Miłosz – smak

Poezja Czesława Miłosza zanurzona jest w świecie zmysłowych doznań,afirmuje wielokształtny byt i dąży do oddania pełni obecności człowieka w świecie, opowiadając się jednocześnie po stronie „metafizyki obecności”. Autor Drugiej przestrzeni „deklaruje się jako poeta słowa »jest« – i to we wszystkich jego znaczeniach: od fizykalnego po metafizyczne” (Zaleski 2005: 220), a jako „poeta pięciu zmysłów” (W Mediolanie z tomu Król Popiel i inne wiersze 1962) (Miłosz 2011: 489) w swych polisensorycznych wizjach i wspomnieniach próbuje doścignąć w słowie rzeczywistość i objąć „nieobjęte”. Mimo iż pierwsze miejsce przyznaje się wizualności tej poezji (Heuckelom 2004), to wzrok bywa z reguły powiązany z pozostałymi zmysłami, wśród których niemarginalną rolę odgrywa smak, związany ze sferą konsumpcji i jedzenia. Rzadko występuje on samodzielnie, intensyfikowany przez pozostałe zmysły, zwłaszcza doznania węchowe i dotykowe, co wiąże się z integracyjnym charakterem wrażeń sensorycznych (Gawęcka 2007: 27). Miłosz w swych wierszach nie tylko patrzy na świat, ale go smakuje, kosztuje, czasem pragnie lub pochłania:

Czesław Miłosz : W Mediolanie: [brak strony]

Nie ukrywam, że wszystkie kwiaty, jakie są,
Chciałbym zjeść i zjeść, jakie są, kolory,
Czterdzieści lat pochłaniam ten świat nadaremnie,
A wystarczyłoby tego na tysiąc.
Tak, być poetą pięciu zmysłów chciałbym,
Dlatego sobie zabraniam nim zostać.
Tak, myśl mniej waży niż słowo cytryna,
Dlatego nie sięgam w słowach po owoce.

Byciu człowieka na ziemi w poezji Miłosza towarzyszy sensualna pożądliwość poznania, swoista „żarłoczność zmysłów chłonących świat” (Dembińska-Pawelec 2010: 227), spośród których właśnie smak pełni niebagatelną rolę. Jego aktywność w poznawaniu rzeczywistości umożliwia bowiem intensyfikację poczucia indywidualnego istnienia, zakorzenienia w materialności, wniknięcia w jej esencję, choć nawet w późnej twórczości poeta nie jest w stanie powiedzieć „Jestem nasycony” (Dalsze okolice z tomu Dalsze okolice 1991) (Miłosz 2011: 1001). Przygoda świadomości zaczyna się w tej poezji właśnie „od smaku i zapachu” (Gucio zaczarowany z tomu Gucio zaczarowany 1965) (Miłosz 2011: 522), a życie staje się pielgrzymowaniem przez substancjalny i zarazem ulotny świat, jaki „widzieliśmy i pokochaliśmy”, któremu towarzyszy „zapach tymianku i lawendy” oraz „smak wina i mięsiwa” (Pielgrzymując z tomu Hymn o perle 1982) (Miłosz 2011: 721). I nie chodzi tylko o kontemplowanie jego zewnętrznej urody, ale o maksymalne zbliżenie, dogłębne i całkowite poznanie, gwarantujące współobecność i maksymalne zjednoczenie z rzeczywistością; „Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś”, jak pisał Anthelme Brillat-Savarin w Fizjologii smaku (Brillat-Savarin 1973: 8). Miłoszowi chodzi o doświadczenie „tej ziemi za innych w moim ciele”, jak pisze w podsumowaniu tego „co dobre” w życiu jego „uczestnik”, na pierwszym miejscu wymieniając doznania podniebienia: „Czosnek. Na rożnie udziec barani. / Wino z widokiem na kołyszące się łodzie w zatoce”, a zaraz potem: „Kochanie się i sen w objęciu z dotykaniem się nóg” (Uczestnik z tomu Dalsze okolice) (Miłosz 2011: 1005). Miłość i jedzenie jako podstawowe zmysłowe doświadczenia człowieka, wiążące się z zaspokajaniem potrzeb fizjologicznych i dostarczaniem satysfakcji sensorycznej, nieustannie przyciągają się w tej poezji: w Wyznaniu (z tomu Kroniki 1987) czytamy„Panie Boże, lubiłem dżem truskawkowy / I ciemną słodycz kobiecego ciała. / Jak też wódkę mrożoną, śledzie w oliwie, / Zapachy: cynamonu i goździków” (Miłosz 2011: 920), a kobiety z wiersza Wam (Wiersze rozproszone 1930-1936) „Gładzą senne pośladki i czasem językiem/ Po wargach zapieczonych niespokojnie lizną / Albo nam pocałunki nużące jak likier / Sączą, spragnione uda rozchylając z wizgiem” (Miłosz 2011: 33).

Smakowanie dóbr doczesnego świata sytuuje się na przeciwległym biegunie wobec kontemplacyjnej wizualności tej poezji, potęgując konstytuującą ją sprzeczność, nieusuwalne napięcie między tym, co powszechne i wieczne, a tym, co poszczególne i nietrwałe. Z jednej strony poeta chciałby „być samym czystym patrzeniem bez nazwy, / Bez oczekiwań, lęków i nadziei, / Na granicy gdzie kończy się ja i nie-ja’ (To jedno z tomu Kroniki) (Miłosz 2011: 914), zbliżając się do tym samym do epifanijnego odkrywania sensu istnienia; z drugiej zaś – każda taka chwila ma swój bardzo konkretny, substancjalny i sensualny wymiar, będąc jednostkowym doznaniem ciała „tu i teraz” poprzez bezpośredni kontakt z rzeczywistością, która – smakowana, pochłaniana – współtworzy poznającego ją człowieka. Smakowanie mieści się jeszcze po granicznej stronie „ja”, tego co indywidualne, niepowtarzalne i śmiertelne, wskazując na chwilowość i zmysłowe piękno, jak w Rozmowie z Jeanne (z tomu Dalsze okolice):

Czesław Miłosz : Rozmowa z Jeanne: [brak strony]

Nieprzetłumaczalny na słowa zamieszkałem w Teraz,
W rzeczach tego świata, które są i dlatego cieszą:
Nagość kobiet na plaży, mosiężne stożki ich piersi,
Hibiskus, alamanda, czerwona lilia, pochłanianie
Oczami, usta, język, sok guawy, sok prune de Cythère,
Rum z lodem i syropem, liany-orchidee
W mokrym lesie, gdzie drzewa stoją na szczudłach korzeni.

Obok „patrzenia z doskonałego dystansu” (Zaleski 2005: 237) pojawia się zatem w tej poezji kosztowanie świata, uprzedmiatawiające rzeczy i podkreślające indywidualność podmiotu. Gdy Miłosz stara się uchwycić to, co uniwersalne, pisząc o znakach i sensach, wyabstrahowane z ciała słowo okazuje się zmysłowo czyste i bezosobowe; gdy chce uchwycić rzeczywistość, doścignąć materialność bytu – nieodzowne stają się zmysły skojarzone ze smakiem, przymus i przyjemność jedzenia najmocniej bowiem osadza nas w rzeczywistości. Każdorazowa taka zgoda na świat podszyta jest jednak, jak pisał poeta w komentarzu do Rozmowy z Jeanne, pełną ironii zgryzotą (Miłosz 2011: 1013), wynikająca ze uświadomienia ulotności materialnego piękna oraz nieuchronności śmierci. W wierszu Rano (z tomu Poemat o czasie zastygłym 1933) „smak chleba” podkreśla, jak się zdaje, wyznanie wiary w zniszczalność materii (Miłosz 2011: 9), w Elegii (z tomu Trzy zimy 1936) to „ludziom krótkotrwałym” „Miłość, jadło, napoje towarzyszą w drogach” (Miłosz 2011: 70), a w kolejnym liryku z tego samego tomu ciało jest kołyską, w której „leżą w pięknym posłaniu i miłość i głód” (Do księdza Ch.) (Miłosz 2011: 102). Smakowanie naprowadza zarazem na pragnienie pozazmysłowego: w każdym z tych tekstów rysuje się możliwość przekroczenia zmysłowej cielesności, dążenie do ponadmaterialnej tajemnicy, gdyż „ziemia / Zaspokoić naszego nie potrafi głodu” (Wam z Wierszy rozproszonych 1930-1936) (Miłosz 2011: 33), a jest to także głód religijny: „byliśmy głodni / chleba, cudów nieziemskich” (O książce z tomu Trzy zimy) (Miłosz 2011: 73), „Cóż by zostało z nas, gdyby odjąć ten głód ugięcia kolan” (Brama wieczoru z Wierszy rozproszonych 1937-1944) (Miłosz 2011: 117). „Głód jest czymś tak głęboko intymnym jak poczucie własnego ja”, jak twierdzi Sharman Apt Russell (Russell 2011: 18), i właśnie to głęboko zakorzenione w ludzkiej naturze pragnienie doświadczania rzeczywistości, zarówno tej fizykalnej, jak i metafizycznej, stanowi główne źródło poezji Miłosza. Głód wyostrza pracę zmysłów i stymuluje jasność umysłu, co prowadzić może do olśnień, zarówno poetyckich, jak i religijnych epifanii (Russell 2011: 13-14). Zapisując smaki rzeczywistości, poeta realizuje tym samym „mit słowa partycypującego w rzeczywistości ufundowanej przez Logos, marzenie o języku władnym artykułować tożsamość, jedność tego, co »uczestniczy w Powszechnym, osobno istniejąc«” (Heraklit)” (Zaleski 2005: 188).

Miłoszowi, w którego wierszach regularnie powraca chleb, woda i wino (np. Rano, Ptaki, Hymn z tomu Trzy zimy, W drodze i Biel z tomu Miasto bez imienia 1969, Pielgrzymując z tomu Hymn o perle), bliskie jest myślenie symboliczne i mityczne; w Capri (z tomu Na brzegu rzeki 1994) czytamy: „Jeżeli coś zrobiłem, to tylko, pobożny chłopczyk, ścigając / pod przebraniem utraconą Rzeczywistość. / Prawdziwą obecność Bóstwa w naszym ciele i krwi, które są jednocześnie chlebem i winem” (Miłosz 2011: 1058). Ważne miejsce w jego poetyckim menu pełnią też owoce, naprowadzając na trop biblijny i erotyczny zarazem, w wierszach pojawiają się bowiem liczne nawiązania między ciałem owocu a ciałem kobiet, ich krągłymi kształtami a słodyczą pokarmu: „W dłoni ważyłem jej smukłe owoce / I włos jej ciężki plotłem na pościeli” (Dzień i noc z tomu Światło dzienne 1953) (Miłosz 2011: 265); kobieca suknia to „otwarta łupina orzecha”, która „spadła z toczonej ziarnistości brzucha” (Traktat poetycki 1957) (Miłosz 2011: 434); gdy W Mediolanie poeta układa doskonałą pieśń „o smaku brzoskwiń”, nieprzypadkowo pojawiają się obok „przechodzące dziewczyny” (Miłosz 2011: 489). Smak zjednoczony z dotykiem towarzyszą erotycznym krajobrazom tej poezji, wyrażając tęsknotę do szczęśliwego początku, a spośród wielu owoców wyeksponowane zostaje właśnie jabłko – „ciężkie jabłko, sen rajskiego drzewa” (Do księdza Ch.) (Miłosz 2011: 102). Gdy we „wspólnym śnie ludzi”, będącym powrotem do utraconego raju, „ja” czołga się przez gęstwinę leśną, „w aksamitnych tunelach dotyk rozpoznaje […] jabłka i ich kolor niepodobny do żadnego na jawie” (Na trąbach i na cytrze z tomu Miasto bez imienia) (Miłosz 2011: 572). Również w poemacie Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada (z tomu pod takim tytułem 1974) Eros, co „splatał nam girlandy z kwiatów i owoców”, wiedzie bohatera „między słodkie krajobrazy […] wzgórz łagodnych” w „Miejsce, gdzie nie ma tęsknoty, w gęstwinie schowane” (Miłosz 2011: 636). Przypomina to „ciemne wejście do ogrodu wiedzy” z wiersza Voyeur (z tomu To 2000), wprowadzając jednocześnie w klimat zmysłowo interpretowanej „pieśni nad pieśniami / o puszystym zwierzątku nie do oswojenia” (Miłosz 2011: 1159). W wierszu Te korytarze (z tomu Gucio zaczarowany), gdzie powraca motyw błądzenia ciemnymi korytarzami i wejścia w głąb ciemnego wnętrza lasu, czytamy:

Czesław Miłosz : Te korytarze: [brak strony]

Odkryta będzie na nowo każda radość poranka,
Każdy smak jabłka zerwanego w wysokim sadzie.
Więc mogę być spokojny o to, co kochałem.

Jabłko staje się zatem dla poety metonimią wszelkich smaków życia, także tych „wodnistych”, „kwaśnych” i „gorzkawo-słodkich”, skupiając w sobie paradoks zmysłowego poznania, które otwiera jednocześnie metafizyczną perspektywę: w wierszu Mistyk (z tomu Nieobjęta ziemia 1984) jabłko jest realne, bo można „pożreć je jak wieprz” i nie czuć nic, lub mistyczne, jeśli mamy „obudzone wszystkie zmysły” i w jabłku smakujemy „to wszystko” (Miłosz 2011: 795). Owoc staje się tu znakiem pełni, „hieroglifem rozkoszy”:

PIero Camporesi : Laboratoria zmysłów: 5

Czym jest jabłko? Sferoidalnym symbolem pełni, owocem o gładkiej skórce (ale można powiedzieć – skórze), niewinnym w swoim delikatnie pachnącym miąższu, od dwoistej duszy (męskiej i żeńskiej […]). Jego tajemnicza zmysłowość graniczy z androgynizmem, należy do świata niebiańskiego i piekielnego, uwzniośla i wprawia w pomieszanie, uszlachetnia i skłania do grzechu, ofiarowuje cielesną rozkosz, ale i jest źródłem malignitas, kiedy kosztuje się je niedojrzałe albo poza sezonem, niesie z sobą czary i zaklęcia.

Miłosz kreśli zatem w wierszach swą własną wersję paradisus voluptatis, ogrodu rozkoszy ziemskich i mistycznych jednocześnie, w którym jabłko staje się symbolem erotyzmu i wtajemniczenia, miłości zmysłowej i niebiańskiej, by przypomnieć choćby fragmenty opisu ziemi z „Ogrodu Ziemskich Rozkoszy” (z tomu Nieobjęta ziemia): „Co dzień tutaj dzień jagodobrania. / W poziomki większe od człowieka wgryzamy się we dwoje, / Zanurzamy się w czereśnie, ociekamy winnym sokiem”, „kochania się nasze / Słodkie i nieprzystojne”, „Ponęta owoców. / Ponęta dwojga piersi i długich włosów dziwy”, „na pospólne w nagości godowanie” (Miłosz 2011: 783-784). Z kolei w Zbieraniu moreli (z tomu Dalsze okolice) „drzewko nimi obsypane” przypomina „Ogród Hesperyd albo jabłoń w Raju”, a sięgnięcie po owoc równoznaczne jest z przywołaniem i fizycznym odczuciem obecności umarłej kobiety (Miłosz 2011: 1025); podobnie dzieje się wwierszu Yokimura (z tomu Piesek przydrożny 1997), gdzie kosztująca brzoskwinię kobieta doznaje świata w imieniu swego zmarłego dziecka (Miłosz 2011: 1134). Nieprzypadkowo też Orfeusz, śpiewając „przeciw śmierci”, układał słowa „o smaku wina, soli, oliwy, gorczycy, migdałów” (Orfeusz i Erydyka 2002) (Miłosz 2011: 1296).

Jabłko, brzoskwinia czy morela są zatem w tej poezji „znakiem ekstatycznego obcowania”, „pożądania wszystkiego”, ale też najdoskonalszym świadectwem doczesnego bytowania; jak pisał stary poeta w Uczciwym opisaniu samego siebie nad szklanką whisky na lotnisku, dajmy na to w Minneapolis (z tomu To): „jesteśmy tak ulepieni, w połowie z bezinteresownej kontemplacji, i w połowie z apetytu” (Miłosz 2011: 1150). Smakowanie oznacza doznawanie świata w jego wszelkich odcieniach, także tych cierpkich i gorzkich, a „każda szklanka wina”, podobnie jak zmierzchy i poranki pozwala zatrzymać „piękny czas”teraźniejszy, stanowiąc jednocześnie „przygotowanie, / Żeby nauczyć się wreszcie umierać” (Pomyłka z Wierszy rozproszonych 1957- 1961) (Miłosz 2011: 451). Poetę można by nazwać wyrafinowanym „smakoszem” życia w każdej jego postaci, gdy namiętnie i wszystkimi zmysłami, choć w wyrozumowany sposób dogadza zmysłowi smaku (Brillat-Savarin 1973: 99). Kosztowanie darów ziemi ujawnia w jego wierszach przede wszystkim dążenie do metafizycznej pełni, im bowiem mocniej zmysły zakotwiczają ciało w materii, tym bardziej wyglądają „drugiej przestrzeni”. Miłosz proponuje zatem czytelnikowi swą własną poetycką diaite, która jest jednocześnie pewną „techniką istnienia”, będąca tak kwestią zmysłów, jak i „sprawą myślenia, refleksji i rozwagi” (Foucault 2010: 183), otwartą na metafizyczną perspektywę i troszczącą się zarówno o kondycję ciała, jak i duszy.

Artykuły powiązane