Miasto – pejzaż zapachowy (poezja XX wieku)

Antyestetyzm połączony z zainteresowaniem kulturą peryferyjną wpisuje się w programowe założenia pokolenia „Współczesności” i jest wyraźnie obecny w poezji Andrzeja Bursy, Stanisława Grochowiaka i nieco od nich młodszego Rafała Wojaczka. „Zmianie warty” – jak o przełomie ’56 napisał Jan Błoński (Błoński 1978: 15) – towarzyszyło nie tylko przekształcenie zasad sztuki poetyckiej, ale i metamorfoza norm dotyczących estetyki. Legenda biograficzna Bursy eksponuje w całej jego twórczości przede wszystkim wiersze o drastycznym, naturalistycznym obrazowaniu i podkreśla w jego poezji antyestetyzm (Dunaj-Kozakow 1986; 6), kreowany także poprzez opis wrażeń węchowych. Autor Ogrodu Luizy odrzuca estetykę, dokonuje jej swoistego osądu, procesu, ukazując pozorny charakter estetycznego ładu, dalekiego od prawdy, dobra i piękna (Dunaj-Kozakow 1986: 9), konfrontuje skonwencjonalizowany topos locus amoenus (na przykład w postaci pięknie pachnącego ogrodu) z zapachami znacznie mniej atrakcyjnymi, ale powiązanymi z obrazem nieprzyjaznego świata. „Dopóki istniał w poezji Andrzeja Bursy mit Arkadii, wiara w ocalającą funkcję »ogrodów Luziy« – dopóty trwał w tej poezji ideał piękna, a poeta nawiązywał do tradycyjnych jego kanonów w sferze formy wiersza i w treści, wywodzących się z nurtów klasycznych” (Śmigielski 2000: 95).

Klimat nadrealnej grozy – budowany między innymi poprzez przywoływanie przykrych zapachów – w poezji Bursy często towarzyszy miejskim przestrzeniom, jak w wierszu Pętla architektury z cyklu Luiza. Atmosfera starych, krakowskich mieszkań współtworzy złowrogi nastrój nie tylko w poezji, ale także w opowiadaniu Zabicie ciotki. Codzienność mieszkańców miejskich kamienic w poezji Bursy przypomina dantejskie Piekło (w wierszu Dno piekła opublikowanym w tomie Wiersze 1958), w którym jednak – inaczej niż w średniowiecznym poemacie – pachnie gotowaną i kiszoną kapustą (bo tu „ludzie gotują kiszą kapustę”) (Bursa 1994: 38), wonią rutyny i biedy, którymi przesiąkły sutereny opisywane w powieściach przełomu wieków.

Zapach gotowanej kapusty ma negatywne konotacje także u Grochowiaka, gdzie – jako aromat bigosu – powiązany zostaje z opresyjnym systemem postsarmackich, patriarchalnych wartości. Okrutny i barbarzyński Leśniczy, bohater wiersza Polowanie na cietrzewie (z tomu Polowanie na cietrzewie 1972), zachęcając do krwawych łowów wrzeszczy: „Bigosować, Bracia! Bij, kto w Boga wierzy!” (Grochowiak 1994: 152). Wspomnienie tradycyjnego, aromatycznego posiłku myśliwych łączy się z wprowadzaniem kolokwialnie nazwanego chaosu, skłonnością do awanturnictwa i zamętu. „Miłe, ogniskiem pachnące Zwierzęta” (Grochowiak 1994: 152) pozostają skontrastowane z wynaturzonymi myśliwcami także pod względem zapachu.

Wrażenia węchowe w liryce Bursy to jednak również przestrzeń zderzenia poezji i rzeczywistości, literatury i życia. Dyskurs o olfaktoryczności poezji zostaje bowiem – w wierszu Dyskurs z poetą (umieszczony w tomie Wiersze 1958) – przerwany przez przykry zapach fekaliów, a wysokie słownictwo, przywołujące obraz „miodowej polany” czy „róży/przerzuconej nad ogrodem” groteskowo kontrastuje z desygnatami i wyrażeniami przynależnymi do stylu niskiego („wiadro”, „śmierdzi szczyną”) (Bursa 1973: 132). Odstręczające zapachy w poezji Bursy rozbijają arkadię, zdzierają złudzenia, podważają idealistyczny obraz świata. Inaczej dzieje się w liryce Grochowiaka, gdzie fetor staje się częścią prawdy o świecie, elementem akceptowanej brzydoty. W wierszu Czyści (Rozbieranie do snu 1959) przynależy do niej m. in. mysi zapach – część prawdy o ludzkiej codzienności, bo brzydota „W zziębłość posągów / Wkłada zapach mysi” (Grochowiak 2005: 9).

Bohater liryczny Grochowiaka porusza się „W krainie pleśni – w ciemnej mej ojczyźnie” (Grochowiak 1994: 142), gdzie brak przyjemnych zapachów. Woń zgnilizny miesza się z odorem smoły i spalenizny, w zbiorowej wyobraźni przypisywanym piekielnym czeluściom. W utworze Epilog w stearynie (z tomu Agresty 1963) nawet kobiety – choć adorowane – „dymem pachną / Smołą / I popiołem” (Grochowiak 1994: 143). Kontrastowe zestawienie klasycznej tradycji literackiej z poezją współczesną, porównanie antycznego decorum z estetyką turpistów, w tym samym wierszu zilustrowane zostało zapachową metaforą: „W krainę pleśni – w ciemną mą ojczyznę / Wergili wkraczał tylko we śnie Albo / Z chustką przy nosie tak sperfumowaną / Że więdły / Moje / Papierowe lilie” (Grochowiak 1994: 142). Zapach w twórczości Grochowiaka, choć zwykle przypomina o przemijaniu, miewa też pozytywne konotacje i metafizyczny charakter. W wierszu Zioła żałobne (z tomu Bilard 1975) wspomnienie po zmarłym, którego opłakują rośliny, „zostanie w listku, w zapachu, w łopianie” (Grochowiak 1994: 125). W poezji Grochowiaka zmysły dotyku i zapachu przenikają się wzajemnie w kunsztownych synestezjach, razem służąc nie tylko percepcji świata, ale i recepcji odzwierciedlającej go poezji. W wierszu Leśni (z tomu Agresty 1963) „ja” liryczne deklaruje: „Badam najczulszym węchem mojej dłoni / Tę sonetami zadymioną kartkę” (Grochowiak 1994: 158).

Zupełnie odmienny bohater liryczny Bursy boi się przytłoczenia Machiną świata, więc chroni się w strategii pacjenta, wybierając ciało, z którego fizjologią wiążą się często przykre zapachy (Balcerzan 1986: 178). Niekiedy nie są nazywane wprost a tylko sugerowane, jak w opisie starców, którzy są „podmywani gdy zajdzie potrzeba” (Bursa 1984: 38), zatem w domyśle: po niekontrolowanej defekacji bądź mikcji. Grochowiak obawia się raczej reifikacji, czemu daje wyraz na przykład w wierszu Płonąca żyrafa (z tomu Menuet z pogrzebaczem 1958), w którym wszystkie byty zostały sprowadzone do cielesności jako ich podstawowego wymiaru. Ciało w liryce Grochowiaka nie jest więc schronieniem, a raczej ekranem, na którym odbija się świat i przeżycia wewnętrzne bohatera (Balcerzan 1986; 178). Autor Rozbierania do snu szuka piękna w rozkładzie, oswaja kulturowo śmierć, rekonstruuje ceremoniały, na wzór kultury baroku – na co zwrócił uwagę Kazimierz Wyka (Wyka 1977: 189-192) – zafascynowany przemijaniem ciała, nie stroni od zapachów zgnilizny. Zgodnie z kryteriami, zaproponowanymi przez Jerzego Kwiatkowskiego, został zaliczony do poetów poszukiwaczy i synkretyków, którzy traktują „historię literatury jako zbiór poetyckich elementów, jako materiał podatny do współtworzenia nowych kombinacji estetycznych” (Kwiatkowski 1973: 253-254). W poezji Bursy ciało i towarzyszące mu zapachy stoją po stronie życia, w twórczości Grochowiaka woń ciała – postrzeganego jako truchło – to opary rozkładu i śmierci (Balcerzan 1986; 180), choć jest on przecież także „księciem erotyku” (Łuszczykiewicz 2005: 7).

W poezji Wojaczka nieprzyjemne zapachy – gnicia, rozkładu, zepsucia, brudu – łączą się z ciałem człowieka. To ono, śmiertelne i podatne na zepsucie, generuje brzydkie wonie i pozostaje utrzymane w mrocznej kolorystyce, do bodźców węchowych przydając także wzrokowe. „Ciało jest czarne / Ciało śmierdzi” pisze w wierszu Erotyk (z tomu Sezon 1969) (Wojaczek 2005: 14), ubolewając nad nieudolnością języka poezji, który nie potrafi oddać brzydoty tak, jak sztuki plastyczne. Otaczająca rzeczywistość nie przynosi bowiem dobra, prawdy i piękna, ale raczej niesprawiedliwość i szpetotę. Niezmiennym tematem sztuki „Zawsze będzie przekleństwo i pot śmierdzący moczem”, zapewnia podmiot liryczny utworu Pewne rymy z tomu Którego nie ma 1972 (Wojaczek 2005: 260). Fetor odrażającej codzienności nędznych dzielnic miasta, ukazanych w naturalistycznym niemal obrazowaniu, wiąże się z kresem poezji, która staje się bezradna wobec braku harmonii, zarówno estetycznej, jak i językowej. To dlatego – jak czytamy w wierszu Koniec poezji (z tomu Nie skończona krucjata 1972) „Koniec poezji winien być w ciemnej sieni czynszowej / Kamienicy kapustą woniejącej wychodkiem / […] / Koniec poezji winien być niegramatyczny” (Wojaczek 2005: 168).

Ciało, opiewane w poezji Wojaczka często jest martwe lub jego rychły kres zostaje boleśnie uświadomiony. Martwy język z wiersza pod tym samym tytułem (z tomu Sezon 1969) to nie tylko określenie nieaktywnego kodu, ale i dosłownie rozumiany, obumarły organ. W onirycznym wierszu List do królowej Polski (z tomu Sezon 1969) natomiast – uruchamiając średniowieczną topikę religijną – bohater liryczny, którego ciało ulega rozkładowi już za życia, zauważa „wyszły mi z jelit wszystkie glisty” (Wojaczek 2005: 35). Śmierć w poezji Wojaczka ma zapach mdły i zatęchły, jakby związana była z brakiem świeżego powietrza czy powiewu wiatru, z ograniczeniem, zamknięciem, duchotą. Wspomnienie śmiertelności człowieka często też wiąże się z sytuacją zniewolenia, np. w wierszu List spod celi II (z tomu Sezon 1969), gdzie bohater liryczny deklaruje „w naszych celach mdłą / mgłą szyby zadymi porannej śmierci zapach” (Wojaczek 2005: 37).

Nawet tradycja literacka w twórczości Wojaczka przywołana została w perspektywie śmierci i cielesności. Umarli poeci – bohaterowie wiersza o incipicie Kochankowie moi umarli poeci z tomu Którego nie było 1972 – nie pokonali ani śmierci, ani pośmiertnego rozkładu. „Gryzą ziemię” – mówi bohaterka liryczna i w chwilę później, przywołując obraz cuchnących śmieci i owadów kojarzących się z procesami gnilnymi, dodaje – „Krążą rojem rozdrażnionych much / Nad kubłem gdzie cisnęłam tampon miesięczny” (Wojaczek 2005: 221). Wojaczek, „zlewając w rynsztok swej poezji wszystkie brudy” (Marx 1993: 241), podobnie jak Bursa, szuka schronienia, ocalenia tożsamości w chorobie, w odczuciach zmysłowych, w szeroko pojętej cielesności. To, co somatyczne jest bez wątpienia rzeczywiste, nie mieści się w słowach, przekracza ich granice i nie pozwala się zwerbalizować. „Boli mnie głowa, serce, dłoń, noga / Jakby to były więcej niż słowa!” mówi podmiot liryczny wiersza Więcej niż słowa (z tomu Nie skończona krucjata 1970) (Wojaczek 2005: 108). Schizofreniczne rozdwojenie osobowości nie przekracza jedności ciała, w którym przebywają tajemnicze istoty: Ja i On, powiązani nie tylko duchowo, ale i somatycznie. „Boli mnie brzuch / On zanieczyszcza powietrze” (Wojaczek 2005: 112), podkreśla podmiot liryczny.

Poezja – według Wojaczka – rodzi się z poczucia dyskomfortu, które generuje bunt, gdy „ziarenko grochu uwiera pod językiem” (jak w wierszu Mówię, dziwię się z tomu Inna bajka 1970), drażniąc nie tylko zmysł dotyku jak w baśni O księżniczce na ziarnku grochu, ale i szczególnie pojęty zmysł mowy. „Zaciekły bunt, najlepszy poeta” pisze Wojaczek w innym wierszu o incipicie Mój szerokostopy mózg ( z tomu Nie skończona krucjata 1970) (Wojaczek 2005: 99). Postrzeganie buntu jako źródła poezji i wyrazu „głodu nadziei” (Śliwiński 2005: 54), łączy postawę Wojaczka z turpistami, dodatkowo zatem uzasadnia uczynienie niemiłych zapachów tematem poetyckim.

Artykuły powiązane