Barokowa haptyczność wizji

Wytwory sztuk plastycznych działają nie tylko na wyobraźnię, lecz także na zmysły odbiorcy, który w układzie barwnych plam, refleksach światła, splocie linii i bogactwie faktur odnajduje echo swych cielesnych doświadczeń. Sensualne pobudzenie w kontakcie z dziełem nie jest jednak tożsame z doznawaniem świata materialnego, bo w sztuce to, co widzialne i namacalne, przenika się z tym, co bezcielesne. Ten splot wrażeń szczególnie silnie zaznacza się w sztuce barokowej. XVII-wieczni teoretycy dowodzili potęgi sztuk pięknych oddziałujących bezpośrednio na zmysły, a równocześnie zdolnych do ukazywania abstrakcyjnych idei:

Christophoro Giarda : Bibliothecae Alexandrinae Icones Symbolicae: [brak strony]

Tak jak zmysły nie mogą postrzec niczego, co w jakimś stopniu nie jest cielesne, tak też znajdujący się w poniżeniu nasz umysł nie może zrozumieć niczego, co nie posiada wyglądu ciała. Któż więc potrafi wystarczająco docenić wielkość długu, jaki zaciągnęliśmy wobec tych, którzy same sztuki i nauki wyrazili w obrazach i w ten sposób umożliwili nam […] ich poznanie.

Także współcześni badacze dowodzą, że sensualność i alegoryczność to podstawowe cechy sztuki barokowej (Białostocki 1978: 139-153, Benesz 2007: 117). Sam termin „barok” pozostaje jednak niejednoznaczny – w historii sztuki przymiotnikiem „barokowy” określa się często zupełnie odmienne konwencje obrazowania, treści i rozwiązania formalne oraz teorie estetyczne (Sokołowska 1971: 15, Białostocki 1976: 226-227, Otwinowska 1973: 77-79). Na terenie Polski na barokową różnorodność dodatkowo nakłada się równoległe funkcjonowanie stylistyki manierystycznej, a nawet, w bardziej tradycyjnych ośrodkach, gotyckiej. Wydaje się zatem, że w badaniach sztuki XVII i 1 połowy XVIII wieku należy wyjść poza zagadnienia stylu, ikonografii czy estetyki w kierunku rozważań o sensualnych aspektach dzieła i jego percepcji, gdyż, jak pisał Jan Białostocki, „dzieło barokowe kształtowane jest zawsze z myślą o odbiorcy” (Białostocki 1976: 244), który oczekiwał łudząco prawdziwych wrażeń pobudzających zmysły, wyobraźnię i emocje (por. Białostocki 1976: 244).

Korzenie takiej postawy tkwiły w XV-wiecznej teorii obrazowania. Albertiańska koncepcja obrazu-okna narzuciła malarstwu funkcje naśladowcze, a jednocześnie wyznaczyła granicę pomiędzy światem rzeczywistym a dziełem, co doprowadziło do narodzin „epoki sztuki”. W XVII wieku doszło do skrystalizowania nowej funkcji obrazu, który „przedmioty malowane ukazuje jako prawdziwsze […] niż te naprawdę prawdziwe” (de Piles, cyt. za: Białostocki 2009: 524) i podlega odmiennym prawom percepcji niż rzeczywistość (por. Marin 2011: 378-379). Wiązało się to z podkreślenie roli ram, które, zdaniem Giulio Manciniego, „przydają obrazom majestatu, sprawiając, że się je ogląda jakby poprzez okno” (cyt. za: Białostocki 2009: 27). Nicolas Poussin wskazywał, że obraz potrzebuje ramy, „żeby spojrzenia oka, oglądając każdą część obrazu, koncentrowały się i nie rozpraszały na zewnątrz” (cyt. za Białostocki 2009: 159). Poddany takiemu oglądowi obraz uzyskał autonomię – był zawieszeniem tego, co rzeczywiste, a jednocześnie (jak stwierdzał Marco Boschini) „rzeczy prawdziwym modelem; […] lustrem […], w którego wnętrzu świat cały istnieje” (cyt. za Białostocki 2009: 204). Zatem zadaniem sztuki nie było przekroczenie rzeczywistości ani jej obiektywne odwzorowanie, lecz stworzenie alternatywnego obrazu otaczającego świata (por. Białostocki 1978: 136, Hauser 1974: 343). Takie oczekiwania były wynikiem rozwoju przyrodoznawstwa i nowej, barokowej antropologii.

Jadwiga Sokołowska wskazuje, że odkrycia i wynalazki z przełomu XVI i XVII wieku, takie jak teleskop i mikroskop, dokonały przełomu w wyobrażeniu o świecie oraz w ocenie wrażeń zmysłowych człowieka, ukazując ich złudność i subiektywność. Teleskop pozbawił niebo nieskazitelności, mikroskop ujawnił podobieństwa pomiędzy ludzkim a zwierzęcym ciałem, a nawet – między człowiekiem a przyrodą nieożywioną. Świat okazał się wypełniony jednorodną materią pozostającą w nieustannym ruchu, co, w połączeniu ze sformułowaną przez Giordana Bruna ideą nieskończoności kosmosu, zachwiało stabilną pozycję ludzi we wszechświecie (Sokołowska 1973: 146-154, por. Hauser 1974: 348). Odarty z dotychczasowych złudzeń człowiek stał się skromną cząstką tej nowej struktury, co znalazło odbicie między innymi w pismach Blaise’a Pascala:

Blaise Pascal : Myśli: 51-53

Niechaj tedy człowiek przyjrzy się naturze w jej wzniosłym i pełnym majestacie […]. Cały ten widzialny świat jest jeno niedostrzegalną drobiną na rozległym łonie natury. […] Niechaj człowiek wróciwszy do siebie zważy, czym jest w porównaniu do tego, co istnieje, niechaj spojrzy na się jak na coś zabłąkanego w tym zakątku przyrody […]. Ale jeśli chce oglądać inny cud, równie zdumiewający, niech zbada to, co zna najdrobniejszego. Niech roztocz ukaże mu w swoim malutkim ciele części nieskończenie mniejsze, nogi ze stawami, żyły w tych nogach, krew w tych żyłach, soki w tej krwi, krople w tych sokach, wapory w tych kroplach […]. Niechaj ujrzy tam nieskończoność światów, […] niech zgubi się w tych cudach równie zdumiewających w swej małości, jak inne w swym bezmiarze. […] Kto się zważy w ten sposób, przestraszy się samym sobą i zawieszony między tymi dwiema otchłaniami, Nieskończonością i Nicością, zadrży na widok owych cudów. […] Ostatecznie bowiem, czymże jest człowiek w przyrodzie? Nicością wobec nieskończoności, wszystkim wobec nicości, pośrodkiem między niczym a wszystkim. Jest nieskończenie oddalony od rozumienia ostateczności; cel rzeczy i ich początki są dlań na zawsze pokryte nieprzeniknioną tajemnicą; zarówno niezdolny jest dojrzeć nicości, z której go wyrwano, jak nieskończoności, w której go utopiono. Cóż ma tedy uczynić, jeśli nie zadowolić się jakimś pozorem rzeczy, w wiekuistej niemożności poznania ich celu lub początku?

Ten pozór rzeczy człowiek baroku odnajdywał w kontakcie ze sztuką. Dzieła barokowe przedstawiały świat podporządkowany ludzkim możliwościom percepcyjnym. Poprzez łudzenie oka wywoływały wrażenie kontaktu z namacalnymi przedmiotami (por. Maśliński 1989: 23-25). Świat sztuki był światem pozorów, ale to człowiek ustanawiał rządzące nim prawa. W kontakcie z dziełem „czuł się nadal niezagrożonym i całkowicie swobodnym” (Sokołowska 1973: 156). Zadaniem sztuki było stworzeniehaptycznej wizji, która pozwalała odnaleźć utracony ład. Dlatego możliwość łudzenia zmysłów uznawano za decydującą o wartości dzieła. Na tej podstawie Galileusz wykazywał wyższość malarstwa nad rzeźbą:

Galileo Galilei : List do Lodovica Cigolego: [brak strony]

[…] tylko prostacy mogą myśleć, że rzeźba bardziej łudzi dotyk niż malarstwo, jeśli łudzenie rozumiemy jako takie oddziaływanie, że poczucie złudzenia uznaje jakąś rzecz nie za taką, jaką ona jest, lecz za taką, jaką się chce naśladować! A któż będzie sądził, że ktoś dotykając posągu uwierzy, że to żywy człowiek? Na pewno nikt. I ten rzeźbiarz, który nie umiejąc złudzić wzroku, dążyć będzie do wykazania swej sprawności chcąc oszukać dotyk, niewłaściwą drogę obiera, nie zauważa bowiem, że to poczucie odnosi się nie tylko do tego, co wypukłe i co zagłębione […], ale także do miękkości i twardości, do zimna i ciepła, do gładkości i szorstkości, ciężkości i lekkości, które wszystkie składają się na to złudzenie, jakie daje posąg.

Artyści barokowi nie dążyli do przełożenia na język sztuki odkryć przyrodników, lecz usiłowali „odgrodzić człowieka od otchłani, jaką ukazała mu nowoczesna kosmologia” (Sokołowska 1973: 163). Stąd rozwój malarstwa rodzajowego i pejzażowego oraz popularność martwych natur i portretów, które ukazywały rzeczywistość jako splot sensualnych doznań. Stąd liczne wizualizacje mistycznych wizji ujmujące w dostępnych kategoriach niepojęte prawdy objawione czy sceny alegoryczne przekładające na język zmysłów bezcielesne idee. Stąd różnorodne formuły obrazowania, które pozwoliłyby stworzyć dzieło, w którego wnętrzu „świat cały istnieje”: od brutalnego naturalizmu, po sugestywny iluzjonizm, od harmonijnego klasycyzmu po emocjonalny ekspresjonizm (Sokołowska 1973: 16, Białostocki 1978: 134).

W ten sposób sztuka pozwalała wyrazić potęgę ducha, okiełznać nieposkromione żywioły i zapanować nad złożoną naturą rzeczy. Pobudzone zmysły pozór świata zamieniały w jego alternatywny model, a ciało widza wyznaczało granice tego przeżycia.

Te różnorodne tendencje odnajdujemy zarówno w sztuce krajów katolickich, jak i protestanckich; także na terenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Śląska i Pomorza.

Najdoskonalszym przykładem są tu kościoły barokowe realizujące ideę syntezy sztuk plastycznych, gdzie malarstwo ścienne i bogate dekoracje rzeźbiarskie współgrają w tworzeniu haptycznej wizji wypełniającej całkowicie przestrzeń wyznaczoną przez okazałą architekturę. Widz uczestniczy w synestezyjnym spektaklu światła i cienia, koloru i przestrzeni, faktur i kształtów. W ten sposób wrażenia wzrokowe i dotykowe łączą się na przykład we wnętrzu dawnego kościoła kolegium jezuitów w Poznaniu zał. (obecnie kościół farny pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i św. Marii Magdaleny; wybudowany w latach 1651-1705 wg projektu Bartłomieja Nataniela Wąsowskiego, wystrój wnętrza wykonany w latach 1700-1732 m.in. przez Pompea Ferrariego, Jana Bianco, Szymona Czechowicza); wnętrzu kolegiaty św. Anny w Krakowie (wybudowana w latach 1689-1702 według, zmodyfikowanego przez Baltazara Fontanę, projektu Tylmana z Gameren; wystrój wnętrza zaprojektowali Baltazar Fonatana i Karol Dankwart pod koniec XVII wieku) oraz wnętrzu mauzoleum Piastów Świdnicko-Jaworskich w Krzeszowie (wystrój rzeźbiarski autorstwa Antona Dorazila, freski autorstwa Georga Wilhelma Neunhertza, lata 30. XVIII wieku).

Wyjątkowy efekt uzyskano także we wnętrzu kościoła św. Piotra i Pawła na Antokolu w Wilnie, które w latach 80. XVII wieku zostało udekorowane sztukateriami przez Pietra Perettiego i Giovanniego Galliego. Wykonane w białym stiuku płaskorzeźby tworzą tu bogate efekty światłocieniowe. Wzrok widza zanurza się w obfitym gąszczu organicznych form, poddając się działaniu rozwibrowanej płaszczyzny ścian. Równocześnie dekoracje nie przekraczają granic wyznaczonych przez podziały architektoniczne (por. Maśliński 1989: 27). Solidne mury stanowią ramę dzieła, potęgując materialność wizji. Powstaje wrażenie jednorodności przestrzeni, która zdaje się być jednocześnie „ciałem niecielesnym i bezciałem cielesnym” (Francesco Patrizzi, cyt. za: Maśliński 1989: 25).

Odmiennie traktowanoarchitekturę w 1. połowie XVIII wieku, kiedy triumfy święciła technika kwadratury. Mury pozornie otwierają się na nieskończoną niebiańską przestrzeń (przykładem pobernardyński kościół w Legnickim Polu, gdzie iluzjonistyczne freski wykonał Cosma Damian Asam) lub, skąpane w blasku mistycznego światła, ulegają pozornej dematerializacji (przykładem freski Franza Ecksteina w chórze kościoła pijarów w Krakowie). Powstałe w ten sposób iluzje wywołują jednak wrażenie namacalnej rzeczywistości. W ten sposób sztuka pokonuje naturę, a człowiek odnajduje we wnętrzu świątyni świat dostępny zmysłowemu poznaniu i pogrąża się w tym „pozorze rzeczy” zastępującym niepoznawalną naturę.

Na potęgowanie efektów haptycznych wpływały nie tylko łudzące walory formy, światło i przestrzeń. Istotną rolę odgrywało wykorzystanie właściwości samego medium. Łączenie lub imitowanie różnych materiałów to charakterystyczny dla baroku sposób pobudzania wrażeń dotykowych poprzez zmysł wzroku. Doskonałym przykładem jest ufundowany w 1688 roku ołtarz główny w pocysterskim kościele archikatedralnym w Oliwie, gdzie sztywność i gładkość zimnych kamiennych kolumn zestawiono z miękką puszystością stiukowych chmur.

Mistrzostwo osiągano także w oddawaniu faktur różnorodnych materiałów w malarstwie, czego dowodzą portrety pędzla Bartłomieja Strobla (np. Portret Władysława Dominika Zasławskiego-Ostrogskiego, wojewody krakowskiego z 1635 roku) i Daniela Schultza (np. Portret króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego z 1669 roku), który wsławił się także naturalistycznymi kompozycjami animalistycznymi ukazującymi naturę w jej najpowszedniejszym wymiarze (np. Kogut i kury). Dla uzyskania wrażenia namacalnej objętości (wolumenu) i plastyczności formy wykorzystywano naturalistyczny modelunek światłocieniowy. Dążono także do budowania iluzji głębi poprzez stosowanie perspektywy zbieżnej, barwnej i powietrznej. Barokowe malarstwo

Galileo Galilei : List do Lodovica Cigolego: [brak strony]

[…] nie mając żadnej wypukłości wydaje się być wypukłe […] nie jest dla malarstwa rzeczą niemożliwą w tej samej płaszczyźnie przedstawić nie tylko wypukłość postaci na jeden czy dwa łokcie […], lecz także rozległość krajobrazu i oddalenie morza na wiele, wiele mil. A jeśli ktoś będzie mówił, że dotyk nie ulegnie złudzeniu, będzie mówił jak osoba niemądra.

Dowodzą tego iluzjonistyczne freski Michelangelo Palloniego (np. wykonane w 1692 roku w kaplicy katedralnej św. Kazimierza w Wilnie) oraz Jerzego Eleutera Szymonowicza-Siemiginowskiego (np. wykonane w latach 80. XVII wieku dekoracyjne plafony w Pałacu w Wilanowie przedstawiające pory roku).

To, co sensualne, akcentowano także poprzez dobór tematów. Szczególną rolę odgrywały coraz powszechniejsze wizualizacje wizji, w których dochodziło do cielesnego kontaktu wizjonera z Chrystusem lub Marią, do mistycznej komunii lub zaślubin (Karmiszewska 2003: passim). Motywy takie obecne są między innymi w ikonografii św. Stanisława Kostki. Obraz powstały w kręgu Szymona Czechowicza ok. 1740 roku ukazuje świętego wpatrzonego w oblicze trzymanego w ramionach małego Jezusa. Wzrok i dotyk wyeksponowano jako źródła mistycznych doznań i religijnej ekstazy. Także dla wpatrzonego w obraz widza boska obecność zyskiwała sensualny wymiar.

Podobny efekt wywoływały pełne słodyczy przedstawienia pocałunku – sceny z udziałem Marii, Józefa lub św. Anny. Obraz Michaela Willmanna z ok. 1675 roku ukazuje Jezusa swobodnie wspartego o ciało Józefa, który dłonią tkliwie podtrzymuje podbródek dziecka, a wargami delikatnie dotyka jego policzka. Z czułością scenie przygląda się Maria. O popularności motywu pocałunku Józefa świadczy powtórzenie tej kompozycji przez Annę Willmann. Tego typu przedstawienia wymuszały identyfikację widza z ukazanymi postaciami poprzez nasycenie sceny walorami emocjonalnymi i sensualnymi (por. Kozieł 2006:146-147).

Okazją do cielesnego współodczuwania były przedstawienia mękiChrystusa i świętych męczenników. Łukasz Orłowski w obrazie z 1762 roku ukazał monumentalną postać świętego Sebastiana górującą nad rozległym krajobrazem. Posągowe, masywne ciało modelowane rzeźbiarskim światłocieniem kontrastuje z rozmytym, malarskim tłem. Dostępu do ciała nie ograniczają żadne wizualne bariery na przedpolu pierwszego planu (por. Kozieł 2006:146). Dzięki takiej kompozycji ciało świętego sytuuje się na granicy pomiędzy rzeczywistością zobrazowaną a przestrzenią odbioru i staje się niemal namacalne.

Wyeksponowane nagie ciało wielokrotnie pojawia się w malarstwie Michaela Willmanna w scenach Pasji (np. Podniesienie Krzyża Chrystusowego z ok. 1700 roku) i alegoriach (np. plafon Triumf Bohatera Cnót w refektarzu letnim w klasztorze w Lubiążu z lat 1691-92). Kompozycje często są ograniczone do jednego planu lub uzupełnione jedynie kulisowo potraktowanym tłem. Sceny dynamizuje diagonalny układ elementów. Pozornie płytka przestrzeń zostaje rozbudowana o przestrzeń przed obrazem dzięki zastosowanym diagonalom (np. Przybicie do Krzyża z ostatniej ćwierci XVII wieku) lub usytuowaniu postaci na bliskim pierwszym planie (np. Cierniem koronowanie z 1701 roku). Wrażenie to wzmacnia bogata struktura malatury. Swobodne pociągnięcia pędzla budują wolumen bryły i iluzyjne efekty fakturalne. Równocześnie ukazują dzieło jako materialny artefakt funkcjonujący w realnej przestrzeni.

W sztuce barokowej dokonuje się synteza tego, co płaszczyznowe i przestrzenne, dotykalne i widzialne, rzeczywiste i wyobrażone. W ten sposób rodzi się mikrokosmos rządzony zmysłami widza, będący alternatywną wobec nieskończoności i nicości.

Artykuły powiązane