Ciało dziecka – romantyzm

Romantyzm był nurtem, który w dzieciństwie dostrzegł szczególnie istotny etap życia ludzkiego (Piwińska 2005: 16). Głośna formuła Williama Wordswortha mówiąca o tym, że „dziecko jest ojcem człowieka”, poprzedzona popularnymi tezami Jana Jakuba Rousseau oraz Fryderyka Schillera o dziecku jako istocie naturalnej i naiwnej (Piwińska 2005: 15; Kubale 1984: 5-31), podkreślała kluczową rolę gromadzonych wówczas doświadczeń, które miały na trwałe naznaczać świadomość każdego indywiduum. Zainteresowanie procesami psychologicznymi zachodzącymi w dzieciństwie nie mogło się jednak obyć bez zwrócenia uwagi na ich aspekt fizyczny. Mitologizacja „dzieciństwa jako takiego” (Piwińska 2005: 11) oznaczała więc także zwrócenie uwagi na ciało dziecka.

[ K] Cielesność dziecka w romantycznych utworach literackich manifestowała się na różnych poziomach leksykalnych. Wśród nazw ogólnych dominowały rzeczowniki rodzaju nijakiego („dziecko”, „dziecię”, „dzieciątko”, „dzieciąteczko”, „pacholę”, „pacholątko”, „dziewczę”, „dziewczątko”, „chłopię”, „biedniątko”, „niebożę”), podkreślające naturę dziecka jako istoty „ bezpłciowej” – ta prawidłowość widoczna była także w formach liczby mnogiej (dość wspomnieć o Mickiewiczowskich wyrażeniach „małe chłopcy”, „biedne chłopcy” z III cz. Dziadów; Mickiewicz 1995a: 143). Znacznie rzadziej pojawiały się określenia wprost odwołujące się do płci („dziewczynka”, „chłopczyk”, „córka”, „siostra”, „chłopiec”, „chłopak”, „syn”), ale i one były zwykle neutralizowane za pomocą form deminutywnych („dziecina”, „braciszek”, „sieroteńka”, „chłopczyk”, „dziewczynka”, „dzieweczka”, „dziewczątko”, „synek”, „synaczek”, „aniołeczek”, „kochaneczek”). Dzieci często ukazywano w grupie – stąd wszechobecne określenia zbiorowe („dzieci”, „dziatwa”, „dziatki”, „dziecięta”, „pacholęta”, „niewiniątka”, „chłopięta”, „dziewczynki”, „chłopcy”), marginalizujące ich cechy indywidualne. Dodatkowo przytoczonym określeniom towarzyszyły na ogół epitety sugerujące mały wzrost i cielesną kruchość („mały”, „maleńki”). [ K] Dziecko żydowskie często nazywano zaś „Żydkiem”, „bachurem” lub „bachurkiem” (także w liczbie mnogiej: „bachury”). Istotną rolę w uobecnianiu ciała dziecka w dobie romantyzmu odgrywał też pierwiastek niewinności oraz idealizowanego piękna („dziecka niewinne oblicze”, „dzieciątko z nieba”, „niewiniątko boże”, „śliczniuchna dziewczynka”, „ładny chłopczyk mały”). Co ciekawe, w podobny sposób prezentowano zarówno niemowlęta, jak i dzieci kilku- oraz kilkunastoletnie. Oto przykładowa charakterystyka jednego z bohaterów powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego Zygmuntowskie czasy, Stasia Sołomereckiego:

Nie wiem, czy dożył czternastu lat, czy zaczął piętnaście. Cienki, chudy, słabowity, blady na twarzy, drobnych rąk, maleńkich nóg chłopczyk, z siwymi dużymi oczyma, jasnym na ramionach włosem i uśmiechającymi się smutno usteczkami. W rysach jego jest coś przypominającego kobietę, coś niemęskiego, bojaźliwego, cierpiącego (Józef Ignacy Kraszewski, „Zygmuntowskie czasy”: 5-6).

Choć zacytowany opis jest dość szczegółowy, to ogólną zasadą uobecniania ciała dziecka w literaturze romantycznej jest reguła fragmentaryczności (wyodrębniane są tylko niektóre części ciała, w zależności od typu przedstawienia), a także zasada estetyzacji (dzieci są zwykle „śliczne” lub „ładne”).

Wśród najważniejszych wizerunków ciała dziecka w literaturze romantycznej znajduje się ciało niemowlęcia. Obok ogólnych formuł opisowych podkreślających małość i kruchość („synek taki maleńki” z Mickiewiczowskiego Powrotu taty; Mickiewicz 1993: 79; „mdłe ciałko” z Ducha od stepu Józefa Bohdana Zaleskiego; Zaleski 1985: 108), odwołujących się do metafory ziarnka („O ziarko lube!” – pisał Mickiewicz w przekładzie Podróżny. Z Goethego, „Wanderer”; Mickiewicz 1993: 284; „takie jeszcze ziarno” – powtarzał Norwid w wierszu Człowiek; Norwid 1971b: 274), romantycy zwracali uwagę tylko na wybrane części ciała niemowlęcia. Mickiewicz wspominał o „niemowlęcych dłoniach” (Do Niemna; Mickiewicz 1993: 218), [ K] Norwid wymieniał „stopki dziecięce”, „paluszki różowe” oraz „piąstki”, pisał też o niemowlęcym uśmiechu i rumieńcu (Człowiek; Norwid 1971b: 274), Lenartowicz wielokrotnie napomykał o sercu. Zdumiewające, że romantycy właściwie nie zwracali uwagi na oczy niemowląt, choć ów motyw (ogromnie popularny w tym czasie w odniesieniu do osób dorosłych) z pewnością dodawałby literackim reprezentacjom ich ciał personalnego nacechowania. Być może jednak to pozostałość swoistej obojętności wobec dzieci, która wiązała się z wysoką śmiertelnością niemowląt w dawnych wiekach (Ariès 1995: 48-52)? Co ciekawe, właściwie nie pojawiał się też w tym okresie motyw nagiego niemowlęcego ciała (tak popularny choćby w dobie baroku).

Często uobecniane były natomiast wybrane zachowania niemowląt: zwłaszcza ich sen i płacz, a także ssanie piersi, kwilenie, jęk, żalenie się, uśmiech z kołyski. Romantyczne wizerunki niemowląt bardzo silnie podkreślały też nierozerwalną więź cielesną matki i dziecka.Można rzec, że [ K] matka i niemowlę tworzyły w tych obrazach literackich jeden organizm. Z ciałem niemowlęcia były tu spojone zwłaszcza: matczyne łono, do którego tulone jest niemowlę; ręka lub ramię, na których ono spoczywa; matczyna pierś, którą jest karmione i do której jest przygarniane. Bywało, że tę więź matki i dziecka dostrzegano już na etapie prenatalnym (Maryja w Mickiewiczowskich Słowach Panny wyznaje: „poczułam w łonie bijące dziecię jako drugie serce, a dawne serce moje utuliło się i ucichło”; Mickiewicz 1993: 419). W romantycznych utworach niemowlęta są przytulane, niańczone, „lulane”, karmione i pojone. Małym dzieciom się śpiewa. Pojawia się też szereg innych atrybutów niemowlęctwa, bez których reprezentacja ich cielesności jest nie do pomyślenia – są to: kołyska, kolebka, pieluchy, powijaki, a nawet wanna („Skoro cię z długich osłonięć wywiną, / Do wanny niosą” – pisał Norwid w wierszu Człowiek; Norwid 1971b: 270).

Rozpowszechnionym w dobie romantyzmu sposobem prezentacji ciała dziecka jest wizerunek dziecka-aniołka, kojarzony nie tylko z beztroską, niewinnością i niezmąconym szczęściem tego okresu życia (por. Mickiewiczowskie „latek dziecinnych wesele” z sonetu Do Niemna oraz „dzieciństwo sielskie, anielskie” z wiersza Polały się łzy…; Mickiewicz 1993: 218, 413), ale także z nieskażoną doskonałością cielesnej konstytucji dziecka (w liryku Dziecina Lolka na rzymskich mogiłach… Słowacki pisał: „bo w polskim dziecku […] czuć anioła”; Słowacki 2005: 256; w wierszu Jagoda Lenartowicz nazywał dziecko „aniołem w ludzkim ciele”; Lenartowicz 1972: 137). Czasem romantyczne dzieci wprost pojawiają się w anielskiej postaci (jak Rózia i Józio z II cz. Dziadów: „Patrz, jakie główki w promieniu, / Ubiór z jutrzenki światełka, / A na oboim ramieniu / Jak u motylków skrzydełka.”; Mickiewicz 1995a: 18), częściej jednak są stylizowane na postaci anielskie. Podkreśla się wtedy ich eteryczność i zwiewność (główna bohaterka wiersza Słowackiego Do pastereczki siedzącej na druidów kamieniach w Pornic nad Oceanem jest „prawie bez krwi i ciała”; Słowacki 2005: 264) oraz jasną kolorystykę drobnych ciał (dominuje biel i złoto) – słowem: ich bez mała niematerialną, pozabiologiczną, duchową naturę. Uobecnianie poszczególnych części ciała dzieci-aniołków podporządkowane jest wymienionym wyżej tendencjom. Wyróżnia się zwłaszcza perspektywa „góry”. Główka bywa opleciona jasnymi (często „złotymi”) włosami, tworząc efekt aureoli – jak w wierszu Słowackiego Do pastereczki siedzącej na druidów kamieniach w Pornic nad Oceanem: „Włoski twoje jak zboże / Złote… i przezroczyste”, „z główką w zorzy pierścieniach” (Słowacki 2005: 266, 265); podobnie wygląda siedmioletni chłopiec z wiersza Lenartowicza Jagoda: „Jak aniołek jaki złoty, / […] W koszulinie, zawsze bosy, / Przepasany wąską krajką, / Opalony, białe włosy” (Lenartowicz 1972: 133). Oczy są błękitne lub niebieskie (czyli także‘pełne nieba’ – jak w wierszu Słowackiego Gdy na ojczyznę spojrzą oczy Lolki…; Słowacki 2005: 254-255; lub „gorejące Bóstwem” – jak w liryku Mickiewicza Do M. Ł. W dzień przyjęcia komunii św.; Mickiewicz 1993: 322). Zdarza się jednak, że [ K] oczy niewinnych dzieci stają się ogniste świętym gniewem. Lica sugerują zwykle niewinność, usta wypowiadają słowa modlitwy. [ K] Wszechobecne są też łzy, które płyną z oczu lub źrenic. Swoistym wyjątkiem jest wspomniana wyżej pastereczka Słowackiego, która ma wyraźnie zaznaczoną kibić. Wiąże się to jednak z faktem, że łączy ona w sobie cechy „kochanki i dziecięcia” (Słowacki 2005: 265) – na ogół jednak anielskie ciała dzieci doby romantyzmu zupełnie pozbawione są oznak płci; obca jest im także fizjologia. Ich ciała są bowiem podporządkowane głównie sile ducha, poddane są mocy płynącej z wewnątrz lub „z góry”.

Opisane wyżej prawidłowości obowiązują także w przypadku innych reprezentacji ciała dziecka w dobie romantyzmu – mam na myśli przede wszystkim wizerunki idylliczne, wywodzące się jeszcze z konwencji literatury sentymentalnej. Wspomniane wzorce przedstawieniowe także idealizują ciało dziecka, odwołując się m.in. do „typowo polskiej” urody (włosy jak len, niebieskie oczy), lecz nie posługują się już jego sakralną stylizacją.

Opis małych bohaterów romantycznej idylli ogranicza się zwykle do wyakcentowania kilku wybranych cech. Są to: drobna sylwetka, jasne lub złote włosy, rumiane policzki i jasne oblicze („Płacze siostra siedmioletnia, / Jak jutrzenka złotowłosa; / Łza rumieniec jej uświetnia, / Jak poranny kwiatek rosa.” – pisał Józef Bohdan Zaleski we Wzgórku pożegnania; Zaleski 1985: 16), błękitne oczy (jeden z małych bohaterów Jaskółki Lenartowicza mówi o swojej siostrze: „Czy jej modre oczy duże / Cicha łza nie rosi? / I czy jeszcze białą różę / W jasnych włosach nosi?…”; Lenartowicz 1972: 112), różane lub koralowe usta, rozdające „tkliwe” pocałunki. Znacznie rzadziej wspomina się o innych częściach ciała, ale i wtedy pilnie przestrzega się konwencji idealizującej: ręce są radośnie „wzniesione” („Jeszcze dzieckiem w ciche lato / Ręce w górę wznaszał / I czapeczką wiał rogatą, / Jakby dzieci spraszał” – pisał Lenartowicz w wierszu Marcin Borelowski-Lelewel; Lenartowicz 1972: 235), piersi są „młode”, nosek lekko zadarty (Pytania i odpowiedzi; Dunin-Borkowski 1975: 561), mała bródka ma uroczy dołeczek, ewokując efekt śliczności (A pamiętasz?; Lenartowicz 1972: 415), zaś nogi służą do żwawego marszu („Spieszy dziewczę drogą z lasku, / Dobrze nogom w ciepłym piasku”; Jagoda; Lenartowicz 1972: 138). Atrybutami takich bohaterów są także: gwar radosnych rozmów i zabaw, jąkanie się, klaskanie i śmiech, wesołe okrzyki oraz zwykle intensywny ruch. [ K] Obok obowiązkowego tulenia się do rodziców i pieszczot wspomina się tu także o raczkowaniu, zabawie w piasku i w kałużach, podskokach, szybkim marszu, nawet tarzaniu się w śniegu: „Pełno radości i krzyku” – pisze Mickiewicz w Powrocie taty (Mickiewicz 1993: 77); „Dzieci, o! dzieci chichocą wesoło, / Jako jaskółki wiją się wokoło” – dodaje Zaleski w Przenajświętszej Rodzinie (Zaleski 1985: 253); „Na hulankę, na śnieżyska! / Dalej dzieci, dalej hulki! / Tarzalim się jak dwie kulki.” – dodaje Lenartowicz w wierszu A pamiętasz? (Lenartowicz 1972: 416). Dzieci z romantycznej idylli właściwie nie płaczą, zaś ich ubogi ubiór kontrastuje z szczęściem codziennej egzystencji, która upływa pod opieką troskliwych rodziców:

A pamiętasz, Basiu miła,

Jak ci matka czapkę szyła?

Matka dobra, matka cicha,

Obszywa to a opycha,

Koszulinę, choć i krótką,

I czapczynę dla wygody,

A pod pierwszą wiąże bródką,

Bo dziecina ma dwie brody

(Na pierwszej się robi dołek),

A matusia pieści, chucha

I nazywa to: „Janiołek”.

Nie janiołek, a dziewucha,

Co, jak mała, raczkiem chodzi,

A podrosłszy, gęsi wodzi

To na drogę, to na cmentarz.

Latawica, próbuj spętać!…

(Teofil Lenartowicz, „A pamiętasz?”: 415)

Pisarze romantyzmu prezentowali dziecko uczące się, idące do szkoły, pochylone nad książką. Norwid przedstawiał takiego chłopca następująco: „schylony – z głową oburącz podpartą” (Epos-nasza; Norwid 1971b: 158), wspominał też o dzieciach, które „o rannej godzinie” „do szkół idą” (Rozebrana. Ballada; Norwid 1971c: 249). Na obraz dwóch zatopionych w lekturze chłopców, którzy – „wzajem na ramionach opierając skronie” – bez pamięci pogrążeni są w lekturze, natrafiamy w Godzinie myśli Juliusza Słowackiego (Słowacki 2009: 255).

Wyrazistym kontrastem wobec idyllicznych przedstawień cielesności dzieci są częste obrazy sierot („Dzieci wiele, sierot wiele!” – to słowa Mickiewicza z wiersza Te rozkwitłe świeżo drzewa…; Mickiewicz 1993: 351) – zawsze ubogich (stąd powtarzające się określenia: „niebogie dziecię”, „biedne dziecię”), zawsze drobnych („maleńkich dwoje dzieci pod ubogiej chaty progami” – pisał Norwid w wierszu Do Bronisława Z.; Norwid 1971c: 237), [ K] zawsze marnie ubranych (jednym z bohaterów wiersza Lenartowicza Niech żyje Polska! jest „dzieciątko w płachcie z płótna”; Lenartowicz 1972: 255), zawsze samotnych i nieszczęśliwych. Podstawowym atrybutem cielesnych reprezentacji romantycznych sierot jest gorzki płacz lub skryte łkanie, „nabrzmiałe oko”, „zapadła powieka” (Norwid 1971b: 5, 7), zalewanie się łzami. Oczy służą bowiem tym dzieciom nie tyle do patrzenia, ile raczej do wylewania łez (a także do rejestrowania własnej nędzy). Do tego samego celu służą też inne organy zmysłowe: „Na tę mogiłę głuchą, / Gdy ciemna noc zapada, / Pacholę małe siada, / Nachyla baczne ucho, / Pierś drżąca ledwie dyszy” (Niech żyje Polska!; Lenartowicz 1972: 257). Serce – przybite jest wiekiem trumny (jak w wierszu Norwida Sieroty: Norwid 1971b: 8). Bezdomna głowa szuka przytułku, ale nie znajduje nigdzie oparcia ani spoczynku: „Lecz cóż z tobą, synu, będzie? / Gdzie przytułek dla twej głowy?” – pyta dramatycznie Zaleski w wierszu Wzgórek pożegnania (Zaleski 1985: 17); „Nie mam ci ja mojej główki / Położyć na czem.” – rozpacza jedna z sierot Lenartowicza w Piosnkach wiejskich dla ochronek (Lenartowicz 1956: 166). Swoją biedną główkę osierocone dziecko obejmuje własnymi rączkami – w geście rozpaczy i żalu („Wyjdę ja przed wrota, / Za główkę się trzymam; / Ludzie orzą, sieją – / A ja nic już nié mam.”; Lenartowicz 1956: 166). Twarz ukryta jest w dłoniach. Drobne, sieroce rączki służą głównie do pracy ponad siły („Oj, robię ja, robię, / Aż rączki ustają” – rozpacza jedna z sierot w wierszu Lenartowicza Piosnki wiejskie dla ochronek; Lenartowicz 1956: 166). Taki właśnie jest też Staś Sołomerecki z Zygmuntowskich czasów Kraszewskiego: „Widać z tych łzawych, mgłą zaszłych oczów, że już myśli, z czoła sfałdowanego, że cierpiał, z bladego lica, że mu i odrobina życia już zaszła goryczą” (Kraszewski 1966: 5).

Jakże odmiennie prezentują się ciała romantycznych „świętych młodzianków” – dzieci cierpiących za ojczyznę! Z jednej strony podkreśla się ich dziecinne piękno: filigranową sylwetkę, niewinność oblicza (dziecinne czoło, jasne skronie), wątłe siły:

Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci

Z golonymi głowami; na nogach okuci.

Biedne chłopcy! — najmłodszy, dziesięć lat, niebożę,

Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może,

I pokazywał nogę skrwawioną i nagą.

(Adam Mickiewicz, „Dziady. Część III”: 143).

Z drugiej strony są to ciała naznaczone dojrzałością dorosłych ludzi – ani młode, ani piękne (oto przykładowy wizerunek Janczewskiego z III cz. Dziadów: „oszpetniał, / Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał”; Mickiewicz 1995a: 143). Ich wysoko podniesione czoła oraz oczy, „suche i pogodne” (Mickiewicz 1995a: 143), naznaczone są dumą i niezależnością. Ich bystre źrenice, pochylona głowa, „uśmiech, gorzki, lecz łagodny” (Mickiewicz 1995a: 143) sugerują dostęp do wręcz pozaludzkich tajemnic. Ich zgoła niedziecięca odwaga ukrywa się pod mężną piersią. Ich rozdarte serca (co są „na kształt wrzodu” – jak pisze Kornel Ujejski w Modlitwie ojca przy chrzcie syna; Ujejski 1992: 56), prawice (nie ręce!) trzymające krzyż, kołyski z szabel, skaleczenia cierniem, zabawy atrybutami przyszłej męki – świadczą o gotowości do poświęcenia i znoszenia fizycznej udręki. Ich dłonie służą do pożegnań, pozdrowień i nakazów, zaś okute w kajdany nogi stale przypominają o niewoli:

On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,

I trzykroć krzyknął: »Jeszcze Polska nie zginęła«. —

Wpadli w tłum — ale długo ta ręka ku niebu,

Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu,

Głowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna,

Głowa niezawstydzona, dumna, z dala widna,

Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza

I wystaje z czarnego tylu głów natłoku

Jak z morza łeb delfina, nawałnicy wieszcza,

Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku […]”

(Adam Mickiewicz, „Dziady. Część III”: 143-144).

Zupełnie inaczej ukazywana była konstytucja fizyczna dziecka, któremu można by nadać miano, zgodnie z duchem epoki, „dziecięcia wieku” – nadwrażliwego i nadświadomego, cierpiącego i czującego w dwójnasób, obdarzonego szczególną wrażliwością moralną. [ K] To na ogół wątła, krucha postać, która nie ma nic wspólnego ze „świeżością dzieciństwa mleczną i poziomkową” (Nie-Boska komedia; Krasiński 1973: 348), lecz cechuje się licznymi oznakami przedwczesnego uwiądu, połączeniem dorosłości, a nawet zgrzybiałej starości, z młodością, a także odczuciem obcości wobec świata. Są wśród takich bohaterów: dziecko noszące „ czarne w piersiach blizny” i pożywiające się „gorszkimi, zatrutymi kołaczami” (Pacholę z Marii Antoniego Malczewskiego; Malczewski 2002: 155); „maleńki, blady i nierozkwitniony” synek, „zawczesnym zagrożona zgonem dziecinka” (Eolion z poematu Wacław; Słowacki 2009: 635, 636), „dziecię, bolem uczuć złamane przedwcześnie” (jeden z bohaterów Godziny myśli; Słowacki 2009: 259), niewidomy chłopiec o pomarszczonym czole, skroniach „obarczonych myślami”, nękany nawrotami bólu głowy, z ciałem „przepsutym” przez myśl, którego choroba rodziła się w duchu, a zdawały się jej przeczyć „powieki prześliczne, białka przeczyste, żyły wszystkie w porządku, muszkuły w sile” (Orcio z Nie-Boskiej komedii; Krasiński 1973: 347, 349, 356). (Ważne: tego ambiwalentnego przywileju wybraństwa dostępowali wyłącznie chłopcy!).

W cherlawej postaci „dzieciąt wieku” wyróżniały się zwłaszcza: zwiędła, blada, smutna twarz (bladość, a nawet marmurowa biel oblicza będzie się powtarzać dziesiątki razy), blade i wielkie, przedwcześnie pokryte zmarszczkami (ale zawsze „dumne”) czoło, drżące usta (z których wydobywa się jęk), pokryta bliznami, ciężko unosząca się pierś, równie „ciężkie”, zatrute zgryzotą serce. Bardzo istotną rolę przypisywano wtedy oczom: miały one barwę czarną, lazurową, szafirową lub błękitną, ale zawsze były to oczy pełne łez, „ obłąkane”, a zarazem zapatrzone w pustkę, o chorobliwym blasku i gorączkowym płomieniu, o tajemniczej, niepokojącej głębi, „utopione w ziemię” (Godzina myśli; Słowacki 2009: 257), czasem ślepe (jak w przypadku Orcia z Nie-Boskiej komedii Zygmunta Krasińskiego). Serce skrywało na ogół mroczne tajemnice i głębokie cierpienie, było poryte skazami i bliznami. Ten ponury obraz uzupełniały włosy na czole, często skręcone w pukle, podkreślające zniewieściałość romantycznych „dzieciąt wieku” (pisał Słowacki w Godzinie myśli: „Włos na czole dzielony na ramiona spadał / I po nich czarnym gęstym sypał się pierścieniem. / Widać, że włos ten co dnia ręką dziewic gładką / Utrefiony, brał blaski dziewiczych warkoczy.”; Słowacki 2009: 252), a także ręce – zwykle otwarte dla przyjaciół, choć puste (ale jest też ręka „samobójcza”; Słowacki 2009: 258). Jak widać, żadna z wymienionych części ciała nie była dobrana w sposób przypadkowy – zgodnie z wielowiekową tradycją wszystkie były kojarzone z myśleniem i odczuwaniem. Opisane wizerunki dziecięce podporządkowane były ponadto typowo romantycznej retoryce głębi i powierzchni (przy czym zawsze waloryzowano pozytywnie to, co działo się w głębi).

W literaturze romantycznej stosunkowo często ukazywane było też martwe ciało dziecka. Zapewne obrazy te ciągle jeszcze motywowane były wysoką śmiertelnością dzieci (nie tylko niemowląt). W romantycznych tekstach często napotykamy więc na motywy dziecięcych zwłok: obraz „garstki kosteczek” i „zawieszonego na piersiach” matki, zielonego ciała umierającego dziecka (jak w dramacie Ksiądz Marek; Słowacki 1955: 71, 107), drobnych ciałek ściętych mrozem („Mróz wszelakie czucie ściął / I Pan Jezus duszę wziął” – mówi duch sieroty z wiersza Lenartowicza o tym tytule; Lenartowicz 1972: 28; w podobny sposób umarło jedno z dzieci w II cz. Dziadów; Mickiewicz 1995a: 26), obrazy przysypanych piaskiem oczu („Położyli Janka w sieni. / Położyli na ławeczce / We śmiertelnej koszuleczce / I mogiłę wykopali, / Piaskiem oczy przysypali.” – to fragment relacji zawartej w Piosnkach wiejskich dla ochronek; Lenartowicz 1956: 167), malutkich trumienek („I przyszli ludzie z gotową trumienką; / Ksiądz się obrócił i znak im dał ręką, / I wzięli trupka, po cichu wynieśli.” Wacław; Słowacki 2009: 651). Literatura romantyczna – ta uwaga odnosi się głównie do twórczości Juliusza Słowackiego – przedstawiała także znacznie bardziej makabryczne sceny śmierci dzieci: motywy odciętych główek „z włoski złotemi”, przytraczanych do pasa lub nabijanych na spisy, obrazy bezgłowych ciałek trzymanych „za nóżki zimne, zielone”, motywy martwego, niepogrzebanego „mięsiwa kawałka” (Sen srebrny Salomei; Słowacki 1955: 178, 177, 200). Te przerażające szczegóły to swoiste leitmotivy zwłaszcza dwóch utworów Słowackiego: Poema Piasta Dantyszka herbu Leliwa o piekle oraz Sen srebrny Salomei. Literackich „trupków” było jednak wówczas wiele, bardzo wiele…

Artykuły powiązane