Oświetlenie sztuczne w domu polskim

Przez całe wieki źródłem sztucznego światła w domostwach było palenisko, na którym przygotowywano posiłki oraz przy którym się ogrzewano. Najczęściej jednak palenisko było jedno, położone w jednym miejscu, nieprzenośne. Dlatego drogą rozwoju oświetlenia domu było mnożenie źródeł światła i ich miniaturyzacja. Źródłem światła było – oprócz paleniska – łuczywo. Łuczywem nazywano szczapy drewna nasączone olejem lub żywicą. Korzystanie z takiego źródła światła, choć było uciążliwe – ogień bowiem dymił – miało liczne zalety; można było je przenosić, wieszać na ścianie, albo na suficie w metalowych kotłach (Kochowicz 2008: 9). Udoskonaloną wersją łuczywa była pochodnia, składająca się z nasączonego olejem zwiniętego pasma lnu lub bawełny.

Droższym, ale znanym od starożytności sposobem oświetlania wnętrz były świece. Wytwarzano je z knota z włókien roślinnych maczanego lub (później) odlewanego w całości z wosku. Jako, że świece woskowe były drogie, powstała także tańsza wersja świec wytwarzanych z łoju zwierzęcego, tzw. świece łojowe. Stawiane lub wbijane w proste lub bardziej ozdobne, ciężkie lub przenośne, świeczniki i kandelabry, świece stały się bardzo popularne w domach miejskich Europy. Ze względu na dostępność materiału, z którego były zrobione, mogły się przyjąć w Europie znacznie bardziej niż znane już od starożytności lampy oliwne.

Świece umieszczane były od średniowiecza w świecznikach korpusowych (trzon zakończony wielką kulą oraz odchodzące od niej profilowane ramiona, zakończone tulejkami do wstawienia świec). Do sufitów mocowano lampy wiszące, np. tzw. korony składające się z wielkiego metalowego lub drewnianego koła z kolcami do mocowania świec, zawieszonego na łańcuchu do haka w suficie. Do ścian mocowano zaś kinkiety, czasem w formie popiersia kobiecego z rogami jelenia (tzw. meluzyna, Kochowicz 2008: 14).

Oświetlenie domowe do XX wieku było kosztowne i wymagało obsługi. Światło uzyskane w ten sposób nie było bardzo jasne, a wydzielany dym w mniejszym lub większym stopniu dawał się odczuć domownikom, gdyż palący się knot aż do XIX w. dymił, nawet w luksusowych świecach z wosku. Moc świec nie była wielka. Aby rozświetlić ciemności potrzeba było światła wielu świec palących się jednocześnie, co było niezwykle kosztowne. Dodatkowo trzeba wspomnieć o zagrożeniu zaprószenia ognia i w konsekwencji wywołania pożaru. Ogień palił się nie tylko na świecy, czy łuczywie, ale także w kominkach, których używano jednocześnie do ogrzewania pomieszczeń. Było to niebezpieczne, gdyż kontakt ognia z zasłonami, długimi sukniami lub wysokimi perukami, popularnymi w XVII i XVIII w. częstokroć kończył się poparzeniami i pożarem. Najbardziej chyba znanym takim przypadkiem była śmierć zdetronizowanego króla polskiego Stanisława Leszczyńskiego, który zmarł na skutek poparzeń będących konsekwencją zapalenia się jego ubrań od kominka.

Jakość i moc doświetlenia sztucznego domostw była uwarunkowana społecznie. W chałupie chłopskiej nawet w dzień panował półmrok. Ze względu na ochronę przed chłodem, lęk przed włamaniami okna chałup były małe i nieotwierane. Palenisko w kuchni nie mogło zapewnić dostatecznej ilości światła. Łuczywo zaś było stosowane jedynie przez zamożniejszych chłopów. Praca i odpoczynek chłopa były ściśle dostosowane do natury i określonych pór roku. Zimą, kiedy dzień jest krótki, chłopi kładli się spać bardzo wcześnie. Czas aktywności chłopów wydłużał się wraz z nadejściem wiosny i lata.

Szlachta, nawet mniej zamożna mogła sobie pozwolić na oświetlenie mieszkań świecami i lampami oliwnymi, na zewnątrz zaś używano powszechnie pochodni.

Mieszczaństwo, zamieszkujące kamienice miejskie (rzemieślnicy, kupcy, patrycjat) oraz budy (plebs miejski), sublokatorzy, używali świec (łojowych), lampek i łuczywa. Materiał oświetleniowy był ciągle kosztowny, więc używano go z umiarem. Tylko najzamożniejsi mogli sobie pozwolić na rzęsiste oświetlenie mieszkania świecami, np. podczas balu.

W XIX w. używano światła z trzech głównych źródeł: świec, lamp oliwnych, później, od połowy XIX w. także lamp naftowych oraz lamp gazowych. Jeszcze w pierwszej połowie wieku XIX w. używano powszechnie łuczywa

Lampy oliwne, w których knot zatopiony był częściowo w płynnym paliwie, istniały od starożytności. W XVIII w. oddzielono zbiornik oleju od palnika (L. Proust, 1780 r.), a potem dodano szklany kominek na palniku i ulepszono knot (A. Argand, lata 1782–84). Największym unowocześnieniem takiej lampy była zamiana oleju na pochodzącą z ropy naftowej – naftę, która nastąpiła w latach 50-tych XIX w. Wynalazek ten przypisywano polskiemu uczonemu Ignacemu Łukasiewiczowi. Zamiana oleju na naftę ułatwiła użytkowanie lamp oraz dawała jaśniejszy płomień. Nie bez znaczenia była także niewysoka cena nafty spowodowana masowym wydobyciem ropy. Niska cena nowego paliwa zdemokratyzowała używanie lamp, które coraz częściej trafiały do domów i mieszkań przedstawicieli mniej zamożnych warstw społecznych.

Z kolei oświetlenie gazowe zostało opatentowane przez Francuza Ph. Lebona a potem Anglika W. Murdocka u schyłku XVIII w. znalazło zastosowanie głównie w oświetleniu ulic miejskich. Pierwsze lampy gazowe rozbłysły na ulicach Londynu w drugiej dekadzie XIX stulecia. W połowie stulecia montowano je w wielu europejskich metropoliach. Dopiero pod koniec XIX w. światło gazowe stosowano na szeroką skalę w oświetlaniu mieszkań. Późne zastosowanie lamp gazowych w mieszkalnictwie spowodowane było drogim i skomplikowanym systemem montażu. Paliwo do lamp gazowych było dostarczane z zewnętrz specjalnymi przewodami, które wymagały szczelnej konstrukcji rurkowej oraz kurków do otwierania i zamykania gazu.

Większość wynalazków docierała do Polski szybko, ale zastosowanie ich na szeroką skalę było już wolniejsze. Benedykt Hertz, autor wspomnień o Warszawie z przełomu wieku XIX i XX wspominał:

Benedykt Hertz : Na taśmie siedemdziesięciolecia: 75-76

Mało kto wie, że lampy gazowe istniały wcześniej niż naftowe. Mimo, to te ostatnie były u nas daleko od tamtych popularniejsze. Tańsze. Ale chyba nie tylko to miało znaczenie. Nawet ludzie nie bardzo liczący się z groszem nie decydowali się na instalacje gazowe. Niebezpieczeństwo – mówiono. Kwiaty więdną, a zostawisz kurek niedomknięty – gotowe nieszczęście. Więc nawet w pięknych salonach widywało się żyrandole i kinkiety ze stearynowymi świecami, świece też sterczały w lichtarzach z profitkami na biurkach panów domu i toaletach ich małżonek, a poza tym królowały w jadalniach, pokojach „dziecinnych” i innych wiszące i stojące lampy naftowe. Codzienne ich „oprawianie” należało do dość uroczystych obrzędów i wymagało specjalnej umiejętności. Lampy te ulegały ciągłej modernizacji. Knoty początkowo płaskie zastąpiły okrągłe z grzybkiem w środku; wymyślano też coraz to inne systemy brenerów. A wszystko to miało na celu walkę z tak zwanym filowaniem – walkę, zresztą, niezbyt skuteczną. Wystarczało przyciąć knot niezupełnie równo, a na szklanym kominku, czyszczonym specjalnymi szczotkami, osiadał kopeć, którego płatki zaczynały unosić się w powietrzu i osiadać ze szczególną złośliwością pod nosami obecnych. Dopiero gwałt, otwieranie okien – zima nie zima – i głośne polemiki pań domu z ich niewolnicami. Te filujące lampy bywały częstym utrapieniem odrabiających lekcje dzieci, bo nie tylko nosy, ale i zeszyty padały tu ofiarą. Z tego względu przyjemniejsze było oświetlenie gazowe, również stale ulepszane, modernizowane. Szło zarówno o jego wybielanie, rozjaśnianie, jak i o podnoszenie bezpieczeństwa.

W Poznaniu do drugiej połowy XIX w. do oświetlenia mieszkań ludzi zamożniejszych stosowano głównie świece stearynowe, wbijane w kandelabry, lichtarze lub w zwisające z sufity tzw. pająki. Biedniejsi używali głównie świec łojowych i to oszczędnie. Umieszczano je w butelkach lub wbijano w ziemniaki (Trzeciakowscy 1982: 157). Biedota nadal oświetlała swe małe, ciemne mieszkania łuczywem. Od lat 70–tych pojawiać się zaczęły lampy naftowe, a posiadanie jednej, ozdobnej takiej lampy było wyznacznikiem pewnego poziomu życia także wśród drobnomieszczaństwa i bogatszych robotników (Trzeciakowscy 1982: 158). W 1905 r. już 70% mieszkań oświetlały lampy naftowe. Od 1856 r. w Poznaniu pojawił się gaz, a za nim oświetlenie gazowe, na elektryczność czekać musiano do początku XX w.

Mieszkania robotnicze w Łodzi końca XIX w. oświetlone były nadal tylko lampami naftowymi, gdyż nie istniało tu oświetlenie gazowe mieszkań. Lampa naftowa z ozdobnym szklanym abażurem była wartościowym przedmiotem i symbolem prestiżu społecznego. Oświetlenie elektryczne w Łodzi pojawiło się późno, dopiero po 1918 r. (Łódź 1988: 501)

Szczegółowy opis źródeł światła i wyboru między nimi w długie zimowe wieczory dają wspomnienia dotyczące Warszawy końca XIX w.

Ignacy Baliński : Wspomnienia o Warszawie: 173

Oświetlenie codzienne stanowiły lampy naftowe; wisząca w pokoju stołowym, stojąca z kloszem spuszczonym białym lub zielonym na biurku i rozwartym lub kulistym w salonie. Później przyszła moda na abażury. Lampy te świeciły dobrze, ale Boże ratuj, gdy „filowały”; toteż z większych przyjęć i wieczorów nafta była wykluczona, panowały świece: w żyrandolu zwieszającym się pośrodku salonu, w kinkietach, tj. bądź podwójnych bądź potrójnych lichtarzach, przy ścianach, i wreszcie w kandelabrach na stołach i konsolach. Świece te dawały światło niezmiernie przyjemne, korzystniejsze dla kolorytu cery niż elektryczne i bardziej efektowne dla błysków drogich kamieni. Co prawda te świece stearynowe, szczególnie tzw. „newskie” z jakiejś ogromnej fabryki pod Petersburgiem, były wyborne, nie topniały i nie kapały, tak że nie trzeba było używać przy nich profitek, a już nigdy szczypców do obcinania knotów, jak przy dawniejszych łojówkach.

Opis oświetlenia sztucznego można zakończyć opisem estetycznych wrażeń wywoływanych nie tylko samym światłem, ale i wyglądem lamp i klimatem przez nie tworzonym:

Zofia Sutorowska : W oczach dziecka: 12

[P]racowałyśmy w świetle wiszącej lampy naftowej, bo innego oświetlenia nie było w całym domu. Miłe i łagodne dla oczu było światło lampy wiszącej z mlecznym kloszem. W tzw. salonie były lampy stojące na słupkach i przytwierdzone do ściany. W sypialni wisiała lampa bladoniebieska. Z zapadnięciem zmroku zapalało się wszędzie lampy, rano gruntownie „oprawione”. Jakoś nikt nie robił oszczędności na świetle, wszystkie okna w podwórzu były oświetlone. Przez cały dzień i noc płonęła oliwna lampka przed obrazem M. B. Częstochowskiej w sypialni.

Mieszkania były więc już w XIX w. dość jasne, a źródła światła znajdowały się w prawie wszystkich pomieszczeniach, co było dużym osiągnięciem w stosunku do wieków poprzednich. Pojawiły się różne rodzaje lamp, ale też całe systemy oświetleniowe (gaz). Ogromnym przełomem było wynalezienie żarówki elektrycznej i wprowadzenie do użytku lamp elektrycznych pod koniec lat siedemdziesiątych XIX w. W Polsce oświetlenie elektryczne zaczęło się upowszechniać dekadę później, tj. w latach osiemdziesiątych. Początkowo głównie w zabudowaniach fabrycznych, a w latach dziewięćdziesiątych zaś w mieszkaniach prywatnych ulokowanych najczęściej w czynszowych kamienicach. Wykorzystano przy tym wiele pomysłów ze starszych typów oświetlenia, ale sam efekt był nieporównywalny do jakiejkolwiek wcześniejszej techniki. Łatwość obsługi nowego urządzenia i intensywne światło w mieszkaniu stanowiło zupełnie nową jakość życia. Zastosowanie elektryczności w nowych kamienicach na początku XX w. i wrażenie wywołane nowym sposobem oświetlenia znalazło odbicie w wielu relacjach i pamiętnikach. Jan Gebethner podkreślał różnice w odczuwaniu wnętrza mieszkalnego z i bez elektryczności (dom Hersego przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie):

Jan Gebether : Młodość wydawcy: 62-63

Skończył się półmrok, który zawsze panował w poprzednim mieszkaniu, a zwłaszcza na korytarzach, mimo dużych nawet lamp naftowych. Teraz przyjemne światło rozjaśniające cały pokój, które można było w każdej chwili zgasić i zapalić, stanowiło dla nas, zwłaszcza na początku, powód do organizowania doskonałej zabawy po ciemku w chowanego w stołowym pokoju. I tak jak w moich wspomnieniach mieszkanie na Trębackiej widzę zawsze jako ciemne, to mieszkanie na Moniuszki pamiętam pełne światła, wesołe i jakby pobudzające do zabawy.

Przejście od oświetlenia naftowego do elektrycznego zwiastowało nową epokę XX wieku. Światło elektryczne było jaskrawe, nieruchome, pozbawione migotliwego blasku lamp naftowych i żółtawego odcienia oświetlenia gazowego. Moc światła elektrycznego była znacznie większa od gazowego, docierała do wszystkich zakątków korytarza, pokoju, czy sieni. Wraz z elektrycznością zanikła męcząca czynność oprawiania lamp naftowych, znikał lęk przed zaprószeniem ognia czy poparzeniem na skutek niewłaściwego obchodzenia się z naftą. Światło elektryczne poprawiło estetykę wnętrza, stopniowo znikały okopcone ściany, które były naturalnym elementem mieszkań w XIX w. Wynalazek elektryczności, zapewniający natychmiastowe i pełne (po raz pierwszy w dziejach) oświetlenie mieszkania całkowicie odmieniło odczuwanie wnętrza mieszkalnego. Podczas, gdy nastrojowe światło świec i półmrok skłaniały do spoczynku, refleksji, intensywne oświetlenie zapewniło komfortowe warunki do wszelkiego rodzaju aktywności i długiej pracy.

Źródła

  • Kochowicz Marcin; „Dzieje oświetlenia”; Muzeum Okręgowe, Leszno 2008.
  • Baranowski Bohdan, Fijałek Jan; „Łódź. Dzieje miasta, t. I Do 1918 r.”; Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa – Łódź 1988.
  • Trzeciakowscy Maria i Lech; „W dziewiętnastowiecznym Poznaniu. Życie codzienne miasta 1815–1914”; Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1982.
  • Baliński Ignacy; „Wspomnienia o Warszawie”; Państwowy Instytut Wydawniczy , Warszawa 1987.
  • Gebethner Jan; „Młodość wydawcy”; Ossolineum, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk – Łódź 1989.
  • Hertz Benedykt; „Na taśmie siedemdziesięciolecia”; Państwowy Instytut Wydawniczy , Warszawa 1966.
  • Sutorowska Zofia; „W oczach dziecka”; Archiwum Miasta st. Warszawy, Zbiór rękopisów, sygn. 376.

Artykuły powiązane