Zakorzenienie w naturze

W świecie dwudziestowiecznej poezji polskiej idea postrzegania sensualnego jako tego sposobu percepcji świata, jaki najbliższy jest człowiekowi żyjącemu w zgodzie z przyrodą, człowiekowi wsi, „cyganowi”, człowiekowi-włóczędze, człowiekowi zakorzenionemu w naturze – wpisana została w pewnego rodzaju utopijne myślenie, dzięki któremu zyskała przede wszystkim znaczenie gwarancji życia pełniejszego i prawdziwszego. Uaktywnienie percepcji zmysłowej, skoncentrowanie się na cielesnych doznaniach świata, zanurzenie w tym, co realne, dotykalne i konkretne stawało się synonimem powrotu do stanu naturalnego, najodpowiedniejszego dla człowieka. Było ucieczką od świata martwego Logosu, odrzuceniem więzów narzucanych przez „cywilizacyjny” koszmar. Otwierało drogę intuicji, uczuciu, wyobraźni, umożliwiającym człowiekowi odnalezienie swego miejsca i odnowienie zerwanego kontaktu z innymi bytami, ze światem i z zaświatami.

Tak właśnie ideę zakorzenienia w naturze, zachłyśnięcia się zmysłowym odbiorem świata rozumiał Bolesław Leśmian. Postrzeganie sensualne wiązał z dziedziną nieuprzedzonej, nie zniekształconej dyskursywnością obserwacji świata; z myśleniem animistycznym, z tym sposobem percepcji, jaki właściwy był pierwszym ludziom, wrażliwym poetom, jaki dostępny bywa ludziom umysłowo ułomnym, słabiej rozwiniętym czy dzieciom. W jednym z najważniejszych swoich tekstów eseistycznych, będących rodzajem załącznika, „bogatego komentarza do [własnej] twórczości poetyckiej” (Trznadel 1959: 7), omawiających podstawowe dla jego poetyckiej filozofii zagadnienia, pisał:

Świat, badany myślą rozśpiewaną i upojoną, bliższy jest może prawdy niż ów drugi, postrzeżony myślą suchą, ubiegającą się o zaszczytne miano ścisłej.

Umysł bogów jest mniej ścisły i suchy niż porachunki logiki ludzkiej.

(Bolesław Leśmian, „Rytm jako światopogląd”: 67)

Owa myśl rozśpiewana i upojona była myślą uciekającą od różnicowania, schematów, sztucznego określania istoty poszczególnych rzeczy, od posługiwania się abstrakcyjnymi, dalekimi od prawdy konkretu, ujęciami. Była symbolem percepcji świadomie skoncentrowanej na doznaniach zmysłowych, synonimem zmysłowego upojenia. Jako taka wydała się Leśmianowi zdolną do „śpiewnych dociekań, niespodziewanych ogarnięć i uprzytomnień całości, mniej pochwytnej niż drogą logiki wyszczególnione z niej i sztucznie określone rzeczy”:

Myśl rozkołysana rytmem, nabiera tych żywiołowych falowań i tej zmienności, która ją z samym życiem wiąże, odbijając w niej, jak w czujnym na wszelki ruch i błysk zwierciadle nie znaną nam nigdy i tajemniejszą od własnej duszy naszej „zewnętrzność”. Z zewnątrz bowiem przychodzą do nas te głosy i barwy, i wonie, którymi – nie znając ich istoty – musimy przepoić nasze myślenie, aby się stało żywym, pokrewnym całemu światu i prawdopodobnym jeżeli prawdziwym być nie może.

(Bolesław Leśmian, „Rytm jako światopogląd”: 67)

Postrzeganie sensualne było wedle Leśmiana jedynym skutecznym sposobem zbliżenia się do tajemnic istnienia, do istoty rzeczy, do owej płynnej, niesubstancjalnej podstawy rzeczywistości: życia-istnienia-muzyki, ukrywającego się niejako pod powierzchnią tego, co widzialne i dotykalne. Upojenie własnego myślenia wrażeniami zmysłowymi pozwalało bowiem wyzwolić je spod władzy abstrakcyjnych, suchych pojęć i doprowadzić do zjednoczenia z wszystkimi bytami, do stanu sprzed cywilizacyjnej katastrofy, która odcięła człowieka od świata natury i od rytmu poza nim bytujących potęg.

W podobny sposób na ów zerwany związek z naturą zapatrywali się po Leśmianie poeci tacy jak Stanisław Piętak czy Tadeusz Nowak, wywodzący się z tzw. wiejskiego nurtu literatury. Dla Stanisława Piętaka postrzeganie sensualne było wyrazem jedności człowieka z przyrodą, znakiem współodczuwania i rozumienia języka natury i jej świętych żywiołów – ziemi, ognia, wody, powietrza. Poddanie się magii zmysłów oznaczało u niego rodzaj „przymierza z ziemią”, przymierza zawartego w obliczu zagrożeń związanych z tragicznymi skutkami zderzenia człowieka rustykalnego z cywilizacją i miastem (i wojną) – jako tymi, które wyłaniają z siebie siły niszczące człowieka.

Postrzeganie sensualne jako znak „przymierza z ziemią” było w świecie poetyckim Piętaka gwarancją stabilności i harmonii duchowej „ja” lirycznego, otwierało horyzont ocalenia, było powrotem w czas rytualny, w wieczne trwanie wiejskiej gromady wtopionej w krajobraz, w wszechbytową wspólnotę. Wyrazem takiego przymierza z ziemią są wielokrotnie powracające, zwłaszcza w pierwszych tomikach poetyckich Piętaka, takich jak Alfabet oczu czy Legendy dnia i nocy, panteistyczne ekstazy, w których bohater jawi się istotowo złączony z otaczającym go istnieniem, zatapia się i żyje wrzącym wokół życiem łąk, obłoków, kwiatów, wiatru:

Dłonie nucą, chcą być szumem.

Cienie czeszą uśpioną wodę, tam wiatr

obłoki kobiet wznosi w błękitnawą łunę.

Jestem roślinnych ust najcichszy kwiat…

Łąka paruje wonią w oddech rosy,

zawiewa welonami mgły i białych brzóz.

Nie odchylę dalej w topiel zieleni nóg bosych.

W cichym zawoju dymu myśl i oczy –

róże słów chyba w zaświat noc potoczy.

[…]

Tak dawno urzekł mnie zmierzch

nucący za wsią w cicho usypiającym stawie.

W miękkim zwierciadle wody odtąd rosłem

jak dzwon fal.

[…]

Tak, wciąż kocham jak dawniej

uwitą ze srebrnych smyczków ciszę.

[…]

obłoki mnie niosą białe i wiatr.

Dłonie są szumem.

Stanisław Piętak, „Dalej księżyc” (z tomu „Alfabet oczu”): 12, 13

Jestem tutaj wśród kwiatów ukryty jak mysz

z warkoczem usypiających trzmieli.

Mówcie głośniej! Cienkie uszy ktoś zmienił

w gniazda rozśpiewanych pszczół.

Ziemia odpływa ze mną

przestrzenią błękitnych błoni

ku krowom, które za drogą piją

gwiazdami rozwieszony zmierzch.

[…]

Pytacie, kto jestem.

Na imię – nie wiem, jak mi jest.

Wśród trawy śpię nocą,

żywię się mlekiem i szumiącymi dniami.

Ze mną są: niebo, ziemia przecięta białą drogą

i krowy rozwłóczone rogami po las.

Stanisław Piętak, „Noc letnia” (z tomu „Alfabet oczu”): 7

Identyfikacja „ja” lirycznego z ziemią jako matką i źródłem istnienia, z dźwiękami natury i jej zapachami, często powraca w formułach określających tożsamość bohatera wierszy, który wyznaje: „Jestem roślinnych ust najcichszy kwiat…” (Dalej księżyc z tomu Alfabet oczu 1934) (Piętak 1964: 12); „Byłaś mi drugą matką, ziemio, i dziś jeśli jestem ledwie cieni twoich szumem / to jest to najważniejsze” (Wstęp do poematu, Wiersze z lat 1932-1939); (Piętak 1964: 111). Powraca też jako częsty element metafor i porównań: „Samotny stoję jak drzewo na zapomnianym wygonie”, „Co noc błąkam się bezbronny jak jesienny łan” (Pola z tomu Alfabet oczu) (Piętak 1964: 19, 20).

Przymierze z ziemią jest u Piętaka szansą dla człowieka, który tragicznie wyobcowany ze świata natury wskutek przemian cywilizacyjno-kulturowych, wygnany czy chory, może znów próbować wrócić do stanu jedności z przyrodą:

W gałęzie huczących topól

wtulam opętaną wspomnieniami naszej wsi i tobą twarz.

Stanisław Piętak, „Pola” (z tomu „Alfabet oczu”): 20

Ziemio, czy to ty mnie wołasz?

Oto znów stoję – twoje płynne tchnienie –

słowo najcichsze nizinnego sioła.

Wzeszły w gasnącej czerwieni obłoki,

topole, wiąz spłynęły w mleczną siwość –

i już tak blisko ku lecącym cieniom.

Nie odpływaj, nie odpływaj!

Mgła pól, powietrza, potoku, obłoków i wierzb,

ogromna czułość szumu, wzdychanie krów.

Rozgarniając dłońmi konary mroku,

spadałem, jak ptak, rozpruty pieśnią w dół.

Stanisław Piętak, „Po chorobie” (z tomu „Legendy dnia i nocy”): 31

Stan jedności z naturą i ściśle związana z nim szczególna wrażliwość zmysłowa, postrzeganie świata wybitnie skupione na kontemplowaniu jego zmysłowego piękna – harmonii dźwięków, zapachów, smaków, barw, ukazywany bywa jako stan rajskiej szczęśliwości, błogosławionej zgody panującej między stworzeniem a jego Stworzycielem, tej jeszcze sprzed skosztowania przez człowieka owoców z drzewa poznania. Postrzeganie sensualne ujmowane jest wówczas jako świadectwo posłuszeństwa jednostki wobec reguł, zgodnie z którymi ukształtowana została właściwa jej natura, staje się znakiem bezgrzeszności człowieka albo co najmniej wyrazem wdzięcznego pojednania z Bogiem, Stworzycielem nieba i ziemi. Tak jest w poezji Leopolda Staffa, gdzie częstym motywem jest dziękczynienie za rozkosz i zachwyt, jakie w sercu wzbudzają doznania sensualne obficie czerpane z ziemi–piersi Boga, gdzie często mowa o upajaniu się życiem, jego woniami i dźwiękami, barwami jako boskim darem, gdzie, jak w słynnej pieśni Cisza wieczorna, do której Stefan Bolesław Poradowski w 1935 roku skomponował muzykę, zefiry w szczęścia toaście trącają się „Złotymi kielichami jaskrów: rosy zdrowiem”. Upojenie – jeden z wierszy Staffa z tomu Gałąź kwitnąca jest takiej postawy bardzo wymownym przykładem:

Wśród kwiatów, jak wśród dobrych i szczęśliwych myśli,

Olśniony pól wiosennych złotym widowiskiem,

Wyciągam ręce, jakbym chciał objąć uściskiem

Ziemię, która się modrym widnokręgiem kryśli.

Wonie kwiatów sprzysięgły się najsłodszym spiskiem,

By dusza ma upiła się rozkoszniej, niśli

Lotem ptacy, co w niebie błękitnym zawiśli,

Sławiąc radość piosennym zachwytu wytryskiem.

Porwała się, porwała dusza ma w niebiosy,

Szybuje, krąży wirem, szaleje i śpiewa

Wielbiąc kwiaty, wiatr, miłość, dal, uśmiech, deszcz rosy:

Aż osłabła z rozkoszy, spada i omdlewa

Wśród kwiatów, kędy leżę w boskim śnie na jawie

I szczęśliwy jak plama słoneczna na trawie.

Leopold Staff, „Upojenie” (z tomu „Gałąź kwitnąca”): 693

Postrzeganie sensualne jako upajanie się wielością i intensywnością doznań płynących z kontemplacyjnego zjednoczenia się z Naturą, jako wyraz zachwytu nad boskością stworzenia, obecne jest i w postawie bohaterów wierszy innego jeszcze poety, Tadeusza Nowaka. Zmysłowy konkret, Natura pełna dźwięków i zapachów jest w jego świecie siedliskiem sacrum, Transcendencji. Postrzeganie sensualne podporządkowane jest u Nowaka panteistycznej metafizyce, w której zwierzęta, elementy przyrody, przedmioty pomieszane z jego własnym ciałem, stają się wspólnym receptorem wszechjedności:

Wyścielony od wewnątrz kłosami jęczmienia,
nasłuchuję szelestu lata gryczanego.
I w to promieniste mego wnętrza brodło
winne jabłka spod sadów
koziorożce zsypują.

A wokoło, jak sięga moja okolica,

jest zapach w rękach łamanego chleba

i zapach naczyń limfatycznych,

wydzieranych przez kozy zębami

z białej szyi porannego drzewa.

[…]

Wyścielony od wewnątrz, zwracam się do siebie

poprzez rzeczy z wnętrza wszelkich rzeczy

wkołysanych we mnie, jak antracyt w bór,

jak w diament antracyt.

Tadeusz Nowak, „Autoportret” (z tomu „Kolędy stręczyciela”): 39

Postrzeganie sensualne jako wyraz zakorzenienia w naturze często występuje w poetyckim tandemie z motywem wędrówki, włóczęgi jako pewnym egzystencjalnym wyborem, sposobem na życie niezależne, bliskie naturze, poddane jej prawom. Tak przedstawione jest w poezji Jarosława Iwaszkiewicza, zwłaszcza w Oktostychach i Dionizjach (zob. wiersz Włóczęga z tomu Oktostychy 1919), ale najpopularniejszym chyba polskim przykładem dwudziestowiecznej polskiej poezji o wędrowaniu jest dzieło Edwarda Stachury. Dla bohatera jego wierszy kosmos jest domem, a doświadczana podczas nieustannego włóczenia się po świecie bezpośrednia bliskość świata przyrody staje się źródłem nieustającego hymnu dziękczynienia. Sławiące świat, „krainę na dół od Edenu”, utwory takie jak Gloria czy Dziękczynienie – zamieniają się w wyliczankę poszczególnych elementów całości, która zachwyca swą harmonią, jednością w różnorodności. I podobnie jak Leśmianowski Topielec zieleni, jak bohater Staffa „szczęśliwy jak plama słoneczna na trawie”, jak stopiony z kwiatami podmiot liryczny wierszy Piętaka czy Nowaka – również on zanurzając się w świat natury staje się na powrót jego integralną częścią:

A w serce moje wstąpił wiatr

I tam zamieszkał, i szumi.

A domem moim stał się las […]

Edward Stachura, „Banita”: 219

Artykuły powiązane