Wzrok (obok słuchu) jest dla dziejopisa podstawowym narzędziem poznania rzeczywistości przede wszystkim obecnej, ale również i przeszłej. W pierwszym rzędzie podmiotem poznającym jest on sam, kiedy poprzez bezpośredni ogląd zdarzeń, słuchanie o nich od naocznych świadków oraz lekturę takich relacji pochodzących od innych osób nabywa wiedzę o faktach, którym poświęca uwagę w swym dziele.
O przebiegu wydarzeń dowiaduje się także odbiorca utworu, bez względu na formę przekazu. (W obu obiegach, pisemnym lub oralnym, sposób recepcji jest zróżnicowany i w niejednakowym stopniu angażuje zmysły: na czytelnika, oprócz materii słownej, oddziaływa również warstwa ilustracyjna tekstu, słuchacz z kolei może delektować się jego warstwą brzmieniową, umykającą na ogół osobom, widzącym jedynie kolejne zdania w ich linearnym następstwie).
Relacje o wydarzeniach sprowadzają się najczęściej do prezentowania postrzeganych wzrokowo miejsc, osób, przedmiotów oraz stosunków, w jakie przyszło im wchodzić. Jak wielu jest autorów, różniących się pisarskim temperamentem, wrażliwością na świat, ogładą czy erudycją, tak różne formy przybierają ich prace – od lakonicznych notatek poprzez mniej lub bardziej rozbudowane partie narracyjne. Ograniczeniem jest również przyjęta forma, determinująca sposoby ukształtowania opowiadania o dziejach (inaczej wyglądać będzie rocznik, inaczej komentarze, inaczej kronika).
Przed wiekiem XIX historiografia „była traktowana jako opisywanie historii […] i była źródłem poznania […] wydarzeń” (Mierzwa 2002:23). Sam termin „historia”, za „ojca” którego uznajemy Herodota, był używany „dla oznaczenia całego zespołu czynności, obejmującego gromadzenie wiadomości, krytyczną ich ocenę i systematyzowanie” (Serczyk 1994:19). Każdy dziejopis musiał znaleźć odpowiedź na pytanie o źródła poznania, ich hierarchię oraz sposoby oceny wiarygodności.
Dawne, antyczne definicje historii, uznawały wzrok za jedną z głównych władz poznawczych, dzięki którym opisywanie dziejów jest w ogóle możliwe. Herodot zadeklarował przedstawienie tego, co sam zobaczył lub zebrał od osób trzecich, uznając za Heraklitem, że „uszy są mniej wiarygodne niż oczy”; tak pozyskanych danych jednak nie weryfikował (Sinko 1959:703). Dopiero Tukidydes wykazał się większym krytycyzmem i nie ufał świadkom bez zastrzeżeń. Oświadczył kategorycznie:
Tukidydes : Tukidydes 1988: 16
Naoczny świadek nie był zatem niepodważalnym autorytetem, jego opowiadanie podlegało weryfikacji na podstawie życiowego doświadczenie historyka – innych metod antyk nie znał, przyniesie je dopiero renesans (Mierzwa 2007:24n). Na ukształtowanie się zasad naukowej krytyki tekstu przyszło poczekać do XVII stulecia (Mierzwa 2007:474n).
Europejskie średniowiecze za swoją przyjęło pochodzącą od św. Izydora z Sewilli formułę, wedle której:
Krzysztof Pomian : Pomian 1968: 30-31
Zgadzano się, że poznać można jedynie to, co się widzi własnymi oczami, przeszłość zaś – jako niedostępna już wzrokowi – jest co do zasady niepoznawalna. Uzasadnienie odnajdywano w epistemologii św. Augustyna (Pomian 1968:40 n). Gwarancją prawdziwości zapisanego przekazu nie jest on sam, ale autorytet osoby, od której ów przekaz pochodzi, badanie takiej relacji nie sprowadza się więc do zespołu zabiegów, znanych jako krytyka tekstu, ale do zbadania, jakim autorytetem cieszył się autor czytanej relacji, czyli naoczny świadek:
Krzysztof Pomian : Pomian 1968: 54-55
Poznanie przeszłości było więc kwestią wiary, zaś weryfikacji źródeł nie domagał się ówczesny odbiorca, który:
Clive Staples Lewis : Lewis 1986: 123
Wymóg osobistego uczestnictwa w opisywanych zdarzeniach najsilniej akcentowano w historiografii europejskiej do wieku XII, później nacisk ten stopniowo słabł na rzecz pracy z różnego rodzaju przekazami i dokumentami.
Średniowieczna hierarchia źródeł przed wiekiem XII kierowała się zatem kryterium formalnym i na plan pierwszy wysuwała naocznych świadków. Wiek XII przyniósł przełom, wskutek którego istotniejsza okazała się wartość informacyjna przekazu (Grabski 2006:73-74). Nadal jednak (i jest to przeświadczenie, które przez całe średniowiecze nie zostanie podważone) „kryterium prawdy była autentyczność potwierdzona przez autorytet” (Grabski 2006:73). Epoka renesansu obaliła to przekonanie, zastępując ciężar autorytetu (choć powoli i opornie) pierwocinami krytyki zewnętrznej i wewnętrznej tekstu (Grabski 2006:170). Naoczny świadek wciąż ustępować będzie pola tekstom zapisanym, nigdy jednak nie utraci całkowicie swego znaczenia, choćby pośrednio (źródła pierwotne bowiem tworzone były często właśnie na podstawie relacji uczestników zdarzeń). Zasady krytyki „unaukowi” wiek XVII (Grabski 2007:287), zaś ostatecznie zbliży do czasów nam współczesnych naukowy krytycyzm oświecenia (Grabski 2007:321-322). Mimo tych zmian wzrok nie stracił swego znaczenia, zmienił się jedynie podmiot nim się posługujący. Najważniejszym przestał być ogląd zdarzeń oczami świadka czy uczestnika wydarzeń, a stało się nim wnikliwe spojrzenie badacza.
Konsekwencją traktowania przekazu jako autorytetu, nie zaś posługiwanie się nim w charakterze źródła, było zepchnięcie na dalszy plan dokumentu oraz pomijanie takich tekstów w relacjonowaniu wydarzeń z przeszłości (Pomian 1968:65n). Co ciekawe, również antyczni dziejopisarze rzadko sięgali po tego rodzaju źródła i
Ewa Wipszycka : Vademecum historyka starożytnej Grecji i Rzymu: 50
Autor ten, werbalizując wspólne dla historyków Grecji i Rzymu przekonanie, za najważniejsze uznał pozyskiwanie wiadomości poprzez autopsję oraz za pośrednictwem wiarygodnych świadków, na plan dalszy spychając oficjalne dokumenty oraz prace innych historyków (Grabski 2007:26). To wzrok stanowił najistotniejszy ze zmysłów, umożliwiających poznanie biegu dziejów.
Taki sposób traktowania dokumentów krańcowo odbiegał od rangi, jakie nadało im prawo rzymskie, w którym dowód z dokumentu stale zyskiwał na znaczeniu, osiągając w końcu, w Justyniańskiej kodyfikacji, rangę niepodważalnego autorytetu. Jako zasadę prawną ustanowiono, iż „przeciwko dokumentowi na piśmie nie można powoływać zeznań świadków” (za: Wołodkiewicz, Zabłocka 1996:317). Reguła ta dotyczyła wprawdzie spraw o poświadczenie wolnego urodzenia, jednak stosowana była w różnych sytuacjach procesowych. Możliwym jest, że odrodzenie rzymskiego prawa, związane z działalnością glosatorów (XI-XIII wiek), działaniem swym objęło również historiografię, nadając dokumentom dużo większe znaczenie, naocznych zaś świadków przesuwając na plan dalszy. Przemawia za tym, jak się zdaje, zbieżność zaobserwowanej przez Pomiana przemiany postawy wobec tekstu pisanego, jaką badacz datuje na XII stulecie, czyli szczyt działalności szkoły glosatorów. Wielu spośród ówczesnych historiografów było przecież wykształconymi prawnikami.
Obserwowana w wielu relacjach obfitość szczegółów nie musi świadczyć o ich naoczności, wynika bowiem z powszechnie przyjętych reguł tworzenia tekstów opisujących dzieje. Opisem osób, przedmiotów, obiektów czy zdarzeń rządziły wypracowane przez retorykę reguły. Dziejopis, podążając za wymogami descriptio, stosownie do nich kształtował swą wypowiedź, uzupełniając brakujące miejsca o elementy wprawdzie wymyślone, jednak prawdopodobne. Tego rodzaju praktykę w przypadku „odtwarzania” wygłoszonych mów zapoczątkował Herodot, stosowano ją jednak powszechniej i nie ograniczano się wyłącznie do wypowiedzi postaci, dostarczając odbiorcom barwnych szczegółów bitew, rozmów, wyglądu miejsc czy postaci.
[brak autora] : Vademecum historyka starożytnej Grecji i Rzymu: 49-50
Przy takich założeniach osoba naocznego świadka traci na znaczeniu, bowiem potrzebny jest właściwie tylko w jednym celu: ma opowiedzieć, jak było, resztę narracji historyk może dopełnić własnoręcznie wprowadzonymi elementami, nierzadko osiągając znacznie bardziej artystyczny efekt. Takie uatrakcyjnianie narracji, powszechne w historiografii antycznej i średniowiecznej, zostanie z czasem odrzucone. Odejście to zapoczątkował renesans.
Gramatycznym środkiem kreowania autorytetu autora-bezpośredniego świadka lub uczestnika wydarzeń jest przede wszystkim pierwszoosobowa narracja. Stanowi ona swoistą gwarancję dla odbiorcy, że nadawca komunikatu rzeczywiście zdarzenia widział, dzięki czemu relacja jest wiarygodna i zasługująca na pełne zaufanie (Przyklenk 2009:147). Z kolei narracja prowadzona w trzeciej osobie ma na celu wzbudzenie wrażenia obiektywizmu (pierwszym autorem, który w ten sposób ukształtował swe dzieło, był Ksenofont, choć najpowszechniej z narracją trzecioosobową wiąże się Cezarowe komentarze o wojnie z Gallami oraz domowej). Obie te metody będą z powodzeniem wykorzystywane przez historyków kolejnych epok, ostateczne zwycięstwo odniesie narracja trzecioosobowa i stanie się istotnym elementem stylu naukowego.
Źródła
- Bering Piotr, „Struktury narracyjne w późnośredniowiecznych łacińskich kronikach regionalnych”, Wydawnictwo Gnieźnieńska Oficyna Wydawnicza Tum, Gniezno 2001.
- Dziuba Agnieszka, „Wczesnorenesansowa historiografia polsko-łacińska”, Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2000.
- Grabski Andrzej Feliks, „Dzieje historiografii”, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2006.
- Lewis Clive Staples, „Odrzucony obraz. Wprowadzenie do literatury średniowiecznej i renesansowej”, przeł. Witold Ostrowski, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1986.
- Mierzwa Edward Alfred, „Historia historiografii. T. 1. Starożytność – Średniowiecze”, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń [cop. 2002].
- Mierzwa Edward Alfred, „Historia historiografii. T. 2. Renesans- Oświecenie.”, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2007.
- Pomian Krzysztof, „Przeszłość jako przedmiot wiary. Historia i filozofia w myśli średniowiecza”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1968.
- Przyklenk Joanna, „Staropolska kronika jako gatunek mowy”, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2009.
- Serczyk Jerzy, „25 wieków historii: historycy i ich dzieła”, Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 1994.
- Sinko Tadeusz, „Zarys literatury greckiej. T. 1. Literatura archaiczna i klasyczna wiek VIII-IV p.n.e. włącznie”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1959.
- Tukidydes, „Wojna peloponeska”, przeł. Kazimierz Kumaniecki, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1988.
- „Vademecum historyka starożytnej Grecji i Rzymu. T. 1”, pod red. Ewy Wipszyckiej, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1985.
- Wołodkiewicz Witold, Zabłocka Maria, „Prawo rzymskie. Instytucje”, Wydawnictwo C. H. Beck, Warszawa 1996.
Artykuły powiązane
- Kapuścińska, Anna – Tortury w dawnej Europie i Polsce
- Izdebska, Agnieszka – Terlecki – zmysłowość w prozie historycznej
- Bohuszewicz, Paweł – Wzrok (romans miłosno-przygodowy polskiego baroku)