Zapach w poezji

„Woń to proces fizyczny wykorzystywany przez nas wszystkich, ale przez nikogo w pełni nie rozumiany” – tak od strony fizykalnej oceniają stan wiedzy o zapachach redaktorzy czasopisma „Contemporary Physics” (Brookes 2011: 385). Jeszcze bezradniej czuje się wielu poetów, którym chodzi zresztą nie o wiedzę, lecz o zdolność wysłowienia doznań węchowych. Stąd tyle linijek poetyckich poświęconych właśnie niewyrażalności tych doznań. Lepiej radzą sobie językoznawcy, bo nie muszą się znać na procesach fizycznych, ani nie muszą szukać środków ekspresji dla odczuć. Przyglądają się tylko, jak my, użytkownicy różnych rejestrów języka, dajemy sobie z nim radę, a następnie opisują nasze skostniałe nawyki.

Do poetów podchodzących do węchu z ufnością i z wiarą we własne siły należał Julian Przyboś. Był on nie tylko w oczach krytyków i ale i w oczach własnych przede wszystkim piewcą świata widzialnego. Jednak w pewnej fazie swej biografii twórczej zwrócił się w inną stronę. W zapisie zatytułowanym Poznanie węchowe stwierdził z właściwą sobie apodyktycznością: „zmysł najestetyczniejszy: powonienie” (Przyboś 1970: 115). Jego apologia węchu jest w naszej literaturze pozycją dość wyjątkową i mimo, iż to proza poetycka, całkiem dobrze sumuje ona wiedzę potoczną o tym zmyśle i nie stoi w sprzeczności ze współczesnym stanem badań w naukach przyrodniczych: (por. Stevenson 2009; Delplanque & Sander 2009)

Julian Przyboś : Zapiski bez daty: 114

Poznanie węchowe dlatego uchodziło za tak dowodnie przekonywające, że węch, jak dotyk i smak, należy do zmysłów ewolucyjnie pierwszych, najbezpośredniejszych. Wzrok i słuch świadczą o świecie wysublimowanym przez fale światła i fale powietrza, nos zaś styka się z cząsteczkami unoszącej się materii. Połączony ze smakiem, sygnałem materii jadalnej, daje o świecie wiedzę – pierwszej potrzeby. Bliźni smaku, jest jednak węch nie tylko jego pomocnikiem, ale, mniej niż smak służąc sprawie jedzenia świata, węch zdolny jest do dostarczania człowiekowi (a jak bywa u zwierząt?) wrażeń bezinteresownych, estetycznych więc. Nie dziw zatem, że gdy Salomon chce nazwać Sulamitkę najczulszym imieniem, mówi: „Imię twoje – olejek rozlany…

Następnie autor przechodzi do osobistych zwierzeń, projektując zapewne, tak jak to robił dawniej, nowe utwory:

Julian Przyboś : Zapiski bez daty: 114-115

Od paru już lat zaczynam intensywniej niż przedtem poznawać węchem. Wiosna i lato są dla mnie porami Wielkiego Wąchania. Doznania natychmiastowe, dosłownie wstrząsające aż do dreszczu po całym ciele! Najszybsze, najkrótsze, najprzenikliwsze – więc najznikliwsze! Wyrabiam sobie zdolność natychmiastowego zapamiętania istoty, esencji każdego zapachu i odoru, aby go potem odpoznać i odróżnić od innych. Ale prócz tej pracy nad wysubtelnieniem i zróżnicowaniem skali wrażeń węchowych p o z n a j ę. Co poznaję? Właściwy zapachowi każdego kwiatu lub smrodowi rozkładu – odcień uczucia. Wonie są moimi aniołami uczuć, smrody oznaczają nieomylnie moje uczucia negatywne, wstręty, odrazy i nienawiści.

Doznania węchowe w literaturze wyrażane bywają albo za pomocą szerokich opisów, posługujących się rozbudowanymi porównaniami, albo przez aluzje i metaforyczne skróty. Na opisy rozbudowane poezja mogła sobie pozwolić, gdy żywa jeszcze pozostawała konwencja poezji narracyjnej, takiej jak Pan Tadeusz. Późniejsze próby odnawiania tej tradycji skazane były na niepowodzenie, dlatego też po Kwiaty polskie Juliana Tuwima chętniej niż literaturoznawcy sięgają lingwiści, znajdując tam bogaty materiał ilustracyjny.

Liryka musiała uciekać się do środków bardziej wyrafinowanych, więc ewokowane przez nią wyobrażenia lepiej zapadały w pamięć (choć żadne z nich nie zdobyło rozgłosu takiego jak „magdalenka” Marcela Prousta). Polską kolekcję poetyckich wyobrażeń węchowych zapoczątkowały Sonety krymskie Mickiewicza, dzięki zawartej w nich frazie: „Powietrze tchnące wonią, tą muzyką kwiatów” (Ałuszta w nocy) (Mickiewicz 1997: 101).

Po co i jak poeci pisali i piszą o zapachach? Najoczywistszy powód – aby wiernie, a raczej: sugestywnie, odtworzyć konkretne środowisko materialne, w jakim działa czy w którym tylko przeżywa swoje stany wewnętrzne bohater epicki lub liryczny. Powstało już kilka wartościowych prac o zapachowych aspektach pejzaży i wnętrz w różnych utworach – od Pana Tadeusza (Bachórz 2003) po twórczość Mirona Białoszewskiego (Zielińska 1998).

Słowacki, odwiedzając dom pewnej paryskiej arystokratki, już po jej śmierci, skierował w zaświaty apostrofę: „Staruszko moja! O staruszko moja! / Twoje mieszkanie takie wonne tobą […]” (Wspomnienie pani de St. Marcel z domu Chauveaux) (Słowacki 1949a: 191)

Punktem wyjścia tego liryku jest potoczne poczucie intymnego związku istoty ludzkiej z jej najbliższym otoczeniem materialnym. Słowacki nie byłby jednak sobą, gdyby w kilka lat później nie sięgnął myślą po ostateczne, metafizyczne źródła i funkcje woni, korzystając z pojęć o tradycji platońskiej („przypomnienie” i „idee wrodzone”) i rozwijając swoje koncepcje genezyjskie :

Juliusz Słowacki : Pisma prozą: 535

Ekshalacja plant, w których duch odbywa missją wstępną, wykształcając pierwiastki anielskie, przypomina się nam przyjemnie i zowiemy ją zapachem… plant, w których zaś odstępną drogą idzie, zbliżając się do zgnilizny, fetorem… Przypomnienie to ducha naszego jest jedyną ideą wrodzoną woni. – Stąd indywidualne ulubienie tego lub owego zapachu.

Jednak poezja liryczna, to przede wszystkim erotyki. Miłosz w swoim zwięzłym komentarzu do przekładu Pieśni nad pieśniami pisze:

Czesław Miłosz : Księgi pięciu megilot: 21

[…] żadna inna część składowa Biblii nie ma tak zmysłowego charakteru jak ten poemat, będący dla nas prototypem wszelkiej liryki miłosnej. Czy datuje się sprzed trzydziestu czy dwudziestu kilku stuleci, wypada przyznać, że nasz zasób metafor erotycznych niezbyt się od tamtego czasu powiększył, co zresztą skłania do refleksji nad niezmiennymi, w ciągu mileniów, prawami naszej cielesności.

A wcześniej Przyboś przekonywał: „Pieśń Salomonowa uchodziła za najświętszą księgę Biblii, bo była najwonniejsza.” (Przyboś 1970: 114). Istotnie, wśród metafor i innych tropów Pieśni trudno nie zauważyć obrazowania przepełnionego wonnymi jakościami: „Woreczkiem myrry jest Miły mój” (1, 13); „Któraż to jest, co zbliża się od pustyni jak słup dymu, pachnąca myrrą i kadzidłem, i wszelkim proszkiem bazarów?” (3, 6); „Miód z plastra w ustach twoich, oblubienico. Miód i mleko pod twoim językiem. Zapach twoich szat jak wonność Libanu” (4, 11); „Nard tam i szafran, ajer wonny i cynamon, z wszelkim drzewem kadzidlanym, myrrą, aloesem i wszelkim rzadkim balsamem” (4, 14); „Wstałam, aby otworzyć memu Miłemu i moje ręce opłynęły myrrą, z moich palców myrra kapała na klamkę zawory.” (5, 5); „Policzki jego jak tarasy balsamu i grzędy ziół wonnych, jego wargi jak czerwone lilie opływające myrrą z drzewa ciekącą” (5, 13)…

Choć powinniśmy pamiętać, że powyższe obrazy tak dobrze są osadzone w polszczyźnie dzięki Miłoszowi, czułemu na zmysłową stronę zjawisk, to jednak w polskiej poezji zapewne tylko Bolesław Leśmian zbliżył się nieco do zmysłowej rozrzutności Pieśni nad Pieśniami.

Oto kilka spośród wielu jego obrazów poetyckich pobudzających wyobrażenia węchowe. Na początek te, które nawiązują wprost do Pieśni: „Zlewał na wrzące ciało balsamy i nardy” (Sidi-Numan) (Leśmian 1979: 69); „Nie potrafi określić upojeń tej woni, / Co z ciebie, jako z róży, snem potartej, płynie” (*** [Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi…]) (Leśmian 1979:155). „I będę patrzał, jak maki i szczawie / Mdleją, ciał naszych odurzone wonią.” (W polu) (Leśmian 1979: 111); „poprzez zieleń rdzawą / Rozedy, co pachniała, przytłumiona trawą” (Odjazd) (Leśmian 1979:109).

I kilka swoiście Leśmianowskich:

Bolesław Leśmian : Zielona godzina” (z tomu „Sad rozstajny”): 24

Duchu mój, wrażę ciebie, niby dziób bociani,
W mokradła, żab oddechem nabrzmiałe i wzdęte,
Byś poznał woń pod ziemią zaczajonych wód!

Bolesław Leśmian : Zielona godzina” (z tomu „Sad rozstajny”): 30

Zdźwignął las ze swych parnych barłogów
Duszę, wbitą sękami w żywiczne zamęty
Snów o słońcu, wpatrzonym w szprychy smolnych kół…

Bolesław Leśmian : „Koń” (z tomu „Łąka”): 112

Koniu krzywy, koniu siwy,
Ozdobiony łachem grzywy,
Kocham zasiew zmydlonych twym potem rzemieni
I oddech, juchą parnej dymiący zieleni.

A na koniec najlepiej chyba znana strofa Leśmiana:

[brak autora] : *** [W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem…] (z tomu „Łąka”): 150

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas ucichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi doni
Owoce przepojone wonią twego ciała.

O samym zaś Leśmianie powiedział jego wielbiciel, Przyboś, że: „pachnie mi storczykiem” (Przyboś 1970: 115).

Starając się uchwycić swoistość poszczególnych zmysłów, filozofowie stosowali zwykle trzy kryteria: narząd danego zmysłu, przedmiot wywołujący określone doznania oraz jakości owego doznania. Poetów interesowały przede wszystkim same doznania. Ponieważ cechy przeżyć wewnętrznych trudne są do uchwycenia, tym bardziej zaś do wysłowienia („róża jest różą”), więc próbując wywołać u słuchacza, później zaś u czytelnika, ich wyobrażenie, autorzy odwoływali się przede wszystkim do samych tych przedmiotów wywołujących charakterystyczne doznania. Zmysły pełnią jednak tak ważną rolę w ekonomii naszego życia duchowego, że wymagają one ponadto namysłu i oceny – również w poezji. A wówczas wygodnie jest posłużyć się obrazowym skrótem. Skrótu zaś najłatwiej dokonać za pomocą metonimii, gdy proces sensoryczny zastąpiony zostaje nazwą lub wizerunkiem danego narządu. Taką funkcję często na przykład spełnia oko, narzucając w sposób nieodparty myśl o czynności patrzenia, spoglądania, dostrzegania itd.

Inaczej z nosem, którego rola w wyobrażeniach potocznych i w sztuce jest mocno dwuznaczna. Nie jest on przypisany do jednego tylko zmysłu. Dzięki swemu kształtowi pozwala myśleć o innych funkcjach cielesnych. W naszej frazeologii, podobnie jak we frazeologii wielu innych języków, istnieje szereg zwrotów odwołujących się do analogii między nosem a fallusem. Podobnie w sztukach wizualnych i w literaturze Najsławniejsze wcielenia powieściowe nosa – u Sterne’a (Tristram Shandy) i u Gogola (Nos) – niosą ze sobą konotacje na tyle falliczne, że ich rola jako przedstawicieli zmysłu powonienia schodzi na plan dalszy.

Tradycja ta nie pozwoliła Heglowi łatwo zaakceptować nos jako przedmiot poważnej refleksji. Mógł to zrobić dopiero po przeprowadzeniu gruntownych zabiegów. Zajął się więc bezpośrednio nie nosem lecz jego przedstawieniem w rzeźbie greckiej:

G. W. F. Hegel : Wykłady o estetyce: 481

Dzięki złagodzeniu natomiast i wyrównaniu, dzięki pięknej harmonii, którą profil grecki przez miękkie nieprzerwane połączenie uduchowionego czoła z nosem stwarza między górną częścią twarzy a dolną, nos wydaje się (właśnie przez to połączenie) należeć raczej do czoła i dzięki temu, jako wciągnięty w system tego, co duchowe, sam zyskuje duchowy wyraz i charakter. Powonienie staje się jak gdyby węchem teoretycznym, subtelnym nosem dla spraw duchowych. (Hegel, Estetyka)

Poetów dwudziestowiecznych nie mogły, oczywiście, odstręczać obsceniczne, popkulturowe i inne mało subtelne konotacje wyrazu i pojęcia „nos”, ani jego sobowtóra, jakim jest „niuch” Białoszewskiego. Apokaliptyka tego pisarza dobrze chyba oddaje jeden z kierunków, jaki przyjmuje wyobraźnia współczesna, gdy chce zsyntetyzować współczesne wyobrażenia:

Miron Białoszewski : apokaliptyka: 253

wyjdą z piasku roślinki
wyjdzie ze mnie mój niuch przedpotopowy
pójdzie
z nietrzymaniem się kiwaniem
u niekończyn szyn stanie stworzenie wylotu
będzie niebieskie
będzie pachło
będzie wiuwało

Źródła

Źródła

  • Białoszewski Miron; „Utwory zebrane”, t. 1; Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987, cytat ze s. 253.
  • Leśmian Bolesław; „Poezje”; oprac. Jacek Trznadel, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1979, cytaty ze s. 24, 30, 69, 109, 111, 112, 150, 155.
  • Mickiewicz Adam; „Wybór poezyj”, t. 2; oprac. Czesław Zgorzelski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław; Warszawa; Kraków 1997, cytat ze s. 101.
  • Miłosz Czesław; „Księgi pięciu megilot”; tłum. z hebrajskiego i greckiego…, Edition du Dialogue, Paris 1982, cytat ze s. 21.
  • Przyboś Julian; „Zapiski bez daty”; Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, cytaty ze s. 114-115.
  • Słowacki Juliusz; „Liryki i inne wiersze”; oprac. Julian Krzyżanowski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1949 („Dzieła”, t. 1), cytat ze s. 191.
  • Słowacki Juliusz; „Pisma prozą”; oprac. Władysław Floryan, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1949 („Dzieła”, t. 10), cytat ze s. 535.

Opracowania

  • Bachórz Józef;„Jak pachnie na Litwie Mickiewicza”; [w:] tegoż, „Jak pachnie na Litwie Mickiewicza i inne studia o romantyzmie”, słowo/obraz/terytoria, Gdańsk 2003.
  • Brookes Jennifer C.; „Olfaction: the physics of how smell works?”; „Contemporary Physics”, 2011, vol. 52, no.5.
  • Delplanque Sylvain, Sander David; [hasło:] „Odour and emotion”; [w:] „The Oxford Companion to Emotion and the Affective Sciences”, ed. by David Sander and Klaus R. Scherer, Oxford University Press, Oxford 2009.
  • Hegel G. W. F.; „Wykłady o estetyce”, t. 2; tłum. Janusz Grabowski, Adam Landman, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1966.
  • Stevenson Richard J.;„The Psychology of Flavour”; Oxford University Press, Oxford 2009.
  • Zielińska Marta; „Białoszewski i zapachy”; [w:] „Lustra historii: rozprawy i eseje ofiarowane Profesor Marii Żmigrodzkiej”, red. Maria Kalinowska, Elżbieta Kiślak,Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich, Warszawa 1998.

Artykuły powiązane