Blednica – zagadka ciała kobiecego

W schyłkowej epoce XIX w. zjawisko emancypacji kobiet stawało się powoli faktem. Dążenie do rewizji dyskryminujących kobiety przepisów prawa cywilnego, walka o uzyskanie praw wyborczych, odnotowany wzrost liczby studentek z mniejszą lub większą intensywnością prowadziły do redefinicji roli kobiet w modernizujących się społeczeństwach Europy, w tym Polski. Jednocześnie procesy emancypacyjne napotykały na swojej drodze tendencje mizoginistyczne, wyrastające z filozofii, psychoanalizy, eugeniki, antropologii a także eksperckich dyskusji szerokiego środowiska medycznego. W malarstwie, choćby obrazach Gustawa Klimta, pojawia się wizerunek pięknej kobiety, o niepokojąco sino-bladej przezroczystej cerze, głębokich cieniach pod oczami, przesyconej smutkiem i melancholią. Odpowiadał mu medyczny dyskurs dotyczący typowego kobiecego schorzenia epoki zwanego blednicą.

W czasopismach i poradnikach medycznych blednicę definiowano jako schorzenie polegające na różnym stopniu niedokrwistości objawiające się bladością cery, potliwością rąk, gorączką, osłabieniem. Blednica, zależnie od przebiegu i nasilenia, mogła być poważną chorobą prowadząca do śmierci lub lekką, przejściową niedyspozycją. W omawianej epoce nastolatki chorują na blednicę powszechnie. Tak jak dzieci przechodzą ospę, różyczkę, odrę, groźny koklusz, tak dziewczęta atakuje wyłaniająca się z mgły dojrzewania – blednica. Lekarze sami nazywają ją „modną chorobą podlotków”. W Przedpieklu Gabrieli Zapolskiej na blednicę choruje większość uczennic na pensji. Pisarka przedstawia je jako „zastygłe w bladości”, „cierpiące”, „ospałe” „trupy dziewcząt”:

Gabriela Zapolska : Przedpiekle: 25

Wypędzono je na ganki-raz, aby odetchnęły „świeżym powietrzem”, po wtóre, aby klasy zamieść można. Bliskość jednak miejsc ustępowych zanieczyszczała powietrze, tak, że dzieci dusiły się formalnie ohydną wonią drażniącą nerwy (…) Wielka liczba tych dziewcząt miała blednicę rozwiniętą do największej potęgi.

Oficjalne przyczyny blednicy brzmiały: złe odżywianie się, brak ruchu, gimnastyki, noszenie obciskających gorsetów, w które zakuwano już piętnastoletnie dziewczynki, oraz przebywanie w zatłoczonym, wypełnionym niezdrowymi wyziewami mieście. W pamięci Ireny Krzywickiej koleżanki ze szkoły zapisały się jako na wpół zdrowe, na wpół chore, niedomagające, blade, anemiczne cienie.

Irena Krzywicka : Wyznania gorszycielki: 48

Kiedy spoglądam wstecz na swoje byłe koleżanki i porównuję, je z dzisiejszą młodzieżą, widzę ze zdumieniem ile było wśród nich dziewcząt rozlazłych, otyłych, krościatych, anemicznych. Była to epoka przed-sportowa, przed-powszechnie- urlopowa, tak, że biedaczki często nigdy nosa nie wychylały z miasta, a jeżeli jeździły do jakichś uzdrowisk to i tam prowadziły życie miejskie. Tylko córki ziemiańskie miały zdrowe cery i jędrne ciała, ale i to nie zawsze.

Leczenie blednicy polegało na przede wszystkim na leżeniu i pochłanianiu niebywałej ilości kalorycznych posiłków. Dr Pareński, późniejszy teść Tadeusza Boya-Żeleńskiego, autorytet w dziedzinie wyciągania podlotków z blednicy, przepisywał swoim pacjentkom następującą dietę:

Zofia Ordyńska : Wspomnienia: 474-475

Na pierwsze śniadanie kakao, jajko na miękko, dwie bułki z masłem, drugie śniadanie: befsztyk po angielsku z kaszą perłową suto okraszoną tłuszczem, surówka z kiszonej kapusty z cukrem i oliwą. Do tego pół butelki porteru. Na obiad rosół lub pożywna zupa na śmietanie, znów befsztyk z kaszą i surówką, i drugie pół butelki porteru. Na deser legumina. Potem obfity podwieczorek i kolacja. Dodatkowo jabłka z dziurami od żelaznych gwoździ, smarowanie nalewką spirytusową na młodych pędach sosnowych i parę łyżek żelaza.

Leżenie mogło być przerywane niedługim i nieforsownym popołudniowym spacerem. Higieniści podkreślali, że właściwe żywienie odgrywa kluczową rolę w zwalczaniu objawów blednicy, przez co rozumiano spożywanie dużej ilości czerwonego, pieczonego i smażonego (nie gotowanego!) mięsa: befsztyków, rostbefów, pieczeni z rożna, baraniny, przy ograniczeniu owoców i warzyw, które dopuszczano jedynie w małych ilościach jako dodatki do mięsa. Sałaty i kwaśne przyprawy – były surowo wzbronione. Z napoi radzono pić gorącą czekoladę i mleko, unikać herbaty i kawy (Zespół redakcyjny, 1908: 371). Termin dieta oznaczać mógł zarówno technikę tuczenia, jak i odchudzania (Zespół redakcyjny 1908 : 41). Przy tej pierwszej zaznaczano, że należy leżeć w łóżku lub maksymalnie ograniczyć ruch. O ile techniki tuczenia są przekonywające, o tyle odchudzania już nie. Gimnastyka dla grubasów wyglądać mogła w następujący sposób:

Anonim : Uwagi na czasie: 5

Dla otyłych wskazane jest wożenie osób drugich na sankach, a wykonując tę zbawienną dla nich pracę powinni na przemian zginać tułów ku przodowi i wyprostowywać silnie całe ciało. Pod wpływem tych ruchów jędrnieją mięśnie utrzymujące ścianę brzuszną w normalnym położeniu. Co zapobiega obwisaniu brzucha.

W popularnym poradniku uznano, że tarzanie się po podłodze i ugniatanie brzucha służy również odchudzaniu. Po miesiącu tuczenia objawy blednicy u pacjentki zwykle ustępowały. Przed dorastającymi dziewczętami lekarze rysowali tragiczną alternatywę: mogły być chude i chore albo grubawe i zdrowe. Zwykle pod presją rodziców i wychowawców wybierały to drugie, zdając się na gorset, który pozwalał ukryć nadmiar ciała, który przybywał w trakcie leczenia. Praktyki odchudzania dotyczyły jedynie otyłości chorobliwej. Podtuczona pensjonarka, krągła i rumiana – mieściła się w normie kanonów estetyki i zdrowia. Pamiętnikarka Jadwiga Klemensiewiczowa zauważyła:

Jadwiga Klemensiewiczowa : Przebojem ku wiedzy: 112

Wtedy bowiem nie szczupłe i wiotkie – nad takimi się litowano, uważając je za chore – lecz silne, tęgie zwaliste kobiety miały powodzenie; dlatego też musiano gorsetamiutrzymywać w formie zbyt obfite kształty niewieście. Młode panny, kandydatki na żony powinny być tłuściutkie, pulchne, rumiane na twarzy, jak „krew z mlekiem”.

Dziewczętom cierpiącym na blednicę polecano dyskretną pachnącą pomadkę do ust. Jak większość kosmetyków w tej epoce, można ją było samodzielnie wykonać w domu według prostej receptury: 30 gramów masła kakaowego, 30 gramów gliceryny czystej, 3 gramy boraksu, 10 kropel esencji waniliowej lub różanej. W aptece i drogeriach można było także kupić rozmaite syropy wzmacniające na bazie lecytyny w stugramowych flakonach, które reklamowano jako skuteczne panaceum: od blednicy, przez neurastenię, gruźlicę, moczówkę, po uwiąd starczy i krzywicę.

Uważano, że zaawansowana blednica prowadzić może do gruźlicy, powikłań ginekologicznych oraz zaburzeń nerwowych. W poradnikach medycznych występuje nawet charakterystyczna zbitka słów; „nerwowość- niedokrwistość”, „niedokrwistość- nerwowość- melancholia”, sugerująca, że u podstaw chorób nerwowych leżą nieprawidłowości związane ze składem chemicznym krwi (Fischer-Dückelmann 1912: 290, 304-305). Zgodnie z modą, którą zapoczątkował w Europie Cesare Lombroso, w poradnikach medycznych prezentowano portrety młodych kobiet, na twarzach których, wyczytać można było rzekome stygmaty choroby niedokrwistości i zaburzeń psychicznych. Blednica została zaliczona do chorób degenerujących, czyli powodujących rozmaite bliżej nie zbadane anomalie w organizmie.

Jakie są przyczyny obsesji blednicy na przełomie XIX/XX w.? Przede wszystkim odpowiadał za to widoczny w czasopiśmiennictwie społeczno-medycznym zwrot zainteresowania lekarzy w kierunku życia codziennego i higieny kobiet. W 1910 r. Wacław Goździecki odnotował:

Wacław Goździecki : Higiena internatów dla dziewcząt: 609

Dotychczas na kongresach higieny szkolnej zajmowano się przeważnie wychowywaniem chłopców, dziewczęta zaś zostawały w cieniu, zajmowały drugie i trzecie miejsce, jak gdyby w przyszłości jako kobiety dojrzałe miały odgrywać w życiu jedynie role podrzędne.

Reforma i higienizacja życia codziennego przenika do szerszych warstw społecznych, nawet z ust radczyni pani Warchlakowskiej z Sezonowej miłości nie schodzi sakramentalne: „higiena i poczucie moralności” (Zapolska 1980: 118). Epidemia blednicy to również efekt uboczny zainteresowania lekarzy wykryciem związku pomiędzy nieprawidłowościami w składzie krwi a chorobami nerwowymi u kobiet. Pod lupę brano przede wszystkim kobiety młode, u których można było w porę wychwycić anomalie i zapobiec ich rozwojowi.

W dyskursie higienicznym w pierwszej dekadzie XX w. pojawia się pogląd, że blednica dotyka lekkomyślnych dziewcząt, oddających się częstym uciechom i zabawom forsującym nadmiernie młody organizm (Bagiński 1910: 243). Inna hipoteza mająca wyjaśnić powstawanie blednicy wskazuje na wyczerpanie dziewcząt spowodowane nadmierną pracą umysłową (Anonim 1911: 265). Przeciążenie szkolne, argumentują lekarze, powodowało rozdrażnienie nerwów i blednicę (Joteyko 1911:507; Anonim 1911: 265).

Inna teoria mówi, że blednica jest wynikiem dysfunkcji cyklu miesiączkowego i bezwiednym przejawem budzącego się w dziewczętach seksualnego pożądania. Lekarze zatem alarmowali, że dziewczęta oddają się „tajemnym grzechom”, tak często, jak chłopcy. Razem z pedagogami rozpatrywali możliwość wdrożenia wychowania seksualnego w domach jako terapii zapobiegawczej przeciw namiętnościom i pożądaniu. Choć zasadniczą rolę nadmiernej pobudliwości zmysłów przypisują lekarze dziedziczeniu to radzą ograniczyć „przyczyny, które to zło potęgują” i z życia młodych dziewcząt wykluczyć przedstawienia amatorskie, koncerty i zabawy zwłaszcza z udziałem płci przeciwnej. Lekarze stosują pouczenia nauczycielek, aby nie zezwalały pensjonariuszkom na wylewne, przesadne okazywanie sobie uczuć, uściski i pocałunki.

Blednica w tej epoce miała funkcje społeczno-obyczajowe i dyscyplinujące. Diagnozowanie blednicy, obok działań zdrowotnych, miało na celu przywołanie do porządku i kontrolowanie niepokornych córek. Widmo blednicy pojawia się w kulturze, gdy rodząca się w dziewczętach kobiecość okazuje się zbyt silna, niezależna, a przez to wzbudzająca niepokój. Rozplenienie się tej osobliwej choroby/niedyspozycji na przełomie XIX i XX w. było odpowiedzią na wzrastającą samodzielność kobiet w sferze życia publicznego. Dyskusja na temat blednicy zawierała się w antynomiach zdrowia i choroby, anomalii i normy, ale także kategorii piękna i choroby.

Zastanawiające jak łatwo dekadenckie wizerunki kobiet z piętnem choroby na twarzach, zostały dwie dekady później wyparte przez rześkie, zdrowe oblicza nowoczesnych dziewcząt. Z krótkimi fryzurkami, w wygodnych sportowych ubraniach, z rakietą tenisową w dłoni. Zmieniająca się moda – od tiurniur, gorsetów i kapeluszy z piórami do stroju sportowego – była zewnętrznym wyrazem redefinicji kobiecości i ciała kobiecego. Wynika z tego, że remedium na organiczne zaburzenia w funkcjonowania ciała kobiecego przyszły nie ze strony medycyny i biologii, lecz kultury. Emancypacja kobiet razem ze zrównaniem ich statusu z mężczyznami w prawie cywilnym, dostępem do uniwersytetów i urny wyborczej przestała budzić lęk. Kobiece ciało utraciło dekadenckie atrybuty, bo wyzwolona kobieta okazała się wbrew wszelkiemu czarnowidztwu – całkiem zwyczajna. I nadzwyczaj zdrowa.

Źródła

  • Anonim, „Uwagi na czasie”, „Kosmetyka” 1907, nr 2, s.1.
  • Anonim, „Przepis na pomadkę dla anemicznych”, „Kosmetyka” 1908, nr 12, s.111,
  • Anonim, „Dlaczego nadmierna praca umysłowa wywołuje blednicę i niedokrwistość”, „Kosmetyka” 1911, nr 19, s.265.
  • Klemensiewiczowa z Sikorskich Jadwiga, „Przebojem ku wiedzy. Wspomnienia jednej z pierwszych studentek krakowskich z XIX wieku”, Zakład Narodowy im Ossolińskich, Warszawa 1961.
  • Bagiński Antoni, „Listy o higienie kobiecego organizmu”, „Kosmetyka” 1910, nr 18, s.243.
  • Fischer-Dückelmann Anna, „Kobieta lekarką domową. Podręcznik do pielęgnowania zdrowia i lecznictwa w rodzinie w rodzinie z szczególnym uwzględnieniem chorób kobiecych i dziecięcych, położnictwa i pielęgnowania ”, przekł. Teresa Jaroszewska, KsięgarniaNakładowa Anny i Wilhelma Arming, Wiedeń 1912 (wyd.3).
  • Goździecki Wacław, „Higiena internatów dla dziewcząt”, „Zdrowie” 1910, nr7, s.609.
  • Joyteko Józefa, „O przeciążeniu szkolnym”, „Zdrowie” 1911, nr 7, s.507.
  • Krzywicka Irena, „Wyznania gorszycielki” (1992), Czytelnik, Warszawa 1992.
  • Ordyńska Zofia, „Wspomnienia”, [w]: „Kuferek Kasyldy, czyli wspomnienia lat dziewczęcych”, Nasza Księgarnia, Warszawa 1983, s. 457-496.
  • Zapolska Gabriela, „Sezonowa miłość” (1904), WydawnictwoLiterackie, Kraków 1980.
  • Zapolska Gabriela, „Przedpiekle” (1889), Wydawnictwo Literackie, Kraków 1957.
  • „Kosmetyka” 1908, nr 5, s.41
  • „Kosmetyka” 1908, nr 42, s.371.

Artykuły powiązane