Tytoń (sensualność)

Historia pierwszych trzech stuleci używania tytoniu w Polsce obfituje w szereg zagadek i wymaga dalszych badań. Nie przeprowadzono ich jak dotąd zapewne z powodu lekceważenia tego tematu, a które trudno sobie obecnie wyobrazić z powodu zdemonizowania tego zagadnienia zarówno w kulturze masowej, jak i w dyskursie naukowym. Początki używania tytoniu pozostaną już chyba na zawsze owiane mgłą tajemnicy, niejasny jest też bardzo długo zakres spożycia, kierunki rozprzestrzeniania się omawianego zwyczaju i status społeczny palaczy. Jedno jest pewne: tytoń zawsze uzależniał i posiadał – niestety (z punktu widzenia historyka) najczęściej cichych – wyznawców, a jego używanie od zawsze budziło kontrowersje.

Tytoń przywieziono na ziemie polskie gdzieś w trzeciej ćwiartce XVI w., od razu w dwóch, jak się wydaje równorzędnych, postaciach: sproszkowanej tabaki oraz pociętych liści, którymi nabijano fajki, zwane powszechnie lulkami. Nie wiemy, skąd przybył, ani czy najpierw go wąchano, czy też palono. Nazwa „tytoń” wskazuje na pochodzenie tureckie (od słowa oznaczającego dym), „tabaka” zaś na pochodzenie zachodnie (od oryginalnej nazwy indiańskiej tej rośliny, przyjętej w językach zachodnich, w polszczyźnie zapewne zapożyczonej z francuskiego). Już w roku 1620 ksiądz Birkowski potępiał fakt, że „młodzież polska rzucała się do palenia i zażywania tabaki” (Gloger 1903: IV, 402). W roku 1643 natomiast, Adam Jarzębski w Gościńcu albo krótkim opisaniu Warszawy pisał, że w podwarszawskich ogrodach „znajdziesz tabak / sławne ziele, / którego pić lub nie mogę” (Maliniak 1923: 6) – przy czym „picie” tabaki oznaczało palenie tytoniu (picie dymu). Jak widać kwestia, które właściwie zmysły czynne są przy konsumpcji tytoniu, przedstawiała się wówczas jeszcze w miarę płynnie. Sytuacja ta miała trwać długo: tytoń palony w fajkach oraz wciągany do nosa w postaci „proszku tabaczanego” oddziaływał w sposób tak wieloraki, że ustalenie na czym właściwie polega jego działanie sprawiało staropolskim autorom niemałą trudność. Pierwszy polski traktat o tytoniu był tekstem szczególnym: Antiminoskapnos (Hymnus tabaci) z roku 1618 autorstwa polskich jezuitów był w gruncie rzeczy pamfletem przeciw królowi angielskiemu Jakubowi I Stuartowi, który zażarcie zwalczał tytoń (głównie dlatego, że propagowała go jego poprzedniczka, Elżbieta I). Kolejne staropolskie traktaty o tytoniu, których w porównaniu z Zachodem nie było wiele, opisywały jego oddziaływanie w sposób dość zawiły – szkodzić miał poszczególnym organom i określonym „naturom”, działanie innych natomiast wspomagać. Konkluzja ich była z reguły taka, żeby tytoń, jak wszystko inne, spożywać z umiarem.

Istnieją dwie wersje historii o debiucie tej rośliny w Polsce: pierwsze nasiona tytoniu podarował sułtan turecki królowi Stefanowi Batoremu w 1580 r., albo też poseł polski w Stambule – Uchański – przesłał je w dziesięć lat później wdowie po Batorym, Annie Jagiellonce. Tadeusz Czacki twierdził w swej rozprawie O litewskich i polskich prawach, że liście tej rośliny można było oglądać w zielniku królowej w Bibliotece Załuskich (Czacki 1861: II, 273). Wiele wskazuje jednak na to, że większość tytoniu konsumowanego w czasach I Rzeczpospolitej pochodziło z Zachodu, np. z Francji, ówczesnego potentata tabaczanego. W tym czasie tabakę zwano wręcz czasem „proszkiem francuskim”.

W roku 1647 Sejm Rzeczpospolitej ustalił cło na tytoń, a w roku 1661 uchwalił, że „towar tabaczny… nic nieszkodzi” („Volumina legum”: IV, 384). W odróżnieniu od Zachodu, w epoce staropolskiej władze nigdy nie próbowały ograniczać jego spożycia (wyjąwszy regulacje przeciwpożarowe, czyli zakazy palenia w miejscach publicznych) i, jak stwierdzał Czacki „dziwiono się, że rząd moża stanowić prawidła przeciw gustowi, i to zakazywać, co nie jest rzeczą szkodliwą” (Czacki 1861: 273). Istotnie, konsumpcja tytoniu nie tylko nie została w Rzeczpospolitej objęta jakimikolwiek zakazami, ale też, w porównaniu z krajami Zachodu, nie wzbudzała zbyt wielkich kontrowersji: głosy potępiające tę używkę były stosunkowo nieliczne. Krytykowano jedynie jej nadużywanie, trafnie rozpoznając, że palenie i „używanie proszku tabacznego” łatwo przeradzało się w nałóg.

Początkowo tytoń uchodził jednak przede wszystkim za roślinę leczniczą – po tym, jak doktor Nicot uleczył Katarzynę Medycejską, aplikując jej tytoń w formie sproszkowanej i wywołując przynoszące ulgę kichanie. W tej funkcji stosowano tabakę jeszcze przez dwa stulecia, przy czym uważano, że nie tylko wpływała ona leczniczo na bóle głowy oraz katar, ale też, że ogólnie poprawiała odporność organizmu. Zalecano go w schorzeniach nerwowych oraz neurologicznych – przeciw epilepsji oraz „kadukowi” (apopleksji). Poza tym liśćmi tytoniu leczono szereg schorzeń skórnych, okładając nimi rany i owrzodzenia. Przekonanie o leczniczych właściwościach tytoniu utrzymywało się co najmniej do końca XVIII w. – pomimo wiedzy o eksperymentach (przeprowadzoanych przede wszystkim na kotach!) wskazujących na jego szkodliwość. Staropolscy autorzy starli się więc dostępną im wiedzę o właściwościach tytoniu jakoś wypośrodkować. Ksiądz Krzysztof Kluk pisał np.:

Julian Maliniak : Tytoń w dawnej Polsce: 36

Cała ta roślina ma odurzającą, zasypiającą i ból uśmierzającą moc: czyni kichanie, czyni womity. Samo zażywanie i kurzenie czyni skutki, dopóki się natura nie przyzwyczaji. Tak kurzenie jak zażywanie tabaki zbyteczne, osobliwie dla suchych, melancholicznych i cholerycznych osób, może bardzo szkodzić: wysusza bowiem wilgoci, nerwy ogłusza, smak i powonienie przytępia: a stąd podług okoliczności osób, strawność nadwyręża i soki gęstwi. Lekarze enem dymu tytuniowego zażywają za najskuteczniejszy środek w zaplątanych wnętrznościach.

Dopiero w 1811 r. Michał Wazgrid jako bodaj pierwszy autor polski doszedł do wniosku, że „palenie sprzeciwia się przyrodzonym właściwościom zdrowia i życia ludzkiego” (Wazgird 1811: 8).

O popularności tytoniu świadczy z pewnością fakt, że już w połowie XVI w. usiłowano, jednakże bez skutku, wprowadzić monopol państwowy na handel tym zyskownym produktem. Ostatnią, tym razem skuteczniejszą, próbę podjęto w 1775 r., gdy utworzono Kompanię Tabaczaną, co skończyło się wykupieniem zakładów zrzeszonych w tej firmie przez Skarb Rzeczpospolitej w roku 1789 – było ich wówczas cztery: w Warszawie, Poznaniu, Korcu i Kielcach. Również pod zaborami, za wyjątkiem Galicji, handel tytoniem wymagał licencji. Pierwsze pewne informacje o uprawie tytoniu na ziemiach polskich pochodzą jednak dopiero z połowy XVIII w., a i tak tytoń krajowy uchodził długo za pośledniej jakości.

Zażywanie tabaki było w czasach staropolskich z pewnością popularniejsze niż palenie. Ta pierwsza upowszechniła się, jak się wydaje, szybko: używali jej zarówno mężczyźni jak kobiety, modna była w sferach arystokratycznych (fakt, że Stanisław August stronił od tabaki uważano za szczególny, a i tak nosił tabakierę), szlacheckich, mieszczańskich, a nawet – przynajmniej od XVIII w. – chłopskich. Powszechne było aromatyzowanie tytoniu: dodawano doń lawendę, olejek pomarańczowy bądź sok wiśniowy. Według Opisu obyczajów Jędrzeja Kitowicza, niezwykle popularną w Warszawie w połowie XVIII w. tabakę „syrakuziana” (od producentki pochodzącej z Syrakuz) przyprawiano ludzkim moczem. Zdarzało się, że tytoń przechowywano w baryłkach po wódce, a także zakopywano w mrowisku.

Źródła

Źródła

  • Anonim, „Volumina legum”, druk Józef Ohryzka, Petersburg 1879.
  • Czacki Tadeusz, „O litewskich i polskich prawach”, Wydawnictwo K.J. Turowski, Kraków 1861.
  • Gloger Zygmunt, „Encyklopedia Staropolska Ilustrowana”, Wydawnictwo P. Laskauer i W. Babicki, Warszawa 1903.
  • Michał Wazgrid, „Rozprawa o lulce czyli paleniu tytoniu”, druk Józefa Zawadzkiego, Wilno 1811.

Opracowania

  • Łuczak Leszek, „W obłoczkach błękitnego dymu”, Kwartet, Poznań 2001.
  • Maliniak Julian, „Tytoń w dawnej Polsce”, Wydawnictwo M. Arcta, Warszawa 1923.
  • Toeplitz Krzysztof Teodor, „Tytoniowy szlak, czyli szkic z historii obyczaju, gdy palono tytoń”, Nowy Świat, Warszawa 2009.
  • Wasylewski Stanisław, „Życie polskie w XIX wieku”, Iskry, Warszawa 2008.

Artykuły powiązane