Prus (publicystyka) – widzenie a transcendencja

Ewolucja światopoglądowa Bolesława Prusa wiązała się także z ukształtowaniem się jego strategii epistemicznych. Charakterystyczne dla autora patrzenie na świat formowało się dynamicznie, jakkolwiek w swojej twórczości publicystycznej pisarz preferował zobiektywizowany, quasi-naukowy, analityczny ogląd rzeczywistości, którą poddawał systematycznej „rozbiórce” na elementy proste. Odejście od tej strategii – nie w pełni jeszcze konsekwentne – widoczne jest w dwóch znanych relacjach: jednej, stanowiącej pokłosie podróży do Wieliczki, oraz drugiej, słynniejszej, dokumentującej wrażenia z obserwacji zaćmienia Słońca pod Mławą w roku 1887.

Narratorskie patrzenie na wnętrza kopalni w Wieliczce, acz niewolne jeszcze od właściwej autorowi reporterskiej skrupulatności (widocznej choćby w posługiwaniu się „suchymi” faktami geologicznymi oraz informacjami dotyczącymi historii i położenia kopalni), ujawnia już wszakże wrażliwość artystyczną. Jakkolwiek bowiem podróżny usiłował racjonalnie wyjaśniać obserwowane zjawiska naturalne, to jednak ulegał też wrażeniom wywoływanym przez majestatyczne piękno kopalnianych wnętrz. W reportażu uderza konfrontacja spojrzenia pozytywistycznego racjonalisty i empirysty z bliżej nieokreśloną atmosferą tajemnicy, która emanuje z podziemi. Patrzenie narratora łączy się z odczuciem dziwności lub nawet lęku, jakiego doznaje on, obcując z nasilającą się ciemnością. Znamienne, że oglądane przez siebie obrazy narrator stara się odnosić do empirycznie weryfikowalnych, realnych obiektów i zjawisk. Tym sposobem niejako próbuje oswoić to, co widzi, ale raczej bez powodzenia, gdyż jego wzrok jest nieprzyzwyczajony do takich wrażeń. Narrator doświadcza zatem niepokoju:

Bolesław Prus : Kartki z podróży (do Wieliczki): 231

Im dalej i niżej tym okolica dziksza, jeżeli miejsca te godzi się okolicami nazywać. Kurytarze schylają się i wyginają. W posępnych ścianach ich od czasu do czasu spotkasz otwory: nowe ulice tego fantastycznego miasta. Gdy chwilkę zatrzymasz się w miejscu, światła maleją, a potem gasną, odgłosy ludzkie milkną i otacza cię ciemność straszliwa. To, co na górze, pod niebem gwiaździstym choć pochmurnym, jest tylko brakiem światła – tu staje się rzeczą nad wszelki wyraz ponurą. Rzecz ta w miarę oddalania się świateł i towarzystwa poczyna zarzucać na ciebie sieci niewidzialne, poczyna oplątywać, dławić, a w końcu przygniatać. […] czujesz, że ciemność wnika już w głąb twego ciała, nasyca myśl, wypłasza uczucia…

Patrzenie na naturę w kartce z podróży do Wieliczki wyzwala się z wolna z ramepistemologii pozytywistycznej, skoncentrowanej na zjawiskowej stronie rzeczywistości. Narrator, obserwując to, czego nie doświadcza się raczej w życiu codziennym, skłonny był nawet do snucia refleksji metafizycznych na temat celu życia. Z tekstu reportażu emanuje kontrast między majestatycznym pięknem i tajemniczą Naturą, objawionymi w kopalnianych podziemiach Wieliczki, a przyziemnością i powierzchownością codziennych ludzkich spraw i zajęć.

Znacznie bardziej intensywny wyraz przybrała metafizyczna tęsknota Prusa po 9 latach, w sierpniu 1887 roku, przy okazji całkowitego zaćmienia Słońca, które oglądał w Mławie. Pisarz doznał wtedy przeżycia epifanijnego; dotychczasowy, zasadniczo scjentystyczny światopogląd Prusa otworzył się na Nieznane. Reportaż Wędrówka po ziemi i niebie osnuty został, jak wiadomo, wokół naturalnego zjawiska astronomicznego, które jednak z uwagi na swoją nadzwyczajność urosło w odczuciu wielu ludzi tamtej epoki do rangi przeżycia metafizycznego. Doznał go także Prus. W reportażu mniejszą wartość poznawczą mają te fragmenty, w których pojawia się tak typowy dla autora kronik tygodniowych humor związany z ukazywaniem spraw ludzkich: narrator z niemałym zacięciem satyrycznym ukazywał próżnych widzów, poszukujących w zaćmieniu Słońca jedynie powierzchownej rozrywki (w tonację żartobliwą ujął też pisarz inicjalny wykład astronomiczny (Tomkowski 1993: 272)).

W spojrzeniu autora na tak nadzwyczajne zjawisko złączyły się w jedno odczucia pozytywistycznego scjentysty i racjonalisty oraz człowieka o głębokiej wrażliwości duchowej, czułego na piękno natury, zdolnego do zadawania pytań fundamentalnych. W reportażu padają ważkie deklaracje metafizyczne. Ich treść znajdzie potem – w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku – artystyczne rozwinięcie i dopełnienie w wielu wybitnych utworach Prusa, przełamujących swoim poznawczym horyzontem ograniczenia pozytywistycznego światopoglądu.

Bolesław Prus : Wędrówka po ziemi i niebie: 102

Nieprawda – zauważa w jednej z swoich refleksji Prusowski narrator-podróżnik – że jest tylko jeden świat; są dwa światy: ten i t a m t e n; ten, który mamy pod nogami, jest ziemski; tamten, do którego trzeba podnosić głowę, jest niebem, może nawet tym, o którym mówi katechizm i biblia
Nie jestże niebo światem duchowym? Wszak wiemy o jego istnieniu tylko za pośrednictwem najbardziej duchowego zmysłu – wzroku. Wszak najprostsze jego tajemnice odkrywamy nie za pomocą eksperymentów, ale najzawikłańszych rozumowań.

Prus traktuje wzrok jako „zmysł duchowy”, co wypada uznać za wyjście poza ramy nacechowanej naturalistycznym psychofizjologizmem epistemologii wczesnego pozytywizmu w kierunku racjonalistycznego idealizmu. Sam natomiast moment spojrzenia na zjawisko zaćmienia Słońca opisywał Prus jako doświadczenie nieomal mistyczne, choć – przyznać to trzeba – narracja pisarza początkowo mieściła się jeszcze w ramach sprawozdania zobiektywizowanego, które usiłuje zdać sprawę z procesu zmysłowej, wzrokowej percepcji świata, dostępnej właściwie wszystkim patrzącym:

Bolesław Prus : Wędrówka po ziemi i niebie: 113

Nagle coś drgnęło na niebie i na ziemi i cały horyzont odrobinę ściemniał. Była to jedna z tych widocznych zmian oświetlenia, któreśmy spostrzegli wszyscy. Zaćmienie cząstkowe rosło stopniowo; nie od niego więc zależał ten ruch momentalny. Prawdopodobnie nadpłynął jakiś obłok. Ale umysły tak były nastrojone, że dopiero od tego momentu uczuliśmy się pod moralnym wpływem wielkiego zjawiska.
Nie wiem, czego doświadczyli inni. Ja osobiście nie doznawałem żadnej przykrości, Tylkom spostrzegł, że wyobraźnia poczyna grać silniej niż zwykle i – że czas mi się rozszerza. Jedna sekunda rozrastała się na dwie, trzy, cztery… tak że kiedym myślał, iż upływa minuta, upływało naprawdę 10 lub 15 sekund.

Ludzki wzrok ogarnia coś niepojętego, niesamowitego i tajemniczego. Prus zdaje się sugerować, że oto przeżył jakiś trudny do opisania wstrząs duchowy, który rozszerza spojrzenie na naturę, zawierającą – być może – znaki Boga. Znamienne, że empiryczno-racjonalne struktury poznawcze nie przystają do tego, co pisarz zobaczył i zarazem głęboko odczuł. Być może, iż zaangażowana została w to widzenie jakaś dodatkowa – pozaempiryczna – dyspozycja poznawcza o charakterze na przykład intuitywnym.

Doznania Prusa w Mławie zainicjowały przełom, rzutujący potem na jego dalszą ewolucję światopoglądową.

Zygmunt Szweykowski : Twórczość Bolesława Prusa: 220

Pisarz – zdaniem Szweykowskiego – wybrał się tam [do Mławy – T.S.] jako człowiek nauki: chciał zaobserwować, jakie objawy zaćmienie wywołuje w przyrodzie, jak wpływa na zmianę barw w otaczającym świecie, jak na nie reagują zwierzęta i rośliny i tak dalej, nie spodziewał się tylko tego, że zjawisko owo wstrząśnie do głębi całą jego psychiką, usuwając na plan ostatni badanie; w decydującym momencie wszystko zaczęło mu lecieć z rąk, zapomniał o tym, co ma czynić, nie wiedział, na co pierwej patrzeć […].

Można przypuścić, że owo iluminacyjne widzenie tak nadzwyczajnego zjawiska, jak zaćmienie Słońca, mogło pobudzić Prusa do tworzenia wizyjnych, fantastycznych obrazów, które już niebawem – jak np. w opowiadaniu Sen (1890) – znacząco poszerzyły widnokrąg poznawczy dzieł pisarza. Od czasu obserwacji zaćmienia słońca świat przestał być dla niego wyłącznie trójwymiarowy, objawił swoją skomplikowaną, złożoną naturę, zwłaszcza zaś ukryte pokłady sfery idealnej, nie poddające się poznawczej eksploracji na drodze zmysłowej i rozumowej (Jakub Malik zauważył, że pod wpływem epifanijnego kontaktu z zaćmieniem Słońca w odczucie świata przez Prusa „zaczęły się wkradać mgliste pokłady mistycyzmu, eschatologiczne przeczucia i dotknięcia transcendencji” (Malik 2008: 49)). Spojrzenie na tak niezwyczajne zjawisko astronomiczne – dające się wprawdzie racjonalnie wytłumaczyć w porządku astrofizyki – potraktował Prus jako doświadczenie graniczne o charakterze bez mała mistycznym, jako podmiotowe odczucie jedności Kosmosu, którego człowiek stanowi mikroskopijną cząstkę (według Jolanty Sztachelskiej sytuację Prusa jako podmiotu patrzącego określał w tym przypadku „stan całkowitego porażenia wobec widzialnych, lecz nie poddających się racjonalizacji fenomenów” (Żadziłko-Sztachelska 1987: 171)).

Bolesław Prus : Wędrówka po ziemi i niebie: 116, 117

Ach! jak smutno… – pisał Prus dalej w swoim reportażu – Dusza straciła swoją indywidualność i jest tylko kroplą odbijającą jakieś nieokreślone uczucie całej natury. To nie ślepy gniew burzy, to nie groza gór przygniatających człowieka, to nie głód przepaści, która nas chce pochłonąć, to nie niepewność, jaką budzi nieznana okolica podczas nocy. To jest raczej żal, powszechne stroskanie świata.
Żal po czym?… Z jakiego powodu?… Może ziemia myśli i oto teraz wyobraża sobie straszną epokę, kiedy gasnące słońce, to ukochane słońce, zamiast światła będzie rzucać tylko pomrokę?

Moment ten – całkowitego zaćmienia Słońca – kojarzy się Prusowi z wzniosłą chwilą śmierci Chrystusa na krzyżu. Jest więc – być może – podobnym, choć innym w wyrazie objawieniem najwyższej prawdy o życiu i śmierci (znamienne, że pisarz zestawia iluminacyjny opis zaćmienia z fragmentami Pisma świętego: obrazem śmierci Chrystusa z Ewangelii św. Łukasza oraz ze starotestamentową Księgą Joba (Tokarzówna 1993: 37-38)). W jednej z kronik pisarz wyznał wszak swoim czytelnikom: „[…] półtory minuty, przez które trwało [zaćmienie – T.S.], uważam za najszczęśliwszą chwilę w moim życiu” (Prus 1960: 200).

Charakterystyczną cechą mławskiego reportażu Prusa jest wewnętrzne „pęknięcie” stylistyczne, uwidocznione w kontraście między językiem analityczno-racjonalnym a treścią metafizyczną, nie poddającą się logicznemu wyjaśnieniu. To, co Prus zaobserwował nad ranem 19 sierpnia 1887 w Mławie, stało się dlań nie tylko doświadczeniem niezwyczajnego zjawiska astronomicznego, lecz przede wszystkim, jak już wspomniano, doznaniem religijnym, które na pewno wstrząsnęło twórcą:

Jan Tomkowski : Mój pozytywizm: 274

Gdyby z omawianego tekstu [reportażu o zaćmieniu – T.S.] usunąć wszystkie fragmenty dotyczące „wędrówki po ziemi”, pozbawić go konkretu, opisów sytuacji i osób, otrzymalibyśmy zapewne obraz doświadczenia mistycznego. Problem polega […] na tym, że podobnego zabiegu nie sposób dokonać. Spoglądając ku niebu, przywołując wersety Pisma Świętego, pisarz równocześnie dostrzega obok siebie ludzi, zwierzęta, przedmioty; nie chce stracić poczucia realności świata. „Wędrówka po niebie” – w znaczeniu przeżycia religijnego – dokonuje się wbrew woli Prusa. Dlatego wydaje się tak bardzo intrygująca.

Późniejsza twórczość Prusa odznaczała się zarówno wyczuleniem na konkret materialny, jak i – co zauważalne w twórczości artystycznej pisarza, począwszy od Lalki – zdolnością do introspekcyjnego wglądu w psychikę człowieka oraz do przekraczania widnokręgu poznania zmysłowego w stronę transcendencji.

Artykuły powiązane