Rozumienie muzyki w bliskości ze sztuką medyczną albo wprost traktowanie jej jako pewnego rodzaju medykamentu ma swoje źródło w koncepcji afektu i w znaczeniu tego pojęcia dla estetyki muzycznej. Ze względu na podwójne oddziaływanie afektu: na ciało i na duszę człowieka, a także na obecne w refleksji nowożytnej, odziedziczone po greckim antyku przekonanie o nierozerwalnej integralności zdrowia fizycznego ze zdrowiem psychicznym i duchowym, muzyka i medycyna długo pozostawały w bliskiej relacji. Relacja ta interpretowana była jednak na różne sposoby. W niektórych dialogach Platona (Hippiasz mniejszy, Hippiasz większy, Kratylos, Menon, Polityk) odnaleźć możemy wzmianki świadczące o tym, że obydwie te dyscypliny myśliciel traktował przede wszystkim jako pewnego rodzaju rzemiosła, na równi z szewstwem, tkactwem i wróżbiarstwem, a także z dyscyplinami sportowymi (jak bieganie, zapasy, żeglarstwo, jeździectwo czy łucznictwo). Można jednak sądzić z dużym prawdopodobieństwem, że w taki sposób wartościuje Platon przede wszystkim muzykę instrumentalną, którą Grecy w ogólności cenili mniej od wokalnej.
Aby w pełni zrozumieć, dlaczego w starożytnej Grecji muzyka była pokrewna medycynie, należy uświadomić sobie, że pojęcie katharsis, przy pomocy którego można wyjaśnić afektywne oddziaływanie muzyki na odbiorcę, było pierwotnie terminem medycznym. Arystoteles odnotowuje w Polityce:
Arystoteles : Polityka: 355
Takie samo wrażenie muszą odczuwać ci, którzy są skłonni do uczucia litości i strachu i w ogóle ludzie wrażliwi, inni zaś, o ile kogoś któreś z tych uczuć poruszy; wszyscy jednak odczuwają w takim razie pewne oczyszczenie i ulgę połączoną z rozkoszą.
Zarówno muzyka jak i medycyna opierały się założeniach regulujących właściwe proporcje: w medycynie czterech humorów cielesnych (żółci, czarnej żółci, flegmy oraz krwi); w muzyce zaś miary rytmicznej i harmonii, czyli umiejętnego zestawiania ze sobą elementów różnych, a nawet sprzecznych, co doskonale ujął Platon w Uczcie, opisując działanie i naturę dwóch Erosów:
Platon : Uczta: 87-88
W teorii nowożytnej przyjęło się wśród różnorodnych typów oddziaływania muzyki wymieniać jej właściwości medyczne. Informacje, jakie uzyskujemy na ten temat w łacińskich, włoskich i francuskich traktatach, są dość szczegółowe. Pietro Aaron wskazuje na szeroki zakres stosowania muzyki w lecznictwie: pomaga ona między innymi w przezwyciężaniu złych nałogów (pijaństwa i rozwiązłości), łagodzi objawy chorób psychicznych, udrażnia i poszerza żyły (Aaron 1516: f.Biiv). Sebastian z Felsztyna, oprócz pożądanego oddziaływania muzyki na dolegliwości psychiczne, zachwala także jej właściwości jako antidotum: unieszkodliwia ona bowiem ukąszenia węży, a ponadto zasklepia rany (Sebastian z Felsztyna 1517: f.Aiv). O zastosowaniu muzyki jako remedium przeciw truciznom wspomina także w swoim Discorso sopra la musica Francesco Bocchi (Bocchi 1581: 10), John Case z kolei wzmiankuje, że jest ona przydatna w szpitalach w czasie zarazy (Case 1588: 5). Hermann Finck pisze lakonicznie o muzyce jako uldze w chorobach (Finck 1556: f.iiijv).
Gioseffo Zarlino, jeden z największych europejskich autorytetów w zakresie teorii muzyki, w swoim traktacie Le istitutioni harmoniche formułuje postulat, by medyk znał się także na sprawach muzyki. Jeśli bowiem nie posiądzie tego rodzaju wiedzy – pyta Zarlino retorycznie – to w jaki sposób będzie potrafił odmierzać proporcje stosowne dla każdego leku, mieszać elementy zimne z gorącymi lub prawidłowo mierzyć puls chorego? (Zarlino 1558: 5).
W siedemnastym stuleciu mnogość uwag, dotyczących pokrewieństwa muzyki i medycyny odnajdujemy w traktatach francuskich. Tu również powtarzają się zalecenia na temat zastosowania muzyki w leczeniu zatruć, szaleństwa oraz nadmiernego pobudzenia zmysłowego (Mersenne (Mersenne 1634: 271-272); Gantez (Gantez 1643: 112-113)), ale oprócz tego, jako dolegliwość, w której kurowaniu muzyka może być niezwykle skuteczna, wymieniana jest melancholia. W swoim dziełku Traité de l’accord de l’espinette Jean Denis przytacza historię melancholika, któremu w uporczywych atakach z pomocą przyszedł kapelmistrz Violons du Roy (Denis 1643: 24-25).
W poezji staropolskiej związki muzyki z medycyną odwzorowywane są zasadniczo na dwa sposoby: po pierwsze, dają świadectwo współczesnych wierzeń, związanych z muzyką i jej leczniczymi właściwościami. Po drugie zaś, poeci odwołują się do metafory o kształcie „muzyka jest lekarstwem”. Wierzono zresztą wówczas w silne oddziaływanie muzyki nie tylko na człowieka, ale w ogóle na przyrodę ożywioną i nieożywioną. Sebastian Klonowic w Roksolanii przypomina o cywilizującym oddziaływaniu muzyki na nierozumne zwierzęta (Klonowic 1996: 64-67). Refleks takich wierzeń, rozpowszechnionych zresztą zarówno wśród chłopów jak i szlachty, obserwujemy na przykład u Wacława Potockiego. W poemacie Muza polska na tryjumfalny wjazd najjaśniejszego Jana III poeta przypomina wierzenie o magicznych właściwościach brzmienia dzwonów:
Wacław Potocki : Muza polska na tryjumfalny wjazd najjaśniejszego Jana III: 46
okropnem straszy gospodarza grzmotem
(cudowną tu moc swoję ma natura
i różne mądrych ludzi mowy o tem),
ledwie pociągnie czuły dzwonnik sznura,
ledwie zadzwoni, aż się zaraz lotem
w różne rozchodzi strony i kropelki
czasem nie będzie deszcza z chmury wielkiéj.
Postacią, która stanowi w pewnym sensie poetycki łącznik między sztuką medyczną a muzyką, jest Apollo. Pisarze staropolscy dobrze pamiętali, że dla starożytnych Greków był on patronem i muzyki, i medycyny (Sarbiewski 1972: 258-271; 304-305). Warto zauważyć, że ze względu na podwójny – spekulatywny, ale zarazem i wysoce praktyczny – charakter obydwu sztuk, Apollo w literaturze staropolskiej pojawia się nierzadko z cytrą (lub lutnią, kitharą etc.) oraz księgami, jak to ma miejsce w twórczości Samuela ze Skrzypny Twardowskiego:
Samuel Twardowski : Dafnis drzewem bobkowym: 81
Cytarę nosić i u pasa księgi,
[…].
Samuel Twardowski : Dafnis drzewem bobkowym: 99
Nie brząkać w cytrę, nie księgi wartować,
[…].
Samuel Twardowski : Nadobna Paskwalina: 113
Stolik srebrny, na którym w prześliczne promienie
Wieniec wity bobkowy i k woli zabawie
Lutnia czasem i kilka w kosztownej oprawie
Ksiąg niebieskich.
Szymon Zimorowic w Roksolankach postać Apollina – jednego z najbardziej chyba wszechstronnych bóstw greckich, który opiekował się nie tylko szeroko rozumianą sztuką i medycyną, ale i nauką, i w ogóle wszelkimi rzemiosłami – ogląda najwyraźniej poprzez kategorię swoiście rozumianej dworności, w wydaniu „nieokrzesanie”sarmackim, a zarazem i typowym dla dworu Wazów, na którym ogromną rolę odgrywała kultura włoska. W Dziewosłębie Apollo przedstawia się Dafnidzie właśnie jako bóg medycyny i muzyki:
Szymon Zimorowic : Roksolanki: 29-30
I na lutni przebierać trafię strony strojne.
Nie nowina mi śpiewać przy szemrzącym flecie,
Nie nowina kancony grawać na kornecie.
[…]
Chociażem z padewskimi nie siadał doktory,
przecię lekarzem każdy przyznawa mię chory:
znam ja, której chorobie przygodzi się ziele.
Niestetyż, choć-że ludzi uzdrowiłem wiele,
nie mogę sobie pomóc mym własnym ratunkiem.
O zła miłości, żadnym nie zleczona trunkiem!
W interpretacji Zimorowica afekt miłosny pojawia się zatem jako jedyna choroba (topos aegritudo amoris1Hemitoniczny – Półtonowy. ), której nie przeciwdziała żaden medykament i nie ustępuje ona przed wiedzą medyczną. W tym zestawieniu ze sztuką medyczną ujawnia się przed nami ambiwalentny w odczuciu pisarzy staropolskich charakter muzyki: jako jedna z nauk, traktowana synonimicznie wobec pojęcia harmonii, sama jest albo powinna być tej harmonii źródłem; z drugiej wszakże strony dostrzegano w niej zdolności do wzbudzania silnych i niepodlegających kontroli afektów. Być może stąd właśnie pochodzi gorzka refleksja, którą Samuel Twardowski wkłada w usta Apollina w swojej Dafnidzie:
Samuel Twardowski : Dafnis drzewem bobkowym: 169
Który afektem tak sprosnym miał rządzić?
Moje Parnassy, moje Helikony,
A ja, ich książę, mogłem sam tak zbłądzić?
Anonimowy siedemnastowieczny tłumacz poematu L’Adone za Giambattistą Marinem przypisuje wręcz muzyce zdolności przyprawiania o„szaleństwo”:
Giambattista Marino-Anonim : Adon: 257
i duszę prawie aż z serca wydziera.
O ile refleksja teoretyków prowadziła przeważnie do optymistycznych konkluzji, dotyczących możliwości stosowania muzyki jako lekarstwa na różnego rodzaju przypadłości duszy i ciała, o tyle w literaturze pięknej zaleca się dość często ostrożne jej użytkowanie. Ta tendencja szczególnie dostrzegalna jest w twórczości Hieronima Morsztyna. Bohaterka jednej z opowieści zawartych w Filomachii, księżniczka Perepoda, dochodząc do siebie po domniemanej chorobie (spowodowanej, dodajmy, afektem miłosnym) otrzymuje zalecenie, by zaprzestała śpiewu – powinna się raczej wyciszyć i uspokoić, bo „wnętrza jeszcze ją kęs bolą” (Morsztyn 2000: III, ww. 670-672). Natomiast w opowieści o księżniczce Banialuce muzyka i taniec przestawione są zgodnie z regułami metafory „muzyka jest jak lekarstwo”, ale poeta podkreśla ich nieskuteczność w przeciwdziałaniu bólowi, który w opisie Morsztyna zdaje się być niemal czymś fizycznie namacalnym:
Hieronim Morsztyn : Historia ucieszna o królewnie Banialuce: 64
barzo mi tańcowanie i muzyka szkodzi.
Takowa medycyna nie zleczy mojego
bólu, który mi wchodzi do serca samego.
Podobnie czyni Lacki, kiedy przyrównuje muzykę do opium, ale zaprzecza skuteczności jednego i drugiego środka w uśmierzaniu cierpienia:
Aleksander Lacki : Pobożne pragnienia: 109
choćby wdzięczni słowicy po drzewach śpiewali
lub helikońskich bogiń parnaska gromada
i Apollo delfickich stron muzyk nie lada,
nie uśpią i opia trosk mych na swym łonie,
[…].
Jan Andrzej Morsztyn podkreśla wszakże udział, jaki ma „lutnia” w kurowaniu melancholii; Adam Korczyński (nieco przewrotnie) posługuje się metaforą muzyki jako lekarstwa, opisując romans pięknej Włoszki z polskim lutnistą w Wizerunku złocistej przyjaźnią zdrady; Wespazjan Kochowski przywołuje biblijną historię o uleczeniu króla Saula z ataków szału poprzez grę na harfie; zaś Wacław Potocki w wierszu pochwalnym dla Kochowskiego aluzyjnie wspomina neapolitańską legendę o tańcu – taranteli – mającej magiczne właściwości leczenia jadu tarantuli:
Jan Andrzej Morsztyn : List do jegomości pana Otwinowskiego, podczaszego sendomirskiego: 17
I oczerstw swoim rymem melancholicznego,
[…].
Adam Korczyński : Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady: 29
wody, o którą słusznie strofują doktorzy,
tak i żona przemyśla, jak by ptaszkiem z klatki
wylecieć tam, gdzie w oknie często grawał gładki
ów kawaler na lutni.
Wespazjan Kochowski : Do lutniej: 153
Dziwną maniją Saulowę,
Jak sie nie wprzód ukołysał,
Aż wdzięczną arfę usłyszał.
Wacław Potocki : Do Jegomości Pana Wespazjana Kochowskiego, pisoryma polskiego: ww. 19-22
Żywą krew, nie inkaust, miecz, nie pióro leje;
Jeśli żarty, tak prędko płaczliwego tulą,
Jako skrzypce strutego krzeszą tarantulą.
Z metaforą muzyki jako lekarstwa wiąże się nierozerwalnie metafora muzyki jako ładu i porządku – przypomnijmy, że Zarlino zalecał lekarzom naukę muzyki właśnie w celu doskonalenia wyczucia odpowiedniej miary i proporcji. Dlatego Hieronim Morsztyn, prezentując personifikację Muzyki w Światowej rozkoszy widzi ją z dyrygencką batutą w ręku:
Hieronim Morsztyn : Siódma panna: Muzyka: 26-27
świat i niebo wdzięcznymi uwesela głosy;
sama takt niepochybną stypułą skazuje,
sama extravaganti wszystkie moderuje,
partesy w ręku trzyma, śpiewając włoskiego
coś łagodnie, na chóry rozsadziła swego
rynsztunku melodyje: […].
W tej samej przestrzeni znaczeń pozostaje nieco bardziej złożona metafora marszałkowskiej laski jako batuty dyrygenta, pojawiająca się w wierszu Jana Andrzeja Morsztyna, skierowanym do marszałka koronnego Łukasza Opalińskiego:
Jan Andrzej Morsztyn : Do Jegomości pana Łukasza ze Bnina Opalińskiego, marszałka nadwornego koronnego: 3-4
Stypułę utoczoną wprawdzie i bez sęku,
Ale tak pełną rządu, że kiedy takt daje,
Każdy dobywa głosu, póki mu go staje;
Podczas się też zaostrzy z obu stron i wielu,
Kiedy z nuty wykroczą, sięga po gardzielu.
To, że motywacja metafory jest dostateczna i przekonująca, staje się oczywiste dla każdego, kto uświadomi sobie, iż siedemnastowieczna batuta dyrygencka istotnie podobna była do potężnej i budzącej respekt laski marszałkowskiej, znaczącej w wierszu surowość i nieprzejednanie, ale i sprawiedliwość oraz jednoznaczność prawa, karzącego szlachcica „na gardle”. (Kochowski na przykład wyobraża sobie wodza, stojącego na czele uszykowanego w idealnym porządku wojska jako kapelmistrza (Kochowski, Utwory poetyckie. Wybór: 26)). W metaforze „muzyka jest jak lekarstwo” łączą się zatem obydwa aspekty myślenia o muzyce w wiekach dawnych: postrzegana jest ona jako siła zakłócająca harmonijną konstrukcję psychofizyczną, jaką stanowi człowiek, ale też stanowi owej harmonii wcielenie.
Artykuły powiązane
- Walińska, Marzena – Śpiew pasterski
- Lisecka, Małgorzata – Fenomen kastrata
- Lisecka, Małgorzata – Instrumenty muzyczne a ciało ludzkie
- Lisecka, Małgorzata – Muzyka i brzmienia naturalne
- Lisecka, Małgorzata – Taniec
- Kozaryn, Dorota – Rej – muzyka w „Wizerunku własnym żywota człowieka poczciwego”
Bibliografia
- 1Hemitoniczny – Półtonowy.