Słowacki – genezyjskie duchy i ciała

W swym wykładzie filozofii genezyjskiej, jakim jest Genezis z Ducha (1844), poeta reinterpretuje dawne wyobrażenia kosmogoniczne, nakłada na nie również nowe, wywodzące się z nowoczesnej nauki. Oto wychodzący z Boga duch globowy, wcielający się w kolejne formy duchowe, powodowany pragnieniem przejścia ku pełnej świadomości (ów duch „z trzech osób, z Ducha, z Miłości i z Woli złożony”), walcząc z zaleniwieniem jako czynnikiem wstrzymującym ruch progresywny, rozpoczyna swoją wędrówkę. „W skałach więc już, o Panie, leży duch jako posąg doskonałej piękności, uśpiony jeszcze, ale już przygotowany na człowieczeństwo formy, […]” (Słowacki 1983a: 278). Pochód ducha przez kolejne szczeble rozwojowe to realizacja schematu śmierci i zmartwychwstania: śmierci form dawnych, zaleniwiałych, wstrzymujących pochód ducha i narodziny form nowych, w które duch przyobleka się po to, by w swej wędrówce ku Bogu szukać nowych, wyższych form. To w Genezis z Ducha przeczytamy o śmierci jako warunku koniecznym postępu; śmierć formy (a więc ciała) wymusza więc sam Duch (tak zapisuje go Słowacki) i tym samym to duch w swym parciu przez formy rzeźbi coraz to nowe kształty form (ciał). Obrazowo ujął to Ryszard Przybylski pisząc: „Słowacki miał więc ciało za piec ognisty, w którym hartuje się nieśmiertelna dusza, dorastająca w cierpieniu do zadań wyznaczonych jej przez Boga”. (Przybylski 1999: 139). Pisała ponadto Marta Piwińska (ta obserwacja odnosi się do całego okresu po przełomie mistycznym poety):

Marta Piwińska : Juliusz Słowacki od duchów: 215

Duch więc nie jest przeciwnikiem „materii”, wręcz przeciwnie, to dwie strony tego samego. […] Słowacki wolał mówić, że świat jest „widzialnością” ducha. A jeśli bywa on katem, szatanem, mordercą i rewolucjonistą, to jednak „męka ciał” nie jest zasadą konieczną bytu. Duch przestanie być wrogiem form, gdy formy nie będą mu stawiać oporu.

Duch ma zdobyć „siłę nieśmiertelną”, czyli taką moc, która umożliwi pełne i świadome zjednoczenie z Bogiem. Każdy etap w tej wędrówce jest ważny, bo każdy nieodzowny choć zarazem przygodny w ruchu od nieświadomego ku pełnej świadomości ducha. Duch cierpi uwięziony zrazu w naturze, wydostaje się z jednych form ku innym właśnie w cierpieniach, które są nieodzownym warunkiem postępu, kiedy Duch podąża ku „myśli o człowieku”. Wciela się w rośliny, pracując nad „doskonalszym organizmem” – w systemie ech i korespondencji, zamkniętych w naturze – będzie wcielał się w ślimaka, pterodaktyla, inne zwierzęta, aż zacznie wołanie o formę człowieczą.

Duch jako motor postępu historiozoficznego jest dla Słowackiego najważniejszą siłą w dziejach: „w s z y s t k o p r z e z D u c h a i d l a D u c h a s t w o r z o n e j e s t, a n i c d l a c i e l e s n e g o c e l u n i e i s t n i e j e….” (Słowacki 1983a: 295). To prawda, ale w człowieku duch wykształca nową formę ciała – nie tylko to, w które obecnie „ubrany” jest człowiek, ono bowiem pójdzie na zatracenie, ale Słowacki projektuje ciało inne – prześwietlone blaskiem przez ogniową przemianą; to ciało udzielane przez ducha. Ważne to słowa: „Duchu! Pracowniku przedwiekowy! ty wiesz także, iż w tobie leży pierwiastek światła, uwieczniający ciało – święty przeciwnik ognia, twój kiedyś w dniach ostatecznych przemieńca …. Pierwiastek ten odkupienia, który w przyszłości twarze formy cudownie ozłoci, cieniem tylko pokazał się w głębi żywiołów – […]”, ale zapewnia Słowacki, że u kresu dziejów pojawi się: „[…] w owej to stolicy, która nam z obłoków zlatuje” (Słowacki 1983a: 293-294). To dlatego ogniowa próba ciał jest nie tylko wymuszona przez ducha, prącego naprzód, ku zapowiadanej formie apokaliptycznej przemiany, ale jest ona zapowiedzią blasku ciał przemienionych, przy czym ów blask wypływa – wzorem Chrystusowym – z purpury krwi, z umęczonego ciała.

Tak jest w Śnie srebrnym Salomei (1843), gdzie przejście od ohydy śmierci do uwznioślenia ducha, opuszczającego ciało, zapowiada ów cel finalny, kolejny etap doskonalącego się w „teatrum” śmierci ducha. Obraz masakry w domu Gruszczyńskiego to frenetyczna wizja rozrąbanego ciała dzieci, zielonych w trupim rozkładzie, domostwa zbryzganego krwią i pani z otwartym brzuchem, z którego wyjęto płód i włożono psie szczenię:

Juliusz Słowacki : Sen srebrny Salomei: 141

Sama pani – widok srogi! –
[…]
Że łono tej polskiej matki
Od strasznego nożów cięcia
Wyszło na łono szczenięcia
I stało się psią mogiłą;

Inny obraz – śmierci Gruszczyńskiego, w transfiguracji umęczonego na wzór Chrystusowy ciała, nabierającego duchowej świadomości ofiary koniecznej (paralelna jest śmierć Semenki, któremu Sawa „w zamachu” uciął ręce, tak że z kadłuba wylały się „dwa koralowe// Strumienie… co, zda się, piszą// Prześwięte Y Jezusowe…” (Słowacki 1983 b: 220):

Juliusz Słowacki : Sen srebrny Salomei: 167

Słysząc to oczy tygrysie,
Jasne starzec w chłopy wlepił
I oczyma ich oślepił
Jakby słońcami tej ziemi;
Słońcami obłąkanemi
We krwi, w płomieniach i w grozie,
[…]
[…] – a jemu pod boki
Włożywszy mordercze piki,
Tak że zdawał się wysoki
Jako dawne męczenniki, […].

Leszek Zwierzyński wprowadza sugestywną formułę owej genezyjskiej przemiany: pisze o fizycznym „ociosywaniu” ciała do transcendentnego, chrystologicznego kształtu”. Skoro ciało jest obrazem ducha, to i stwarzanie nowej formy ducha przypomina „akt rzeźbienia w materii ludzkiego ciała” (Zwierzyński 2008: 179-180). Tak jest chociażby w Królu-Duchu.

Juliusz Słowacki : Król Duch: 341

Tak mój duch w kształty się piramidalne
Wyrzucał, dawną tryskając naturą;
Tak nowe ciała łańcuchy fatalne
Targał… i piorun zawsze miał pod chmurą. –

Zaleniwienie ducha wymaga, by ciało (i dusza) zostały poddane „dociskom”. W taki sposób hartuje się wielki duch, który musi porzucić ciało w jakimś akcie strasznej katastrofy – obejmującej całe jestestwo – jak w momencie śmierci Popiela: dusza, przyrównana do robaka poruszającego się w ogniu: „Pękała w skazy, a wzrok szedł w sumienie” (Słowacki 1983a: 337). W sugestywnym opisie Popiel żegna swój „kształt pierwszy” – „z ducha zdjęty”, który ma przerażać (mówi się, że jest „upiorny”), „za krew wylaną przeklęty”. Wszakże to wylewanie krwi wpisane było w ów kształt cielesny, tak bowiem kształtował się duch w tej fazie dziejowej: okrucieństwu momentu dziejowego odpowiada okrutna acz konieczna w swym okrucieństwie śmierć ciała. W ostatniej oktawie Rapsodu I poematu pojawia się sugestia przeistoczenia w „duch boży”, idący w ruchu progresywnym ku celom finalnym.

Juliusz Słowacki : Król Duch: 359

Wyjście ducha z ciała jest doświadczeniem obejmującym cały porządek natury:
Krwawe były mgły, które ducha gniotły,
Kiedy wychodził z bolącego ciała….
Które ból strzaskał, a węże oplotły, […]

Wychodzący z ciała duch („duch krwawy”) podąża do niewidzialnego „państwa duchów”, by stamtąd znów – po okresie nazwanym „bezprzytułkiem” ducha, a więc jakimś zawieszeniem jego istnienia – wrócić. Duch ukazywany jest w optyce somatycznej: cierpi, odczuwa ból, krwawi („Duch się w czerwone sztuki rozlatywał, […]” (Słowacki 1983a: 360). Przemienia się, w przedziwnym, doprawdy, obrazie: w walce kosmicznej, w cierpieniu zagrobowym, w regresie („We mnie się obłok zakrwawiony kurzył,// We mnie szło z pola trupów ducha wzięcie…” (Słowacki 1983a: 361)), by móc porzucić dawne kształty i przybrać nowe. Ta ekspiacja („I zacierpiałem – ale tak radośnie” (Słowacki 1983a: 371)) pozwala odnaleźć nowe kształty, wiązane z „rośnięciem” ducha, i tym samym sens ofiary – przeistoczenia: „Ofiarą twoją – M i e c z i S ł a w a!” (Słowacki 1983a: 372).

Her-Armeńczyk, Popiel, Mieczysław – owe kolejne wcielenia Króla-Ducha mają swój rytm. Duch odnajduje swoje posłannictwo – w Słowiańszczyźnie, jej dziejach, na przemian idyllicznych i krwawych, znaczonych zaleniwieniem i dociskami. Piwińska widzi paralelę między zamysłem eschatologicznym a historiozoficznym Słowackiego: to moment, „kiedy duch się mieszał z ciałem, gdy wędrujące plemiona zdobywały ziemię i przemieniały się w narody” (Piwińska 1992: 391). W każdej z kolejnych historii bohater przechodzi swój cykl życia, śmierci i osiągnięcia świadomości poziomu ducha. Pisze Leszek Zwierzyński:

Leszek Zwierzyński : Egzystencja i eschatologia: 219

Z perspektywy „ja-Ducha” akcją eposu jest rzeźbienie przezeń w kolejnych królewskich wcieleniach swego konkretnego, coraz doskonalszego, bardziej duchowego kształtu (ciała duchowego, duszy?) i dokonująca się jednocześnie przemiana, przeduchowienie świata. […] W eposie duch (a właściwie wyobrażająca go, będąca jego ciałem, konkretna dusza) jest wyraźnie antropomorficznym odlewem ciała. Staje się ciałem duchowym, ale konkretnym, zachowującym wszystkie ślady (rany…) ciała ziemskiego.

Artykuły powiązane