Krasiński – fantazmaty ciała

Truizmem byłoby stwierdzenie, że wieloaspektowe rozważania Krasińskiego o ciele, duszy i duchu miały szeroką egzemplifikację literacką tudzież epistolarną. Można niebezzasadnie powiedzieć, iż od połowy lat trzydziestych XX wieku wokół tych pojęć zawęźla się istota refleksji egzystencjalnej i historiozoficznej (w tym politycznej) oraz filozoficznej poety. Krasiński w tym czasie wypracował osobną i spójną koncepcję triadyczną, inspirowaną niewątpliwie tradycją biblijną (dogmat Trójcy Świętej), joachimską i współczesnymi filozofiami (Hegel, Cieszkowski).

W początkach twórczości poety jest inaczej niż od połowy lat trzydziestych. Z jednej strony Krasiński daje się wówczas poznać jako autor zainteresowany duchową sferą człowieka (pozostanie zresztą wierny koncepcji miłości jako związku dusz, topice przeanielenia, więcej nawet – pogłębi ją w późniejszym okresie twórczości). Warto zwrócić uwagę na przedstawienie ciała Orcia w Nie-Boskiej Komedii, dziecka uduchowionego i zarazem chorego cieleśnie. Oczy błękitne – „pełne wspomnień” z innego wymiaru. To dziecko ślepnące wraz z postępującym kalectwem wykształca swoje oko wewnętrzne; przesunięte jest z dziecięcej przestrzeni zabawy („hasania na kijku”, które zapewnia rozwój) w świat duchowy („wzroczkiem sięgasz nieba”). Rumieniec bohatera nie jest oznaką zdrowia, lecz choroby, czoło rzeźbią zmarszczki („gdyby cieniutkie nici, płynące z niewidzialnego kłębka” (Krasiński 1974: 36)). Degradacji ciała odpowiada „pięknienie” wewnętrzne. „Tymczasem wzrastasz i piękniejesz – nie ową świeżością mleczną i poziomkową, ale pięknością dziwnych niepojętych myśli, które chyba z innego świata płyną ku tobie – bo choć często oczy masz gasnące, śniade lica, zgięte piersi, każdy, co spojrzy na ciebie, zatrzyma się i powie: „Jakie śliczne dziecię” (Krasiński 1974: 37).

Z drugiej strony jest także Krasiński we wczesnym okresie twórczości autorem „najwspanialszych fantasmagorii erotycznych dziewiętnastowiecznej literatury polskiej” (Suszczyński 1998: 38), łączących ekspresyjną frenezję z wyobraźnią tanatyczną. Ciało pożądania staje się dla poety reprezentacją „dzikiej”, „wschodniej” koncepcji człowieka. Bohater Agaj-Hana konsekwentnie ukazywany jest jako dzikie dziecię Wschodu: wyrazem szaleńczego pożądania (o cechach wyobraźni sadomasochistycznej) jest „piana z ust”, krwotok z nosa i niespokojne podrygi ciała, po których pojawiają się następujące słowa:

Zygmunt Krasiński : Agaj-Han: 86

Nie mógłżem zbliżyć się i ręką ślizgać po twej sennej piersi, […] a nasyciwszy wzrok, z zawrotem głowy rzucić się na ciebie? Budząc się, poczułabyś pierścienie potężnego węża okręcone wokoło twojej kibici. Wgryzłbym się gwałtem w twe usta, oddechem przepaliłbym ci gardło, pocałunkami podziurawił lica, włosów twych gęstwinę zarzucił na siebie, [pod tą zasłoną czarną nogi splótłbym z twoimi nogami, pierś wgniótł w twe łono ze śniegu, dopóki bym nie uczuł na własnej skórze bicia serca twego]. […] Tyś moja. [Rozciąga się miękkie ciało pode mną, jego dreszcz miesza się z moim.]

Ta fantasmagoria erotycznego zespolenia jest konsekwentnie utrzymywana w stylistyce organizującej całość wyobraźni somatycznej Krasińskiego w tym utworze. Agaj-Han prezentowany jest jako piękny mężczyzna; piękny w swej cielesności (w której pojawi się dyskretny znak męstwa na polu walki), jest ubrany w piękne szaty, z właściwym Wschodowi przepychem („Lica osypane perzyną, spadłą od promieni stepowego słońca, na czole dwie blizny, a nad ustami wąs się jeży gęsty, czarny, ulubiony od wojownika, […] głaskany pocałunkami dziewczyn, […]” (Krasiński 1998: 61)). Majestatyczna piękność carowej Maryny wyrażona jest przez opis ciała królewskiego przyodzianego w królewskie szaty – w szczególnej optyce męskiego pożądania (wymowna jest w związku z tym cielesna reakcja Agaj-Hana: „Rozpływa się w milczącej rozkoszy i wzrokiem ssie jej wdzięki jak pszczoła […]” (Krasiński 1998: 63)), przedzierającego się od ciała zakrytego, rozbieranego ku fantazji nagiego ciała:

Zygmunt Krasiński : Agaj-Han: 62

A carowa wyglądała tej nocy właśnie, jak trzeba na drażnienie męskiego serca; na licu płonie od namiętnego oczekiwania, na czarnych włosach złota mitra się wznosi, […] płaszcz odpada od ramion […] ale za to ramiona błysnęły spod niego. Szata znad piersi gwałtownym biciem tych piersi odsunięta, […]

Miłosna relacja odrzuconego Agaj-Hana i Maryny pozwoliła Krasińskiemu zaprezentować różne stany i reakcje męskiego pożądania cielesnego, męskich fantasmagorii na temat kobiecego ciała. Miłość „wschodnia”, a więc dzika, namiętna, lubieżna jest przede wszystkim ukazywana (dzięki wyborowi „wschodniego” bohatera) od strony reakcji ciała, redukującego człowieka, odzierającego go z masek, jakie nałożyła nań kultura. Człowiek staje się dziecięciem natury, tryumfująca w nim cielesność spycha go w rejony szatańskie:

Zygmunt Krasiński : Agaj-Han: 143

I zbliżał się do niej z drżącymi ramionmi, jak gdyby ciało zabierało się do gwałtownego rozprzęgnienia. Rozhuźdane chucie szarpią mu rysy na twarzy, skręcają usta, na których pożądliwość się pieni. Zęby dzwonią, lica biją od krwi, co do nich napływa. W tej chwili wszelaki ślad Boży odpadł od niego, i stał się człowiekiem na podobieństwo szatana.

W twórczości Krasińskiego pojawią się inne jeszcze wyobrażenia ciała wschodniego (są to, wypada dodać, wyobrażenia stereotypowe, dzielone z epoką): zniewieściałego cesarza Heliogabala w Irydionie i ciało żydowskie w Nie-Boskiej Komedii. W partiach dramatycznych Irydiona Heliogabal ukazany jest jako sybaryta, drżący z pożądania, lubujący się we „wschodnim” zbytku („drży cały” przed Elsinoe będącą ucieleśnieniem urody „północnej” i „greckiej”: jest ona „jasnowłosa” i „najurodziwsza” (Krasiński 1967: 30-31)). Cezar zasępione czoło „rozjaśnia” mitrą, urodę podkreśla różem; „kobiecość” jest jego wzorem estetycznym, i swoje ciało poddaje zabiegom mającym podkreślić „lubieżną”, zmysłową kobiecość (którą oddaje także ubiór i lubowanie się w drogich kamieniach) swej syryjskiej natury: „Nieprawdaż – wonne usta moje i gładkie czoło wzorem najśliczniejszej dziewicy?” (Krasiński: 1967: 60) W Przypiskach autora poeta określi rozprzężenie czasów Heliogabala poprzez paralelę z jego wizerunkiem młodego starca, pozbawionego, jak cała epoka starożytna, duszy: „Heliogabal we wszystkim, co czynił i wyobrażał, jest starością i śmiercią – jest brakiem ducha – jest materią w gniciu” (Krasiński 1967: 183).

W Nie-Boskiej Komedii pojawia się antysemicki fantazmat ciała przechrzty (zastanawiać się można czy jest to opis Leonarda), wyjątkowo zagęszczony, przekonująco zanalizowany przez Marię Janion:

Zygmunt Krasiński : Nie-boska komedia: 62

Oko wschodnie, czarne, cieniowane długimi rzęsy – ramiona obwisłe, nogi uginające się, ciało niedołężne w bok schylone – na ustach coś lubieżnego, coś złośliwego, na palcach złote pierścienie – i on także głosem chrapliwym woła – „Niech żyje Pankracy!” – […].

To ciało obcego, a przy tym ciało „kobiece” (w tym przypadku ma to zdaniem Janion podkreślić dychotomię „kobiece/żydowskie” w opozycji do „męskie/aryjskie”). Janion pisze o „groteskowym efekcie” w owym utkaniu ciała ze stereotypów, powieleniu groźnego w istocie stereotypu antysemickiego: opisane ciało cechuje „obmierzła rozlazłość, nawet swoiste kalectwo. Zwraca uwagę nagromadzenie ułomności fizycznych: […]”; to ciało żydowskie – jak pisze Janion – przedstawione jest w aurze „emocjonalnych uprzedzeń” (Janion 2009: 152-153). Warto nadmienić, że odmiennie – w „męskiej” optyce – ukazani są dwaj protagoniści dramatu: hrabia Henryk i Pankracy. Zwłaszcza opis Pankracego ma oddać „mocny”, „męski” wizerunek demagoga rewolucji, choć Krasiński tworzy ów wizerunek z wyraźnym dystansem autorskim – poprzez cielesne wyobrażenie wodza ma przebijać jego bezwzględność, zawierzenie rozumowi pomieszane z nieludzkim obłąkaniem wyznawaną ideologią (ten opis przypominał Miłoszowi w eseju Powrót Krasińskiego antycypację wizerunku Lenina):

Zygmunt Krasiński : Nie-boska komedia: 60

Głos jego przeciągły, ostry, wyraźny – […] ruchy jego powolne, łatwe, wtórują słowom, jak muzyka pieśni – czoło wysokie, przestronne, włosa jednego na czaszce nie masz, wszystkie wypadły, strącone myślami – skóra przyschła do czaszki, do liców, żółtawo się wcina pomiędzy koście i muszkuły – a od skroni broda czarna wieńcem twarz opasuje – nigdy krwi, nigdy zmiennej barwy na licach – oczy niewzruszone, […] a kiedy ramię wzniesie, wyciągnie, wytęży przed nimi schylają głowy, zda się, że wnet uklękną przed tym błogosławieństwem wielkiego rozumu – nie serca –

Artykuły powiązane