Pojęcie tortur obejmuje zespół praktyk procesowo-karnych, które były środkiem pozyskiwania zeznań i przyznania się do winy od podejrzanych lub oskarżonych, niekiedy także – zasądzonym sposobem wymierzenia kary. Tortury z założenia miały prowadzić do skrajnego psychofizycznego udręczenia człowieka poprzez zadawanie mu bólu, najczęściej przy pomocy zaprojektowanych do tego celu – mniej lub bardziej skomplikowanych – rekwizytów i narzędzi, a także ziemi, wody, ognia, siarki, rozżarzonego żelaza, roztopionego ołowiu, wrzącego oleju lub smoły; ponadto należy zaliczyć tu wszelkie działania polegające na zaburzeniu fizjologicznej równowagi organizmu osoby torturowanej np. przez pozbawienie jej snu, napoju, pożywienia. Oczywiście, poszczególne rodzaje praktyk służyły zadawaniu cierpień o bardzo różnym stopniu natężenia; część z nich wiązała się jednak z krańcowo intensywnym bólem, z niezwykle brutalnym naruszeniem cielesnej integralności ofiary, jak również z jej nieodwracalnym – często prowadzącym do śmierci – okaleczeniem. Trzeba pamiętać, że wobec osób poddawanych męczarniom, o ile przeżyły cały cykl przesłuchań, a nie oczyściły się z zarzutównie oczyściły się z zarzutów – Teoretycznie, jeśli ofiara przeżyła tortury i przyznała się do winy, oczyszczała się z zarzutów i mogła być uwolniona; w praktyce jednak wytrzymałość torturowanego interpretowano np. jako dowód konszachtów z diabłem lub wyraz szczególnej zatwardziałości – wówczas nie oczyszczano go z zarzutów i zasądzano karę śmierci., zasądzano egzekucję, która niejednokrotnie przybierała postać zintensyfikowanej, finalnej tortury. Wykonanie wyroku bez zadawania dodatkowych cierpień, a więc przez ścięcie czy powieszenie, interpretowano jako swoisty akt łaski lub uznanie wysokiej pozycji społecznej skazańca.
Jednym z najstarszych narzędzi tortur – nb. bardzo szybko przekształconym w narzędzie ostatecznej kaźni – był spiżowy byk, zwany też bykiem z brązu lub bykiem Falarisa. Został on zaprojektowany w Grecji w VI w. p.n.e. i – jak zaświadcza Diodor Sycylijski – miał służyć nie tylko zadawaniu ofiarom nieludzkiego cierpienia, ale także dostarczać rozrywki obserwatorom „spektaklu”. Zasada działania urządzenia była prosta, choć cała tortura miała mieć swoiście wyrafinowany charakter. Pod „brzuchem” byka rozpalano ognisko, a ofiary – uwięzione w jego wnętrzu – były parzone i przypiekane tak długo, aż zezwolono na przerwanie męki lub – znacznie częściej – aż poniosły straszliwą śmierć przez upieczenie żywcem. Co charakterystyczne, byk Falarisa wyposażony był także w specjalny – umieszczony w głowie – modulator, który krzyki i jęki skazańców przekształcał na dźwięk imitujący ryk zwierzęciaa, a ponadto pełnił funkcję wzmacniacza akustycznego.
Warto zaznaczyć, że tortura spiżowego byka została przejęta przez rzymskie prawo karne. W postępowaniu sądowym wykorzystywano ją zarówno do egzekwowania zeznań, jak również do wykonywania wyroków śmierci. Potwierdzają to zachowane akta procesowe sporządzone zarówno w okresie przedchrześcijańskim, jak i chrześcijańskim. Interesującym przykładem może być tu np. świadectwo śmierci chrześcijanina Eustachego, którego wraz z żoną i dwoma synami umęczono w rozgrzanym tauriTauri – byk podczas prześladowań za cesarza Hadriana. Rzymskie procedury znały także inne tortury polegające na przypiekaniu, smażeniu lub przypalaniu ciała; np. bardzo często stosowano sartago – patelnię do smażenia w oleju, a także lamina – blachy, które po rozżarzeniu były przykładane do skóry przesłuchiwanego; w bardziej widowiskowym wariancie tej kaźni blachy zastępowało sedile ferreus – żelazne krzesło, rozgrzane tak mocno, że torturowanych „dusił swąd własnych ciał przypiekanych” (Anonim A 1998: 26). Tormenta ignitaTormentia ignita – męki ogniste, tortury zadawane przy pomocy ognia przybierały również inne formy, uzależnione od okrucieństwa i inwencji przesłuchujących, np. mogło być to pieczenie na ruszcie czy opalanie otwartym ogniem.
Oczywiście, katalog starożytnych tortur nie wyczerpywał się na „kaźniach ognistych”, przypiekaniu czy zanurzaniu we wrzących płynach. Jako podstawową katuszę stosowano biczowanie, które w toku indagacji sądowej mogło stanowić wstęp do dalszych czynności procesowych albo element zasądzonej kary. Flagrum romanum – rzymski bicz złożony z dwóch lub trzech rzemieni, z których każdy zakończony był ołowiana kulką lub zaostrzonym haczykiem – powodował niezwykle bolesne obrażenia, przede wszystkim rozległe krwiaki i głębokie rany szarpane. Jeszcze dotkliwszych cierpień przysparzało skazańcom rozcinanie i szarpanie skóry przy pomocy metalowych instrumentów, a także kąsanie przez dzikie zwierzęta. Niezwykle popularnym narzędziem pozyskiwania zeznań był eculeus – tzw. katusza konika. Realizowano ją przy pomocy specjalnej ramy wyposażonej w mechanizmy szpulowe, do której przywiązywano skazańca, a następnie coraz mocniej naciągano sznury przytrzymujące jego kończyny, co prowadziło do rozrywania ścięgien i stawów, następnie zaś do powolnego rozdzierania ciała. Przesłuchiwanych wystawiano także na próbę mellisMellis – Miód, smarując ich miodem i eksponując na działanie słońca oraz ukąszenia owadów.
W rzymskim prawie karnym tortury przez kilka wieków stosowane były jedynie wobec niewolników; dopiero za cesarza Tyberiusza zaczęto używać ich jako powszechnej metody przesłuchań obywateli rzymskich, wyłączając jednak przedstawicieli wysokich rodów – tzw. honestiores. Zasadę ekskluzji stosowano także w przypadku procesów szlachetnie urodzonych chrześcijan, którzy – o ile nie zdecydowali się na apostazję – we względnym spokoju mogli oczekiwać na wykonanie wyroku śmierci. Nb. przeciw torturom wystąpił na przełomie II i III w. znakomity prawnik Domitius Ulpianus, który zanegował drastyczne metody procesowe, a ponadto podważył wartość zeznań wymuszonych podczas męczarni. Niestety, postulaty Ulpianusa nie zostały uwzględnione ani w procesach pogan, ani chrześcijan, natomiast brutalizacja sądowych indagacji osiągnęła apogeum właśnie w III w.
Trzeba pamiętać, że jedna osoba najczęściej musiała przejść długi, kilkufazowy cykl kaźni, złożony z różnego rodzaju katuszy – niekiedy o najwyższym stopniu ciężkości; potwierdzają to zarówno źródła historyczne, jak i zabytki literackie. Przebieg tortur wspominali m.in. Cycero i Waleriusz Maksimus. Z okresu chrześcijańskiego wiarygodnych obrazów dostarczają przede wszystkim nieliczne zachowane akta procesowe oraz passiones powstałe w czasie prześladowań, np. Listy gminy z Vienne i Lionu, Męczeństwo Polikarpa czy Akta Cypriana. Pewną wartość dokumentarną mają także późniejsze wypowiedzi np. Hieronima ze Strydonu, Ambrożego z Mediolanu, Augustyna z Hippony, Grzegorza z Tours. Np. w Listach gminy znajdujemy lakoniczny zapis, który zaświadcza o tym, że Maturus i Sanktus zanim zostali posadzeni na żelaznym krześle, „według miejscowego zwyczaju musieli znieść biczowanie, szarpanie przez dzikie bestie i wszystko, czego w swym szaleństwie lud żądał wśród okrzyków, podnoszących się ze wszystkich stron” (Anonim A 1998: 26). Z kolei u Hieronima odnajdujemy wzmiankę o pewnym męczenniku, któremu zadawano katusze przy pomocy konika i rozżarzonych blach, a w obliczu jego niezłomności – także miodu, „aby ten, który wcześniej pokonał rozpalone patelnie, poddał się teraz z powodu ukąszeń much” (Hieronim ze Strydonu 1995: 92).
Wczesnochrześcijańskie przekazy wraz z namnażającymi się relacjami ustnymi stały się pożywką dla powstających od IV w., skonwencjonalizowanych i pod wieloma względami wtórnych, legend męczeńskich, które niewątpliwie petryfikowały i odrealniały schemat fabularny pasji, jednak w bardzo plastyczny sposób rekonstruowały rzymskie procedury procesowo-karne. Reminiscencje brutalnych praktyk sądowych odnajdziemy już u Aureliusza Prudencjusza Klemensa, który w męczeńskich hymnach ze zbioru Peristephanon – eksploatując zarówno spuściznę apostolsko-patrystyczną, jak i rodzącą się tradycję legendową – wyeksponował drastyczne sceny torturowania indagowanych chrześcijan, np. Eulalii, Romanusa, Wincentego, Wawrzyńca. Na ich podstawie można zrekonstruować niemal pełen zasób starożytnych metod i narzędzi kaźni tj.: pale do krepowania, dyby, żelazne osęki do szarpania ciała, rozżarzone blachy, ruszty do pieczenia, łoża pokryte ostrakonamiOstrakony – gliniane skorupy o ostrych krawędziach, narzędzia do rozciągania i biczowania, a także włóczenie za końmi. Szczególną uwagę warto zwrócić tu na hymn o Wawrzyńcu, osadzony w bardzo specyficznej konwencji groteskowego komizmu, który – oczywiście – nie miał służyć rozrywce czytelników czy słuchaczy, lecz ośmieszeniu oprawcy, a także amplifikacji grozy tortur oraz niezłomności męczonej ofiary:
Aureliusz Prudencjusz Klemens : „Na cześć Wawrzyńca”: 219
Kiedy zaś długie smażenie
Przypiekło bok już spalony,
Męczennik z łoża cierpienia
Krótko do sędzi przemawia:
Obróć tę stronę już ciała,
Dosyć pieczoną bez przerwy,
I zbadaj dobrze, co zdołał
Zdziałać twój wulkan ognisty.
Prefekt go każe obrócić.
On na to: „Jedz! Upieczone!
Spróbuj, czy lepsze surowe,
Czy też smaczniejsze pieczone!”
Co interesujące, wiersze na temat tortur oparte na kulinarnym koncepcie możemy odnaleźć również w XVII-wiecznej literaturze polskiej. Teksty te utrzymane były w podobnym, komiczno-groteskowym tonie, z tą jednak różnicą, że ich nadrzędny cel stanowiło ośmieszenie i zdyskredytowanie ofiar katuszy, nie będących już – jak u Prudencjusza – niewinnymi męczennikami, lecz godnymi pogardy zdrajcami, złodziejami, obłudnikami. Np. Wespazjan Kochowski pozostawił fraszkę, w której żartobliwie wspominał wbicie na pal Aleksandra Kostki-Napierskiego – inicjatora i przywódcy powstania chłopskiego na Podhalu:
Wespazjan Kochowski : Kochowski 1674: 29
Nie wiem, co to za dziwny kucharz się pojawił,
Miasto pieczeni Kostkę, co na rożen wprawił.
Motyw tortur w humorystyczny sposób wykorzystywał również Wacław Potocki. Np. w kilku swoich fraszkach przywołał sytuację ze zbójnikami, którzy chcąc uzyskać informacje potrzebne do dokonania rabunku, bezceremonialnie przypiekali pochwyconego nieszczęśnika ogniem, np. „świecą […] chcąc niemiłosiernie w rzyć go sparzyć” (Potocki 1992: 220). Szczególnie ciekawy wydaje się jednak antyklerykalny utwór o „pieczeniu na roszcie” księdza, który nie chciał ujawnić lokalizacji swojego finansowego depozytu. Godna uwagi jest przede wszystkim gra słów „kapłan”-„kapłon”, a także inne kulinarne skojarzenia:
Wacław Potocki : „Kapłon Boży” cyt. za: Janusz Tazbir, „Okrucieństwo w nowożytnej Europie”: 129
Najprawdziwszy kapłonie boży, bo jakoż cię
Tak nie zwać, kiedy cię już pieczono na roszcie.
Wierzę, jakoś powiedał, że cię było skliwo;
Aleć też bies wymyślił kapłona piec żywo.
Co gorsza, że cię pierwej oskubili żałośnie;
Nic to: kiedy się wydrwił, znowu ksiądz porośnie.
Późnoantyczne i wczesnośredniowieczne przekazy były zatem jedną z inspiracji literatury znacznie późniejszej, zwłaszcza powstającej od I poł. XIII wieku, a więc od czasu, kiedy tortury – jako narzędzie śledcze sądów inkwizycyjnych – zaczęły budzić nie tylko grozę, ale także duże zainteresowanie autorów popularnych oraz szerokich mas odbiorczych. Werystyczne – pobudzające wyobraźnię – opisy kaźni przynosiła m.in. niezwykle poczytna Złota legenda Jakuba de Voragine, w której centralnym elementem ahistorycznych pasyjnych relacji autor uczynił katalogi zadawanych bohaterom katuszy. W zbiorze odnajdujemy np. informację o cierpieniach św. Błażeja, którego zanurzano w kadzi z roztopionym ołowiem, a następnie przypiekano rozpalonymi w ogniu żelaznymi pancerzami i szarpano „grzebieniami do rozrywania ciała” (Jakub de Voragine 1983: 152-153). Do naczynia z płynnym ołowiem włożono m.in. św. Julianę, którą następnie poddano torturze łamania kołem tak brutalnie, aż „jej kości połamały się i szpik trysnął” (Jakub de Voragine 1983: 156). Charakterystyczną listę mąk przekazywała także legenda św. Dionizego, który nim zginął na katowskim pniu musiał znieść straszliwe męczarnie – „rzucono go do pieca” i „przybito do krzyża”, a wcześniej „Zbito go […], oplwano, obrzucono szyderstwami, związano najtwardszymi rzemieniami […] został rozciągnięty nago na żelaznej kracie, pod którą rozpalono ogień. […] Następnie zdjęto go stamtąd i rzucono dzikim zwierzętom, które podrażnione były długim postem” (Jakub de Voragine 1983: 458). Na koniec warto przywołać niezwykle charakterystyczny opis tortur św. Jerzego, w którym narracja o kaźni starożytnego męczennika była w pewnym sensie pretekstem do ukazania współczesnych autorowi praktyk sądowych, coraz powszechniej – od I poł. XIII wieku – stosowanych w europejskich procesach przeciw kacerzom oraz bluźniercom:
Jakub de Voragine : Złota legenda: 210-211
Namiestnik zatem, nie mogąc zmusić go do posłuchu, kazał rozciągnąć go na łożu tortur, ciało jego jeden członek po drugim rozdzierać hakami, boki przypiekać pochodniami, a rany otwarte aż do wnętrzności posypywać solą. […]. Następnego dnia kazał położyć Jerzego na kole nabijanym wokoło obosiecznymi mieczami […]. Wówczas rozgniewany namiestnik kazał go wrzucić do naczynia pełnego roztopionego ołowiu […]. Jerzy zaś następnego dnia otrzymał wyrok, że ma być wleczony przez całe miasto, a następnie ścięty.
Proceduralna specyfika sądów inkwizycyjnych oraz powrót do brutalnych praktyk procesowo-karnych miały niewątpliwy związek z recepcją prawa rzymskiego; zresztą procesy potencjalnych heretyków – w latach 1232-1233 zainicjowane na terenie Aragonii, Niemiec, Austrii, Lombardii i Francji – nie ustępowały pod względem okrucieństwa procedurom starożytnym. Nb. przedstawiciele europejskiego systemu jurydycznego wykazywali się bardzo dużą inwencją i w krótkim czasie zasób tradycyjnych instrumentów kaźni został uzupełniony nowymi przyrządami i metodami, ukierunkowanymi na zadawanie jak najdotkliwszego i długotrwałego bólu.
Generalnie, można wskazać pięć podstawowych typów narzędzi kaźni: były to narzędzia zadawania śmierci – np. koło czy zgniatacz czaszki; służące pohańbieniu – np. dyby; powodujące ból i okaleczenie – np. pałka gwiaździsta zakończona łańcuchami o kolczastym zwieńczeniu; wreszcie – narzędzia tzw. „sądów Bożych”Sądy Boże – sądy Boże, ordalia – stosowany od starożytności do XVIII w. środek dowodowy, za pomocą którego przesłuchiwany miał wykazać swoją niewinność. Sędziowie opierali się na przeświadczeniu, że Bóg potwierdzi winę lub niewinność pozwanego., tj. kotły lub ruszty. Oprócz tradycyjnych mechanizmów, np. przyrządów do rozciągania i szarpania ciała oraz łamania kości, a także rekwizytów służących do parzenia, przypiekania lub smażenia, bardzo szybko zaczęto stosować wynalazki pozwalające na powolną eskalację cierpienia ofiary, która w wyniku zadawanych obrażeń najczęściej nie umierała, doznawała natomiast skrajnych cierpień i trwałego okaleczenia. Można zaliczyć tu chociażby śrubowe zgniatacze palców, ściskacze czaszki oraz udoskonalone przyrządy do miażdżenia goleni, m.in. tzw. „hiszpańskie buty”. W postępowaniach sądowych wykorzystywano ponadto narzędzia, które nie powodowały natychmiastowego zgonu przesłuchiwanych, jednak – nawet jeśli zdołali oni oczyścić się z zarzutów – przyczyniały się do ich długotrwałej i bolesnej agonii; śmierć następowała przeważnie w wyniku rozległego zakażenia, krwotoku, bądź nieodwracalnego uszkodzenia narządów wewnętrznych. Jednym z bardziej wyrafinowanych wynalazków było ponabijane kolcami „krzesło inkwizytora” – nierzadko kryjące pod siedziskiem piecyk; godna uwagi jest też tzw. „dziewica bawarska” – uformowana na kształt kobiety metalowa skrzynia, od wewnątrz wyposażona w długie ostrza, które wbijając się w ciało skazańca, nie uszkadzały najważniejszych organów, naruszały jednak tkanki i stawały się przyczyną głębokich ran oraz śmiertelnych infekcji. Rozerwanie tkanek powodowały tzw. „gruszki” służące do rozpychania ust, pochwy lub odbytu osób torturowanych, jak również „kołyska Judasza” – narzędzie mające postać drewnianego ostrosłupa osadzonego na czterech nogach, na którego wykończony metalem wierzchołek wielokrotnie spuszczano podwieszoną na linach ofiarę, celując tak, by szpic brutalnie wbijał się w jej naturalne otwory ciała. Natomiast niektóre z narzędzi nie powodowały widocznych na zewnątrz obrażeń, naruszały jednak, tak jak np. „córka śmieciarza”„córka śmieciarza” – nazywana także bocianem; konstrukcja z metalowego pręta, w której unieruchamiano maksymalnie skuloną ofiarę, której ręc,e nogi i szyja były przytrzymywane ciasnymi obręczami. Już po paru minutach następowały skurcze mięśni brzucha i odbytu, a następnie klatki piersiowej, ramion i kończyn. Agonia była długotrwała i bolesna., neurofizjologiczną równowagę organizmu, powodując skurcze i drgawki, a w skrajnych przypadkach niewydolność wielonarządową oraz śmierć.
W Rzeczypospolitej, która okazała się niezbyt podatnym gruntem dla rozwoju inkwizycji, recepcja rzymskich oraz kanonicznych procedur śledczych miała charakter pośredni; bezpośrednim źródłem było natomiast prawodawstwo niemieckie, uznające przydatność „męczenia” zarówno w sprawach doktrynalnych, jak i kryminalnych. Symptomatyczny jest fakt, iż tortury najwcześniej zaczęto wykorzystywać w miastach lokowanych na prawie magdeburskim; z Niemiec przejęto zresztą nie tylko regulacje jurydyczne, ale także metody przesłuchań oraz używane w ich przebiegu narzędzia. Nb. tortury w Polsce stosowano już ok. XIII/XIV w., jednak zjawisko to osiągnęło apogeum w wiekach XVI-XVII i objęło także miasta niezwiązane z osadnictwem według wzorów niemieckich; np. sądy według procedur prawa magdeburskiego były przeprowadzane w Krakowie czy w podkrakowskim Kazimierzu.
W archiwaliach miejskich pozostały liczne ślady dawnych praktyk śledczych m.in. protokoły sądowe oraz zapisy odnotowujące wysokość wynagrodzenia dla tortori – kata, zwanego również „ceklarzem” lub „mistrzem”. Takie wzmianki widnieją chociażby w księgach kazimierskich; np. w 1526 r. zanotowano: Tortori a tortoratione cujusdam mulieris, gro. XI solvitur,Tortori a tortoratione cujusdam mulieris, gro. XI solvitur, – Katowi za torturowanie jakiejś kobiety wypłacono 11 gr., a w 1531 r.: „Tortori a supplicio (męczenie) dwóch złoczyńców, półtory grzywny i gro[szy] 14” (Grabowski 1847: 222). Z kolei krakowska Liber maleficorum seu damnatorum z lat 1554-1625 potwierdza istnienie wydzielonego w ratuszu miejsca zwanego „męczennicą”, a także odnotowuje konkretne sytuacje, w których przesłuchiwany był „przed urzędem na próbie” lub „na próbie był od mistrza pytany” (Źródło A 1847: 216). Najczęściej wymienianą w rejestrze torturą, a zarazem karą wymierzaną za lekkie przewinienia, była chłosta na pręgierzu, „pniaku” oraz tzw. „biskupie” – grubym klocu drewna służącym do chłostania pośladków. Stosowano ponadto próbę ognia, choć – jak wolno sądzić – w Krakowie przeprowadzano ją tylko w „uzasadnionych” przypadkach. Warto tu zwrócić uwagę na zapis z 1609 roku, przynoszący ciekawe rozróżnienie między męczeniem np. „przez palenie”, a znacznie łagodniejszą formą przesłuchania – tzw. „straszeniem przez próby i przez pytanie”:
Źródło – A : Liber maleficorum: 219
Zofia miała to uczynić, że tę Halszkę […] zawołała z łąki do domu i dała jej mleka na miskę. Wtem przyszedł mężczyzna jakiś, który tej Halszcze gwałt uczynił, przy czem ta Zofia była i oczy jej zakrywała, i gdy już było po wszystkiem, półtora grosza jej dała. Taż Zofia była straszona przez mistrza, tj. nie paleniem, jedno straszeniem przez próby i przez pytanie.
Surowe tortury – przypalanie oraz rozciąganie – zastosowano natomiast wobec złodzieja Jana, który w 1610 r. „był pojmany na zamku krak[owskim] i był pytany przez mistrza, [i] wyznał swe złe uczynki. […] Potem, gdy to już wypowiedział, za trzecim razem kiedy go rozciągniono i świecami palono, pytano go, jeśli mistrz wiedział, kędy oni wzięli te talerze? Ale on zeznał, iż nie wiedział” (Źródło A 1847: 220,221).
W tym kontekście bardzo istotny jest fakt, że pierwszy wydany po polsku podręcznik prawa z 1558 r. Bartłomieja Groickiego miał niemieckie afiliacje i opierał się głównie na kodeksach Speculum Saxonum oraz Ius Municipale. Co istotne, Groicki był też autorem wydanego rok później Porządku sądów i spraw miejskich prawa majdeburskiego, obszernie traktującego m.in. o „rozmaitych mękach, które złoczyńcom bywają zadawane” (Groicki 1586: iiv). Na uwagę zasługuje wysoka kultura autora w zakresie jurysprudencji, a także jego swoista wrażliwość i humanistyczne wyczucie. Groicki nie ograniczył się bowiem do skatalogowania zalecanych przez prawo tortur oraz przypisania ich do poszczególnych rodzajów przesłuchań, ale w pierwszej kolejności skonstatował etyczną i organizacyjną wątłość polskiego sądownictwa, postulując przy tym energiczną reorientację – przede wszystkim w sprawach, „gdzie idzie o zdrowie ubogiego człowieka” (Groicki 1586: hhv). Ubolewał, że w miastach i miasteczkach Rzeczypospolitej rozpleniło się proceduralne bezprawie, na mocy którego tortury stosowane są „bez lutości sędziego, bez baczności, bez dobrego rozsądku” (Groicki 1586: hhv). Jak twierdził:
Bartłomiej Groicki : „Porządek sądów i spraw miejskich”: hhv
Mały jest porządek […] tam, gdzie ubogiego człowieka ciało szarpają, targają, ciągną, pieką, męczą, wielekroć tylko przy obliczności jednego albo dwu opiłych ceklarzów, gdzie rzadko bywa człowiek poważny a baczny, który by wielkość a potrzebę męki wyrozumiał […]. Sam przy tym okrutny kat a jeden albo dwa opili ceklarze bywają, z których potem wyznania człowiek bywa na śmierć skazan.
Oczywiście, tortury – zarówno w sprawach kryminalnych, jak i religijno-obyczajowych – miały na celu wymuszenie przyznania się do winy, a także uzyskanie nazwisk potencjalnych wspólników. Autor Porządku zaznaczał jednak, że choć męka „ku wybawieniu prawdy bywa przydana” (Groicki 1586: hhijr), nie należy torturować ani podejrzanych, co do których nie ma pewnych dowodów, ani osób niepoddanych wcześniej łagodnemu i „łaskawemu” przesłuchaniu. Wymieniał on ponadto niepodważalne znaki „ku zdaniu na mękę”, tj. „odmienność mowy, kłamstwo, bojaźń, zająkanie, drżenie” (Groicki 1586: hhiijv), zalecając przy tym roztropny dobór katuszy, dostosowany do wieku i stanu oskarżonego. Groicki przypominał też konwencjonalne ustalenia związane z ustawowym „zwolnieniem od mąk”, obejmującym doktorów, rycerzy, przełożonych, wysokich urzędników, dzieci poniżej czternastego roku życia, niedołężnych starców „na pamięci i na rozumie zeszłych” oraz brzemienne niewiasty. Nb. zbrodnią znoszącą wszelkie ulgi i przywileje był „występ przeciw królowi” lub „przeciw pospolitej rzeczy” (Groicki 1586: iir).
W Porządku sądów uwagę zwraca krytyczna klasyfikacja tortur, które Groicki na podstawie źródeł podzielił na „męki wedle prawa” oraz „męki z wymysłów sędziów niebacznych a z okrucieństwa katowskiego” (Groicki 1586: iiv). Podział ten poświadczał istnienie bardzo poważnej rozbieżności między ustawową teorią a procesową, powszechnie stosowaną praktyką. Otóż oficjalnie wolno było stosować jedynie takie działania i narzędzia, „żeby ciało było bez obciążenia wielkiego i bez ułomności” (Groicki 1586: iiijr); zalecano np. bicie miotłami, a następnie „ciągnienie powrozami” – „gdy złoczyńca nago […] na węższej ławie, niż ciało jest, bywa pod pachy przez pierś przywiązan, po tym wielkie palce u nóg bywają związane, a powróz od nich około osi u koła okręca, aby tak obracanim koła ciało złoczyńcę ku wypowiedzeniu prawdy ciągniono” (Groicki 1586: iiv). W rzeczywistości stosowane tortury były znacznie cięższe i – jak wiemy – mogły powodować bardzo silne cierpienia i nieodwracalne uszkodzenia ciała. Groicki wymienił zaledwie część nieformalnych praktyk procesowych; być może te, które uznał za szczególnie popularne na terenach Rzeczypospolitej. Jak czytamy, polegały one na zadawaniu męczarni
Bartłomiej Groicki : „Porządek sądów i spraw miejskich”: iiv
[…] wodą, octem, lanim wrzącego oleju w gardło, szmarowanim siarką, smołą gorącą, słoniną, głodem, pragnieniem wielkim, przyłożenim na pępek myszy, sierszeni albo jakich innych jadowitych chrobaków nakrytych bańką, aby tak gdyby wynidź nie mogli, ciało cierpiącego dręczyli. Jako też, gdy złoczyńcę ku ławie przywiążą, nogi jego słoną wodą namażą, potym kozę przywiodą, która rada sól jada, aby pięty onego złoczyńce lizała, który ból powiadają być okrutny, bez obrażenia cielesnego.
Humanitaryzacji przesłuchań miało służyć nieszafowanie „powtarzaniem męki”. Groicki przywoływał nawet stosowny zapis, z którego wynikało, że indagowany – „jeśli dostatecznie wedle prawa był męczon […], a na męce by się nic nie zeznał” (Groicki 1586: iiiijr) – w tej samej sprawie nie powinien być po raz drugi badany przy pomocy tortur. W praktyce sądowej – zarówno europejskiej, jak i rodzimej – zasada ta była jednak notorycznie łamana. Wynikało to z charakterystycznych obwarowań umiejscowionych w samym przepisie: po pierwsze, z absolutnej swobody pozostawionej sędziemu w zakresie oceny wspomnianej „dostateczności” mąk, która – jak czytamy w Porządku – „na uznaniu sędziego zależy” (Groicki 1586: iiiijr); po drugie – z klauzuli, z której wynikało, że powtórzenie katuszy na podejrzanym jest możliwe i wskazane, jeśli „się jakie nowe znaki pewne nań wynorzyły” (Groicki 1586: iiiijr). Oczywiście, pozyskanie stosownych znaków nie stanowiło większego problemu, w związku z czym najczęściej ofiarę torturowano tak długo, aż w końcu potwierdziła swoją winę. Nb. zachowane akta sądów miejskich poświadczają taki stan rzeczy – długotrwałym zadawaniem cierpień wymuszano zeznania zarówno na mężczyznach, jak i na kobietach; w sprawach kryminalnych i doktrynalnych; w procesach o bluźnierstwo i o czary. Zwłaszcza w przypadku tych ostatnich wydłużanie tortur oraz fabrykowanie fantastycznych uzasadnień było na porządku dziennym; przykładem może być tu pewna śląska niewiasta, którą przy pomocy tortur doprowadzono do drgawek, zinterpretowanych przez sąd jako niezbity dowód jej konszachtów z szatanem; sama przesłuchiwana, chcąc uniknąć dalszych męczarni, przyznała się do winy, podając przy tym imiona usadowionych w jej nogach diabłów – Marcinka i Kacperka.
Jak już wspomniano, represyjno-śledcze praktyki – będące ogniwem kulturowej tradycji Europy, elementem życia publicznego, a do 1776 r częścią systemu prawnego Rzeczypospolitej – fascynowały, niepokoiły i pobudzały wyobraźnię staropolskich pisarzy. Oprócz Potockiego i Kochowskiego motyw męczarni podejmował np. Sebastian Fabian Klonowic, Erazm Otwinowski, Michał Jurkowski czy Jędrzej Kitowicz. Szczególnie interesującym przykładem będą tu fragmenty Worka Judaszowego Klonowica, który w obrębie dydaktycznego dyskursu bardzo precyzyjnie odtworzył procedurę torturowania oraz najpopularniejsze narzędzia i metody – rozciąganie konikiem, przyżeganie ogniem, przypalanie świecami, polewanie rozgrzanym łojem, podrażnianie świeżo zasklepionych ran:
Sebastian Klonowic : „Worek Judaszów”: 38-39
Byście nie przyszli na punkt na ten, gdzie już owo
Poczną łechtać pachołka, chocia mu niezdrowo;
Gdzie już każą mistrzowi pytać, nie folgować
Mówiąc: „Powiedaj prawdę, a nie daj się psować”.
Który już tu zażywa katowskiego prawa,
A już niemiłosierna zacznie się tu sprawa.
Złoczyńcę nieboraka wyciągną na szrobie [przyrządzie do rozciągania – A. K.],
A on woła żałośnie na straszliwej probie
[…].
Wyciągną go jak stronę, wywrócą łopatki,
A on plecie i swoje i cudze niestatki.
Drugi zęby ścisnąwszy cierpi boleść mężnie,
Choć go nielutościwy ciągnie mistrz potężnie.
[…]
Gdy tak złoczyńca będzie cierpliwy w tym boju,
Już tu musi do ognia, już musi do łoju.
Już pójdą według prawa z wójtowskich wyroków,
Prawdy się wywiadując z świecami do boków.
[…]
Kiedy mu zastrupione urazy odnowią:
Jak stawy naruszone, tak boleść ogniową.
Źródła
Starodruki
Groicki Bartłomiej, „Porządek spraw i sądów miejskich prawa majdeburskiego w Koronie Polskiej”, Drukarnia Łazarza Andrysowica, Kraków 1586, cytaty na k.: hhv, hhijr, hhijv, iir, iiv, iiiijr.
Klonowic Sebastian Fabian, „Worek Judaszów”, Drukarnia Sebastiana Sternackiego, Kraków 1600, cytaty na k.: 38-39.
Kochowski Wespazjan, „Epigrammata polskie”, Drukarnia Wojciecha Góreckiego, Kraków 1674, cytat na k.: 29.
Edycje XIX-wieczne i współczesne
Anonim A, „Listy gminy z Vienne i Lyonu” (powst. ok. 178 r.), cyt za: Drączkowski Franciszek, „Patrologia”, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin – Lublin 1998, dostępne także na stronie internetowej: mikolaj.bydgoszcz.pl/czytelnia/patrologia.pdf, cytat na s.: 26.
Grabowski Ambroży, „Starożytności miasta Krakowa”, „Biblioteka Warszawska” 1847, t. 4/XXVIII, cytat na s. 222.
Hieronim ze Strydonu, „Żywoty mnichów, Pawła, Hilariona, Malchusa” (I poł. XVI w., powst. II poł. IV w.), tłum. i oprac. Bazyli Degórski, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 1995, cytaty na s.: 92.
Jakub de Voragine, „Złota legenda” (powst. II poł. XIII w.), przeł. Janina Pleziowa, oprac. Marian Plezia, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1983, cytaty na s.:152-153,156,210-211,458.
Potocki Wacław, „Kapłon Boży” (XVII w.), cyt. za: Tazbir Janusz, „Okrucieństwo w nowożytnej Europie”, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych, Universitas, Kraków 2000, s. 129.
Potocki Wacław, „Wiersze wybrane”, oprac. Stanisław Grzeszczuk i Janusz Gruchała, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1992, cytat na s. 220.
Prudencjusz Aurelisz Klemens, „Na cześć Wawrzyńca”, w: „Poezje”, przeł. i oprac. Mieczysław Brożek, Wydawnictwo Akademii Teologii Katolickiej, Warszawa 1987, cytat na s. 219.
Źródło A, „Liber maleficorum seu damnatorum 1554-1625”, cyt. za:Grabowski Ambroży, „Starożytności miasta Krakowa”, „Biblioteka Warszawska” 1847, t. 4/XXVIII, cytat na s.216, 219, 220, 221.
Curtius Ernst Robert, „Literatura europejska i łacińskie średniowiecze”, przeł. i oprac. Andrzej Borowski, Universitas, Kraków 1997.
Drączkowski Franciszek, „Patrologia”, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin – Lublin 1998, dostępne także na stronie internetowej: mikolaj.bydgoszcz.pl/czytelnia/patrologia.pdf.
Foucault Michel, „Nadzorować i karać”, przeł. TadeuszKomendant, Aletheia, Warszawa 2011.
Łyjak Andrzej, Dawne narzędzia kar i tortur, Wydawnictwo PiT, Kraków 1998.
Tazbir Janusz, „Okrucieństwo w nowożytnej Europie”, Polska Oficyna Wydawnicza BGW, Warszawa 1993.
(ur. 1974 r.) – historyk literatury i socjolog kultury, badaczka staropolskiego i współczesnego piśmiennictwa hagiograficznego, homiletyki historycznej i najnowszej, humanistycznej antropologii i prototeorii kultury, a także tradycji klasycznej i patrystycznej w europejskim piśmiennictwie teologicznym. W latach 1998-2001 r. asystent w Instytucie Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego; od 2002 r. adiunkt w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego. Autorka publikacji i opracowań dotyczących piśmiennictwa parenetycznego i teologicznego różnych epok, w tym monografii „Żywoty Świętych” Piotra Skargi. Hagiografia – Parenetyka - Duchowość.