W potocznej świadomości kultur tradycyjnych wydzieliny cielesne, a więc to, co zwykliśmy określać mianem ekskrementów, obejmowały wszystko, co regularnie wydostawało się z ciała na zewnątrz jego otworami, a więc nie tylko kał i uryna, ale także łzy, ślina, katar, woskowina uszna, pot i krew miesięczna. Śledząc zmiany sensów przydawanych konkretnym wydzielinom oraz rozpatrywanym łącznie, zaobserwować można również zmiany stosunku człowieka do swojej cielesności, a tym samym określania swojego miejsca względem natury i wszechświata w ogóle.
Wszystkie ekskrementy w kulturach tradycyjnych niezmiennie budziły przerażenie i stwarzały dystans, bo będąc wynikiem procesów fizjologicznych w pewien sposób przynależały do ciała, równocześnie go opuszczając i egzystując poza nim. Przekraczały granice ciała, a zabieg taki zawsze pozostawał w wyobrażeniu ludowym obarczony ryzykiem. Granica oddalona była maksymalnie od centrum, a więc miejsca o najwyższym natężeniu sacrum, z drugiej strony jednak to właśnie na granicach otwierała się możliwość mediacji – uzewnętrznienia sił z zaświatów. Wszelkie otwory cielesne: oczy, uszy, usta, odbyt, pochwa – równocześnie chroniły dostępu do ciała, ale i otwierały drogę do jego wnętrza. Ekskrementy przejmowały właściwości owych wyrw, pęknięć w organizmie pojmowanym jako idealna całość.
Na postrzeganie wydzielin duży wpływ miały wyobrażenia nagiego ciała. Dość swobodny stosunek do ciała i nagości charakterystyczny dla kultury helleńskiej, został wyraźnie podważony przez myśl chrześcijańską. Nagość poddana została represji jako zachęta do grzechu. Obnażone ciało oscyluje między pięknem i wszetecznością, ale najczęściej bywa kojarzone raczej z dzikością, szaleństwem i złem (le Goff 2006: 121 – 122). Narodziny chrześcijańskiej kultury wstydu (zob. Morrison 1996) nie pozostały też bez wpływu na postrzeganie samych wydzielin cielesnych. Faworyzowane jest życie ascetyczne i ograniczanie tego, co biologiczne i witalne, bo – jak pisał ksiądz Józef Baka – „Nic po stroju, / Człek wór gnoju” (Künstler-Langner 1993: 78). W świadomości powinna ciągle pozostawać myśl o ciele jako chwilowej powłoce, skazanej ostatecznie na przemijalność i rozkład. Ekskrementy przypominały nieustannie o potrzebie pokory i samoponiżenia. Przekładało się to na konkretne gesty, które nie omijały nawet najwyższych dostojników kościelnych:
Piotr Kowalski : O tym, co nieuniknione: ekskrementy i defekacja: 24
Czasowe zawieszenie hierarchiczności codziennego życia oraz powagi i dostojeństwa mogło mieć miejsce jedynie w okresie karnawału. Podczas tego szczególnego święta, któremu patronowała idea odnowienia powszechnego oparta o kulturę śmiechu, do głosu dochodził specyficzny język symboli i form (zob. Bachtin 1975). Konstruowaniu „świata na opak” towarzyszyła logika odwrotności, dlatego obok parodii i trawestacji dotyczących hierarchów, przemieszczania góry i dołu odzwierciedlonego np. w przebieraniu się, gdzie maski zastępowały twarz zadem, a zad twarzą, degradacji i profanacji, możliwe było też dopuszczenie do języka karnawałowego ekskrementów.
MIchaił Bachtin : Twórczość Franciszka Rabelais`go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu: 460 – 461
Kultura chrześcijańska budowała model kontroli ciała – zarówno w kwestii ocenzurowania manifestacji cielesności, jak i procesów fizjologicznych. Wynikało to z próby nałożenia na nie porządku etycznego – to, co cielesne jest nie tylko „nieobyczajne”, ale przede wszystkim grzeszne. W odmiennych kontekście ten gest odrzucenia realizowany będzie przez kulturę dworską, która:
Piotr Kowalski : O tym, co nieuniknione: ekskrementy i defekacja: 28
Kwestia ta nie stanie się szczególnym problemem dla przedstawicieli kultury ludowej. Wstyd nie był obecny przy wypróżnianiu się, które często praktykowano wspólnie. Zakazy defekacji dotyczyły raczej miejsca: nie wolno było dokonywać jej na roli i w ogrodzie, na drodze – z obawy przed ludźmi, bo mogli posypać odchody popiołem czy węglami, a to skutkowałoby owrzodzeniem lub opryszczką (Libera 1995: 155). Podobnie rzecz się miała z wypróżnianiem o szczególnej porze, w tym przypadku jednak nie obawiano się ingerencji ludzkiej, lecz sił nieczystych: zakaz obejmował zatem czas zachodu słońca czy moment przed północą, a zatem pory, kiedy działanie demonów jest nasilone. Wychodki przed długi czas postrzegane były jako zbytek. O standardach czystości ludu słowiańskiego pisze Kazimierz Moszyński tak:
Kazimierz Moszyński : Kultura ludowa Słowian: 604 – 605
Niespecjalnie przejmowano się też tym, co zastosować w charakterze tzw. utrzyjzadka (Libera 1995: 159). Do podcierania się stosowano liście łopianu, trawę, wiecheć siana, liście kapusty, znacznie później zaś gazety. Jak wspomina Bystroń, w przypadku szlachty z kolei:
Jan Stanisław Bystroń : Dzieje obyczajów w dawnej Polsce: 430
Jeszcze do XVI wieku czynności wydalnicze nie były wiązane ze wstydem ani obwarowane koniecznością dyskrecji. Zalecano, aby nie witać się z kimś, kto oddaje mocz lub kał, ale to raczej z uwagi na to, żeby nie przeszkadzać (Elias 1980: 176). Zarówno dorośli, jak i dzieci załatwiali swe potrzeby na widoku innych. Procesy cywilizowania potrzeb naturalnych zachodziły bardzo powoli, a wychodziły z kręgów arystokratyczno-dworskich i duchownych. Na wsiach jeszcze w XIX wieku wychodki należały do rzadkości.
Ewa Kowerska : Warunki sanitarne i higieniczne: 486
Wydaje się, że ludowe podejście do nieczystości objawia się raczej obojętnym stosunkiem. Zupełnie inne nadawano wartości np. kwestiom zapachowym. Ekskrementy ludzkie i zwierzęce w obejściu były tak powszechne, że ich fetor musiał być odczuwalny, ale być może był jednym z wielu zapachów i nie stygmatyzowano go aż tak bardzo. W wielu krajach praktykowano pranie bielizny w moczu, np. w okolicach Bytenia na zachodniej Białorusi. Kazimierz Moszyński komentuje ten zapis słowami: „Ponieważ kobiety tamtejsze przechowywały w domu mocz w naczyniach na zapas, przeto, jak łatwo sobie wyobrazić, zaduch panował w każdej chacie nie do wytrzymania” (Moszyński 1967: 616).
Przekazy dotyczące wiejskiego życia wielokrotnie pomijały kwestie higieniczne i sanitarne, uznając je albo za nieciekawe, albo za oczywiste, czego konsekwencją bywał zmitologizowany obraz kultury ludowej. Proces ten niekoniecznie musiał być uświadamiany sobie przez autorów. Inaczej było na przykład w sytuacji opisów helleńskiego pola bitwy, o którym wiadomo było, że unosi się nad nim odór potu, ekskrementów, rozkładających się ciał ludzkich i zwierzęcych, a także spalenizna pokonanych terenów, gdzie palono pola uprawne i domostwa. Ale w przekazach literackich nie ma miejscach na tego typu obserwacje – „[…] ani lwy u Homera nie ryczą, ani pole bitwy nie śmierdzi. Unosi się jedynie woń siarki z pnia strzaskanego piorunem” (Kostuch 2010: 11). W przypadku autorów greckich zapach musiał pozostać elementem wyeliminowanym ze względu na motywacje retoryczne: opisywano przecież bitwę idealną, a w takiej nie ma miejsca na tak naturalistyczne wątki, jak smród.
O zapachu ekskrementów wspomina się za to w kontekście działań magicznych. Tutaj odór ludzkich wydzielin ma moc odstraszania nie tylko zwierząt, ale i diabła czy wiedźm (Libera 1995: 142). Miejsce przesycone takimi zapachami pozostawało poza obrębem działania sił nieczystych i konotowane było z bezpieczeństwem i „swojskością”. Świeżo poślubiony mąż w noc poślubną wypróżniał się w izbie i zaklinał: „Jak daleko będzie śmierdziało, tak daleko niech szczęście będzie” (Libera 1995: 143). Zaklinania dotyczące wydalania towarzyszyły też ciężarnym: jeśli proces ten przebiegał lekko, spodziewano się analogicznego braku problemów z porodem.
Wydzieliny cielesne – ich wielkość, gęstość, kolor, konsystencja, czasem zapach – mogły też świadczyć o dobrym lub złym zdrowiu. Traktowano je wielokrotnie jako materiał diagnostyczny. XVI-wieczny autor Andrzeja z Kobylina w swoim dziele zauważa, że szkodliwa może być praca po obiedzie, bo:
Andrzej z Kobylina : Gadki o składności członków człowieczych: 108
Zbyt gęsta ślina oznaczać będzie chorobę, a kiedy „psują się płuca”, przekształca się w flegmę, którą chory odpluwa (Paluch 1995: 102). Wierzono, że ślina może powstać w żołądku, ale także w głowie – przy dolegliwościach zatok. W skrajnych przypadkach doprowadzić to mogło do tzw. „zaślinienia głowy”, a więc do otępienia umysłowego. Podobnie jak ślinę, tak i woskowinę wytwarza głowa, a dokładniej mózg, który broni się w ten sposób przed przeziębieniem i potem. W średniowieczu sądzono, że wydzielanie się woskowiny jest tożsame z pozbywaniem się żółci z organizmu. Gdy jest jej za dużo, może prowadzić do głuchoty (Paluch 1995: 122).
Ekskrementy mogły też odstraszyć chorobę, a więc przypisywano im funkcję ochronną:
Henryk Biegleisen : Lecznictwo ludu polskiego: 4
Apotropeionem1Apotropeion – Środek, któremu w kulturach tradycyjnych przypisywano właściwości magiczne o charakterze sprawczym (np. leczniczym, zapobiegawczym, wywołującym uczucia miłosne). Mogły stać się nim przedmioty codziennego użytku, ale zwykle jego funkcje pełniły elementy o nacechowaniu sakralnym, dewocjonalia, części ciała nieboszczyka, także zioła, kamienie niezwykłych kształtów itp. bywała również krew miesięczna, do której kultura ludowa miała stosunek dość ambiwalentny. Niepokojący proces sączenia się krwi traktowany był jako sygnał kontaktu ze sferą śmierci i destrukcji, ale przez swój czerwony kolor mogła też odstraszać demony (Kowalski 1998: 251). Krew miesięczna zawsze była wykładnikiem stanu zawieszenia pomiędzy biologicznością, witalnością a bezpłodnością. Menstruująca kobieta w wielu kulturach tradycyjnych objęta była na ten czas tabu, bo jej status taksonomiczny nie jest wtedy w pełni określony. Wierzono, że jej obecność powodować może kwaśnienie mleka, obumieranie roślin, przyćmiewanie blasku luster, wymieranie pszczół w ulach, działanie na miedź i żelazo, które wydają pod jej wpływem obrzydliwy fetor (Wasilewski 2010: 159). Czasem miało to działanie dobroczynne:
Adam Paluch : Etnologiczny atlas ciała ludzkiego i chorób: 49
Zabroniony był też kontakt menstruującej z jakimikolwiek przejawami sacrum – udział w obrzędach i rytuałach (również obecność przy pieczeniu chleba czy w pobliżu ognia oraz kontakty seksualne – złamanie owego zakazu skutkowało urodzeniem kalekiego dziecka). Nieczystość miesiączkującej kobiety stwarzała zatem zagrożenie dla całego świata żywych stworzeń: ludzi, zwierząt i roślin. Z drugiej strony jednak podkreślano szczególne znaczenie i moc pierwszej krwi miesięcznej: mogła sprowadzać długowieczność, pomyślność, wzmagała potencję, dlatego bywała spożywana obrzędowo. Laskowiacy pijali krew menstruacyjną dodaną do herbaty lub wódki jako znany afrodyzjak (Paluch 1995: 49).
Wydzieliną, która nie miała koloru ani zapachu, a jednak produkowana była przez organizm, były łzy. Św. Augustyn z Hippony miał powiedzieć, że łzy są kroplami krwi duszy. W języku potocznym pojawia się też określenie „płakać krwawymi łzami”. Kojarzono je najczęściej z bólem i cierpieniem, podobnie jak krew. W przekazach ludowych spotykamy informacje dotyczące szczególnego znaczenia ostatniej łzy wypłakanej w życiu: „Jak człowiek umrze, to z oka wyjdzie łza i to jest dusza, która wyszła z ciała” (Moszyński 1967: 594). Bajki ajtiologiczne zachowały skojarzenie łez z grochem: wedle jednych przekazów groch powstał z łez Adama wylanych po utracie raju, wedle innych – z łez Matki Boskiej płaczącej nad ludzką nędzą (Krzyżanowski 1963: 188). Łzy, a wraz z nimi nieszczęścia, mogły być przepowiedziane przez gest przypadkowego rozsypania soli w izbie, a także jeśli podczas ślubu nowożeńcom padał deszcz.
Nie wiadomo było, skąd się biorą łzy, ale podobnie jak w przypadku innych wydzielin, uważano, że dobrze jest się pozbywać ich nadmiaru z organizmu – zgodnie z teorią humoralną wszelki naddatek wody bywa niebezpieczny. Łzy traktowano zatem analogicznie do potu – XVIII-wieczny zapis przestrzega:
Katherine Ashenburg : Historia brudu: 132
Ciekawą typologię łez przynosi dzieło z końca XIX wieku – praca Kamila Melinaud Dlaczego się płacze. Psychologja łez. Autor rozróżnia trzy rodzaje łez: łzy czysto-mechaniczne (towarzyszące ziewaniu, kasłaniu, krojeniu cebuli, a więc nie towarzyszą im żadne głębsze emocje), łzy zupełnie mimowolne (wyrażające wzruszenie, najczęściej pod wpływem smutku pojawiającego się z powodu jakiegoś silnego napięcia) oraz łzy napółdowolne (kiedy moglibyśmy nie płakać, ale obecność świadków wyzwala w człowieku poczucie konieczności ronienia łez).
Kamil Melinaud : Dlaczego się płacze. Psychologja łez: 15
Współczesne ustalenia dalekie są od takich klasyfikacji, ale łzy jako jedna z niewielu wydzielin ciała, nie mają jednoznacznie określonego wytłumaczenia, co do powodu i celu ich pojawiania się. Jedna z hipotez głosi, że skoro człowiek jest jedynym naczelnym, który płacze, to być może wynika to z tzw. „stadium wodnego”, które nasi przodkowie przeszli miliony lat temu (Morris 1993: 61). Inne ssaki lądowe nie płaczą, stąd przypuszczenie, że te, które powróciły do morza, ronienie łez wykształciły jako efekt uboczny funkcji oczyszczania gałki ocznej. Dodatkowo jest to silny sygnał wizualny, informujący o szczególnych stanach emocjonalnych, mający znaczenie społeczne.
Współczesna niechęć, którą obdarzamy wydzieliny cielesne, ma już zupełnie inne podłoże, związane ze zmianami kulturowymi towarzyszącymi nadawaniu im konkretnych znaczeń. Każda społeczność ustanawia, legitymizuje i sankcjonuje ich występowanie w swoisty sposób. Pamięć o magicznych granicach, które przekraczają wydzieliny, zachowała się jeszcze obecnie. Mary Douglas pisze w kontekście ciała, że
Mary Douglas : Symbole naturalne. Rozważania o kosmologii: 116
Dla kultur tradycyjnych granice ludzkiej ekumeny i tego, co poza nią, wyznaczały równocześnie granice cielesne. Odrzucenie i obrzydzenie związane były z silnym strachem przed działaniem sił kojarzonych z nieokiełznanym, transgresyjnym chaosem, a dopiero wtórnie pojawiło się doświadczenie wstydu. Skoro otwory w ciele miały charakter mediacyjny – dopuszczały komunikację między światem i zaświatami, to również ekskrementy przejmowały te właściwości.
Marcel Mauss : Socjologia i antropologia: 44
Wydzieliny cielesne stawały się nieczyste, bo naruszały określoną siatkę taksonomiczną, nie wpisując się w żadną kategorię jednoznacznie: należały do ciała i pozostawały poza nim. W kulturze współczesnej z kolei podstawowym odczuciem w kontakcie z wydzielinami będzie już tylko silna niechęć i wstręt.
Artykuły powiązane
- Sitniewska, Roksana – Higiena ludowa
- Czapiga, Małgorzata – Ślina – magia i medycyna ludowa
Bibliografia
- 1Apotropeion – Środek, któremu w kulturach tradycyjnych przypisywano właściwości magiczne o charakterze sprawczym (np. leczniczym, zapobiegawczym, wywołującym uczucia miłosne). Mogły stać się nim przedmioty codziennego użytku, ale zwykle jego funkcje pełniły elementy o nacechowaniu sakralnym, dewocjonalia, części ciała nieboszczyka, także zioła, kamienie niezwykłych kształtów itp.