Kopalnia w tradycyjnym pejzażu śląskim stanowi punkt centralny, wokół niej powstawały osady górnicze, usypywano hałdy, pojawiały się zapadliska wypełnione wodą.
Dawna kopalniaWilhelm Szewczyk wspomina, że dla wychowanych w familokach (Familoki – Budynki wielorodzinne, budowane na Śląsku w XIX i XX wieku dla pracowników kopalń, hut, najczęściej z czerwonej cegły, nieotynkowane, jedno- lub dwupiętrowe z charakterystycznymi komórkami na podwórzach.) przy kopalnianym murze kopalnia zwana na Śląsku „grubą” była nie tylko zakładem pracy, ale także swoistym krajobrazem, zbiorowym życiorysem pokoleń i legendą (Szewczyk 1996: 16). Autor Hanysa pisze o swoistej fonosferze tego miejsca:
Wilhelm Szewczyk : Każdy ma swój życiorys: 6
[…] poznawałem jej głębię, zapamiętałem wszystkie jej łoskoty, dudnienia, syki i jęki. Przymykając oczy, mogłem po jednym, niepowtarzalnym gwiździe rozpoznać spośród wszystkich przetaczających się przez nią lokomotyw tę najśmieszniejszą, niską, grubawą, mającą imię: Waleska.
Słynna kolonia przykopalniana – Nikiszowiec
Mieszkańcy robotniczych kolonii czują silną więź z kopalnią, traktując ją wręcz jak członka rodziny: Szewczyk z dumą pisze o kopalni „Dębieńsko” jako o swojej kopalni, a Feliks Netz zwraca uwagę na „familijną” nazwę zakładu, w którym rozegrały się tragiczne wydarzenia na początku stanu wojennego – „Wujek” (Netz 1995: 130). Kopalnia wyznaczała „zmechanizowany ład”, dyktowała porządek dnia i życia wielu pokoleń Ślązaków. Rano mieszkańców budziły syreny, wzywające do pracy, gdy w kopalni był strajk lub wypadek życie w osadzie zamierało. Szczególnie symboliczne znaczenie ma zjazd na dół – sygnalizowany przez odgłosy zjeżdżającej windy, ale także koniec szychty, która zamyka się swego rodzaju rytuałem, jakim jest zmycie podziemnego brudu w zakładowej łaźni (Netz: 1995: 110). Z tematyką górniczą silnie jest związana twórczość Gustawa Morcinka. Zofia Kossak zauważyła, że wraz z jego pisarstwem „w literaturze polskiej pojawił się świat górniczy we własnej postaci, przedstawiony piórem pisarza, który w tym świecie żył i pracował, znał jego ciemne i jasne strony, jego grozę i tryumfy, codzienny trud i typ człowieka przez warunki kopalniane wytworzony” (Kossak 1961: 18). W wielu utworach autor Wyrąbanego chodnika przedstawia losy górników, przywołując wrażenia wzrokowe, słuchowe, olfaktoryczne i smakowe, ukazuje podziemny świat jako niepowtarzalną całość i jedyne w swoim rodzaju środowisko. W całości poświęcona jest temu zagadnieniu jedna z najbardziej znanych powieści – Pokład Joanny, ukazująca dzieje górnośląskiej kopalni „Arnold”. Tytułowy pokład jest przyrównywany do żywej istoty:
Gustaw Morcinek : Pokład Joanny: 248
Inne w nim życie aniżeli u człowieka, lecz podobne. […] Każdy przecież widzi, że pokład Joanny żyje, że wstępuje upadnicami w jadro ziemi, nurza się w ciemnościach, których jeszcze oko ludzkie nie przejrzało, że wiedzie za sobą ludzi, oddycha upałem i trującymi smrodami ziemskimi, mieni się w świetle lampy, łuszczy się tłustym blaskiem, złoci pirytem i szepce. Jeżeli zaś wsłuchać się w szept calizny węglowej, wyłowić można słowa, których nie ma w ludzkiej mowie, a które przepowiadają jakieś niesłychane zdarzenia.
Opisy podziemi (pokładów z upadnicami) (Upadnice – Nachylone wyrobisko, korytarz w kopalni, łączący chodniki na różnych poziomach (pochylnia)., szybów, calizn węglowych. Calizny węglowe – Warstwy węgla w kopalni, które nie zostały jeszcze naruszone przez górników.) można odnaleźć także w innych książkach Morcinka. Z kopalnią wiążą się określone zapachy, dźwięki, odczucie temperatury: „Wstąpili w chodnik. Stemple i stropnice były jeszcze świeże, wilgotne, własnym, pachnącym sokiem i woniejące żywicą. W głębi kłębił się łoskot pracy” (Morcinek 1950 a: 47). Doznania związane z pracą „na grubie” są różne – obok radości z dającego utrzymanie zajęcia, swego rodzaju dumy i entuzjazmu, pojawiają się także emocje odmienne, które wynikają ze zmęczenia, ciężaru nieludzkiego wysiłku – wówczas kopalnia przypomina piekło:
Gustaw Morcinek : Górniczy zakon: 11
W filarze było duszno, parno i kwaśny odór potu wlókł się niemrawie z pyłem węglowym. Pył miał słodkawy posmak i słodkawy zapach. Zalepiał oczy, zalepiał dziurki w nosie, zalepiał płuca. Górnicy wypluwali go dopiero w niedzielę jako czarne charkociny. Wszyscy pracowali prawie nago. Mieli na sobie krótkie spodenki zmajstrowane ze starych spodni, którym obcięli nogawki. Chłopcy nie ściągali koszul, gdyż szory obcierałyby im grzbiet i ramiona. Biegali boso z taczkami, zziajani, spoceni, podobni do poczwar.
Intensywność doznań olfaktorycznych i haptycznych w kopalni wiąże się z koniecznością walki z żywiołami: wodą, ogniem, trującymi gazami – pisarz eksponuje grozę tych zmagań:
Krystyna Heska-Kwaśniewicz : Kolorowy rytm życia: 38
Hiperbolizacja zjawisk ma charakter bardzo sensualistyczny: ogromnieją przede wszystkim dźwięki: wicher ryczy, woda leci z dzikim bełkotem, ale porażony także zostaje ludzki wzrok: wicher jest czarny i woda jest czarna, i węch, gdyż człowiek straszliwie się dusi.
Szczególnie wypełnione dźwiękami są opisy kopalni tuż przed katastrofą, gdy słychać bulgocące w ściekach gazy, piski uciekających myszy, a niepokój udziela się także pracującym ludziom:
Gustaw Morcinek : Górniczy zakon: 6-7
Najwięcej metanu gromadziło się w dziewiętnastym pokładzie. Wywlekał się obficie od trzech dni ze szczelin w ociosach, z wybrzuszonego spągu, gromadził się w zrobach pod zszarpanym stropem, a jeżeli stanąć nad ściekiem w chodniku i posłuchać, to woda bulgotała wzdłuż ociosu jak w garnku na rozpalonej blasze. Miało się wrażenie, że jakieś duszki, bożęta czy inne zawarczuchy siedzą na dnie ścieków i z zaciśniętych ust wypuszczają bańki gazu. Albo, że niewidzialne kucają nad ściekami i przez słomkę dmuchają do wody. Nic bowiem nie było słychać, a więc ani trzeszczenia stempli, ani stękania w stropie, ani nic, jak tylko to obmierzłe i złowróżbne bul, bul, bul!
Pożar w kopalni zapowiadają także wonie odczuwane na powierzchni – „z ziemi, spomiędzy kamieni kurzy się”, „A ziemia cuchnie jak zdechlina […] I wszystko na niej wysycha. Woda, drzewa, nawet te najplugawsze chwasty i zieliny… A kozy beczą i uciekają!” (Morcinek 1950 a: 128). Specyficzne odczucia olfaktoryczne, związane z rozkładem i śmiercią wywołuje miejsce, gdzie przed laty wybuchł pożar i zginęło wielu górników:
Gustaw Morcinek : Górniczy zakon: 57
Wstąpili w główny chodnik przewozowy. Chodnik był stary. Pachniało w nim zbutwiałe drzewo, błąkał się jakiś słodkawy odór, na stemplach i stropnicach bieliła się grzybnia podobna do szronu, a węgiel na ociosach był podobny do koksu.
Tak w Górniczym zakonie wygląda pogorzelisko czternaście lat po katastrofie – widziane przez jednego z bohaterów tej powieści Morcinka. Na co dzień w kopalni słychać tradycyjne pozdrowienie: „Szczęść Boże” (Morcinek 1950 a: 47; Kossak 1932: 292) lub „Gligauf!” (właściwie „Gluck auf!”) (Morcinek 1964: 22. Morcinek 1950 a: 158). Doświadczeni górnicy potrafią rozpoznać (poprzez dotyk i zapach) czy za uskokiem jest węgiel: „W palcach to można poznać! I po czuchu!” (Morcinek 1950 a: 77). Morcinek przedstawia kopalnie oczami górników, w jednej ze swoich książek autor Łyska z pokładu Idy zauważa, że kopalnia jest innym światem dla ludzi z zewnątrz i górników. Tym pierwszym podziemie kojarzy się z grobowcem, człowiek „naziemny”:
Gustaw Morcinek : Górny Śląsk: 56-57
Truchlałby, gdyby z dzwoniącej czarnej, puszystej ciszy jął wyławiać chrobot obsuwających się spod stropu łusek węgla, stękanie miażdżonych stempli, trzeszczenie ich rozkręcanych słojów, tąpanie w stropie i od czasu do czasu głuche grzmoty w piętrze gdzieś strasznie wysoko nad głową, gdyby cisza dzwoniła mu w uszach, gdyby podpełzały do niego nieuchwytne szmery, szelesty, bulgotania, szepty, westchnienia i zabłąkane echa, gdyby w końcu w nikłym świetle swej karbidówki dostrzegł jakoby wychylającą się śmierć.
Inne są doznania górników – dla nich kopalnia jest światem oswojonym. Pracującym pod ziemią ludziom „gruba” kojarzy się z odczuciem gorąca, smakiem powietrza, które mimo wentylacji jest słodkawe i ciężkie (Morcinek 1950: 57). Kopalnię z punktu widzenia „widza” opisuje Zofia Kossak. Pisarka nazywa górników „ludźmi głębi”, pisze, że cechuje ich odmienna wrażliwość:
Zofia Kossak : Nieznany kraj: 296-297
Życie ich dzieli się na dwie nierówne części: dłuższa pod ziemią, krótsza nad ziemią. Każda wymaga innego człowieka – przeto jeden musi nad drugim zapanować. Gdyby zostali ludźmi powierzchni jak my – pobyt na dole stałby się dla nich męczarnią. Jeżeli są ludźmi głębi, nie mogą czuć się swobodnie na wierzchu. Suną pośród tłumu zewnętrznego tylko do niego podobni, małomówni, wzgardliwi, ludzki twardy łom.
Dla przybywającej z zewnątrz kobiety to jest najbardziej zaskakujące odkrycie, samo sedno doświadczenia Śląska – „Jedziemy, zabierając ze sobą odkryte nagle zrozumienie duszy górnośląskiej. Mogą się tutaj czuć dobrze” (Kossak 1932: 296). Przy czym „tutaj” oznaczać może nie tylko kopalniane czeluści, ale także cały region. Pisarkę zaskakuje na dole cisza, przerywana jedynie tradycyjnym pozdrowieniem „Szczęść Boże” i dźwiękami maszyn:
Zofia Kossak : Nieznany kraj: 293
Imię Opatrzności pada jako jedyna ostoja. Szturchając się i szczękając wózki stają. Wędrówka pieszo, „gęsiego” przez coraz węższe, niższe, coraz odleglejsze chodniki. Po drodze drzwi zawarte pędem powietrznym tak mocno, że ich żadną miarą nie otworzysz. Wicher szumi za nimi, tłucze głową o żelazo. Po drodze pudła z pyłem kamiennym ratowniczym w razie zapalenia się gazów. Cisza, cisza. Chodnik zakręca, zawraca, podnosi się, to w górę, to w dół. Gdzieniegdzie w bocznym korytarzu pracuje pojedynczy człowiek. […] W ogłuchłej ciszy, dzwoniącej ogromem w uszach, wiercą, wywalają, zwożą.
Autorka Nieznanego kraju pisze o zmianach, związanych z modernizacją, które sprawiają, że praca staje się mniej uciążliwa, mimo to górnicy wciąż odczuwają ją „na własnej skórze”:
Zofia Kossak : Nieznany kraj: 294
Nie ma już taczek w kopalniach. Były do niedawna. W niskich pokładach, nie przekraczających nieraz metra, pchał taczkę człowiek zgięty wpół. Chropawy pułap węglowy odzierał mu grzbiet do krwi. Przyschnięte strupy obrywały się, krwawiły przy nowej szychcie. Dziś męka ta jest już zbędna.
Pisarka przedstawiając pracę „w łonie ziemi”, w nieustającym obliczu śmierci, samotnie naprzeciw żywiołów, eksponuje związane z nią doznania zmysłowe, zwłaszcza wzrokowe – ciemność, brak światła, którego nie doceniają ludzie pracujący na powierzchni, ale także słuchowe:
Zofia Kossak : Nieznany kraj: 295
Lampka syczy, węgiel tąpa, woda sączy się po ścianie z szelestem. Gdyby lampka zgasła, gdyby przepaliły się przewody, labirynt chodników zalegnie ciemnia, o jakiej na powierzchni nie można mieć wyobrażenia. Ciemnia – żywioł, ciemnia – wieczność!
Kossak podkreśla, że tąpanie węglaTąpnięcie – Podziemne wstrząsy, efekt pękania skał z powodu zachwiania równowagi w górotworze, ruchy ziemi związane z eksploatacją złóż węgla. jest szczególnie przerażającym odgłosem kopalni:
Zofia Kossak : Nieznany kraj: 294
Węgiel tąpa, strzela głucho w ścianach, tuż nad głową, nad wygiętymi w pałąk od nacisku drewnianymi stemplami. Dreszcz grozy.
Tąpnięcia, odczuwane także na powierzchni, stały się elementem śląskiego genius loci. Jacek Durski w powieści Mariacka pisze o Katowicach jako mieście „osmolonych ulic” (Durski 1999: 112), stojącym „na kopalniach”, którego dramatyczny rytm wyznaczają właśnie tąpnięcia.
Ulica Mariacka w Katowicach
Tąpnięcia w tym utworze są jednak czymś więcej niż lokalną osobliwością, wraz nimi następują zmiany nastrojów, tąpnięcie porównane są do gwałtownych wybuchów emocji, uczuć, które niespodziewanie pokazują swoją moc, ale także uświadamiają siłę związków z „trudnym” miejscem. Paradoksalnie w Mariackiej z każdym tąpnięciem kruszy się świat zewnętrzny, ale coraz bardziej konsoliduje się to, co ukryte, uwewnętrznione:
Jacek Durski : Mariacka: 167
Drży kamienica, chociaż nie tąpnęło w kopalni. Patrzę na napisaną „Mariacką”. Na wyjęty ze mnie świat. Mój świat z czarnymi dziurami, w których znika każda filozofia.
Bohater Dysharmonii caelestis Feliksa Netza przybywając na Śląsk, również szybko doświadcza czym są tąpnięcia:
Feliks Netz : Dysharmonia caelestis: 30
Tąpnięcie – to było jeszcze jedno słowo, jakie przyswoiłem sobie mieszkając w familoku. Najpierw było tylko słowem, lecz pewnego dnia stało się ciałem: coś w głębi ziemi zadrżało, coś przewalało się leniwie z boku na bok, szukając więcej przestrzeni dla własnego ruchu; na suficie rozkołysał się cień abażuru, na ścianie odchylił się od pionu obraz z Jezusem z odsłoniętym, gorejącym sercem. Zachrobotały, jak myszy pod podłogą, kawałki węgla w skrzynce, która z niemiecka zwała się kolkista. W takiej chwili ludzie z napiętą uwagą patrzą sobie w oczy, czujnie wsłuchani w drżenie o zmiennym natężeniu, gdy podziemne skały, rycząc z bólu, pękają z hukiem, wstydząc się owego ryku, a jeszcze bardziej z westchnieniem ulgi. Ręka bezwiednie kreśli znak krzyża.
O podobnym niepokoju związanym z tąpnięciami pisze także Kazimierz Kutz:
Kazimierz Kutz : Piąta strona świata: 15-16
Goni mnie strach. Jeden starszy, a drugi nowszy, choć obydwa są całkiem świeżej daty. To sprawa tektoniczna jak zdublowane tąpnięcia na dole, z których mało kto uchodzi z życiem, a na ratunek trudno liczyć.
Tąpnięcia wiążą się z propriocepcją, są odczuciem cielesnym uświadamiającym związek ułożenia ciała z ruchami drżącej ziemi. W konsekwencji – dla wielu pisarzy stają się one nie tylko figurą egzystencji śląskiej, ale ludzkiego losu w ogóle.
W literaturze ostatnich lat interesujący obraz kopalni przyniósł Drach Szczepana Twardocha (Twardoch 2014). O odmienności tego obrazu podziemnego sensorium w dużej mierze przesądza niezwykła narracja, prowadzona z perspektywy eksploatowanej ziemi, głos „z dołu, z wnętrza ziemi”. Jak zauważyła Anna Barcz, kopalnia w tym utworze nie jest tylko miejscem wydobywania określonych złóż przydatnych człowiekowi, lecz przede wszystkim „przynosi refleksję związaną z nową epoką genologiczną – antropocenem” (Barcz 2019, s. 156).
Barcz Anna; „Pod ziemią. Antropoceniczne narracje na przykładzie Dracha i Miedzianki„; [w:] „Poetyki ekocydu. Historia, natura, konflikt”, red. Aleksandra Ubertowska, Dobrosława Korczyńska-Partyka, Ewa Kuliś, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich, Warszawa 2019, s. 155-177.
Górnikowska-Zwolak Elżbieta; „Szkic do portretu Ślązaczki. Refleksja feministyczna”; przy współpracy Aliny Tobor, Wydawnictwo Uniwersytetu Ślaskiego, Katowice 2004,
Haupt Zygmunt; „Aspekt Śląska” (1937); cyt za: „Aspekt Śląska” [w:] tegoż, „Baskijski diabeł. Opowiadania i reportaże”, zebrał, opracował i posłowiem opatrzył Aleksander Madyda, Czytelnik, Warszawa 2008.
Heska-Kwaśniewicz Krystyna; „»Kolorowy rytm życia«. Studia o prozie Gustawa Morcinka”;Universitas, Kraków 1993.
Kossak Zofia; „Jak to się stało, że Morcinek nazywa mnie matka chrzestną”; [w:] „Gustaw Morcinek. W 70-lecie urodzin”, do druku przygotował Tadeusz Kijonka, red. Józef Gardziołek, Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1961.
Kossak Zofia; „Nieznany kraj” (1932); cyt. za: „Nieznany kraj”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1961.
Kossak Zofia; „Skarb śląski”; Drukarnia i Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań 1937.
Kutz Kazimierz; „Piąta strona świata”; Znak, Kraków 2010.
Morcinek Gustaw; „Górniczy zakon”; Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1964.
Morcinek Gustaw; „Górny Śląsk”; Nasza Księgarnia, Warszawa 1950.
Netz Feliks; „Biała gorączka”; Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1980.
Netz Felks; „Dysharmonia caelestis”; Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice-Warszawa 2004.
Netz Feliks; „Urodzony w Święto Zmarłych”; Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1995.
Szewczyk Wilhelm; „Każdy ma swój życiorys. Eseje i felietony”; wyboru dokonali Grażyna Szewczyk, Wojciech Janota, Structura,Katowice 1996.
Szewczyk Wilhelm; „Syndrom śląski. Szkice o ludziach i dziełach”; Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1986.
Szewczyk Wilhelm; „Wiwat Katowice. Esej, szkice, felietony”; wyboru dokonała Grażyna Barbara Szewczyk, Katowice 2005.
Szewczyk Wilhelm; „Wspomnienia”; tekst udostępniła Grażyna Szewczyk, przejrzał i przypisami opatrzył Wojciech Janota, Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 2001.
Szymutko Stefan; „Nagrobek ciotki Cili”;Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2001.
Twardoch Szczepan, „Drach”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.
Prof. dr hab. pracuje w Instytucie Polonistyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Autorka książek: Ukraina w twórczości Włodzimierza Odojewskiego i Włodzimierza Paźniewskiego (Katowice, 2000); Mnożenie siebie. O poezji Andrzeja Kuśniewicza (Katowice, 2007); Okolice nie tylko geograficzne. O twórczości Andrzeja Kuśniewicza (Katowice 2008); Zapisywanie miejsca. Szkice o Śląsku w literaturze przełomu wieków XX i XXI (Katowice 2011); Próby topograficzne. Miejsca i krajobrazy w literaturze polskiej XX i XXI wieku (Katowice 2014); Centra, prowincje, zaułki. Twórczość Julii Hartwig jako auto/bio/geo/grafia (Kraków 2016); Pytania o miejsce. Sondowanie topografii literackich XX i XXI wieku (Kraków, 2019). Zajmuje się literaturą polską wieku XX i XXI, ze szczególnym uwzględnieniem pisarstwa związanego z przestrzenią (nowy regionalizm, mountain studies), a także twórczości Julii Hartwig. Adres e-mail: elzbieta.dutka@us.edu.pl