Historiografia – świadectwa ex auditu

Antyczna historiografia nie wypracowała ani hierarchii źródeł, ani jednej, powszechnie obowiązującej metody postępowania z nimi, jednak z rozsianych po zachowanych pracach refleksjach można wnosić, że wiedzę o zdarzeniach pozyskiwano z dzieł poprzedników, własnego doświadczenia oraz relacji świadków. Do źródeł niehistoriograficznych (np. dokumentów) sięgano rzadko, mimo że antyczni dziejopisowie dysponowali stosownymi możliwościami (Bravo, Wipszycka 1985: 50). Wyjaśnieniem niechęci do tej kategorii przekazów może być – jak to sugerują Benedetto Bravo i Ewa Wipszycka – to, że dostarczałyby one „informacji […] o szczegółach zajmujących jedynie zbytnią ciekawość erudytów, niegodnych powagi wzniosłej narracji o »czynach«.” (Bravo, Wipszycka 1985: 51). Rezygnacja z wykorzystania dokumentu wynikałaby zatem z jego fundamentalnej nieprzydatności dla osiągnięcia zamierzonego przez dzieło celu.

Historyk zatem mógł (co było zresztą najwyżej cenione) pozyskać wiedzę ex visione, jak również ex auditu, od osób, które twierdziły, że były naocznymi świadkami relacjonowanych zdarzeń lub też wiedzę taką uzyskały od innych, wiarygodnych osób. Świadek zatem mógł się okazać jedynie jednym z elementów długiego łańcucha przekazów, zaś jego relacja obrosłą znaczącą tradycją narracją. Niezależnie jednak od ilości części takiego ciągu mamy do czynienia z wiedzą pozyskaną za pośrednictwem zmysłu słuchu, choć warto mieć na uwadze, że jeżeli pierwszym źródłem informacji był naoczny świadek, to można zasadnie uznać, że ten rodzaj poznania przynajmniej pośrednio korzysta z relacji ex visione.

Oczywiście korzystanie z opowiadania świadków obarczone było pewnym ryzykiem (które dodatkowo wzrastało wprost proporcjonalnie do ilości osób, przez które przeszła relacja) – mogli oni się mylić, fantazjować lub kłamać. Zdawał sobie sprawę z tego już Herodot, niejednokrotnie deklarując niewiarę w niektóre opowiadane mu historie (Herodot 2002: 101); oczywiście nie pochodziły one na ogół od osób, które rzeczywiście widziały opowiadane zdarzenia, są one bowiem najczęściej oparte na wielowiekowej tradycji i długim ciągu przekazów. Herodot, jak ujmuje to Sinko, prawdopodobnie postanowił „mówić to, co ludzie mówią […], [jednak] nie mam obowiązku wierzyć wszystkiemu” (Sinko 1959: 688), dlatego też słowa „mówią”, „opowiadają”, „słyszałem” wielokrotnie przewijają się przez kolejne partie dzieła ojca historii. Czasami zdarzało mu się stwierdzać, że zasłyszana relacja jest nieprawdopodobna, bowiem kłóci się z innymi przekazami (Herodot 2002: 120). Warto odnotować ten zalążek krytyki przekazów oraz fakt, iż obejmuje ona właśnie relacje ex auditu.

Późniejsi historycy greccy irzymscy w podejściu do relacji naocznych świadków cechowali się na ogół daleko posuniętym pragmatyzmem i nie przyjmowali prawdziwości określonych relacji jedynie na podstawie tego, iż osoba, od której pochodziły, widziała opowiadane zdarzenia. Typowe może być tu zdanie Polibiusza, który krytycznie oceniając pracę jednego ze swych poprzedników stwierdził:

Polibiusz : Dzieje (Polibiusz): 115

[…] niektórzy nie zwracają uwagi na to, co jest powiedziane, lecz tylko na osobę tego, który to mówi, i pamiętając o tym, że autor żył w owych czasach i był członkiem senatu rzymskiego, zaraz sądzą, że wszystko, co on mówi, zasługuje na wiarę. Ja zaś twierdzę, że czytelnicy powinni wprawdzie wiarygodność dziejopisarza w niemałym zakresie przyjmować, ale nie uważać jej za jedynie rozstrzygającą, tylko raczej na podstawie samych rzeczy wyrabiać sobie sądy.

Jedyną metodą, pozwalającą zweryfikować prawdziwość poszczególnych relacji, było osobiste doświadczenie życiowe. Tego rodzaju zabiegi czynił przede wszystkim autor pracy, na nim bowiem spoczywała odpowiedzialność za kształt dzieła, nierzadkie były jednak przypadki, że ostateczne rozstrzygnięcie w tych sprawach nie zapadało, zaś odbiorca stawał przed dylematem: „niektórzy mówią tak, a inni inaczej” (Liwiusz 1955: 38). Na ogół również nie wiedział, kto kryje się za przedstawionymi twierdzeniami.

Kiedy Tukidydes powoływał się na osobiste doświadczenie, wspomniał również o świadkach, z których relacji korzystał. Upewnia czytelnika:

Tukidydes : Wojna peloponeska: 14

Jeśli zaś idzie o wypadki wojenne, nie uważałem za słuszne spisywać tego, czego się dowiedziałem od pierwszego lepszego świadka, lub tego, co mi się zdawało, ale tylko to, czego sam byłem świadkiem, albo to, co słysząc od innych, z największą możliwie ścisłością i w każdym szczególe zbadałem; trudno zaś było dojść prawdy, ponieważ nie zawsze świadkowie byli zgodni w przedstawianiu tych samych wypadków, lecz podawali je zależnie od sympatii dla jednej lub drugiej strony walczącej i zależnie od swej pamięci.

Mimo trudności, z których istnienia zdawano sobie sprawę, naoczne świadectwo stało najwyżej w – niesformalizowanej przecież – hierarchii źródeł poznania przeszłości, przy czym fundamentalne znaczenie miało jego pochodzenie – niejako ex definitione wiarygodna autopsja oraz wymagająca od autora oraz czytelnika zastosowania pewnych narzędzi badawczych relacja świadka.

Starożytni historycy pozostawili zatem swym następcom w spadku tradycję wysokiego wartościowania naocznego świadectwa oraz metodę (dość prymitywną) weryfikacji relacji osób trzecich.Średniowieczni dziejopisowie jej wprawdzie nie odrzucili, jednak (a zwłaszcza w pierwszej, zamkniętej XII wiekiem fazie) odmiennie pojmowali charakter świadectwa ex auditu oraz wypracowali inne metody jego swoiście rozumianej weryfikacji. Różnica ta wynikała z innych założeń epistemologicznych i ugruntowana była na diametralnie odmiennym systemie wartości. Antyczni dziejopisowie nie szukali bowiem filozoficznych uzasadnień, by uznać prymat jednego typu przekazów na innym. Zupełnie inaczej sprawa ta wyglądała w średniowieczu, kiedy dominacja przekazów opartych na zmyśle wzroku znalazła podstawę w – jak to przekonująco udowodnił Krzysztof Pomian (Pomian 1968: passim) – epistemologii św. Augustyna (i było to zjawisko incydentalne, nigdy później historiografia nie sięgnie po tego rodzaju argumenty, dążąc do weryfikacji poszczególnych przekazów jako takich). Uznanie ludzkich władz poznawczych za wyłącznie pasywne prowadziło do wniosku, że jedynym możliwym sposobem poznania jest poznanie ex visione, polegające na osobistym kontakcie podmiotu poznającego z przedmiotem poznania. Naoczne świadectwo autora dzieła spełniało oczywiście ten wymóg, jednak poważnie utrudniało skorzystanie z relacji osoby trzeciej – nawet jeśli była on bezpośrednim świadkiem pewnych zdarzeń.

Przyczyną niemożności prostego przejęcia dotychczasowego podejścia do takich świadków było bowiem uznanie, że każdy przedmiot możliwy jest do poznania wyłącznie jako on sam, zaś słowo jako zespół znaków lub – jeśli jest wypowiadane – dźwięków, nie pozwala poznać przedmiotu.

Rozumowanie to prowadziło wprawdzie do konkluzji, że przeszłość jest właściwie niepoznawalna, nie uniemożliwiało jednak mówienia o dawnych wypadkach. Jak stwierdza Pomian:

Krzysztof Pomian : Przeszłość jako przedmiot wiary: 45-55

Wszystkie wiadomości o rzeczach, których sami nie poznaliśmy, akceptujemy dlatego, że istnieją relacje osób, które twierdzą, że bezpośrednio poznały to, o czym nas powiadamiają, my zaś, w oparciu o naszą znajomość tych osób, uznajemy ich twierdzenia za niewątpliwe. Innymi słowy, podstawą akceptacji wiadomości otrzymywanych przez nas od osób trzecich jest okazywane im przez nas zaufanie, czyli żywione przez nas przekonanie, iż owe osoby rzeczywiście widziały to, o czym informują. Gwarancje prawdziwości dowolnego przekazu nie zawierają się więc w nim samym […]

Wiedzę o przeszłości nabywało się więc nie w drodze poznania, a dzięki wierze w autorytet osoby, od której pochodziła relacja. Historyk dysponował tylko dwiema metodami ich weryfikacji: mógł (i powinien!) ocenić, czy osoba, od której przekaz pochodzi, istotnie cieszy się autorytetem oraz ustalić, czy relacja, która brzmi nieprawdopodobnie, nie nosi cechmitu (a jako zmyślenie powinna podlegać odrzuceniu). Inne sposoby, jak choćby znane starożytnym dziejopisom własne doświadczenie życiowe autora, nie wchodziły w grę z uwagi na fundamentalną niemożność ustalenia, jak przebiegały zdarzenia, których się nie widziało. Wiedza, pochodząca z bezpośredniego poznania, stała nierównie wyżej niż to, co można było pozyskać ex auditu, zaś to, co pozyskiwano w ten sposób, nie było w zasadzie wiedzą, a wiarą (Pomian 1968: 61-87).

Nie znaczy to jednak, że piszący wówczas autorzy nie zdawali sobie sprawy z zawodności każdego świadectwa, przede wszystkim ex auditu. Znamiennym przykładem może być zastrzeżenie Wipona: „Jeżeli […] napiszę lub powiem coś, przez co zniekształcę prawdę, to nie stanie się to z winy pisarza, lecz informatora […], upływ czasu niestety zaciera ludzką pamięć.” (Wipon 2005: 4)

Radzono sobie również w sytuacjach potencjalnie niebezpiecznych. Jak stwierdza Pomian: „[…] gdy miano do czynienia z dwoma autorytetami uważanymi za równorzędne, przytaczano po prostu dostarczone przez nie informacje, nawet jeśli nie były one ze sobą zgodne; drugą z tych informacji poprzedzało zazwyczaj jakieś zdanie konstatujące tę rozbieżność, np. alii vero affirmant1Kronika – Pojęcie „kronika” przywoływać będę w znaczeniu, jakie nadaje mu „Słownik literatury staropolskiej” (Michałowska 1998: 399). Z uwagi na płynność granic między nieskodyfikowanymi wówczas gatunkami historiograficznymi pogodzić się jednak trzeba z licznymi trudnościami genologicznymi. Przedmiotem moich dociekań nie jest kronika jako taka, a obecny w niej żywioł sensualny. lub sed alii dicunt2alii vero affirmant – niektórzy zapewniają.” (Pomian 1968: 76). O ile jednak historyk starożytny pozostawiał w takim przypadku osąd czytelnikowi i zawierzał jego doświadczeniu życiowemu, wczesnośredniowieczny dziejopis ograniczał się do opisu zdarzeń, zaś odbiorca jego dzieła stawał wobec zagadki „jak było naprawdę?” równie bezradny, co narrator.

Ustalenia Pomiana znajdą uzupełnienie w obserwacjach Lewisa, który – badając kwestię oczekiwań odbiorców wobec tekstu – doszedł do wniosku, że

Clive S. Lewis : Odrzucony obraz: 123

[…] średniowieczny nabywca rękopisu mającego przekazywać historię brytyjską albo trojańską [ustalenie to można zasadnie rozciągnąć i na wykraczającą poza te dwie grupy zagadnień tematykę – T.Ś.] nie pragnął opinii o przeszłości jakiegoś jednego uczonego, opinii zarozumiale wykraczającej przeciw temu, co »uzyskało aprobatę od wielu. W takim razie byłoby wkrótce tyle wersji historii, ilu kronikarzy. On zaś chciał […] posiadać ustalony wzór przeszłości, tu i ówdzie z amatorskimi dodatkami, ale zasadniczo ten sam. Było to pożyteczne dla konwersacji, dla poetów, dla »przykładów«.

Właściwy więc średniowieczu praktycyzm oraz umiłowanie stabilności uzupełniały wykryte przez Pomiana przyczyny niechęci dziejopisów do samodzielnego ustalania prawdy historycznej.

Stan taki przetrwał do XII wieku. Stulecie to przyniosło swoistą rewaloryzację świadectwa ex auditu, choć naturalnie nigdy nie osiągnęło ono takiej pozycji, jak osobiste doświadczenie autora. Na wsparcie „wskazówkami tak znakomitych kierowników”, czyli biskupów Marcina, Szymona, Pawła i Żyrosława powoływał się Gall (Gall 1989: 5). Marian Plezia widzi w nich nie tyle jednak naocznych świadków (choć byli i nimi), co przede wszystkim reprezentantów dworsko-rodzinnej tradycji pierwszych Piastów” (Plezia 1989: 43). Kadłubek, który pierwsze trzy księgi swego dzieła ujął w formę dialogu biskupów Jana i Mateusza, również powoływał się na zasłyszane świadectwa, wkładając w usta jednego z rozmówców stwierdzenie „czego jednak dowiedziałem się z opowiadania starszych, na wskroś prawdomównych, nie zamilczę” (Kadłubek 1992: 9).

Co ciekawe, nieczęstą praktyką było ujawnianie, od kogo pochodzą poszczególne informacje – co w zasadzie odbierało czytelnikowi nawet tę stosunkowo iluzoryczną możliwość zweryfikowania prawdziwości przeczytanego tekstu i całkowicie uzależniało go od zawierzenia autorytetowi dziejopisa. O jednym z przypadków wspominania o osobie świadka pisał m. in. Wojciech Mrozowicz (Mrozowicz 2001: 118-119). Praktyka ta nie różniła się od sposobu posługiwania się cudzymi tekstami – których również na ogół nie ujawniano (droga do bibliografii była jeszcze daleka).

Renesansowa historiografia nie zerwała całkowicie z zawierzeniem autorytetowi; zmienił się jedynie podmiot, któremu przypisano tę cechę: w miejsce obdarzonych auctoritas naocznych świadków weszła ex definitione wiarygodna historiografia starożytna. Jak pisze Pomian, „teksty te nie były bowiem uważane przez humanistów za narzędzia, za pośrednictwem których poznaje się przeszłość. Nie poddawano ich krytycznej weryfikacji, a sama myśl, że historycy starożytni mogą się mylić, uważana była za godną potępienia herezję.” (Pomian 2010: 70, Mierzwa 2007: 31) Wnikliwie badano natomiast teksty późniejsze, choć przekazy poddawano przede wszystkim analizie filologicznej (koronnym przykładem jest tu analiza donatio Constantini, dokonana przez Lorenzo Vallę). Kwestia naocznych świadków pozostała niejako na uboczu tych dociekań, zaś za deklaracjami poszczególnych autorów, iż pisać będą prawdę oraz posługiwać się jedynie wiarygodnymi źródłami, nie szły wskazówki, w jaki konkretnie sposób tego rodzaju weryfikację przeprowadzali.

Pierwszy polski metodolog historii, Stanisław Iłowski, rozważał przede wszystkim zagadnienie sposobu korzystanie ze źródeł pisanych, świadectwu ex auditu poświęcił lakoniczna wzmiankę, zalecając badaczowi niepodejmowanie polemiki z innymi historykami. Zalecił mu natomiast relacjonować „co sam na pewno wiesz i czego dowiedziałeś się” (Iłowski 1978: 461). Nie wyjaśnił jednak, który ze zmysłów miał posłużyć jako środek poznania.

Przekazy ustne zdecydowanie ustąpiły pola świadectwom spisanym. Kronikarze XVI stulecia powołują się bowiem przede wszystkim na tego rodzaju źródła wiedzy, na dalszym planie pozostawiając własne doświadczenie (które, oczywiście, nie mogło znaleźć zastosowania w przypadku relacjonowania zdarzeń odległych w czasie) oraz zasłyszane informacje. Znamiennym przykładem tej praktyki jest list dedykacyjny w dziele Macieja Stryjkowskiego O początkach… sprawach rycerskiego sławnego narodu litewskiego (1577). Dziejopis deklaruje w nim podjęcie pionierskiego trudu opisania dziejów Litwy oraz przywołuje źródła, do których przyszło mu sięgnąć; wylicza dzieła historyczne (w których jednak tematyka litewska traktowana być miała po macoszemu) oraz wspomina ruskie latopisy (oceniając jej jednak bardzo nisko), obszernie rozwodzi się nad własnymi badaniami, natomiast o świadkach właściwie nie wspomina, docenia jednak rolę pamięci o dawnych zdarzeniach – i to przekazywanej przez kolejne pokolenia (Stryjkowski 1978: 34-35,40). Zbliżoną deklarację złożył Górnicki: „tylko to piszę, com widział, abo czegom miał wiadomość dostateczną” (Górnicki 2003: 128) – również nie precyzując, z jakich źródeł tę wiedzę czerpał.

Nieczęsto wspominano, od kogo pochodzą prezentowane informacje. O ile w przypadku korzystania z prac historycznych fakt ten czasami ujawniano, to personalia informatorów pojawiają się wyłącznie incydentalnie; tak np. Górnicki „byli ci, którzy mówili, a mianowicie Kaczkowski rotmistrz, że ten pan – prawi […]” (Górnicki 2003: 12).

Wiek XVII niewiele zmienił. Jak pisze Antoni Krawczyk, wśród badaczy XVII wiecznej historiografii istnieje jeszcze do dziś nie rozstrzygnięty kluczowy problem, gdzie stawiać granice między źródłem historycznym i autorytetem, a także, kiedy w badaniach historycznych odrzucono ostatecznie autorytet i zaczęto opierać się wyłącznie na źródłach historycznych, co pozwoliłoby lansować tezę o naukowym statusie historii.” (Krawczyk 1994: 84). Na podstawie badań Krawczyk konkluduje, że „polska historiografia XVII wieku znajdowała się na etapie przekraczania renesansowego krytycyzmu i wchodzenia na wyższy szczebel nowożytnego naukowego krytycyzmu, obowiązującego w Europie w XVII wieku.” (Krawczyk 1994: 154). Zauważa jednak, że „techniki badawcze w znaczny sposób odbiegały od założeń przyjętych przez erudytów, zwłaszcza z kongregacji zakonnych: bollandystów i maurynów” (Krawczyk 1994: 453).

Interesujący nas tutaj stosunek do przekazów ustnych wyglądał podobnie jak w wieku XVI, a symptomatycznym jego przejawem jest stanowisko Andrzeja Samuela Nakielskiego (1584-1642), historyka dziejów kongregacji Bożego Grobu w Miechowie. Dziejopis ten, podobnie jak inni mu współcześni, „[…] wyżej cenił przekazy pisane od mówionych.” (Krawczyk 1994: 85). Jeszcze dalej w niechęci do świadectwa ex auditu poszedł Paweł Piasecki (1579-1649), który po zadeklarowaniu na wstępie, że będzie korzystał wyłącznie z autopsji, z wiarygodnych opowieści, zaś w przypadku dziejów dawniejszych z pamiętników, powszechną wziętość mających” (Piasecki 1870: 2), w dalszej części dzieła zdecydowanie odrzucił wszelkiego rodzaju plotki („rynkowe wiadomości”) (Piasecki 1870: 206). Ani razu jednak nie podzielił się tajnikami swojego warsztatu historyka i nie wspomniał, w jaki sposób oddzielał informacje prawdziwe od fałszywych (praktyka taką dzielił zresztą z innymi staropolskimi dziejopisami, którzy nie snuli refleksji teoretycznych).

Źródła

Źródła

  • Anonim tzw. Gall, „Kronika polska” (1749, powst. 1112-1115), cyt. za: Anonim tzw. Gall, „Kronika polska”, przeł. Roman Grodecki, oprac. Marian Plezia, Ossolineum, Kraków 1989, cytat na s.: 5.
  • Górnicki Łukasz, „Dzieje w Koronie Polskiej” (1637), cyt. za: Górnicki Łukasz, „Dzieje w Koronie Polskiej”, oprac. Henryk Barycz, Ossolineum-De Agostini, Wrocław 2003, cytaty na s.: 12, 128.
  • Herodot, „Dzieje” (1502, powst. 450-420 przed Chr.), przeł. i oprac. Seweryn Hammer, Czytelnik, Warszawa 2002, cytaty na s.: 101, 120.
  • Iłowski Stanisław, „O umiejętności dziejopisarskiej” (1557), cyt. za: Iłowski Stanisław, „O umiejętności dziejopisarskiej”, przeł. Janina Czerniatowicz, [w:] „700 lat myśli polskiej. Filozofia i myśl społeczna XVI wieku”, oprac. Lech Szczucki ; [teksty staropolskie oprac. Alina Linda, Maria Maciejewska, Zdzisław Zawadzki], PWN, Warszawa 1978, cytat na s.: 461.
  • Kadłubek Wincenty, „Kronika polska” (1612, powst. 1218-1223), cyt. za: Kadłubek Wincenty, „Kronika polska”, przeł. i oprac. Brygida Kürbis, Ossolineum, Kraków 1992, cytat na s.: 9.
  • Livius Titus Pataviunus, „Dzieje od założenia miasta Rzymu” (1469, powst. po 27 przed Chr.), cyt. za:Livius Titus Pataviunus, „Dzieje od założenia miasta Rzymu (wybór)”, przeł. i oprac. Władysław Strzelecki, Ossolineum, Wrocław 1955, cytat na s.: 38.
  • Piasecki Paweł, „Kronika” (1645), cyt. za: Piasecki Paweł, „Kronika”, przeł. Antoni Chrząszczewski, Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1870, cytat na s.: 2, 206.
  • Polibiusz, „Dzieje, t.1” (1542, powst. II w. przed Chr.), przeł. i oprac. Seweryn Hammer, Ossolineum-De Agostini, Warszawa [cop. 2005], cytat na s.: 115.
  • Stryjkowski Maciej, „O początkach, wywodach, dzielnościach, sprawach rycerskich I domowych sławnego narodu litewskiego, żemojdzkiego i ruskiego”, cyt. za: Stryjkowski Maciej, “O początkach, wywodach, dzielnościach, sprawach rycerskich I domowych sławnego narodu litewskiego, żemojdzkiego i ruskiego” (1978, powst. 1577), oprac. Julia Radziszewska, PIW, Warszawa 1978, cytaty na s.: 34-35, 40.
  • Tukidydes, „Wojna peloponeska” (1502, powst. V w. przed Chr.), cyt. za: Tukidydes, „Wojna peloponeska”, przeł. Kazimierz Kumaniecki, Czytelnik, Warszawa 1988, cytat na s.: 14.
  • Wipo, „Chwalebne czyny cesarza Konrada II” (1607, powst. 1046-1050), cyt. za: Wipo, „Chwalebne czyny cesarza Konrada II”, przeł. Ewa Milkamanowicz, Universitas, Kraków [cop. 2005], cytat na s.: 4.

Opracowania

  • Bravo Benedetto, Wipszycka Ewa, „Historiografia antyczna”, [w:] „Vademecum historyka starożytnej Grecji i Rzymu. T. 1”, pod red. Ewy Wipszyckiej, PWN, Warszawa 1985.
  • Krawczyk Antoni, „Historiografia krytyczna. Formowanie się nowożytnej postawy naukowej w polskim piśmiennictwie historycznym XVII w., Wyd. UMCS, Lublin 1994.
  • Lewis Clive Staples, „Odrzucony obraz. Wprowadzenie do literatury średniowiecznej i renesansowej”, przeł. Witold Ostrowski, Pax, Warszawa 1986.
  • Mierzwa Edward Alfred, „Historia historiografii. T. 1. Starożytność – Średniowiecze”, Wyd. Adam Marszałek, Toruń [cop. 2002].
  • Mierzwa Edward Alfred, „Historia historiografii. T. 2. Renesans- Oświecenie.”, Wyd. Neriton, Warszawa 2007.
  • Mrozowicz Wojciech, „Kronika klasztoru kanoników regularnych w Kłodzku. Ze studiów nad średniowiecznym dziejopisarstwem klasztornym”, Wyd. Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2001.
  • Plezia Marian, „Wstęp”, [w:] Anonim tzw. Gall, „Kronika polska”, przeł. Roman Grodecki, oprac. Marian Plezia, Ossolineum, Kraków 1989.
  • Pomian Krzysztof, „Przeszłość jako przedmiot wiary. Historia i filozofia w myśli średniowiecza”, PWN, Warszawa 1968.
  • Pomian Krzysztof, „Przeszłość jako przedmiot wiedzy”, Wyd. Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2010.
  • Przyklenk Joanna, „Staropolska kronika jako gatunek mowy”, Wyd. Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2009.
  • Serczyk Jerzy, „25 wieków historii: historycy i ich dzieła”, Wyd. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 1994.
  • Sinko Tadeusz, „Zarys literatury greckiej. T. 1. Literatura archaiczna i klasyczna wiek VIII-IV p.n.e. włącznie”, PWN, Warszawa 1959.

Artykuły powiązane

Bibliografia

  • 1
    Kronika – Pojęcie „kronika” przywoływać będę w znaczeniu, jakie nadaje mu „Słownik literatury staropolskiej” (Michałowska 1998: 399). Z uwagi na płynność granic między nieskodyfikowanymi wówczas gatunkami historiograficznymi pogodzić się jednak trzeba z licznymi trudnościami genologicznymi. Przedmiotem moich dociekań nie jest kronika jako taka, a obecny w niej żywioł sensualny.
  • 2
    alii vero affirmant – niektórzy zapewniają