Ciała „trzeciej epoki” (Krasiński)

Krasiński był przekonany, że w następnej, trzeciej epoce będą inne niż teraz ciała – ciała przemienione (corps glorieux), jak u stygmatyczki, o której pisze w liście do Delfiny Potockiej. Jej ciało – to materia „przetworzona” przez ducha „przez ogromną wiarę”. Stygmatyczka – „zwykle leży jakby pozbawiona życia”; jej ciało „lekkie prawie jak myśl, nie dbające o pokarm, wyglądające na umarłe, niby zabite, a jednak żyjące”, ale podczas mszy, w trakcie Podniesienia, będąc w stanie magnetycznym ożywa, wstaje, klęka, lewitując nad ziemią. „Będą kiedyś ciała takie” – to, co dzisiaj uchodzi za chorobę, w nowej epoce „będzie stanem z d r o w i a”; materia pod wpływem przerobienia jej przez ducha uzyska nowy kształt, zwany „anielskim” (Krasiński 1975: 78). W poglądach Krasińskiego krystalizuje się więc idea ciała przemienionego – godnego „trzeciej epoki”, którą ma wyrażać. Inne to ciało niż to, którego fabuły przedstawił poeta w korespondencji, a tak sugestywnie zinterpretował Marek Bieńczyk (Bieńczyk 1990).

Również ciało Krasińskiego odbiera przeczucia nadchodzącej epoki przejścia.

Zygmunt Krasiński : List do Augusta Cieszkowskiego z 10 września 1842: 78

Nie uwierzysz Auguście, jak coraz gorzej zapadam, jakieś straszne płacze do ócz mi przychodzą, jakieś straszne konwulsyjne dreszcze trzęsą mną całym. W powietrzu rozlane jest przeczucie klęsk i nieszczęść, które poprzedzić muszą przyjście, o którym mówisz zaczynając i kończąc Palingeneisą.

Z kolei na przykład list z 12-13 grudnia 1841 do Delfiny Potockiej przynosi próbę sformułowania koncepcji „Ja” nieśmiertelnego; „silnego”, wspartego na rozpoznaniu objawienia jako „czucia” rzeczy, pewnego jej utwierdzenia jako fundamentu ontologicznego nowej filozofii istotnego, wzmocnionego „Ja” . Wywód zawarty w tym liście nazwie zresztą Krasiński filozoficznym wywodem nieśmiertelności. Ale, co ciekawe, list zaczyna od skarg na melancholię, czarne rozpacze duszy, złe myśli, mające swoje źródło w doznaniu katastrofy ciała. Tak, ciało jawi się jako to, co regresywnie spycha istotowe „ja” (pisane małą literą, bo jeszcze będące na niższym stopniu świadomości) w dół: czyni życie „sczernionym”, „zatrutym”, „spsiałym”. „Ja” (pisane małą literą) przywdziało „liberię choroby” – i w kontekście owego negatywnego doświadczenia egzystencjalnego Krasiński zacznie próbę formułowania stabilnej, „silnej” ontologii osoby – „Ja” świadomego siebie.

Przyjrzyjmy się wywodowi o metempsychozie i rozwoju ducha, kiedy materia, ciało może doskonalić się, zdążając ku celowi ostatecznemu – powrotowi do Boga nieśmiertelnego, „silnego” „Ja”. Wypada przy tym pamiętać, że Krasiński podkreśla znaczenie pierwiastka wolicjonalnego, dzięki któremu powstać może „całość człowieka”. Pisze poeta:

Zygmunt Krasiński : List do Delfiny Potockiej z 19 grudnia 1829: 404

Lecz w istocie m e t e m p s y c h o z a tylko tam miejsce mieć może, gdzie J a, świadome siebie i rządzące sobą, nie występuje jako zwierzchnik nad zewnętrzną postacią swoją. Gdzie to J a nieśmiertelne żyje, wie o sobie, zatem wiedzy tej zatracić nie może, bo wiedząc o sobie, oczywiście przez to samo jest żywym odbiciem Boga, […] Otóż J a takich metempsychoz doznać nie może, bo m e t e m p s y c h o z a na tym zależy, by z jednej formy przedzierzgnąć się w inną zupełnie, np. z rośliny w zwierzę, z zwierzęcia w człowieka itd., zatracając poczucie się do siebie i pamięć przeszłości!

Ewolucja od „ja” do „Ja” zasadza się właśnie na pamięci wcześniejszych wcieleń, co równoznaczne jest z samowiedzą. Dlatego dalej Krasiński wprost i wyraźnie ową ewolucję ku „Ja” powiąże z samowiedzą, uzyskiwaną przez ducha i to będzie dla poety istotą przejścia od metempsychozy do „dalszego życia”, czyli rozwoju ducha. Parafrazując treść wywodów poety, można powiedzieć tak: chcę stać się człowiekiem „trzeciej epoki”, i chcąc się nim stać, wzmocnić muszę swoje „ja”, by stało się „Ja” integralnym, dzięki samowiedzy ducha spajającego ciało i duszę – to wówczas „spsiałe” ciało, ubrane w liberię choroby zrzuci służalcze szaty i uzyska nowe. Ale możliwe to będzie wtedy, gdy podniesiony w swej samowiedzy duch ustali swoistą równowagę między duszą a ciałem – „liberia choroby” przemieni się w królewskie szaty odmienionego „Ja”.

Dla Krasińskiego odkrywanie przeczuć „silnego” „Ja” nieodłącznie jest związane z doświadczaniem „słabości” „ja” cielesnego. Ciało aktualnej epoki, sprzęgnięte przy tym z „odpowiadającą” mu duszą, musi być w drodze ku ciałom i duszom „trzeciej epoki”, poddawane doświadczeniom choroby, regresu. Po to właśnie, by uzyskać nowy kształt, wysubtelnić i ciało, i duszę. „Ciało zatem, mówi Krasiński, „rozstraja duszę”, ta odwzajemnia się równoczesnym niszczeniem ciała – a wszystko, pochłonięte w jednym zgubnym nastroju, dąży ku śmierci” (Bieńczyk 1990: 82).

Warto podkreślić, że podążanie ku stabilnej podmiotowości, wspartej na nowej filozofii osoby, jest dla Krasińskiego uwikłane w wydobycie wspomnianych przeczuć, które stać się mają pewnikami w nadchodzącej „trzeciej epoce”, z „ja” doświadczającego różnorodnych doznań i sytuacji. „Ja” podąża do Boga, by odmienione, podniesione na wyższy poziom rozwoju, przeszedłszy ziemskie i następnie anielskie dzieje, znaleźć się w Bogu jako osoba. Nie panteistyczne roztopienie w Bogu (jest to punkt sporu Krasińskiego z „panteistami”, głównie Schellingiem oraz Heglem), ale wyraźna indywiduacja osoby jest punktem dojścia ewolucji „Ja”. „Silniejsze” „Ja” to silniejsza dusza i „ciało przemienione”, niepodatne już na „liberie choroby”.

Ciało przemienione, „uwielbione”, zmartwychwstałe odnalazł Krasiński na obrazach Ary`ego Scheffera. W liście do słynnego malarza z 29 grudnia 1845 roku pisał o odnalezionym „Pięknie”, przenikającym z wizji malarskich. Jak zauważa Mariusz Chołody: „Krasiński doszukał się malarskiej wizji nieśmiertelnych, bo zmartwychwstałych ciał ludzkich w portretach Scheffera – ciał pięknych, gdyż swoiście wiecznych i trwających przy Stwórcy”. (Chołody 2011: 160). Pisał Krasiński o przemienionej na wzór Trójcy Świętej osobie – rozpływającej się w elektrycznych falach kosmosu, bynajmniej przy tym nie tracącej nieśmiertelnej duszy – centrum osoby – „Boskie piękno staje się w nas ciałem i krwią lub raczej światłem, elektrycznością, kolorem, dźwiękiem, muzyką, drganiem – potem wieczna miłość pociąga nas coraz wyżej, coraz bardziej naprzód”. Ale, jak czytamy dalej – w tej substancjalnej przemianie ciało nie ginie; ludzki duch przywdziewa szaty „ciała uwielbionego”. Jeden Chrystus „zwyciężył czas i przyoblekł się od razu w chwalebne ciało, by zniknąć w innych przestrzeniach”. Nie dziwi więc taka konkluzja wywodu Krasińskiego, w której projektuje odnalezienie ludzkości w Chrystusie jako odnalezienie – i odzyskanie – „ciała chwalebnego”, takiego, jakie na swych płótnach przedstawił Scheffer („Uwielbione ciało to coś takiego jak Monika, coś takiego jak Pańska Beatrycze i Pańska Małgorzata” (Krasiński 1991: 559-561)).

Artykuły powiązane