Zaduch, wyziewy z unoszącym się dymem z kuchni, gęsta maź oblepiająca ściany chałupy, wszechobecne błoto w obejściu były charakterystycznymi elementami związanymi z życiem codziennym chłopów aż do ostatniej ćwierci XIX w. Niski poziom higieny na wsiach spowodowany był często przez czynniki zewnętrzne, na które chłopi nie mieli wpływu, np. niewłaściwą lokalizację wsi lub poszczególnych zagród stawianych w bliskim sąsiedztwie stawów i rozlewisk. Na skutek podmokłego terenu szerzyły się rozmaite infekcje, „gorączki”, malarie. Wodę pitną czerpano najczęściej z pobliskich ujęć wody, płytkich studzien, mulistych bajorek i innych rozlewisk zawierających bakterie i nieczystości. Jesienią i wiosną obejścia chłopskie tonęły w mieszaninie błota i gnojówki. Jedna z czytelniczek w 1903 r. przedstawiła swoją wieś w następujący sposób:
Z koła czytelniczek i czytelników : Dobra Gospodyni: 359
W samej chałupie chłopskiej utrzymanie podstawowych standardów higieny było trudne, czasem niemożliwe. Chałup w zasadzie nie wietrzono, małe okna były bowiem montowane na stałe. W mroźne dni drzwi otwierano na krótko w obawie przed wyziębieniem wnętrza. Nawet w dzień w chałupach panował lekki półmrok, latem zaduch, zimą gryzł w oczy gęsty dym. Postęp w higienie otoczenia zaznaczył się dopiero w ostatniej ćwierci XIX kiedy chłopi zaczęli stawiać kuchnie z kominem i montować w chałupach drewniane podłogi. Szorowanie podłóg, bielenie ścian i sufitów znacznie podniosło estetykę i higienę wnętrz chłopskich. Ze względu na zwyczaj trzymania w chałupach drobnego inwentarza zdarzały się często pchły, które zwalczano za pomocą ziół i magicznych zaklęć. Obejście chłopskie pod względem higieny najlepiej prezentowało się w Wielkopolsce, natomiast w Galicji i Kongresówce proces „higienizacji” otoczenia przeciągnął się na okres lat międzywojennych.
Jeszcze pod koniec XIX w. nawyk codziennej toalety ograniczony był na wsiach do najlepiej wykształconej i angażującej się w życie społeczne elity wiejskiej. Dbanie o czystość ciała u większości chłopów ograniczało się do obmywania rąk wodą. Staranniejsze mycie odbywało się nieregularnie w niedzielę lub z okazji świąt kościelnych. Potrzeby fizjologiczne załatwiano za stodołą lub w wybranym kącie podwórza.
Jeszcze w końcu XIX stulecia polska wieś nie pozbyła się kołtuna. Zabobon, że obcięcie kołtuna grozi ruiną zdrowia: chorobą umysłową lub ślepotą był wyjątkowo trwały, utrzymywał się od kilku stuleci. Po wsiach krążyły pogłoski o ludziach, którzy utracili wzrok na skutek „lekkomyślnego” ścięcia splątanych włosów. Za bezpieczniejszą metodę uznawano „odczynianie” kołtuna za pomocą zaklęć i modlitw. Chłopi nękani byli także przez wszy, wzajemne iskanie się nie należało do czynności wstydliwych.
Kobiety ciężarne nie przerywały pracy w domu i w polu. Porody odbierane były przez starsze kobiety z rodziny lub wiejskie babki. Na początku XX w. coraz częściej pojawiały się na wsiach wyspecjalizowane akuszerki. Jeśli relacje między dworem a wsią były dobre, do porodu wołano także właścicielkę dworu, której rady zasięgano także w innych trudnych sytuacjach, np. podczas chorób dzieci, chorób kobiecych, trudnego połogu.
Ze względu na prymitywne warunki higieniczne dwie grupy wiekowe narażone były na wsiach w sposób szczególny na choroby i śmierć: dzieci i ludzie starzy. W drugiej połowie XIX w. śmiertelność niemowląt i dzieci do piątego roku życia na wsi na terenie Polski centralnej sięgała do 30 % lub nawet 40%. Najczęstszymi przyczynami śmierci dzieci były różne choroby przewodu pokarmowego (biegunki), a także: krup zwany dławcem, szkarlatyna, odra, ospa, tyfus, zapalenie płuc. Z pomocy medycznej korzystano sporadycznie, najczęściej dziecko leczono domowymi sposobami, a gdy te zawodziły sprowadzano znachorów lub wiejskie babki.
Pielęgnacja noworodków i niemowląt odbywała się według norm przyjętych w danej społeczności wiejskiej. W obawie przed „przełamaniem” noworodka zawijano go w powijaki. Noworodek pozostawał w krępujących powijakach od pięciu do ośmiu tygodni, zależnie od temperamentu dziecka. Jeśli jednak doszło do „przełamania” dziecka wówczas wołano babkę wiejską, która nałożywszy na ciało dziecka masło lub inny tłuszcz wykonywała specjalny masaż. Podobną metodę stosowano przy wywichnięciu stawów biodrowych.
Pieluchy materiałowe były absolutnym luksusem. To, co współcześnie rozumie się przez nazwę pieluch (czyste, białe bawełniane ściereczki) jeszcze w pierwszej dekadzie XX w. na wsiach spotykało się niezmiernie rzadko. Kobiety z warstw ziemiańskich opisywały, że dziecko zawijano w łachmany, tzw. starzyznę, czyli: kawałki starych spódnic, zużytych fartuchów, spodni, kaftanów bez względu na to z jakiego materiału zostały zrobione. Natomiast czyste białe pieluchy zakładano dziecku podczas wielkich uroczystości, np. chrztu świętego. Częstotliwość kąpania zależała od indywidualnego nastawienia matki i zwyczajów panujących w domu. Niemowlęta do 6 miesiąca „najporządniejsze” matki kąpały codziennie lub co drugi dzień, potem raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie:
Anonim : Świat kobiety 1906: 145
Dzieci po ukończeniu pierwszego roku życia kąpano już rzadziej. Mniej więcej raz na tydzień dziecko było „zmyte” gorącą wodą z ługiem. Chorowite dzieci kąpane były w otrębach, okruszynach siana lub w naparze kwiatowym. Domowa medycyna była pełna przesądów, na przykład słabsze dziecko, skore do zaziębień zalecano kąpać w aromatycznym wywarze z mieszanki dziewięciu gatunków kwiatów zebranych na dziewięciu mogiłach lub dziewięciu miedzach. Jeśli dziecko wyjęte z wody było rumiane, to odczytywano jako przejaw żywotności i zdrowia, jeśli zaś było blade to wieszczyło to bliską śmierć.
Na skutek niewłaściwego żywienia, braku opieki lekarskiej zdarzało się, że dopiero dwulatki i starsze zaczynały stawiać pierwsze kroki, wiele dzieci wiejskich cierpiało na krzywicę.
Jeśli chodzi o ludzi starych to ich choroby traktowano jako naturalne następstwo wieku. Zdarzały się przypadki, że starcy leżeli w zimnej sieni lub izbie, o zachowaniu diety, czy lekarskiej diagnozie nie mogło być mowy. Zimą lub na przednówku, gdy żywności nie wystarczało nawet dla zdrowych i pracujących członków rodziny, choremu podawano resztki ze stołu. Sporadycznie zdarzały się drastyczne przypadki – celowego głodzenia chorego, aby przyspieszyć i tak spodziewaną śmierć.
Warunki mieszkaniowe, ciężka praca, skromne posiłki, brak dostępu do opieki lekarskiej powodowały, że robotnicy narażeni byli na liczne schorzenia. Najwyższa śmiertelność dotykała robotników zatrudnionych w drukarniach i metalowców, potem robotników niewykwalifikowanych. W środowiskach robotniczych odnotowano częste przypadki gruźlicy, rozedmy płuc, chorób serca, przewodu pokarmowego. Inną grupę stanowiły choroby zakaźne, jak ospa, tyfus, czy szkarlatyna. W latach 1880-1885 r. Poznań nawiedzony został przez epidemię tyfusu. Nieprzypadkowo prawie połowę zmarłych stanowili robotnicy oraz ich żony. Choroby weneryczne i schorzenia kobiece uważano za wstydliwe, na ogół starano się je ukryć. Tylko w nielicznych fabrykach były łaźnie, toteż robotnicy skazani byli na skromne domowe warunki lub wybierali się do łaźni publicznych. Członkowie Warszawskiego Towarzystwa Higienicznego (WTH), oraz Towarzystwa Higieny Praktycznej im. Bolesława Prusa (THP) ze składek członkowskich i zbiórek pieniędzy budowali łaźnie natryskowe, dzieciom z ubogich rodzin rozdawali podstawowe środki higieny, jak mydło i grzebień, organizowali specjalne odczyty propagujące czystość ciała i odzieży wśród ubogich warstw ludności. W Królestwie Kongresowym w 1907 r. objęto ustawową bezpłatną pomocą lekarską większość robotników z rodzinami w większych fabrykach. Jeśli chodzi o drobne fabryczki i zakłady – to szacuje się, że ok. 10% robotników mogło liczyć na bezpłatną poradę lekarską. Z dostępnych pamiętników robotników z końca XIX w. wynika, że chętniej zasięgano porady u felczera i aptekarza. W całym XIX w. utrzymywała się wysoka śmiertelność niemowląt w rodzinach robotniczych. W latach 80. i 90. XIX w. w Poznaniu pozostawała na poziomie 25% żywych urodzeń, przy czym dzieci zmarłe przed ukończeniem pierwszego roku życia wynosiły 33 %. Zdecydowanie mniejsza śmiertelność niemowląt odnotowali lekarze wśród ludności żydowskiej. Przypuszcza się, że spowodowane było to surowymi przepisami religijnymi, wedle których dziecko przez pierwsze tygodnie życia było separowane od pozostałych członków rodziny.
Zwrócenie szerokiej opinii publicznej; mieszczaństwa/inteligencji i ziemiaństwa na problem zdrowia i higieny nastąpił w okresie pozytywizmu. Wraz z kolejnymi wznowieniami dzieł Herberta Spencera polska elita intelektualna, jak Bolesław Prus, czy Aleksander Świętochowski uzmysławiali swoim czytelnikom jak wielką rolę w harmonijnym rozwoju społecznym odgrywa problem zdrowia (Gawin 2002: 39-42). W tym okresie wykształciła się nowa wrażliwość sensoryczna na estetykę zabudowy i zapach. Powszechne narzekanie w prasie okresu pozytywizmu na nieprzyjemne wonie i wyziewy w miastach świadczą zdaniem badaczy o obniżającej się tolerancji węchowej, która w bardziej zaawansowanych cywilizacyjnie państwach nastąpiła już w XVIII stuleciu (Corbin 1998:79, Fleming 2008: 51-53). W prasie różnych odcieni akcentowano wadliwą zabudowę miasta tamującą mieszkańcom dostęp do świeżego powietrza, pomstowano na wszechobecny brud wewnętrznych podwórek w kamienicach czynszowych, szkodliwe wyziewy z warsztatów, a zwłaszcza z dołów kloacznych. Jeszcze w przededniu rozpoczęcia prac kanalizacyjnych prasa warszawska donosiła, że są ulice bez rynsztoków odprowadzających nieczystości, nie ma miejsc ustępowych, zaś odchody ludzkie i zwierzęce z pomyjami, odpadami, mydlinami wyrzucane są na dziedziniec kamienicy lub wprost na ulicę (Fleming 2008: 53). W latach 80.XIX w. plany przekopania Ogrodu Saskiego w Warszawie pod budowę sieci wodociągowej wzbudziły liczne protesty. Ludzie lękali się, że wodociągi zakończą się dewastacją terenów zielonych, rezerwuarem czystego powietrza. Zwolennicy budowy sieci wodociągowej uważali natomiast, że protesty wiążą się z niskim stanem świadomości społecznej, niedocenieniem wagi problemu higieny jako niezbędnego warunku zwalczenia chorób takich jak: tyfus, błonica, ospa, cholera. W latach 90. XIX zaczęły ukazywać się periodyki społeczne-lekarskie, który popularyzowały zasady higieny ciała, odzieży i otoczenia. Najpopularniejszym periodykiem było czasopismo „Zdrowie” (organ Warszawskiego Towarzystwa Higienicznego), ukazujące się pod często zmieniającymi się nazwiskami redaktorów naczelnych (m.in. przez Józefa Polaka, Leona Wernica). Od kiedy ruch na rzecz higieny przybrał zinstytucjonalizowaną formę aż po wybuch I wojny światowej na jego łamach prowadzone były regularne kampanie higieniczne. Pod obstrzałem krytyki znalazł się nieodzowny element kobiecego stroju – gorset, który tamował swobodne oddychanie, krępował wnętrzności, ułatwiał roznoszenie się gruźliczych ognisk zapalanych po płucach (Gawin 2007:84). Zamiast niego proponowano różnego typu „nabiodrniki”, pasy brzuszne i popołogowe, nie uciskające żeber, płuc i żołądka, nie powodujące lordozy. Nagłośniono kwestię chorób wenerycznych pod względem skali zjawiska, leczenia i zapobiegania, chorób kobiecych, zagadnienia z zakresu położnictwa i ginekologii. W rewolucyjnym 1905 r. lekarze na łamach „Zdrowia” podjęli wątek poruszany dotąd tylko przez postępową inteligencję – uświadomienia seksualnego dzieci i młodzieży.
Odrębną dyskusję zajmowała kwestia higieny ciała. Zalecano ablucje ciała – co najmniej dwa razy na tydzień, masaże zdrowotne, codzienną zmianę bielizny osobistej, spanie co najmniej 8 godzin na dobę, oraz gimnastykę. Jaki skutek odnosiły kampanie higieniczny? Bardzo różny. Pierwsze zakłady gimnastyczne dla dziewcząt powstawały w pierwszej dekadzie XX w. na terenie dużych miast (w Warszawie były to zakłady Heleny Kuczalskiej oraz Heleny Mieczyńskiej). Pomimo racjonalnych argumentów lekarze całkowicie przegrali walkę z gorsetem, w który kobiety z upodobaniem zakuwały się, aż do I wojny światowej. Na płaszczyźnie najbardziej delikatnej tj. wychowania seksualnego i profilaktyki chorób wenerycznych osiągnięto znaczący postęp w świadomości społecznej. Stale wzrastała liczba ludzi korzystających z łaźni publicznych. Na początku XX w., nie licząc mykw dla ludności żydowskiej, działało w Warszawie 25 publicznych łaźni, z których korzystali dorośli i dzieci (szkoły pod nadzorem nauczycieli organizowały wyjścia do łaźni). Łaźnie miały zróżnicowany standard i ceny. Najbardziej elegancka popularnie zwana Messalką usytuowana była na Krakowskim Przedmieściu. Wedle wyliczeń we wszystkich zakładach w 1899 r. wzięto ponad ćwierć miliona kąpieli i 700 tys. natrysków. Stefan Kieniewicz wyliczył, że na jednego mieszkańca Warszawy przypadały rocznie zaledwie 2 zabiegi higieniczne (Kieniewicz 1976: 207). Statystyki te jednak wypadłaby zupełnie inaczej, gdyby liczbę kąpieli odnieść do warstwy, która najszybciej przyjmowała wskazania higieny – mieszczaństwa/inteligencji. Po wtóre budowa wodociągów w miastach od lata 80 i 90. XIX w., co za tym idzie zapewnienie dostępu do bieżącej wody w mieszkaniach znacznie ułatwiało przestrzeganie zaleceń higienistów. Pomimo braku łazienek (w 1891 r. zaledwie 1,1% mieszkań warszawskich wyposażonych było w łazienki) – kąpano się w baliach, lub obmywano w miskach (nierzadko w asyście służącej) w kuchni.
W pierwszej dekadzie XX w. higiena zaczęła wkraczać na nowe, dotąd nieznane pole. Pojawienie się w Warszawie w 1906 r. czasopisma „Kosmetyka” symbolizowało przesunięcie akcentu ze zdrowia jako naczelnej zasady higienistów na problem – wyglądu i estetyki ciała (Fleming 2008: 119-127; Gawin 2007; 82-83). Zalew ogłoszeń prasowych reklamujących niezawodną skuteczność pachnących mydeł, szamponów, farb do włosów, kremów, bielideł i pudrów do twarzy, pomadek, perfum, wód toaletowych było konsekwencją specjalizacji lekarzy i farmaceutów (w prasie pojawiają się pierwsze reklamy korekt nosa, piersi, usuwania znamion i brodawek), zwiększającego się czytelnictwa kobiecej prasy, dynamicznych postępów w przemyśle chemicznym, i wielu innych drobnych, ale znaczących zmian, które nieuchronnie zwiastowały nadchodzącą, nową epokę XX w.
Od lat 80. XIX w. do wybuchu I wojny światowej w prasie społeczno-medycznej, broszurach i poradnikach systematycznie rosła liczba ilustracji, rycin,fotografii. Obok apelu higienistów o racjonalne planowanie zagród wiejskich można było obejrzeć rozkładówkę z rycinami idealnych wsi. O degenerującej właściwości alkoholu przekonywały zdjęcia fizjonomii alkoholików (Gawin 2002:68, Fischer-Dückelmann 1912: tablica nr 6), sposób mycia ciała, masaży, kompresów zdrowotnych w przedstawiany był na retuszowanych fotografiach i kolorowych rysunkach, szkodliwość gorsetu starano się wykazać za pomocą przekrojów anatomicznych ciała
. Udoskonalone metody techniczne pozwalające na zamieszczanie kolorowych ilustracji, rycin oraz fotografii pozwalały zwiększyć siłę dydaktycznego przekazu higienistów i zwrócić uwagę szerokiego grona odbiorców na palący problem zdrowia społecznego.
Źródła
- Corbin Alain; „We władzy wstrętu. Społeczna historia poznania przez węch. Od odrazy do snu ekologicznego”; tłum. Andrzej Siemek, Warszawa 1998
- Gawin Magdalena; „Rasa i nowoczesność. Historia polskiego ruchu eugenicznego 1880-1953”; Neriton, Warszawa 2002
- Gawin Magdalena; „Historie intymne. Codzienność warszawianek dobry fin de sciécle’u”; [w] „Metamorfozy społeczne”, pod red. Janusz Żarnowski, Neriton IH PAN, Warszawa 2007, s. 39-96
- Kieniewicz Stefan; „Warszawa w latach 1795-1914”; PWN, Warszawa 1976
- Fleming Dagmara; „Warszawianka w kąpieli. Problem higieny w warszawskiej prasie kobiecej”; Neriton, Warszawa 2008
- Fischer-Dückelmann Anna; „Kobieta lekarką domową; podręcznik do pielęgnowania zdrowia i lecznictwa w rodzinie w rodzinie z szczególnym uwzględnieniem chorób kobiecych i dziecięcych, położnictwa i pielęgnowania dzieci”; wyd. A. Arming, Wiedeń 1912
- Artykuł niepodpisany; „Świat Kobiecy”; 1906 nr 13 s. 145
- „Z koła czytelniczek i czytelników. Rzut oka na naszą wieś”; „Dobra Gospodyni” 1903; nr 45, s.359
Artykuły powiązane
- Kędziora, Alicja – Przestrzeń prywatna w 2. poł. XIX w.
- Kędziora, Alicja – Strój kobiecy – 2 poł. XIX w.