Orzeszkowa (wczesna twórczość) – patrzenie na makrokosmos ludzki

Strategie patrzenia na człowieka, na złożony makrokosmos ludzki, kształtowały się u Orzeszkowej różnorako, choć dałoby się wyróżnić wśród nich tendencję dominującą. Polegała ona na uprzywilejowaniu przez pisarkę takiej formy patrzenia, którą można by nazwać analityczno-dyskursywną, nastawioną na wyprowadzanie z zaobserwowanych zjawisk uogólnień racjonalnych, porządkujących dane zmysłowe poprzez wprzęgnięcie ich w jakieś nadrzędne konstrukcje poznawcze (np. o charakterze uogólnień społecznych czy psychologiczno-obyczajowych). Generalnie rzecz ujmując, podmiot patrzący na ludzi jawi się często u Orzeszkowej jako konstrukcja wyabstrahowana z empirycznego kontekstu sytuacyjnego, jako ktoś, kto upodabnia się w swoich kompetencjach poznawczych do narratora wszechwiedzącego i wszechwidzącego.

Powyższą strategię patrzenia zracjonalizowanego pisarka preferowała zwłaszcza we wczesnej fazie swojej twórczości. Podmiotami patrzącymi stawali się najczęściej narratorzy autorscy (wszechwiedzący), obdarzeni niekwestionowanym autorytetem poznawczym, zdolni do formułowania uogólnień opatrzonych niekwestionowaną asercją odautorską (znamiennym przykładem debiutancka powieść Orzeszkowej – Ostatnia miłość z 1868 roku). Ich patrzenie na ludzki makrokosmos kształtowało się jako proces mentalny, zasadniczo nie zakłócany naleciałościami sensualnymi, wolny od determinant konsytuacyjnych, choć zarazem na tyle pojemny i ogólny, iż dałoby się go odnieść do „zasobu doświadczeń czytelników” (Barczyński 1976: 80). Poznawczym rezultatem tego patrzenia była dyskursywna wiedza o świecie, wiedza o wysokim stopniu intersubiektywności, ugruntowana na fundamencie pozytywistycznej aksjologii i etyki, wolna (rzekomo) od dogmatyzmu, podporządkowująca kategorie emotywne racjonalizmowi.

Za modelowy przykład takiego patrzenia na człowieka mogą posłużyć liczne fragmenty Ostatniej miłości, w których autorski narrator wszechwiedzący opisuje protagonistę powieści, inżyniera Rawickiego, wyciągając z zaobserwowanych cech jego fizjonomii ogólne wnioski o charakterze interpretacyjnym. Aspekt sensualny właściwie nie występuje w tym przypadku; patrzący jawi się jako wyabstrahowana z kontekstu sytuacyjnego instancja poznawcza, która dostarcza wiedzy intersubiektywnej:

Eliza Orzeszkowa : Ostatnia miłość: 33, 34

Kiedy pan Stefan Rawicki zdjął kapelusz w otwartych drzwiach balkonu, można było dostrzec, że w istocie nie był już młodym. Dowodziły tego lekko gdzieniegdzie posrebrzone i nieco przerzedzone nad czołem, krótko przystrzyżone włosy. […] Wyraz twarzy jego i oczu był tak niepospolity, tak pełen blasku i siły, że niepodobna było zaprzeczyć temu człowiekowi jeśli nie wdzięku, to przynajmniej wiele z potęgi młodszemu wiekowi właściwej. […] Nie można było powiedzieć o nim: młody człowiek, ale ze spojrzenia, z uśmiechu, z postawy jego całej tryskała silna, gorąca, choć poważna i surowa dusza; a cała powierzchowność tego człowieka pociągała rodzajem jakby magnetycznego wpływu, jaki zwykle potężne natury rozlewają wokoło siebie.

Stosunkowo rzadziej przedstawiała pisarka proces patrzenia na ludzki makrokosmos przez spersonalizowanego narratora fingowanego. Taki przypadek zachodzi w tendencyjnej powieści Pamiętnik Wacławy (1871), w której podmiotem patrzącym na świat jest bohaterka tytułowa, pełniąca funkcję narratorki. Jej patrzenie na ludzki makrokosmos zasadniczo przypomina domniemaną strategię epistemologiczną samej autorki. Wacława posiada bowiem wrodzoną (odziedziczoną po ojcu) zdolność racjonalnego wyjaśniania zaobserwowanych zjawisk.

Orzeszkowa ukazała jednak w powieści dwa zasadnicze sposoby patrzenia na świat, zdeterminowane przez różne style wychowania. Pierwszy, ukształtował się pod wpływem „świata matki” bohaterki; jego wyróżnikiem była bezrefleksyjna pogoń za wrażeniami dostarczanymi przez obyczaje wielkiego świata (w swojej pamiętnikarskiej relacji Wacława opisała reakcję na świat salonów: „Znowu porwała mię fala marzeń unosząc po świecie; pokazywała salony, suknie, perły, koronki, salę balową, w której tańczyły chóry archaniołów […]” – Orzeszkowa 1988a: 11). Z kolei drugi sposób postrzegania ludzkiego makrokosmosu objawił się – oczywiście kontrastowo w stosunku do pierwszego – jako patrzenie racjonalne, zdominowane przez mentalizm, nacechowane przy tym obrazami o wyrazistych konotacjach etyczno-aksjologicznych.

Narratorka rozsnuła przed czytelnikiem wizję świata, „zaobserwowaną” przez siebie pod wpływem nauk ojca; tworzyły ją obrazy, rzec można, mentalne, imaginatywne, „utworzone” przez rozwijającą się racjonalną świadomość poznawczą bohaterki. Udział zmysłu wzroku w tym sposobie patrzenia był czysto konwencjonalny, na plan pierwszy wysuwały się bowiem określone obrazy-idee:

Eliza Orzeszkowa : Pamiętnik Wacławy: I: 12-13

[…] Gdym go [list od ojca – T.S.] odczytała , pierzchły sprzed mych oczu błyskotliwe obrazy wywołane pismem mej matki i już nie fala marzeń mnie kołysała, ale nie znane dotąd myśli porywały w światy nieznane. Zamiast sali balowej ujrzałam wyobraźnią przestrzeń szeroką, pustą zrazu, ale która stopniowo zapełniała się rojem ludzi, to pług ciągnących po glebie rodzinnego kraju, to siedzących nad księgą z pochylonymi czołami, to tułających się we łzach i boleści po różnych stronach ziemi, to modlących się po świątyniach lub przy domowych ogniskach pędzących życie w pokoju i miłości.
Nie byłże to ów świat pracy, myśli, cierpień i szlachetnych radości, o którym pisał mi mój ojciec?
Tak, ten to świat pokazały mi myśli moje, połączone z jego myślami.

W Pamiętniku Wacławy bardzo słabo przejawia się czysto sensualny aspekt patrzenia na świat. Nawet sceny miłosne z udziałem protagonistki i hrabiego Wacława zostały zdominowane przez czynnik ideowy: wspólnotę poglądów wyznawanych przez oboje bohaterów. Orzeszkowa w nader konwencjonalny sposób stosowała tradycyjną, melodramatyczną „technikę” wzrokowego kontaktu obojga zakochanych:

Eliza Orzeszkowa : Pamiętnik Wacławy: II: 316

[…] pamiętam dobrze – pisze Wacława – pewien wieczór cichy, pogodny, z purpurowym pasem na zachodzie […], z odległym szmerem rzeki błękitnej i sklepieniem niebios tak czystym, jakby przesunęły się po nim wszystkie skrzydła aniołów, aby najmniejszej chmurki ni pyłu ziarenka nie pozostawić na drodze wysokiej, która płynęły za nieskończoność spojrzenia oczu naszych.
Siedzieliśmy we dwoje u otwartego okna. W pokoju nikogo więcej nie było. patrzyliśmy na siebie i nie mówiliśmy nic.

Patrzenie na siebie objawia się w utworze – na modłę typowo sentymentalną – jako porozumienie dusz. Orzeszkowa nie ukazała mechanizmu sensualnej, podmiotowej, zdeterminowanej konsytuacyjnie percepcji drugiego człowieka. Znamienne przy tym, iż patrzenie bohaterów „konstruowała” najczęściej jako proces mentalny, wnikliwie docierający do mechanizmów ludzkich zachowań, prowadzący do obiektywizacji i uogólniania zaobserwowanych zjawisk.

Inny wariant fingowanego narratora-bohatera zastosowała pisarka w innej wczesnej powieści pisarki, Z życia realisty (pierwodruk prasowy – 1868). Narrację prowadzi w niej ów tytułowy „realista” i racjonalista, absolwent politechniki, człowiek umysłu ścisłego i praktycznego, poddany implikowanej acz wyrazistej krytyce jako jednostka słabego charakteru. W swoim spojrzeniu na świat jest on dogmatycznie jednostronny; wypowiada się o sobie na wstępie utworu:

Eliza Orzeszkowa : Z życia realisty: 243-244

Nieubłagane w logice i ścisłości swej matematyczne prawdy, również logiczne i nieledwie dotykalne prawa, rządzące fizyką i chemią, nad którymi studia pochłaniały mi dni i noce, coraz bardziej sprowadzały mój umysł do poznawania i miłowania tego tylko, co realne, wypływające z materii i w niej niby tonące, aby się z niej znowu ze świętą i nieskończoną siłą odrodzić do tego, co otacza człowieka i może mu być widzialnym lub dotykalnym przez wzrok, mikroskop, wagę albo linię.
[…] w 24-tym roku mego życia wracałem do kraju zimnym racjonalistą, szydersko uśmiechniętym wewnętrznie ze wszystkiego, co nazywałem idealistyką i mrzonkami.

Trzeźwe patrzenie Zygmunta na ludzki makrokosmos załamało się wtedy, gdy, pracując w fabryce sukienniczej w guberni kijowskiej, poznał ukraińską dziewczynę, jedną z pracownic fabrycznych. To nagłe pojawienie się w jego życiu pięknej młodej Ulany wywołało w nim burzę nieznanych mu wcześniej uczuć. Poczuł wtedy, że jego niegdysiejszy racjonalizm i zdroworozsądkowy praktycyzm zaczęły się załamywać. Pisarka próbowała tym sposobem przedstawić, by tak rzec, kruchość poznawczych klisz, ukształtowanych przez człowieka w sposób doktrynalny i następnie nie wytrzymujących konfrontacji z doświadczeniem.

Eliza Orzeszkowa : Z życia realisty: 282

Śmiejcie się ze mnie – pisał narrator – o wy wszyscy ludzie zdrowego rozsądku i zimnej krwi, ale ja poznałem w owej chwili, że serce uderzyło mi silniej, niż zwykle, i doprawdy nie zaręczam, czy uważne oko nie dojrzałoby na twarzy mojej rumieńca. Nigdym też nie przypuszczał, aby w spojrzeniu wiejskiej nieoświeconej dziewczyny, w spojrzeniu mimochodem rzuconym, mogło być tyle wyrazu, tyle głębi.
W tych zapadłych nieco, półosłoniętych długimi rzęsami oczach, poza cichym smutkiem, wyraźnie gorzał ogień, nie znający jeszcze siebie, ale który przepowiadał, że za lada iskrą strzeli na zewnątrz płomieniem namiętności.

Racjonalność i praktycyzm walczą w duszy bohatera z nieokreślonym zachwytem i upojeniem, wywoływanymi przez prostą i naturalną dziewczynę, której widok oddziałuje na wszystkie zmysły Zygmunta. Siła namiętności okazuje się większa aniżeli argumentacja racjonalna (Żmigrodzka 1965: 371). Ulana nabiera w oczach bohatera znamion wyjątkowości. Prawdopodobnie działa w ten sposób mechanizm swego rodzaju podmiotowej projekcji, która „tworzy” obiekt, nadając mu dodatkowych walorów. Zakochany Zygmunt potrafi wszakże nadal wyciągać ogólne wnioski z zaobserwowanych zjawisk psychofizycznych; jego przywiązanie do racjonalizacji świata przejawiało się także w ujęciu i ocenie młodej ukraińskiej dziewczyny:

Eliza Orzeszkowa : Z życia realisty: 303

[…] Miała ona taką samą magnetyczną siłę pociągu, na tle ogólnym odznaczała się wybitnie, do bladej twarzy swej i głębokiego spojrzenia przykuwała oczy otaczających. Tylko zamiast błyszczących ogładą i jaśniejących wiedzą słów kobiet salonów, posiadała siłę pieśni, potęgę głosu, drgającego całym światem uczuć, o których istnieniu […] nie wiedziała jeszcze sama.

Zygmunt dostrzega ruinę swoich dotychczasowych pryncypiów poznawczych, ujawniającą się choćby w relatywizacji pojęcia prawdy i w całkowitym zwątpieniu we wszystko. Patrzenie bohatera na świat i ludzi pisarka przedstawiła jako stan niestabilny, jako proces podlegający ewolucji. Psychologiczne oblicze Zygmunta okazało się więc wielopłaszczyznowe, dalekie od schematyzmu, co świadczy o poznawczej odkrywczości młodej pisarki (Żmigrodzka 1965: 368).

Jak można zasadnie przypuścić, Orzeszkowa skrytykowała w tym przypadku postawę „realistyczną”, rozumianą jako wąski praktycyzm i utylitaryzm, pozbawiony porywów uczucia. Oczywiście, powieść Z życia realisty nie jest też apologią romantycznego emotywizmu i irracjonalizmu. W procesie poznawania świata nie przyznaje wyłącznego prymatu ani doświadczeniu zmysłowemu, ani też racjonalnemu mentalizmowi. Patrzenie na innych ujmuje Orzeszkowa jako proces złożony i skomplikowany. Współtworzący go ciąg wrażeń zmysłowych – zarówno wizualnych, jak i akustycznych – wywołuje wyobrażenia, które następnie „modelują” ludzkie zachowania.

Jako nieco odmienne, choć również złożone, przedstawiła pisarka patrzenie na makrokosmos ludzki w tendencyjnej – niewolnej zresztą od ciężkiego balastu melodramatycznego – powieści W klatce (1870), która przynosi studium namiętnego zaślepienia, jakiemu ulega protagonista, młody lekarz Lucjan Dolewski. Jeśli w powieści Z życia realisty spojrzenie na rzeczywistość rozpinało się między ciasnym, dogmatycznym realizmem i praktycyzmem a emotywizmem (i żaden z tych sposobów nie zyskał autorskiej aprobaty), to z kolei W klatce podstawową opozycję tworzą, z jednej strony, pozytywistyczny racjonalizm, spleciony z utylitaryzmem społecznym, oparty na swoiście pojętym woluntaryzmie, oraz, z drugiej, postromantyczna potęga nieokiełznanych uczuć i pragnień oraz wszelkie dążenie maksymalistyczne.

Lucjan spogląda zrazu na świat z punktu widzenia pozytywistycznego idealisty i utylitarysty; wierzy w ozdrowieńczą moc oświaty jako podstawowego warunku postępu cywilizacyjnego. Ale niebawem postawa epistemiczna bohatera załamie się. Oto bowiem poznaje piękną Klotyldę Warską, młodą wdowę, kobietę o złożonej osobowości, typ femme fatale (por. Żmigrodzka 1965: 349). Wzajemna fascynacja obojga rozpoczyna się od kontaktu zmysłowego: przenikliwe patrzenie Lucjana na Klotyldę, niekiedy przez nią odwzajemniane, odkrywa piękno i ogromny urok tajemniczej kobiety. Oczywiście, wzrokowy kontakt bohaterów opisała Orzeszkowa w sposób tradycyjny, odwołując się do konwencji romantycznej (w okresie pozytywizmu mocno już wyeksploatowanej przez popularną prozę o tematyce romansowej), w której szczególnie uprzywilejowano oczy i emanującą z nich rzekomo mowę duszy:

Eliza Orzeszkowa : W klatce: 160, 163

Wzrok młodego doktora padł najprzód na klęczącą u łóżka chorej i twarzą zwróconą ku niemu kobietę w bieli. Wąski promień słońca przekradający się zza sztory zasłaniającej okno wyraźnie rozświecał na mrocznym tle pokoju jej strojną i piękną głowę.
Lucjan zatrzymał się u drzwi przez krótką chwilę i patrzył; nie znał on kobiety, którą ujrzał niespodzianie, nie wiedział , kto ona, a jednak był pewny, że gdzieś, kiedyś ją widział. Twarzą jej wywołana stanęła w mgnieniu oka przed wyobraźnią jego ciemna głąb kościelnej kaplicy i o biały filar oparta, zgięta boleścią postać kobiety.
[…]
I Klotylda patrzyła na niego […]. Ciemne jej oczy, w tej chwili bardzo czarne i migocące złotymi w głębi ognikami wpatrzyły się w twarz doktora badawczo, uparcie, a w myśli jej krążyło ciągle pytanie:
„Byłżeby to ten sam?”
Cudowną jest gra oczów ludzkich! Kto umie w nich czytać, może z nich wysnuć całą historię serc minioną i przyjść dopiero mającą. Inaczej patrzą szczęśliwi zawsze; inaczej ci, co wiele cierpią; inaczej tacy, których uczucia burzliwe są i namiętne; inaczej ci, którzy czują głęboko, ale łagodnie i słodko. A zawsze dla badacza język spojrzeń wymowniejszy być może niż mowa ludzka […].

Generalnie rzecz ujmując, patrzenie na świat i człowieka – pojęte jako ogólna dyspozycja poznawcza podmiotu – zostało ukazane w powieści W klatce jako wielorako spaczone, co w dużej mierze wynikało zarówno z nacisku konwencji społecznych i obyczajowych, w których ryzach znajdowali się bohaterowie, jak i z braku (lub utraty) umiejętności realnego postrzegania drugiego człowieka. Oddawanie się niekontrolowanym namiętnościom Orzeszkowa-pozytywistka musiała, rzecz jasna, ostro skrytykować.

Patrzenie na makrokosmos ludzki jawi się we wczesnej twórczości Orzeszkowej jako proces wymodelowany w sposób typowy dla epistemicznej strategii polskiego pozytywizmu. Jest to proces złożony, zdominowany jednak przez zabiegi racjonalizujące „materiał” zgromadzony uprzednio na drodze doświadczenia zmysłowego, proces, który prowadzi do odpowiedniej klasyfikacji świata przedstawionego poprzez odnoszenie jego zjawisk do „kategorii leżących na zewnątrz tego świata, branych z rzeczywistości pozaliterackiej” (Martuszewska 1970: 83). Jeśli pisarka, z jednej strony, krytykowała dogmatyczny, wyzbyty pierwiastka etycznego i emotywnego, racjonalizm jako sposób postrzegania świata i ludzi, to, z drugiej, dostrzegała też oczywiste niebezpieczeństwo tkwiące w wybujałym emotywizmie, który z reguły zniekształca obraz przedmiotu i często prowadzi do klęski patrzącego.

Artykuły powiązane