Widzenie i spisywanie – Polacy za granicą

Jan Potocki w Podróży do Turek i Egiptu sformułował deklarację o charakterze programowym: „pióro podróżnego, równie w opisaniach swych wierne jak kreślący widoki ołówek, nie powinno się zapuszczać nad to, co widzi.” (Potocki 1959: 76). Choć ani Potocki, ani inni autorzy na wrażeniach wizualnych nie poprzestawali, to zmysł wzroku odgrywa pierwszorzędną rolę w opisach zagranicznych podróży polskich autorów doby oświecenia. Prymarny charakter percepcji wizualnej znajduje odzwierciedlenie już w typowych zwrotach. Miejsca i rzeczy interesujące określa się jako „godne widzenia”, choć nie tylko ich wygląd się opisuje. Celem wyprawy jest „zobaczenie” czegoś, co oznacza po prostu chęć dotarcia do tego miejsca: „znoszę te wszystkie plagi, aby w końcu – być może – nie osiągnąć celu tej podróży, jakim jest ujrzenie Ameryki Północnej.” (Węgierski 1908: 54).

Wzrok umożliwia podróżnikom przede wszystkim elementarną orientację w przebiegu podróży. Oglądanie z okien pojazdu lub z pokładu statku to także pierwszy etap oswajania nowej przestrzeni. Jeśli wędrowcowi odebrana zostaje ta możliwość, czuje wyraźny dyskomfort, jak Józef Kopeć, którego wieziono w głąb Rosji w kibitce z zasłoniętymi oknami (Kopeć 1995: 78, 87). W przypadku opisów przejazdów bez przystanków wrażenia wzrokowe pozostają zazwyczaj jedynymi, jakie podróżnik jest w stanie odnotować. Zwykle też są dość ogólnikowe lub migawkowe: „Podróżując dyliżansem nie można poznać kraju ani rościć sobie pretensji do podania jego dokładnego opisu. Ograniczam się więc do zanotowania tutaj wrażeń, jakie wywarł na mnie jego wygląd w ogóle, a zwłaszcza pewne jego szczegóły.” (Niemcewicz 1959: 37). Pojawiają się zatem krótkie spostrzeżenia dotyczące mijanych miast („dobrze zabudowane”, „czyste”, „brudne”), elementów krajobrazu (rzeźba terenu, lasy, pola, rzeki – czasem z uwzględnieniem barw, wielkości, czasem z nazwami drzew i upraw), wyglądu lub zachowania widzianych w przelocie ludzi. Towarzyszą im niekiedy najprostsze epitety: „piękne”, „brzydkie”, „miłe oku”, „ponure”. W końcu szczegóły mogą się zupełnie „rozmazać”, co wzmaga wrażenie szybkości podróży: „Zaledwieśmy spostrzegli jaki widok, wnet z oczu naszych znikał, i mnóstwo nowych, z ogromną szybkością przemijających zoczeń drogę tę podobną do zachwycenia jakiegoś czyniło” (Potocki 1959: 27).

Oku przypada rola pierwszego zwiastuna zbliżania się do kolejnego przystanku lub ostatecznego celu wyprawy. Typowe są zwroty: „postrzegliśmy na koniec…”, „oczom moim ukazał się…”, „z daleka ujrzeliśmy…”, itp. Widok z oddali nie tylko zamyka etap podróży, ale zarazem rozpoczyna deskrypcję danego miejsca. Fragment opisu zbliżania się do wyspy Martyniki w dzienniku Węgierskiego wiernie oddaje właściwości ludzkiego postrzegania: „Z początku widać było tylko nieruchomą i gęstą chmurę, ale w pół godziny zdołaliśmy rozróżnić domy, drzewa, a nawet mieszkańców.” (Węgierski 1908: 167).

Postoje w miastach pozwalają na bardziej szczegółowe opisy ulic, domów, godnych uwagi obiektów, w których uwzględnia się informacje różnej proweniencji, jednak wciąż wzrok odgrywa rolę istotną:

Julian Ursyn Niemcewicz : Podróże po Ameryce 1797-1807: 115

Market Street, podobnie jak dwie czy trzy inne ulice, jest dość szeroka i ładna, reszta często nie ma bruków a nawet chodników; dokoła porozrzucanych jest wiele domów należących jeszcze do miasta; […] Nie zauważyłem tam ani dużych sklepów i magazynów jak w Filadelfii, ani zbytkownych i bogatych domów […]. Na małych uliczkach domy są ubogie a wnętrza brudne.

Franciszek Ksawery Bohusz : Dziennik podróży (Bohusz): 97

Ogród Lobkowica jest to góra na kilkanaście pięter porznięta […] Śliczny na samym wierzchu ogród, prospekt całego miasta Pragi, część ogrodu umyślnie dziczyzną zasadzona, część owocowymi drzewami, część zaś jedliną w rozmaite formy wyrzynaną. W jednym miejscu widać kwatery kwiatami rozmaitymi wysadzone, w drugim długi i piękny szpaler otwarty, indziej nakryty.

Również w przypadku opisów krajobrazu zatrzymanie się przy jakimś obiekcie skutkuje intensyfikacją wrażeń wizualnych:

Józef Kopeć : Dziennik… (Kopeć): 133

Góra wyniosła wulkaniczna […] leży niedaleko posady Niżnej Kamczatki portu. […] Ile dzień odbiera piękności właściwej Wulkanowi, tyle noc przychyla się do wystawienia oczom całej jego okazałości i przepychu. Cała wtenczas jego postać i budowa mierzyć się okiem może. Przebija się światło jasne przez czeluście ścian krateru i wyobraża ogromną latarnią świata, jakby ustawioną na oświecenie ponurości nocy. Wszelkie wulkanicznej tej budowy szpary i rysy, cały kształt i obwód ogień wyziewający z wnętrzności ziemi, widocznymi czynią, zachwyca umysł i wlepiony wzrok całkowicie zajmuje.

Wyglądy ludzi można podzielić na dwie kategorie: opisywanych jako zbiorowość i indywidualnie. Pierwsze uwzględniają sumarycznie cechy etniczne (rysy twarzy, postura, kolor skóry, strój) lub stanowe oraz sposób zachowania, jak np.: „Lud w tych górach ogólnie nikczemny, ułomny, niedołężny i głupi, wzrostu małego, karłowaty […].” (Staszic 1931: 34); „Widziałem […] dwa pułki piechoty. Wyglądają pod bronią wcale nieźle. Ci, co są przyzwyczajeni do widoku wojska europejskiego, nie byliby zupełnie zadowoleni ze sposobu, w jaki żołnierze amerykańscy odbywają ćwiczenia.” (Węgierski 1908: 559-560); „Lud ten jest postaci małej, karłowaty; nogi ma łękowate, oczy wypukłe, wielkie, twarz szeroką koloru hebanowego, włos czarny i gruby jak u konia. […] Kobiety ich bardzo się pięknie ubierają, nosząc suknie ze skóry farbowanej różnymi kolory i […] temburowanej różnymi trawami, lśniącym się włosem końskim i innych zwierząt.” (Kopeć 1995: 91-92). Nawet takie ogólne, oparte tylko na obserwacji charakterystyki mogą dawać asumpt do poważniejszych wniosków na temat owych zbiorowości:

Julian Ursyn Niemcewicz : Podróże po Ameryce 1797-1807: 53-54

Kobiety przeważnie ubrane są na biało, nie zaobserwowałem żadnych różnic w ich stroju, wszystkie wydały mi się odziane bez zbytku i bogactwa, ale z elegancką prostotą. Nie widzi się ani różu na twarzach, ani złota, ani brylantów. Mężczyźni ubrani są podobnie, widać w tym naprawdę demokratyczną równość.

Niemcewicz również w opisach indywidualnych szczególnie często formułuje opinie o charakterze osób na podstawie obserwacji ich fizjonomii, choć i inni podróżnicy nie stronią od tego typu konstatacji. Bliższe poznanie zwykle potwierdza pierwsze wrażenie, ale nie wiadomo ile w tym zasługi autorskiej cenzury, która mogła eliminować ze spisywanej relacji przypadki mylnych ocen stawiające pod znakiem zapytania zdolności „fizjonomisty”.

Wyglądy w ogóle często bywają traktowane jako znaki, podróżnicy chętnie na ich podstawie wnioskują w różnych sprawach. Dla zorientowanych szczegóły krajobrazu mogą być np. świadectwem dziejów ziemi (Moszyński 1970: 44; Kopeć 1995: 135). Wygląd może jednak prowadzić i do błędnych wniosków, z czego uczony podróżny zdaje sobie sprawę:

Jan Potocki : Podróże (Potocki): 174-175

„Powszechnie uważa się tu leopardy za rezultat skrzyżowania lwa z tygrysicą lub panterą drobnoplamistą. […] Istotnie, nie można się dziwić, iż to błędne mniemanie upowszechniło się, pamiętam bowiem, iż widziałem na jakimś jarmarku lwicę obok samicy leoparda i zauważyłem, że trudno byłoby mi je rozróżnić, gdyby były jednej maści.

Z kolei wygląd ludzi i ich siedzib w miastach i na wsiach pozwala wnioskować o stanie ich zamożności, o zdrowiu moralnym a nawet o korzyściach z panującego ustroju: „W Brunswicku, jak wszędzie w Ameryce, nie widać wcale nędzy, każdy bowiem człowiek, który chce pracować, ma pewność, że zarobi dość na życie i jeszcze będzie mógł część odłożyć. Nie widziałem w kościele ani jednej osoby nie tylko w łachmanach, jak u nas, ale nawet źle ubranej.” (Niemcewicz 1959: 42).

Tego rodzaju spostrzeżenia, prowadzące do określonych wniosków bądź przytaczane na poparcie wyrażonych poglądów, świadczą o „nieprzejrzystości” widzenia podróżników. Każdy wyrusza w drogę z bagażem wyznawanej ideologii, przekonań, uprzedzeń, oczekiwań. To determinuje zarówno dobór, jak i tryb formułowania wrażeń wizualnych. Antyklerykalnie, a nawet antyreligijnie nastawieni Staszic i Węgierski odnotowują np. takie obserwacje: „Lud w tych okolicach dosyć zabobonny. Kapliczek po wsiach i po miastach gęsto. Krzyżyków po polach wiele, a na tych pełno ukazuje się zabobonnych poślaków.” (Staszic 1931: 17); „Spotkaliśmy na naszej drodze prawie tyle samo kościołów, co uprawnych zagonów, stwierdziliśmy więc, że tutejsi mieszkańcy są lepszymi dewotami niż rolnikami. W ogóle okręg ten jest źle uprawiany […].” (Węgierski 1908: 645-646). Niemcewicz po opuszczeniu rosyjskiego więzienia tropi z kolei wszystkie widoczne przejawy szkodliwości carskiego despotyzmu: „Daleko więcej widać gospodarskich budynków i nawet wsi w Finlandii szwedzkiej jak w rosyjskiej. […] tchnienie despotyzmu w wielkiej części zniszczyło ten ruch i ten przemysł, który się daje spostrzegać w Finlandii szwedzkiej.” (Niemcewicz 1959: 12).

„Nieprzejrzystość” widzenia podróżnika to także jego – i czytelników – wizualne przyzwyczajenia. Chcąc opisać obiekt nowy, wielu podróżnych odwołuje się do porównań z widokami znanymi wcześniej sobie i odbiorcom. Poszukiwanie wizualnych ekwiwalentów charakterystyczne jest zwłaszcza dla opisów podróży pozaeuropejskich, tu bowiem odmienność wrażeń wzrokowych bywa najbardziej dojmująca. Mogą to być opozycje, jak np.: „Owady na tym pustkowiu są nieporównanie większe niż okazy takich samych gatunków w Europie” (Potocki 1959: 161) – potwierdzające „inność” odkrywanych przestrzeni. Obok takich różnic stopniowalnych, co sygnalizują przymiotniki w stopniu wyższym, są i odmienności absolutne:

Julian Ursyn Niemcewicz : Podróże po Ameryce 1797-1807: 37, 115-116

Nie zobaczycie tu wcale, jak w Europie, świątyń, wież, ruin starych, gotyckich zamków, pomników wreszcie, które przenoszą nas w minione wieki […]. W Europie cudzoziemiec przybywający do dużego miasta […] w czasie przechadzki ma zawsze czym zaspokoić swą ciekawość. Tu zwraca jego uwagę duży budynek w stylu gotyckim, tam stara katedra lub kościół, którego malowidła, grobowce i napisy na nich usposabiają marząco i melancholijnie. […] W Ameryce […] w miejscowych kościołach widzi się masę ławek, ambonę i nagie ściany. Wszystko to może bardziej filozoficzne, bardziej rozsądne, ale wyobraźnia Europejczyka żąda czegoś więcej”.

Z drugiej strony wzrokowa pamięć dostarcza w sytuacji wyobcowania punktów oparcia w obcej rzeczywistości, pomagając oswajać nieznaną przestrzeń: „Zimową porą tylko jeleni do wozów używając, zaprzęgają do sań, które wielkie mają podobieństwo z naszymi czółenkami.” (Kopeć 1995: 178). Szczególnie wiele takich spostrzeżeń znaleźć można u Niemcewicza: „Generał Mifflin, gubernator Pensylwanii, jest łudząco podobny do naszego Zakrzewskiego”; „Zauważyłem pewien taniec, zupełnie podobny do tańca polskich Żydów”; na widok pijanych Indian wracających z miasta: „Rozumiałem, żem był niedaleko Pragi naszej, bo tak właśnie kmiotki mazowieckie, powracając z targu […] zataczają się i wykrzykują sobie.” (Niemcewicz 1959: 36, 46, 241)

Wpływ na sposób przedstawienia wrażeń wzrokowych mają też osobiste upodobania, wyposażenie intelektualne i zakres zainteresowań. Potocki i Węgierski szczególnie chętnie przywołują skojarzenia oglądanych miejsc i obiektów z dziedzictwem kulturowym typowego europejskiego intelektualisty: „Widziałem pola, gdzie szczęśliwy Parys trzód swych pilnował; cedry, które Hektor w ręku swych ważył; […] i wszystkie te rzeczy pozwalały mi wyobrażać sobie starożytność żywiej może niż marmury i kolumny.” (Potocki 1959: 62). Nie chodzi tylko o efekt „unaocznienia”, zobaczenia w naturze tego, o czym się czytało – skojarzenia dotyczą także miejsc, które poza wyglądem nie mają nic wspólnego z zapamiętanymi lekturami. Amerykańskie Jezioro Jerzego w świetle księżyca wywołuje u Węgierskiego wspomnienia „przejażdżki Saint-Preux po jeziorze” i „Leandra płynącego, aby doścignąć swojej czułej Hero”. (Węgierski 1908: 818)

Różnice postrzegania wynikają także z postawy wobec świata i celu podróży oraz przeznaczenia zapisków. Scjentyści, jak Staszic, Stanisław Poniatowski, Bohusz nie notują wrażeń estetycznych. Interesuje ich to, co sprowadza się do użyteczności, a więc np. nie tyle piękno, co „ochędóstwo” (lub jego brak), sprawność funkcjonowania, widoczna zamożność lub ubóstwo. Potocki czy Węgierski, nie unikając i takich obserwacji, wolą jednak zdecydowanie „malowniczość”, opisy, w których gra światła, barwy, skojarzenia malarskie i udział wyobraźni odgrywają istotną rolę. W połowie drogi pomiędzy tymi dwoma stylami sytuują się pamiętniki Niemcewicza i Kopcia, u których naprzemiennie występują oba typy wrażliwości wizualnej. Fachowe i konkretne opisy preferuje nieco paradoksalnie również Moszyński, choć ich przedmiotem są głównie dzieła architektury i malarstwa.

Autorzy oświeceniowych opisów podróży często stwierdzają: „widziałem”, „ujrzałem na własne oczy”. Choć coraz więcej ludzi podróżuje, wciąż większość czytelników nie dotarła do miejsc, gdzie trafili oni, zatem autorytet naocznego świadka i jego relacji nadal jest duży. Jeśli nawet świadectwo nie jest pierwsze, można dokonać weryfikacji wcześniejszych spostrzeżeń: „Wszystkie portrety generała Waszyngtona, jakie widziałem w Europie, wcale nie są do niego podobne” (Węgierski 1908: 472); „Nie mając przedsięwzięcia opisywać tej starożytnej stolicy, którą każdy już zna z opisów geograficznych, chciałem się tylko przeświadczyć naocznie, czy te podania są rzetelne, lub czy nie są przesadzone” (Kopeć 1995: 227).

Podróżnicy z jednej strony podkreślają niezbędność wzroku, skarżąc się, gdy jakieś czynniki go ograniczają – zasłonięte okna w pojeździe, mgła, ciemności, krótkowzroczność – z drugiej zaś zdają sobie sprawę z jego niedostatków. Wzrok może weryfikować świadectwa innych zmysłów (np. Kopeć 1995: 105), często też jednak wrażenia wizualne wymagają objaśnienia: „Ujrzałem mnóstwo praczek, czarnych i białych, półnagich i z odsłoniętymi twarzami, oraz mężczyzn kąpiących się w pobliżu. Wyraziłem zdziwienie, wobec czego wyjaśniono mi, że to niewolnicy i służące, o których nikt się nie troszczy” (Potocki 1959: 143). Wzrok może mylić, jego świadectwo bywa złudne. Kopeć opisuje wizje, jakich doświadczył po spożyciu halucynogennych grzybów, Niemcewicz zaś, który w domu rosyjskiego gubernatora Wyborga ujrzał „z zadziwieniem […] zbiór najpiękniejszych sztychów angielskich, obok zaś bibliotekę bardzo liczną”, co mogło zachwiać jego pogardą dla rosyjskiej władzy, dowiaduje się później z ulgą, „że pierwsze były wzięte na kredyt, a że do drugiej kniaź nigdy nie zaglądał.” (Niemcewicz 1959: 7).

Problemem bywa wreszcie deklarowana od czasu do czasu niemożność przekładu wrażeń wzrokowych na słowa. „Tutaj porzucam pióro, gdyż widok ten wszelkie przechodzi opisanie. Wystawiaj sobie, wyobrażaj, czytaj opisy w książkach – nigdy dostatecznie piękności jego nie pojmiesz.” (Potocki 1959: 27). To poczucie niedostatków języka kazało niektórym z podróżników (Potocki, Niemcewicz, Węgierski, Kopeć) uzupełniać relacje rysunkami.

Artykuły powiązane