Poezja wojenna – smak

Czy podmiot młodej warszawskiej poezji wojennej – o ile można sobie pozwolić na takie uogólnienie – odczuwa smak świata, w którym istnieje? Czy pośród jego sensualnych kompetencji mieści się także zdolność smakowania rzeczywistości? Pytanie wydaje się warte podjęcia. Oto dwa fragmenty poetyckie wynotowane z dwu wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego:

Krzysztof Kamil Baczyński : Miłość: 282

Słońce, słońce w ramionach
czy twego ciała kryształ
pełen owoców białych

Krzysztof Kamil Baczyński : Ciało: 173

Czyny spomiędzy których nikt jasny […]
z których najmniejszy ciągnie za sobą
ziemię jak krzywdy dojrzały owoc.

Mamy tu do czynienia z charakterystycznym dla autora Pokolenia zjawiskiem wariantywności powtarzanego motywu: „owoc” pojawia się najpierw w etycznym i emocjonalnym wartościowaniu pozytywnym, następnie zaś negatywnym. W pierwszej konsytuacji poetyckiej „owoc” uczestniczy w budowaniu wizji kobiecego ciała – pięknego, kruchego, utworzonego z wysubtelnionej, przejrzystej materii. W konsytuacji drugiej ten sam motyw użyty zostaje w odmiennej intencji – wpisuje się w metaforykę ukazującą materializację, cieleśnienie, fizyczne uobecnienie ogromu zła w świecie. W obu jednak wypadkach pojawienie się „owocu” – a więc motywu należącego niewątpliwie do kategorii pokarmów – nie wiąże się z wyraźną aktywizacją zmysłu smaku. W wierszu pt. Miłość ważny jest przede wszystkim magiczny, niezwykły kolor „owocu”, w wierszu Ciało znaczenie zyskuje jego ciężar, dorodność, rozmiar. Na plan pierwszy występują jakości fizyczne, poświadczane innymi niż smak zmysłami.

Zainscenizowany przykład jest tylko ilustracją do wyjściowego stwierdzenia: świat kreowany w warszawskiej poezji wojennej dostępny jest zanurzonemu w nim podmiotowi dzięki różnym doznaniom zmysłowym, pośród których smak nie odgrywa raczej istotnej roli. Poznanie smakowe bywa często wycofane, ograniczone, niezaktywizowane – nawet wówczas, gdy w polu uwagi mówiącego podmiotu zjawia się „obiekt jadalny”, mogący podlegać smakowaniu. Pamiętając o sformułowanym zastrzeżeniu, możemy jednak skupić uwagę na tych miejscach warszawskiej poezji wojennej, w których marginalizowany smak zyskuje na znaczeniu, w istotny sposób profilując obraz (i interpretację) rzeczywistości doświadczanej przez „ja” wiersza.

Pokarmy i smaki elementarne: mleko, chleb

Przegląd wypadnie zacząć od sytuacji najbardziej „pierwszej”, podstawowej, elementarnej właśnie: od motywu karmienia dziecka przez matkę. W poezji Baczyńskiego pojawia się piękny „obraz prenatalny”, którym zachwycał się ongiś jej pierwszy monografista (Wyka 1961: 48):

Krzysztof Kamil Baczyński : Wybór: 518

W milczeniu
na piersi ręce kładła i wtedy się pienił
krwi jej rozgrzany napój i owoce mleczne
pęczniały jej pod dłonią, i czuła jak bije
bolesna piąstka serca. I czuła, że żyje
łodyżka w niej maleńka.

Tadeusz Gajcy, rekonstruując intymną „prehistorię zmysłów” swego bohatera lirycznego nie cofa się aż tak głęboko, jak Baczyński, również jednak odwołuje się do dwu motywów elementarnych: krwi oraz mleka.

Tadeusz Gajcy : Nowo narodzonemu: 118

Jakże takimi dłońmi utrzymasz pierś mleczną
maleńki! – Przecież niełatwo…
W żyłach matki jak mapie drogę sobie wybierasz –
i spokojny – wszak nazwali cię człowiekiem –
słuchasz krwi jej. Pięknie szumi twa matka.

A dodajmy: w kolejnych wersach mowa jest jeszcze i o tym, że dziecko „mlecznych światów w zadumie słucha” i przebywa w pobliżu „strumienia najsłodszego”.

Dwa przywołane wiersze pozwalają w jednym, szybkim oglądzie zobaczyć źródło swoistej fascynacji mlekiem i mlecznością w warszawskiej poezji wojennej. Mleko wiąże się w tej liryce z wyobrażeniem szczęśliwej, udanej, w żadnym razie nie traumatycznej inicjacji egzystencjalnej – jako odżywczy pokarm poprzedzane jest jedynie przez krew, jako smak buduje pierwszy zmysłowy kontakt między maleńkim człowiekiem a światem. Można powiedzieć, iż smak mleka jest obietnicą bezpieczeństwa, łagodności, miłości składaną „nowo narodzonemu” przez rzeczywistość, obietnicą spełnianą jedynie w niewielkiej mierze – lub wcale.

Mleczny wątek wiedzie od wierszy „prenatalnych” czy „niemowlęcych” ku erotykom, opisującym związek dorosłego już mężczyzny i kobiety. Z taką sytuacją mamy do czynienia przede wszystkim w liryce Baczyńskiego. Ciało kobiety „jak mleko płynie w szklanym smukłym dzbanie” (Dwie miłości) (Baczyński 2002: 499) – oczywiście, określenie to nie konotuje w sposób jednoznaczny smakowego odbioru świata, „mleczność” może tu być najpierw płynną konsystencją czy barwą. Podobnie dzieje się w wierszu dedykowanym „Mojej najdroższej Basi”, gdzie adresatka monologu nazwana zostanie „mlekiem dnia” (Erotyk) (Baczyński 2002: 368) – „mleczność” może tu oznaczać jasność, białość (w poprzedzających wersach kobiece „ty” jest także „brzozą” i „białym powietrzem”). Niemniej jednak mleczne metaforyzacje pozostają również i „sprawą smaku”. W porównaniu kobiecego ciała do mleka kryje się – niedopowiedziane, potencjalne – porównanie aktu erotycznego do spożywania i smakowania pokarmu. Ktoś, kto nazywa kobietę „mlekiem dnia” mówi pośrednio, iż widzi w niej siłę życiodajną i konieczną. Rzecz jasna, w miłosnych lirykach Baczyńskiego kulinarna metaforyka działa na sposób bardzo delikatny, dyskretny, taktowny, jesteśmy tu na antypodach wrażliwości konstruowanej w „agresywnie” zmysłowych (w tym: smakowych) erotykach Tadeusza Peipera.

Można zatem powiedzieć: mleczne obietnice bezpieczeństwa i szczęścia składane „nowo narodzonemu” spełniane są przez miłość, która ma swoje kruche miejsce w świecie, w ludzkim doświadczeniu… i w mlecznym paradygmacie metaforyzacji. Inaczej mają się sprawy z samym światem, z samą rzeczywistością. Owszem, świat bywa w warszawskiej poezji wojennej opisywany za pomocą „mlecznej metaforyki”: o „mlecznych ciałach dolin” czytamy w Róży świata Baczyńskiego (Baczyński 2002: 503), o „mlecznym świcie” w drugiej części Trójgłosu Gajcego, zatytułowanej Wołanie ufne (Gajcy 1980: 121). Cytowane formuły wyobraźniowe i językowe ujawniają jednak – jeśli tylko pamięta się o ich usytuowaniu w konkretnych tekstach – istotne limity „mlecznego obrazowania” wojennych wierszy. Świat kojarzący się ze smakiem i barwą mleka to nie ten świat, który jest „naprawdę” (to znaczy: poza wierszem, w dziejącej się historii). To świat taki, jaki był kiedyś, przed katastrofą (casus Róży świata) lub taki, jaki chciałaby widzieć ludzka, stale zwodzona, nadzieja (casus Wołania ufnego). Świat rzeczywisty, historyczny, wojenny może być opisany jedynie w opozycji do „mleczności” – demonstrację, teatralizację tej zasady odnajdziemy w jednym z poematów Baczyńskiego:

Krzysztof Kamil Baczyński : Strofy o życiu i śmierci: 141

Głos I: Jabłka w koszach, jak dojrzałe
serca drzew zwycięskich.
Głos II: Na cmentarzach czaszki grobów
jakby groby klęski.
Glos I: Dzbany mleka, w dzbanach srebrnych
dudni żywy marmur.
Głos II: Chmury kraczą nad spojrzeniem,
szarpią ziemię czarną

Głos I jest, jak wolno sądzić, głosem marzenia, Głos II głosem deziluzji. Łatwo zauważyć: „mleko”, emblemat świata bezpiecznego i dobrego, usytuowane po stronie „życia”, pojawia się w kontraście do „czerni”, będącej znakiem „śmierci”. Ta opozycja prowadzić może w stronę zaskakującego, być może, skojarzenia. Szklany ptak jest poematem z roku 1941 – kilka lat później Paul Celan, szukając (nie)możliwości zbudowania językowej reprezentacji Zagłady, stworzy jeden z najsławniejszych oksymoronów dwudziestowiecznej poezji światowej: „Schwarze Milch” (Celan 1998: 24). Na takie iunctim żaden z młodych warszawskich poetów wojennych nigdy się nie zdecydował: mleko trwale skojarzone z poczuciem bezpieczeństwa, będzie w tej poezji występować w opozycji do czerni, ciemności, mroku, pozostanie smakiem auratycznym, choć zazwyczaj – „niemożliwym”.

Na nieco odmiennych zasadach funkcjonuje w młodej poezji wojennej motyw innego pokarmu elementarnego, życiodajnego, czyli chleba, pojawiającego się poprzez swój negatyw – swoisty „antychleb”, figurę zaburzonego bezpieczeństwa, zakłóconego ładu świata. I znów: operacje językowe, w których rzeczownik „chleb” zostaje uwikłany w groźne, katastroficzne konteksty leksykalne i frazeologiczne przebiegają w sposób najbardziej spektakularny w poezji Baczyńskiego. Smak chleba opisywany jest tu przez analogię do ostrych jakości zmysłowych, takich jak poparzenie („dymił ogniem każdy kęs chleba”, Mazowsze) (Baczyński 2002: 510); chleb funkcjonuje jako metafora powszedniości doznań traumatycznych („Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg”, Elegia o… [chłopcu polskim]) (Baczyński 2002: 552); zatruty bochen chleba nosi w sobie pamięć krzywdy, jaką nasączona została ziemia („chleba przekrojony bochen / tryska w górę płaczem czy krzykiem”, Strofy o życiu i śmierci) (Baczyński 2002: 132). Jednak najciekawsza fraza, opisująca spożywanie, smakowanie i przełykanie chleba, pojawia się w innym jeszcze wierszu Baczyńskiego i brzmi: „życie w gardle tkwi jak ostry kamień chleba” (Poległym) (Baczyński 2002: 541). Praca metafory łączy tu ze sobą dwa przedmioty, od stuleci funkcjonujące w kulturze na zasadzie retorycznej opozycji: kamień i chleb (por. bliska Baczyńskiemu tradycja biblijna). Wytwór metaforyzacji – kamienny, raniący chleb, który, tkwiąc w gardle, musi kojarzyć się z czymś śmiertelnie niebezpiecznym – jest równocześnie obiektem porównania, staje się obrazowym ekwiwalentem dla pojęcia „życia”. W ten sposób z nałożenia się dwu porządków – porządku metafory i porządku porównania – rodzi się niezwykle pesymistyczny, ciemny sens: życie grozi śmiercią, życie jest śmiertelne. Sens ten utwierdzany jest w wierszu Poległym przez inne formuły poetyckie, nie związane już z pokarmem i smakiem, lecz także odnoszące się do sfery cielesności i także na sposób paradoksalny wykorzystujące motywy witalistyczne: „żyła śmierci bije”, „odetchnąć jeszcze śmiercią” (Baczyński 2002: 541).

Smakowy dyskurs poezji wojennej – toposy i idiomy

A zatem: smakowy odbiór świata nie został w młodej poezji wojennej całkowicie wyłączony, znalazł się w polu językowej reprezentacji i uczestniczy, obok innych, bardziej ekspansywnych form poznania zmysłowego, w procesie konstytuowania światoodczucia i światoobrazu wewnątrztekstowego „ja”. Oczywiście, sama frekwencja słów i zwrotów formalnie odnoszących się do sfery doznań smakowych nie przekłada się w sposób prosty na wzmocnienie efektu sensualności poetyckiego dyskursu. Dobrym przykładem może tu być epitet „gorzki”, „gorzka”, hojnie rozsiewający się w warszawskich wierszach wojennych, wchodzący w związki frazeologiczne, wyrażające, najogólniej mówiąc, pokoleniowe przeżycie rozczarowania (określenia typu: „gorzka miłość”, „gorzka młodość”, „gorzka ziemia”). Trudno uznać, iż powtarzalność epitetu formalnie sensualnego faktycznie projektuje smakowy odbiór świata przedstawionego (kreowanego) – raczej należy tu dostrzec presję utartych stereotypów językowych. Kiedy Zdzisław Stroiński oświadcza w jednym ze swych wierszy „Jakże trudno nad gorycz wyrosnąć” (Trzeba, Stroiński 1982: 49), nie czyni swego podmiotu lirycznego bardziej zmysłowym, lecz retorycznym.

Ale właśnie na tle takich praktyk dyskursywnych uwagę zwracają momenty szczególnej, sensotwórczej aktywizacji słów „gorycz”, „gorzki”. Ten sam Stroiński, którego wiersz przypomniany został przed chwilą krótkim cytatem, w swych poematach prozą operował już w ramach innej polityki językowej (Jastrzębski 1969: 242 – 248, Szymczyk 1982). Przyjrzymy się teraz nagłosowym partiom utworu O dniach innych:

Zdzisław Stroiński : O dniach innych: 55

Kiedy wybuchła wojna – coś jak rocznica narodowa, tylko większa od 3 maja i 11 listopada – dnie były szerokie i płaskie aż po krańce najdalszych odjazdów wplątanych w gwizd lokomotyw.
A jeszcze dawniej okrągłe zupełnie dzwoniły, tocząc się jakby szkolnym dzwonkiem.
I tych właśnie szukam na próżno.
A kiedy na ustach smak dni tamtych w gorycz zastygł, już zrozumiałem, że nie wrócą.

Jak łatwo zauważyć, mowa tu nie tylko o smaku dni, lecz również o ich kształcie, rozmiarach, o wydawanym przez nie dźwięku. Stroiński dąży do swoistej materializacji i sensualizacji zjawisk temporalnych, projektuje własny, autorski świat, w którym czas staje się widzialny, słyszalny i, wreszcie, smakowalny – dla podmiotu. Ostatnie zdanie cytowanego passusu to swoiste studium z zakresu alternatywnej, fantazyjnej fizyki czasu. Dni dzieciństwa miały swoje pierwotne właściwości smakowe, o którym niewiele już wiadomo, gdyż uległy one zmianie; smak utraconych, „przeterminowanych” dni „zastygł w gorycz”. Jedynym materialnym, sensualnym śladem minionej przeszłości pozostaje właśnie to silne, wyraźne odczucie: gorycz w ustach, której nie sposób się pozbyć (zastygnięcie sugeruje jakąś formę trwałości), zmysłowe uprzytomnienie nieobecności tego, co kiedyś było obecne, nierealności tego, co dawniej stanowiło realność.

Casus epitetu „gorzki” pozwala więc zobaczyć charakterystyczną ambiwalencję, jaką nacechowany jest smakowy dyskurs poezji wojennej. Z jednej strony mamy do czynienia z daleko posuniętą standaryzacją motywów – „gorzkość” przeistacza się w nieco mechanicznie stosowany topos, znajdujący swoje uzasadnienie w uzusie językowym. Z drugiej zaś strony możliwe jest niestandardowe, niezautomatyzowane, pogłębione operowanie motywem: „gorzkość” ma wówczas charakter nie topiczny, lecz idiomatyczny, uzasadniają ją reguły indywidualnej wyobraźni poetyckiej.

Spożywanie, jedzenie, posilanie się – między sakramentem a pożeraniem

Prócz „sprawy smaku” w warszawskiej poezji wojennej swoją rolę odgrywa też sama czynność spożywania pokarmów i napoi, nierzadko funkcjonująca jako metafora rozmaitych działań czy doświadczeń ludzkich. Tak dzieje się w jednym z tyrtejskich wierszy Baczyńskiego o incipicie Oddycha miasto ciemne, poświęconym heroicznej, męczeńskiej Warszawie. W finale pojawia się tu wezwanie do czytelnika: „O pij, pij te ciemności z zawalonych ruder, / przyjmij w siebie to miasto gromów, które biją” (Baczyński 2002: 487). Picie miejskiej ciemności staje się czymś w rodzaju zsekularyzowanego, patriotycznego sakramentu: ten, kto wchłonie, ten kto przyswoi całą przeszłość bohaterskiego miasta (pamiętającego wrzesień 1939 roku, ale też czasy powstań XIX wieku, epokę kościuszkowską), ten zyska moc uzdalniającą do walki z wrogiem. „Stań się krzywdą i zemstą, miłością i ludem. / O, chwyć za miecz historii i uderz! i uderz!” – taką eksklamacją kończy się przecież wiersz (Baczyński 2002: 487). „Spożywanie miasta”, „picie ciemności” jest zatem metaforą bezpośredniego, niemal cieleśnie doświadczanego związku między walczącą stolicą a jej mieszkańcem: poetą i żołnierzem.

Zgoła odmienny obraz przyjmowania pokarmu stworzył natomiast Tadeusz Gajcy w wierszu zatytułowanym Wezwanie:

Tadeusz Gajcy : Wezwanie: 192

Już noc i dzień jak wody ziarno
wydzielasz mi z uśmiechem patrząc,
gdy ciała mego smutny barok
zawile trwa pod Twoją gwiazdą

Porównanie przeżywanego czasu do wydzielanej porcji jedzenia okazuje się dramatycznym sposobem mówienia o relacji człowieka i Boga. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to On właśnie jest tu adresatem monologu – sytuację komunikacyjną w cytowanym passusie precyzuje kontekst utworu.

Człowiek w poezji wojennej nie tylko jednak karmi się lub jest karmiony, sam bywa również obiektem dla większych od siebie, silniejszych od siebie apetytów. Łagodniejszą wersję takiej konceptualizacji ludzkiego losu odnaleźć możemy w wierszu Gajcego pt. Z listu. Mowa jest w tym utworze o doświadczeniu smutku, od którego nie da się uciec, którego nie da się zagłuszyć, a który, jak można sądzić, przenika całe istnienie. Aby wyrazić nieuchronność i totalność takiego uniwersalnego zasmucenia poeta sięga po niezwykły obraz: smutek „za wodopój / ma nas i niebo” (Gajcy 1980: 194). Człowiek jest wodą, którą poi się smutek – a więc sama kondycja ludzkiego istnienia pozostaje czymś pożywnym dla zasmucenia, podtrzymuje smutek. Niebo nad człowiekiem jest wodą, którą poi się smutek – a więc, być może, ponad ludzkim losem nie ma niczego, co mogłoby rozjaśnić zasmucenie, obwieszczać radość. Obraz ten, mimo całego pesymizmu, jest wszakże obrazem kojąco łagodnym w porównaniu z brutalnymi wizjami ludzi połykanych, pożeranych czy pochłanianych przez żarłoczne moce. Takie quasi-ekspresjonistyczne przedstawienia pojawiają się kilkukrotnie w poezji Baczyńskiego. W wierszu Wiatr mowa jest o ziemi „pożerającej” pokolenie (Baczyński 2002: 492), w wierszu Z lasu o „otchłani”, która „otwiera / usta ogromne, chłonie i ssie” ludzi podejmujących walkę, kierujących się patriotycznym nakazem (Baczyński 2002: 567). Być może na ukształtowanie takiej wyobraźni wpływ miała przedwojenna poezja katastroficzna – motyw połykającej ziemi, która „usta rozewrze” pojawia się na przykład w Trzech zimach Miłosza (por. Do Księdza Ch.). Tak czy inaczej, w przywołanych utworach fantazmat „bycia pożartym” jest formą bodaj najostrzej wyrażającą rozpoznanie generacyjnego losu: naszym przeznaczeniem, powiada Baczyński, jest anihilacja, wymazanie, zapomnienie.

Symbolicznym, a zarazem strasznym domknięciem młodej warszawskiej poezji okupacyjnej, czytanej „od strony” smaków, pokarmów i napoi mógłby być wiersz ogłoszony dwadzieścia lat po Powstaniu Warszawskim na łamach „Współczesności” jako ostatni, napisany krótko przed śmiercią utwór Tadeusza Gajcego (Bereś 1992: 81-82). Krótka makabreska, zanotowana na skrawku przygodnego papieru, miała być reakcją na masakrę, jaka nastąpiła 13 sierpnia 1944 roku. W dniu tym na ulicy Kilińskiego eksplodował niemiecki czołg-pułapka, zabijając i kalecząc wielu ludzi, w tym dzieci (wokół tego wydarzenia osnuł swe Kinderszenen Jarosław Marek Rymkiewicz).

Tadeusz Gajcy : *** (Święty kucharz od Hipciego): [brak strony]

Święty kucharz od Hipciego
Wszyscy Święci, hej, do stołu!
W niebie uczta: polskie flaczki
Wprost z rynsztoków Kilińskiego!
Salcesonów misa pełna,
Świeże chrupkie
Pachną trupkiem:
To z Przedmurza!
Do godów Święci do godów,
Przegryźcie Chrystusem Narodów!

Jeśli mamy tu rzeczywiście do czynienia z ostatnim wierszem autora Do potomnego, jeśli utwór ten faktycznie dociera do nas jako głos pokolenia z samego środka Powstania Warszawskiego, wolno powiedzieć: jest to najbardziej drastyczny, zarazem ironiczny i okrutny przejaw sensualności warszawskiej poezji wojennej.

Źródła

Opracowania

  • Bereś Stanisław, „Uwięziony w śmierci. O twórczości Tadeusza Gajcego”, Wydawnictwo PEN, Warszawa 1992.
  • Wyka Kazimierz, „Krzysztof Baczyński (1921-1944)”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1961.
  • Szymczyk Grażyna, „O lirykach prozą Zdzisława Stroińskiego”, „Litteraria”, 1982, t. XIV.
  • Jastrzębski Zdzisław, „Literatura pokolenia wojennego wobec dwudziestolecia”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1969.

Źródła

  • Gajcy Tadeusz, inc. „Święty kucharz od Hipciego”, „Współczesność” 1964, nr 21.
  • Stroiński Zdzisław, „Ród Anhellich”, oprac., wstęp i nota edytorska Lesław M. Bartelski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1982, cytaty na s. 49, 55.
  • Baczyński Krzysztof Kamil, „Wiersze”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, cytaty na s. 132, 141, 173, 282, 368, 487, 492, 499, 503, 510, 518, 541, 552, 567.
  • Celan Paul, „Fuga śmierci”, [w:] tegoż „Utwory wybrane”, wybrał i oprac. Ryszard Krynicki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1998, cytaty na s. 24.
  • Gajcy Tadeusz, „Pisma: juwenilia – przekłady – wiersze – poematy – dramat – krytyka i publicystka literacka – varia”, przygotował oraz wstępem i posłowiem opatrzył Lesław M. Bartelski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980, cytaty na s. 118, 121, 192, 194.

Artykuły powiązane