) a także jego własne odczuwanie cielesności: „doznał takiego wrażenia jak człowiek, który spadł z wysokości i uderzył piersiami o ziemię” (Prus 1991a: 283); „w sercu gotowała mu się głucha wściekłość. Czuł, że jego ręce stają się jak żelazne sztaby, a ciało nabiera tak dziwnej tęgości, że chyba nie ma kuli, która by uderzywszy go nie odskoczyła” (Prus 1991a: 360); „uczuł brak powietrza, zdawało mu się, że ziemia rozstępuje się pod nim i sufit upada na niego” (Prus 1991a: 119); „zdawało mu się, że już nie chodzi, lecz pływa w oceanie mistycznego odurzenia” (Prus 1991b: 245).

Jako że jest Wokulski „wehikułem wielkiej namiętności” (Jameson 2010: 272), jego ciało szczególnie reaguje na bliskość ukochanej. Wokulski szuka Izabeli „rozgorączkowanym spojrzeniem” (Prus 1991a: 204), po dostrzeżeniu wybranki w tłumie kieruje się ku niej „jak lunatyk, bez tchu” (Prus 1991a: 327). Izabela wywiera na niego wpływ niemalże hipnotyzujący (por. Janke 2005:135). Na koncercie Rossiego Rzecki przypatrując się Wokulskiemu zauważa, że „ma taki wyraz twarzy, jak gdyby był zamagnetyzowany przez ową lożę. Siedział bez ruchu, jak człowiek śpiący, z szeroko otwartymi oczyma” (Prus 1991a: 459). Kiedy panna Izabela podała mu końce palców na wyścigach, Wokulski „osłupiał z radości” (Prus 1991a: 355). Podczas rozmowy o kamienicy był „tak zaskoczony, że w pierwszej chwili stracił mowę. Zdawało mu się, że w nim nagle zatrzymał się proces myślenia. Bladł i czerwienił się…” (Prus 1991a: 524). [ K] W czasie spotkań z ukochaną mężczyzna traci władzę nad sobą. „Wokulskiemu, kiedy znalazł się z nią sam na sam, krew uderzyła do głowy. […] Był tak ciekawy tego, co mu powie, i tak stracił wszelką władzę nad sobą, że – chyba zabiłby człowieka, który by im w tej chwili przeszkodził” (Prus 1991a: 422) „powiedziała to takim tonem, że Wokulski stracił władzę nad sobą, już nie wiadomo po raz który w tym roku” (Prus 1991b: 377). Najobficiej dokumentuje Prus fizyczne reakcje bohatera na przeszywające go paroksyzmy zazdrości. Kiedy Izabela rumieni się na widok Ochockiego podczas kwesty, Wokulskiemu w jednej chwili „zrobiło się gorąco” (Prus 1991a: 181), z kolei podczas święconego u hrabiny „doznał takiego wrażenia, jakby owionął go chłód grobu” (Prus 1991a: 193), czuł „ból, jakby mu serce wyrywano kleszczami” (Prus 1991a: 195). Na widok bliskości Starskiego i Izabeli w breku „Wokulskiemu zimny pot wystąpił na czoło” (Prus 1991a: 357), w pociągu pod Skierniewicami „zdawało mu się, że każde słowo Starskiego i panny Izabeli pada mu na twarz, na głowę, na piersi, jak krople ołowianego deszczu…” (Prus 1991b: 443).

Nadreaktywność męskiego ciała może wynikać z charakteryzującego bohatera permanentnego stanu frustracji seksualnej. Jak komentuje niemal zakonną wstrzemięźliwość Wokulskiego odwiedzający go fryzjer: „Że też nigdy u pana dobrodzieja nie spostrzegłem ani śladu kobiety: przychodzę przecież w rozmaitych godzinach… […], nigdy ani rąbka spódniczki, ani pantofelka, ani kawałka wstążki!” (Prus 1991a: 405). W najintymniejszy kontakt cielesny wchodzi Wokulski nie z kobietą, ale z ojcem ukochanej: opiekuje się Łęckim po jego zasłabnięciu, zdejmuje mu krawat, rozpina koszulę, wyciera zlanym wodą kolońską ręcznikiem kark, twarz i głowę. Ta zaskakująca bliskość męskich ciał jest wyjątkowo satysfakcjonująca dla obu bohaterów; Łęcki zachwyca się: „Bela nie potrafiłaby zrobić delikatniej” (Prus 1991a: 501). Podobnie dziwnej rozkoszy dostarcza Wokulskiemu i baronowi Krzeszowskiemu pojedynek – „absurdalny rytuał”, który jednak „pozwolił stworzyć w niejednoznacznej sytuacji relacji społecznych barona i »kupczyka« jakąś sferę jednoznaczności […]. To sfera męskiej tożsamości, z którą obydwaj bohaterowie mają przecież wyraźne kłopoty” (Paczoska 2008: 176). O ile w scenie pielęgnowania Łęckiego Wokulski pozwala sobie na wejście w rolę kobiecą, w czasie pojedynku odzywa się w nim pierwotna, atawistyczna męskość: „w Wokulskim obudziło się drapieżne zwierzę; cały świat zniknął mu sprzed oczu, a został tylko jeden człowiek, baron, którego trupa miał zawlec do nóg obrażonej panny Izabeli” (Prus 1991a: 363).

Pan Stanisław zwykle przedstawiany jest jako człowiek rozdwojony: na siebie i własny cień (Prus 1991a: 153) czy odbicie w lustrze, jak w ważnej scenie w paryskim pokoju hotelowym:

Wtem otworzył oczy i włosy powstały mu na głowie. Naprzeciw siebie zobaczył taki sam pokój jak jego, takie samo łóżko z baldachimem, a na nim… siebie!… Było to jedno z najsilniejszych wstrząśnień, jakich doznał w życiu, sprawdziwszy własnymi oczyma, że tu, gdzie uważał się za zupełnie samotnego, towarzyszy mu nieodstępny świadek… on sam!… […] Zerwał się z łóżka – jego sobowtór zerwał się równie szybko. Pobiegł do okna – tamten także. Otworzył gorączkowo walizkę, ażeby przebrać się – tamten również zaczął przebierać się, widocznie z zamiarem wyjścia na miasto (Prus Bolesław, Lalka: II, 89).

Rozdarcie bohatera jest wynikiem podwójnej moralności seksualnej obowiązującej w drugiej połowie XIX wieku i związanego z nią podziału kobiet na obiekty pożądania i miłości. Etyka obowiązku i obyczajowa kontrola towarzystwa oraz związana z nimi autocenzura sprawiają, że psychika Wokulskiego znajduje się pod ciśnieniem treści stłumionych, dotyczących zwłaszcza sfery erotycznej (Paczoska 2008: 183). Jak pisze Marian Płachecki, „w Wokulskim jest bowiem i w tym sensie »dwu ludzi«, że jeden chce mieć Izę i może ją mieć, gdy drugi sam nie chce i tamtemu nie daje, bo woli miłość nieszczęśliwą, romantyczną” (Płachecki 1974: 6). Dlatego też bliskość Izabeli ma nad nim moc kastrującą, chociaż przy innych kobietach Wokulski „ma ciało i żywo reaguje na urodę kobiecą” (Forajter 2009: 35). Jak diagnozuje Wacław Forajter, ciało Wokulskiego podlega foucaultowskiej zasadzie ujarzmienia, jest spętane skomplikowanymi więzami dyskursywnymi: ideą małżeństwa, kodem miłości romantycznej, językami polskiego pozytywizmu (Forajter 2012: 95-96). Symbolicznie oddaje tę sytuację Prus każąc swojemu bohaterowi wbijać się w obcisły garnitur frakowy, nadmiernie opinający jego męskie, atletyczne kształty (Prus 1991a: 408).

Wokulski to mężczyzna wiktoriański, typ gentelmana jakby przeniesionego z dziewiętnastowiecznych angielskich powieści, w których męskie ciało jest niewidzialne, unieważnione i podporządkowane naczelnej idei czystości (Paczoska 2008: 180). Jak zauważył Waldemar Klemm, w opisach jego wyglądu zewnętrznego pojawia się zwykle wyłącznie jeden kolor: śnieżna biel. Wokulski nosi nie tylko bieliznę, chustkę czy koszulę wizytową tej barwy, wkłada także biały kapelusz, cylinder i palto (Klemm 1997: 66-67).

Powrót Wokulskiego do własnego ciała ma charakter procesualny (Forajter 2012: 95-96) i rozpoczyna się już w Paryżu, gdzie bohater z rozpaczy „pił koniak, grał w karty i w ruletę albo oddawał się rozpuście” (Prus 1991b: 131), jednak dopiero rozczarowanie Łęcką, odkrycie, że „każdy biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką” (Prus 1991b: 451) sprawia, że Wokulski na dobre odzyskuje własne ciało. W scenie wagonowej, pod wpływem widoku pieszczot Starskiego i Izabeli, Wokulski doznaje – pierwszy to chyba tego rodzaju opis w polskiej literaturze – bolesnej erekcji (Płachecki 1983: 128). Pisarz korzysta tu z techniki narracyjnej, która będzie niedługo później obficie wykorzystywana w kinematografii. Męskie ciało zostaje utożsamione z pociągiem, którego drżenie i pęd oraz nagłe, przynoszące ulgę hamowanie stają się czytelną metaforą dynamiki związanej z [ K] rozładowaniem seksualnego napięcia:

Wokulski już nie słyszał dalszej rozmowy; uwagę jego pochłonął inny fakt: zmiana, która szybko poczęła odbywać się w nim samym. Gdyby wczoraj powiedziano mu, że będzie niemym świadkiem podobnej rozmowy, nie uwierzyłby; myślałby, że każdy wyraz zabije go albo przyprawi o szaleństwo. Kiedy się to jednak stało, musiał przyznać, że od zdrady, rozczarowania i upokorzeń jest coś gorszego.

Ale co?… Oto – jazda koleją. Jak ten wagon drży… jak on pędzi!…

Drżenie pociągu udziela się jego nogom, płucom, sercu, mózgowi; w nim samym wszystko drży, każda kosteczka, każde włókno nerwowe…

A ten pęd, przez pole nie ograniczone niczym, pod ogromnym sklepieniem nieba!… I on musi jechać, nie wiadomo jak jeszcze daleko… może z pięć, może z dziesięć minut!…

Co tam Starski albo i panna Izabela… Jedno warte drugiego!… Ale ta kolej, ach, ta kolej… to drżenie…

Zdawało mu się, że się rozpłacze, że zacznie krzyczeć, że wybije okno i wyskoczy z wagonu… Gorzej. Zdawało mu się, że będzie błagać Starskiego, aby go ratował… Przed czym?… Była chwila, że chciał schować się pod ławkę, prosić obecnych, ażeby na nim usiedli, i tak dojechać do stacji…

Zamknął oczy, zacisnął zęby, schwycił się rękoma za frędzle obicia; pot wystąpił mu na czoło i spływał po twarzy, a pociąg drżał i pędził… Nareszcie rozległ się świst jeden… drugi i pociąg zatrzymał się na stacji (Prus Bolesław, Lalka: II, 445-446).

Po pierwszym szoku, nieudanej próbie samobójczej i pięciotygodniowym okresie apatii („Już nie ginę, ale gniję”; Prus 1991b: 530), bohater jest uleczony i gotowy na romans z Wąsowską, która ostatecznie budzi w nim mężczyznę. Prus dokumentuje zaskakujące dla samego Wokulskiego narodziny pożądania podczas spotkania z wdówką, na której widok „ogarnęło Wokulskiego osobliwe uczucie radości i rozrzewnienia” (Prus 1991b: 531). Słuchając Wąsowskiej, „rumienił się jak dzieciak […] i dziwił się czując, że jest wobec niej nieśmiały, prawie zawstydzony” (Prus 1991b: 531), „Nie wiedział, co zrobić z rękoma, i czuł, że na twarz biją mu ognie” (Prus 1991b: 532), „zapalił papierosa modląc się w duszy, żeby mógł zapanować nad drżeniem rąk” (Prus 1991b: 532). Nie mogący się odnaleźć w nowej dla niego sytuacji Wokulski ostatecznie opanowuje swoje ciało na tyle, że zdobywa przewagę nad pociągającą wdową, obezwładnia jej ręce i zapowiada, że w razie czego potrafiłby jej również zakneblować usta. Początkowa niezręczność ustępuje miejsca męskiemu zdecydowaniu. Przebieg spotkania sprawia, że mężczyzna „osłupiał […] z powodu zmiany, jaką uczuł w sobie”, gdyż nagle „panna Izabela wydała mu się całkiem obojętną, a natomiast zaczęła go interesować pani Wąsowska” (Prus 1991b: 540-541). Wyznaje ze szczerym wybuchem śmiechu: „Zdaje mi się, że przez cały ten czas szarpała mi mózg jakaś straszna zmora i przed chwilą znikła… Teraz dopiero czuję, że jestem ocalony, i to dzięki pani…” (Prus 1991b: 541). Wyzwolenie ciała sam mężczyzna porównuje do uwolnienia z hipnotycznego snu lub przebudzenia z letargu człowieka, który już leżał w trumnie: „odzyskałem siebie i znowu należę do siebie…” (Prus 1991b: 542).

Stanisław opuszcza mieszkanie Wąsowskiej w stanie euforii, jako „ciało wypełnione pożądaniem. Ciało, które pragnie” (Forajter 2012: 106): „Pulsa biły mu silniej, oddychał szerzej, myśli toczyły się z niezwykłą swobodą; czuł jakąś rześkość w całym organizmie i nie dający się opisać spokój w sercu” (Prus, Lalka: II, 544). Podczas tego spaceru Wokulski ogląda się za każdą ładniejszą kobietą, byle kokietujące spojrzenie sprawia, że jego „serce uderzyło śpieszniej, jakiś prąd drażniący przeleciał po nim od stóp do głów” (Prus 1991b: 544), a sama myśl o Wąsowskiej, „wściekłej kobiecie”, którą chętnie by „ kąsał”, doprowadza go do stanu, w którym aż „coś w nim kipi” (Prus 1991b: 544). Odzyskanie przez Wokulskiego kontaktu z własnym ciałem wpływa na jego postawę i wygląd zewnętrzny (Szuman zauważa jego „byczą minę”, zachwyca się „co za fizjonomia… co za oko…”; Prus 1991b: 545). Mężczyzna zaczyna też czerpać przyjemność z celebrowania własnej fizyczności: z rozkoszą budzi się wcześnie rano, aplikuje sobie orzeźwiające kąpiele i spacery, K je z apetytem. Również dopiero teraz może wybrać Sławę i poświęcić się nauce.

Artykuły powiązane