Wśród wykreowanych przez Leśmiana bohaterów wyróżnia się grupa istot z różnego rodzaju cielesnymi deformacjami, stworzeń nie mieszczących się w świecie Normy. Samą swoją obecnością szpecą one „przystojność przestworza”, jak ów Dusiołek z Łąki z roku 1920 – z pyskiem „z żabia ślimaczym”, z „zadem tylim, co kwoka, kiedy znosi jajo”, z ogonem z rzemyka, a podogoniem z łyka. Wzbudzają one w innych uczucie wstrętu i obrzydzenia, związanego z doświadczeniem wzrokowym prowadzącym do doznania zachwianej harmonii, zaburzonego porządku, anormalności. Dlatego w przywołanej balladzie pojawia się nawiasowo wtrącony, pełen oburzenia komentarz męczonego przez zmorę bohatera Bajdały: „Że też taki żyć raczy!” i wyrzut skierowany do Stworzyciela: „Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka, / Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?” (Leśmian 2000: 202). Użyty czasownik „zmajstrować” odwołuje się do czynności tworzenia jako tej, której efektem jest złożona z różnych kawałków całość, czasownik „potworzyć” dookreśla ową całość przez skojarzenie z potworowatością, potwornością – jako zniekształconą, niezgrabną, szkaradną, przerażającą, odrażającą. Potworność Leśmianowskich postaci dotyczy kontemplowanego okiem dziwacznie i brzydko ukształtowanego ciała.
Takich odmieńców jak Dusiołek, bohaterów nie mieszczących się w skali cielesnej normalności, wzbudzających tym samym odrazę, jest w świecie Leśmiana wiele. W tomie Łąka, w wierszu zaczynającym się od incipitu Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze… pojawia się [wampiryczne ślepe dziwadło, zatruwające swym tchnieniem wszystko wokół, z „cielskiem kostropatym” i „czołgliwymi mackami”, którymi „krew z kwiatów wysysa”, a „ciekliną swych mętów po ziemi się smuży” (Leśmian 2000: 234).


Charakterystyka tej postaci skoncentrowana jest wokół budowania w odbiorcy emocji wstrętu poprzez uwydatnienie negatywnych doznań dotykowych i zapachowych.

Ciało postaci określone zostało mianem „kostropate cielsko” – co podkreśla jego szorstkość, chropowatość, nierówność w dotyku, wiąże się z obecnością budzących odrazę strupów i blizn, które owej chropowatości są przyczyną. Kolejne elementy składające się na wizerunek „zmrocza” – macki kojarzące się z macaniem, lubieżnym dotykaniem lub po prostu oślizłym dotykiem jamochłonów, ich „cieklina”, męty, wysysanie krwi, pełzanie, smużenie się po ziemi, czyli pozostawiania mokrych plam, brudnych śladów – odwołując się do nieprzyjemnych doznań dotykowych prowadzą do doświadczenia stanu mdłości, tj. przywołują ten właśnie rodzaj komponentu fizjologicznego uczucia wstrętu, który związany jest z reakcją przywspółczulnej części autonomicznego układu nerwowego i odróżnia wstręt od innych emocji. Doznaniom dotykowym towarzyszą także, dopełniające wizerunek postaci – odpychające wonie, zatruwające „wszystko wokół”, a więc o takiej sile oddziaływania i toksyczności, że powodujące śmierć innych nie tylko zapachów, ale i nawet istnień.
Wśród budzących wstręt Leśmianowskich potworów większość stanowią istoty ludzkie z ciałem ułomnym, pozbawionym jakiegoś istotnego fragmentu. Kalectwo – czyniące z ciała ciężkie do udźwignięcia „brzemię” – najczęściej związane jest z niedowładem bądź ubytkiem nóg

W zamieszczonym w Łące cyklu Pieśni kalekujących, nie bez powodu noszących właśnie taki tytuł, chromych bohaterów jest najwięcej. W Zalotach jest to „Nędzarz bez nóg, do wózka na żmudne rozpędy / Przytwierdzony, jak zielsko do ruchomej grzędy, / Zgroza bladych przechodniów i ulic zakała”, sam siebie nazywający „potworem”, „ochłapem człowieka” (Leśmian 2000: 243). Określenie ciała mianem zielska nawiązuje do znaczeń związanych z byciem niepotrzebnym, niechcianym, gorszym i brzydkim, byciem chwastem do wyplenienia, bo zabierającym przestrzeń pożądanym i umyślnie hodowanym roślinom. W innych utworach tytułowymi bohaterami są: „Obłędny szewczyk – kuternoga” (Leśmian 2000: 245), umierający Garbus z nogami pomiażdżonymi snem i potraconymi w mgle kolanami (Leśmian 2000: 248); Żołnierz bardzo koślawy, bo „Kula go tak schłostała po nogach i bokach, / Że nie mógł iść inaczej, jak tylko w poskokach” i „chudzina” Chrystus z przydrożnej kapliczki z kalekimi kolanami i kalekimi nogami, nazwani bożymi kulawcami, rzewnymi cudakami kulejącymi „byle jako w świat nie byle jaki” (Leśmian 2000: 251-253). Pieśni kalekujące nie są jedynym Leśmianowskim cyklem, gdzie chromych jest pod dostatkiem, dość przecież przypomnieć bohatera Ballady dziadowskiej, który „Postukiwał […] o ziem kulą drewnianą, / Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano” (Leśmian 2000: 198). Ułomność ich ciał podkreślana jest zwykle przez zwrócenie uwagi na wrażenia wizualne, na ich – budzącą poczucie dysharmonii, braku – fragmentaryczność, cząstkowość lub karłowatość, wadliwość. Co ciekawe – w opisie ciała odmieńca Leśmian bardzo często uwydatnia jego brak kształtu, konturów i miękkość. Cecha ta odwołuje się do nieprzyjemnych odczuć zmysłowych: coś, co jest bezkształtną, miękką masą, zwykle bywa owocem rozkładu, gnicia, psucia się, umierania, łączy więc w sobie odrażające doznania wizualne, dotykowe i zapachowe. Określenia takie jak „ochłap człowieka”, resztki cielska, zgliszcza (Zaloty z tomu Łąka) (Leśmian 2000: 243); ludzkie omieciny, „miazga człowiecza”, „bezkształtnego ciała rozwłóczyny”, „kałuża ciała”, „pełzacz” (Marcin Swoboda z tomu Napój cienisty 1936) (Leśmian 2000: 379) – to budzące uczucie wstrętu owe „miękkie”, lepkie oznaki kalectwa.
W „niezdeformowanych” mieszkańcach wykreowanego przez Leśmiana świata kalekie ciała budzą wstręt i odrazę. Dla nich, jako tych „normalnych” i przewidywalnych – kalectwo i brzydota cielesna są źródłem generującym jedynie poczucie obcości i zatrwożenia, są odczute bowiem jako niezgodna z Normą kuriozalność; a jako taka są wyśmiane, okrutnie wyszydzone i podlegają marginalizacji. Poczuciu wstrętu towarzyszy bowiem jego komponent behawioralny – zdystansowanie się do obiektu, odrzucenie go. W świecie Pieśni kalekujących wobec odmieńców stosuje się procedury segregacji i stygmatyzacji, a co za tym idzie – dokonuje się gestów separacji i wykluczania, owego „zwymiotowywania” abiektów1Abjekt – W terminologii Julii Kristevej abjekt [l’abject] to taki osobliwy rodzaj bytu, którego nie da się uczynić przedmiotem [un ob-ject] a to dlatego, że w jego obliczu znika dystans fundujący tożsamość obserwatora, niezbędny do „uformowania” przedmiotu jako przedmiotu właśnie poprzez przypisanie mu takiej czy innej nazwy. Abjekt jest tym, co wyłącza się, odrzuca (łacińskie abicio oznacza odrzucanie, porzucanie) z budujących egzystencję porządków przedmiotowości i podmiotowości, ponieważ jego obecność zagraża ich konstytucji. na zewnątrz systemu. Koślawy, cierpiący żołnierz – śmieszący ludzi „tym bólem, co tak skacząc, boli”, śmieszący „skargi hołubcem i żalu wyrwasem / I żmudnego cierpienia nagłym wywijasem”, zostaje odtrącony przez bliskich i przez kochankę: „Idź precz popod płoty”, „Idźże sobie gdziekolwiek” (Żołnierz z tomu Łąka) (Leśmian 2000: 251). Podobnie jak „poniszczony śmiertelnie” Marcin Swoboda, co z trudem „rozwłóczyny” swojego bezkształtnego ciała doczołgał do stóp dziewczyny, by usłyszeć: „Nie strasz kwiatów ranami! Precz, kałużo ciała! / Odkrwaw mi się od stopy! Szukaj leków w niebie! / Próżno szepcesz swe imię! Nie poznaję ciebie!” (Marcin Swoboda z tomu Napój cienisty) (Leśmian 2000: 379). Żebrzący o miłość, błagający bezskutecznie dziewczynę o pieszczoty nędzarz z Zalotów, proszący:
Bolesław Leśmian : Zaloty: [brak strony]
Potwór błaga cię o nią! Przyjm moje zaloty!
Wnijdź naga i bezwstydna w mej nędzy bezdomność
I tak pieść, by wargami pożreć mą ułomność!
[…]
Wszak musi ktoś pokochać to, co już się stało –
I ten wózek męczeński, i korbę zbolałą,
I żądzę w resztkach cielska, jak w zgliszczach poczętą,
I ten ochłap człowieka, co chce być przynętą!
Odsłoń czar w mej brzydocie! Znijdź z wyżyn do karła!
[…]
Małoż ci pół człowieka, by stał się twym skarbem?
Chcę być drogą ci raną, wiernym tobie garbem!
Czyż próżni, którą nóg mych nieobecność tworzy,
Nie zapełni ból, miłość ni jęk mych bezdroży?
– on także zostaje odepchnięty.
Deformacja ciał Leśmianowskich kalek, budząca w innych bohaterach lęk i wstręt z powodu uwidaczniającej się w niej inności, wpisuje się, jak się zdaje, w pewną przejętą przez Poetę nadrzędną strategię obrony tego, co nienormatywne. Dziwadła Leśmiana, cudaki, odmieńce i kalekujący Inni – są jak Lacanowskie pęknięcia uniemożliwiające integrację w systemie spójnych pojęć; w swojej, najczęściej groteskowo uwypuklonej, odmienności jawią się jako znak sprzeciwu wobec ustabilizowanej „normalności”. Budzą zgorszenie i są odtrącani, bo swym istnieniem odkrywają innym ich zniewolenie Normą, obnażają narzędzia spektakularnej władzy Systemu, w jakim świat jest pogrążony. Wydaje się, że zabiegi, jakie stosuje autor Garbusa, sposób przedstawiania kalekiego ciała i odtwarzanie rezonansu, jaki budzi jego obecność – głównie dzięki wyeksponowaniu deformacji i brzydoty aż do granic absurdalności, zmierzają ku prowokacji. Antyestetyzacja ciał Leśmianowskich odmieńców to rodzaj strategii oporu wobec marginalizacji tego, co odmienne, nie-normatywne.
Obrazy kalekich, brzydkich, budzących odrazę bytów, nazywanie ciała ludzkimi omiecinami, gnojem, trupem, tworem przemijającym i rozwiewającym się w nic – można zinterpretować jako subwersywną próbę zdemaskowania i podważania mechanizmów nie tylko kultury, ale i samej natury. Wygląda bowiem na to, że w poetyckim świecie Leśmiana marginalizacja i związana z nią zasada binarności – nie są jedynie tworem ludzkiego umysłu i ludzkiej kultury. Oskarżenie rozciąga się więc i na Stwórcę wszelkich istnień, kimkolwiek on jest, za to, że nie stwarza, a „potworzy”, po czym pozwala umierać, opuszcza bezbronny, gnijący „nabożnie”, „wyzuty z krwi i upojenia” byt – „zgręz bez imienia”, oddala się mimo rozpaczliwych modlitewnych próśb:
Bolesław Leśmian : Do siostry: [brak strony]
Powstrzymaj odlot swój –
I tul z płaczem do piersi ten wiecznie krzywdzony,
Wierzący w Ciebie gnój!
Antyestetyzacja ciała zawsze jednak w ostateczności służy u Leśmiana rehabilitacji bohatera-odmieńca. Elementy estetyki groteski służą swego rodzaju obronie postaci naznaczonych żałosnym brakiem piękna. Ośmieszony zostaje cały istniejący porządek świata, wyjątkiem jest tylko odmieniec jako byt, który dzięki doświadczeniu odtrącenia i wykluczenia, dzięki swej bolesnej nienormatywności – jest nietykalny i godniejszy:
Bolesław Leśmian : Kleopatra: [brak strony]
czar tysiąca zmartwychwstań i śmierci tysiąca
I wie jeszcze coś więcej, niźli wiedzieć umie
Duch, co tylko raz jeden o śmierć się roztrąca.
Deformacja i szpetota często są więc w świecie Leśmiana bardziej niż źródłem komizmu i błazenady, źródłem akceptacji – wzniosłego i tkliwego współczucia, litości ujarzmiającej wstręt. Szokujące wyłamywanie się z norm obowiązującego decorum, nastawienie parodystyczne ujawniające się w Leśmianowskich sposobach przedstawiania cielesności skojarzyć można z paradygmatem turpistyczno-groteskowym, karnawalizacją świata, czy kontrobyczajową, ludyczną metodą komunikowania sprzeciwu wobec światopoglądu panującego, ale chyba najważniejszym elementem Leśmianowskiej antyestetyzacji ciała – makabry, brzydoty, absurdu – jest jej egzystencjalistycznie ujęta motywacja: w obliczu brzydkiego i przeklętego budzi się imperatyw ujarzmienia wstrętu. Obrazy istot ułomnych, ich ciał zeszpeconych cierpieniem, rozkładem, zanikaniem, śladami starzenia się, wywołują wzruszenie, poruszają serce do współczucia. Bohater wiersza Sen [inc. Śniło mi się, że konasz samotnie…] z Napoju cienistego, któremu śni się konająca samotnie dziewczyna, „męką szpecona bezkarną / I zanikiem wychudzonych lic” – biegnie do niej „powrotnie / Poprzez gęstwę błyskawic i burz”, porywa ją w ramiona „Razem ze śmiercią, co [jej] piersi ssie” i swe własne życie próbuje w nią tchnąć (Leśmian 2000: 322). Biednemu ciału odtrąconego Marcina Swobody z Napoju cienistego Bóg przybliża „otchłań […] mogilną, / Aby ciału ułatwić śmierć już bardzo pilną” (Leśmian 2000: 380). Kulejącego żołnierza przygarnia i podpiera własnym niezdarnym sosnowym ciałem przydrożna figura Chrystusa (Leśmian 2000: 252). Na niechcianego nędzarza z Zalotów czeka nieskończoność, co go „pożąda / I bez wstrętu spożyje [jego] łachy i żale” (Leśmian 2000: 244).
Podobnie jak Leśmian, również Stanisław Grochowiak połączył swego rodzaju apologię brzydoty z nowym typem humanizmu. Doświadczenia zmysłowe związane z percepcją brzydkiego, gnijącego czy zdeformowanego ciała nacechowane są niezwykle silnymi emocjami, ale nie wstrętu, lecz wzruszenia i współczucia. Gruba, „strasznie […] wypukła” żyła nad skrzywionymi brwiami portretowanej umarłej (Portretowanie umarłej z tomu Menuet z pogrzebaczem 1958) (Grochowiak 2001: 61) budzi lęk, ale jako pełen napięcia znak odsyłający do jakiejś wiedzy, przeczucia, domyślania się wielkich cierpień doświadczonych przez zmarłą za życia.
Ostentacyjne zainteresowanie formą zdegradowaną, wyrzuconą poza margines kanonicznego piękna – także u Grochowiaka jest pochodną egzystencjalnego uwrażliwienia, przymierza zawartego z pokrzywdzonymi, protestu przeciw Spektaklowi i Normie. Zainteresowanie brzydotą, ciałem wolniej czy szybciej deformowanym przez śmierć, wiąże się u niego z przekazem o wszechobecności rozkładu w życiu i jego nieuchronności. Wizerunki zmarłych czy umierających, których jest w twórczości autora Agrestów wyjątkowo dużo, jak przystało na portrety trumienne nawiązujące do barokowego zwyczaju zdobienia trumny wizerunkiem nieboszczyka, odwołują się do doznań wzrokowych. Portrety te zwykle malowane są w kolorze białym (Zwątpienie z tomu Rozbieranie do snu 1959) (Grochowiak 2001: 121), żółtym i sinym. Biel wapna, którym zasypuje się ciała skazańców (Kasper und Zeppel z tomu Rozbieranie do snu) (Grochowiak 2001: 117), żółta świeca więdnąca przy łóżku, żółkniejący na szybie oddech, ewentualnie rdzewiejąca w szklance strzykawka (Piersi królowej utoczone z drewna z tomu Rozbieranie do snu) (Grochowiak 2001: 100); „powieki / Podsinione śmiercią” (Śledź z tomu Rozbieranie do snu) (Grochowiak 2001: 109) – konotują typową kolorystykę portretów śmierci.
Ale umierającym czy zmarłym towarzyszą też u Grochowiaka zapachy – octu i chloroformu (Zwątpienie z tomu Rozbieranie do snu) (Grochowiak 2001: 121) oraz, najczęściej chyba uwydatniane, wrażenie zimna. To ostatnie doznanie termiczne przywoływane jest poprzez wprowadzony niby mimochodem detal w rodzaju wystawionej zimą na stragan „ryby Opłukanej Suchej” (Patetycznie: „Życie” z tomu Menuet z pogrzebaczem) (Grochowiak 2001: 87), zamarzniętego, śniętego ptaka, „wychłódłych garkuchni” (Epilog w stearynie z tomu Agresty 1963) (Grochowiak 2001: 158), dotknięcia zimnej ręki. Jednym z wierszy, które po mistrzowsku łączą obraz śmierci z doznaniami chłodu jest Zamieć z tomu Kanon 1965:
Stanisław Grochowiak : Zamieć: [brak strony]
Szklane trumienki twych powiek pokryte
Zawiane usta –
Pajęczyny lodu
Śpią w twoich nozdrzach jak w maleńkich grotach
Bo teraz poczuj: znów wieją mrozy
Żyły twe stygną jak kwiaty na szybie
Na ciepłym języku usiadł anioł chłodu
Szronem się pokrył strop podniebienia
Bo teraz posłysz: drwale dzwonią w drzewa
Sanie po śniegu jak po srebrnym chruście
Ptak skostniał
Zapadł
I uderzył w biegun
A dźwięk tak cienki jakby ktoś zakrzyknął
Śmierć jest doznaniem zimna, stygnięcia, ale i zimno ma też swój niepowtarzalny zapach i smak:
Stanisław Grochowiak : Rozstanie: [brak strony]
W nozdrzach psów pokostniałych
Na bezkresnym śniegu
W porcelanowych medalionach dzieci
Co wreszcie są cicho
A smak północy
Był na tamtej ręce
Której dotknąłem jak żelaza w mróz
Odtąd unosząc tylko pół języka
Bełkocząc odtąd
Zaznaczanie obecności rozkładu i śmierci w ciele, materii, świecie, który jeszcze istnieje, dokonuje się również przez wprowadzanie do utworów obrazów rzeczy, na których już znać ślady zmagania się z czasem – jeśli w zbutwiałym śnie mowa o koronie – to ze rdzy (Zaproszenie do miłości z tomu Kanon) (Grochowiak 2001: 179); dużo też jest w świecie poety – pleśni, pajęczyn, opuchlizny, popiołu.
Percepcja obrazów zdeformowanych ciał, cierpiącej materii (ożywionej i nieożywionej, bo może to być klucz rdzewiejący, ryba na straganie czy zbolała trumna „Wypchana i Duszna / Nie mająca miejsca na skrawek dla siebie” (Patetycznie: „Życie” z tomu Menuet z pogrzebaczem) (Grochowiak 2001: 87) – jest u Grochowiaka „zaburzona”: to, co brzydkie, kalekie czy chore wypiera, naturalny zdawałoby się, odruch wstrętu. Tak jak u Leśmiana, dla którego nawet liść chory wygrzewający na słońcu rdzawe guzy z wiersza W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem… (Leśmian 2000: 228); „ptaki niebem schorzałe i drzewa ułomne”, „I płot, co tyle desek w złe stracił godziny” z liryku Już czas ukochać w sadzie pustkowie bezdomne… (Leśmian 2000: 341), „krzywy koń” z białą pręgą po lejcach (Leśmian 2000: 173) – wszystkie były bytami do ukochania. Brzydkie było u Leśmiana bezbronne, nieagresywne, przyciągało emocjonalnie, choć estetycznie, wizualnie odrzucało, to dlatego bohaterka ballady z Łąki, zatytułowanej Gad pieszczona przez potwora wcale nie chce, by zrzucał łuski i przybrał królewską twarz: „Słodka mi śliny wężowej treść – / Bądź nadal gadem i truj, i pieść!” (Leśmian 2000: 194), a odrzucona, chora, umierająca kobieta z utworu Jadwiga z Napoju cienistego, zrozpaczona, że nie zaznała nigdy od nikogo miłosnej pieszczoty, usłyszała taką oto odpowiedź od czerwia-kochanka: „Inni boją się miłować krwi schorzałej szaleniznę, / A ja nawet potrafię kochać ciała zgniliznę! –” (Leśmian 2000: 385). Choroby, śmierć, kalectwo i cielesne deformacje, brzydota… – nic nie przeszkadzało Leśmianowskim bohaterom, jeśli tylko zapragnęli miłować. A miłowani znosili wszystko, nawet okrucieństwo w miłości.
Ów imperatyw litości czy miłowania tego, co kalekie, brzydkie i chore jest bardzo wyraźny również u Grochowiaka: „Całować ranę – zakryć śmierć skrzydłami”, „Przestać całować, to jakby odjęto / Trafionej w usta biednych praw skargi” (Litość z tomu Agresty) (Grochowiak 2001: 147).
Artykuły powiązane
- Grzęda, Ewa – Śmierć – literatura i kultura późnego oświecenia i preromantyzmu
- Wachcińska, Olga – Ciało w obrzędzie pogrzebowym
- Dutka, Elżbieta – Kuśniewicz – ból i cierpienie
Bibliografia
- 1Abjekt – W terminologii Julii Kristevej abjekt [l’abject] to taki osobliwy rodzaj bytu, którego nie da się uczynić przedmiotem [un ob-ject] a to dlatego, że w jego obliczu znika dystans fundujący tożsamość obserwatora, niezbędny do „uformowania” przedmiotu jako przedmiotu właśnie poprzez przypisanie mu takiej czy innej nazwy. Abjekt jest tym, co wyłącza się, odrzuca (łacińskie abicio oznacza odrzucanie, porzucanie) z budujących egzystencję porządków przedmiotowości i podmiotowości, ponieważ jego obecność zagraża ich konstytucji.