Smak w przekładzie

Zmysł smaku należy do podstawowego wyposażenia biologicznego wszystkich ludzi. W procesie ewolucji pozytywne i negatywne kojarzenie smaków pozwalało odróżnić produkty zdrowe od zepsutych i trujących, warunkując przetrwanie (por. Markowitsch 2001: 230). Uniwersalny charakter tego zmysłu potwierdza m.in. ogólnoludzka preferencja dla smaku słodkiego: w większości kultur smak miodu i cukru kojarzony jest z rajskimi rozkoszami, niewinnością i błogim dzieciństwem (np. mleczna czekolada Milka w powieści Andrzeja Kuśniewicza Strefy jako znak szczęśliwego dzieciństwa). Wyobrażenie to przetrwało w ponadkulturowym micie o Kukanii, „krainie mlekiem i miodem płynącej” (por. de Haan 1994: 172-173, Teuteberg 1993: 126-128). Nazwy podstawowych smaków (słodki, gorzki, kwaśny, słony) bez trudu wymienią użytkownicy różnych języków. Związane ze zmysłem smaku czynności jedzenia i picia, ale też uniwersalne doświadczenie sytości i głodu, znalazły odbicie w tekstach kultury: wyobrażeniach ikonograficznych, baśniach, utworach literackich.

Odczucia smakowe, wyrażane we wszystkich językach, z pozoru nie powinny zatem przysparzać problemów w przekładzie. Jednak werbalizacja bodźców i reakcji gustatorycznych niejednokrotnie staje się przeszkodą w tłumaczeniu, ponieważ smak jest fenomenem nie tylko fizjologicznym, ale także psychologicznym, społecznym i kulturowym. Jak podkreślają przedstawiciele komparatystyki kulinarnej (Heim 1994: 101) – nowej dziedziny rozwijającej się zwłaszcza na gruncie niemieckim, w ramach germanistyki interkulturowej – jedzenie i picie to „społeczne zjawisko totalne” (por. Wierlacher 2003: 165), sytuujące się w pewnym porządku kulturowym i porządek ten współtworzące. Różne społeczności językowe i kulturowe wykształciły w procesie historycznym rozmaite preferencje smakowe, narodowe potrawy i tradycje kulinarne. Wszędzie zaś tam, gdzie występują odmienności kulturowe, nieuchronnie dochodzi do zakłóceń i nieporozumień w procesach komunikacji międzyludzkiej, do których zalicza się również przekład. Konstatacja o interkulturowych różnicach kulinarnych (Zależność ta nie jest rzecz jasna odkryciem kulturoznawców: jak pisze Agnieszka Bąbel (2004: 90), „nieporozumienia gastronomiczne (…) na styku dwóch kultur stanowią jeden z ulubionych tematów staropolskiej satyry”, która na ogół zestawia obyczaje szlacheckie z włoską czy francuską tradycją kulinarną.)jako barierze w porozumieniu (por. Wierlacher 1993: 7) łatwo daje się wpisać w ujęcie przekładu jako transferu kulturowego czy też wydarzenia międzykulturowego (cross-cultural event) (por. Snell-Hornby 1988).

Jedzenie i picie to czynności zdeterminowane jednocześnie biologicznie i socjokulturowo (por. Barlösius 1993: 93), zaś indywidualny smak i nawyki żywieniowe kształtują się pod wpływem otoczenia już od narodzin człowieka. Wspomnienia smakowo-zapachowe z dzieciństwa budują naszą pamięć autobiograficzną, tożsamość społeczną, poczucie przynależności etnicznej (por. Hartmann 1994: 6, 8). Preferencje te są wyjątkowo odporne na zmiany, co potwierdzają badania migrantów: ludzie zmuszeni żyć w nowym miejscu wykazują szczególne przywiązanie do nawyków żywieniowych kultywowanych w rodzimym kraju (por. Hartmann 1994: 11-12), nawet jeśli zarzucą język ojczysty i świadomość etnicznych korzeni (por. Teuteberg 1993: 134). Wyuczone, a więc społeczne determinanty naszych przyzwyczajeń i wyborów jedzeniowych są dużo trwalsze niż ich podstawy biologiczne (por. Wierlacher 2003: 165). Gusta smakowe i tradycje gastronomiczne należą więc do społeczno-kulturowych „wzorców długiego trwania” (por. Teuteberg 1993: 134).

Preferencje smakowe, podział produktów na jadalne i niejadalne, apetyczne i budzące odrazę tylko do pewnego stopnia ma podłoże fizjologiczne (lęk przed zatruciem). Dopuszczenie pewnych pokarmów do konsumpcji lub też ich wykluczenie z diety częściej uwarunkowane jest obyczajem lub religią. Przykładem jedzenie obłożone tabu: wieprzowina u muzułmanów i Żydów, wołowina u Hindusów. Produkty wyłączone ze spożycia w jednej kulturze (np. w Europie: owady, mięso psów, kotów, szczurów) mogą być aprobowane w innej (mięso szczurze w Chinach, świnki morskie w Ekwadorze, szarańcza jedzona przez niektóre ludy afrykańskie (por. Teuteberg 1993: 130, Wieczorkiewicz 2008: 304)), przy czym odmienne gusta mogą różnić nawet społeczności geograficznie bliskie (kiszoną kapustę, powszechną w Polsce czy w Niemczech, Anglicy uważają za zepsutą).

Silny wpływ na skład diety miała w Europie przynależnośćstanowa i klasowa: wraz z awansem społecznym rosły aspiracje kulinarne, a kuchnię dopasowywano do gustów i standardów klas wyższych (por. Mennell 1988: 36). Kombinacje smaków, potrawy, liczba i skład posiłków, pory ich spożywania i rytuały im towarzyszące do dziś mają znaczenie dystynktywne: służą oddzieleniu tego, co (etnicznie i społecznie) „obce” i „swoje” (por. Turska 2009: 24). W wielu językach funkcjonują stereotypy i metafory kulinarne (często pejoratywne) oznaczające przedstawicieli innych narodów (por. Wierlacher 1993: 11): Francuzi dla Polaków to żabojady, Anglicy określają Niemców jako krauts (od słowa Sauerkraut – kiszona kapusta). Pewne produkty nieodmiennie kojarzą się z danym narodem, np. szampan i ostrygi to „kulturowa alegoria Francji” (Bąbel 2004: 95).

Słownictwo kulinarne może też sygnalizować wewnętrzne zróżnicowanie jednojęzycznej społeczności. Przykładowo, kulinaria przywoływane w polskiej literaturze pozytywistycznej informują o różnicach kulturowych w polskiej kuchni, wykształconych pod wpływem tradycji gastronomicznej zaborców: w Kongresówce pito herbatę, w Galicji – wzorem wiedeńskim – preferowano kawę (por. Bąbel 2004: 103-104).

Pokarmy i smaki mają też znaczenie aksjologiczne i afektywne. Wybory kulinarne to często decyzje tożsamościowe, manifestacja przywiązania do pewnych norm i wartości (por. Witaszek-Samborska 2005: 7). Klasyfikacja smaków i potraw (smaczne – niesmaczne, dozwolone – zakazane, codzienne – odświętne) oznacza wprowadzenie porządku kulturowego (por. Wieczorkiewicz 2008: 352) i podziału na „dobre” i „złe”. I tak w polskiej powieści XIX-wiecznej cudzoziemski szampan, przeciwstawiany staropolskim „patriotycznym” napitkom, jak piwo czy miód, bywa synonimem moralnego zepsucia i upadku obyczajów (por. Bąbel 2004: 96-99). Książki kucharskie doby pozytywizmu zachwalają dietę tanią i oszczędną oraz proste smaki, w przeciwieństwie do kuchni sarmackiej, zdominowanej przez ostre, orientalne przyprawy: szafran, pieprz, cynamon (por. Bąbel 2004: 58-60). Dziś kultywowanie kuchni regionalnej często odpowiada potrzebie posiadania „małej ojczyzny” (Bąbel 2004: 132).

Smaki, potrawy i obyczaje gastronomiczne bywają zatem nośnikami wartości i emocji, stereotypów narodowych, pełnią funkcję wyróżników etnicznych i społecznych; funkcjonują jako kulturowe znaki (por. Wieczorkiewicz 2008: 285). Z kulturowych aspektów pożywienia musi zdawać sobie sprawę tłumacz zarówno literatury, jak i tekstów użytkowych (np. reklam turystycznych). Teoretycy zwracali na to uwagę już w latach 60. XX w., w początkach translatologii. Klasyczny przykład to tłumaczenie modlitwy Ojcze nasz na język Eskimosów: we frazie „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” słowo „chleb” należało zastąpić „rybą”, która dla użytkowników języka docelowego jest podstawowym pokarmem, a więc ma analogiczne znaczenie, wartość kulturową i symboliczną jak chleb w kręgu zachodnioeuropejskim (por. Wojtasiewicz 1996: 20).

Kulinaria sygnalizują przynależność społeczną bohaterów powieści Leopolda Tyrmanda Zły (por. Tomicka 2002). Wspominane tu placówki gastronomiczne (bary, knajpy, wykwintne restauracje), dania i produkty (schabowy z kapustą, flaki, rosół, salceson, ale też dobra deficytowe: kawa „neska”, mleko w proszku) oddająrealia PRL-u i stratyfikację ówczesnego społeczeństwa: jedni bohaterowie stoją w kolejce po pomarańcze w „Delikatesach”, inni konsumują „lornetę z meduzą” (dwa kieliszki wódki i nóżki w galarecie). W powieści kuchnia polska „odzwierciedla współistnienie, a miejscami także przenikanie się obyczajów żywieniowych. Kuchnia wykwintna renomowanych, drogich restauracji sąsiaduje z siermiężnością ponurych knajp, duszna malowniczość gastronomii bazarów i targowisk – z połyskliwością pachnących, «Delikatesowych» półek” (Tomicka 2002: 150). W przekładzie francuskim ta różnorodność społeczna świata przedstawionego ulega uproszczeniu: Francuzom obcy był socjalistyczny system dystrybucji i pozyskiwania żywności, ponadto w kuchni francuskiej nie istnieją potrawy popularne w Polsce (np. bigos).

Ich nazwy można wprawdzie przełożyć na poziomie denotacji, nie sposób jednak oddać ich wartości konotatywnych. U Tyrmanda kotlet schabowy inaczej smakuje w luksusowej restauracji, inaczej zaś – jako dyżurne danie dworcowego bufetu, gdzie nabiera swoistego wydźwięku społeczno-kulturowego. Francuskie porc aux choux nie jest w stanie oddać tych niuansów.

Smaki i kulinaria mogą też być znakiem regionalnej „małej ojczyzny”. W powieściach Tadeusza Konwickiego kuchnia wileńska, przywoływana w kontekście rzeczywistości PRL-u, odsyła do Kresów z ich aurą mitycznej, utraconej krainy o swoistej historii i kulturze (por. Skibińska 2002b). U odbiorcy przekładu francuskiego trudno zakładać znajomość symboliki tego regionu. Potrawy niosące konotacje kresowości (śliżyki, pamoczka, kołduny, babka kartoflana) zostają w przekładzie zneutralizowane: „Zapach podsyty i śliżyków został […] zastąpiony zapachami kuchennymi, pamoczka z prażonego siemienia staje się po prostu olejem lnianym” (Skibińska 2002b: 136).

Obyczaje kulinarne mogą też potwierdzać stereotypy językowe dotyczące danego narodu. W powieściach Konwickiego ważnym elementem komunikacji między bohaterami jest picie wódki – rodzaj rytuału wspólnotowego zrównującego wszystkie klasy (por. Skibińska 2002a: 182). Obraz powszechnego pijaństwa rodzi u odbiorcy przekładu poczucie obcości: we Francji typowym napojem alkoholowym jest wino, zaś francuską kulturę picia Roland Barthes charakteryzuje następująco:

Roland Barthes : Mitologie: 104

[…] we Francji pijaństwo jest następstwem, ale nie celem; napój odczuwa się jako stopniowanie przyjemności, a nie jako konieczną przyczynę oczekiwanego skutku – wino nie jest jedynie czarodziejskim napojem, bo jest zarazem trwaniem aktu picia: to gest ozdobny, a władza wina nie da się nigdy oddzielić od właściwych mu sposobów istnienia.

Natomiast w taki sposób, jak to przedstawia Konwicki, upijają się nad Sekwaną ludzie z marginesu (por. Skibińska 2002a: 184). Powieściowe sceny picia potwierdzają jedynie francuski stereotyp językowy „pijany jak Polak” (soûl comme un Polonais), niemożliwy do zakwestionowania w przekładzie.

W Panu Tadeuszu nazwy potraw i napojów współtworzą historyczny, staropolski kod kulturowy – nieczytelny dla odbiorców przekładów francuskich (por. Skibińska 1999) czy niemieckich (por. Pazdan, Buk 2003; Pazdan, Buk 2005). Tłumaczom niemieckim trudności sprawiał np. bigos, adaptowany do pisowni niemieckiej („Bigos” lub Biggoß), niekiedy błędnie utożsamiany z węgierskim gulaszem („»Bigos«, den die Ungarn »Goulasch« nennen” – „»bigos«, który Węgrzy zwą »gulaszem«”). Potrawy o wymowie symbolicznej są zupełnie niezrozumiałe dla odbiorcy spoza kręgu polskiej kultury: „czarną polewkę” można przełożyć na poziomie denotacji jako schwarze Suppe („czarna zupa”), ale znaczenie obyczajowe frazeologizmu „podać komuś czarną polewkę” (odrzucić konkurenta do ręki panny), nie wyjaśnione w odpowiednim przypisie, pozostaje niejasne.

Wśród Mickiewiczowskich kulinariów największe chyba zamieszanie panuje wokół tłumaczenia „chłodnika litewskiego”. W wersjach niemieckich przybiera on postać „litewskiej zupy śmietanowej” (litauische Rahmsuppe – z czego jednak nie wynika, że serwowany jest na zimno), jarzyny do obiadu (Litauisches Mangold to „litewska botwinka”) albo wręcz… „litewskiego deseru śmietankowego”! (litauische sahnenreiche kalte Schale; kalte Schale / Kaltschale to w Niemczech rodzaj słodkiego kisielu na bazie mleka, jogurtu, soku z owoców lub alkoholu, znanego już w XVIII wieku.

Przepis na „Kalte Schale” z książki kucharskiej z r.1806
(Friederike Louise Löffler, Neues Kochbuch).

Nazwę dania zastępują uogólnienia w rodzaju Litwa’s kräft’ge Lieblingsspeise – „ulubiona, pożywna potrawa litewska”, podawane są też definicje (Ein litauisches Gericht aus Runkelrübenblättern und Sahne mit Eis zubereitet – „Litewska potrawa z liści buraka [pastewnego!] i śmietany, przyrządzana z lodem”; brak jednak informacji, że chodzi o zupę) (por. Pazdan, Buk 2003: 58-59; Pazdan, Buk 2005: 54). Żadne z tych rozwiązań translatorskich nie przybliża odbiorcy niemieckiemu wyglądu, smaku, aromatu i konsystencji tego charakterystycznego polskiego dania.

Pozycja zmysłu smaku w teorii i praktyce kulturowej rysuje się dziś paradoksalnie. Z jednej strony smak, kojarzony z jedzeniem, a więc czynnością „niską”, z tym, co cielesne i materialne, niedawno doczekał się nobilitacji (Przyczyniło się do tego – na fali feminizmu i studiów genderowych – dowartościowanie roli kobiet, tradycyjnie zajmujących się kuchnią; gotowanie, komponowanie smaków zaczęto stawiać na równi z twórczością artystyczną. Wyrazem takiego podejścia jest m.in. powieść Güntera Grassa Turbot (Der Butt), pokazująca historię „od kuchni”: z perspektywy kobiet-kucharek, walczących z głodem, troszczących się o wyżywienie mężczyzn – bohaterów „wielkiej” historii. Smak, tradycyjnie zmysł „niższy” i w tekstach kultury marginalizowany, wiąże się w ten sposób z równie niedocenianą mikrohistorią (por. Teuteberg 1993: 115).). W filmach podróżniczych, beletrystyce, reklamach turystycznych jedzenie bywa kreowane jako czynność pozwalająca nawiązać bezpośredni i szczery kontakt z przedstawicielami obcych kultur (por. Wieczorkiewicz 2008: 273). Smakowanie, poprzedzając niekiedy porozumienie werbalne, staje się wzorcem dla poznawania za pomocą innych zmysłów – zarówno dla antropologa, jak i laika w konfrontacji z Innym (por. Wieczorkiewicz 2008: 262). Z drugiej jednak strony to smak bywa w kontaktach międzyludzkich pierwszym sygnałem obcości (por. Wierlacher 1993: 7), często nie do przezwyciężenia. W nieco podobny paradoks (gotowość totalnego otwarcia się na Innego vs. niemożność pokonania obcości) uwikłany jest przekład kulinariów, który – operując słowem – może sparafrazować nazwę potrawy i szczegółowo ją opisać, ale nigdy nie odda jej smaku.

Jak zauważa Elżbieta Skibińska, pisząc o francuskich przekładach Pana Tadeusza, wśród realiów świata staropolskiego to nazwy potraw są najtrudniejsze do przełożenia. W przeciwieństwie do określeń strojów szlacheckich czy elementów broni, łatwych do opisania i pokazania na ilustracji (por. Skibińska 1999: 159). W przypadku terminów kulinarnych ani drobiazgowy opis, ani środki wizualne nie będą przydatne w tłumaczeniu. Wiedza o desygnacie, jego wyglądzie i recepturze nie oznacza w tym przypadku jego poznania. Smak jest nieprzekładalny na inne zmysły, można go poznać wyłącznie w bezpośrednim doświadczeniu, co dla tłumacza i odbiorcy przekładu oznacza postulat nie do spełnienia.

Artykuły powiązane