Wzrok jako poznanie w podróżopisarstwie romantycznym

Spośród wielu rzeczy, które romantycy odziedziczyli po oświeceniowych poprzednikach, jedną z najbardziej intrygujących wydaje się pasja podróżowania. Dość wspomnieć osiemnastowieczną tradycję Grand Tour, wyrosłą z niej powieść Laurence’a Sterne’a A Sentimental Journey Through France and Italy (1768), czy wreszcie znaczenie, jakie dla upowszechnienia malowniczych regionów Szwajcarii miało dzieło Williama Coxe’a Sketches of the Natural, Civil and Political State of Switzerland (1779); z polskich podróżników i pisarzy tego okresu warto wymienić Stanisława Staszica, Jana Potockiego oraz Juliana Ursyna Niemcewicza. Jednak, zauważa Janina Kamionka-Straszakowa (Kamionka-Straszakowa 1991: 698-703), romantyczne podróżopisarstwo różniło się nieco od klasycystycznego modelu: po pierwsze, celem romantycznej turystyki przestaje być utylitarnie pojęte dopełnienie książkowej edukacji oraz zdobycie towarzyskiej ogłady, a staje się nim autentyczne doświadczenie – zarówno tego, co swojskie, bliskie, ludowe (bodaj najlepszym przykładem pozostają tu Listy z narodowej pielgrzymki Ryszarda Berwińskiego oraz etnograficzne zapiski Oskara Kolberga), bądź też tego, co odmienne, różne, obce (stąd na przykład fascynacja orientalizmem, dochodząca do głosu m.in. w Sonetach krymskich, Szanfarym i Farysie Adama Mickiewicza). Po drugie, romantyczny podróżnik pozostaje we władzy „podwójnego widzenia” (Kamionka-Straszakowa 1991: 702), czyli nie tylko stara się wiernie udokumentować to, co obejmuje swym spojrzeniem, ale zobaczonym rzeczom nadaje dodatkowe (historyczne, ideowe) sensy. Ten właśnie mechanizm jest fundamentem romantycznej semiotyzacji rzeczywistości, wymownie, choć chyba mimowolnie, opisanej przez Antoniego Edwarda Odyńca:

Antoni E. Odyniec : Listy z podróży: 63-64

W podróży nic takiego nie zaszło, co by warte było opisu, opisywać zaś wszystko, co się widzi nowego, na to by ani wołowej skóry, ani siły wołowej nie stało, a oprócz tego towarzysz mój mnie nauczył, aby nawet na pisanie dziennika wiele czasu nie tracić, a tylko patrzeć i myśleć. Patrzę też na wszystkie strony, ile oczy wystarczą, a medytuję, jak mogę i umiem.

A zatem „widzieć” dla romantyka to jakby suma „doświadczyć” (sens zmysłowy, całościowy) i „wiedzieć” ( sens intelektualny) – tylko połączenie tych dwóch elementów daje poznanie adekwatne, to znaczy obejmujące całość tego, co dostrzeżone, a dodatkowo przenikające do podstaw rzeczywistości.

Zmysłowy aspekt widzenia dominuje oczywiście w licznych bedekerach, notatkach czy też wspomnieniach z podróży, które w okresie romantyzmu zyskały zresztą status odrębnego gatunku literackiego. Dość wspomnieć tu przywoływane już Listy z podróży (wyd. książkowe: 1875-1876) Odyńca, Listy z podróży po Włoszech (1853) Konstantego Gaszyńskiego, Moje podróże (pamiętniki wygnańca) (wydane dopiero w 1908) Ignacego Domeyki. W tego rodzaju tekstach łatwo skonstatować można wyraźną przewagę wzroku nad innymi zmysłami – manifestowaną zresztą na kilka różnych sposobów. Wynika ona przede wszystkim z wrażliwości na kolorystykę pejzażu, czasami na światłocień czy też opozycję jasność / ciemność, oraz z zachwytu nad architektonicznymi dziwami i ich usytuowaniem w dookolnym krajobrazie. Maria Gołaszewska podkreśla nawet, że

Maria Gołaszewska : Estetyka pięciu zmysłów: 15

Dla doznań estetycznych [związanych ze wzrokiem] szczególnie ważne są dwa momenty: mieszanie barw, by można uzyskać ich jak największą „paletę kolorów”, oraz rodzaj zestawienia barw sąsiadujących […]. Patrzenie to nie tylko rozpoznawanie barw, lecz nadto linii, kształtów tworzących kompozycję, pewną strukturę; w sztuce odgrywa nader ważną rolę, w odniesieniu zaś do natury pozwala odpowiednio dobierać „piękne krajobrazy”.

W tym sensie można bez obawy mówić o malarskości romantycznych relacji z podróży, przejawiającej się w wyczuleniu na barwę i kompozycję opisywanego kadru. Tak bez wątpienia sprawa wygląda w notatkach z sycylijskiej wyprawy Zygmunta Krasińskiego, którego cechuje – zgodnie z uwagami Aliny Witkowskiej – „spojrzenie na naturę malarza poszukującego światła i czystości barw” (Witkowska 1972: 116). Rzeczywiście, we włoskim dzienniku poety, pisanym w formie listów do Delfiny Potockiej, odnajdujemy prawdziwą feerię barw:

Zygmunt Krasiński : Z sycylijskiej podróży kart kilka: 35-36

Ot, patrz, patrz ze mną razem! […] Czy widzisz ten wielki rozlew błękitny? To morze […]. Już wieczór bliski. Już na tych chmurach płonie odbita purpura zachodzącego słońca. Jakie dymy przejrzyste, białe, jakie farby pstre, szare, złote, co chwila odmienne; pod spodem zielone wstęgi, cienie obłoków chodzące po spadzistościach gór, światła smugi wijące się wśród nich, a niżej, tam na samym dole, na samym nadbrzeżu białe domy Reggio.

Fascynacja naturą, jej kolorami, uzupełniona jest w dzienniku o spostrzeżenia dotyczące włoskiej kultury i miast, które – jak Messyna – często „zlewają się z naturą” (Krasiński 1983: 33). Jednak spojrzeniu Krasińskiego-turysty nie wystarcza to, co istnieje dookoła, pisarz nieustannie rzutuje własne emocje (przede wszystkim tęsknotę za Delfiną) na krajobraz; w ten sposób topografia słonecznego Południa staje się tak naprawdę topografią jego duszy: „Patrz! Świat jest pięknym, świat leży roztoczony leży przed nami, a muszę mu powiedzieć: brzydki, muszę go odepchnąć od oczu, bo Ciebie tu nie ma, bo tylko rozum mój pojmuje, że to byłoby pięknym, gdybyś wraz ze mną patrzała” (Krasiński 1983: 35). Poeta „odpycha” świat od oczu, bo celem spojrzenia przestaje być wnikliwe poznanie obcego krajobrazu – pejzaż wykorzystany zostaje do tego, by odzwierciedlić stan duszy podmiotu (podobnie jak w Marii Antoniego Malczewskiego), lub bywa zastępowany tym, co pisarz chciałby widzieć:

Zygmunt Krasiński : Z sycylijskiej podróży kart kilka: 31

zdało mi się, że widzę Cię uśpioną i że błogosławię snu Twojemu. I każda fala niosła mi obraz Twój, póki się nie rozbiła o boki statku; wtedy następna porywała Ciebie i znowuś płynęła ku mnie, pomieszana z światłem księżycowym, ze zmierzchem nocy, z półcieniami chmur, z iskrami gwiazd, bo wszędzie, gdziem spojrzał, tam Ty być musiałaś, tam Ty byłaś, jakoby drugie morze, drugie niebo naokoło duszy mojej, także zagięte sklepienie.

Warto podkreślić, że podobna malarska wrażliwość oraz przesunięcie z poznania obcego krajobrazu czy kultury na poznanie siebie (spojrzenie kierowane na świat ustępuje spojrzeniu kierowanemu ku wnętrzu podmiotu) przejawia się nie tylko w zapiskach mających dokumentarny charakter. Możemy je również odnaleźć w poetyckich transpozycjach doświadczenia podróży – wystarczy przywołać Sonety krymskie Adama Mickiewicza, Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu bądź Paryż Juliusza Słowackiego, Larwę oraz Stolicę Cypriana Norwida, Lazarrone Teofila Lenartowicza.

Znamienny wydaje się fakt, że również w lirycznych dokumentach podróży opis egzotycznego krajobrazu bądź przestrzeni miejskiej nie ogranicza się do enumeracji kolorów, świetlnych wrażeń czy zwiedzanych i podziwianych miejsc. Wyraźna staje się chęć podkreślenia tego, że za widzialną rzeczywistością kryje się coś jeszcze, że świat jest tylko hieroglifem, który należy odczytać i poddać interpretacji. O tym właśnie mówi Pielgrzym w sonecie Droga nad przepaścią w Czufut-Kale Mickiewicza: „Mirzo, a ja spójrzałem! Przez świata szczeliny / Tam widziałem – com widział, opowiem – po śmierci, / Bo w żyjących języku nie ma na to głosu” (Mickiewicz 1997: 249). Wtóruje mu Słowacki w Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu:

Juliusz Słowacki : Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu: 55

A ty, Poezjo, nie bądź więcej śmieszką,

Ale opowiedz – jak szedłem wysoko

Nad przepaściami zawieszoną ścieżką,

Jak coraz dalej posyłałem oko

Za laurem pięknie kwitnącym pode mną

I za otchłanią mórz błękitnie ciemną.



[…] teraz podnieś oko!

Gdzie patrzysz? wyżej… tam – tam – aż pod chumrę!

Co ciekawe, w poemacie Słowackiego (podobnie jak w tekstach Krasińskiego i Mickiewicza) mamy do czynienia z dwoma krzyżującymi się spojrzeniami: pierwsze z nich to spojrzenie turysty, który podziwia obcy krajobraz, zachwyca się widokami, drugie – to spojrzenie człowieka uwikłanego w uniwersum znaków, nieustannie dążącego do konfrontacji tego, co widzi, z tym, co wie (przede wszystkim dzięki lekturom). Narrator-turysta chętnie przedstawia się też jako przewodnik: „Z wieszcza zostanę prozaicznym gidem” (Słowacki 1983: 9), który nie kryje przyjemności, jaką czerpie z podziwiania wschodniego pejzażu:

Dalej, mój koniu! powoli – dość czasu –

Juliusz Słowacki : Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu: 46

Krajograficznie strofami wyłożę,
Jaka mnie droga prowadzi z Patrasu:
Po prawej stronie góry, z lewej morze,
Za morzem znowu i skały, i góry,
Za nimi niebo błękitne i chmury –

„Krajograficzne” zacięcie owocuje w Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu licznymi fragmentami, których charakter jest zdecydowanie malarski, przez co sam tekst zbliża się – w sensie gatunkowym – do poematu opisowego. Jednak trudno nie odnieść wrażenia, iż porządek opisywanych rzeczy i zjawisk tylko częściowo jest warunkowany przez kolejność, w jakiej prezentują się one zmysłom podmiotu. Podróż Słowackiego jest bowiem również – a może przede wszystkim? – tekstem rejestrującym to, co narratorowi podsuwa „wyobraźni oko” (Słowacki 1983: 56); zresztą, on sam zdaje się w pełni przekonany, że w jego oczach drży „ciągle coś na kształt płomyka / Poetycznego…” (Słowacki 1983: 72).

Znaczenie wyobraźni związane jest z nieustannie manifestowaną w Podróży pasją czytania, które Słowacki chwali jako „dziwne uczące czytanie!” (Słowacki 1983: 32). Spośród lektur, stanowiących rodzaj tła dla wędrówki, wymienić można Boską komedię Dantego, dramaty Szekspira, Korsarza i Giaura Byrona oraz wiele innych utworów, obejmujących swym zasięgiem czasy od antyku po teraźniejszość poety. Celem literackich aluzji nie jest popisywanie się erudycją (choć i ten element trudno wykluczyć), ale próba powiązania dwóch typów doświadczenia: zmysłowego i intelektualnego. Dzięki temu drugiemu oglądane widoki zyskują na znaczeniu, przestają być li tylko pięknymi obrazami, a podmiot odkrywa w nich głębokie sensy: dobrym tego przykładem jest opis Missolungi połączony ze wspomnieniem Byrona (topografia – bądź „krajografia” – jest w tym przypadku bodźcem wywołującym wspomnienia, a podróż po Grecji przekształca się w wędrówkę w czasie). Wpływ lektur daje się również dostrzec w sposobie, w jaki Słowacki opisuje oczy – wystarczy przywołać ironiczną aluzję do często pojawiających się w literaturze romantycznej przedstawień kobiet, których spojrzenie jest nieobecne, zagubione w błękicie:

Juliusz Słowacki : Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu: 22

Raz tylko wyszła na pokład i słońca,

Siadła na ławce, spojrzała w błękity

Tak mglistym okiem, że się zeszły końca

Rzęs długich, czarnych – i wzrok był przykryty

Cyprysem oczy: nie spojrzała w żadną

Twarz na pokładzie. Kiedyś była ładną.

W Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu trudno zatem oddzielić to, co rzeczywiście zobaczył Słowacki-turysta od tego, co „oczyma duszy” dostrzegł Słowacki-poeta. Być może spojrzenie turysty było nawet mało istotne, ponieważ – podkreśla Ryszard Przybylski – Słowacki pragnął wymknąć się prostej imitacji świata:

Ryszard Przybylski : Podróż Juliusza Słowackiego na Wschód: 26

Nie opisywał tego, co widziało jego własne oko cielesne. Przestał „malować słowami”. Obnażył przed czytelnikiem, w jaki sposób rzeczywistość empiryczna ulega przetworzeniu w rzeczywistość poetycką, i kazał mu dokonać tej transfiguracji we własnej wyobraźni. W ten sposób opis poetycki przestał być obrazem czy malowidłem. Stał się zapisem procesu przetwarzania wrażeń zmysłowych w poezję.

Można więc powiedzieć, że poznawcza funkcja romantycznego spojrzenia związana jest nie tyle z doświadczeniem obcej przestrzeni (naturalnej lub będącej wytworem człowieka), ile z próbą nadania temu, co widziane, symbolicznych znaczeń – trafnie ujął to Przybylski, mając na myśli m.in. Podróż Słowackiego: „każdy pejzaż był dla romantyków tekstem wypełnionym symbolicznymi lub zgoła tajemnymi znakami” (Przybylski 1982: 87).

Źródła

  • Gołaszewska Maria; „Estetyka pięciu zmysłów”; Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1997.
  • Kamionkowa-Straszakowa Janina; „Podróż”; w: „Słownik literatury polskiej XIX wieku”, pod red. Józefa Bachórza, Aliny Kowalczykowe, Ossolineum, Wrocław 1991.
  • Kowalczykowa Alina; „Pejzaż romantyczny”; Wydawnictwo Literackie, Kraków 1982.
  • Płaszczewska Olga; „Przestrzenie komparatystyki – italianizm”; Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010.
  • Przybylski Ryszard; „Podróż Juliusza Słowackiego na Wschód”; Wydawnictwo Lietackie, Kraków 1982.
  • Witkowska Alina; „Sławianie, my lubim sielanki…”; PIW, Warszawa 1972, cytaty na s.: 116.
  • Krasiński Zygmunt; „Z sycylijskiej podróży kart kilka” (1839); cyt. za: Krasiński Zygmunt, „Z sycylijskiej podróży kart kilka”, wstęp Marian Śliwiński, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1983, cytaty na s.: 31, 33, 35, 35-36.
  • Mickiewicz Adam; „Droga nad przepaścią w Czufut-Kale” (1826); cyt. za: Mickiewicz Adam, „Dzieła”, t. 1, „Wiersze”, Czytelnik, Warszawa 1993, cytaty na s.: 249.
  • Odyniec Antoni Edward; „Listy z podróży” (1875-1876); cyt. za: Odyniec Antoni Edward, „Listy z podróży”,t. I, oprac. Marian Toporowski, wstępem poprzedziła Maria Dernałowicz, PIW, Warszawa 1961, cytaty na s.: 63-64.
  • Słowacki Juliusz; „Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu” (1866); cyt. za: Słowacki Juliusz, „Dzieła wybrane”, pod red. Juliana Krzyżanowskiego, t. 2, „Poematy”, Ossolineum, Wrocław 1983, cytaty na s.: 9, 22, 32, 55, 56, 72.

Artykuły powiązane