Pamiętnik z powstania warszawskiego można określić mianem prozy unaoczniającej. Białoszewski pozwala bowiem odbiorcy znaleźć się w środku opisywanych wydarzeń, niejako współuczestniczyć w nich i ich zmysłowo współdoświadczać. W tym kontekście prozatorski debiut Białoszewskiego jawi się nie tylko jako — na co już zwracali uwagę krytycy — świadectwo o sobie, powstaniu, ginącym mieście, ale przede wszystkim jako zapis spojrzenia, które ocala. Opis percypowanej wzrokowo powstańczej Warszawy był z pewnością niełatwy. Pisarz musiał zmagać się z problemami, jakie z jednej strony stwarzają niedostatki własnej pamięci, a z drugiej — trudność stworzenia wrażenia stale towarzyszącej narratorowi potencjalności utraty opisywanego. Stąd właśnie narodziła się konieczność wypracowania językowej formuły zdolnej uchwycić ulotność świata, oddać tempo wydarzeń, pomieścić szybkie przemieszczenia się bohaterów w przestrzeni, symultaniczność bodźców: wizualnych, słuchowych i dotykowych. Autor Pamiętnika z powstania warszawskiego opowiadając, chce dać świadectwo (Konicka 2005: 103-124), pozwala więc być jak najbliżej wydarzeń. Deklaruje opowiedzieć jak najdokładniej, stąd też relacjonuje doznania wszystkich zmysłów: mówi o odgłosach bomb, smrodzie gotowanego zepsutego mięsa, chłodzie wody spływającej kaskadami z przestrzelonej rury, wreszcie mówi o tym, co widać: o „rozłupanych kamienicach” (Białoszewski 1988: 111), zniszczonych pociskami zabytkach, sypkiej i niezwykle kruchej materii miasta.
Pamiętnik z powstania warszawskiego przynosi świadectwo, że percepcja świata niezwykle rzadko bywa kontemplacyjno-statyczna, znacznie częściej diametralnie się od niej różni. Statyczne spotkania z postrzeganymi zmysłem wzroku elementami rzeczywistości — choć oczywiście zdarzają się — należą w Pamiętniku do rzadkości. Dzieje się tak z kilku względów. Po pierwsze ten, kto postrzega świat, z reguły się porusza. Przemyka ulicami schylony, biegnie z obawy przed pociskami. Nie może pozwolić sobie na dłuższe zatrzymanie, obserwuje więc otoczenie w pośpiechu, skrótowo, zwraca uwagę na wybrane elementy otaczającej przestrzeni. Po drugie także percypowana rzeczywistość nie jest stabilna i stała. Budynek trzęsie się od wybuchów, co raz spada tynk i odłamki gruzu, wszystko zasypuje pył. Nawet noce zamiast odpoczynku przynoszą niepokój. Skoro więc świat ulega nieustannym przemianom — to, co oglądane dziś, jutro może zniknąć — jak go opisać?
Białoszewski musiał zastanawiać się nad tym zagadnieniem już podczas powstania warszawskiego. Nieprzypadkowo w Pamiętniku wspomina jako lekturę do piwnicy kilkanaście kart popularnego podręcznika psychologii autorstwa Edwarda Titchenera (Hanna Konicka (Konicka: 92) jako pierwsza zauważyła, że w wydaniach Pamiętnika z powstania warszawskiego nazwisko psychologa zapisano z błędem „Titschener”. E. D. Titchener był reprezentantem angielskiej psychologii eksperymentalnej, uczniem W. Wundta, wyemigrował do USA, gdzie opublikował Lectures on the elementary psychology of feeling and attention, New York 1908. Polskie tłumaczenie ukazało się dwadzieścia lat później: E.D. Titchener, Podręcznik psychologii, tłum. A. Chojecki, Warszawa 1929.), które udało mu się zebrać w dniu swoich imienin (17 sierpnia 1944 r.) spod księgarni przy ul. Freta: „A ja zbierałem z rozwalonej księgarni latające luźne kartki Psychologii Titschenera. Kulki wiuwały mi koło ucha lewego, prawego i tak się schylałem siedemnaście razy, bo tyle nazbierałem podwójnych stron. Na lekturę do piwnicy. I była.” (Białoszewski 1988: 84). Białoszewski nie relacjonuje co prawda treści kart ani nie informuje, czy strony udało się ułożyć w kolejności. Wiadomo jednak, że czytał je nawet tydzień później, po przeniesieniu do piwnicy przy Miodowej. W dalszej części Pamiętnika zapisał: „Doczytywałem jeszcze Titschenera. Te 36 czy 38 stronic. Z Freta” (Białoszewski 1988: 127-128). Problemy psychologii, być może także psychologii percepcji wizualnej, interesowały młodego Białoszewskiego na tyle, że mimo ostrzału z narażeniem życia podnosił karty rozsypanej Psychologii Titchenera. Znaczące, że wymieniona została z tytułu właśnie ta publikacja. Świadomość bycia na miejscu, w centrum wydarzeń, obserwowania rzeczy ekstremalnych i związana z tym możliwość utraty życia — wszystko to wymagało od potencjalnego świadka odpowiedniego wyrażenia doświadczeń i bodźców odbieranych przez zmysły. Lektura Titchenera stała się więc przypuszczalnie swojego rodzaju teoretycznym przygotowaniem do tego zadania.
W Pamiętniku znajduje się wiele fragmentów reprezentujących różne sposoby odbioru świata, w zależności od usytuowania i zachowania obserwatora. Pierwsza możliwość dotyczy sytuacji, w której percypujący spotyka się z obiektem twarzą w twarz, kontempluje go. Nierzadko wystarczy wówczas jedno zdanie, by zburzyć statyczny obraz i wypełnić go dynamiką. Obserwator może pozostać bez ruchu, ale oglądana przestrzeń będzie już wyglądała inaczej, choćby ze względu na upływ czasu niosący ze sobą zmiany, tak wyraźnie widoczne w czasie powstania. Inny sposób opisu rzeczywistości prowadzony jest z punktu widzeniaobserwatora, który się porusza, musi więc być skrótowy, wyrażać ruch i pozwalać go czytelnikowi współodczuć. Pierwszy z wymienionych typów percepcji można określić statyczno-kontemplacyjnym, drugi zaś nazwać dynamicznym. W praktyce często bywa tak, że oba sposoby wizualnej percepcji świata wzajemnie się przenikają.
Poniżej zamieszczono przykład statyczno-kontemplacyjnej percepcji świata:
Miron Białoszewski : Pamiętnik z powstania warszawskiego: 122
W nocy więc miała kolor przestałych do wyschnięcia zacierek (pamiętajcie, że było wciąż sucho w gębie). I ten fryz. Z postaciami. W pochodzie. Postacie były płaskie, ale dawały cienie. Jednak. Do tego — w półkole. Patrzałem na to godzinami. Zaintrygowany.
Stan bezinteresownego zapatrzenia, w którym trwa narrator-Miron nie pozostawia wątpliwości, że oto nawet w zrujnowanej Warszawie, wśród bombardowań, miotaczy min i czołgów, piwniczny schron może stać się azylem, a piękno sztuki — przyciągać, intrygować, zachęcać do kontemplacji. Statyka tej obserwacji jest jednak, bardzo pozorna. Na pozór zarówno obserwator, jak i oglądany wycinek rzeczywistości — fryz zdobiący bramę pałacu Paca — pozostają w stanie zatrzymania, unieruchomienia mimo wojennej zawieruchy i jakby na przekór jej. Ale opis oglądanego fryzu nie pozwala mieć wątpliwości, że już sam fakt spokojnego wpatrywania się w przyciągający uwagę obiekt jest wyjątkowym zbiegiem okoliczności, „cudem — luksusem” (Białoszewski 1988: 123) jak pisze dalej Białoszewski o przepływającym przez piwnicę potoku wody z uszkodzonych rur wodociągowych. Ulotność chwili kontemplacji rozsadza statykę tego obrazu. Być może już za moment trzeba będzie zrywać się z desek posłania i ustawiać się pod w miarę bezpieczną framugą czy filarem? Ponadto fryz nie zawsze był widoczny. Nierzadko niknął z oczu zasłonięty kłębami dymu. A nawet gdy dymy pożarów nie stanowiły przeszkody, fryz daleki był od przyjęcia jednej tylko statycznej formy. Mienił się różnorodnością wyglądów w świetle księżyca, które tworzyło intrygujący spektakl cieni. Dawała też o sobie znać fizjologia obserwatora, dojmujące uczucie głodu. Może właśnie dlatego to kolorystyka elewacji pałacu Paca, kojarząca się z zacierkami, jako pierwsza przyciągnęła uwagę narratora-Mirona? Fragment cytowany stanowi zapowiedź tak częstych w prozie Białoszewskiego opisów widoków z okna, jak choćby osławionych opisów ulubionej, zmieniającej się pod wpływem pory roku czy dnia, topoli przy placu Dąbrowskiego.
Dobry przykład sposobu, w jaki statyczny obraz przekształca się w dynamiczny, przynoszą dwa fragmenty Pamiętnika, opisujące to samo miejsce: mieszkanie Swena, w jedynie trzydniowym odstępie czasu. Pierwszy fragment, dość krótki, wydaje się swojego rodzaju wprowadzeniem, zawiązaniem akcji. Czytelnik zapoznany zostaje skrótowo z przestrzenią, która jest dla narratora-Mirona z pewnych względów ważna — na zielonej kanapie toczyły się przecież długie dyskusje literackie, okupacyjne wieczorki poetyckie. Opis sprawia wrażenie bardzo dokładnego. Specyficzny rys nadaje narracji również fakt, że prowadzona jest z punktu widzenia kogoś, kto wie, co z mieszkaniem Swena stanie się za trzy następne dni. Bo choć Swen z Mironem otwierają właśnie drzwi do mieszkania na drugim piętrze, to obecna w zdaniu partykuła „jeszcze” („Drzwi wtedy jeszcze były” (Białoszewski 1988: 63).) wskazuje na niepokojącą potencjalność niebycia. Tak więc już we fragmencie wprowadzającym Białoszewski pozwala czytelnikowi przeczuć, że kolejna wizyta w mieszkaniu Swena przyniesie zaskakującą odmienię wyglądu opisywanej przestrzeni.
Drugi fragment potwierdza to przypuszczenie, zarazem poza nie wykraczając. W mieszkaniu Swena nie tylko nie ma drzwi, ale i ścian działowych. Białoszewski informuje nie tylko o tym, co obserwator postrzega, ale i o wszystkich jego czynnościach, będących w zasadzie powtórzeniem tych znanych z pierwszego fragmentu. Nie wszystkie są jednak możliwe do wykonania, bądź wykonanie ich przynosi odmienny efekt. Tym mocniejszy tworzy się kontrast między rzeczywistością przed zbombardowaniem kamienicy i po, gdy naturalnie spodziewane otworzenie drzwi nie może mieć miejsca wobec braku drzwi, a odruchowe spojrzenie na kanapę nie pozwala jej w pełni zobaczyć, gdyż zakrył ją kawałek muru. Wzrok przyciąga budzące grozę dzieło zniszczenia: chaos przestrzeni i poetycko określone — ściany „ażurowe od pocisków” (Białoszewski 1988: 64). Na opis–świadectwo składają się krótkie, rzeczowe zdania, zawierające wyłącznie fakty bez żadnego komentarza. Zdania mają prostą budowę, a pod względem frekwencji najczęściej zastosowano w nich czasownik „być”. Czytelnik otrzymuje w zasadzie informację o tym, co było, a czego nie było widać w pomieszczeniu. Jednak właśnie dzięki tej prostocie powstał opis bardzo wstrząsający, statyczny, ale zarazem pełen dramaturgii, niczym dwie filmowe klatki przed i po bombardowaniu.
Dobrym przykładem percepcji rzeczywistości z punktu widzenia obserwatora w ruchu jest fragment Pamiętnika dotyczący zburzenia warszawskiej katedry. W opisie postrzegania katedry pozwalają się wyróżnić trzy etapy: dynamiczna droga, statyczno-kontemplacyjny ogląd wnętrza katedry i wreszcie, zasygnalizowana pośrednio, dynamika zniszczenia. Droga dojścia do katedry relacjonowana jest z punktu widzenia obserwatora w ruchu, stąd wszechobecna skrótowość, umożliwiająca oddanie przemieszczania się w przestrzeni. Narrator-Miron mimo wcześniejszych obaw i deklaracji: „Nic nie pamiętam z drogi” (Białoszewski 1988: 86)), stara się ją w pamięci odtworzyć, ożywić. Dynamikę budują, co ciekawe, wcale nie czasowniki, ale rzeczowniki i imiesłowy. Tworzą one krótkie, urywane równoważniki zdań, które migają przed oczami czytelnika jak widoki przed oczami biegnącego narratora. Percypowana przestrzeń nie jest dokładnie opisywana:
Miron Białoszewski : Pamiętnik z powstania warszawskiego: 86
— O Jezu…
Galeryjka. Balia. To prywatne coś. Baby. W murze. Do Dominikanów. Chyba. Mig: Mostowa — barykada — leżący — strzelający — widok — Praga (inne miasto?). Gdańska Piwnica. Stare mury. Czerwone. Rynek.
Obrazy wizualne i dźwięki pojawiają się na chwilę, by zaraz zostać zastąpione przez inne, współwyznaczające drogę dojścia. Wejście obserwatora do katedry wpływa na zmianę optyki. Opis zwalnia, staje się dokładniejszy, informuje o znacznie większej liczbie szczegółów, ale i tu dominują rzeczowniki i ich określenia. Czasowniki jakby stają się zbędne. Wystarcza nazwanie, wyliczenie tego, co widać:
Miron Białoszewski : Pamiętnik z powstania warszawskiego: 86-87
Popołudnie. Upał. Jednak spokojniej. I ten tłok w środku. I to zapylenie. Podeszliśmy. Prezbiterium. I nie tłok od ludzi. Ale rzeźb, postaci, figur, świętych, biskupów, pozłacańców, infuł… Tłok… Tłum. Światłocień. Upał. Ale nieostry światłocień. Reszta ćmawa. Tam — na przodzie, w głębi, na dole (od drzwi) zapylenie. Podeszliśmy. Prezbiterium miało stalle. Po tej i po tej. No i ołtarz. I te katedralności. Fotele, trony, nalepy, narzuty, narośle. Stalle miały ciasno łeb w łeb — rzeźby, postacie. Ale wtedy to były i te dodane, jak się okazało. Mało tego: zebrane, u drzwi, na posadzkach, zdaje się, po prostu oberwane, ocalałe, schronione się tu, zebrane w tłok, z różnych miejsc, już rąbniętych. Odpust wisiał w powietrzu. Zbiór. Czy obiór. Sąd, ostateczność. I to raz-dwa, w dwa, trzy dni.
Gazetka, zawsze biegiem. Ktoś wpada. Daje. (…)
— „Dziś o godzinie… została zbombardowana doszczętnie Katedra”.
Nawet w przestrzeni zamkniętej, w murach świątyni, narrator postrzega rzeczywistość, poruszając się. Do kontemplacji wkrada się w ten sposób ruch, co powróci i w innych utworach Białoszewskiego. Zniszczonej katedry narrator nie opisuje. Opis byłby zbędny, wystarcza gazetowa notka — jedno zdanie: „Dziś o godzinie… została zbombardowana doszczętnie Katedra” (Białoszewski 1988: 87), resztę musi dopowiedzieć wyobraźnia czytelnika. Przysłówek „doszczętnie” działa mocniej niż jakakolwiek relacja. Katedry już nie ma, powstanie zmienia się w sąd ostateczny.
Spojrzenie ludzkie z natury jest dynamiczne, a poznanie świata — dalekie od statyczności. Białoszewski nie mógł pozostać na to obojętny, musiał tę prawidłowość uwzględnić. Autor Donosów rzeczywistości był szczególnie wyczulony na wewnętrzną dynamikę świata i ludzkiej percepcji. Podczas powstania warszawskiego nauczył się precyzyjnego, dogłębnego badania rzeczywistości oraz zdobył umiejętność zapamiętywania, utrwalania obrazów we wnętrzach swej pamięci. Dzięki temu Pamiętnik mógł stać się swoistym zapisem spojrzenia ocalającego.
Źródła
Źródła
- Białoszewski Miron, „Pamiętnik z powstania warszawskiego” (1970), cyt. za: „Utwory zebrane”, t. 3: „Pamiętnik z powstania warszawskiego”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988.
Recenzje
- Barańczak Stanisław, „Widok z piwnicy”, „Nurt” 1970, nr 8, s. 60.
- Czapska Maria, „Powstanie warszawskie inaczej”, „Kultura” (Paryż) 1970, nr 10, 127–133.
- Iwaszkiewicz Jarosław, „Obroty rzeczy”, „Życie Warszawy” 1970, nr 165, s. 5.
- Jackiewicz Aleksander, „Nad Białoszewskim”, „Film” 1970, nr 48, s. 11.
- Jaworski Marek, „Ukucnął pod stół i ocalał”, „Współczesność” 1970, nr 16, s. 10.
- Matuszewski Ryszard, „Białoszewski w Powstaniu Warszawskim”, „Polityka” 1970, nr 29, s. 7.
- Narbutt Jerzy, „Powstanie jakoś opisać…”, „Tygodnik Powszechny” 1970, nr 19, s. 8.
- Nowicki Krzysztof, „Powstania Warszawskiego przejmujące świadectwo”, „Tygodnik Kulturalny” 1970, nr 31, s. 1, 6.
- Otwinowska Barbara, „Bard Powstania Warszawskiego”, „Więź” 1970, nr 10, s. 118–125.
- Sowińska Beata, „W cieniu barykad”, „Życie Warszawy” 1970, nr 206, s. 3.
- Szybist Maciej, Warszawskie powstanie nowego porządku, „Miesięcznik Literacki” 1970 , nr 9, s. 139-141.
- Wyka Kazimierz, „Nikifor Warszawskiego Powstania”, „Życie Literackie” 1970, nr 22, s. 6.
- Zaworska Helena, „Dom”, „Twórczość” 1970, nr 10, s. 97–103.
Opracowania
- Barańczak Stanisław, „Mirona Białoszewskiego »Pamiętnik z powstania warszawskiego«”, [w:] tegoż, „Ironia i harmonia”, Czytelnik, Warszawa 1973.
- Buryła Sławomir, „Dwie relacje z powstania warszawskiego”, „Kresy” 1997, nr 4, 221–228.
- Czermińska Małgorzata, „Opowiedzieć powstanie, opowiedzieć zniszczenie (O Pamiętniku z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego)”, w: „Literatura wobec wojny i okupacji”, pod red. Michała Głowińskiego, Janusza Sławińskiego, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1976, s. 103-121.
- Czermińska Małgorzata, „Zawał miasta i zawał serca – dwa punkty zwrotne w opowieści autobiograficznej Mirona Białoszewskiego”, „Ruch Literacki” 2003, z. 4, s. 445–456.
- Janion Maria, „Jak opowiadać. (Białoszewskiego »Pamiętnik z powstania warszawskiego«)”, „Kultura” 1974, nr 34, s. 4–6.
- Konicka Hanna, „Vers une écriture de témoignage”, w: tejże: „La Sainteté du détail infime. L’œuvre de Miron Białoszewski (Varsovie 1922–1983)”, Presses de l’Université Paris-Sorbonne, Paris 2005.
- Krasoń Katarzyna, „Wojna w twórczości Mirona Białoszewskiego i Tymoteusza Karpowicza”, „Przegląd Humanistyczny” 1988, nr 6, s. 161–171.
- Sterna-Wachowiak Sergiusz, „Bo wojna jest niby zbiorem nieszczęśliwych wypadków, a powstanie – wybuchem zbioru. Wokół Pamiętnika z powstania warszawskiego”, „Akcent” 1984, nr 3, s. 62–79.
- Wróbel Henryk, „Obraz języka mówionego w»Pamiętniku z powstania warszawskiego«” Mirona Białoszewskiego”, [w:] „O języku literatury”, pod red. Józefa Bubaka i Aleksandra Wilkonia, UŚ, Katowice 1981.
- Zieniewicz Andrzej, „Dziennik martwego miasta (O »Pamiętniku z powstania warszawskiego« Mirona Białoszewskiego)”, „Miesięcznik Literacki” 1987, nr 7/8, s. 73–88.
Artykuły powiązane
- Śliwa, Anna – Białoszewski – sensorium blokowiska