Usta / Mówienie

Mówienie i milczenie

Usta w społecznościach tradycyjnych postrzegano nie tylko jako otwór cielesny, dzięki któremu dostarczano do organizmu pożywienie zaspokajające głód i uzupełniające rezerwuar życiowej energii. Tę zmysłową część ciała, kojarzoną z wargami, z pocałunkiem, a nawet aktem seksualnym, utożsamiano także z organem odpowiedzialnym za artykulację ludzkiej mowy, niezbędnej do codziennego komunikowania się, zaś w sprzyjających okolicznościach – wykazującej moc światotwórczą. Mówienie traktowano jako istotny wyróżnik człowieczeństwa, z kolei brak zdolności mowy odbierano jako wyraźny sygnał demoniczności lub rodzaj kary bożej za szczególne przewinienia.

Utożsamianie mowy z oznaką kultury oraz człowieczeństwa wpływało na ludowe wyobrażenie zaświatów jako przestrzeni stanowiącej odwrotność ludzkiego porządku za sprawą nieuporządkowanego hałasu (Kowalski 1998: 68-69) bądź milczenia (Kowalski 1998: 69-72). W związku z ostatnim przekonaniem do dziś funkcjonują powiedzenia „śmiertelna cisza” oraz „grobowa cisza”, które poza obowiązującym ich metaforycznym odczytaniem jako zapowiedzi stanu zagrożenia jednoznacznie nasuwają skojarzenia ze sferą śmierci. W przeszłości wierzono, że właśnie stamtąd pochodzą wszelkie nieszczęścia i choroby, więc tam też odsyłają je magiczne formuły lecznicze, zwane zamawianiami:

Kotula Franciszek: Znaki przeszłości: 289-290

[…] Przestrachu!
Przestrachu!
Idź na bory, na lasy,
Na suche korzenie,
Gdzie nie dojdzie człowiek
Ani żodne stworzenie
Gdzie cie kogut nie dopieje,
Kura nie dogdoce,
Sroka nie doskrzecy,
Wrona nie dokrace,
Kot nie domiaucy,
Koń nie dokwicy,
Pies nie dosceko,
Wół nie dorycy […].

Człowiekowi dane było zbliżyć się do sfery zaświatowej przy zachowaniu pełnej powagi i milczenia, dlatego też szeptunka w trakcie leczenia nierzadko ściszała głos, podobnie jak czyniły osoby modlące się przy konającym. Praktyka niemówienia czy szeptania odnosiła się zarówno do chrześcijańskiej sfery sacrum, czego świadectwem jest cisza panująca w kościele w trakcie odmawianej modlitwy oraz spowiedzi, jak i do sfery niechrześcijańskiej – demonicznej. Świat nadprzyrodzony kojarzono bowiem z brakiem sensualnych doznań, z obszarem bez zapachów, smaków, także dźwięków. Właśnie z tego powodu bajkowe bohaterki, pragnące zbliżyć się do bezdźwięcznej sfery sacrum, by wyzwolić zaklętych w ptaki braci, z konieczności odgrywają rolę osób niemych (zob. Kolberg 1989: 156). Za sprawą ślubu milczenia muszą przez siedem lat przebywać na pustkowiu, a trafiając później do nowego środowiska, porozumiewać się za pomocą gestów, odwołując się do zmysłu dotyku i wzroku odbiorców. Stan niemoty sprawia, że nie bez przyczyny otoczenie, nie zdając sobie sprawy z powodu zaistnienia całej sytuacji, odbiera nieme dziewczęta jako istoty na poły demoniczne – niczyje i znikąd, gdyż pozbawione imienia oraz przeszłości, których nie wolno było im wyjawić.

Poprzez rezygnację z użycia ludzkiej mowy bądź jej ściszenie człowiek, wchodząc w bezpośredni kontakt ze światem nadprzyrodzonym, mógł ingerować w jego strukturę. Jak stwierdza Wasilewski: „milczenie to bodaj najwłaściwsza postać kontaktu z sacrum, stąd jego stosowanie w najważniejszych momentach aktów religijnych” (Wasilewski 2010: 367). Ciekawe przykłady o proweniencji chrześcijańskiej stanowią sceny spowiedzi, wpisane w legendy ludowe czy pieśni dziadowskie, które kończą się nie tylko standardowo rozgrzeszeniem penitenta, ale i w szczególnych wypadkach rozpadem jego ciała w proch: „Ksiądz mu dał rozgrzeszenie, on się rozsuł w proch, a dusza uleciała […]” (Ciszewski 1894: 72). Wyznanie swych win wobec spowiednika, czyli nadanie im werbalnej postaci, nabierało wymiaru sensualistycznego, bowiem skutkowało fizycznym pozbyciem się grzechów z duszy i z organizmu („spadł mu ciężar z serca”), co wywoływało natychmiastowy efekt w postaci zmian zachodzących w spowiadającym się i w otaczającym świecie. Fakt ten wyraźnie wskazuje na potęgę słowa w kulturze tradycyjnej oraz podkreśla moc sfery sacrum:

Piotr Grochowski: Dziady. Rzecz o wędrownych śpiewakach i ich pieśniach: 358

[…] Tak sie długo spowiedała,
az sie prochem rozsypała.
I ziemnia sie drzyć przestała,
bo una grzychu nie mniała.
Ułtarze sie powróciły
Iiśwyce sie zapaliły.
Choręgwie sie rozwijały
i organy same grały

Unikanie mowy bądź jej całkowity brak w tradycji ludowej uchodził nie tylko za rodzaj kalectwa, oznakę demoniczności czy formę pokuty. Niekiedy wiązał się z szeroko pojętą sferą tabu.

Jerzy Sławomir Wasilewski, Tabu: 369-370

Zakaz odzywania się jest sposobem tabuizacji i unieruchomienia. […] słowiański termin na oznaczenie tabu (zagowiny, govenie) w południowosłowiańskich wariantach odnosi się wprost do obrzędowego milczenia panny młodej, młodej żony, kuni – uczestniczki tańców lazarskich, która potem wyjdzie za mąż (przez Wielki Tydzień nie odzywają się do niej inne dziewczęta) […]. Zakaz odzywania się, łącznie z zakazem odpowiadania na powitania, nałożony był na siejącego gospodarza […]. Również zwózkę z pola należało przeprowadzić w milczeniu, wystrzegając się kobiet. [… ] Podczas pierwszego wypędu pasterz powinien mieć zamknięte usta. […] Milcząc, przeprowadza się działania obrzędowe: kolację wigilijną, […] przy obmyciu wodą w Wielkanoc […]. Milczenie należy zachować w czasie wróżb o zamążpójściu.

Pogłosy przekonania o potędze milczenia również znajdziemy w folklorze polskim, gdzie zakaz rozmawiania „implikuje też wyzwolenie się z więzów zbiorowości, anulowanie statusu, a może wręcz wejście w inną postać istnienia” (Wasilewski 2010: 369). Niejednokrotnie np. w bajkach magicznych nieużywanie ludzkiej mowy okazuje się koniecznością, gdyż w przeciwnym wypadku bohater, przebywając w obszarze wpływów zaświatowych, traci szansę na wybawienie poszkodowanych, a jego życie znajduje się w niebezpieczeństwie. Jak ważne okazuje się dostosowanie w tym zakresie do reguł świata na opak, unaocznia zapis historii o zabójcy olbrzymów, przez trzy noce z rzędu wybawiającym bez słowa zaklęte panny (Kolberg 1881: 83-84). Uporczywe trwanie mężczyzny w milczeniu próbują na wszelkie sposoby przełamać diabelskie istoty – uciekają się albo do brutalnych czynów ( torturują bohatera, smażą go w kotle), albo odwołują się do zasad etykiety towarzyskiej (zarzucają mu brak kultury, gdyż nie podejmuje dialogu z gospodarzami), albo wystawiają młodzieńca na pokusy (przemawiają łagodnym głosem, by zyskać jego przychylność). Nie chodzi w tym wypadku jedynie o mowę jako taką, ale o konsekwencje wynikające z jej użycia. Unaoczniają ten problem dość dobrze słowa królewien proszących bohatera o pomoc: „[…] chociaż ci będą największe męki zadawali abyś do nich nie gadał i pary (tchu, słowa) żebyś do tych czartów nie wypuścił” (Kolberg 1881: 84). Wypuszczanie pary czy tchu z ust („nie puścić pary z gęby” oznacza obecnie dotrzymanie tajemnicy) daje się jednoznacznie powiązać z życiodajnym oddechem, który w zaświatach może zostać przechwycony przez demony, w czego konsekwencji człowiek na zawsze pozostaje w krainie cieni. Wypowiedziane słowo w powyższym kontekście okazuje się nie tylko ewokacją znaczeń, ale też sygnałem i nośnikiem życia. Jak stwierdza Moszyński,

Kazimierz Moszyński: Kultura ludowa Słowian 1934: 595

[…] w chwili śmierci ustaje przede wszystkim oddech; jego więc chwyta się myśl i w nim widzi ów »odchodzący« składnik. Jak u bardzo wielu ludów, tak i u Słowian spotykamy koncepcję duszy-oddechu. […] Sam ogólnosłowiański wyraz duša, podobnie jak to samo w gruncie rzeczy znaczący wyraz duchъ łączą się najściślej z wyrazami dech, od-dychać, z-dychać itp.; słowa duchъ, duša oznaczają zresztą w paru językach słowiańskich nie tylko w Polsce pod nimi rozumiemy, lecz także wprost »oddech« czy »powietrze«.

Oniemienie

W kulturze tradycyjnej wierzono, że w szczególnych sytuacjach może dojść do najbardziej niepożądanej dla człowieka sytuacji, czyli do chwilowej bądź całkowitej utraty głosu. Taki stan nie zachodzi w momentach próby czy pokuty, gdy świadomie zostaje podjęta decyzja o wykluczeniu się z ludzkiej ekumeny poprzez rezygnację z werbalnej komunikacji, jak we wspomnianych przykładach. Oniemienie następuje w sytuacjach traumatycznych, nagłych, będących przejawem silnych wstrząsów emocjonalnych bądź karą za niewłaściwe postępowanie.

W pierwszym wypadku można mówić o realizacji metaforycznych z dzisiejszej perspektywy powiedzeń: „oniemiał z wrażenia”, „zapomniał języka w gębie (w ustach, w buzi)” czy „zaniemówił”. Dobrego przykładu dostarcza pieśń ludowa o pannie, która nie potrafi nazwać i określić swego stosunku do kawalera, choć fizycznie odczuwa tego skutki:

Oskar Kolberg: Dzieła wszystkie, t. 67/1: 232

Chcę nań patrzyć, czuję trwogę,
chcę doń mówić, a nie umiem,
chcę uciekać, a nie mogę,
sama siebie nie rozumiem.

Potęga uczucia przypominającego zaświatowy bezruch skutkuje chwilowym zanikiem funkcji organicznych, również mowy, co wskazuje na usytuowanie panny w fazie liminalnej (Kowalski 1998: 70).

Inaczej jest w sytuacjach oniemienia ujmowanego w kategoriach kary za niewłaściwe działanie, kiedy zanik posługiwania się językiem może być długotrwały, a nawet stały. Skrajną formą utraty głosu może być akt śmierci, co symbolicznie obrazują sceny skamienienia postaci, m.in. w bajkach o bohaterach wyprawiających się po żywą wodę. Ulegają oni strachowi spowodowanemu tajemniczym hałasem i odwracają się, chcąc poznać źródło zatrważających dźwięków, mimo wcześniejszych zakazów wykonywania tego rodzaju ruchów. W zaświatach spoglądanie za siebie okazuje się metodą zatrzymania człowieka w krainie stagnacji i milczenia, co czasami daje się odwrócić po skropieniu skamieniałych żywą wodą bądź krwią.

W jeszcze innych wypadkach niemota może być stanem przejściowym, stanowiącym rodzaj kary dla osób szczególnie uciążliwych dla otoczenia. Na przykład na Podolu radzą „wrzaskliwe kobiety wyprowadzać nocą, w wigilię Miszenija, w kierunku zachodnim i niespodziewanie wrzucać do rowu. Po takiej kuracji gadatliwa baba stracić ma głos co najmniej do św. Michała (29 IX)” (Stomma 2002: 205).

 

Głos ludzki/dźwięki nieartykułowane

Oddziałujący na zmysł słuchu głos ludzki nie zawsze musi iść w parze z widzialnością osoby, która nim się posługuje. Głosy oraz słyszane z daleka dźwięki mogą jedynie sygnalizować czyjeś nadejście. W wielu bajkach magicznych głos pochodzi od mówiących zwierząt, przedmiotów, roślin bądź wydobywa się z podziemi, wywołując zrozumiałe zdziwienie słuchających. Gdy w jednej z bajek płynie ze studni deklaracja oświadczyn, panna opowiada: „To być nie może, dy ja nic nie widzę” (Malinowski 1989: 139), co wyraźnie wskazuje na obowiązującą w tradycji ludowej zasadę, iż głos powinien łączyć się z sensualistycznie ujmowaną osobą. Jedynie człowiekowi przypisywano dar mowy, tylko z jego ust mogą padać sensowne zdania, chyba że w wyniku czarów bądź uroków odebrano mu ludzką postać. Jednak przekonania tego rodzaju w XIX wieku funkcjonowały co najwyżej w przekazach ludowych, jak w Pieśni o dziewczynie zaklętej w drzewo (Bystroń 1920: 60-74), więc zakładać można, że są one pogłosem przedchrześcijańskich wierzeń bądź należą do sfery ludowych wyobrażeń.

Oprócz ludzkiej mowy, czyli uporządkowanej serii dźwięków o określonych znaczeniach, człowiek może wydawać dźwięki nie odsyłające do konkretnych desygnatów. Jedną z podstawowych form jest krzyk, czyli zwykle pozbawiony jednoznacznej treści spotęgowany głos ludzki, wyrażający przede wszystkim stany emocjonalne – euforię, strach lub ból. Zazwyczaj jest on reakcją na cierpienie odczuwane przez ciało, znajdujące się w stanie zagrożenia.

Krzyk, często powiązany z płaczem, należy do pierwszych dźwięków wydawanych przez człowieka po przyjściu na świat. Milczące dziecko pobudza się do tego odruchu poprzez uderzenie w pośladki, w czym upatrywać możemy zarazem działań symbolicznych, jak i medycznych. Uważano, że krzyk, przerywając ciszę, niejako wydobywa istotę ludzką ze sfery wpływów zaświatowych, a jednocześnie zmusza do zaczerpnięcia pierwszego głębszego oddechu, niezbędnego do oczyszczenia dróg oddechowych. Krzyczenie zresztą towarzyszyło samemu aktowi porodu, stanowiąc dopuszczalną formę wyrażania fizycznego bólu przez położnicę, a przy okazji służąc odganianiu złego, czyhającego na niewinną duszę noworodka.

Inaczej traktowano krzyk wydobywający się z ust osób dorosłych, nie zawsze znajdujących się w stanie przejścia, za jaki uznaje się powszechnie moment rodzenia i narodzin. W zachowanych pieśniach ludowych, które stanowią świadectwo kulturowych doświadczeń, krzyczenie wspomina się zazwyczaj w trzech kontekstach. Bywa najczęściej przeciwstawiane uporządkowanej mowie, stanowiąc jaskrawą formą wyrażenia czyjegoś niezadowolenia czy niechęci z zaistniałej życiowej sytuacji:

Oskar Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 67/1: 76

Żeby ty mnie jak ja tobie,
dalibyśmy buzi sobie,
ale ty mnie złego życzysz,
ja do ciebie, a ty krzyczysz.
Oj, da, Jasiu, oj, mój Jasiu,
Oj, ty, oj, łotrze bestyja,
jak ci mówią wszyscy ludzie,
tak ci mówię, tak ci i ja.

Krzyk bywa również sygnałem poważnego nieszczęścia natury fizycznej i psychicznej. Najczęściej spotkać można w pieśniach obrazy krzyczących panien, które utraciwszy swoje dziewictwo, uświadamiają sobie nieodwracalność zaistniałej sytuacji:

Oskar Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 67/1: 54

Czego płaczesz, czego krzyczysz, ty niezbędnico!
Wypłakałaś czarne oczki, a nie wiész o co.
Nie mam płakać, nie mam krzyczeć swojéj urody,
Miałam dwa wianki ze złota, spadły do wody.

Podobna sytuacja występuje także w pieśniach weselnych, w których poprzez krzyk manifestuje się rozpacz z powodu zbliżającej się chwili utraty wianka, czyli momentu zamążpójścia i związanej z tym zmiany statusu społecznego. Jak wspomina Kolberg, druhny, dzień przed weselem, po oddaleniu się pana młodego wraz z drużbami, śpiewają o nadchodzącym nieuchronnie obrzędzie:

Oskar Kolberg: Dzieła wszystkie, t. 67/1: 618-619

Wyszła na pole,
stanęła sobie
pod jaworem w chłodzie
i wyglądała
swego Jasieńka,
z której strony pojedzie. […]
Puścił konika
na pastewniczek
z uzdeczką, hej, z uzdeczką,
już ja nie będę,
miły Jasieńku,
już u ciebie dziéweczką,
Koniczek lata,
Koniczek pląsa,
Na cugle następuje,
Kasieńka płacze,
Kasieńka krzyczy
I rączki załamuje. […]

Wspomniany w pieśni krzyk dziewczyny stanowi wyraźny składnik lamentu pożądanego w sytuacjach weselnych, świadczącego o właściwym prowadzeniu się panny, która za sprawą ekspresji werbalno-gestycznej manifestuje lęk przed tym, co dla niej nowe i nieznane. Symbolicznie ujmowany krzyk, w połączeniu z płaczem i załamywaniem rąk, odnosi się przede wszystkim do zmian mających zajść w życiu codziennym (bycie żoną, przeprowadzka do rodziny męża), ale także w obszarze ciała. Na erotyczny aspekt obrzędowego lamentu wskazuje przywołana w teście czytelna symbolika pląsającego konika na pastwisku, jak również zapowiedź utraty statusu dzieweczki, a więc panieńskiej niewinności.

Jeszcze inne znaczenie krzyk ujawnia w chwilach tragicznych, gdy wyraża bezradność człowieka wobec zagrożenia lub staje się formą wezwania pomocy. W społecznościach tradycyjnych krzyk w nocy, w połączeniu z niespokojnym snem i płaczem, uchodził za sygnał zauroczenia, czemu można było zapobiec trzykrotnym wypluwaniem dolegliwości, gotowaniem osikowych kołków, wykonywaniem znaku krzyża i stosownymi formułami magicznymi:

Zofia Rokossowska: Zamawianie jako środek leczniczy: 422

Boża Matko, nie daj mi żadnej płaksiwości, krzykliwości; i wymawiam, i wypowiadam, i wyrzucam na błota, na oczerety, na wodę głęboką posyłam; i zamawiam, wyrzucam na wody potopić, na ognie popalić, siekierami porąbać, nożem pokłóć, od dziecka odstąp (imię dziecka). Matko Boska Poczajowska, stań w obronie. Głuchy dębie, zeswatajmy się, pobratajmy się; twój dębeczek, mój syneczek […] niechaj śpi.

Anna Engelking z kolei przywołuje przykład ludowej opowieści, w której wilkołak, odzyskawszy po siedmiu latach swą ludzką postać, zastaje we własnym domu parobka w roli męża jego żony, na co reaguje krzykiem wniebogłosy: „O, czemuż nie jestem dalej wilkołakiem!”, w efekcie czego wraca ponownie do wilczej postaci i pożera dziecko gospodyni z drugiego małżeństwa (Engelking 2000: 90). Prośba poszkodowanego, skierowana bezpośrednio w stronę nieba, zostaje wysłuchana i natychmiast spełniona. W ten sposób krzyk, podobnie jak wypowiedź językowa, staje się potwierdzeniem człowieczeństwa, bowiem ma wywoływać analogicznie jak ona określone skutki, w czym ujawnia się podwójny wymiar pragmatyzmu ludzkiej mowy:

Jeden z nich znaleźć można w pewnych w czynnościach sakralnych, czyli w formułach magicznych, wypowiedziach sakramentalnych, egzorcyzmach, zaklęciach, błogosławieństwach i w większości modlitw. Wszystkie słowa sakralne mają skutek twórczy, zazwyczaj pośredni i oddziaływają przez wprowadzenie w ruch pewnych sił nadprzyrodzonych lub, gdy formuła sakramentalna nabiera cech quasi-prawnych, sięgają do sankcji społecznych. Drugi biegun dynamizmu mowy znajduje się oczywiście w bezpośrednim pragmatycznym skutku słów. Rozkaz wydany podczas walki, polecenie wydane przez przywódcę płynącego okrętem czy wołanie o pomoc mają taką samą moc modyfikowania przebiegu zdarzeń, jak każdy inny akt fizyczny.

(Bronisław Malinowski, Ogrody koralowe i ich magia. Studium metod uprawy ziemi oraz obrzędów towarzyszących rolnictwu na Wyspach Triobranda. Język magii i ogrodnictwa: 100-101)

Inną grupę o podobnej wymowie i zakresie oddziaływania stanowią wypowiadane w trakcie leczenia tajemnicze dźwięki oraz wyrazy, które przez swą niezrozumiałość uchodziły za szczególnie magiczne, a przez to niezwykle skuteczne, np. alrakadelaj (Udziela 1896: 169), habara fahara (Udziela 1896: 170) czy sadu maris (Udziela 1896: 115). Równie niezrozumiałe słowa czy odgłosy, płynące z natury lub z zaświatów, mogły zapowiadać śmierć, a pochodzące od obcych – stanowiły dla wspólnoty świadectwo odmienności wymawiających je osób. Taki pogląd wpisuje się rozpowszechniony w stereotyp zoomorfizmu obcych: „dzikich – nagich, pokrytych sierścią, z ogonami, ssących krew swych ofiar, którzy nie mówią, tylko piszczą” (Benedyktowicz 2000: 127), a bywa że gęgają, świszczą, kwiczą i gwiżdżą (Benedyktowicz 2000: 135). W sytuacji, gdy przemówią, „kaleczą mowę, ich mowa jest ciemna i niezrozumiała”, za co odpowiadać mają deformacje w jamie ustnej – „długie języki, które obcy »musą w gębie zawijoć«, »posklejane« czy rzadkie i »szczerbate zęby«” (Benedyktowicz 2000: 136). Skrajnym przejawem obcości przedstawicieli wybranych narodów jest w ogóle odbieranie im umiejętności mowy.

Wyraźnie ukazuje to etymologia nazwy własnej »Słowianin« – jako ludzi władających słowem w opozycji do obcych – »Niemców« , tj. niemych. Początkowo określeniem tym obejmowano wszystkich posługujących się niezrozumiałym dla Słowian językiem, potem nazwa ta utrwaliła się w języku polskim na określenie zachodnich sąsiadów. Na gruncie kultury ludowej wyraz »niemiec« spotykamy w formie przezwiska i nazwy określającej głuchego.

(Zbigniew Benedyktowicz, Portrety obcego. Od stereotypu do symbolu: 128.)

Artykuły powiązane